ola_motocyklistka
11.09.09, 09:16
Po mojej ostatniej powodzi w mieszkaniu dość stary kumpel zadzwonił i zaproponował pomoc. OK powiedziałam mu że potrzebuję meble przenieść z jednej części pokoju na drugą, aby wyschła tamta część podłogi. OK, no to on weźmie swoją dziewczyne i przyjadą. Przedwczoraj o 17 dzwonię, że wychodzę na zebranie do przedszkola, córki nie będzie i wtedy będą mogli to zrobić bez plączącego się dzieciaka. Za chwilę kumpel dzwoni, że oni przyjadą, ale późnym wieczorem, bo im się coś tam poprzestawiało ( a dokładnie jeszcze idą na zakupy ubraniowe). Mówię słuchaj, jak masz przyjeżdżać po nocy to nie prZyjeżdżaj, bo mi mała będzie spała, nie chcę żeby się obudziła. No to on się obraził

OK znam go wiele lat, jak zwykle nie dogadaliśmy się, spoko. Scenka rodzajowa z wczoraj. Przychodzi do mnie i mówi:
-ja wiem dlaczego kłócicie się z mężem, bo ty nie mówisz dokłądnie o co ci chodzi!
ja: ???
-no bo się wczoraj nie dogadaliśmy odnośnie pomocy
ja: słuchaj, jeżeli mam coś do męża, to wierz mi mówię do niego DRUKIEM, żeby zrozumiał i uniknąć niepotrzebnych dyskusji
No i wdaliśmy się w dyskusje.
Za chwilę mówię: słuchaj jest dziś jeszcze drugi kumpel, weźcie mi przerzućcie te mable, niech mi to schnie. OK
Przychodzą. ja siedzę w kuchni, robię kawę.Ten mój stary kumpel woła:
-A gdzie mam postawić stół?
-jaki stół? tam nie ma stołu?
-to czarne!
-to szafka na ręczniki!!!postaw ją tak, żebym mogła ją otworzyć!
Słyszę jak mój kumpel, do tego drugiego:
-to BIURKO to postawimy tu , z tej strony...
Naprawdę mówimy różnymi językami