jagabaga92
13.03.09, 12:16
Mój synek (prawie 5 lat) nie lubi i nie chce być w nowych miejscach i wśród
dzieci, których nie zna.
Przyklad: kolega z grupy przedszkolnej zaprosił go na urodziny, które miało
odbyć się w klubie malucha. Początkowo chciał iśc, ale gdy termin przyjęcia
się zbliżał, zaczął mówić, że nie chce lub pójdzie, gdy ja bedę z nim na sali
zabaw. Zaprowadziłam go. Okazało się, że jest tam też kilkoro dzieci z jego
grupy, reszta była "obca". Dzieci miały zostać z animatorkami, a mamy poszły
do kawiaranki (na piętrze budynku). Po chwili przychodzi jedna z animatorek z
moim zapłakanym synkiem, że on chce do mamusi. Tłumaczenia nic nie dały.
Poszłam więc na chwilę do sali, gdzie dzieci się bawiły i tam synek bawił sie
świetnie. Gdy wyszłam do toalety, znowu płacz

Inny przykład: panie w przedszkolu zmieniaja się o 12.30. Czasem jedna z pań
nie przychodzi i wówczas dzieci są rozdzielane do innych grup. Inne dzieci idą
chętnie, a mój synek płacze i w końcu zostaje z panią, która pomaga
przedszkolankom w ich grupie. Tak nie może być, bo ta pani ma swoje zajęcia w
pracy, a nie opiekowanie się dzieckiem, które nie ma ochoty iść do innej grupy.
Ogólnie synek jest bardzo lubiany przez dzieci i dorosłych. Jest duszą
towarzystwa, ale wyłącznie wówczas, gdy przy boku ma osobę dorosłą, którą
DOBRZE ZNA.
Czy macie jakieś pomysły, jak przekonać go do nowego otoczenia, bo mi już
brak? Czy może zaakceptować, że taki juz jest, odpuścić jakiekolwiek
przekonywanie go i poczekać, aż sam do tego dojrzeje?