isabell75
03.07.09, 22:14
Witam. Mój syn ma 22 miesiące i ubiegłej nocy wybudził się z
ogromnym płaczem i przeraźliwie krzyczał. Wskazywał poprzez łzy na
okno. Zapaliłam światło w całym domu, podeszłam do okna by uspokoić
syna, że nic nie ma i że niczego nie musi się bać. Syn wpadł w taki
szał, że zupełnie zgłupiałam i nie wiedziałam ci robić. Jak go
przytulałam to wyrywał aię jak wąż i jeszcze głośniej krzyczał,
biegał po domu jak opętany, nabił sobie potężnego guza bo uderzył
główką w łóżeczko. Byliśmy z mężem bezsini. Po jakimś czasie udało
mi się go uspokoić, przystawiłam do piersi i całe szczęście że
jeszcze karmię, bo nie wiem jak uspokoiłabym syna. Pragnę napisać,
że syn jest cudownym, spokojnym dzieckiem, w dzień prawie wcale nie
płacze, czasem pokaprysi. śpi z nami w łóżku i wychowujemy go w
spokojnej atmosferze, nie ogląda tv, a bajki zna tylko z książeczek,
kupuję tylko te o spokojnej tematyce, bez przemocy strzelania
potworów itp dzisiejszych nowości. Co mnie niepokoi i nie rozumiem
to ten nagły nie do opanowania atak furii, brakowało synowi oddechu
tak szalał, że serce mi pękało, a uspakajanie go odnosiło odwrotny
skutek. Konsekwencją jest guz na czole i moja niewiedza jak zachować
się w przyszłości.