czy byście coś zrobily i ewentualnie co

15.05.09, 13:07
...gdyby dziecko znane z podwórka prosiło Was o jedzenie i picie.
A to chce pić, a to kanapkę, a to by zjadło banana... Pewnie, że dać
można, koszt wielki to nie jest. Tylko że rzecz ma miejsce
codziennie. Na sugestię, by poszło do domu, odpowiada, że mama nie
ma jedzenia. Dziecko ma lat 7, jest ładnie ubrane, strasznie żywe i
nieco krzykliwe, ale nie można powiedzieć, że niegrzeczne.
    • budzik11 Re: czy byście coś zrobily i ewentualnie co 15.05.09, 13:34
      A jak będzie chciało stówkę od ciebie, bo "mama nie ma pieniążków" to też dasz??
      Można poczęstować malucha kiedy np. karmisz własne dziecko raz na jakiś czas,
      ale żeby dawać się tak oskubywać codziennie? Nie możesz porozmawiać z matką
      dziecka?
      • dariafox Re: czy byście coś zrobily i ewentualnie co 15.05.09, 13:43
        ja bym nie dawała, w ogóle wkurzają mnie takie sytuacje - bo biedne, bo tylko
        dziecko, bo nie wie, że tak się nie robi, ale to dziecko ma rodziców! Ja bym
        powiedziała, żeby poszło do domu, bo nie mam aż tyle czegoś tam (banana, soku
        itp) i nie zważała na teksty typu "mama nie ma jedzenia" bo na 90% to konfabulacjasmile
        • mama-ola Re: czy byście coś zrobily i ewentualnie co 15.05.09, 15:00
          > ja bym nie dawała

          Wyobraź sobie, że to dziecko bawi się z Twoim dzieckiem w Twoim
          domu. I Twoje przylatuje do kuchni po banana, więc to drugie też
          chce. I co, nie dajesz? Zakazujesz zabawy z "takim" sąsiadem (bardzo
          się lubią razem bawić), nie pozwalasz przychodzić do swojego domu?
          Tłumaczysz to jakoś synowi?
          • hellious Re: czy byście coś zrobily i ewentualnie co 15.05.09, 15:06
            Ale ty znasz choc troche matke tego dziecka? Wiesz gdzie mieszka itp?
            • mama-ola Re: czy byście coś zrobily i ewentualnie co 15.05.09, 15:15
              > Ale ty znasz choc troche matke tego dziecka? Wiesz gdzie mieszka
              itp?

              Sprawa nie dotyczy mnie, lecz mojej nowej koleżanki z podwórka. Ona
              ma dwóch synków (4 i 5), którzy bawią się często z moim Antkiem, a
              my sobie rozmawiamy. Zwierzyła mi się parę dni temu z tego problemu,
              że codziennie, także w niedzielę, ma na głowie tę 7-latkę, która
              prosi o jedzenie. Zapytała o radę. Też pierwsze, co mi przyszło do
              głowy, to iść do jej matki. Ale nie okazuje się, że to nie takie
              proste. Mamy tej dziewczyny nie znamy, ani ona, ani ja.
              • hellious Re: czy byście coś zrobily i ewentualnie co 15.05.09, 15:21
                Ale skoro ma ja na glowie, jak to ujelas, to najwidoczniej nie jest mile
                widziana, lub nie tak czesto. O tym juz przydaloby sie pogadac z matka. Niech
                wezmie dziewczynke za reke, i niech ja mala zaprowadzi do matki. Chyba wie,
                gdzie mieszka? A poza tym, smierdzi mi to, ze ta mala siedzi u twojej kolezanki
                bog wie ile i matki nie interesuje, gdzie ona jest... Moze faktycznie mama nie
                ma jedzenia i to jakas patologia.
                • mama-ola Re: czy byście coś zrobily i ewentualnie co 15.05.09, 16:07
                  A poza tym, smierdzi mi to, ze ta mala siedzi u twojej kolezanki
                  > bog wie ile i matki nie interesuje, gdzie ona jest... Moze
                  faktycznie mama nie
                  > ma jedzenia i to jakas patologia.

