superslaw
15.09.09, 11:04
dziś był moj 3 egzamin...i znów niezdany...tyle jazd naprawę dobrze mi
idzie..i plac i wszystko..i znow w plecy...trafilam na chama...ktory plac
zaliczył mi, a potem gdy wyjeżdżalismy do miasta , już na mnie pokrzykiwal że
bląd, że za dlugo stoje żeby sie wlaczyć...a u nas w miescie stoisz i
wyjeżdzasz do przelotowej drogi, gdzie jest wjazd do miasta i jeżdzą autobusy,
tiry...w dodatku to drogha do szpitala wiec tez auta, karetki....w dodatku
jakas pani ktora też zdawala ustawila sie centralnie obok mnie...wiec nie
byłam pewna co ona zroi i ja przepusciłam...pan byl wyraznie
zniesmaczony...potem rondo, on mi w prawo...ja trzesąc się
wjeżdzam...przepuscilam pieszych..chcialam najpier o mylkowo podjechać z 2 ale
w końcu poprawiłam na jedynke..L-ka na rondzie jeszcze dalko...ja znow
wystrachana ze pan bedzie na mnie krzyczał jade bo zaraz mam skret...a Pan po
hamulcach i po egzaminie...dopiero jak sie rozplakałam....rudy kretyn spuscil
z tonu i zaczal spokojnie tłumaczyć...ze moze za bardzo mi zalezy i za bardzo
sie przejmuje...jest mi smutno i źle...wiem ze jezdze niezle...naprawde idzie
mi ok..dynamiki może nie mam super no ale....to się nabywa z czasem...moze
powinnam odpuscic??? zrezygnowac dziewczyny???dac sobie spokoj i przestać
narażac sie na ten stres....już tak mam że jak ktos pokrzykuje na mnie to mnie
od razu stres zjada...znów sie trzesłam...zalamana jestem..chcialam sie wyżalić...