pistolet dla dziecka...

28.11.08, 21:59
Czy Wasze dzieci (właściwie mam na myśli chłopców) lubią bawić się
pistoletami? Wg mnie pistolet to intruz w gronie zabawek kilkulatka, ale z
drugiej strony to taka "męska" zabawa. Jak uważacie - czy kilkulatek powinien
umieć bawić się w wojnę? Czy to sprzyja kształtowaniu jego "męskiej osobowości"?
    • blacky113 Re: pistolet dla dziecka... 28.11.08, 22:06
      Oj nie, jakbym miał synka to nie chciałbym aby się bawił takimi
      zabawkami, chociaż to czym się bawi poza domem (np, w przedszkolu)
      nie mamy wpływu. Ja bym osobiście nie kupił.
    • mea8 Re: pistolet dla dziecka... 28.11.08, 22:32
      Mam 3 latka, w zyciu od nas nie dostanie pistoletu. Raz dostal od
      kogos taki na wode, na szczescie momentalnie sie popsul.
      • jagabaga92 Re: pistolet dla dziecka... 28.11.08, 22:42
        Zadałam to pytanie, bo z tego, co obserwuję w grupie przedszkolnej mojego synka
        (4,5-roku), to w grupie tylko 3 chłopców (na 16) nie lubi zabawy pistoletami.
        Reszta świetnie wie, jak taką pseudo-zabawką sie posługiwać, więc gdzieś sie
        tego nauczyły sad Tych trzech chłopców (w tym mój synek) to "odszczepieńcy".
        Dlatego pomyslałam, że może robimy dziecku krzywdę, nie kupując mu pistoletu.
        Synek raz dostał pistolet w prezencie od dziadka, ale "przypadkiemwink"
        nadepnęłam na niego i wylądował w koszu.
        • doros1 Re: pistolet dla dziecka... 28.11.08, 23:12
          Mam podobne obserwacje.W grupie 4 -latków tylko mój syn nie bawi się w wojnę,
          nie rajcuje go bieganie z pistoletem ( takie zabawki są u dziadków, po
          kuzynach, więc ma do nich dostęp). Ma za to miecz i bawią się z bratem w
          piratów/rycerzy.Gdyby był zainteresowany pistoletami to kupiłabym mu.
    • bj32 Re: pistolet dla dziecka... 28.11.08, 23:04
      A ja mam córkę. Uwielbia karabiny, łuki, miecze itp. I jej nie
      bronię. Zabraniam atakować zwierzęta i ludzi. Z wymyślonymi wrogami
      może się tłuc ile zechce. Nie uważam, zeby było w tym cokolwiek
      złego. Sama będąc dzieckiem też sie bawiłam zabawkami militarnymi i
      w wojnę. Kto nie miał pistoletu ze sklepu wynajdywał odpowiednio
      wyprofilowanego badyla i cześć. Nie zauważyłam, żeby ktokolwiek z
      moich znajomych wyrósł na bandziora czy mordercę posługującego się
      bronią palną.
      I nie ma to nic wspólnego z "męską osobowością", bo teraz to już
      błędny stereotyp [vide "G. I. Jane"wink]. Uważam, ze zabawki, nawet
      militarne, są dla dzieci, a rodzice są od tego, żeby dziecku
      tłumaczyć świat i nauczyć je odróżniać dobro od zła: jeśli
      zastrzelisz kotka albo nielubianą sąsiadkę - źle, jeżeli zaś w
      obronie własnej strzelisz w kolano bandycie z tasakiem - dobrze.
      Dzieci "od zawsze" bawiły sie w wojnę i nie ma co z tym walczyć. Co
      z tego, że trzy- czy pięciolatkowi nie kupisz plastysianego
      pistoletu, jak przypadkiem w wiadomościach zobaczy kolegów Bin
      Ladena z automatami? Tego się nie uniknie...
    • agnieszka_i_dzieci Re: pistolet dla dziecka... 29.11.08, 10:12
      Ja nigdy nie popierałam kupowania pistoletów.
      Wyjątek zrobiłam kupując pistolety na wodę.
      ale dzieci w pewnym momencie wchodzą w etap takich zabaw, podpatrzą na placu
      zabaw, w przedszkolu itp.
      Mój Patryk nie ma pistoletów i innej broni co nie przeszkadza mu bawić się w
      strzelanie. Robi broń z klocków,patyków....
      I szczerze mówiąc to moim zdaniem chyba najlepsze wyjście- jak już musi strzelać
      to niech przynajmniej z wyobraźni korzysta tongue_out
      a ponadto uparcie uczę go,ze nie strzela się do ludzi i zwierząt tylko do tarczy
      albo w niebo...
    • artjoasia Re: pistolet dla dziecka... 29.11.08, 12:27
      Jagabaga, Ty po prostu niepoprawna politycznie jesteś, ja się czuję osobiście dotknięta! O równouprawnieniu nie słyszałaś?!? wink

