"nie ma jak matka"

17.11.03, 22:26
To tytuł artykułu w najnowszym Dziecku.Przygnębił mnie potwornie iszukam u
Was pomocy...Ze względu na to,że sama nie miałam idealnego dzieciństwa/ojciec
zmarł jak miałam 8 lat/i,że mój kontakt z moją matką ma wiele do życzenia
i<że wiem jak z tym wszystkim się czuję,postanowiłam,że będę najlepszą mamą
na świecie gdy zobaczyłam TĄ kreseczkę na teście ciążowym...Teraz mój syn ma
11 m-cy i naprawdę staram się realizować moje postanowienie co niesie za sobą
mnóstwo radości.Niestety od stycznia,czyli jak Kubek skóńczy roczek muszę
skorzystać z pomocy opiekunki,gdyż muszę wrócić do pracy,muszę.. naprawdę..W
artykule natomiast kolejny raz czytam że dla dobra dziecka powinna być z nim
matka do ukończenia 3 roku życia..Czuję się jak wyrodna
matka,potwornie..Rozumiecie mnie troszeczkę?Co mam zrobić by mój synek miał
jak najlepsze warunki?jak sobie z tym radzicie?Czy jestem skazana na
beznadziejny kontakt z synem w przyszłości?pozdrawiam mama Kubusia
    • mrufkaa Re: "nie ma jak matka" 17.11.03, 22:47
      Moni,
      rany Boga, nie daj sie zwariowac. Ja tez mam prawie 11-m-czne dziecko i tez
      kiedys pojde do pracy, moze nie w styczniu, ale na pewno na dlugo przed tym,
      jak Mala skonczy 3 lata! Moja mama siedziala ze mna 3 lata w domu, przejedli
      wszystkie oszczednosci, mamie do dzis sie odbija tamtym okresem. Mowi o nim
      jako o zamknieciu w domu, braku kasy na wyjscia i jakiekolwiek siurpryzy, zyciu
      tylko jedna sprawa... zostala w domu, bo za skarby swiata nie chciala mnie
      oddac do zlobka, babcia zmarla na 2 tyg. po moim urodzeniu, a opiekunkom nie
      ufala. Patrzac na moja mame wiem jedno: sa kobiety, ktore sie tak realizuja,
      ale sa tez takie, ktorym to absolutnie w naturze nie lezy. Moja mama nalezy do
      tych drugich. Po studiach i wielu przepracowanych latach nagle wszystko
      skreslila, zeby zostac z dzieckiem w domu. Oczywiscie, ze poszla za tym
      frustracja, ktora trudno nie obarczac rodziny i tegoz wlasnie dziecka, dla
      ktorego sie to robi.
      A probujac spojrzec na sprawe z drugiej strony: ile z nas bylo w domu z mama do
      3-ciego roku zycia? czy wszystkie, ktorym tego zabraklo, maja zle relacje ze
      swoimi matkami? A chociazby wiekszosc? Ja bylam, a mam ogromna nadzieje, ze
      moja relacja z moja corka bedzie zupelnie rozna od tej, ktora mam z moja mama...
      trzymaj sie
      i trzymaj dystans do slowa pisanego ( zwlaszcza w gazetachsmile)
    • texus Re: "nie ma jak matka" 17.11.03, 22:49
      Zamiast opiekunki proponuję ci zapisanie małego do żłobka. Spełnisz się jako
      matka bo kontakt z dziećmi przyniesie mu wiele korzyści. Ja osobiście też nie
      miałabym sumienia zostawić dziecka z obcą kobietą. Od razu wybrałabym żłobek...

      pozdrawiam
      • agssel Re: "nie ma jak matka" 18.11.03, 11:34
        To prawda-nie daj się zwariować. Ja pracuję od kiedy moja Kasia skończyła 7 m-
        cy. A jestem pewna że nic na tym nie tracimy, ona i tak doskonale wie że mama
        to mama. A mama radosna, zadowolona z życia jest po stokroć lepsza od zmęczonej
        obowiązkami domowymi i ciągłym 24-godzinnym dyżurem przy dziecku, która jest
        tak samo obecna w domu jak lodówka (przepraszam za porównanie). Prawda że
        istnieją kobiety które świetnie się czują siedząc w domu, odwiedzając sąsiadki,
        chodząc razem na spacery, do sklepu. Ale są i inne - i trzeba znaeżć swoje
        miejsce. Moja mama zostawiła mnie z opiekunką jak miałam 3 m-ce, a z moją
        siostrą siedziała 3 lata bo Ula chorowała. I obie mamy tak samo dobry kontakt z
        mamą. Ważniejsze jak się spędza czas z dzieckiem niż ile tego czasu.
        A.
      • mamasita Re: "nie ma jak ojciec" 18.11.03, 15:16
        Właśnie a ojciec to co? To sa jakies stare i nie sprawdzone poglądy. Mój mąż
        spędza z dzieckiem mnostwo czasu, bawi sie z nim, dba, zajmuje i uczy i mały
        za nim szaleje. Ojcowie współcześni w wiekszosci wypadków sami sprawdzili by
        sie jako mamy. Tylko nasza społeczna mentalności i takie wałsnie przekonania
        na to nie pozwalaja. Mój maż nie wstydzę sie do tego przyznać jest lepsza
        matka niz ja nie jednokrotniea własciwie jest wspaniałym ojcem i nie ma
        dowodów naukowych na to że dziecko którym tata by sie zajmował będzie miało
        jakies problemy. Chyba raczej matka która nie moze z nim zostac ale to juz
        dorosłych sprawa.
    • barbamama Re: "nie ma jak matka" 17.11.03, 23:14
      Moni dawałaś, dajesz i bedziesz dawać z siebie wszystko Twojemu Synkowi,
      cudownie ze mogłas z nim dzielic się każdą sekundą aż 11 m-cy, nie jedna
      dziewczyna duzo wczesniej wraca do pracy. W tym artykule jest mowa wręcz o
      skrajnej sytuacji: praca 12 godzin (to jak z amerykańskiego filmu)a Ty ile
      będziesz pracować??. "Dziecko potrzebuje błysku zachwytu w oczach matki"- a
      dlaczego nie może mieć tego błysku gdy Ona wróci z pracy?? Wiem ze zrobisz
      wszystko aby Twój Synek jak najmniej odczuł brak Ciebie. Ten artykuł ma wiele
      mądrych przesłanek, ale pamietaj że jest to tylko zdanie jednej z pań które
      zajmuja się psychologią. Wybierz z tego rady które Ci się podobaja i są
      adekwatne do Twojej sytuacji. Ilu specjalistów tyle diagnoz.
      A cóz ja mam zrobić??? Pewnie bedę potępiona przez autorkę artykułu i niektóre
      mamy, bo zaszłam w trzecią nie planowaną ciążę i żeby się utrzymac muszę
      wrócic w grudniu do pracy a mój synek będzie miał tylko...4,5. Nie mam nikogo
      aby się zajął synkiem i pozostaje mi...żłobek, cóz ja mam zrobić, to tylko
      następna pani psycholog ...
    • anndelumester Re: "nie ma jak matka" 17.11.03, 23:22

      mam podobne dylematy.
      I chociaż osobiście zgadzam się z większością tez pani Milskiej - dobrze
      wiedzieliśmy w co sie"pakujemy" decydując się na ciąże, muszę skorzystać z
      pomocy niani.
      Teraz mam wyrzuty sumienia bo przecież kiedy decydowalismy się na dziecko
      postanowiłam być z nim jak najdłużej bo ustalilismy żę jest to nasze dziecko i
      nikt ani niania ani tym bardziej żłobek nie będą go wychowywać za nas.
      myslę jednak że niania na 4-5 godzin co 2 dzień to jednak jest jakieś wyjście.
      na dodatek przeczytałam jeszcze serię artykułów na temat rozwoju emocjonalnego
      dzieci i wnioski nie napawają mnie optymizmem ...chłopcy gorzej znoszą
      rozstania z mamą trudniej się adaptują do nowych warunków (opiekunka) i
      niestety nie jest to bez wpływu na ich dalszy rozwój...te doniesienia są nowe,
      poparte dużymi badaniami neurobiologicznymi...i to mnie dopiero zdołowało...
      A już do żłobka bym dziecka nie oddała nigdy.
      pozdrawiam a.

    • zillka Re: 'nie ma jak matka' 18.11.03, 05:43
      Moni, ten artykuł jest strasznie skrajny, na miłość boską nie przejmuj się tym
      tak. Czasy są takie a nie inne, pracuje chyba większość matek, nasze mamy tez
      pracowały.
      Postaraj się tylko nei pracować tych 12 godzin.

      zilka
      • marzenabajbus Re: 'nie ma jak matka' 18.11.03, 11:44
        Kiedyś zarzekałam się ze z każda z moich dziewczynek będe w domu do ukończenia
        przez nią 3 roku. Nie udało się.
        Byłam tylko z Kaludią.
        Najbardziej ucierpiała (chociaz jednak nie) Zuzanka, która do przedszkola
        trafiła w wieku 17 miesiecy.
        Dlaczego jednak nie? Bo wystrzeliła mi dziewczyna że ho ho. Wierszyki,
        piosenki, dużo mówi, jest radosna i pozytywie nastawiona do dzieci. Szczególnie
        widoczne jest to podczas zawierania nowych znajomosci - jest zawsze bardzo
        otwarta. Ma dopiero 26 miesięcy a już pięknie rysuje, ma doskonała pamięć i
        swietnie radzi sobie z tańcem (dzięki zajęciom na rytmice).
        Ogólnie jestem bardzo zadowolona i co lepsze poza jednym przypadkiem kryzysu
        Gabi w zeszłym roku, dziewczynki chodza z radoscią do przedszkola.
        A pamietam ile miałam obaw i czarnych myśli.
        I nadal mnie kochają smile Bajdzio, bajdzio - jak to szepce mi na uszko Zuzia smile
        I nie czuje się wyrodną matką, tylko sytuacja bez wyjścia..

        Jak to się zmienia punkt widzenia w zalezności od leżenia..

        Pozdrawiam
        Bajbus
    • miola Re: "nie ma jak matka" 18.11.03, 08:45
      Mam dwoje dzieci, starsze 6-letnie, zanim się urodziło zaczęłam kupowac
      wszystkie pisma nt. dzieci. teraz nie kupuję żadnego. Są okropnie tendencyjne,
      pokazuja świat idealny, ale wg kryteriów obowiązującej mody. Pisma poradnikowe,
      ktore powinny pomagac, tylko frustrują. Zwróć uwagę na zdjęcia, reklamy itp.
      Nikt Ci nie powie jak zadbać o dziecko przy 800 czy 1000 zł na miesiąc na 3
      osoby, bochaterowie artykułów czy felietonów to też osoby raczej bez trosk dnia
      codziennego. A przecież nie miałabyś tych rozterek, gdybyś np. nazywała się
      Kulczyk, bo siedziałabyś w domu, mąż zatrudniłby Cię fikcyjnie w swojej frimie,
      żeby opłacać ZUS itd. Bardzo lubiłam feliteony u Julce i Jasiu, ale zwróć uwagę
      na to, że troszeczke inne mozliwości ma mama, która ma wolny zawód: pobawi się
      z dziećmi, wieczorem to opisze, ma i dopływ gotówki (nawet jeśli nie duży, to
      się liczy), spełnia się zawodowo i jest z dziećmi. To co ona ma pisać? Że źle z
      dzieciom szkodzi mama w domu?
    • adzia_a Re: 'nie ma jak matka' 18.11.03, 09:06
      Monika, ja też to znam...
      Ja zostawiłam dziecko półroczne niani i poszłam do pracy, bo potrzebujemy
      pieniędzy - budujemy dom. Na pewno nie zrobiłam tego, co byłoby najlepsze dla
      dziecka (i dla mnie - bo i ja ciężko to przezyłam) - zrobiłam to, co konieczne.
      Nad czym się tu zastanawiać, z kim się porównywać? Są zawody, które można
      wykonywać w domu, na pół etatu, na umowę - zlecenie - osobom wykonującym te
      zawody łatwo jest być pewnymi swoich wyborów, łatwo jest tworzyć teorie.

      I nie wierz w to, że dawniej matki spędzały z dziećmi o wiele więcej czasu niż
      my. Taaa, jasne - mając gospodarkę i pole na pewno miały na to mnóstwo czasu ;-
      ))) Dzieci wychowywała cała rodzina, i to jest chyba jedyna różnica pomiędzy
      nimi a nami, bo teraz rzadko zdarza się rodzina wielopokoleniowa, mieszkająca w
      jednym domu, czy w sąsiedztwie.

      Słuchaj - będzie dobrze. Naprawdę. Praca nie jest kaprysem, fanaberioą - jest
      dla wielu osób koniecznością. Pamiętaj tylko, żeby nie ulec pokusie pt. "mam
      dla niego tak mało czasu, muszę go do maksimum wykorzystać" - i nie pakuj się w
      wir kreatywnych, wymyślonych przez psychologów zabaw po to, żeby dziecku
      zrekompensować Twoją nieobecność. Po prostu z nim bądź, przytulaj, śpiewaj,
      czytaj, wykonuj zwykłe domowe czynnści w jego asyście (no, z roczniakiem
      troszkę trudno, ale przecież coś tam trzeba zrobić). Czas z dzieckiem musi być
      czasem realnego zycia, a nie sztucznych czynnkści edukacyjno - rozwojowych.
      Trzymaj się!
    • pysia-2 Re: "nie ma jak matka" 18.11.03, 09:25
      Moni, nie jestes wyrodna matka. Prawie wszystkie pracujemy. Twooj synek mial
      ogromne szczescie, ze moogl byc z toba tak dlugo. Niektoore matki wracaja do
      pracy, kiedy ich malenstwa maja 3-4 miesiace. Niestety zyjemy w chorym kraju i
      jesli ktooras matka moze posiedziec z dzieckiem do 3 roku zycia to albo
      dlatego, ze nie moze znalezc pracy albo ma naprawde wyjatkowe szczescie i meza
      ktoory potrafi zapewnic byt calej rodzinie...
      Mooj synek mial szczescie bo bylam z nim przez 15 miesiecy... bo nie moglam
      znalezc pracy. To byl piekny ale ciezki okres, ten ciagly brak kasy... teraz
      zajmuje sie nim babcia przez wiekszosc dnia, mnie ma przez 3 godziny
      dziennie... i nie moze byc inaczej. Takie zycie. Taki kraj.
      • ena_paczkow Re: "nie ma jak matka" 18.11.03, 09:48
        Popadamy ze skrajności w skrajność.Ja przez nagonkę na karmienie butelką
        wpadłam w depresję, nie będę więcej chyba kupować moich ulubionych poradników
        nt dzeci.Przy pierwszym dziecku wróciłam do pracy po macierzyńskim i wcale nie
        uważam, że coś straciłysmy z córcią. Teraz też już za niecałe 2 m-ce wracam po
        urlopie, bo potrzebuję pracy dla utrzymania równowagi psychicznej (no i
        pensji).Nie wiem, czy jestem nienormalna, ale ja kocham swoją pracę za nieduże
        pieniądze. Jestem nauczycielką i choć narzekam po niełatwych godzinach, to
        uwielbiam pracować z dzieciakami.A synka zostawię na kilka godzin( mam goły
        etat ) z tausiem, który pracuje na zmiany lub opiekunką, która dla naszej
        starszej pociechy jest przyszywaną babcią. Wszystko można zorganizować, nie
        tracac wiele.Mamy przecież dla siebie popołudnia, no i nocki.Myślę, ze kobieta
        powinna spełniać sie nie tylko w domu.

