Babcia mieszka z nami i..przegina

    • hella_79 Re: Babcia mieszka z nami i..przegina 20.06.09, 14:09
      moze po prostu nie przepada za dziećmi? swoje odchowała i to jej wystarczy. moze woli starsze dzieci, takie z którymi można już konkretnie porozmawiać i za lat powiedzmy 10, twoje dziecko bedzie miało super babcie.
    • kotryna Re: Babcia mieszka z nami i..przegina 20.06.09, 14:41
      Wiesz, identyczna sytuacja miała miejsce w mojej rodzinie. Kuzynka
      mieszkała z matką (wdową) w rodzinnym mieszkaniu, zaszła w ciążę i
      przez pierwszy rok życia dziecka mieszkali wszyscy razem (ojciec
      dziecka olał ją).

      Sytuacja była fatalna - babcia nie dość że nie pomagała córce przy
      dziecku, to wręcz traktowała wnuczkę jak powietrze. Zamykała się w
      swoim pokoju i spędzała tam całe dnie. W końcu dziewczyna
      zdesperowana za ostatnie oszczędności wynajęła malutkie mieszkanie i
      wyprowadziła się od matki.

      I w tym momencie nastąpił przełom. Okazało się, że kobieta strasznie
      się męczyła z malutkim dzieckiem w domu. Nie wynikało to ze złej
      woli, ona po prostu była straszliwie zmęczona. Wiadomo, że nawet
      najgrzeczniejszy maluch potrafi być bardzo absorbujący i dość
      uciążliwy. Starsza pani potrzebowała spokoju i ciszy, a z
      niemowlęciem za ścianą żyła w wiecznym stresie.

      Cała historia skończyła się tak, że matka z córką sprzedały
      dotychczasowe duże mieszkanie i zakupiły dwa mniejsze. Mieszkają
      teraz niedaleko siebie, w odległości dwóch przystanków, ale mają
      osobne mieszkania. Wyjaśniły sobie wszystko, córka zrozumiała i
      wybaczyła matce jej zachowanie. Babcia często odwiedza wnuczkę
      (obecnie już pięcioletnią), ma z nią świetny kontakt, zabiera ją na
      wakacje. Ale ma również swoje mieszkanko - azyl, w którym może pobyć
      sama i odpocząć.

      Może Twojej mamie też tego brakuje i jej zachowanie nie wynika ze
      złej woli? Nie usprawiedliwiam jej stosunku do Twojego dziecka,
      próbuję ją tylko zrozumieć.

      Tak czy inaczej, życzę Wam pomyślnego rozwiązania całej sytuacji, bo
      kochająca babcia to prawdziwy skarb dla dziecka smile
    • the_rapist Babcie w normalnych krajach 20.06.09, 16:51
      wlasnie przez caly dzien robia co im sie podoba. To pojdzie sobie do muzeum, to
      wpadnie do teatru, to do kawiarni z kolezanka, czasem psiedzi przed telewizorem,
      bo wlasnie na to ma ochote. Oczywiscie jesli jej corka wpadnie z wizyta to
      pobawi sie z wnuczkami, ale zeby na codzien brala udzial w ''czynnosciach
      pielegnacyjnych'' to raczej jest nie do pomyslenia. W Polsce panuje dziwne
      przekonanie, ze babcia to darmowa opiekunka dla dzieci. Ma od rana do wieczora
      przewijac, obcierac smarki pod nosem, chodzic na spacery itd. Ja rozumiem,
      ozieblosc niektorych osob i brak raczej normalnych odruchow wobec swoich bylo
      nie bylo wnukow to jedno, ale nie mozna od starszej osoby wymagac zeby komus
      wychowywala dzieci. Pomysl jeszcze raz, moze troche niesprawiedliwie oceniasz te
      osobe.
      • kyyriad i tam właśnie rwą się więzi rodzinne 21.06.09, 11:50
        bo jeżeli ważniejsze od kontaktu z własnymi wnukami są spotkania z koleżanką
        albo pójście do muzeum i to jest priorytetem, to potem wnuki powielają takie
        zachowania i nie interesują się babcią, kiedy ta ich potrzebuje w starości, w
        chorobie i oddadzą do domu starców, gdzie umrze w samotności. Nie twierdzę że
        babcia nie ma prawa do własnego życia, znajomych, rozrywek ale powinno się do
        dać pogodzić z rozsądną czasowo pomocą przy dziecku, ze spędzaniem takiej ilości
        czasu z wnukiem aby wytworzyły się bliskie więzi, z normalną empatią dla swoich
        najbliższych, zrozumieniem ich trudnej sytuacji i udzielaniem pomocy gdy trzeba
        nawet kosztem swoich rozrywek - na tym polega bycie rodziną. Jak się tego nie
        robi, to skutki są takie jak w amerykańskich albo angielskich rodzinach -
        dziadkowie to obcy ludzie pojawiający się w życiu wnuków sporadycznie i
        kurtuazyjnie, bez więzów uczuciowych, bardziej zainteresowani swoim klubem
        seniorów niż życiem syna czy córki i ich rodziny. Wiec myślę że polski model nie
        jest taki zły, bo dla większości z nas babcie i dziadkowie to najważniejsi po
        rodzicach ludzie w życiu, kochani, odwiedzani, doglądani właśnie dlatego, że
        poświecili nam częśc swojego życia.
        • kotryna Re: i tam właśnie rwą się więzi rodzinne 21.06.09, 13:27
          Jakoś nie widać, żeby ci amerykańscy czy angielscy dziadkowie
          narzekali z powodu luźniejszych kontaktów z wnukami. Więc może po
          prostu nie odczuwają potrzeby "rozsądnej czasowo pomocy przy dziecku
          (...) i udzielania pomocy nawet kosztem swoich rozrywek"? Może to
          nasz układ jest trochę chory? Jak widać wiele osób uważa, że babcia
          MUSI chcieć opiekować się wnukiem, bo inaczej coś z nią nie tak. Na
          szczęście to się zmienia.
          • metodiw Re: i tam właśnie rwą się więzi rodzinne 21.06.09, 13:49
            Myślę, że kobieta chciała, aby jej córka zdobyła wykształcenie, dobrą pracę,
            związała się z przyzwoitym człowiekiem, założyła z nim wspólne gospodarstwo,
            rodzinę... By razem wychowywali dzieci i przychodzili do babci uśmiechnięci na
            niedzielne obiady, a ona z radością bawiła się z wnukami, obdarowując je
            prezentami, na miarę swojej emerytury...
            Też byście tak chcieli dla swoich dzieci, prawda?
            Chcielibyście, tracąc stopniowo siły i zdrowie, mieć spokój i ciszę, móc żyć,
            jak Wam się podoba i czerpać trochę radosci z życia, spotykając się z
            przyjaciółmi, robiąc to, na co nigdy nie mieliście przedtem czasu, wychowując
            dzieci i pracując?

            Dlaczego w naszym społeczeństwie wciąż pokutuje uprzedzenie, że rodziców należy
            wykorzystać do ostatniego grosza, do ostatniego tchu? Grożąc jeszcze, że jeżeli
            nie będą dla Was stałą pomocą domową, nie pomożecie im na stare lata? Odbierając
            im dorobek życia?
            Czy rozżalona mamusia SAMA dorobiła się mieszkania? Czy jest w stanie
            zagwarantować sobie i dziecku dach nad głową, utrzymanie? Zarobić własną pracą
            na życie i opłaty?
            Bo mnie się cos właśnie wydaje, ze najmniej o starych rodziców troszczą się
            własnie ci, którzy nauczeni byli wciąż żądać i żądać...