      Mam bardzo mieszane uczucia. Generalnie jestem przeciw, ale z dwojga złego prędzej kupię córce pistolet (na wyraźne żądanie), niż jakąś grę w zabijanie, gdzie to zabijanie nie powoduje żadnych konsekwencji, bo każdy ma 2, 3, 10 czy ileś tam "żyć". Prędzej kupię pistolet, niż odkurzacz, pralkę, kuchnię czy cokolwiek, co ma za zadanie wtłaczać moje dziecko w stereotyp kury domowej (jak będzie chciała gotować czy sprzątać, to lepiej niech to robi "naprawdę"). Jednak podobnie jak agnieszka_i_dzieci, raczej nie kupiłabym gotowca, który wszystko robi za dziecko i nie pozostawia żadnego pola dla wyobraźni - raczej byłby to pistolet realistyczny w kształcie, ale nie dymiący czy strzelający iskrami.
      Sama bawiłam się pistoletem, miałam również miecz i tarczę, łuk i strzały, a także własnoręcznie zrobioną procę. Jednak strzelanie do czego popadnie nigdy nie było celem samym w sobie. Po prostu ten pistolet/łuk/miecz był nieodłącznym atrybutem prawdziwego Indianina/szeryfa/rycerza i jako taki był do zabawy niezbędny. Sama zabawa oparta była zazwyczaj na jakiejś rozbudowanej fabule, gdzie dobro walczy z podstępnie czającym się złem, a na końcu zwycięża i wszyscy żyją długo i szczęśliwie. Uważam, że w tego typu zabawie nie ma nic złego, nawet jeśli wymaga użycia broni palnej.
      Jednak dziecku przejawiającemu agresję w stosunku do istot żywych czy nawet przedmiotów na pewno nie kupiłabym żadnej militarnej zabawki.
      smile
    • loola_kr Re: pistolet dla dziecka... 29.11.08, 22:40
      Mój syn ma karabin i pistolet (pierwszy mąż mu kupił jak miał niecałe 2 lata).
      Pobawił się chwile, porzucił, za jakiś czas znowu się pobawił.
      ja akurat nie widzę w tym nic złego (mój mąż całe dzieciństwo bawił się
      żołnierzami i karabinami i jakoś go to nie skrzywiło...) zastanawiam się czy
      taki Stalin miał zabawkę-pistolet, pewnie nie, i co?
    • grazynarosa Troche z innej beczki.... 30.11.08, 13:57
      Pizsecie-meska zabawa/meska sprawa/...a ja wczoraj ujrzalam doslownie fragment programu Manna,ten z dziecmi-i tam facetka mowila cos z czym sie w 100% zgadzam!Dlaczego facet nie umie/nie wykonyje w domu prac "kobiecych"? bo nie zostal tego nauczony przez swoja mame/albo jak mama probowala go tego uczyc to zaraz szanowny tatus mowil:cos ty,frajer!? to babska robota! ach szkoda gada! mam takiego chlopa w domu(meza)ozenil sie pozno,i nawet szklanki po sobie nie umyje...dom to resteuracja,hotel-gdzie sa "kelnrki,pomywacza,sprzataczka i inne baby do roboty-a on jest od lezenia i ogladania tv....ok.Tyle!i tak za duzo napisalam a juz mnie trzepie!!!
      • doros1 Re: Troche z innej beczki.... 30.11.08, 21:59
        Nie denerwuj się smile
        Też zgadzam się z opinią tej facetki. Męża przerobiłamsmile. A synowie mają
        zabawkową pralkę, odkurzacz ,żelazko, wózek z lalkami,kuchnię- ku przerażeniu
        moich teściów.Oprócz tego chętnie pomagają w gospodarstwie domowym wink... i
        niech tak zostanie im na zawsze.Gdzieś czytałam,że ludzie którzy łączą w sobie
        cechy kobiece i męskie maja większe szanse przetrwania smile.
        • jagabaga92 Re: Troche z innej beczki.... 01.12.08, 09:32
          O rany!! Gorąco sie robi smile To ja zadałam niewinne pytanie o nieco
          kontrowersyjną zabawkę dla dziecka (gł. chłopca), a tu... dyskusja o
          równouprawnieniu... Zatem: KOBIETY - DO BOJU !!! smile
          • bj32 Re: Troche z innej beczki.... 01.12.08, 10:14
            "Niewinne pytanie"! Ha! O zabarwieniu szowinistycznym, ot co!
            To Ty nie wiesz, ze emancypacja?, że feminizm walczący? Że "kobiety
            na traktory!"? Że G. I. Jane? Że Kopernik była kobietą?
            A Ty tu z karabinem dla chłopca wyskakujesz. Chłopców to już
            niedługo będzie można wyłącznie w kilty ubierać i w różowe kwiatki,
            i warkoczyki, i te pe wink
            • jagabaga92 Re: Troche z innej beczki.... 01.12.08, 10:30
              ...tak, feminizm walczący smile Już dostałam po nosie na tym forum, gdy napisałam,
              że w historii największe dzieła malarskie są autorstwa mężczyzn... - bo to tylko
              dlatego, że "kobieta przez wieki była podludziem" wink