        Pozdrawiam- pracujaca mama.
    • johana2 Re: 'nie ma jak matka' 18.11.03, 09:57
      Nie zamartwiaj się tak i spróbuj oddać małego do żłobka. Ja poszłam do pracy
      jak mój Igorek miał 8 miesięcy. Przez pół roku siedział ze swoim Tatą, przez
      następne pół z opiekunką i wreszcie, gdy zupełnie nam brakło na życie, mały
      poszedł do żłobka. I to był najlepszy pomysł na jaki wpadłam od chwili jego
      urodzenia. Mały dopiero wtedy odźył. W domu po prostu się nudził, nie wiedział
      co ze sobą robić, nie umiał się bawić sam. W żłobku szaleje, wybawi się,
      nauczono go załatwiania się do nocnika, odkrywa radość w rysowaniu, umie się
      sam sobą wreszcie zająć, bo wie jak mozna się bawić, zrobił się bardzo śmiały
      do dzieci ( a oprzedtem bał się ich) i widzę jak uczy się życia. Codziennie
      chodzi tam z radością i wychodzi roześmiany. A ostatnio nawet nie chce
      wychodzić ze żłobka, tak dobrze się bawi. Czy spędzisz z dzieckiem kilka
      miesięcy w domu czy kilka lat, to nie będzie miało w przyszłości takiego
      wielkiego znaczenia, jak to wszędzie trąbią. Najwazniejsze będzie, jaki
      będziecie mieć kontakt ze sobą na codzień i czy mały będzie odczuwał czy jest
      kochany i potrzebny w czasie, gdy przebywa z najbliższymi. Ważne, żeby nie czuł
      się odrzucony! I wcale nie zależy to od ilości spędzanego z dzieckiem czasu.
      Życzę mądrej decyzji
    • domali Re: "nie ma jak matka" 18.11.03, 10:15
      Witaj...
      Przeczytałam, co napisały dziewczyny i muszę się z nimi zgodzić...
      Nie zrobisz dziecku krzywdy, zostawiając je na parę godzin z nianią. Mój synek
      chodzi do żłobka od 13 mca życia i nie wyrządziło mu to żadnej krzywdy.
      Dziecko łatwo się przyzwyczja do nowej sytuacji, a przecież po powrocie do
      domu będziesz tylko jego...
      Myślę, że siedzenie z dzieckiem np. do 5 roku życia w domu może mu wyrządzić
      więcej szkody, niz żłobek czy niania jak ma rok...
    • aluc Re: "nie ma jak matka" 18.11.03, 10:28
      dwie sprawy

      pierwsza - nie będziesz miała wszystkiego przefikanego, jak pójdziesz do pracy,
      będziesz miała przefikane tylko trochę wink

      druga - obydwoje stracicie coś bezpowrotnie

      i pod tym drugim kątem ten artykuł jest siermiężnie i boleśnie prawdziwy

      i proszę mi nie knocić, że tylko w Ameryce się 12 godzin pracuje - w Polsce też
      się tak pracuje

      i proszę mi nie knocić, że jak kobieta w pracy spełniona, to wtedy z większą
      ochotą się dzieckiem przez te 45 minut dziennie zajmuje - bo taka kobieta
      chilli ja wraca z pracy zharowana, wypompowana i ostatnia rzecz, na jaką ma
      ochotę, to zabawa z własnym dzieckiem

      niestety, mojej pracy nie da się wykonywać na pół etatu, o czym się przekonałam
      po powrocie z macierzyńskiego

      i dlatego po drugim dziecku do TEJ pracy pewnie nie wrócę
      i do żadnej innej dłuższej niż 4 godziny dziennie
      • skarolina Re: 'nie ma jak matka' 18.11.03, 10:46
        aluc napisała:

        >
        > druga - obydwoje stracicie coś bezpowrotnie

        Aluc, możesz sprecyzować to "coś"?? Bo "coś" może znaczyć bardzo mało, albo
        bardzo dużo - to pojemne określenie.

        Ja nie widzę, żebym "coś" straciła wracając do pracy i oddając 7,5 miesięczne
        dziecko do żłobka. Żadne tam pierwsze kroczki i pierwsze słówka - przecież jak
        coś pierwszy raz widzę czy słyszę to dla mnie jest pierwsze, może nie??

        Jedyne co mnie ominęło w związku z zaistniałą sytuacją to znudzenie domowym
        życiem i opieką nad dzieckiem 24/24 przez 3 lata. A zyskałyśmy obie bardzo
        dużo. Córka jest do mnie bardzo przywiązana, a jednocześnie bardzo śmiała i
        samodzielna. Ja z kolei nie mam poczucia, że coś mnie ominęło. Bezpowrotnie to
        mogłam stracić zawód, którego uczyłam się 17 lat. Dziecko jest tak czy inaczej
        dla mnie najważniesze na świecie, niemniej jednak nie jestem tylko i wyłącznie
        matką. I za jakieś 10 - 15 lat rzeczywiście mogłabym uznać, że straciłam coś
        bezpowrotnie - szansę na własne życie, a nie życie życiem dziecka.
        • aluc Re: 'nie ma jak matka' 18.11.03, 10:59
          skoro nie widzisz, to pewnie ja ci tego nie wytłumaczę

          ja tracę każdą godzinę wspólnego rysowania, oglądania książeczek, spacerów,
          pokazywania świata - tego nie da się nadrobić, ktoś inny mu to wszystko pokazuje

          dla mnie to ważne
          tak samo jak ważne były pierwsze kroki i pierwsze słowa - i dziękuję losowi, że
          przy tym byłam

          a te pierwsze trzy lata to naprawdę czasowo pikuś w porównaniu z całym życiem

          a zawód? praca? to zawsze można zmienić, w każdym momencie można wszystko od
          nowa zacząć... a początek życia to można ewentualnie z następnym dzieckiem
          jeszcze raz przerobić - ale już nie z tym

          i w ogóle drażni mnie to przeciwstawianie - życie swoim życiem (znaczy praca) i
          życie życiem dziecka - bo to nie tak, bo realizować się można na tysiąc różnych
          sposobów, niekoniecznie znikając z domu na te 12 czy nawet 10 godzin dziennie
          • anndelumester Aluc! doskonale Cie rozumiem !!! 18.11.03, 11:26
            Wszystkim mamom i przyszłym mamom zwłaszcza!!! polecam książkę
            Lise Eliot Co tam się dzieje?
            a rzecz jest o "rozwijającym się mózgu i umysle dzieci w pierwszych 5 latach
            życia" wyd. Media Rodzina cena ok. 40 zł
            Prawie 700 stron, ale czyta się jednym tchem!
            Ta ksiązka otworzyła mi oczy jak wazne jest bycie z dzieckiem(nawet tym jeszcze
            nie narodzonym) , stymulowanie go, rozwijanie, uczenie, wychowywanie,
            przekazywanie tego co najwazniejsze!!!!. Jesteśmy dla dziecka całym swiatem!
            Żłobek i nawet najlepsze z niań tego nie zrobią - nasze dzieci tylko dla nas są
            jedyne i wyjątkowe.
            Pierwsze 3 lata życia są najwazniejsze, wtedy kształtuje się umysł naszego
            dziecka i jego matryca psychologiczna. Ot takie oddanie komuś z zewnątrz tego
            zadania, jest dla mnie niewyobrażalne...
            I tego nie da się nadrobić!
            Mało tego rodzice póxniej zastanawiają się ską dziecko ma takie czy inne
            zachowannia, jest małozdolne, nie chce się uczyć, nie chce czytać...
            pozdrawiam a.
            • domali Re: Aluc! doskonale Cie rozumiem !!! 18.11.03, 11:59
              Ale dlaczego Twoim zdaniem żłobek czy niania wykluczają nasz udział w rozwoju
              dziecka?
              Wiktorek spędza w żłobku 7 godzin, potem ma mnie do dyspozycji do wieczora. I
              nie uważam, że robię mu krzywdę, że przez to będzie mniej zdolny...
              To, co mam mu zaszczepić, zaszczepię niezależnie od tego, czy będzie chodził
              do żłobka, czy nie.
              • anndelumester Re: Aluc! doskonale Cie rozumiem !!! 18.11.03, 12:19
                domali napisała:

                > Ale dlaczego Twoim zdaniem żłobek czy niania wykluczają nasz udział w rozwoju
                > dziecka?
                tą decyzją sama w pewnym sensie wykluczaszs się z owego udziału....
                jak sama napisałaś - twoim synkiem przez 7 godzin codziennie - prawdopodobnie z
                wyjatkiem sobót i niedziel zajmują się jakieś panie - jest to dla nich praca,
                mogą ją wykonywać dobrze, średnio, albo kiepsko..mają na głowie jeszcze inne
                dzieci - oczywistym jest że nie poswięcą Twojemu dziecku maximum czasu, uwagi,
                serca, twoje dziecko jest jednym z ..jest potrzebne by żłobek funkcjonował, by
                pani XYZ miały pensje, stałą pracę itd...
                > I nie uważam, że robię mu krzywdę, że przez to będzie mniej zdolny...
                > To, co mam mu zaszczepić, zaszczepię niezależnie od tego, czy będzie chodził
                > do żłobka, czy nie.
                pewnie tak, ale oprócz tego przez te 7 godzin dziennie nauczy się - bo dzieci
                do 3-4 roku zycia uczą się szybko (zapamiętują nabierają nawyków), też innych
                rzeczy od innych dzieci, od pań opiekunek...czy tego chcesz czy nie...
                ja bym nie chciała...
                rozumiem żę czasem nie ma innego wyjścia, ale może warto najpierw głeboko się
                zastanowić...
                • domali Re: Aluc! doskonale Cie rozumiem !!! 18.11.03, 12:34
                  Ja rzeczywiście nie miałam wyjścia... Ale decyzja od początku była jedna - po
                  całym roku spędzonym z dzieckiem ja wracam na studia, on idzie do żłobka.
                  Ale tak jak już napisałam we wcześniejszym poście, uważam że zdrowsze jest
                  posłanie dziecka do żłobka, niż 'trzymanie' go w domu np do 5 roku życia. Jak
                  do tej pory (a Wiktor jest w żłobku ponad rok) nigdy nie żałowałam swojej
                  decyzji... Moje dziecko chodzi do żłobka z radością, spokojnie i bez stresu.
                  Nie wynosi stamtąd złych nawyków, nie widzę, żeby wywierał żłobek na niego
                  negatywny wpływ...
                  Poświęcam mu duzo uwagi. W związku z tym, że jeszcze studiuję jestem z nim
                  przez 3 mce wakacji non stop, do tego długie przerwy świąteczne itp.
                  Dużo zależy od złobka i dziecka... Moje jest kontaktowe, szybko się odnajduje
                  w nowej sytuacji. A złobek jest świetny.
                  I jeszcze się podeprę autorytetem (dla mnie) mojej mamy, psychologa
                  dziecięcego... Nie robię mojemu dziecku krzywdy i nie ograniaczam jego
                  rozwoju... Co mam mu dać, daję... i te 7 godzin dziennie mi w tym nie
                  przeszkadza...
                • pysia-2 Re: Aluc! doskonale Cie rozumiem !!! 18.11.03, 13:21
                  anndelumester napisała:


                  > pewnie tak, ale oprócz tego przez te 7 godzin dziennie nauczy się - bo dzieci
                  > do 3-4 roku zycia uczą się szybko (zapamiętują nabierają nawyków), też innych
                  > rzeczy od innych dzieci, od pań opiekunek...czy tego chcesz czy nie...
                  > ja bym nie chciała...


                  Czy zamierzasz przez cale zycie izolowac swoje dziecko od osoob, od ktoorych
                  mogloby nabrac nawykoow?? Dziecko MUSI miec kontakt z innymi osobami, a kiedy
                  ma ten kontakt, automatycznie nabiera innych nawykoow. My - rodzice - jestesmy
                  po to, aby mu tlumaczyc, ktoore nawyki sa dobre, a ktoore zle.


                  • anndelumester Re: Aluc! doskonale Cie rozumiem !!! 18.11.03, 14:05

                    > Czy zamierzasz przez cale zycie izolowac swoje dziecko od osoob, od ktoorych
                    > mogloby nabrac nawykoow??
                    przez całe życie nie, ale do momentu, kiedy samo bedzie o tym decydować, na
                    pewno tak...
                    >>Dziecko MUSI miec kontakt z innymi osobami, a kiedy
                    > ma ten kontakt, automatycznie nabiera innych nawykoow.
                    to zalezy jaki kontakt - widok pijaka siusiającego w bramie, czy lejącego swoją
                    żonę i dzieci raczej nie utrwali takiej postawy w moim dziecku - co innego
                    przebywanie dłużej z takim indywiduum.
                    to skrajny przykład - ale na pewno nie chciałabym żeby na moje dziecko miały
                    wpływ osoby prymitywne i ograniczone.
                    >>My - rodzice - jestesmy
                    > po to, aby mu tlumaczyc, ktoore nawyki sa dobre, a ktoore zle.
                    wiesz,moim zdaniem
                    my rodzice jesteśmy od tego zeby uczyc przykładem, swoim.. tłumaczeniem to
                    chyba jeszcze nikt nikogo nie wychował...

                    • pysia-2 Re: Aluc! doskonale Cie rozumiem !!! 18.11.03, 16:20
                      anndelumester napisała:


                      > to zalezy jaki kontakt - widok pijaka siusiającego w bramie, czy lejącego
                      swoją
                      >
                      > żonę i dzieci raczej nie utrwali takiej postawy w moim dziecku - co innego
                      > przebywanie dłużej z takim indywiduum.
                      > to skrajny przykład - ale na pewno nie chciałabym żeby na moje dziecko miały
                      > wpływ osoby prymitywne i ograniczone.


                      Wydawalo mi sie ze rozmawiamy o nianiach i zlobku, tudziez innych osobach
                      pilnujacych nasze dzieci kiedy jestesmy w pracy... Nie sadze zebys chciala
                      zostawiac dziecko pijakowi lejacemu zone... Ja mialam na mysli normalne relacje
                      z normalnymi ludzmi, a nie skrajnosci.


                      > >>My - rodzice - jestesmy
                      > > po to, aby mu tlumaczyc, ktoore nawyki sa dobre, a ktoore zle.
                      > wiesz,moim zdaniem
                      > my rodzice jesteśmy od tego zeby uczyc przykładem, swoim.. tłumaczeniem to
                      > chyba jeszcze nikt nikogo nie wychował...


                      Wlasciwa postawa - tak, to przeciez jasne, ale i rozmowy, rozmowy, rozmowy, w
                      tym tlumaczenie - jak najbardziej w ten sposoob mozna wychowac dziecko na
                      czlowieka. W ten sposoob wychowuje sie w naszej rodzinie ze skutkiem
                      pozytywnym.

                      Ja wiem, ze chcialabys chronic swoje dziecko przed wszystkim co zle i
                      niewlasciwe. Ale nie da sie uchronic go przed wszystkim! Musi zobaczyc zlo,
                      nawet go doswiadczyc, zeby wiedzialo, ze istnieje i zeby bylo odporne i umialo
                      sie przed tym zlem bronic, tudziez zapobiegac. Musi poznac postawy i poglady
                      innych ludzi, zeby mialo jasny obraz zycia, zeby moglo wybrac i uksztaltowac w
                      sobie (z pomoca rodzicoow) te wlasciwe postawy i poglady... Nawet jesli mialby
                      to byc widok pijaka lejacego swoja zone... nie moowie, ze wieku 2 lat, troche
                      wybieglam w przyszlosc.
                    • coppola1 do Anndelumester 28.11.03, 13:51
                      Dziewczyno, ty chyba niespełna rozumu jesteś, albo należysz do jakiejś sekty.
                      Zejdź na ziemię! O czym piszesz?!
                  • mamasita Re: A ja powiem tak 18.11.03, 15:10
                    Od pewnego czasu prenumeruję dziecko i mimoze jest najlepszym magazynem na
                    rynku to jest konserwatywny i troche wsteczny - brak w nim optymizmu i
                    rzeczowych rozwiązań. Opinie psychologów i socjoloów jakies takie smutne i
                    pesymistyczne. Czemu? Kazdy wie jak jest a to czego mozemy oczekiwac to
                    inspiracji, zachęty. Pojawił sie tu watek za kogo wyszła córka Pani Milskiej.
                    nie ukrywajmy, że cześc z nas to tzw Warszawka - nic w tym złego ale stać nas
                    na przetrwanie w znosnych warunkach i niektóre z nas moga zrezygnować z pracy.
                    Wiadmosci zaś towarzyskie swiadcza niezbicie ze dośc nam blisko do pani
                    psycholog która niewatpliwie ma swoje zaplecze które jej pozwolilo na
                    wychowanie 4 dzieci. Wiem że nie zawsze chodzi o piniadze i nie powinno, lecz
                    z drugiej strony nasze państwo takie pro rodzinne i pro zycie nie wspiera
                    kobiet i dzieci w ógóle. A podatki nie wedruja w kosmos przecież. Zastanwaiam
                    się moze powinnysmy my kobiety jakąs inicjatywe podjać- loobing na rzecz matek
                    i dzieci. Na pociechę podam że opinia pani psycholog ma oponentów
                    przeczytajcie Lise Eliot " Co tam sie dzieje".
            • chalsia Re: Aluc! doskonale Cie rozumiem !!! 19.11.03, 22:25
              Wiesz, może bym i chciała być z dzieckiem przez te 3 lata w domu (bo te
              stracone chwile wspólnego poznawania świata !!!! i pełny wpływ na rozwój małego
              człowieka). ALe wiem, że ja sama wpłynęłabym negatywnie na dziecko, bo akurat
              jestem taką osobą, która nie da rady 24/24 tylko wokół dziecka. Moja praca i
              ludzie tam są dla mnie ważni, często tam mi się łądują akumulatory do dawania
              sobie rady w życiu (i w domu z dzieckiem też).
              A po za wszystkim, nawet jeśli bycie z dzieckiem przez 3 lata w domu było by
              moim jedynym marzeniem, niestety trzeba żyć, a samotna matka w takiej sytuacji
              nie ma wyboru.

