sebalda
09.09.09, 15:54
Mój syn jest w drugiej klasie gimnazjum. Nie wiem, czy to dzieci zapytały, czy
wychowawczyni rzuciła taką propozycję, ale powstał pomysł kilkudniowej
wycieczki klasowej jeszcze we wrześniu. Warunek był jeden: do poniedziałku
(tego, co był, czyli były na to raptem 3 dni, łącznie z weekendem)dzieciaki
mają same sobie załatwić wycieczkę. Pani powiedziala, że jeśli wycieczka
zahaczy o sobotę, to ona jest łaskawie gotowa poświęcić ten dzień dla nich.
W poniedziałek była wywiadówka i wychowawczyni z ubolewaniem stwierdziła, że
klasa nic nie przygotowała, wiec wycieczki pewnie nie będzie. Jeden mądry
tatuś powiedział, że on może to zalatwić, negocjowac ceny noclegów, zalatwić
autokar i całą resztę, ale chce za to 20% marży. Facet jest w komitecie
rodzicielskim i jedna z mam się oburzyła, że on nie ma w związku z tym prawa
żądać marży. Nie zrozumiala oczywiście, że to żart był taki.
I teraz moje pytanie: za moich czasów wycieczki klasowe organizowała szkoła,
czy teraz coś się zmieniło? Czy od 14-latków można wymagać, żeby brały na
siebie sensowne zalatwienie tych formalności? Ja rozumiem, że zarobki
nauczycieli są naprawdę niskie, ale czy to powód, żeby miec takie podejście?
Kiedy zapytałam na zebraniu, czy szkoła organizuje jakieś wyjście klasowe na
zbliżający się Festiwal Nauki, pani rozłożyła ręce i zapytała, czy ktoś z nas
rodziców mógłby to załatwić, a ja wiem, że to szkoły organizują, tylko trzeba
wykonać jakieś telefony może i to już przerasta możliwości pani, za dużo chyba
wymagam.
Jak to jest w szkołach Waszych dzieci i czy mam rację, obruszając się z tego
powodu?