              ...tylko na wojnie to mało która feministka chciałaby walczyć na linii frontu...
              wink No, ale teraz kobiety wykształcone, to pewnie zajmowałyby się dowodzeniem, a
              nie walką wink
              • loola_kr Re: Troche z innej beczki.... 01.12.08, 11:47
                chyba, że akurat miałyby okres to nie, albo szły do SPA to też nie bo karnetu
                szkoda wink
                • bj32 Re: Troche z innej beczki.... 02.12.08, 12:06
                  Ja jak mam PMS to sprzątam intensywnie i wpi... Znaczy tego...
                  Jem... jak kombajn. Jestem nietypowym gatunkiem feministki [podobno
                  jestem feministką...], albowiem uważam, ze kobiety powinny mieć
                  prawo do spełniania sie jako kury domowe o ile to właśnie lubią, a
                  ja lubię. I o to będę walczyćwink Poza tym faktycznie wolałabym jednak
                  sobie podowodzić niż powalczyć na linii frontu.
                  To co? Jedziemy do Belfastu?
                  winkwinkwink
                  • artjoasia Re: Troche z innej beczki.... 02.12.08, 12:22
                    CytatJestem nietypowym gatunkiem feministki [podobno
                    > jestem feministką...], albowiem uważam, ze kobiety powinny mieć
                    > prawo do spełniania sie jako kury domowe o ile to właśnie lubią,


                    No to przybij piątkę.
                    Byłam święcie przekonana, że tylko ja, jako osoba dziwaczna i popaprana, wymyślam sobie takie paradoksy...
                    • bj32 Re: Troche z innej beczki.... 02.12.08, 12:34
                      Przybijamsmile I pocieszę Cie, że jest nas więcej. I zazwyczaj nie
                      każemy córkom nas dublować, tylko dajemy im wolność wyboru. Synom
                      zreszta też. I uczymy wszystkie dzieci wszystkich rzeczy począwszy
                      od zmywania przez gotowanie po karpiobicie i rąbanie drewnawink
                    • kra123snal Re: Troche z innej beczki.... 03.12.08, 18:51
                      to żaden paradoks. To feministki walczą o równouprawnienie, o
                      uznanie prac domowych za pracę właśnie, wzywają do szacunku dla osób
                      pracujących w domu. To dzięki nim masz szacunek do samej siebie, nie
                      pracującej zawodowo, bo to dzięki nim zmienia się mentalność również
                      w nas samych.
                      To wszystko nie stało się samo z siebie a z jakiegoś powodu...
                      Dlatego, że inni ludzie, o których często się ironizuje, dostrzegło
                      i walczyło o uznanie "prac kobiecych" za wartościowe.
                      Przykro, że tak łatwo się zapomina o przeszłości i nie docenia
                      wysiłku "odważnych".
                      • bj32 Re: Troche z innej beczki.... 03.12.08, 20:59
                        Masz na myśli walczącą Kozyrę z walczącą Szczuką Kazimierą do kupy?
                        Serio sądzisz, że któraś z nich walczy o to, zeby mój mąż czasem
                        pozmywał i że dzieki nim właśnie powinnam czuć szacunek dla siebie?
                        Albo dzieki feministkom palącym staniki, które były feministycznym
                        symbolem wyzwolenia od... gorsetów?
                        Bo - szczerze mówiąc - więcej zawdzięczam sufrażystkom, które z
                        Piłsudskiego "wystukały" parasolkami prawa wyborcze dla kobiet. I
                        innym, dzieki którym mogę nie marznąć zimą w tyłek, bo nikt mnie nie
                        spali na stosie za bieganie w spodniach.
                        Dzisiejsze "feministki walczące" raczej walczą o to, żeby mężczyźni
                        siedzieli w domu z dziecmi, kiedy one chcą robić karierę. Nie tylko,
                        bo zrównanie płac też jest ważne. Ale nie dajmy się ponieść
                        fantazji. Hasła w stylu "Kobieta potrzebuje mężczyzny jak ryba
                        roweru" pasują raczej do lesbijek [wiele z nich to feministki
                        walczące - w rzeczy samej] niż do kur domowych zadowolonych ze
                        swojego miejsca pracy. Ja się z nimi nie identyfikuję.
                        • kra123snal Re: Troche z innej beczki.... 04.12.08, 11:44
                          > Serio sądzisz, że któraś z nich walczy o to, zeby mój mąż czasem
                          > pozmywał i że dzieki nim właśnie powinnam czuć szacunek dla
                          siebie?