              Pozdrawiam,
              Chalsia
      • pysia-2 Re: "nie ma jak matka" 18.11.03, 10:58
        No, to masz szczescie, jesli mozesz przebierac w ofertach pracy jak w
        ulegalkach i utrzymac siebie i dzieci z pracy nie wiecej niz 4 godziny
        dziennie. Ale nie wszyscy maja taka mozliwosc i musisz wziasc na to poprawke.
        Ja Bogu dziekuje, ze mam w koncu prace i chociaz nie ma mnie w domu 12 godzin
        (8 godzin pracy + dojazdy), jestem sto razy szczesliwsza niz bylam wtedy, kiedy
        siedzialam z dzieckiem bez pracy, bez pieniedzy, bez perspektyw na przyslosc,
        zdana na panstwo ktoore sie na mnie wypielo i nie wyplacilo mi nawet
        macierzynskiego, bo nie miescilam sie w ichnich przepisach... nie stracilam
        pierwszego kroczku, pierwszego mama i wielu innych pierwszych rzeczy. I co z
        tego, kiedy moje dziecko mialo w domu smutna, zrezygnowana, sfrustrowana i
        zmeczona zyciem mame?
        A moje dziecko kocha mnie najbardziej na swiecie nawet teraz, kiedy moge z nim
        byc tylko wieczorami i nie pogorszyl nam sie kontakt i nie skrzywilo to jego
        psychiki i nie spowoduje raczej, ze wyrosnie na zakompleksionego zwyrodnialca.
        I cieszymy sie kazda chwila, nawet jesli w zamian za to nie ugotuje obiado-
        kolacji dla mojego meza (a on to rozumie)
        • aluc Re: "nie ma jak matka" 18.11.03, 11:03
          pysiu - ja pracuję, bo muszę
          gdybym mogła w tej chwili pracować 4 godziny dziennie za połowę kasy - nie
          zastanawiałabym się ani chwili
          ale nie mogę, bo - jak napisałam - mojego zawodu nie da się wykonywać na pół
          gwizdka
          a na zostanie w domu po prostu obrzydliwie mnie nie stać

          ale drugie dziecko pojawi się wtedy, kiedy już nie będę musiała
      • adzia_a Re: 'nie ma jak matka' 18.11.03, 11:07
        Alucku, to ja Ci powiem, jako pracująca matka (chociaż raczej nie pracująca tak
        intensywnie jak Ty i w bardziej "porannych" godzinach, a i na dojazdy tracąca
        najwyżej 45 minut dziennie smile

        ...że ja w domu to się z dzieckiem nie bawię. Tak po prostu. Bo nie umiem
        wymyślać zabaw i bajek.

        Natomiast dziecko jest ze mną przez cały czas. Uczestniczy we wszystkim, co w
        domu robię, razem jemy, razem gotujemy, razem sprzątamy. Nie potrafię się silić
        na wymyślone zabawy - młoda ma tego pod dostatkiem w przedszkolu. Nawet
        odpoczywamy sobie razem - ja np. dłubię na drutach i gadam z Dominiką o tym, co
        widziała przez cały dzień, podśpiewujemy sobie razem... Gdybym miała w fłowie
        schemat "wracam do domu, muszę dać dziecku mój czas, czyli się z nim bawić w
        coś, czego nie lubię wink " to chyba czułabym się niespełniona. Ale mam troszkę
        inne podejście, i jest mi z tym OK.

        To tak troszkę nie ma temat, aczkolwiek być może komuś się spodoba - bo często
        my, pracujące matki zadajemy sobie pytanie, czy nasz czas z dzieckiem po pracy
        jest wystarczająco efektywnie i rozwojowo spędzony. Dla mnie nie ma problemu.
        Moze nie stymuluję córeczce tego, co wg mądrych książek powinno się stymulować,
        ale nadal problemu nie widzę.
        • aluc Re: 'nie ma jak matka' 18.11.03, 11:26
          adziu zabawa może była tylko przykładem
          trudno jednak z półtorarocznym dzieckiem rozmawiać o tym, co się zdarzyło na
          spacerze, jak ten raczej do klocków cię ciągnie wink
          a ja mam w tym momencie ochotę jedynie na to, żeby zalec na sofie i czytać
          gazetę - i tu już jest absolutnie wszystko jedno, czy chodzi o zabawę,
          gotowanie czy inne wspólne spędzanie czasu - ja po prostu nie mam ochoty nic
          robić

          czasem się ludzie dziwią, że Gruby chodzi spać o 21
          ale o której on ma chodzić, jak ja przychodzę o 19?

          mi nawet nie chodzi o efektywność, stymulację i inne sraty taty
          mi chodzi o to, że tego czasu razem jest rozpaczliwie mało
          a ja jestem czasem tak zmęczona, że nawet na te trochę czasu razem nie mam siły
        • iju Re: 'nie ma jak matka' 18.11.03, 11:30
          Też sie dopisze jako, ze temat nie jest mi obcy. Z tymi rozwojowymi zabawami to
          faktycznie chyba zbyt wiele się od mam wymaga. Przy pierwszym dziecku nie
          pracowalam, a moja corka miala az nadmiar rozwojowych zabaw, choc mi czasami
          wychodzily one bokami i nie koniecznie sprawialy mi przyjemnosc. Druga corka ma
          mame pracujaca, a zabawy tzw. rozwojowe w szczatkowych ilosciach rozwija sie
          fenomenalnie podobnie jak pierwsze dziecko, choc duzo czasu spedza z
          opiekunka, a nasze zabawy to malowanie farbami , czytanie ksiazek, berek ze
          starsza siostra itp... Ale zawsze wtedy kiedy i ja mam na to ochote nic na
          sile, bo tak jest w ksiazkach, nie kupuje juz gazet o dzieciach, bardziej
          kieruje sie intuicja i zdrowym rozsadkiem. I ciesze sie, ze pracuje choc
          spedzam w pracy 8 godz. i na poczatku nie bylo mi latwo, ale mysle, ze jestem
          szczesliwsza niz wtedy kiedy poswiecalam sie cala swojemu dziecku. Mysle, ze
          trzeba do wszystkiego podchodzic z pewnego dystansu przez to ze matka pojdzie
          do pracy nie sprawi, ze jej dziecko wyrosnie na psychopate albo jakiegos swira,
          nie dajmy sie zwariowac! Pozdrawiam mamy pracujace i nie pracujace. Ewa
          • ruda_kasia Re: 'nie ma jak matka' 18.11.03, 11:54
            Garść refleksji:
            najpierw na pocieszenie do Aluc o spędzaniu czasu.
            Jestem córką górnika, który wracał zmęczony po "szychcie" jak jeszcze był
            młodym i "fizycznym". No i musiał się kłaść na podłodze, a my po nim skakałyśmy
            z siostrą. Nie pamiętam tego, więc byłam mała. Wystarczało nam to, w ramach
            kontaktu z rodzicem, nie musiał nic robić, byle leżał (więc może Ty się na te
            sofę walnij, a Gruby niech po tobie pełza...wink
            Ale pod całą resztą się podpisuję, ze smutkiem wracałam do pracy. Cieszyłam się
            jednak, że Baśka jest z ojcem, choć na pewno edukacyjnie się nie bawili, znam
            mojego chłopa.
            A ja czasem po pracy nie miałam siły ani ochoty...
            Na nic. Żal by mi było, gdyby moje dziecko musiało w wieku 6 miesięcy iść do
            żłobka, żal by mi było, gdyby musiało mieć opiekunkę... Ale gdybyśmy oboje
            pracowali od 8 do 16, to co miałabym zrobić.
            Choć widzę, co się dzieje np z moim mężem przez to, że matka miała czas na
            wszystko tylko nie dla dzieci. Trudno się z nim żyje. Nie ma czasem gruntu pod
            nogami, bo nikt mu go nie dał. Wpada w złość, bo nie ma poczucia własnej
            wartości. A moja teściowa do dziś mu mówi, że może jednak nie wie, że lubi
            mielone (czyli sznycle po krakowsku) i może jednak zje... albo że może mnie
            jednak nie kocha (no żartuję, to powiedziała raz, ale jak można synowi, który
            właśnie kogoś kocha przedstawić wszystkie domniemame wady tej osoby i
            przekonywać, że nie powinien z nią być... może zresztą nic się tak naszemu
            związkowi na starcie nie przysłużyło jak głupota jego matki wink.
            I dlatego pocieszam się, że to może nie jest takie ważne, że mam dla dziecka
            mało czasu, skoro znam je najlepiej i ona najchętniej ze mną jest. Czyli że nie
            tracimy kontaktu - oby tak jeszcze parę latek.
        • skarolina Re: 'nie ma jak matka' 18.11.03, 11:46
          adzia_a napisała:

          > Alucku, to ja Ci powiem, jako pracująca matka (chociaż raczej nie pracująca
          tak
          >
          > intensywnie jak Ty i w bardziej "porannych" godzinach, a i na dojazdy
          tracąca
          > najwyżej 45 minut dziennie smile
          >
          > ...że ja w domu to się z dzieckiem nie bawię. Tak po prostu. Bo nie umiem
          > wymyślać zabaw i bajek.
          >
          > Natomiast dziecko jest ze mną przez cały czas. Uczestniczy we wszystkim, co
          w
          > domu robię, razem jemy, razem gotujemy, razem sprzątamy. Nie potrafię się
          silić
          >
          > na wymyślone zabawy - młoda ma tego pod dostatkiem w przedszkolu. Nawet
          > odpoczywamy sobie razem - ja np. dłubię na drutach i gadam z Dominiką o tym,
          co
          >
          > widziała przez cały dzień, podśpiewujemy sobie razem... Gdybym miała w
          fłowie
          > schemat "wracam do domu, muszę dać dziecku mój czas, czyli się z nim bawić w
          > coś, czego nie lubię wink " to chyba czułabym się niespełniona. Ale mam
          troszkę
          > inne podejście, i jest mi z tym OK.
          >
          > To tak troszkę nie ma temat, aczkolwiek być może komuś się spodoba - bo
          często
          > my, pracujące matki zadajemy sobie pytanie, czy nasz czas z dzieckiem po
          pracy
          > jest wystarczająco efektywnie i rozwojowo spędzony. Dla mnie nie ma
          problemu.
          > Moze nie stymuluję córeczce tego, co wg mądrych książek powinno się
          stymulować,
          >
          > ale nadal problemu nie widzę.


          Kurka wodna Adzia!! Czy ja Ci już kiedyś pisałam, że pozbawiasz mnie
          możliwości zaistnienia na forum ?? Ja już nie zliczę, ile razy mogłam co
          najwyżej napisać "podpisuję się pod każdym słowem Adzi". No słowo daję!! A
          ponieważ czy to napiszę, czy nie i tak nic nowego do tematu nie wniesie, więc
          na ogół sobie odpuszczam smile Ale tym razem już nie zdzierżyłam - chyba hormony
          ciążowe mnie dopadły.

          A więc : podpisuję się pod każdym napisanym przez Adzię słowem. Mam tak samo i
          tak samo uważam.

          A i jeszcze - rysować nie umiem i w dodatku nudzi mnie to obrzydliwie, tak
          samo jest z budowaniem z klocków, więc nic nie tracę, a dziecko zyska, jeśli
          będzie to z nim robił ktoś, kto lepiej umie. Książeczki czytamy, na spacerach
          dziecko i tak samo lata po drabinkach i zjeżdżalniach, śpiewamy dużo i często
          i bardzo dużo rozmawiamy. A przy okazji i dziecko i ja mamy swoją odrębność i
          niezależność.

          A jeśli chodzi o to, co napisała Aluc - że zawód można zmienić i inną pracę
          znaleźć. Można, ale dlaczego, jeśli sie robi to co lubi, nie ma możliwości
          zmiany miejsca pracy a na wyuczenie zawodu poświęciło (tak jak już napisałam)
          17 lat?? Ja lubię swój zawód, pomimo, że bardzo średnio płatny, nie bardzo
          sobie wyobrażam, co innego mogłabym w życiu robić i jeśli z powodu dzieci
          miałabym z niego zrezygnować, to do tychże dzieci po ich odchowaniu
          najprawdopodobniej miałabym żal. I po co dziecku taki balast??
          • aluc Re: 'nie ma jak matka' 18.11.03, 11:47
            skarolino, to kwestia priorytetów
            ja mam najwyraźniej inaczej priorytety ustawione smile)
            • adzia_a Re: 'nie ma jak matka' 18.11.03, 12:32
              Dziewczyny, my po prostu troszkę na różnym gruncie stoimy, stąd i te różnice w
              priorytetach...

              Aluc jest w domu o siódmej wieczorem, ja o czwartej wybieram skrzata z
              przedszkola , to jednak duża różnica. I zgodzę się, że cieżko jest mówić o
              jakości czasu spędzanego z dzieckiem, jeśli jego ilość jest niewystarczająca...

              A w ogóle, to co to jest ta "jakość" i jak się ma do ilości. Ponieważ ciekawa
              jestem Waszych sposobów pojmowania i realizacji tejże, spieszę założyć wątek
              na "Wychowaniu" smile
              • aluc Re: 'nie ma jak matka' 18.11.03, 13:12
                Adzia rację masz