            Założycielko wątku, czy Ty wychodząc do sklepu pytasz mamę, co jej kupić?
    • leew1 odzywa się- robisz awanturę 20.06.09, 18:10
      nie odzywa się-też źle. właściwie to chyba Ty szczerze jej nie lubisz. co małe
      dziecko może rozumieć i widzieć, skoro tak było dla niego od zawsze? może
      zastanów się nad sobą! czego Ty właściwie chcesz?
      • mondego1 siedzisz u matki na garnuszku w tym jest problem 20.06.09, 18:31
        ile dostajesz tego zasilku?pewnie jakies grosze i jeszcze w dodatku
        chcesz 3 lata nie pracowac, o ojcu dziecka ani widu ani slychu.To
        sie nie dziw matce, ze ja denerwuje darmozjad w domu.W tej calej
        historii chodzi o kase.
        • geehee mam takie samo wrażenie 21.06.09, 05:59
          mieszkasz razem z nią w jej domu, prawdopodobnie na jej utrzymaniu bo zasiłki są
          raczej żenująco niskie, masz dziecko - gdzie jest ojciec albo przynajmniej
          alimenty? twoja matka prawdopodobnie nie akceptuje twoich wyborów życiowych:
          masz samotnie dziecko, nie pracujesz i jeszcze długo nie masz zamiaru pracować,
          nie akceptujesz jej metod wychowawczych a z drugiej strony chcesz aby się
          zajmowała wnukiem - a ona prawdopodobnie marzy o tym żebyście zniknęli oboje z
          jej życia i chce mieć święty spokój! Może w głębi duszy niepokoi się o
          przyszłość: może za jakiś czas zrobisz sobie kolejne nieślubne dziecko albo
          sprowadzisz jakiegoś faceta nie pytając ją o zdanie? Pewnie inaczej wyobrażała
          sobie swoją starość oraz twoje życie i jest niezadowolona z rozwoju wydarzeń,
          też bym była gdybym była na jej miejscu i musiała znosić szarogęszącą się córkę
          z pretensjami i malutkie dziecko, którego pojawienia się na świecie nie akceptuję.
    • akle2 Re: Babcia mieszka z nami i..przegina 20.06.09, 18:36
      Droga Pani, babcia nie ma obowiązku zajmować się wnukiem - to obowiązek Twój i Twojego partnera, a jak pracujesz - to przedszkole. Owszem, nie pochwalam tego, że zupełnie go ignoruje bo uśmiech rzeczywiście nie kosztuje, ale nie wymagaj żeby wychodziła na spacery itp, może to rzeczywiście jest to ponad jej siły
      • i.drozdowska Re: Babcia mieszka z nami i..przegina 20.06.09, 19:30
        Nie rozumiem jednej rzeczy, która tu jest powtarzana jak mantra:
        babcia nie ma obowiązku, babcia ma prawo..

        Ja bym tylko chciała wiedzieć, ile z tych babć siedzi na
        wcześniejszych, wcale niezasłużonych emeryturach? Ile z nich jest
        naprawdę starych i schorowanych, a ile jest po prostu egoistkami?
        Nie mówmy, że wszystkie babcie są święte i zmęczone.

        I jeszcze dodam tylko, że wnuczek/wnuczka nie nauczy się kochać
        dziadków, których nie zna. A dzisiejsi rodzice pod wieloma względami
        mają trudniejsze życie, niż ich poprzednicy. Choćby kwestia dziecko
        a praca - w ogóle nie ma czego porównywać..Moje pokolenie
        najczęściej nie weźmie zwolnienia z pracy, bo dziecko jest chore, i
        nie dlatego, że nie chce. Ale dziadki nie chcą o tym słyszeć.

        I żeby nie było wątpliwości, swoje dziecko wychowuję ja i mąż, a nie
        nasi rodzice. Dziadkowie pojawiają się w naszym życiu rzadko, to ich
        wybór, który szanuję. Uważam przy tym jednak, że tracą na tym, być
        może nawet więcej niż de facto moje dziecko.
        • naomi19 Re: Babcia mieszka z nami i..przegina 20.06.09, 20:29
          Nie wiem, po co łączysz 2 rózne sprawy- to, jak babcia zwraca się do
          dziecka i kwestię WYCHOWYWANIA dziecka. Przeciez autorka sama
          wychowuje dziecko.
          • akle2 Re: Babcia mieszka z nami i..przegina 20.06.09, 20:33
            Spacery są formą spędzania czasu a pośrednio wychowywaniem
            • naomi19 Re: Babcia mieszka z nami i..przegina 20.06.09, 20:51
              Nie wierze, ze to pisze matka, jestes matka, prawda? Czy gdyby ktos,
              a szczegolnie babcia tak traktowala twoje dziecko, czy tez bys tak
              mowila o wychowaniu. No ludzie, ta babcia nie jest wstamnie odezwac
              sie i spojrzec na wnuka, co z wami nie tak? Kto mowi o nianczeniu
              czy wychowywanu, matko swieta.
        • akle2 Re: Babcia mieszka z nami i..przegina 20.06.09, 20:31
          Zgadzam się z tym w całej rozciągłości. Ale sama powiedziałaś - to ich wybór. Ja nie mogę żądać, stawiać warunków. Czas pracy wraz z dojazdem jest przeważnie dłuższy niż czas przebywania dziecka w przedszkolu. Jak da się radę odebrać, to nie da się rady odprowadzić. A z szefem lepiej nie zadzierać. Pomoc dziadków to cudowna sprawa ale nie obowiazek, nawet tych dla których treścią życia jest "M jak miłość".
        • komorka25 Re: Babcia mieszka z nami i..przegina 21.06.09, 16:29
          i.drozdowska napisała:

          > Ja bym tylko chciała wiedzieć, ile z tych babć siedzi na
          > wcześniejszych, wcale niezasłużonych emeryturach? Ile z nich jest
          > naprawdę starych i schorowanych, a ile jest po prostu egoistkami?
          > Nie mówmy, że wszystkie babcie są święte i zmęczone.

          Znam wiele pań na wcześniejszych emeryturach - one ciężko pracowały
          od 16-17 roku życia (np. w szwalni przemysłowej) i po jakichs 40
          latach pracy poszły na wcześniejsze emerytury. Sądzisz, że
          niezasłuzone? Nie są stare, niektóre nawet nie są schorowane, tylko
          po prostu i zwyczajnie zmęczone. Mają prawo, chyba, prawda?

          > A dzisiejsi rodzice pod wieloma względami mają trudniejsze życie,
          > niż ich poprzednicy. Choćby kwestia dziecko a praca - w ogóle nie
          > ma czego porównywać..

          Masz rację. Mama mojej mamy umarła zanim się urodziłam, mama ojca
          mieszkała daleko. Kiedy rodzice szli do pracy nie miałam żadnej
          baci, która by się mna opiekowała - czasem zajmował sie mną
          pracujacy dziadek (kiedy tylko mógł) czasem byłam u sąsiadki, czasem
          jakas ciocia trochę ze mna posiedziała, aż w końcu poszłam do
          przedszkola - często siedziałam sama na schodkach przed zamkniętym
          przedszkolem jeszcze przed szóstą, bo mama na szóstą szła do pracy,
          a ojciec był w trasie.

          > Moje pokolenie najczęściej nie weźmie zwolnienia z pracy, bo
          > dziecko jest chore, i nie dlatego, że nie chce.

          Moja też nie brała, bo wcale nie było to takie proste. Płace
          zasadnicze były niskie, pracowało sie na akord i takie zwolnienie
          waliło po kieszeni bardzo.

          Ale dziadki nie chcą o tym słyszeć.

          Bredzisz, jak zresztą wiekszość tych "nowoczesnych" rodziców.
          >
          > I żeby nie było wątpliwości, swoje dziecko wychowuję ja i mąż,
          > a nie nasi rodzice. Dziadkowie pojawiają się w naszym życiu
          > rzadko, to ich wybór, który szanuję. Uważam przy tym jednak, że
          > tracą na tym, być może nawet więcej niż de facto moje dziecko.

