awtorek
26.07.09, 21:13
Słuchajcie, jestem tak podminowana, że muszę napisać na forum!
Byłam dziś z rodzicami i córką (1,5 roku) na Starówce na lodach i potem
poszliśmy do kościoła (do katedry św. Jana w Wawie). Córka jak zwykle chodziła
albo biegała po kościele ale była cicho. Może kilka razy wydała z siebie jakiś
odgłos ale to nie było nic głośnego. Jadła też chrupki. Na ogłoszeniach, pod
koniec mszy rzeczywiście się rozbrykała i zaczęła się głośno zachowywać, więc
wyszłam z nią przed kościół. No i jak wychodziłam z tego kościoła jakaś pani
wyszła z ławki i podeszła do mnie z tekstem:"ludzi przychodzą się tu modlić a
nie patrzeć jak dziecko biega jak w parku". Odpowiedziałam jej, że trudno,
żeby 1,5 roczniak usiedział całą mszę w jednym miejscu ale nie wiem, czy
usłyszała bo od razu wróciła do ławki. I tuż przy wyjściu z kościoła podszedł
z kolei mężczyzna i powiedział, że nie powinnam przyprowadzać dziecka do
kościoła(!!!). I że nikt nie mógł się skupić, łącznie z księdzem i czy ja tego
nie widziałam. I stojąca obok niego kobieta powiedziała, że są specjalne msze
dla dzieci, a tu przychodzą schorowani ludzie... Oczywiście odpowiedziałam, że
córka nie była głośno i że zawsze z nią chodzę do swojej parafii i nigdy nie
było problemów. Wiem, że są msze dla dzieci ale akurat byliśmy na Starówce
wieczorną porą i dlatego poszliśmy na tę mszę.
I tak się wkurzyłam! Bo wiem, że są dzieci, które płaczą, krzyczą i są głośno
podczas mszy. Ale ja zawsze specjalnie pilnuję moją córkę, żeby była cicho.
Jestem na to bardzo wyczulona. Jedyne co robi to po prostu chodzi albo biega w
tą i z powrotem. I nie mogę pojąć skąd się biorą tacy ludzie - chyba nigdy nie
widzieli dziecka, albo mają jakiś problem sami ze sobą.
Co Wy myślicie o taki zachowaniu tych ludzi? Chodzę z córką często do kościoła
ale pierwszy raz się z czymś takim spotkałam i musiałam się "wygadać".