                ale też ten artykuł bardziej jest o mojej sytuacji niż o pracy do czwartej albo
                studiach i trzymiesięcznych wakacjach, stąd też moja emocjonalna reakcja
      • barbamama Re: "nie ma jak matka" 18.11.03, 13:32
        Pewnie ze artykuł pani Milskiej jest bardzo, bardzo i do tego (dla nas)
        boleśnie prawdziwy. Jednak nie dajmy sie zepchnac tej pani do myśli jakie to
        jestesmy wyrodne, złe i wstrętne bo wracamy do pracy. A właśnie tak odebrała
        ten tekst moni, ja za wszelka cene staram się zdystansować, choc jak czytam
        tego typu rzeczy zawsze gul stoi w gardle.. I bez tych tekstów bedę cały czas
        myslami przy synku...
        Dla jasności sytuacji nie piszę tu o kobietach, które wracają do pracy bo
        czują sie "wyjałowione" przy dziecku, piszę o takich które wracają aby przeżyć
        od.. do... Wiem jak bardzo jestem potrzebna moim dzieciom, wiem również że
        muszę kupić leki dla Zuzy (ma stałe - jest alergikiem), ciepłe ( i nie tylko)
        ubrania dla Ali bo nie ma po kim donosić a zresztą co będę Wam wymieniać moje
        potrzeby, każda z nas ma inne..
        Reasumując:
        poproszę o artukuł nt jak szybko zregenerować siły aby mieć cchęć na twórczą
        zabawę z dzieckiem po pracy smile
        nie dam się "paniom Milskim" wpędzić w ogromne poczucie winy tylko dlatego ze
        muszę dzieciom zapewnić podstawowy byt
        moni trzymaj się, pewnie że nie jest to idealne rozwiązanie ale dobrze że w
        ogóle jakieś jest
        • jotika Re: "nie ma jak matka" 19.11.03, 09:07
          wyjęłąś mi to z ust Barbamamo, ja tez po przeczytaniu tego artykułu miałam
          wrażenie, że jestem wyrodną matką co to zostawia na pastwę losu swoje dzieci i
          umalowana pędzi do pracy..
          na szczęście wiem, co mogę dzięki tej pracy zaofiarować moim dzieciom- uśmiech
          na twarzy, kiedy wracam i jestem z nimi !!! bo nie martwię się o niezapłacony
          czynsz czy brak pieniążków na ciepły obiadek!!!
          i to jest dla mnie równie ważne
          każda z nas chciałaby żeby jej dzieci miały szczęśliwe dzieciństwo i wyrosły na
          dobrych i mądrych ludzi, i myślę że niekoniecznie przez to że wraca się do
          pracy takie dzieci nam nie urosną!!
          to jakim sie jest człowiekiem i jaki rodzaj miłości się przekazuje swojemu
          dziecku wpływa na jego rozwój psychiczny, a niekoniecznie taki rozwój zależy od
          czasu spędzonego, ale od wzajemnych relacji między matką i dzieckiem!!
          pozdrawiam
          Mama (pracująca z wyboru!)
      • mamasita Re: "nie ma jak matka" 18.11.03, 14:58
        Nie dajmy się zwariować. Opinie psychologów są rózne niż tylo tej pani
        psycholog - czytałam artykuł. Oczywiście podkreślaja, że wazna jest matka ale
        i ojciec też moze być z dizeckiem więcej i daje równie solidne oparcie
        emocjonale i intelektualne dziecku. Dobra opiekunka czy bardoz dobry żłobek
        nie zrobia krzywdy dziecku. poza tym nie wiadoma skąd ta pani ma dane bo
        Amerykanie jako jedynie na świecie wykonali badania na ten temat. Bo jeśli
        faktycznie tak by było, to bysmy mieli ogrmnie nieszczesliwe społeczeństwo lub
        psychicznie pokręcone z tego powodu. Jak wiadomo amerykanie nie moga sobie na
        to pozwolic i dlatego zrobili te badania - uwaga jeszcze nie maja wszystkich
        wyników ale doszli do wniosku że dziecko rozwoja się dobrze pod dobra opieka
        nie tylko matki a jego życie emocjonale nie cierpi jesli matka paracuje Lise
        Eliot "Co tam się dzieje" . To tyle z perspektywy naukowej - neurologów,
        psychiatrów.
        Co do mnie - oczywiscie ze cierpie ze nie moga byc synkiem i że musialam
        wrócic do pracy jak skonczyl 4 miesiace ma teraz 11 miesiecy i jest najsłodzą
        przylepką i bardzo fajnym samodzielnym silnym i szybko rozwijającycm się
        dizeckiem - chodzi i zaczyna mowic. Natomiast ja nie wiem jak mogłabym nie
        pracowac i zyc z niczego, z czego oplaca rachunki, zycie, lekarza, wakacje.
        Nie wierze ze poza malutkim procentem mężowie moga utrzymac całą rodzine.
        Jak bede miala drugie dizecko to postaram sie z nim zostac chociaz z rok ale
        to bedzie zalezalo od tego czy mąż da radę udzwignac domowy budzet i nie mowie
        tu o mega luksusach. problem polega na tym ze jak raz sie ma wieksze
        mieszkanie i samochod to koszty zostaja - i jesli jedna osoba nie pracuje to
        one nie wyparowuja. Ten artykuł nie szukał wyjscia i nie byl pomocny no i byl
        jednostronny. To takie typow polskie - dowalic matkom które i tak się staraja
        jak mogą. Szkoda gadać. Może więcej pozytywizmu.
    • moni36 Re: "nie ma jak matka" 18.11.03, 12:15
      Jestescie kochane!dziekuje
    • pysia-2 A OJCIEC TO PIES?? 18.11.03, 12:54
      Sluchajcie w calej tej dyskusji zdalam sobie sprawe z jednej rzeczy - przeciez
      dziecko ma dwoje rodzicoow. I jesli chodzi o prace nad rozwojem dziecka i
      budowanie poczucia bezpieczenstwa i wiezi i te wszystkie wazne i potrzebne
      rzeczy, matka nie jest jedyna osoba, ktoora moze i powinna dawac to dziecku!
      Sam tytul tego postu - i jak mniemam calego artykulu, o ktoorym mowa - jest
      mocno dyskryminujacy drugiego rodzica. A jesli moje dziecko spedza polowe dnia
      nie ze mna a ze swoim tata, to tez wyrosnie na pokrzywdzonego, zakompleksionego
      zwyrodnialca??? Dlaczego moje metody uczenia zycia mialyby byc takie wyjatkowe
      i niezastapione? Czy tata zrobi to gorzej?
      Pomijajac oczywiscie cala potrzebe bycia z dzieckiem i brak wyboru w tej
      kwestii.
    • demolka77 Re: "nie ma jak matka" 18.11.03, 13:12
      witam was wszystkie gorąco
      widzę że nie tylko mnie tak przygnębił ten artykuł, który dałam nawet męzowi do
      poczytania
      jestem w tej samej sytuacji co moni36 i też niestety muszę zostawiać małego
      syneczka z nianią i każde wyjście z domu to dla mnie koszmar, bo cały czas
      jestem na rozdrożu i gdybym nie musiała wracać do pracy to na pewnoe bym tego
      nie zrobiła
      najlepsze w tym wszystkim jest to że studiując zawsze po3wtarzałam żę kiedy
      będę miała dziecko to na pewno nie mam zamiaru siedzieć z nim cały czas w domu
      bo nie po to się uczyłam żeby nie pracować a teraz kiedy mam dziecko zuepłnie
      mam inne podejście
    • szymanska Re: "nie ma jak matka" 18.11.03, 13:30
      Pracowałam z kolegą który ma dwoje dzieci które w tej chwili mają ok 16 lat,
      opowiadał że obydwoje po skończeniu sześciu miesięcy lądowali w żłobku. Życzę
      wam wszystkim takich dzieci jak on miał i takiego świetnego kontaktu z nimi.
      Magda i Tomek nie są zwyrodnialcami ani nie mają choroby sierocej, są świetnymi
      nastolatkami, bardzo samodzielnymi, mądrymi i odpowiedzialnymi. Trudno
      powiedzieć czy gdyby matka lub ojciec siedzieli z nimi do ukończenia 3 lat
      byliby tacy czy inni, są świetni.
      A swoją drogą proponuję pani Milskiej porozmawiać z dziewczynami których mąż
      zarabia 1000 PLN i to musi wystarczyć na wszystko. Może córkę pani Milskiej
      stać na to żeby być z dzieckiem w domu w końcu Ibisz pewnie nieźle zarabia.
      • aluc Re: "nie ma jak matka" 18.11.03, 13:35
        szymanska napisała:

        > A swoją drogą proponuję pani Milskiej porozmawiać z dziewczynami których mąż
        > zarabia 1000 PLN i to musi wystarczyć na wszystko. Może córkę pani Milskiej
        > stać na to żeby być z dzieckiem w domu w końcu Ibisz pewnie nieźle zarabia.

        a to ona się z Piskorskim już rozwiodła???????
        • anndelumester Re: "nie ma jak matka" 18.11.03, 14:06


          szymanska napisała:
          >
          > > A swoją drogą proponuję pani Milskiej porozmawiać z dziewczynami których m
          > ąż
          > > zarabia 1000 PLN i to musi wystarczyć na wszystko.
          pani Milska wyraćźnie powiedziała, że decyzja o dziecku powinna być
          przemyślana - a podstawowym pytaniem powinno być czy stać mnie psychicznie i
          materialnie na dziecko. i tu sie z nią zgadzam. nie bardzo rozumiem postwy
          hurra rozmnażanie - a potem płacz bo nie ma tego, tamtego, owego. Rozumiem że
          to instynkt, ale od czegoś mamy rozum i zdolność przewidywania.
          • szymanska Re: "nie ma jak matka" 18.11.03, 14:13
            Czy to że ktoś zarabia 1000 PLN ma go przekreślać jako przysłego rodzica ? Nie
            każdy ma możliwość zarabiania 2-3 i więcej tysięcy. Wybierz się do małego
            miasteczka na prowincję i zapytaj ile rodziny mają na utrzymanie, zapewniam Cię
            że ci co mają 1000 PLN uchodzą w swoim środowisku za szczęśliwców i bogaczy.

            anndelumester napisała:

            >
            >
            > szymanska napisała:
            > >
            > > > A swoją drogą proponuję pani Milskiej porozmawiać z dziewczynami któr
            > ych m
            > > ąż
            > > > zarabia 1000 PLN i to musi wystarczyć na wszystko.
            > pani Milska wyraćźnie powiedziała, że decyzja o dziecku powinna być
            > przemyślana - a podstawowym pytaniem powinno być czy stać mnie psychicznie i
            > materialnie na dziecko. i tu sie z nią zgadzam. nie bardzo rozumiem postwy
            > hurra rozmnażanie - a potem płacz bo nie ma tego, tamtego, owego. Rozumiem że
            > to instynkt, ale od czegoś mamy rozum i zdolność przewidywania.
            • anndelumester Re: "nie ma jak matka" 18.11.03, 14:16
              szymanska napisała:

              > Czy to że ktoś zarabia 1000 PLN ma go przekreślać jako przysłego rodzica ?
              Nic takiego nie napisałam.
              podstawowe pytanie powinno brzmieć ile potrzebuje na dziecko 500 zł czy 8 tys.
              I, moim zdaniem, przyszli rodzice, o tym powinni najpierw pomyśleć. tyle.
              • szymanska Re: "nie ma jak matka" 18.11.03, 14:31
                Pewnie że idealnie by było gdyby wszystkie dzieci były precyzyjnie zaplanowane,
                przemyślane itd., ale tak nie zawsze jest. A życie bywa tak przewrotne że
                czasem aż się boję.
              • pysia-2 Re: "nie ma jak matka" 18.11.03, 16:27
                anndelumester napisała:


                > podstawowe pytanie powinno brzmieć ile potrzebuje na dziecko 500 zł czy 8
                tys.
                > I, moim zdaniem, przyszli rodzice, o tym powinni najpierw pomyśleć. tyle.


                czy to znaczy ze gdybym zarabiala 1000 zlotych i zero perspektyw, ze bedzie
                wiecej, nie moglabym miec NIGDY dziecka??
                A wlasciwie inaczej - czy to, ze zarabiam 1500 zlotych, powinno znaczyc, ze
                moje dziecko nie powinno sie bylo urodzic??? Bo potrzeba na nie wiecej?
          • libra.alicja Re: 'nie ma jak matka' 18.11.03, 14:33
            anndelumester napisała:
            > pani Milska wyraćźnie powiedziała, że decyzja o dziecku powinna być
            > przemyślana - a podstawowym pytaniem powinno być czy stać mnie psychicznie i
            > materialnie na dziecko. i tu sie z nią zgadzam. nie bardzo rozumiem postwy
            > hurra rozmnażanie - a potem płacz bo nie ma tego, tamtego, owego. Rozumiem że
            > to instynkt, ale od czegoś mamy rozum i zdolność przewidywania.


            Z materialnego punktu widzenia najlepiej byłoby mieć dzieci po 40-stce, gdy
            jest dom, stabilna praca i mocny związek. I wiele osób do tego tak podchodzi,
            tylko że wtedy okazuje się, że trzeba zonę wymienic na młodszą, bo do rodzenia
            juz się za bardzo nie nadaje.

            Tak juz jest, że dzieci rodzą ludzie młodzi. Większość ludzi młodych (takich,
            co do wszystkiego dochodzą sami, bez pomocy rodziców) dopiero zaczyna karierę
            zawodową, urządzanie własnego domu (zazwyczaj na kilku metrach kw.).

            U większości kobiet macierzyństwo przypada na okres pierwszych lat małżeństwa,
            tworzenia swojej pozycji na rynku pracy i dochodzenia do posiadania dóbr
            materialnych. I to jest bardzo trudny okres.
        • szymanska Re: "nie ma jak matka" 18.11.03, 14:09
          Nieeeee . Nie wiem z kim ożenił się Piskorski ale żoną Ibisza jest córka
          Milskiej, zresztą to nie o tym jest to forum. Wkurzają mnie rady pań takich jak
          pani Milska co o prawdziwym życiu nie ma pojęcia. Wracając do wyżej
          wymienionych to z rok albo dwa lata temu był artykuł chyba w Polityce o ich
          żonach jak się wypowiadały na temat jedynaków, że to źle wpływa na ich psychikę
          że najlepiej jest mieć więcej dzieci itd. Uwieżcie mi że gdyby mój mąż zarabiał
          tyle co w/w panowie to chciałabym mieć kilkoro dzieci i być z nimi w domu do
          pójścia do szkoły. Moja siostra ma dwoje dzieci bo tyle chciała i tylu jest w
          stanie zapewnić przyzwoite warunki do życia, po każdym macieżyńskim wracała do
          pracy (jest pielęgniarką) a młode miały nianię. Ona lubi swoją pracę i spełnia
          się w niej zawodowo.
          Nie ulegajmy jakimś głupim uogólnieniom. Jak słyszę że wyrodną matką jest taka
          co wraca do pracy, nie karmi piersią czy rodzi przez cc to cierpnie mi skóra na
          grzbiecie.Dlaczego pozwalacie się oceniać osobom z zewnątrz ? Osobom które nic
          o was nie wiedzą nie znają was. Sorry ale gdyby jakiś lekarz krzywo na mnie
          patrzył dlatego że karmię dziecko butelką to więcej bym do niego nie poszła.
          Każda matka jest dla swojego dziecka najważniejsza i najkochańsza bez względu
          na w/w przykłady
          • gyokuro Re: 'nie ma jak matka' 18.11.03, 14:48
            Mój Boże, gdybym ja uzależniała decyzję o poczęciu dziecka od tego ile
            zarabiam, to musiałabym w ogóle go nie poczynać! Obydwoje z mężem jesteśmy
            nauczycielami, on zarabia jakiś 1000, a ja 800. Na szczęście mamy własne
            mieszkanie bo nam teściowie darowali... Obydwoje też zbliżamy się do
            trzydziestki i chcieliśmy mieć dziecko przed trzydziestką. No i mamy. I
            kochamy je bardzo. Jest alergikiem, więc chyba kosztuje nas podwójnie. I bez
            przerwy mamy problem np. z zapłaceniem czynszu...
            Niestety zgadzam się z tym, co napisała pni Milska. Niestety, bo musiałam
            pójść do pracy. Na szczęście mam mało godzin i życzliwych ludzi w pracy, bo
            plan mam idealny, żebym jak najwięcej czasu mogła spędzać z synkiem. Ale
            ciągle bardzo źle się czuję z tym, że musiałam Julka zostawić kiedy miał tylko
            4,5 miesiąca... Wiem przy tym, że mamy dobrze, bo mąż zostaje z synkiem rano
            kiedy ja idę do pracy, a potem kiedy wracam, on idzie do swojej. Pracuje na
            uczelni, więc może mieć zajęcia późno. A w dni kiedy jeździ na swoje studia do
            Krakowa (dwa razy w tygodniu), z synkiem jest moja mama. Nie musimy zatrudniać
            opiekunki. I dobrze, bo ja wtedy psychicznie chyba bym się wykończyła. Dlatego
            Moni, bardzo dobrze Cię rozumiem. Jednak chcę Ci powiedzieć - nie daj się
            zwariować. Wiele dzieci spędza czas z opiekunkami i zbytnio na tym nie cierpi.
            Dbaj tylko o to,że by to Twoje zdanie w wychowaniu synka było najważniejsze.
            Żebyś to Ty była w jego życiu najważniejsza.
            Pozdrawiam.
          • agunia38 Re: "nie ma jak matka" 25.11.03, 15:26
            szymanska napisała:

            > Nieeeee . Nie wiem z kim ożenił się Piskorski ale żoną Ibisza jest córka
            > Milskiej

            cos ci się popitoliło, córka milskiej jest żoną piskorskiego, żona ibisza jest
            z domu zajdel czy cos w tym guście.
    • kajoa Re: "nie ma jak matka" 18.11.03, 15:38
      Oj, mnie ten artykuł przybił i zbulwersował! Pani psycholog pisze o idealnym
      świecie - takim w którym na matki po ulopie macierzyńskim/wychowawczym
      pracodawca czeka z otwartymi rękami, czynsz, rachunki za światło, gaz itd.
      opłacają krasnoludki a manna spada z nieba, nie mówiąc już o nektarze i
      ambrozji...Zgadzam się że macierzyństwo powinno być świadome. Ale z drugiej
      strony... Nasz synek był zaplanowany i wyczekany. Oboje po studiach,
      samodzielne mieszkanie, samochód, niezłe pensje, 5 lat po ślubie, jeszcze ciut
      przed 30-tką - idealny moment na dziecko któremu nie będzie brakować ani
      kontaktu z rodzicami ani dóbr materialnych.Ale jak synek miał 6 m-cy mąż stacił
      pracęsad No i co nam przyszło z planowania? I tak realia się zmieniły i
      MUSIAŁAM pójść do pracy. Bo z zasiłku wychowawczego to jednak trudno się
      utrzymać. Jasne że to iż z Mikim jest niania mnie boli. Bo mam świadomość, że
      to nie ja pokazuję mu świat tylko wspaniała ale jednak obca kobieta. Tylko co
      mam zrobić? Usiąść i płakać? ( oj, czasem mi się zdaża). Tylko co to pomoże?
      Będę z tego miała kasę na lekarza czy pieluchy? ( o wakacjach to już wogóle
      zapomniałam). Nie ukrywam - po powrocie z pracy czasem jestem pełna energii,
      czasem śmiertelnie zmęczona i wtedy rzeczywiście nie jestem dobrym towarzyszem
      zabaw.Ale się staram. A drugie dziecko będę miała za jakiś czas tak czy
      inaczej - bo nie wiem czy po 40-tce to jeszcze będę mogła, czy mąż mnie nie
      wymieni na "lepszy model" i czy nie będzie gorzej niż teraz! I JUŻ! A z innej
      beczki - odkąd skończyłam 3 m-ce w ciągu dnia była ze mną babcia, a mama
      pracocholiczka wieczorami. I mam z mamą rewelacyjny kontakt, nie mam zaburzonej
      osobowości. A tak już zupełnie na marginesie - nieidealni rodzice mają po
      prostu nieidealne dzieci...
    • aluc to, co mi się nie podoba.... 18.11.03, 17:16
      ... to sprowadzanie tej dyskusji do kwestii "wyrodna matka"/"niewyrodna matka"
      oraz "jak ona ma kasę, to niech się nie odzywa"

      nie jestem wyrodną matką
      i tak samo nie jest wyrodną matką kobieta, która zostawia swoje 7-miesięczne
      dziecko w żłobku
      i nigdzie ZMW nie napisała, że taka jedna z drugą to wyrodne matki i że nie
      powinny mieć dzieci

      ona napisała, co traci jedna i druga strona na takim układzie
      bo TRACI, nie oszukujmy się
      ale to, że traci, to jeszcze nie jest koniec świata i ostateczne
      zaprzepaszczenie wszelkich rozwojowych i emocjonalnych szans, zrozumcie to do
      cholery i czytajcie uważniej
      bo jakby tak było, to bym w cholerę to wszystko rzuciła, przeprowadziła się do
      mniejszego mieszkania i sprzedała samochód

      ta praca ani do życia ani do przeżycia nie jest mi potrzebna
      jest mi potrzebna do utrzymania takiego standardu, do jakiego się
      przyzwyczaiłam i w jakim chcę, żeby chowało się moje dziecko

      ale teraz widzę błąd w założeniu, jaki być może popełniłam, decydując się na
      Maksia jakieś dwa lata za wcześnie

      i może ten artykuł jest obcesowy, jednostronny i tak dalej
      ale to nie znaczy, że jest z gruntu fałszywy i błędny
      • ewamiki Re: to, co mi się nie podoba.... 18.11.03, 22:42
        Wiem co przezywasz. Wiem tez, ze mozesz wysluchc wszystkich rad a decyzje
        musisz podjac Sama.
        Ja mialam te przyjemnosc (ogromna przyjemnosc) pracowac w zlobku. Mialam tez
        moim zdaniem miejsza przyjemnosc pracowac jako opiekunka do dzieci.
        Teraz sama mam 4 misiecznego synka i gdybym tylko potrzebowala zostawiac go z
        kims gdybym musiala wrucic do pracy to jestem pewna, ze oddalabym synka do
        zlobka.
        Teraz pracuje razem z moim synkiem od 2 miesiecy. Moja praca mi na to pozwala.
        Mimo to jednak czasami mam wyzuty sumienia, ze za malo czasu z nim spedzam.
        Czasem po prostu nie mamy dosc bycia razem, ale to tylko moje zdanie.
        • malgosia87 Re: to, co mi się nie podoba-do ewamimki 19.11.03, 07:51
          ewamiki napisała:

          > Wiem co przezywasz. Wiem tez, ze mozesz wysluchc wszystkich rad a decyzje
          > musisz podjac Sama.
          > Ja mialam te przyjemnosc (ogromna przyjemnosc) pracowac w zlobku. Mialam tez
          > moim zdaniem miejsza przyjemnosc pracowac jako opiekunka do dzieci.
          > Teraz sama mam 4 misiecznego synka i gdybym tylko potrzebowala zostawiac go z
          > kims gdybym musiala wrucic do pracy to jestem pewna, ze oddalabym synka do
          > zlobka.
          > Teraz pracuje razem z moim synkiem od 2 miesiecy. Moja praca mi na to pozwala.
          > Mimo to jednak czasami mam wyzuty sumienia, ze za malo czasu z nim spedzam.
          > Czasem po prostu nie mamy dosc bycia razem, ale to tylko moje zdanie.

          A czy możesz podać konkretne argumenty przemawiające za żłobkiem zamiast
          opiekunki?
          Pozdrawiam,
          Małgosia

          PS Moje dziecko swoją edukację społeczną rozpoczęło od przedszkola, pytam więc
          tylko z ciekawosci, co więcej sądzę, że biorąc pod uwagę rozwój dziecka,
          żłobek jest ostatecznością ; chętnie zatem wysłucham Twoich argumentów.
      • adzia_a Re: to, co mi się nie podoba.... 19.11.03, 08:25
        aluc napisała:

        > bo TRACI, nie oszukujmy się
        > ale to, że traci, to jeszcze nie jest koniec świata i ostateczne
        > zaprzepaszczenie wszelkich rozwojowych i emocjonalnych szans,

        No własnie, kurka, zgadzam się z tym.
        Na pewno lepiej dla dziecka, jesli jest z matką, a nie z opiekunką. Na pewno
        lepiej dla matki (i to nie ze względu na "pierwsze kroczki" - dla mnie np. nie
        był to jakiś magiczny moment, na pewno nie miałam z niego tyle radości, co
        z "całokształtu" rozwoju mojej córeczki). Ale nie widzę zagrożenia w tym, że
        naszym dzieckiem przez kilka godzin dziennie zajmie się ktoś inny.

        Bo tak w ogóle, to może ktoś mi powie: kiedyż to w dziejach ludzkości była taka
        sytuacja, że matka mogła przez pierwsze trzy lata życia poświęcić się dziecku?
        Taka prosta, zwykła kobieta. Jesli macie dziadków, którzy mieli gospodarstwo na
        wsi, zapytajcie - z czystej ciekawości - ileż to tego czasu miała dla
        dzieciaczka mama, która musiała iść w pole, do ogrodu, do stajni, i jeszcze do
        tego zapewnić wikt i opierunek np. braciom męża, którzy też harowali w polu,
        albo pracowali w mieście, a po południu szli w pole. Moja babcia tak miała i
        zapewniam Was, że to nie ona zajmowała się przez większość dnia swoimi
        dziećmi...
      • mama_wiktora Re: to, co mi się nie podoba.... 19.11.03, 09:34
        Zgadzam się z Aluc w 250%!!! Ja też pracuję, nie uważam się za wyrodną matkę,
        uważam że zapewniłam malcowi najlepszą opiekę, gdy mnie nie ma. Ale obydwoje
        coś tracimy,i jest to bolesna ale najprawdziwsza prawda. Marzę o tym, żeby przy
        drugim dziecku zostać z nim w domu...

        Pozdrawiam
        Gosia
        • ewamiki Re: to, co mi się nie podoba.... 19.11.03, 10:12
          Dlaczego ja popieram zlobek a nie nianie?
          Otoz w zlobku dzieci sa bardziej komunikatywne, ucza sie dzielic zabawkami,
          bawic z kolegami, czerpia przyklad z wychowawczyn, szybcij (wiem z
          doswiadczenia) dzieci kozystaja z nocnika. Atmosfera jest bardzo przyjazna a
          dzieci wesole i wybawione przez caly ten czas ktory spedzaja w zlobku. Jedyny
          minus w pierwszej chwili to ryzyko przeziebienia ale tylko na poczatku
          wiekrzosc dzieci szybko sie uodparnia.

          Niania lub opiekunka zajmie sie dzieckiem kazdego dnia bez wzgledu na to czy
          jest chore czy zdrowe ale ja znam tylko jedna nianie (a znam ich duzo) ktorej
          nie brakuje cierpliwosci i pomyslow do zabawy na caly dzien. Dziecko sila
          rzeszy nudzi sie nie ma takiego kontaktu z rowiesnikami.
          Jedna jeszcze rzecz niepokojaca wzgledem niani to zbyt mocne przywiazanie do
          jednej osoby. To jest obca zazwyczaj osoba co innego gdy jest to ktos z rodziny.

          Podkreslam, ze to jest moje zdanie na podstawie doswiadczen jakie zdobylam.
          Pozdrawiam Ewa
          • skarolina Re: to, co mi się nie podoba.... 19.11.03, 14:09
            ewamiki napisała:

            >
            > Niania lub opiekunka zajmie sie dzieckiem kazdego dnia bez wzgledu na to czy
            > jest chore czy zdrowe ale ja znam tylko jedna nianie (a znam ich duzo)
            ktorej
            > nie brakuje cierpliwosci i pomyslow do zabawy na caly dzien. Dziecko sila
            > rzeszy nudzi sie nie ma takiego kontaktu z rowiesnikami.
            > Jedna jeszcze rzecz niepokojaca wzgledem niani to zbyt mocne przywiazanie do
            > jednej osoby. To jest obca zazwyczaj osoba co innego gdy jest to ktos z
            rodziny

            Dodaj jeszcze, że opiekunka, pozostając sam na sam z dzieckiem przez cały
            dzień, jest praktycznie poza kontrolą. Owszem, można zrobić jej "nalot", ale
            tak naprawdę nie ma nad nią żadnej kontroli.
            W żłobku pań na sali jest kilka i jedna widzi, co robi druga. Owszem, mogą się
            wzajemnie popierać i zamiast zajmować się dziećmi popijać kawkę, ale nad tymi
            paniami jest ktoś jeszcze - kierowniczka żłobka, nad kierowniczką dyrekcja,
            więc jednak ktoś sprawuję kontrolę.
            W żłobku nie ma telewizora, który może chodzić na okrągło i zajmować panie
            telenowelami.
            Opiekunka oprócz zabawy z dzieckiem i pielęgnacji (przewijanie, mycie), na
            ogół musi jeszcze przygotować jedzenie, posprzątać po nim - w żłobku od tego
            jest kto inny, panie zajmują się tylko dziećmi.
            W żłobku panie znają tyle wierszyków, piosenek i zabaw, o których przeciętna
            opiekunka, a nawet mama, nie ma pojęcia. Ja sama, z wykształceniem muzycznym i
            pamięcią, która obejmuje olbrzymią ilość wierszyków, byłam zaskoczona ilością
            piosenek i wierszyków przynoszonych przez moje dziecko ze żłobka.

            I jeszcze korzyści dla mamy:

            Żłobek się nie spóźni, nie zachoruje, nie zrezygnuje w nieoczekiwanym momencie.
            W żłobku dziecko ma zapewnioną dietę dostosowaną do jego wieku, tak, że
            zapracowanej mamie pozostaje tylko przygotowanie kolacji, a nie całodziennego
            wyżywienia na następny dzień.
            Dzięki przebywaniu w dość dużej grupie dzieci i pań, dziecko nie boi się
            obcych, nowego otoczenia, jest śmiałe i kontaktowe.

            Ech, mogłabym jeszcze długo, ale to nie o tym jest ten wątek smile

            pozdrawiam,
            skarolina, mama przedszkolaka - byłej żłobkowiczki i styczniowego brzusia -
            przyszłego żłobkowicza wink
      • addria Re: to, co mi się nie podoba.... 19.11.03, 09:54
        Aluc, ja też się z Tobą zgadzam i moje życie, i przemyślenia, i rozterki, i
        postanowienia co do drugiego potomka są baaaardzo podobne...
        Od siebie powiem tyle, że udało mi się zmienić godziny pracy z 8-16 na 7-15, co
        powoduje, że jestem godzinę wcześniej w domu i przez to godzinę dłużej z
        synkiem. A ta godzina po południu ma duże znaczenie, bo czy rano wyjdę o 6.20,
        czy o 7.30, to i tak dziecko śpi zazwyczaj, więc znaczenie ma przede wszystkim
        to, o której wracam, no a dzięki temu przeorganizowaniu czasu pracy, wracam
        godzinę wcześniej. Poza tym od stycznia 2004 nawet w przepisach Kodeksu Pracy
        będzie o tzw. indywidualnym czasie pracy, więc jesli ktoś ma taką możliwość, to
        warto ustalić sobie z przełożonym bardziej dogodne godziny pracy.
        Pozdrawiam,
    • nikita55 Re: "nie ma jak matka" 19.11.03, 12:55
      Moni,

      Wróciłam do pracy po 6 miesiącach i uwierz mi, że była to bardzo trudna
      decyzja. Przez pierwszy miesiąc wychodząc do pracy rano ryczałam jak bóbr a
      Jasiek zostawał niewzruszony z ukochanymi dziadkami. Obecie synek ma 13
      miesięcy i rozumie, że wychodzę z domu. Myślę, że trudniej byłoby mi nauczyć go
      obecnie zostawania z dziadkami.
      Na pewno wielokrotnie dopadają mnie wyrzuty sumienia i żal, że nie spędzamy ze
      sobą więcej czasu ...
    • gwiazdka19 Re: "nie ma jak matka" 19.11.03, 13:13
      Nie czytałam odpowiedzi innych dziewczyn ale napisze ci cos co moze ci poprawi
      nasroj.Ja osobscie siedze w domu i zanosi sie na to ze zostane tu do konca
      wychowawczego czyli tak jak gazeta zaleca, ale moja szwgeirka musiała swojego
      synka zostawic jak mały miał 4 mce,a teraz kiedy ma 11 mcy ona juz nie pamieta
      ze tak nad tym ubolweała, powiem wiecej teraz oddaje nawet małego na weekend
      do babci.W czasie kiedy jest w pracy małym zajumuje sie opiekunka,a jak
      przychodzi to dzieckiem zajmuje sie tylko od -do i koniec.i naprawde ona nie
      wie co to znaczy wychowywac dziecko.a wychowywac to byc z nim cały czas.Jesli
      byłas z twoim malenstwem przez okragły rok to mozesz byc pewna ze zdązyłas mu
      dac tyle ciepłaile tylko mozliwe, a przeciez pojscie do pracy nie wiarze sie z
      koncem macierzynstwa.Zawsze bedziesz anjwazniejsza dla swojego dziecka i wierz
      mi ono bedzie najbardziej kochac ciebie, wiec nie masz sie o co martwic, nawet
      pracująca mama moze byc najlepsza mamą na swiecie.
      Pozdrawiam.
      PS. a ja juz bym chiała isc do pracy tongue_out
    • martaurb Re: "nie ma jak matka" 19.11.03, 13:22
      Moni, ja niestety nie moge przeczytac tego artykulu (jakos nie udaje mi sie
      czytac calych art w internecie, a dostepu do gazetowego wydania nie mam), wiec
      odniose sie tylko do tego, co napisalas.
      Nie przejmuj sie jakims artykulem! To, czy bedziesz z dzieckiem do 3 roku
      zycia, czy dluzej czy krocej to jeszcze nie determinuje calego zycia! Znam
      dzieci, ktorych rodzice postanowili ze mama bedzie z coreczkami do 3 roku
      zycia - efekt: mama sfrustrowana i niespelniona, kompletnie niekonsekwentna i
      niezadowolona, jak tylko tata pojawia sie na horyzoncie to dzieci oddawane sa
      jemu, ale on nie moze nadrobic tego, co ona juz spaprala! A dzieci?
      Znerwicowane, kompletnie bez kontaktu (maja juz ponad 2 lata, a zachowuja sie
      jakby mialy pol roku), reagujace placzem i histeria na wszystko! Slowem
      koszmar! I naprawde wiesz mi, o niebo lepsza bylaby dobra opiekunka czy zlobek!
      Dlatego nie martw sie, znajdz dla swojego synka jak najlepsza opiekunke, ciesz
      sie tym, ze synka masz i kazda chwila, ktora z nim spedzilas i kazda, ktora
      jeszcze spedzicie razem!!!! A zobaczysz, za jakis czas Twoj synek bedzie dumny
      z tego, ze ma mame ktora potrafi sie z nim bawic, ale rowniez ma swoje zycie!
    • burza4 Re: "nie ma jak matka" 19.11.03, 13:24
      Śmiać mi się chce... bo się zastanawiam - komu mają służyć takie artykuły? Tym,
      które muszą wrócić do pracy?! Przecież te może i słuszne argumenty wpędzają
      tylko tysiące kobiet w jakieś chore dywagacje! Kobiety oprócz stresu związanego
      z powrotem do pracy mają jeszcze traumę, bo robią Bóg wie jaką krzywdę dziecku!
      Jasne, byłoby milej, gdyby każda mogła i chciała siedzieć z dzieckiem w domu,
      ale rzeczywistosć jest inna. I zamiast dokładać matkom stresu może dobrze
      byłoby skoncentrować się na tym, jak im pomóc? Rozmawiałam kiedyś z moją mamą -
      kiedyś w ogóle nie było kwestii czy robi się dziecku krzywdę - po prostu trzeba
      było wrócić po macierzyńskim do pracy i basta. Nikt się nie roztkliwiał i nie
      rwał włosów z głowy bo inne były standardy. Ani z powodu oddawania dzieci do
      żłoków, ani zostawiania z babciami, ani ze stosowania smoczków czy karmienia
      butelką. I o dziwo tamto pokolenie jakoś żyje mimo traumatycznych przeżyć
      związanych ze stosowaniem smoczka we wczesnym dzieciństwie i braku matczynej
      piersi na każde zawołanie. Mało tego - o dziwo jakoś mimo koszmarnego
      dzieciństwa pokolenie to nie było wcale bardziej chorowite czy sfrustrowane.
      Teraz się narobiło tysiące poradników i bez nich ani rusz. Idealny świat jak w
      amerykańskich serialach familijnych. Tylko co to ma wspólnego z normalnym
      życiem?