          Taaa, powinni zostawić swoje obowiązki, zainteresowania i wszystko,
          żeby tylko "nie stracić" okazji do podcierania tyłka wnukom. Żałosne.
    • baabcia Re: Babcia mieszka z nami i..przegina 20.06.09, 19:29
      chyba obie nie nazywacie problemów po imieniu;
      Twój synek nie ma nic wspólnego z konfliktem między Tobą a mamą i odzielcie go
      od tgo problmu. Obie chyba używacie dziecka do demonstrowania sobie na wzajem
      tego co Was boli. Mama pewnie okazuje niechęc do małego a ma ochotę powiedzieć
      np ze nie akceptuje panieńskiego dziecka; moze miała plany kim to Ty nie
      będziesz - miałby się czym chwalić sasiadkom a tu nic nie wyszło itd - nie
      chodzi o szczegóły tylko zasadę. Obie robicie dziecku krzywdę. Nie jest łatwo
      pokochać swoja matkę, często jest to nie możliwe ale warto poszukać pomocy i
      znaleźć rozwiazanie problemu. Dobrze, ze zastanawiasz sie nad tym co się dzieje
      moze uda Ci się dowiedzieć jak uchronić swoje dziecko przed Waszym konfliktem.
      Życzę Ci jak najlepiej, bo juz masz przechlapane - łatwiej maja dzieci mądrych i
      dobrych rodziców. Samo się to nie skończy a za chwilę babcia żeby zwrócić na
      siebie uwagę bedzie buntował dziecko przeciwko Tobie - nie daletego że jest z
      gruntu zła tylko nie potrafi inaczej pokazać ze coś ją gryzie.
    • kruk51 Re: Babcia mieszka z nami i..przegina 20.06.09, 21:06
      A może to nie jest tak ! A może to Wy mieszkacie z babcią u niej w jej
      mieszkaniu i meblach. A może to Wy zdominowaliście starszą kobietę, któ
      ra wcale nie musi odgrywać staruszki. Zupełnie sobie radzi sama ! Czy
      to nie Wy chcecie niby zajmować się babcią a w rzeczywistości zrobić
      z niej wygodną posługaczkę, kucharkę i niańkę ? No bo co babcia ma do roboty ?
      Niech się na coś przyda ! A może by i tak swoją emeryturą za
      siliła Wasz budżet ? Po co babci pieniądze i tak jest stara, nieprawdaż
      ? Jedyne wyjście ! Wyprowadźcie się od babci a pokocha wnuka i Was.
      • cherokee77 Re: Babcia mieszka z nami i..przegina 20.06.09, 22:01
        Dziecko trzeba kochac , bez przyczyny i powodu , kazede zasluguje na
        milosc . Malutkie , bezradne , przyszlo na swiat i milosc jest jego
        naturalnym prawem . Moja mama calkowicie lekcewazy fakt posiadania
        wspanialej wnuczki, staram sie kochac dziecko za nas obie , dziwna
        jest , nie potrafie zrozumiec a tym bardziej wytlumaczyc jej
        zachowania. Dbamy o babcie mimo wszystko , kupujemy jej ubrania , za
        to tez nas nie lubi , bardzo to boli, ale coz , zycie idzie naprzod
        i staram sie wychowac kochane i zdolne do milosci dziecko , pomimo
        tego ze akurat taka babcia sie jej przytrafila . Jest to nielatwe ,
        ale zupelnie mozliwe, nie mam innej rady poza Kochaj , Kochaj ,
        Kochaj swoje dziecko , a bedzie kochajacym czlowiekiem .
        • miau78 Re: Babcia mieszka z nami i..przegina 20.06.09, 22:50
          Aż mnie zatkało, kiedy przeczytałam główny post. Dziewczyno, to jakaś
          nienormalna sytuacja, żeby babcia tak się zachowywała wobec wnuka. Mam nadzieję,
          że sobie to wszystko poukładasz i rozwiążesz ten problem. Może Twoja mama
          otworzy oczy, kiedy zostanie sama.
          • komorka25 Re: Babcia mieszka z nami i..przegina 21.06.09, 16:36
            miau78 napisała:

            > Aż mnie zatkało, kiedy przeczytałam główny post.

            Mnie też.

            > Dziewczyno, to jakaś nienormalna sytuacja, żeby babcia tak się
            zachowywała wobec wnuka.

            To jakaś nienormalna sytuacja, żeby młoda, zdrowa, leniwa,
            roszczeniowa pinda obsmarowywała swoją matkę na forum.

            > Mam nadzieję, że sobie to wszystko poukładasz i rozwiążesz ten
            > problem.

            Tak jest. Niech się wemie do roboty, zatrudni niańkę, albo odda
            dzieciaka do żłobka i wtedy zobaczy, jak to jest z zyciem naprawdę.

            > Może Twoja mama otworzy oczy, kiedy zostanie sama.

            I odetchnie z ulgą, że sie pozbyła pasożyta.
    • abrakadabra_ltd Re: Babcia mieszka z nami i..przegina 20.06.09, 23:03
      Drogie Dziecko,
      Skoro nie uważałaś jak robisz - to rób jak uważasz.
      Krótko i węzłowato - zanim strzeliłaś sobie 'swojego malutkiego' - trzeba było
      dorosnąć , usamodzielnić się, zacząć zarabiać WŁASNE pieniądze i zapewnić sobie
      WŁASNY dach nad głową. Żyjesz z synem za pieniądze ciężko zarobione przez innych
      rodziców (podatników) i wypłacane Tobie w formie zasiłków, mieszkasz w domu
      matki i jeszcze płaczesz w necie , że mamusia nie przewija Ci Twojego syna?
      Pozostaje tylko pogratulować....
      ....ręce opadają.


      • tofik321 Re: Babcia mieszka z nami i..przegina 20.06.09, 23:52
        Drogie Panie, tudzież Panowie, którzy wypowiadają się na forum.
        Czemu tak naskakujecie na tą dziewczynę? Sama jestem w podobnej
        sytuacji i wiem jak to jest. Jestem zmuszona, chociaż nie chcę
        korzystać z pomocy mojej mamy. Ojciec dziecka i druga babcia wogóle
        się nim nie interesują. Ja pracuję w różnych godzinach, w przedziale
        7.00-23.00, po 8-9 godzin a moje dziecko jest w wieku szkolnym i
        druga osoba do pomocy jest niezbędna. Niestety nie stać mnie na
        opiekunkę. Tak więc moja mama odprowadza i przyprowadza dziecko ze
        szkoły - świetlica jest do 17.00. Mieszkamy oddzielnie, ale babcia
        często nocuje. Jestem niezmiernie wdzięczna za pomoc, bo w innym
        przypadku musiałabym albo szukać takiej pracy gdzie godziny są od
        8.00 do 16.00 (co jest trudne), albo wogólne nie pracować (co nie
        wchodzi w grę). Jednak gdybym miała wybór wolałabym nie korzystać z
        pomocy mojej mamy. Często zachowuje się tak, jakbym ja była winna,
        że nie mogę zostać z dzieckiem, albo że znowu cały tydzień wracam
        późno. Babcia nie gotuje, nie sprząta, nie bawi się z dzieckiem, nie
        pilnuje, czy ma odrobione lekcje. Jest i chwała jej za to, ale
        zawsze muszę wysłuchiwać jej narzekań na wszystko, jej ciężkich
        westchnień, zawsze ma do mnie o wszystko pretensje, ale nigdy nie
        powie o co jej chodzi wprost. Do dziecka odnosi się opryskliwie i
        później się dziwi, że reakcja jest podobna. Także nie jest to do
        końca tak, że podrzuca się babci dziecko i heja i ma się wszystko
        gdzieś. Niestety w wielu przypadkach jest to ostateczność, bo nie ma
        innego wyjścia. Zresztą ja też byłam wychowywana przez dziadków ze
        strony ojca, więc moja mama mogła liczyć też na pomoc z ich strony.
        Sama też nie dała by sobie rady.
        Myślę, że wiele zależy od tego jakie panują relacje między matkami a
        córkami, i od tego jak te matki zostały wychowane. Ja nigdy nie
        miałam dobrych relacji z moją mamą. W wieku lat kilkunastu odkryłam,
        patrząc na inne matki i córki,że ta więź może być inna, głębsza.
        Moja mama wyniosła z kolei z dzieciństwa chłód emocjonalny, którym
        mnie "obdarzała" i to samo stosuje w stosunku do mojego dziecka. I
        myślę, że jest to sedno problemu.
        • lidka_77 tofik, ale zobacz jak Ty o tym piszesz a jak ona 21.06.09, 05:40
          Ty starasz sie zrozumieć dlaczego Twoja matka tak się zachowuje,
          pracujesz i starasz się jakoś to wszystko pogodzić, a założycielka
          wątku wydaje się strasznie roszczeniowa.
          Na dodatek być może sama doprowadziła do tego, że jej matka nie chce
          się przykładać do wychowania jej dziecka. Przecież sama napisała, że
          nie podoba jej się jak matka wychowuje. Jak byś się poczuła, chcąc
          być miła dla dziecka i np. używając zdrobnień, bo masz taki nawyk,
          nagle zobaczyłabyś - znowu niezadowolony wzrok córki.. no lepiej już
          w ogóle się chyba do małego nie odzywać, bo zawsze będzie źle.