                  No właśnie. To bog wie ile trwa od popołudnia aż do 20. Ok. 20
                  koleżanka wyprasza ją z domu, tłumacząc, że chłopcy idą spać. Gdyby
                  nie wypraszała, wyglada na to, że mała siedziałaby dłużej. Matki to
                  chyba nie obchodzi, no by gdyby obchodziło, to by była jakaś reakcja
                  na te późne powroty.
                  • hellious Re: czy byście coś zrobily i ewentualnie co 15.05.09, 16:09
                    Nie no, w takiej sytuacji poszlabym z mala do matki, zobaczyla co to za jedna,
                    potem bym sie zastanawiala co dalej. Jak patologia, to zglosic gdzies ze dziecko
                    jest niedopilnowane. Ciekawe co mala by robila, gdyby kolezanka jej co dzien nie
                    przygarniala do siebie...
          • coronella Re: czy byście coś zrobily i ewentualnie co 15.05.09, 15:18
            sprawa zasadnicza- gdzie bawi sie to dziecko??

            W domu? czy na podwórku? Bo dla mnie to dwie zupełnie rózne sytuacje.
            Gdyby była w domu- oczywiście, że bym dała. Nawet przez mysl mi nie przeszło, że mogłabym nie dac. Dziecko jest moim gościem, a od gości nie wymaga się, zeby przychodzili z własnym prowiantem.

            Na podwórku- nie wiem. Zalezy jak czesto by to było, zalezy od wielu rzeczy.

            • mama-ola Re: czy byście coś zrobily i ewentualnie co 15.05.09, 15:56
              coronella napisała:

              > sprawa zasadnicza- gdzie bawi sie to dziecko??
              > W domu? czy na podwórku?

              I tu, i tu. Na podwórku bawią się razem, a jak tamci idą do domu, to
              ona zabiera się z nimi. Nie wiem, jak było na początku - zapewne
              została zaproszona czy zachęcona, by odwiedzić, a może zapytała, czy
              może też z nimi pójść. A potem weszło jej to w nawyk. Zabiera się z
              nimi do ich domu z podwórka, jakby to było oczywiste. O ile się nie
              przesłyszałam, powiedziała do tej mojej koleżanki "ciociu".

              > Gdyby była w domu- oczywiście, że bym dała. Nawet przez mysl mi
              > nie przeszło, że mogłabym nie dac. Dziecko jest moim gościem,
              > a od gości nie wymaga się, zeby
              > przychodzili z własnym prowiantem.

              Koleżanka też deklaruje, że absolutnie nie chodzi o koszt czy
              kłopot. Tylko że wygląda to na jakąś patologię i czy ona w związku z
              tym powinna coś zrobić czy nie. Sprawa jest delikatna i ta koleżanka
              też chciałaby się zachować delikatnie.
          • dariafox Re: czy byście coś zrobily i ewentualnie co 15.05.09, 22:19
            No kurczę - jakoś nie mam w zwyczaju podkarmiania cudzych dzieci, takich cudzych
            "z podwórka", których rodziców nie znam itp., raczej dałabym tylko mojemu
            dziecku. Może Cię to gorszy,ale tak uważam,co innego jakbym wiedziała o jasnej
            sytuacji takiego dziecka- że faktycznie pochodzi z rodziny, gdzie nie ma na
            jedzenie itd., ale u mnie inna sytuacja - mieszkam na ulicy gdzie jest 10 domów
            i wszytskie dzieci są "znajome"...
            dzieci z innej ulicy nie dostają u nas niczegowink
      • mama-ola Re: czy byście coś zrobily i ewentualnie co 15.05.09, 13:51
        > Nie możesz porozmawiać z matką dziecka?