      A teraz - co nam dały te poradniki? Skąd na miłość boską tyle postów w tonie
      głębokich kompleksów i poczucia bycia gorszą - "co ze mnie za matka, muszę
      wrócić do pracy, co ze mnie za matka, nie mogę karmić piersią, co ze mnie za
      matka (wstawić dowolnie)". Czy te artykuły naprawdę pomagają???
      Nie dajmy się zwariować - róbmy to co konieczne albo dobre dla nas i dla
      dzieci, a nie tylko dla dzieci. Ja nie zwracałam sobie głowy takimi
      idiotycznymi dywagacjami. Musiałam wrócić do pracy, bo nie wiązaliśmy końca z
      końcem i KONIEC. Trudno. Pytanie tylko jak to najlepiej zorganizować
      logistycznie i to wszystko. Nie ma co zastanawiać się, czy jestem gorsza czy
      lepsza. Każdy radzi sobie jak potrafi.

      A pytanie typu "czy będę miała dobry kontakt z synem" - gdyby to było takie
      proste! to zależy od całokształtu kontaktów, charakteru i miliona innych spraw,
      a nie tylko do tego, czy się spędza z dzieckiem 24 godziny na dobę. Wychowanie
      dziecka to nie algorytm (co między wierszami przemycają takie idiotyczne
      artykuły - jeśli będziesz postępować w sposob a, to w rezultacie dziecko będzie
      sie zachowaywało w sposób b, a jeśli inaczej to w sposób c), to nie tak działa!
      Równie dobrze możesz dawać dziecku z siebie wszystko, a dziecko wyrośnie na
      typka jak z serialu "ballada o januszku"... Zajmuj się dzieckiem najlepiej jak
      potrafisz - to po prostu musi wystarczyć. I tak nikt nie bedzie kochał go
      bardziej od ciebie.
      • pysia-2 Re: "nie ma jak matka" 19.11.03, 14:08
        i tym madrym i optymistycznym akcentem zakonczylabym cala dyskusje. Bo tu jest
        wszystko co chcialam powiedziec ale nie umialam wyartykulowac :o)
      • evee1 Re: "nie ma jak matka" 19.11.03, 14:43
        Burza, super tekst!! Zgadzam sie calkowicie.
        Ja tez jestem matka pracujaca. Z dziecmi (dwojka) bylam w domu tak
        krotko, ze nawet nie wpisuje tych przerw w moj zyciorys smile). Poza
        tym w innych krajach macierzynski nie jest platny i bycie bez pracy
        powodowalo straszne spostoszenie w naszym budzecie.
        Do pracy wypychala mnie Mama, ktora sama twierdzi, ze ze mna wariowala
        w domu i tez wrocila do pracy po macierzynskim, a ja trafilam do zlobka.
        Ja mam swietny kontakt z Mama, bycie w tych instytucjach wcale mi
        charakteru nie wypaczylo.
        Ja pracuje i zawsze pracowalam na caly etat, bo w moim zawodzie praktycznie
        nie istnieje inny uklad, chyba ze po wielu latach pracy czlowiek sobie
        taki wynegocjuje. Dziecmi zajmowala sie babcia, w przypadku ktorej nie bylo
        problemu, ze dzieci sie przywiaza. Ale niestety wychowuje je czasmi na
        swoja modle, ale i tak zawsze podkresla, ze mama jest najwazniejsza dla dzieci.
        Dzieci swiadomie poslalismy do przedszkola jak skonczyly dwa lata, na pare
        godzin, zeby przyzwyczajaly sie do inncyh dzieci i ludzi.
        Czy moje dzieci cierpialy z tego powodu, ze poszlam do pracy? Nie wydaje
        mi sie. Sa bardzo wesole, otwarte, zywiolowe, ale dbaja tez o innych.
        A maja teraz 6 i 8 lat, wiec juz cos mozna powiedziec o tym jakie sa i
        jaki efekt mialo na nie to wczesne dziecinstwo bez mamy 24 godziny na dobe.
        Jezeli juz ktos zaluje, to moze ja. Jakbym siedziala w domu, to moze latwiej
        byloby mi sie cieszyc wieczornymi wyjsciami - nadal mam wyrzuty sumienia,
        kiedy wychodze z domu bez nich, a one zostaja same (no, z kims innym).
        Ale jezeli chodzi o te pierwsze kroczki itp, to i tak moje wspomnienia z
        czasow kiedy dzieci byly malutkie sa jedynie wspomnieniami i nie wiem czy
        bylyby bardziej wartosciowe, gdyby bylo ich wiecej (zreszta i tak wszystkiego
        sie nie pamieta). One same i tak nic nie pamietaja (czy same pamietac cokolwiek
        z czasu kiedy same mialyscie rok, czy nawet dwa lata?), a wiez z dziecmi buduje
        sie stale i ja jeszcze mam ladnych kilka lat na budowanie wiezi i robienie
        rzeczy, ktore dzieci beda pamietac (jak na przyklad zmuszanie ich do
        gry na pianinie, hi, hi ;_)))).
      • aluc Re: "nie ma jak matka" 19.11.03, 14:43
        artykuły takie jak ten są potrzebne chociażby po to, żeby pomyśleć i w
        konkluzji albo się zgodzić albo nie

        nawet jeśli jest to terapia szokowa

        czytanie tylko tych rzeczy, ż którymi się zgadzamy, musi być koszmarnie nudne
      • olowiani Re: "nie ma jak matka" 20.11.03, 15:07
        nie podoba mi sie ten artykul pani Milskiej, bo jest po prostu przez swa
        jednostronnosc i skrajnosc nieprofesjonalny. Za zadne skarby swiata nie
        chcialabym trafic do takiego psychoterapeuty, ktory daje konkretne przepisy na
        zycie i w ten sposob wartosciuje ludzkie zachowania. Macie racje dziewczyny,
        ktore piszecie, ze ten artykul powstal na wyzynach Warszawki, skad nie widac
        ani szarej prowincji, ani zwyklego zycia i jego koniecznosci.
        My jestesmy na etapie przejadania oszczednosci z 5 lat wspolnego zycia i juz
        niedlugo bede musiala wrocic do pracy, nie po to zebysmy mogli zafundowac
        sobie zagraniczne wakacje, zmienic samochod, wybudowac dom, ale po to zebysmy
        mieli czym zaplacic rachunki. To nie jest kwestia jakosci zycia i standardu,
        to jest kwestia przezycia bez dlugow. A Ula bedzie musiala sie przystosowac.
        niestety. Gdybym miala czekac z urodzeniem dziecka na czas prosperity pewnie
        czekalabym w nieskonczonosc, podobnie jak moi rodzice i dziadkowie (zatem nie
        siedzialabym tu i nie pisala tego posta smile)), co za chory pomysl, zeby
        uzalezniac posiadanie dzieci od stanu konta, i to jeszcze w dzisiejszej
        Polsce? no to juz jest kompletnie oderwane od rzeczywistosci!!! To jest jakis
        skandynawski model myslenia, u nas zupelnie nie do zrealizowania.
        Pozdrawiam. Olo
        PS mam wielka prosbe do pani Zofii Milskiej - Wrzosinskiej, zeby ustosunkowala
        sie do naszych postow i wyluszczyla idee, ktore przyswiecaly powstaniu tego
        artykulu.
    • judytak Re: "nie ma jak matka" 19.11.03, 14:35
      To ja tak bardziej ogólnie, o tym artykule i o tej tu dyskusji.
      Ja rozumiem, że jak się jest psychoterapeutą, to się spotyka ze skarjnościami
      częściej, niż z sytuacją normalną - to takie skrzywienie zawodowe, w mojej
      rodzinie są lekarze, im się każdy wydaje być chory.

      Rozumiem też, że jak się chce pisać artykuł, to warto to robić w sposób
      wyrazisty, skrajny, bo wywołuje większy odzew.

      Ale z drugiej strony właśnie taki psychoterapeuta powinien wiedzieć, że
      wyrażając się w taki jednoznacznie oceniający sposób, negując istnienie dobrych
      (wystarczająco dobrych) rozwiązań w pewnych sytuacjach i negując występowania w
      naturze pewnych gatunków kobiet (takich, które lubią swoje dzieci i lubią też
      swoją pracę i potrafią to godzić), wyrządza krzywdę (psychiczną) osobom nie
      wystarczająco silnym i samodzielnym, zależnym od autorytetów. A takich jest
      niemało.

      Uważam to za fakt nie wymagający dowodzenia, że ludzie (i kobiety, i matki, i
      dzieci) są różni. Mają różne potrzeby i różne możliwości. Uważam też, że jeśli
      ktoś robi coś na silę, to nigdy nie będzie dobre.

      Uważam, że to nie prawda, że dla dziecka lepsze jest 24-godzinne przebywanie z
      zmęczoną, zniechęconą matką, niż regularny i nie skrajny podział czasu,
      spędzonego z różnymi osobami (matką, ojcem, babcią, opiekunką). Uważam, że nie
      mam patentu na wszystko i uważam, że moje dziecko wiele wartościowych rzeczy
      może się nauczyć od innych (nie tylko umiejętności, również wzorców zachowań,
      wartości itp.) Dlatego też wybieram starannie, z kim ma spędzać czas. Ale nie
      daję tym osobom szczegółowych "zaleceń wychowawczych" - mają być sobą.

      Uważam też, że w większości przypadków jest możliwy taki sposób organizacji
      życia, który sensownie i korzystnie godzi potrzeby różnych członków rodziny.
      Uważam też, że dziecko jest członkiem rodziny, a nie egzotycznym kwiatem czy
      księciem z bajki.

      A teraz "świadczenie własnym przykładem":
      1. Ze mną mama była w domu przez 3 lata. Jest typem "supermamy", wymyśla
      zabawy, spełnia zachcianki, zanim zdążysz je wymyśleć. Po tych trzech latach
      byłam zupełnie samotna w przedszkolu, w podstawówce jako-tako doszłam do
      siebie, ale do dziś mam problemy z nawiązywaniem kontaktów.
      2. Mojego męża i jego dwóch braci samotnie wychowywała moja teściowa
      (pielęgniarka). Była praktycznie bez przerwy na dyżurach, musiała zarabiać na
      życie. Mąż i bracia są porządnymi, przyjemnymi mężczyznami. Mąż i jeden z braci
      doskonale radzą sobie w życiu, drugi ma problemy.
      3. Pierwsza żona mojego męża nigdy nie pracowała, była w domu z córkami, aż one
      miały po kilkanaście lat. Jedna jest porządna, z życiem sobie radzi, druga, to
      kompletne bankructwo. Kontakt z matką obie mają bardzo słaby.
      4. Ja mam swoją trójkę. Pracuję (8 godzin), wychodzę, jak jeszcze wszyscy śpią.
      Wracam około piątej. Mąż wychodzi o 9-tej, wraca różnie. Nasze dzieci:
      a) Duża spędza 4-5 godzin dziennie w szkole, 0-2-jakieś zajęcia, 1-2-rano z
      tatą, 0-4 z opiekunką (obiad + spacer), 5 ze mną / z obydwoma rodzicami
      b) Średni spędza 7 godzin w przedszkolu (zerówka), 0,5 rano z tatą, 2 z
      opiekunką, 4 ze mną / z obydwoma rodzicami.
      c) Mały spędza 2 godziny rano z tatą, 8 z opiekunką (z tego 2-3 godziny to
      spanie poobiednie, 1-2-3-spacer), 4 ze mną / z obydwoma rodzicami.
      W weekendy ja zawsze jestem w domu, mąż w niedzielę tak, w sobotę różnie.
      W domu z dziećmi byłam przez rok-półtora z każdym.
      Są raczej normalne. Żywe, ciekawskie, inteligentne, głośne.
      I to jest norma.
      Tak samo skrajnością jest matka, pracująca po 12 godzin dziennie plus w
      weekendy, jak i matka przez trzy lub więcej lat zajmująca się wyłącznie domem i
      dzieckiem.
      Pozdrawiam wszystkich
      Judyta
      • burza4 Re: "nie ma jak matka" 19.11.03, 16:11
        Judytko - świetnie to ujęłaś - właśnie o to podejście do "autorytetów" mi
        chodziło.

        Aluc - oczywiście, że nudno byłoby, gdybyśmy się ze wszystkim zgadzały. Ale
        według mnie takie artykuły przynoszą więcej szkody niż pożytku. Są pewne
        fundamentalne prawdy, z któymi wszyscy się zgadzamy (że dziecko powinno miec
        pełną rodzinę, mamę przy sobie, być karmione piersią itd). Ale nie zawsze tak
        jest w praktyce - i co mają począć te osoby, które nie mogą sprostać takim
        standardom? Piszesz, że artykuły są po to, żeby się nad czymś zastanowić. Ale
        nad czym tu się zastanawiać? Pewne sprawy są oczywiste - i teraz osoby, które z
        różnych względów nie przystają do takiego idealnego wizerunku po prostu MUSZĄ
        poczuć się gorzej. Tylko po co, skoro i tak nie mają wpływu na zaistniałą
        sytuację? A tymczasem wiele artykułów jest w tonie nazwalabym pocieszająco-
        nagannym - na zasadzie "SKORO już musisz iść do pracy, to się nie przejmuj,
        SKORO nie karmisz piersią to nie rób sobie wyrzutów". Między wierszami czyta
        się po prostu, że to gorsza opcja. I to niejako prawda, tyle, że jaki jest sens
        w uporczywym podkreślaniu tego faktu? Komuś się polepszy od tego? I to
        podpieranie się badaniami. Statystyka - fajna rzecz, tylko jak dla mnie mało
        wiarygodna. Bo co znaczy tekst, że dzieci będące przy matce lepiej się
        rozwijają? Od kogo lepiej? Od dziecka sąsiadki? Ale to nie jest to samo
        dziecko! A jeśli matka co prawda nie pracuje, ale ma w domu milion zajęć i
        maluch po prostu pęta jej się pod nogami? Też się lepiej rozwija? Wiarygodne
        byłoby jedynie długofalowe badanie TEGO SAMEGO dziecka w 2 różnych sytuacjach
        (np. karmione piersią lub butelką)- ale to technicznie niemożliwe. Więc po co
        robić ludziom wodę z mózgu? Przecież te mamy, które chcą i mogą i tak będą
        realizowały te odwieczne postulaty wychowawcze, a chodzi o to, żeby nie dobijać
        tych, które z różnych względów nie są w stanie tego zrobić.