          • tofik321 Re: tofik, ale zobacz jak Ty o tym piszesz a jak 21.06.09, 09:48
            Nie wiem ile ta dziewczyna ma lat, mogę tylko przypuszczać że jest
            ode mnie o wiele młodsza, ma mniejsze doświadczenie życiowe i
            zwyczajnie nie dorosła do obowiązków, które na nią spadły, ale tym
            bardziej matka powinna jej pomóc a nie odgradzać się i obrażać że
            córka nie ułożyła sobie życia po jej myśli. Tak naprawdę to rodzice
            wychowują dzieci, a nie dzieci rodziców. I m.in. od tego, jak te
            dzieci zostaną wychowane i pokierowane przez rodziców, zależy ich
            późniejsze życie.
        • anyx27 Re: Babcia mieszka z nami i..przegina 21.06.09, 10:40
          tofik321 napisała:

          > Mieszkamy oddzielnie, ale babcia
          > często nocuje.


          i tu jest pies pogrzebany - wy mieszkacie osobno, czyli nie siedzisz
          z dzieckiem swojej mamie na głowie.
          • tofik321 Re: Babcia mieszka z nami i..przegina 21.06.09, 10:44
            niby nie ale też jej źle
            • kotryna Re: Babcia mieszka z nami i..przegina 21.06.09, 13:32
              Dziwisz się mamie? Została niejako zmuszona (przez poczucie
              obowiązku) do opieki nad wnuczką, ale najwyraźniej nie jest z tego
              powodu szczęśliwa. Może wolałaby w tym czasie zająć się czymś innym,
              np. własnym życiem? Ale nie może, bo czuje, że powinna ci pomagać.
              Niestety, wymuszone przysługi rzadko kiedy są wykonywane z uśmiechem
              i pieśnią na ustach...
              • tofik321 Re: Babcia mieszka z nami i..przegina 21.06.09, 13:49
                Dziwię się o tyle, że ona też korzystała z pomocy swoich teściów i
                wtedy było wszystko w porządku, a teraz nie jest.
        • komorka25 Re: Babcia mieszka z nami i..przegina 21.06.09, 16:42
          tofik321 napisała:

          > Drogie Panie, tudzież Panowie, którzy wypowiadają się na forum.
          > Czemu tak naskakujecie na tą dziewczynę? Sama jestem w podobnej
          > sytuacji i wiem jak to jest. Jestem zmuszona, chociaż nie chcę
          > korzystać z pomocy mojej mamy. Ojciec dziecka i druga babcia
          > wogóle się nim nie interesują. Ja pracuję w różnych godzinach,
          > w przedziale 7.00-23.00, po 8-9 godzin a moje dziecko jest w wieku
          > szkolnym i druga osoba do pomocy jest niezbędna. Niestety nie stać
          > mnie na opiekunkę............

          Tofik, zauważ różnice. TY PRACUJESZ, to zupełnie inna sytuacja, i
          nawet jeśli Twojej mamie jest ciężko Tobie pomagać i nawet jeśli nie
          wszystko układa się najlepiej, to jednak Ty jesteś jej wdzięczna za
          pomoc.
          A autorka wątku: nie pracuje, strofuje matkę za pieszczotliwe
          odzywanie się do dziecka, nastawia dziecko przeciwko babci, oczekuje
          świadczeń materialnych i finansowych, zajmowania się dzieckiem (co
          sama ma zamiar robic w tym czasie), obraża matkę pisząc, że ta nie
          nadaje sie do opieki (więc o co jej naprawdę chodzi) i w ogóle ma za
          złe całemu swiatu, że jej nie wielbi i nie wyręcza.
          • tofik321 Re: Babcia mieszka z nami i..przegina 21.06.09, 17:13
            Jasne pracuję, ale mama pomaga mi również finansowo. I uwierz mi,
            bardzo źle się z tym czuję bo muszę siedzeć cicho i nie komentować
            złośliwości,czy napadów złego humoru mojej mamuśki.
            • tofik321 Re: Babcia mieszka z nami i..przegina 21.06.09, 17:37
              Moja mama doskonale zdaje sobie z tego sprawę i to wykorzystuje.
              Gdybym mogła być w pełni niezależna zachowywałaby się zupełnie
              inaczej. To jest takie pokazywanie swojej wyższości, tani chwyt
              psychologiczny, jakby miała mi powiedzieć "nie podskakuj, bo więcej
              nie przyjdę". Myślę, że podobna sytuacja jest w przypadku tej
              dziewczyny. Pewnie matka ją krytykuje za sam fakt posiadania
              dziecka, lub za to, ze córka nie ułożyła sobie życia zgodnie z jej
              założeniami, może jeszcze dolewa oliwy do ognia i wiedząc że pewne
              zachowanie zrodzi konflikt - robi to. A ponieważ niedaleko pada
              jabłko od jabłoni to pewnie córka jest też uparta no i nic dobrego z
              tego nie wynika i pewnie nigdy nie wyniknie.
              Ale denerwują mnie wypowiedzi typu: "zrobiła sobie dziecko to niech
              się martwi" lub "babcia nie ma obowiązku interesowania się wnukami".
              No dajcie ludzie spokój. Pewnie nie byliście w takiej sytuacji. Od
              czego wobec tego ma się rodziców? Czy nie od tego, żeby byli
              wsparciem? Nie mówię tu o wsparciu finansowym, chociaż to też jest
              ważne, ale o psychicznym o zwyczajnej rozmowie jak matka z córką. A
              po drugie taka babcia, która preferuje "zimny chów" też będzie
              później oczekiwała wsparcia od rodziny, ale wtedy to już będzie za
              późno. I tacy starzy, bezduszni ludzie lądują w domach starców lub
              domach opieki i tylko narzekają jakie niedobre dzieci mają. Ale
              nigdy w życiu nie przyzna się że sam był/była taka, bo po prostu
              tego u siebie nie widzi.
              • anyx27 Re: Babcia mieszka z nami i..przegina 21.06.09, 17:49
                Tofik, urodziłam dziecko będąc jeszcze na studiach - nieszkałam u
                mamy, mój mąż był daleko (400km od nas) przez 1.5 roku. ja będą na
                studiach dziennych miałam 3 tygodnie przerwy w zajeciach (2 przed
                porodem, tydzień po). tydzień po cesarce wrocilam na studia dzienne
                i do pracy (korepetycje, tłumaczenia itd.). ani przez moment nie
                pomyślałam, ze moge żerować na mojej mamie i jej pieniądzach.
                rachunki itd. płaciłyśmy na pół, jedzenie kupowałyśmy razem dzieląc
                koszty tez na pół, dziecko utrzymywalismy razem ja i mój mąż. owsze,
                mama kupowała Julce różne rzeczy, ale robiła to z własnej
                nieprzymuszonej woli. Tak samo było zopieka na d mała. moja mama
                pracuje jeszcze, ale po pracy chętnie mi pomagała, bo widziała, że
                się staram, że nie jestem leniem, że uczę się, pracuję, że mąż
                daleko. Chęć pomocy wyraziły tęż moje obie babcie (Julki prababcie)
                i się nią razem zajmowały. Gdyby nie chciały, nie mogły, oddałabym
                małą do żłobka. Jak tylko mój mąż wrócił - jak Julka miała 1,5 roku,
                wyprowadzilismy się do wynajętego mieszkania. Kosztowało nas to kupę
                pracy (wiadomo, ile kasy kosztuje wynajecie mieszkania), ale dzięki
                temu relacje w naszej rodzinie są takie super.
                to , co mnie rózni od autorki postu i o co ma pretensje
                najprawdopodobniej jej mama, to to, że dziewczyna jest pasożytem i
                śmierdzącym leniem. mysle, że gdyby wykazała choć trochę inicjatywy,
                znalazła pracę, zaczęła się sama utrzymywać i zrezygnowała z postawy
                typowo roszczeniowej, to i mama okazałaby się wspaniałą babcią smile
                • anyx27 Re: Babcia mieszka z nami i..przegina 21.06.09, 18:09
                  a w ogóle to uważam, że zasiłki, zapomogi itd. powinny należeć się
                  tylko ludziom chorym, niezdolnym do pracy.