        Ty, jak rozumiem, byś porozmawiała. Poszłabyś specjalnie do niej do
        domu, czy zaczekałabyś, aż natkniesz się na nią przy bloku? Jakimi
        konkretnie słowami byś się do niej zwróciła? Od razu byś przeszła do
        rzeczy czy najpierw zaczęłabyś od jaka ładna dziś pogoda?
        • budzik11 Re: czy byście coś zrobily i ewentualnie co 15.05.09, 13:59
          Pytałaś, co byśmy zrobiły, to ci odpisałam, po co pytasz drugi raz? TAK,
          porozmawiałabym z matką. Skoro mieszkacie na tym samym podwórku, wzięłabym
          dziecko za rękę, poprosiłabym, żeby powiedziało, gdzie mieszka, poszłabym i
          powiedziałabym matce, że jej dziecko jest głodne i czy może je nakarmić. Trzeba
          być asertywnym a nie dać się wykorzystywać 7-latkowi.
          Przypomina mi się "Opium w rosole" M. Musierowicz, gdzie mała Geniusia chodziła
          po domach na "obiadki" i wszystkim mówiła, że jest głodna, że rodzice umarli na
          tyfus itp. rzeczy, podczas kiedy miała obydwoje dobrze zarabiających rodziców,
          opiekunkę, która miała płacone za karmienie jej szyneczką wystaną przez mamusię
          w sklepach - ale Geniusia wolała chodzić na "proszone" obiadki. A rodzice
          oczywiście o niczym nie wiedzieli i byli w wielkim szoku jak sprawa się rypła.
          Idź po prostu porozmawiaj z matką tego dziecka, może to "twoje" dziecko też woli
          cudze jedzenie.
          • mama-ola Re: czy byście coś zrobily i ewentualnie co 15.05.09, 14:05
            Mnie też się "Opium w rosole" przypomniało przy tej okazji smile
            • kangoashja Re: czy byście coś zrobily i ewentualnie co 15.05.09, 17:40
              Tak na marginesie to zajebiste książki Musierowiczbig_grin A wracając do
              rzeczy to dzieciaka za łapę i niech prowadzi do matki. Nie wyobrażam
              sobie by moje dziecko prosilo o jedzenie notorycznie osoby obce.
              Paranoja.
              • mama-ola Re: czy byście coś zrobily i ewentualnie co 15.05.09, 20:35
                kangoashja napisała:

                > Tak na marginesie to zajebiste książki Musierowiczbig_grin A wracając do
                > rzeczy to dzieciaka za łapę i niech prowadzi do matki. Nie
                wyobrażam
                > sobie by moje dziecko prosilo o jedzenie notorycznie osoby obce.
                > Paranoja.

                Zajebiste książki Musierowicz, ale... dzieciaka za łapę i paranoja?
                Przecież u Musierowicz nikt Geniusi nie wyganiał, wręcz przeciwnie,
                obiadek dostawała i miłe słowo. To jak to jest?