        A swoją drogą - ja to dopiero jestem toksyczna. Nie dość, że szybko wróciłam do
        pracy, to zawsze pracowałam długo, rozwiodłam się o zgrozo, kiedy dziecko było
        małe, piersią karmiłam z pół roku.... I nie mam z tego powodu żadnych
        kompleksów a w takich artykułach panie redaktorki czują się w obowiązku mnie
        POCIESZYĆ, że nie jestem może aż taka najgorsza. Dziękuję za taką troskę.
        • aluc Re: "nie ma jak matka" 19.11.03, 16:39
          burzo - idąc tym tropem nie da się napisać żadnego artykułu na żaden temat,
          oprócz tego, jaka wczoraj była temperatura smile

          a ZMW akurat w trybie SKORO nie pisze wink

          sam fakt zajścia w ciążę czyni pewne rzeczy nieodwracalnymi, nie da się już
          mieć tego samego dziecka w lepszym, dogodniejszym momencie swego życia, z
          lepszym partnerem, w lepszym związku... no po prostu się nie da

          i ja nie czuję się dobita tego typu artykułami, bo w końcu decyzję o powrocie
          do pracy sama podjęłam i za nią w tej chwili w pełni odpowiadam

          a że nie zawsze jest mi z nią dobrze, to już inna sprawa

          warto rozmawiać, warto się zastanawiać, nawet nad rzeczami pozornie oczywistymi
          i nie widzę powodu, dla którego miałoby się nie rozmawiać, tylko dlatego, żeby
          kogoś tym brońciępanieboże nie urazić

          bo taką dyplomację to ja niezmiennie i konsekwentnie chrzanię smile
      • aga_rn Re: 'nie ma jak matka' 19.11.03, 20:13
        Judyta, Burza,
        jestem pod wrazeniem Waszych postow, uwazam ze trafilyscie w 10.
        Fajnie ze artykul zmusza do myslenia, zastanowienia sie, itp. ale z drugiej
        strony jest opublikowany w czasopismie ktore trafia do setek tysiecy kobiet, a
        dla czesci z nich "Dziecko" jest wyrocznia, poradnikiem, odnosnikiem itp.
        I widac po tym watku jak duza liczba kobiet reaguje tak jak reaguje - zaczyna
        sie bronic, tlumaczyc dlaczego wraca do pracy i ogolnie probuje zagluszyc
        poczucie winy. O taka reakcje chodzilo ? niby nie, ale czy ciezko ja
        przewidziec ?
        Zgadzam sie z Judyta i Burza, ze taki artykul moze wyrzadzic wiecej zlego i
        dobrego.
        AgaRN
        • chalsia Re: 'nie ma jak matka' 19.11.03, 22:54
          Ja nie mam poczucia winy. Ja od czasu do czasu czuję żal, że cos mnie omija.
          Ale to noramalne, kazdy tak ma - wystarczy zdecydować się na czytanie ksiązki w
          domu zamiast pójścia ze znajomymi do kina. I jest to żal za niespełnioną
          możliwością (mimio tego, ze decyzja w pełni świadoma). I nic ponad to.
          To takie trochę gdybanie - co by było, gdyby .....
          Pozdrawiam,
          Chalsia
    • skarb7 Re: "nie ma jak matka" 19.11.03, 17:55
      A ja się zgadzam z tym artykułem w stu procentach! Czytając ten artykuł,
      powtarzałam sobie w myśli: tak, tak, to właśnie jest tak. Według mnie ten
      artykuł zawiera myśli głębokie, "pierwotne" i oczywiste, do których, niestety,
      czasem nie chcemy się przyznać. Mojego dziecka też nie wychowuję jak
      egzotycznego kwiatu, ale nigdy, przenigdy nie posłałabym do żłobka, czy
      zostawiła z nianią i poszła do pracy. W głowie mi się to nie mieści! Dziecko
      przecież tak mocno kocha mamę, tak bardzo jej potrzebuje od pierwszych chwil
      życia, tak bardzo do niej tęskni! Nikt mamy nie może zastąpić. Nikt! Wszystkie
      dziewczyny, kobiety, które wracają do pracy i zostawiają malutkie dziecko,
      powinny mieć tego świadomość. Dziecko jest istotą niedojrzałą emocjonalnie
      (przed 3. rokiem życia na pewno, a czasem i później) na długie rozstanie z
      matką. Będę się upierać, choćby nie wiem co, że szybki powrót do pracy nie
      jest dobry dla małego dziecka! I co z tego, że czytam tu o radosnych,
      szczęśliwych, wspaniale się rozwijających dzieciach w żłobkach lub tych, które
      mają cudne kontakty z ninią. Dzięki Bogu, że się przystosowały i się świetnie
      rozwijają. Ale to nie jest sytuacja optymalna. "Tak żyjemy, takie są czasy,
      tak trzeba." Ciągle słyszę podobne argumenty. Staram się je zrozumieć,
      przyjmuję je do wiadomości. Ale, co chcę mocno podkreślić, to są argumenty
      dorosłych!!! Dorosłych, którzy, mając poczucie winy, jakoś muszą się
      usprawiedliwić. Nie oszukujmy się, dla dziecka najlepsze jest być z mamą i
      już.
      Dobrze, że pisze się takie artykuły. Trzeba wyrwać z korzeniami bujnie
      rozrastające sie w wielu głowach przekonanie z PRLu, że: kobieta powinna
      urodzić na leżąco, karmić butelką, po macierzyńskim wrócić do pracy, dzieciaka
      oddać do żłobka (będzie łatwiej mu potem w przedszkolu, krzywdy mu nie zrobią)
      i pracować, pracować i jeszcze raz pracować (w pracy i w domu rzecz jasna) aż
      do emerytury lub śmierci.
      • aga_rn Re: 'nie ma jak matka' 19.11.03, 19:52
        skarb7 napisała:

        > Dobrze, że pisze się takie artykuły. Trzeba wyrwać z korzeniami bujnie
        > rozrastające sie w wielu głowach przekonanie z PRLu, że: kobieta powinna
        > urodzić na leżąco, karmić butelką, po macierzyńskim wrócić do pracy,
        dzieciaka
        > oddać do żłobka (będzie łatwiej mu potem w przedszkolu, krzywdy mu nie zrobią)
        > i pracować, pracować i jeszcze raz pracować (w pracy i w domu rzecz jasna) aż
        > do emerytury lub śmierci.

        Hej skarb, to moze pojdzmy jeszcze dalej i rozszerzmy ta krucjate na caly
        swiat - tam gdzie trzeba wracac do pracy bo nie ma urlopow wychowawczych, bo
        macierzynski trwa krotko a jezeli mozna przedluzyc to bedzie to urlop
        bezplatny, bo praca nie bedzie niestety czekac, i czsem mozna stracic bardzo
        wiele, to na co sie przez duzo lat pracowalo.
        To ze kobieta musi pracowac to nie wymysl PRL-u tylko po prostu lajf. A lajf
        is brutal.
        AgaRN
        • mamaadama4 Re: 'nie ma jak matka' 19.11.03, 21:44
          Wszystkim sfrustrowanym i zaniepokojonym, jak i tym, którzy po lekturze różnych
          książek i artykułów rwą włosy na głowie w poczuciu bycia niedoskonałą matka
          polecam lekturę super książki. Takie problemy jak omawiany tutaj są tam
          poruszane.
          "Być rodziną czyli jak budować dobre zycie swoje i swoich dzieci" rozmowa
          Doroty Terakowskiej z psychiatrą Jackim Bombom (Wydawnictwo Literackie).O
          rozwoju dzieci od 0 do 25 lat. Jest to pierwsza pozycja przy czytaniu której
          nie czułam się jak potwór, który popełnia masę błędów i naraża tym swoje
          dziecko na traumatyczne przyżycia. Bez zadęcia i żargonu psychologicznego, bez
          podawania jednoznacznych recept, uciekania się do jedynie słusznych wzorców.
          Polecam.
          danka

        • adzia_a Re: 'nie ma jak matka' 20.11.03, 07:59
          aga_rn napisała:

          > To ze kobieta musi pracowac to nie wymysl PRL-u tylko po prostu lajf. A lajf
          > is brutal.

          Otóż to.
          Dodam, że chyba nadal czekam na odpowiedź na pytanie - kiedy i czy w ogóle były
          takie czasy, że zwykła kobieta mogła się całkowicie poświęcić dziecku.
          Przykłady mile widziane.
          • addria Re: 'nie ma jak matka' 20.11.03, 08:12
            Czasów realnych możliwości hurtowego "poświęcania" się matek dzieciom raczej
            nigdy nie było wink, ale są, będą i były, tzw. sprzyjające okoliczności.

            Proszę oto przykład: mąż zarabia na tyle wystarczająco, że jedna pensja pozwala
            na zaspokojenie chocby postawowych potrzeb całej rodziny. Tak właśnie było w
            rodzinie mojego męża, gdzie teściowa od momentu urodzenia pierwszego dziecka
            (siostry męża) przestała pracować, zresztą zaraz dostała rentę i tak już
            zostało.

            Ona mogła się więc poświęcić. Ja niestety nie mogę, choć bardzo bym tego
            chciała. I wcale nie muszę czytać żadnych artykułów, żeby wiedzieć, że mimo
            wszystko, mimo swoich starań odrobienia tego czasu, coś tracę. I jest mi z tym
            cholernie ciężko, ale nic nie mogę zrobić. I żaden inny artykuł, choćby
            całkowicie przeciwstawny do omawianego tutaj, tego nie zmieni... niestety.

            Pozdrawiam,
          • aluc Re: 'nie ma jak matka' 20.11.03, 10:33
            adzia, ja myślę, że to jest w ogóle fałszywie pytanie postawione

            w końcu jakiekolwiek działania wychowawcze z poszanowaniem dziecka jako
            odrębnej istoty ludzkiej to całkiem nowy wymysł

            ale wydaje mi się, że czym innym jest współczesna opieka zinstytucjonalizowana
            czy nawet obecne opiekunki, a czym innym była opieka mamki, niani, bony,
            guwernantki, czy też całej wielopokoleniowej rodziny

            moja babcia była przed wojną boną u zamożnego łódzkiego lekarza, opiekowała się
            ich córką Zosią - ale ta opieka wyglądała tak, że babcia przez kilkanaście lat
            w zasadzie u nich mieszkała, jadła przy tym samym stole, wyjeżdżała z nimi na
            wakacje i była prawie członkiem rodziny, a nie pracownikiem czy tzw. służbą

            to jest jednak zasadnicza różnica w porównaniu z obecnymi opiekunkami, które z
            założenia nie są trzymane dłużej niż dwa lata, póki dziecko nie pójdzie do
            przedszkola, i przychodzą DO PRACY

            no i inaczej chyba emocjonalny rozwój dziecka wyglądał, jak chowało się może
            nie z matką, ale z babciami, ciotkami, wujkami i całą resztą rodziny - jak moja
            mama na przykład

            równie dobrze można by postawić pytanie, po cholerę kobiecie w ogóle
            wykształcenie i praca zawodowa, skoro przez większość historii oprócz
            arystokracji oraz tzw. ludu wykonującego proste czynności gospodarskie, kobiety
            nie uczyły się, nie pracowały i chyba w znacznej większości nie narzekały z
            tego powodu wink
            • adzia_a Re: 'nie ma jak matka' 20.11.03, 10:40
              Ano widzisz, ja może patrzę przez pryzmat ludu wykonującego czynności
              gospodarskie wink

              Jak już pisałam wyżej - moja babcia nie miała dla swoich dzieci ani tyle czasu,
              co ja, pomimo, że zawodowo nie pracowała.

              Natomiast jestem w stanie przyjąć argument, że rzeczywiście, jest różnica
              pomiędzy nianią a rodziną wielopokoleniową, gdzie dzieckiem opiekują się na
              zmianę bliscy - rodzeństwo, kuzyni czy dziadkowie.

              Ale rodzina to nie matka, a tutaj o matkach właśnie rozmawiamy.
              • aluc Re: 'nie ma jak matka' 20.11.03, 10:46
                adzia, ale ten motyw w tym artykule też się przewinął, skoro od artykułu się
                zaczęło, chociaż myśmy się na matkach skupiły - że malutkie dziecko nie powinno
                być wychowywane przez osoby, które wykonują pracę pn "opieka nad dzieckiem", a
                nie nawiązują z nim głębokiego emocjonalnego kontaktu, bo są jego ojcem,
                babcią, ciotką, stąd też moje i tak dalej....

                a w ogóle to mam wrażenie, że znów (prawie) każdy przeczytał tylko to, co
                chciał w nim przeczytać wink
                • adzia_a Re: 'nie ma jak matka' 20.11.03, 11:51
                  aaa, bo zapomniałam, że ja tego artykułu nie czytałam wink toteż się doń nie
                  odnoszę smile

                  A jeśli chodzi o stosunek emocjonalny krewnych, to hmmm...widzisz, my mieszkamy
                  u moich rodziców i widzę, że mój ojciec swoim "stosunkiem emocjonalnym" mógłby
                  wyrządzić mojej córeczce nieliche krzywdy wychowawcze. Bo oprócz dawania jej
                  swojej miłości i akceptacji (w czym naprawdę jest idealny) robi też, krótko
                  mówiac, za jej podnóżek. Naprawdę, chwilami strasznie ciężko mi to prostować, i
                  widzę wyraźnie, że niezbadane są ścieżki, którymi idzie rozwój dziecka...

                  Między innymi dlatego poszłam do pracy po macierzyńskim. Żeby mieć kasę na
                  samodzielne lokum (realna perspektywa - latem przyszłego roku przenosimy się na
                  swoje). Bo akurat w naszym przypadku model 2+2 sprawdza sie lepiej niż "rodzina
                  wielopokoleniowa"... i jak tu rozstrzygać, co jest lepsze dla dziecka a co
                  gorsze. Dla mnie stanowczo jest to rozwiązanie gorsze, bo ja się w pełni
                  realizuję w domu i przy dzieciach, ale tu akurat musiałam spasować. Chociaż -
                  tak, byłoby nas stać na trzyletni wychowawczy.

                  I czuję to samo, co Ty - że coś straciłam. A buntuję się przeciwko
                  uproszczeniom. Że jak karmione piersią, to mądrzejsze, że na nocnik to od 24
                  miesiecy bo inaczej to tresura i tak dalej. Zresztą burza4 to fajnie wyraziła :-
                  )
      • burza4 Re: "nie ma jak matka" 20.11.03, 10:46
        skarb7 napisała:

        > A ja się zgadzam z tym artykułem w stu procentach! Czytając ten artykuł,
        > powtarzałam sobie w myśli: tak, tak, to właśnie jest tak. Według mnie ten
        > artykuł zawiera myśli głębokie, "pierwotne" i oczywiste, do których,
        niestety,
        > czasem nie chcemy się przyznać. Mojego dziecka też nie wychowuję jak
        > egzotycznego kwiatu, ale nigdy, przenigdy nie posłałabym do żłobka, czy
        > zostawiła z nianią i poszła do pracy. W głowie mi się to nie mieści! Dziecko
        > przecież tak mocno kocha mamę, tak bardzo jej potrzebuje od pierwszych chwil
        > życia, tak bardzo do niej tęskni! Nikt mamy nie może zastąpić. Nikt!
        Wszystkie
        > dziewczyny, kobiety, które wracają do pracy i zostawiają malutkie dziecko,
        > powinny mieć tego świadomość. Dziecko jest istotą niedojrzałą emocjonalnie
        > (przed 3. rokiem życia na pewno, a czasem i później) na długie rozstanie z
        > matką. Będę się upierać, choćby nie wiem co, że szybki powrót do pracy nie
        > jest dobry dla małego dziecka! I co z tego, że czytam tu o radosnych,
        > szczęśliwych, wspaniale się rozwijających dzieciach w żłobkach lub tych,
        które
        > mają cudne kontakty z ninią. Dzięki Bogu, że się przystosowały i się
        świetnie
        > rozwijają. Ale to nie jest sytuacja optymalna. "Tak żyjemy, takie są czasy,
        > tak trzeba." Ciągle słyszę podobne argumenty. Staram się je zrozumieć,
        > przyjmuję je do wiadomości. Ale, co chcę mocno podkreślić, to są argumenty
        > dorosłych!!! Dorosłych, którzy, mając poczucie winy, jakoś muszą się
        > usprawiedliwić. Nie oszukujmy się, dla dziecka najlepsze jest być z mamą i
        > już. Dobrze, że pisze się takie artykuły. Trzeba wyrwać z korzeniami bujnie
        > rozrastające sie w wielu głowach przekonanie z PRLu, że: kobieta powinna
        > urodzić na leżąco, karmić butelką, po macierzyńskim wrócić do pracy,
        dzieciaka oddać do żłobka (będzie łatwiej mu potem w przedszkolu, krzywdy mu
        nie zrobią) i pracować, pracować i jeszcze raz pracować (w pracy i w domu rzecz
        jasna) aż do emerytury lub śmierci.