                  Ja sama jestem przewlekle chora (ogólnie objawy jak przy SM), leki
                  mam nierefundowane (koszt ok. 1500pln miesięcznie) i mogłabym z
                  czystym sumieniem byc pasożytem, ale nie wyobrażam sobie tego.
                  ciężko pracuję, mimo, że choroba zrobiła ze mnie kalekę - nie mogę
                  pracowac na etat, więc pracuję w domu - jak się chce, to można smile
                  a sa ludzie (na tym forum również), którzy mają dwie zdrowe ręce,
                  ale nie chce im się d... ruszyc. i pomysleć, że moje podatki idą
                  m.in. na takie ......
                  • jolunia01 Re: Babcia mieszka z nami i..przegina 21.06.09, 18:36
                    anyx27 napisała:

                    > Ja sama jestem przewlekle chora ...leki mam nierefundowane ...
                    > i mogłabym z czystym sumieniem byc pasożytem, ale nie wyobrażam
                    > obie tego....- nie mogę pracowac na etat, więc pracuję w domu -...
                    > a sa ludzie (na tym forum również), którzy mają dwie zdrowe ręce,
                    > ale nie chce im się d... ruszyc. i pomysleć, że moje podatki idą
                    > m.in. na takie ...

                    Anyx, przeczytałam całą dyskusję w tym wątku i POPIERAM CIĘ, aż żal,
                    że z podatków ciężko pracujacych osób utrzymuje się takie łajzy jak
                    założycielka wątku.
                    A ty, nawet gdybyś nie pracowała, nie byłabyś pasożytem. Po
                    pierwsze - jestes chora, po drugie - pracowałaś jak mogłaś i nadal
                    pracujesz, po trzecie - nie prezentujesz postawy "ja, mnie".

                    Co do zasady - jestem zdania, że dziadkowie powinni uczestniczyć w
                    życiu swoich wnuków, ale to nie oznacza, że mają je utrzymywać (poza
                    wypadkami losowymi), wychowywać i zajmować się nimi. Gdyby autorka
                    wątku poprosiła swoją mame o pomoc doraźną, pozwoliła jej bawić się
                    i rozmawiać z wnukiem tak, jak babcia chce, a nie awanturowała się,
                    wymagała i rozkazywała, to i babcia by była inna.
        • lacitadelle Re: Babcia mieszka z nami i..przegina 23.06.09, 11:31
          > Jestem zmuszona, chociaż nie chcę
          > korzystać z pomocy mojej mamy.

          a ona jest zmuszona, żeby Ci tej pomocy udzielać - nie wiem, kto Twoim zdaniem
          ma więcej powodów do narzekań.

          moim zdaniem ona, bo to Twoje dziecko jest i to Ty jesteś odpowiedzialna za jego
          wychowanie i utrzymanie, więc wszystkim, którzy Ci w tym pomagają, powinnaś
          tylko dziękować. A jak Ci się pomoc nie podoba, to z niej nie korzystaj.
    • lidka_77 jesteś samolubna i roszczeniowa 21.06.09, 05:35
      tylko wymagasz i wydaje Ci się, że wszystko się należy Tobie, bo
      urodziłaś dziecko.

      Mieszkasz w mieszkaniu matki i to, że jestes tam zameldowana nie
      daje Ci prawa do połowy mieszkania. Zapracowałaś na to mieszkanie?
      Nie, po prostu sobie mieszkasz wygodnie, nie zwracając uwagi na to,
      że bez zgody matki, sprowadziłaś jeszcze dodatkowego lokatora - małe
      dziecko. Dziwne, że nie masz pretensji do siebie, do ojca dziecka,
      do drugiej babci. Obciążasz matkę, która nie młodnieje i miała może
      nadzieję na to, że założysz rodzinę i może kiedyś będzie Cie
      odwiedzać. Zamiast tego ma roszczeniową córkę, która uważa, że
      wszystko wie najlepiej.
      I jaka niekonsekwencja przebija przez ten post i zarozumiałość. Z
      jednej strony piszesz, że Babcia nie chce się opiekowac wnukiem, a z
      drugiej, że ma inną wizję wychowania i Ty nie pozwolisz na takie
      wychowywanie. Więc może babcia chętnie zajęłaby się wnukiem, ale
      jeśli Ty masz byc nadzorcą, strzelającym focha, bo babcia zrobiła
      jedno czy drugie po swojemu to sie odczep i nie wymagaj. Chcesz te
      babke ustawić dokąłdnie wg swoich zasad, ona ma robic wszystko tak
      jak Ty bys chciała, bo jest.. babką, a Tobie się to należy. Straszne.

      Mieszkacie razem i uszanuj to, że to Twoja matka. Ale jeśli
      mieszkacie razem i chcecie mieć w mairę dobre relacje - tzn. chyba
      Ty powinnas się bardziej postarać, to przyjmij zasady
      współlokatorzenia, a nie roszczeń i postawy, że Tobie się należy
      wszystko.