                Mnie się książki Musierowicz też podobały i też mi się "Opium"
                przypomniało, gdy koleżanka opowiadała o tej 7-latce. I ja sobie
                pomyślałam, że może bym ją czasem na rosół zaprosiła. Jakby Antek
                chciał, jakby się polubili, to czemu nie. Byłby rosół, a potem by
                się mogli trochę pobawić u Antosia w pokoju. Tylko się trochę boję,
                że zacznie przychodzić codziennie, i siedzieć do 20, jak u tej
                koleżanki. No i mój mąż jest na nie (Antosia jeszcze nie pytałam).
                A Wy tu wszyscy chórem, żeby ukrócić zapędy małej do stołowania się
                u innych. Tak więc jeszcze nic nie zrobiłam i pewnie nie zrobię...
                • budzik11 Re: czy byście coś zrobily i ewentualnie co 16.05.09, 17:49
                  No daj spokój, w "Kubusiu Puchatku" miś leciał do góry z balonikiem - to nie
                  znaczy, że w rzeczywistości też misie latają na balonikach. Trzeba odróżnić
                  prawdziwe życie od fikcji literackiej. Jak mówi chińskie przysłowie: "Life is
                  brutal". Zresztą akcja tamtej książki toczyła się jakoś na początku lat 80-tych
                  o ile pamiętam - teraz sa inne czasy. Kiedyś sie łaziło do ludzi na telewizję,
                  dzieciaki faktycznie zostawały na obiady u kolegów, ale teraz są inne czasy.
                  Zresztą nawet ta historia z książki mnie dziwiła, że wchodzi sobie jakieś obce
                  dziecko, mówi, że przyszło na obiadek a nikt o nic nie pyta, sadza je za stołem
                  i nakłada pierożków jak gdyby nigdy nic.
                  • mama-ola Re: czy byście coś zrobily i ewentualnie co 16.05.09, 20:03
                    No wiem, że z tą z zupą to trochę naiwne było smile
                    Ale chciałabym pomóc, bo szkoda dziewczynki. Ma zadatki na
                    chuligankę, niestety. (O ile w ogóle mam prawo oceniać, ale tak
                    powierzchownie to tak - język, zachowanie, liczba godzin spędzanych
                    na dworze).
                    • dariafox Re: czy byście coś zrobily i ewentualnie co 17.05.09, 21:01
                      A pisałaś, że nie jest niegrzeczna...
    • morelee Re: czy byście coś zrobily i ewentualnie co 15.05.09, 14:36
      Tak, na pewno matka powinna wiedzieć co dziecko robi. Może być zaskoczona...
      Druga sprawa - czy dziecko nie jest czasem na jakiejś diecie którą nauczyło się
      skutecznie omijać?
    • hellious Re: czy byście coś zrobily i ewentualnie co 15.05.09, 15:12
      To ja dla ciebie czule znalazlam:
      https://uczenzklasa.gazeta.pl/gfx/userfiles/1157/Image/Mysz_lesna_11.jpg
      • hellious Re: czy byście coś zrobily i ewentualnie co 15.05.09, 15:13
        kuzwa, nie tubig_grin sorry za zasmiecanie watka, moze moderacja usunie?
        • batutka Re: czy byście coś zrobily i ewentualnie co 15.05.09, 15:21
          ja nie czestuje nieznane mi dzieci bez wiedzy ich opiekunow: tu nie chodzi o
          kaske, bo podzielic sie zawsze jedzniem moge i chce, ale o to, ze rodzic moze
          miec pretensje, ze daje jedzenie jego dziecku, a moze na dana rzecz jest uczuone
          i nie moze jej jesc w domu i prosi obcych na podworku
          tak wiec bez wiedzy i zgody rodzicow nie karmie obcych dzieci
          jesli znalabym matke i pogadala z nia na ten temat, a ona by pozwolila na to,
          zebym dala paluszek czy kawalek batona, to dalabym: ucze moje dzieci dzielic sie
          z innymi wiec sama tez powinnam dac dobry przyklad
          moje dziecko nie zbiedneje i nie zglodnieje jak dam innemy kawalek banana czy
          paluszka

          ale jak juz pisalam: tylko za zgoda rodzica dziecka
          • batutka Re: czy byście coś zrobily i ewentualnie co 15.05.09, 15:24
            zapomnialam dodac: dziecku powiedzialabym prawde, ze jesli porozmawiam z Twoja
            mama i ona sie zgodzi, poczestuje Cie tym, co mam, ale najpierw musze z nia
            porozmawiac

            a, jeszcze jedno; napojem bym sie nie podzielia, poniewaz nie toleruje picia z
            jednej butelki czy kubka-niekapka
            • hellious Re: czy byście coś zrobily i ewentualnie co 15.05.09, 15:33
              Zawsze mozna dziecku do innego kubka nalac, to chyba nie wielka fatyga.
              • batutka Re: czy byście coś zrobily i ewentualnie co 15.05.09, 18:15
                hellious napisała:

                > Zawsze mozna dziecku do innego kubka nalac, to chyba nie wielka fatyga.

                ja nie nosze wielu kubkow na plac zabaw smile
                • hellious Re: czy byście coś zrobily i ewentualnie co 15.05.09, 18:20
                  A, to sie nie dogadalysmy, bo ja nie o placu zabawtongue_out Z kubka mojego dziecka
                  rowniez nie daje pic innym dzieciom. Wiem, ze to tylko dziecko, ale pruchnice
                  moze miec jak starysmile
        • zona_mi Re: czy byście coś zrobily i ewentualnie co 15.05.09, 22:43
          > moze moderacja usunie?

          Nie, czemu? Bardzo czułe zdjęcie wink
          • hellious Re: czy byście coś zrobily i ewentualnie co 16.05.09, 06:49
            No mialo byc czule, tylko nie na tym forumiebig_grin tak to jest jak sie ma nie
            wiadomo ile kart otwartych tongue_out Ale jak nie przeszkadza, niech zostaniesmile
    • frestre Re: czy byście coś zrobily i ewentualnie co 15.05.09, 15:53
      poszłabym do mamy i zapytałabym:
      - czy wie, gdzie bawi się jej dziecko?
      - czy jej to nie "przeszkadza" wink że tyle czasu spędza u nas?!
      przy okazji próbowałabym ocenić sytuację rodziny - bo może dziecko
      rzeczywiście zmyśla ( sama pamiętam, że wzystko mi smakowało, ale
      POZA DOMEM smile))
      • rzasik Re: czy byście coś zrobily i ewentualnie co 15.05.09, 15:56
        Też bym grzecznie i zwyczajnie porozmawiała przy najbliższej okazji z mamą tego
        dziecka, bo może ona po prostu nie wie, że ono woła, a potem w domu np:nie chce
        jeść i ta się zamartwia. Może być wiele powodów .. Lubię jasne sytuacje.
        • phantomka Re: czy byście coś zrobily i ewentualnie co 15.05.09, 16:16
          Pewnie, ze porozmawialabym z matka dziecka. Przeciez nie musi od
          razu mowic o tym jedzeniu, itd. Natomiast powiedziec, ze chciala
          poznac mame, bo przychodzi do niej dziecko, ktorego rodzicow nie zna
          i nie wie, czy jej rodzice sa swiadomi, co do miejsca przebywania
          corki. W ten sposob moze wybadac sytuacje. Mi by taka sytuacja
          przeszkadzala przez wzglad na dziecko, bo nie wiadomo, jak jego
          sytuacja wyglada. Natomiast u nas na podworku jest taka dziewczynka,
          ma jakies 9-10 lat. Rodzina tragiczna, nie dosc ze matka pochodzi z
          patologii, to dodatkowo ojciec jest z takiej rodziny, ze tylko rece
          zalamac. No i ta dziewczynka idzie w slady rodzicow. Naciaga ludzi
          na placu zabaw, zeby kupowali jej rozne rzeczy, twierdzac np. ze jej
          mama nie zyje!! (to powiedziala kiedys do mojej mamy, kiedy chciala
          dostac od niej loda) Rodzice nie narzekaja na jakis szczegolny brak
          kasy, ot standard, z tego co obserwuje. Takze roznie moze byc z
          takim dzieckiem.
    • semi-dolce Re: czy byście coś zrobily i ewentualnie co 15.05.09, 17:36
      Porozmawiałabym z matką dziecka. Może być tak, że dziecko faktycznie w domu
      jedzenia nie dostaje i chodzi głodne. Wówczas zgłosiłabym to do mopsu, a dziecko
      głodne nakarmiła.
    • zawszemagda jasna sprawa 16.05.09, 15:43
      Koniecznie idź do tej matki, powiedz, że chciałaś zapytać, czy dziewczynka może
      się u was pobawić, bo o to prosiła, ale ty chciałaś najpierw zapytać rodziców,
      żeby się nie martwili. Wybadasz sytuację. Bo może być i tak, że faktycznie
      dziecko ma jakąś nieciekawą sytuację w domu i bywa głodne. Dla spokoju sumienia
      i dobra dziecka zrób tak smile
      • mama-ola Re: jasna sprawa 16.05.09, 19:58
        zawszemagda napisała:

        > Koniecznie idź do tej matki, powiedz, że chciałaś zapytać, czy
        > dziewczynka może się u was pobawić, bo o to prosiła, ale ty
        > chciałaś najpierw zapytać rodziców, żeby się nie martwili.
        > Wybadasz sytuację. Bo może być i tak, że faktycznie
        > dziecko ma jakąś nieciekawą sytuację w domu i bywa głodne. Dla
        > spokoju sumienia i dobra dziecka zrób tak smile

        Ja to nie pójdę, bo nie u mnie mała bywa. A koleżanka chyba w końcu
        pójdzie... Na razie z daleka widziała tę mamę i nie zrobiła na niej
        dobrego wrażenia, bo się darła na córkę. Ale jako że ja też się
        często drę na Antka, to w moich oczach jej jeszcze nie przekreśla...

        Sytuacja wygląda zdaje się tak: ojca nie ma, matka jest zapracowana
        i zapewne się cieszy, że córka po południu dużo lata po dworze i
        wraca dopiero na wieczór. A córka zapewne nie widzi w tym nic
        niewłaściwego, że jak kolega bierze od swojej mamy banana, to i ona
        poprosi.

        Dziewczyna jest wygadana i przewodzi chłopakom na podwórku, swoim
        równolatkom, narzuca im zabawy i reguły tych zabaw, a oni słuchają.
        Obserwowałam sobie, bo to ciekawe. Tylko to "ciociu" (o ile się nie
        przesłyszałam) powiedziane do mojej koleżanki niepokój we mnie
        budzi, bo to coś jak "zaopiekuj się mną", prawda?
        • zona_mi mama-ola 17.05.09, 23:14
          Kiedy rozmawiasz z kimś na żywo, to też najpierw powtarzasz całą
          jego kwestię, a dopiero potem wyrażasz swoje zdanie?
          Nie ma potrzeby cytować całych wypowiedzi poprzedników - najwyzej
          części, do których się odnosisz, a jeśli do całości postu - to nie
          cytuj wcale.
    • m_laczynska Re: czy byście coś zrobily i ewentualnie co 17.05.09, 21:42
      A ja tak sobie czytam ten wątek i się zastanawiam,czemu właściwie jedzenie jest
      na pierwszym planie. Bo dla mnie sednem problemu jest, że 7 letnia dziewczynka
      siedzi w czyimś domu codziennie do 20. A matki tej młodej osóbki nie znacie.
      Więc ona pewnie nie zna was. Która z was puszczałaby swoje dziecko codziennie do
      obcej osoby?
      Fakty są takie, że dziecko garnie się do innej osoby, a nie do swojej mamy.
      Wygląda na to, że nikt się specjalnie nie przejmuje, że jej nie ma, że sobie w
      tym czasie nie je, nie wiadomo, co i z kim robi.
      Dla mnie to wygląda na zaniedbywanie dziecka. Na Waszym miejscu odprowadziłabym
      małą o tej 20 do domu, wyraziła swoje zdziwienie (bo to jest dziwne!) sytuacją.
      Niech się ktoś wypowie na ten temat. A jak zobaczycie, że w domu jest coś "nie
      tak" zawiadomiłabym MOPS lub OPS - niech zrobią wywiad środowiskowy i
      ewentualnie zajmą się rodziną.
Pełna wersja