kaga30
16.01.09, 22:56
Mieszkam z teściami w piętrówce (oni na dole, my u góry), mamy
centralne ogrzewanie, w którym pali teściu, bo jest na rencie, a mąż
pracuje, ale jak wiadomo teściu kocha swoją wnuczkę no i nie chce,
żeby zmarzła, więc do pieca dokłada ostro. Moja 20-miesięczna
córeczka dostała zapalenie krtani następnego dnia po imprezie na
pierwsze urodziny, na której temperatura w mieszkaniu dochodziła do
30 stopni (kwiecień), musieliśmy pootwierać okna, no i chyba to było
przyczyną choroby, bo dzieci były zgrzane i naszą córeczkę widocznie
musiało gdzieś owiać, no i stało się następnego dnia zapalenie
krtani i szpital (straszne przeżycie dla niej i dla nas). Od tamtego
zdarzenia oboje z mężem utrzymujemy u siebie na górze temperaturę 20-
22 stopnie, a w sypialni nawet mniej i nawilżamy pomieszczenia zimą
(był czas, że teściu przychodził i odkręcał nam kaloryfery, żeby
wnusia nie marzła, ale mąż interweniował i się uspokoił). Niestety u
moich teściów na dole temperatura wynosi 27-28 stopni. Teście
codziennie biorą córkę do siebie na 1-2 godziny i jak przychodzi od
nich to jest tak strasznie zgrzana, ma okropnie czerwone policzki
(ma bardzo wrażliwe, lekka alergia), jest cała gorąca, po domu
chodzi ubrana w rajstopki, body na krótki rękaw i bluzeczkę, jak
schodzi tam to proszę, żeby zdjęli jej bluzeczkę, nigdy tego nie
robią, dopiero po mojej interwencji jak zejdę i zobaczę, że jest
gorąco to sama zdejmuję, a oni zawsze twierdzą, że nie jest gorąco,
proszę też, żeby przykręcili trochę kaloryfery, ale moje prośby nic
nie pomagają, ciągle jest to samo i dzisiaj kiedy córeczka przyszła
znowu cała gorąca i czerwona już opadłam z siły, moje prośby nic nie
pomagają. Teście u siebie chodzą w koszulkach na ramiączkach i na
gołe nogi, a wnuczka jest w rajstopkach i bluzce na długi rękaw, ale
mimo, że byłaby ubrana cieniej to i tak jest tam tak gorąco, że jak
ona biega, bawi się to i tak się zgrzeje. Nie mam już siły, tłumaczę
im, że jak jest taka zgrzana to wystarczy, że ją owieje i już może
być chora, tym bardziej, że miała już zapalenie krtani i nie powinna
przebywać w tak gorących i suchym powietrzu szczególnie zimą gdzie
grzeją kaloryfery. Poradźcie, bo nie wiem już jakich argumentów
użyć, żeby teście zrozumieli, że robią źle. U nas dziecko bawi się,
szaleje i nigdy nie ma czerwonych policzków i nie jest gorące. Boję
się, że może to się kiedyś znowu skończyć zapaleniem krtani. Nie
wiem już co mam im powiedzieć, mąż też im tłumaczy, ale to jak
grochem o ścianę.