      p.s. poza tym wyobraź sobie, że nie każdy lubi być budzony przez
      kikumiesięcznego brzdąca co rano. Babcie i ludzie, którzy mają na
      chwile dziecko pod opieką mogą sie uśmiechać do brzdąca i sie
      zachwycać. Twoja matka może być po prostu zmęczona i mieć dośc
      obarczenia Tobą i Twoim małym. Nie jesteś pępkiem wszechświata. Poza
      tym.. naprawdę przemyśl to co sama napisałaś - jeśli nie akceptujesz
      metod wychowawczych swojej matki, to sie nie dziw, że ona nie chce
      się wtrącać i zostawia Ci wolną rękę. Zdecydowałaś się na dziecko to
      teraz sobie radź.
    • kyyriad istotą sporu jest konflikt między wami nie dziecko 21.06.09, 06:46
      twoja matka i ty prawdopodobnie macie do siebie rozmaite pretensje, zadawnione
      urazy, może chodzi o twoje samotne macierzyństwo i pozostawanie na jej garnuszku
      jak sugerują inni forumowicze, może o jeszcze inne kwestie, w każdym razie chyba
      nie przepadacie za sobą nawzajem a dziecko tylko obrywa rykoszetem. Jestem w
      stanie zrozumieć twoje racje, bo to naturalne spodziewać się pomocy od
      najbliższych albo przynajmniej akceptacji, w końcu małe dzieci lubią nawet
      zupełnie obce im osoby, uśmiechają się w sklepie, zagadują na spacerze, więc
      wydawać by się mogło, że babcia powinna też coś czuć do malca nawet, jak nie
      jest zachwycona tym, że nie jesteś z jego ojcem - przecież temu z żadnym razie
      nie jest winne dziecko! Z drugiej strony można też zrozumieć obojętną postawę
      babci, bo skoro nie akceptuje twojej postawy i twojego życia, to stara się
      demonstrować swoje niezadowolenie nawet kosztem wnuka, pewnie myślała o innym
      scenariuszu życiowym dla ciebie niż samotne macierzyństwo i sprowadzenie do jej
      domu i na jej utrzymanie nieślubnego wnuka i daje temu wyraz. Ponadto, jak
      zostało to już wiele razy tutaj omówione, nie możesz z jednej strony całkowicie
      negować jej metod wychowawczych, np. zdrobniania wyrazów a z drugiej strony
      oczekiwać, że będzie chciała zajmować się wnukiem wedle twoich instrukcji i
      wytycznych, większość ludzi pewnie by w tej sytuacji zareagowała odsunięciem się
      i pozostawienie wolnej ręki matce, skoro wszystko wiesz lepiej i ty jesteś
      jedynie kompetentna w kwestiach wychowawczo - pielęgnacyjnych. Efekt będzie
      taki, że będziecie żyli obok siebie jak obcy ludzie, wnuk nie pokocha takiej
      babci, pretensji będzie coraz więcej, dojdzie żal o emocjonalny chłód - może
      wiec spróbowałybyście ze sobą szczerze porozmawiać i znaleźć kompromis?
      Podkreślam słowo KOMPROMIS, co oznacza że ty też musiałabyś ustąpić i uszanować
      zdanie babci w różnych kwestiach a nie tylko oczekiwać, że bez szemrania
      zastosuje się do sytuacji jaką ty jej stworzyłaś. Życzę poprawy stosunków i
      wzajemnego wyznania sobie krzywd i rozczarowań, powinno pomóc, ostatecznie
      jesteście matką i córką i chyba macie tylko siebie, jak stracicie siebie to
      pozostanie jedynie osamotnienie, babcia z pewnością też tego nie chce.
    • uknown a ja świetnie cię rozumiem! 21.06.09, 07:31
      sama miałam taką babcię (dziadka również!) i podobne okoliczności, w których się
      jako małe dziecko wychowywałam - też byłam nieślubnym dzieckiem i moja matka
      musiała mieszkać ze mną w domu dziadków i korzystać z ich pomocy a oni na każdym
      kroku dawali nam odczuć jacy są z tego niezadowoleni! Nie zajmowali się mną w
      ogóle, potem raczyli odbierać z przedszkola ale nic poza tym, nigdy się ze mną
      nie bawili, nazywali bękartem (nawet przy mnie!), nie pamiętam żeby mi wówczas
      kupili jakiś prezent czy słodycze, nawet nigdy mnie nie przytulili - a wszystko
      dlatego że mieli ambitne plany co do mojej matki - jedynaczki, studia i
      kandydata na męża, a ona wywinęła im numer - nieślubne dziecko! Szybko nauczyłam
      się, że od dziadków niczego dobrego spodziewać się nie powinnam i najlepsze co
      mogę zrobić to schodzić im z drogi - byli z tego zadowoleni. Potem
      wyprowadziłyśmy się od nich, moja matka wyszła za mąż, zostałam adoptowana i
      pokochana przez ojca i jego rodziców i to od nich dowiedziałam się jakie relacje
      może mieć wnuczka i dziadkowie i jestem im za to dozgonnie wdzięczna! Dzisiaj z
      dziadkami ze strony matki nie mam właściwie żadnego kontaktu mimo licznych
      zabiegów z ich strony - chodzi o to, że zostali całkiem sami, moja matka nie
      żyje, syn i jego rodzina (czyli kochane i rozpieszczane przez nich wnuki)
      mieszkają daleko za granicą, więc tylko ja im zostałam. Sęk w tym, że ja
      zupełnie nie czuję że jesteśmy rodziną, nie mam żadnych ciepłych wspomnień z
      nimi związanych, przeciwnie - pamiętam że się ich bałam, bo krzyczeli na mnie,
      więc nie czuję potrzeby kontaktu, nie mam im nic do powiedzenia, przez ostatnie
      kilkanaście lat widziałam ich kilka razy przez godzinę oficjalnej wizyty przy
      herbacie, mam swoje życie, mam swoich dziadków, którymi się zajmuję i nie mam
      czasu ani serca dla nich. Wiem, że to starzy samotni ludzie i powinnam choćby z
      litości czasem do nich zajść, zainteresować się co u nich, ale na co dzień nawet
      nie pamiętam o ich istnieniu, tak bardzo są mi obcy i obojętni że gdyby umarli
      to nie zrobiłoby mi to różnicy. Tak więc doskonale cię rozumiem i myślę, że
      jeżeli wasze stosunki pozostaną takie ja opisujesz, pewnie czeka was ten sam
      scenariusz. Twój syn nie pokocha swojej babci i kiedyś będzie wobec niej
      obojętny i zdystansowany - to co sami damy innym to do nas wraca, jak nic nie
      damy to nie mamy prawa się spodziewać niczego! To straszne co ludzie, nawet
      najbliżsi, robią sobie nawzajem, ale jeżeli nie ma woli porozumienia a są tylko
      żale i pretensje, to widocznie tak musi być. Żal tylko małego chłopca, który
      całkiem niezasłużenie jest pozbawiony tej części miłości, jaką inne dzieci mają
      zupełnie naturalnie!
      • framp Re: a ja świetnie cię rozumiem! 21.06.09, 08:01
        Ja też miałem takich dziadków i sytuacja w sumie jest podobna: od momentu mojego
        urodzenia moi dziadkowie ze strony matki spotkali się ze mną 5 razy i zawsze
        bardzo oficjalnie, przy porcelanowej zastawie, więc broń boże nie mogłem biegać
        ani się bawić, bo jeszcze by się coś stłukło, raz dostałem prezent - bardzo
        ekskluzywne szwajcarskie czekoladki, których, jako sześciolatek wówczas,
        zupełnie nie doceniłem zjadając wszystko jak świnia - komentarz mojej wytwornej
        babki do mojej ubrudzonej czekoladą buzi. A problem leżał w "mezaliansie"
        popełnionym przez ich córkę, moi dziadkowie to zamożni profesorowie wyższych
        uczelni a matka nie dość że studiów nie skończyła, to jeszcze wyszła za
        mechanika samochodowego i z nim spłodziła potomstwo! Dziadkowie się śmiertelnie
        za to obrazili, ogłosili rychły koniec tego związku i zamknęli się w swojej
        wieży z kości słoniowej czekają aż matka wróci do nich skruszona. A ona nie
        wróciła nigdy, bo uciekła z ich domu jak z klatki prosto w małżeństwo z
        mechanikiem aby tylko się uwolnić od ich oczekiwań i presji i do tej pory z nim
        żyje, co jest jawną obrazą dla dziadków! A ja zostałem oczywiście pokarany ich
        niezadowoleniem i jako "chamskie" dziecko odsunięty od ich względów. Na
        szczęście miałem drugich dziadków, przeuroczych, ciepłych i oddanych całym
        sercem swoim wnukom ludzi i ci drudzy nie byli mi do niczego potrzebni i nadal
        nie są. A oni w tym czasie się postarzeli, zostali zupełnie sami i chcieliby
        nawiązać lepsze stosunki ze mną i moją matką i jako marchewki używają spadku,
        którego przecież mogą nie zapisać matce tylko schronisku dla kotów. Olewamy to i
        ich samych, takie życie sobie wybrali, takie relacje z ludźmi sobie stworzyli i
        niech im tak będzie, nie nasz problem.
        • dagusia333 Re: a ja świetnie cię rozumiem! 21.06.09, 09:01
          A nie przyszło Ci nigdy do głowy, że może ma taki charakter i nie ma podejścia
          do dzieci? Może zwyczajnie jej nie interesują dzieci? Może jak miała swoje
          dzieci i była młoda to role grały hormony i instynkt macierzyński, a kiedy to
          zanika taka kobieta traci zainteresowanie dziećmi choćby nawet to były jej
          wnuki.Nie każdy ma podejście do dzieci, a często silne indywidualności mają
          wręcz zerowe.Obserwuje takie zjawisko u mojego brata( mężczyźni z natury maja
          mniejsze zainteresowanie dziećmi), który ma syna w wieku 5 lat i też specjalnie
          podejścia do niego nie ma, zajmuje się pracą, albo swoimi
          zainteresowaniami,które go pochłaniają, a syna wychowuje jego żona z pomocą
          teściowej.Tylko, że jego żona nie robi z tego problemu.
          • tofik321 Re: a ja świetnie cię rozumiem! 21.06.09, 09:54
            I to jest patologia uczuć
          • uknown nie, nie przyszło mi do głowy 21.06.09, 10:20
            a nawet jeżeli mogę to zrozumieć, ten brak podejścia do dzieci, to nie znaczy że
            akceptuję, brak uczuć ze strony bliskich jest zawsze odbierany jako niezasłużona
            krzywda i tyle. I być może syn twego brata też będzie obojętny wobec ojca i
            zapamięta na całe życie brak zainteresowania i bliskich relacji nawet jak
            zostanie mu to wytłumaczone jego pracą i zainteresowaniami - członkowie bliskiej
            rodziny też powinni pozostawać w kręgu tych zainteresować, inaczej to jest
            przejaw alienacji, wyobcowanie z własnej rodziny i słusznie jest zazwyczaj
            karane odtrąceniem przez ignorowaną rodzinę.
    • pleonka Re: Babcia mieszka z nami i..przegina 21.06.09, 12:23
      Witam,
      Ja tez mieszkam z moja mama (razem z mezem i dwojka malutkich dzieci) i mam zupelnie inna sytuacje niz Ty - babcia bardzo kocha wnuczki, okazuje im milosc, az za bardzo...prawie caly czas zabawia, rozpieszcza, jest nadopiekuncza, wtraca sie do wychowania, codziennych spraw, np. w co sa ubrane, co jedza, na czym itp. Tez jest ciezko. To jest chyba drugi biegun do tego co Ty opisalas. Skrajnosci nie sa dobre. Mysle ze one chyba z czegos wynikaja, z ukladu, relacji, jakie my mamy ze swoimi rodzicami. To chyba nie jest niechec do Twojego dziecka, trezba spojrzec na caloksztalt.