        Ależ nikt nie podważa tych twierdzeń! Po prostu chodzi o to, żeby nie
        demonizować sytuacji, kiedy z różnych powodów nie da się wprowadzić tego
        idealnego modelu w życie. I nie powodowwać dodatkowych frustracji u kobiet,
        które chcąc nie chcąc MUSZĄ wybrać inną drogę. Zdaje się, że jesteś w tej
        luksusowej sytuacji, kiedy nie musisz obierać innej drogi, co więcej
        emocjonalnie odnajdujesz się całkowicie w tym modelu. Ale zastanów się, jakbyś
        się czuła, gdybyś nagle MUSIAŁA wrócić do pracy? Piszesz o usprawiedliwianiu
        poczucia winy. Ja piszę o tym, że to poczucie winy jest niepotrzebnie podsycane
        przez wiele artykułów w tzw. prasie fachowej. Ileż tu było postów w tym samym
        tonie "muszę wrócić do pracy i jestem w depresji, muszę przestać karmić i mam
        wyrzuty sumienia itp". Parę lat temu nikt się nad tym nie zastanawiał. I śmiem
        twierdzić, że tamto pokolenie nie dość, że przeżyło i wyszło na ludzi, to
        jeszcze jest bardziej jakoś zaradne niż te obecne wychuchane mimozy.

        Wy w większości macie małe dzieci, ja - nastolatkę, więc dłuższą możliwość
        obserwacji potencjalnych skutków moich decyzji i mozliwości. I mogę ci
        powiedzieć tyle, że według mnie te "zgubne" efekty o których piszą gazety - czy
        to powrotu do pracy, czy karmienia butelką są z perspektywy czasu
        niezauważalne. Czy moje zdrowe jak koń dziecko byłoby JESZCZE BARDZIEJ zdrowe,
        gdybym karmiła dłużej? Wątpię. Czy byłoby bardziej inteligentne? Jest najlepszą
        uczennicą w klasie... Itd, itd. Zalecenia zaleceniami, a najważniejsze jest to,
        żeby brać pod uwagę indywidualna sytuację tego konkretnego dziecka - bo nie
        każdy szablon do naszego dziecka będzie pasował. Dużo się pisze o tym, że
        dzieci śpiące z rodzicami świetnie się rozwijają, bo ciepło, bo miłość, bo
        poczucie bezpieczeństwa. Ja z wczesnego dzieciństwa pamiętam że największą
        katorgą było dla mnie, kiedy np. na wyjeździe musiałam spać z rodzicami - było
        mi gorąco (bo zawsze mnie cholery okrywali kołderką), niewygodnie, budził mnie
        kazdy ich ruch, ojciec chrapał itd. Poczucie bezpieczeństwa miałam w głębokim
        poważaniu.

        Karmienie piersią - z rodzinnych opowieści wiem, że byłam karmiona póki mamie
        nie skończył się macierzyński - i ponoć darłam się bez opamiętania 24 godziny
        na dobę. Jakoś mi przeszło jak reka odjał jak mnie przestawili na butelkę. Więc
        może pokarm matki nie do końca mi służył? Z kolei moje dziecko - krótko wg
        obecnych standardów karmione jest okazem zdrowia, a np. dzieci 2 moich kuzynek
        karmione ponad 2 lata bez przerwy chorują. Oczywiście karmienie piersią jest
        lepsze, ale też nie podchodźmy do tego tak jakby było gwarancją zdrowia czy
        lepszego rozwoju.

        Więc przyszła mi do głowy obrazoburcza myśl - co ma wisieć nie utonie, jeśli
        dziecko jest z natury zdrowe, pogodne, inteligentne, to nadal takie bedzie
        niezależnie od tego, czy będzie się podążać za jedynie słusznymi radami pań
        psycholożek. Nie zamieni się w chorowitego frustrata, jeśli matka wróci do
        pracy i zacznie karmić butelką. To, że siedzi się w domu z dzieckiem
        niekoniecznie jest gwarancją jego lepszego rozwoju. Oczywiście dziecku
        potrzebna jest matka - ale chodzi o jakość tych kontaktów, a nie czas antenowy,
        że tak powiem.
        • mama_wiktora Re: "nie ma jak matka" 20.11.03, 13:10
          I z twoim zdaniem Burzo się zgodzę... Może jestem niekonsekwentna...

          Uważam, że mleko matki jest dla dziecka najlepsze
          ale
          swojego dziecka nie wykarmiłam (z przyczyn obiektywnych - nie wyboru).

          Wiktor nie choruje ale na pytanie jak karmiłam Wiktora reaguję nerwową
          wysypką. Ciekawe dlaczego?

          Uważam, że dziecko powinno jak najwięcej czasu spedzać z matką (co nie równa
          się 24 godziny na dobę)
          ale
          nie stać mnie na zrezygnowanie z pracy.

          Jak pani w Instytucie Pampers zwróciła się do mnie per "ach te matki z doskoku"
          to musiałam zaciągnąć ręczny... Ciekawe dlaczego?


          Faktem jest, że gotowy przepis na to jak być najlepszą matką podawany przez
          gazety nie wszystkim nam służy, chyba zatracamy nasz własny instynkt i rozsądek-
          co jest dla dziecka - no i dla nas najlepsze. Pytanie tylko czy to wina
          psychologów czy tego, że to my nie czujemy się zbyt pewnie?
          • evee1 Re: 'nie ma jak matka' 20.11.03, 14:44
            Burza, kocham Cie!!!
            Nareszcie ktos, kto mysli tak jak ja, a moze po prostu mamy inna perspektywe.
            Moje dzieci sa tez nieco starsze i widze, ze jezeli ktos zaluje mojego
            wczesnego powrotu do pracy, to jedynie ja sama. Moje dzieci maja to (pardon)
            w glebokim powazaniu. One nawet nie zdaja sobie sprawy kto sie nimi wtedy
            opiekowal! Naprawde nie wiem co moglyby byc lepszego w ich charakterze,
            zachowaniu czy ogolnym samopoczuciu, gdybym byla wtedy zostala w domu smile)).

            W ogole to uwazam, ze kazda z nas powinna robic to co uwaza za stosowne
            dla siebie, dziecka i calej rodziny.
            Ja dopiero teraz bylabym gotowa poswiecic sie i zostac w domu z dzieckiem
            na caly etat. Ale w glowie mi to nie bylo jak bylam mlodsza!! I szczerze sie
            do tego przyznaje. Natura obdarzyla mnie jakimis tam zdolnosciami i nie
            mialam ich zamiaru marnowac. To byl jeden z powodow mojego powrotu do
            pracy, dalej moglam sie rozwijac, miec satysfakcje nie tylko ze swojej
            rodziny, ale takze i poza nia.
            Finanse moze w moim przypadku nie byl takie istotne i od bidy mezus by nas
            utrzymal, ale niestety nasza egzystencja bylaby trudna. Z wieksza iloscia
            pieniedzy jest naprawde latwiej i to nie chodzi o to, ze musze dziecku i nam
            kupowac cudy-niewidy, ale czlowiek po rpostu nie jest skazany na wiazanie
            konca z koncem i co za tym idzie nie ma stresow finansowych.

            Jezeli w ogolnym rozrachunku dzieci wcale z tego powodu nie cierpialy
            (i tylko ja jestem to w stanie ocenic, a nie zaden psycholog, ktory moich
            dzieci na oczy nie widzial), to nie widze powodu dlaczego mam sobie dac
            wmawiac, ze jest inaczej.
            • mamasita Re: A co na to dzieci 21.11.03, 11:39
              A własnie dzieci - ja oraz inne dzieci które sa dorosłe dostają wyspki jak
              słysza ze matka się poświęcała nie zrobiła tego czy tamtego i nie zrealizowała
              się zawodowo czy ambicjonalnie - odpowiedz jest jedna my sie o to nie
              prosilismy. I faktycznie jesli dziecko jest szczesliwe pod opieka babci, niani
              czy dobrego żłobka - mówię o dobrych warunkach i kochajacych nianiach - bo np
              moja uwielbia synka to nie ma żadnych podstaw by mówic ze dzieje się dziecku
              krzywda bo sie nie dzieje. Dla niedowiarków polecam badania naukowe - a nie
              wyborażenia pani psycholog bo nawet nie psychiatry.
              jedno jest pewne to dreczy mamy że nie moga zostać w domu z dziecmi ale mamy
              rzeczywistosc jaka mamy i przez najbliżesze kilkanaście lat to się nie zmieni.
              Zamiast obwiniac mamy powinno sie je wspierac, czasem to nastawienie
              pesymistyczne, ciągnace nas wszystkich w dól jest tak męczące.
              Przepraszam ze tak na zimno do tego podchodzę ale juz jestem zmęczona
              tym "upieprzaniem" kobiet w naszym kraju.
              • evee1 Re: A co na to dzieci 21.11.03, 16:51
                > Zamiast obwiniac mamy powinno sie je wspierac, czasem to nastawienie
                > pesymistyczne, ciągnace nas wszystkich w dól jest tak męczące.
                > Przepraszam ze tak na zimno do tego podchodzę ale juz jestem zmęczona
                > tym "upieprzaniem" kobiet w naszym kraju.
                Nie chce Cie martwic mamosita, ale to nie tylko w Polsce tak jest. Mozesz
                niestety porzucic nadzieje, ze za kilkanascie(-dziesiat) lat cokolwiek
                sie zmieni sad(((.
        • skarb7 Re: "nie ma jak matka" 22.11.03, 15:40
          Nie wiem, czy zauważyłyście, że gazety typu "Dziecko", promują powrót do
          wartości i zachowań "naturalnych", które gdzieś nam się we współczesnym
          świecie pozagubiały. Dużo piszą mianowicie o prodzie "naturalnym" (bez
          oksytocyny, przebijania pęchcerza, środków znieczulających, masowania szyjki
          macicy i innych), że jest lepszy i dla matki, i dla dziecka z wielu powodów
          (których nie będę tu przytaczać, wiadomo, o co chcodzi). Wiele stron poświęca
          propagowaniu karmienia "naturalnego" czyli piersią, a nie butelką, bo takie
          karmienie też jest lepsze i dla mamy, i dla dziecka (argumenty są znane wszem
          i wobec). Artukuł, o którym burzliwie dyskutujemy, jest dla mnie kolejnym
          krokiem w propagowaniu "naturalności". A mianowicie mówi o optymalnej sytacji,
          gdy dziecko rozwija się w bliskości, ciągłym kontakcie z mamą i samo, z
          biegiem czasu, niejako (znów to słowo) "naturalnie" dojrzewając, dorasta do
          coraz dłuższych rozstań. Szybki powrót mamy do pracy jest oczywistym
          zaburzeniem tego procesu "dorastania do rozstania".
          Czy w związku z tym, że częśc kobiet rodzi dzieci przez cesarskie cięcie albo
          przez poród wywoływany, nie należy pisać o zaletach porodów naturalnych? Bo
          mamom, które (z różnych przyczyn, nie wnikam)nie mogły tego doświadczyć,
          będzie przykro???
          Czy w związku z tym, że jakaś część kobiet nie karmi piersią (z różnych
          przyczyn, nie wnikam), nie należy pisać artykułów wychwalających zalety
          karmienia piersią, bo mamom karmiącym butelką będzie smutno???
          Czy dlatego, że wiele współczesnych kobiet wraca szybko do pracy po urodzeniu
          dziecka, nie należy pisać artykułów promujących bycie z dzieckim w domu przez
          pierwsze lata??? Bo mamy, które wróciły do pracy (z różnych przyczyn, nie
          wnikam) będą się czuły gorsze???
          Żeby "nie powodować dodatkowych frustracji", jak się wyraziła Burza?
          To argumentaacja dla mnie bezsensowna. Pisma typu "Dziecko" właśnie po to są,
          by promować pewne wartości, przez redakcję uznane za warte promowania. Na
          szczęście współcześni rodzice są żądni wiedzy, czytają dużo gazet i poradników
          i artykuły, takie jak ten, dają im do myślenia. I o to własnie chodzi! By na
          chwilę przystanąć, pochylić się nad dzieckiem, zastanowić, co jest dla niego
          najlepsze.
          Życie jest brutalne, piszecie. Wiem to doskonale. Sama tego doświadczyłam. Do
          dziś pamiętam mój pierwszy dzień w przedszkolu. Nic nie jadłam, nie piłam, nie
          bawiłam się z dziećmi, nie spałam, nie poszłam nawet do toalety. Gdy
          zorientowałam się, że mama mnie zostawiła, stanęłam przy oknie z płaczem i
          patrzyłam, czy już po mnie nie wraca. Przestałam przy tym oknie tak cały boży
          dzień, nie ruszając się ani na krok. Do dziś pamiętam tę rozpacz, choć
          wspomnień z wczesnego dzieciństwa mam, jak wszyscy, niewiele.
          Na urlop wychowawczy zdecydowałam się z pełną świadomością. Owszem, czuję się
          spełniona, choć nie zawsze jestem promiennie uśmiechnięta. Moją córkę też
          kiedyś poślę do przedszkola, ale dopiero wtedy, gdy będzie na to gotowa.
          Gdybym musiała zostawić ją teraz, czułabym się tak samo jak Moni - paskudnie,
          okropnie, strasznie, jak wyrodna matka. A te uczucia, sadzę, byłyby najlepszym
          dowodem na to, że ta sytuacja jest daleka od ideału.
          I jeszcze jedno - Burza napisała: "Oczywiście dziecku potrzebna jest matka -
          ale chodzi o jakość tych kontaktów, a nie czas antenowy, że tak powiem."
          Zastanawiam się, jaka bym była jakościowo matką, gdybym wróciła do mojej
          pracy? Przed urodzeniem córki pracowałam od 10. do 18., z dojazdami od 9. do
          19. i po przyjściu do domu marzyłam tylko o jednym jesc i lulu.



          • agunia38 Re: "nie ma jak matka" 25.11.03, 15:31
            skarb7 napisała:

            Moją córkę też
            > kiedyś poślę do przedszkola, ale dopiero wtedy, gdy będzie na to gotowa.

            zapewne koło trzydziestki?
      • ma.pi Re: "nie ma jak matka" 25.11.03, 18:59
        Skarb7, skad CI ten PRL wyskoczyl?

        Popatrz sobie na historie ludzkosci i pokaz w ktorym momencie dzieci przebywaly
        z matka do 3-ciego czy ktoregos tam roku zycia. Nigdy.
        Teoretycznie u bogaczy matki przebywaly w domu ale nie zajomwaly sie dziecmi.
        Robily to opiekunki, nianki, bony itd. Dziecko wiedzialo matke zadziej niz
        teraz ta pracujaca. A te biedne pracowaly i tez nie malay czasu sie dziecmi
        zajomwac.

        No chyba, ze wrocimy do epoki kamienia lupanego, ale tam tez kobiety mialy tyle
        zajecia, ze te dzieci musialy sie same soba zajmowac.

        Pozdr.
    • e.beata Re: 'nie ma jak matka' 21.11.03, 14:33
      Przecież artykuł nie potępia matek które musza pracować? Przynajmniej ja nie
      zauważyłam.

      • evee1 Re: 'nie ma jak matka' 21.11.03, 16:48
        Ja niestety artykulu nie czytalam, bo nie jest osiagalny elektronicznie.
        Ale mi sie wydaje, ze nie chodzi jedynie o to zeby nie potepiac matek,
        ktore ida do pracy, bo inaczej nie mialyby za co jesc (chociaz pewnie
        to minimum jest znacznie nizsze niz sie nam wszystkim wydaje).
        Ale chodzi tez o kobiety, ktore po prostu nie chca rezygnowac z pracy
        (tak jak ja) z powodu dzieci i zostac w domu na pelen etat. Jezeli sa
        w stanie zapewnic dziecku dobra opieke, to dlaczego nazywac je egoistkami?
        A z punktu widzenia dziecka, to czy matka musi czy chce chodzic do pracy
        naprawde ma znaczenie zadne. Mamy niemma w domu i juz.
        To w czym rzecz?
        • aluc Re: 'nie ma jak matka' 21.11.03, 16:59
          znów robi się zatem coś w stylu "fimu nie widziałem, tym chętniej włączam się
          do dyskusji" smile))
          • adzia_a Re: 'nie ma jak matka' 21.11.03, 17:49
            No tak, ale temat jest na tyle pojemny i na tyle dotyczący każdej z nas, że
            można i bez Wrzosińskiej gadać, nie? wink Mnie to np. bardzo na sercu lezy, a że
            nie czytałam to i nie komentuję tego, czego nie czytałam smile
            • evee1 Re: 'nie ma jak matka' 21.11.03, 18:02
              > No tak, ale temat jest na tyle pojemny i na tyle dotyczący każdej z nas, że
              > można i bez Wrzosińskiej gadać, nie? wink
              No wlasnie smile). Problem jest dosyc rozpowszechniony i nawet osoby, ktore nie
              czytaly tego artykulu (czyli ja) spotykaja sie z nim na codzien.
              Co to dyskryminacja jakas ??? smile)))
Pełna wersja