                          A uważasz, że zmianę mentalności w społeczeństwie zawdzięczasz sama
                          sobie? A brak wstydu męża, że "niemęskie" zajęcia wykonuje, to
                          kwestia naturalna? A docenienie zajęć domowych, to myslisz, że
                          również kwestia męskiego ewolucjonizmu?

                          Sufrażystkom zawdzięczasz prawo wyborcze. Czy w latach 70-tych prawo
                          wyborcze zapewniło gospodyniom domowym szacunek, czy raczej
                          uśmieszek politowania, spotykany również niekiedy i dzisiaj?

                          Ruch społeczny ewoluuje i tak jak kiedyś kobiety piętnowały
                          sufrażystki, tak i dzisiaj Ty piętnujesz współczesne feministki.

                          A powiedzenie przez kobiete, że nie jest feministką jest śmieszne,
                          idiotyczne i głupie po prostu.
                          PWN:
                          feminizm
                          1. «ruch na rzecz prawnego i społecznego równouprawnienia kobiet;
                          też: ideologia leżąca u podstaw tego ruchu»

                          Naprawdę nie czujesz się równa mężczyźnie i nie chcesz uznania tego
                          faktu w praktyce?

                          Feminizm ma różne twarze i różne spojrzenia. Kobiety, tak jak i
                          mężczyźni, nie mówią jednym głosem, mają inne spojrzenie na różne
                          kwestie (dość wspomnieć o feministkach w Kościele katolickim). Dla
                          mnie ograniczeniem umysłowym jest wyśmiewanie całego ruchu, bo jedna
                          pani się nie podoba. Takich kobiet jak Ty było i jest więcej, ale to
                          dzięki takim kobietom jak Ty jesteśmy nadal dyskryminowane.

                          więcej zawdzięczam sufrażystkom, które z
                          > Piłsudskiego "wystukały" parasolkami prawa wyborcze dla kobiet. I
                          > innym, dzieki którym mogę nie marznąć zimą w tyłek, bo nikt mnie
                          nie
                          > spali na stosie za bieganie w spodniach.

                          Nad tym stwierdzeniem, aż mi się ryczeć chce. Tak normalnie. Żal mi
                          tych pań. Dlaczego? Bo one praktycznie brały udział w regularnej
                          walce (proste porównanie do np. strajkujących górników w Warszawie).
                          TYlko, że w przeciwieństwie do wielu współczesnych strajków,
                          sufrażystki w tej walce nie dość, że wyśmiewane, to kończyły w
                          okropnych warunkach w więzieniach, jak i traciły życie w imię
                          uznania poczytalności kobiet i uznania ich prawa wyborczego. GINĘŁY
                          A NIE WYMACHIWAŁY PARASOLKAMI.

                          Czasami zamiast posługiwać się stereotypami (czasami? zawsze!),
                          warto doczytać, douczyć się i docenić co się ma!

                          Wymachiwały parasolkami...........? o powstańcach też tak powiesz?
    • edytairka Re: pistolet dla dziecka... 04.12.08, 01:14
      Bez względu na różne opinie ja od samego początku zdecydowałam, że pistoletu,
      czołgu itp Wojtuś nie dostanie od nas ani znajomych. Uprzedziłam rodzinę. Wojtuś
      lubi bawić się w kraksy i bam bam, a ja skutecznie za każdym razem mówię,
      pokazuję w gazecie (oczywiście jakieś nie drastyczne zdjęcie), że samochód jest
      rozbity i płacze, że pani siedzi z rozbitym kolanem i tez płacze, że żołnierza
      boli itp.
      Tłumaczę i nie kupuję. Wiem że jak będzie chciał to pistolet może zrobić z
      patyka. Dlatego cierpliwie i konsekwentnie tłumaczę. Raz dostał pistolet na wodę
      i jakoś tak niechcący (hehehe)ten pistolet wystrzelił wodą w niego i nie było
      wcale zabawnie. Zrozumiał. Pistolet zniknął.
Pełna wersja