    • uwolnic_cyce Re: Babcia mieszka z nami i..przegina 21.06.09, 13:15
      Nie bardzo rozumiem o co ci chodzi. Babcia nie ma obowiązku
      zajmowania się twoim dzieckiem. Może dzieci zwyczajnie nie lubi i
      zajmuje się wyłącznie swoimi sprawami.Jeśli oglądanie telewizji jest
      jej głównym zajęciem to też jest wyłącznie jej sprawa.Mogłaby
      zajmować się twoim potomstwem gdyby chciała - ale widocznie nie chce
      i nie masz prawa jeje do tego zmuszać ani mówić jak ma
      żyć.Zwyczajnie przestań robić sceny i zajmij się sobą i swoimi
      sprawami.
      • dariafox Przecież tu nie chodzi o obowiązek zajmowania się 21.06.09, 14:57
        wnukami! Tu chodzi o to, że matka autorki jest generalnie niezbyt przyjemną
        osobą, jest pochłonięta rutyną, ciągle ogląda tv, jest obrażona na świat,
        nieprzystępna i nie myśli o innych (o swojej córce i jej potrzebach) - i to
        zaprocentuje na jej starość, kiedy córka wyprowadzi się w końcu z domu i nikt
        nie będzie JEJ pomagał, kiedy będzie tego potrzebowała!
        Czy wy ludzie jesteście z kosmosu, że nie widzicie sedna sprawy????
        • deodyma Re: Przecież tu nie chodzi o obowiązek zajmowania 21.06.09, 15:01
          ale nie wiadomo, dlaczego tak wlasnie jest.
          autorka nic nie pisze o ojcu dziecka, o jego rodzicach.
          byc moze matka odradzala jej znajomosc z ojciem dziecka, corka nie
          sluchala i matka jest na nia zla?
          nie wiemy, o co tak naprawde chodzi w tym wszystkim.
          swoja droga odnosze wrazenie, ze autorka watku wychodzi z takiego
          zalozenia, ze matka ma zajmowac sie jej dzieckiem i juz.
          o ojcu dziecka nie pisze nic.
          a gdzie on w ogole jest?
        • metodiw Re: Przecież tu nie chodzi o obowiązek zajmowania 21.06.09, 15:10
          dariafox napisała:
          Czy wy ludzie jesteście z kosmosu, że nie widzicie sedna sprawy????

          Właśnie rzecz w tym, że widzimy.
        • kol.3 Re: Przecież tu nie chodzi o obowiązek zajmowania 21.06.09, 15:33
          To Ty, Dariofox, nie widzisz sedna.
          Odróżnij przyczyny od skutków. Autorka wątku przedstawia problem tendencyjnie:
          babcia mieszka u nich, podczas kiedy chyba jest odwrotnie, w jednym poście
          autorka pisze, że babcia się nie odzywa do dziecka,a w drugim, że się odzywa,
          ale nie tak jakby autorka chciała itd. Dużo kręcenia, wszystko co babcia zrobi
          jest złe. Kobieta sprawiła sobie dzieciaka Bóg wie z kim, nie ma dochodów, żyje
          z opieki społecznej, siedzi matce emerytce na głowie i jest pełna wymagań i
          pretensji o wszystko.
          Stosunki między matką i córką są na pewno bardzo złe, nie znamy wszystkich
          faktów, to jest zapewne przyczyną, że babcia się odsunęła, odseparowała. Wynika
          jednak z tego, że babcia we własnym domu nie ma spokoju ani nie jest u siebie.
          Nie wiadomo, czy nie usiłowała pomóc.
          Autorka wątku celowo stawia matkę w niekorzystnym świetle i nie pisze prawdy.
          Co do Twoich wyobrażeń to córka z pewnością nie wyprowadzi się z domu,bo już
          sobie przypisuje własność, raczej babcię wygryzie, wymaga dla siebie, więc
          raczej nie jest nastawiona na pomaganie babci
          i starsza pani pewnie bardzo dobrze wie, że musi liczyć sama na siebie i
          uważać, żeby nie skończyła pod schodami.
        • anyx27 Re: Przecież tu nie chodzi o obowiązek zajmowania 21.06.09, 16:38
          dariafox napisała:

          > wnukami! Tu chodzi o to, że matka autorki jest generalnie niezbyt
          przyjemną
          > osobą, jest pochłonięta rutyną, ciągle ogląda tv, jest obrażona na
          świat,
          > nieprzystępna i nie myśli o innych (o swojej córce i jej
          potrzebach)

          mylisz się. tutaj chodzi o to, że autorka postu przyjmuje postawę
          typowo roszczeniową - jej się NALEŻY. a g... prawda. nic jej się nie
          należy od matki! każdy mieszkał z rodzicami i gdyby przyjmował taką
          postawę, że mieszkał w tym domu od zawsze ito tez jego dom, to
          wszyscy mieszkalibyśmy z rodzicami do teraz. owszem mieszkała od
          zawsze, ale U rodziców, bo to ich dom. kiedyś tam jak rodzice
          umrą, owszem całość lub część (jeśli ma rodzeństwo) domu będzie
          jej , ale nie teraz. Prawda jest taka, że kobiecie nie chce się
          pracować, mama utrzymuje dom, ją i jej dziecko, a ona ma jeszcze
          pretensje. Kobieto rusz 4 litery do roboty, zawalcz o alimenty, bo
          nalezą sie one dziecku, wyprowadź się, a zobaczysz, jak zmienią się
          twoje relacje z mamą. Nie dziwię się ani troche babci, że tak się
          zachowuje. Sama, autorko postu, zapracowałas sobie na to, choć
          pewnie słowo to jest ci obce.
        • komorka25 Re: Przecież tu nie chodzi o obowiązek zajmowania 21.06.09, 16:54
          dariafox napisała:

          > Przecież tu nie chodzi o obowiązek zajmowania wnukami! Tu chodzi
          > o to, że matka autorki jest generalnie niezbyt przyjemną
          > osobą, jest pochłonięta rutyną, ciągle ogląda tv, jest obrażona na
          > świat, nieprzystępna

          Aaa, to twoim zdaniem generalnie przyjemna jest córunia, która ma
          dziecko nie wiadomo z kim, żyje (o ile mozna to tak nazwać) z
          zasiłku, korzysta z domu, którego nie współfinansuje, żąda
          dodatkowych świadczeń materialnych od swojej matki na emeryturze
          (może niskiej), przypieprza sie do sposobu rozmawiania z wnukiem i
          jeszcze ma pretensje, że w tej sytuacja jej matka woli sie nie
          wtrącać.

          > i nie myśli o innych (o swojej córce i jej potrzebach)

          A cóż to, córunia chora? inwalidka? niech leń śmierdzący sobie pracy
          poszuka, to będzie miała na swoje potrzeby. Jakoś nie wynika z
          wynurzeń tej egoistki, żeby ona myslała o matce i jej potrzebach.

          > - i to zaprocentuje na jej starość, kiedy córka wyprowadzi się w
          > końcu z domu i nikt nie będzie JEJ pomagał, kiedy będzie tego
          > potrzebowała!

          W końcu kobieta trochę odetchnie. Gorzej jej już nie będzie.
          Roszczeniowa egoistka nie interesuje sie swoja matka teraz i nie ma
          co liczyć na to, że zaintersuje sie w przyszłosci.

          > Czy wy ludzie jesteście z kosmosu, że nie widzicie sedna sprawy????

          A ty skąd, że nie dostrzegasz, iż leniwa larwa chce darmowej
          służącej.
          • dariafox Re: Przecież tu nie chodzi o obowiązek zajmowania 21.06.09, 23:24
            Brak mi słów na powyższe wypowiedzi...Jak łatwo Wam oceniać tą dziewczynę, a nic
            nie wiecie o niej. Te słowa, że ma "dziecko z niewiadomo kim",jest leniem i nic
            nie robi - a skąd pewność, że tak jest? Dlaczego z góry zakładacie, że macie
            rację? Nic nie wiemy o ich sytuacji oprócz tego, co sama napisała - że mieszka z
            matką i matka jej nie tylko nie pomaga ale i wręcz nie obcuje z córką i wnukiem;
            może być różnie - może ojciec dziecka nie żyje, może się rozstali (a mało tu mam
            samotnych???), może dziewczyna ma 17 lat a może 35, może nie jest zdolna do
            pracy, a może nie może jej znaleźć, może nie ma żadnych perspektyw i oczekuje od
            mamy jakiejś pomocy? A może faktycznie jest chora? To jej matka w końcu! A Wy,
            drogie koleżanki, wszystkie co do joty, nie pomagałybyście swemu dziecku? A Wam
            rodzice nie pomagają w czymkolwiek? Czy nazywacie siebie wtedy pasożytami,
            leniami, larwami?
            Posty osób, które przeżyły "takie" traktowanie przez babcie pokazują, że owe u
            kresu życia szukają desperacko kontaktu z wnukami, więc mi tu nie piszcie, że
            babcia "trochę odetchnie" jak będzie "nareszcie sama".
            I jeszcze jedno Komorka -
            > W końcu kobieta trochę odetchnie. Gorzej jej już nie będzie.
            > Roszczeniowa egoistka nie interesuje sie swoja matka teraz i nie ma
            > co liczyć na to, że zaintersuje sie w przyszłosci.
            Ty chyba masz 15 lat i nie masz pojęcia co znaczy słowo "samotność" i jak
            ludzie potrafią cierpieć z tego powodu i co są w stanie zrobić aby ją
            przezwyciężyć. Naucz się trochę życia, zanim będziesz wygłaszać podobne sądy.
            • anyx27 Re: Przecież tu nie chodzi o obowiązek zajmowania 21.06.09, 23:32

              dariafox napisała:

              > Brak mi słów na powyższe wypowiedzi...Jak łatwo Wam oceniać tą
              dziewczynę, a ni
              > c
              > nie wiecie o niej.

              owszem, wiemy to, co sama napisała:

              Ja nie pójdę pracować i nie
              zostawię małego pod jej opieką bo babcia jest kompletnie do tej
              opieki
              nieprzygotowana no i dziecko za nia nie przepada,nie zamierzam
              fundować dziecku


              jest leniem i pasożytem.
            • komorka25 Re: Przecież tu nie chodzi o obowiązek zajmowania 22.06.09, 10:08
              dariafox napisała:

              > Brak mi słów na powyższe wypowiedzi...Jak łatwo Wam oceniać tą
              > dziewczynę, a nic nie wiecie o niej. Te słowa, że ma "dziecko
              > z niewiadomo kim",jest leniem i nic nie robi - a skąd pewność,
              > że tak jest?
              Pewność stąd, że tak zeznała - nie uczy się, nie pracuje, dziecko
              wychowuje sama - gdyby wiedziała, kto jest ojcem mogłaby wystąpić o
              alimenty, a nie tylko żerować na podatnikach (zasiłki) i matce, bo
              jakoś słowem sie nie zająknęła o ponoszeniu choć części kosztów
              eksploatacji domu. Do pracy też nie chce iść.


              > Dlaczego z góry zakładacie, że macie rację? Nic nie wiemy o ich
              > sytuacji oprócz tego, co sama napisała - że mieszka z
              > matką i matka jej nie tylko nie pomaga...

              Wiemy, napisała wystarczająco wiele. Mieszka z matką i za nic nie
              płaci, więc skoro płaci ze swojej emerytury matka, to jest duża
              pomoc.


              > ...ale i wręcz nie obcuje z córką i wnukiem;

              Przeczytaj jeszcze raz, co pisuje autorka wątku. Babcia chciała
              kontaktu z wnukiem, próbowała rozmawiać, ale "moj_malutki" miała
              jej to za złe, awanturowała sie o spieszczone słownictwo, wymaga
              finansowania potrzeb swojego dziecka, chciałaby wręcz rozkazywać -
              tak ma byc jak ona chce i już.

              > może być różnie - może ojciec dziecka nie żyje, może się rozstali
              > (a mało tu mam samotnych???),

              Sama jestem samotną matką. Niezależnie od tego, czy ojciec dziecka
              nie zyje, czy tylko sie rozstali autorka może uiegać się o rentę
              rodzinną albo alimenty. Dlaczego tego nie robi? - moje zdanie juz
              wyraziłam. Woli mieć pretensje do wszystkich, tylko nie do siebie.

              > może dziewczyna ma 17 lat a może 35, może nie jest zdolna do
              > pracy, a może nie może jej znaleźć, może nie ma żadnych perspektyw
              > i oczekuje od mamy jakiejś pomocy? A może faktycznie jest chora?

              O wieku nie było mowy, ale żaden nie tłumaczy chamstwa i
              roszczeniowej postawy. O chorobie tez nie wspominała. Co do pracy -
              sama napisała, że nie zamierza pracować.

              > To jej matka w końcu!

              Własnie, a ona chce mieć służącą, która jeszcze do służenia dopłaca.


              > A Wy, drogie koleżanki, wszystkie co do joty, nie pomagałybyście
              > swemu dziecku? A Wam rodzice nie pomagają w czymkolwiek? Czy
              > nazywacie siebie wtedy pasożytami,leniami, larwami?

              Ja bym pomagała. Matka autorki też jej pomaga. Tyle, że ta leniwa
              larwa chce więcej i na swoich warunkach.

              > Posty osób, które przeżyły "takie" traktowanie przez babcie
              > pokazują, że owe u kresu życia szukają desperacko kontaktu
              > z wnukami, więc mi tu nie piszcie, że babcia "trochę odetchnie"
              > jak będzie "nareszcie sama".

              Takie posty piszą na ogół osoby zmanipulowane przez roszczeniowych
              rodziców.

              > I jeszcze jedno Komorka -
              > > W końcu kobieta trochę odetchnie. Gorzej jej już nie będzie.
              > > Roszczeniowa egoistka nie interesuje sie swoja matka teraz i nie
              > > ma co liczyć na to, że zaintersuje sie w przyszłosci.
              > Ty chyba masz 15 lat i nie masz pojęcia co znaczy
              > słowo "samotność" i jak ludzie potrafią cierpieć z tego powodu
              > i co są w stanie zrobić aby ją przezwyciężyć. Naucz się trochę
              > życia, zanim będziesz wygłaszać podobne sądy.

              Nie mam 15 lat, znam życie bardzo dobrze i rzeczywiście nie wiem, co
              znaczy samotność. Nigdy nie prezentowałam postawy MNIE SIE NALEŻY
              WSZYSTKO, BO JA MUSZĘ MIEĆ, więc ani z rodziną, ani z przyjaciółmi
              problemu nie mam. A zdania co do autorki wątku nie zmienię.
              • ya_yaga Re: Przecież tu nie chodzi o obowiązek zajmowania 23.06.09, 00:36
                komorka25 napisał:
                > O wieku nie było mowy, ale żaden nie tłumaczy chamstwa i

                Masz rację, żaden wiek nie tłumaczy chamstwa. Twojego chamstwa.
                • komorka25 Re: Przecież tu nie chodzi o obowiązek zajmowania 24.06.09, 12:12
                  ya_yaga napisała:

                  > komorka25 napisał:
                  > > O wieku nie było mowy, ale żaden nie tłumaczy chamstwa i
                  >
                  > Masz rację, żaden wiek nie tłumaczy chamstwa. Twojego chamstwa.

                  No, jeśli twoim zdaniem pisanie o własnej mamie per "babcia mojego
                  dziecka", ordynarne żądanie od niej świadczeń materialnych i
                  osobistych oraz obsmarowywanie jej na forum jest dowodem wysokiej
                  kultury, to współczuję twojej matce.
        • dominikjandomin Re: Przecież tu nie chodzi o obowiązek zajmowania 22.06.09, 17:17
          dariafox napisała:

          >ciągle ogląda tv,

          Ma prawo.

          >nie myśli o innych (o swojej córce i jej potrzebach)

          Córka już jest dorosła. I sama nie mysli o potrzebach matki.
    • naomi19 Re: Babcia mieszka z nami i..przegina 22.06.09, 13:26
      Proszę moderatora o usunięcie postów łamiące regulamin forum i
      zasady netykiety.
      • dariafox Re: Babcia mieszka z nami i..przegina 22.06.09, 14:03
        również o to proszę.
        • anyx27 Re: Babcia mieszka z nami i..przegina 22.06.09, 14:14
          ja prosze o skasowanie całego wątku, bo juz pierwszy post autorki
          łamie wszelkie normy i granice.
          • naomi19 Re: Babcia mieszka z nami i..przegina 22.06.09, 21:42
            Chyba nie czytałaś regulaminu ani netykiety.
Pełna wersja