liliankaa77
15.09.09, 20:38
Zignoruję i oleję. W ciągu ostatniego roku zdarzyły mi się trzy
przypadki kobiet, które były bite przez mężów- dwie dobre koleżanki i
sąsiadka. Pierwsza koleżanka- pomieszkiwała u nas z dzieckiem,
załatwiłam jej pracę- postanowiła dać szansę i wróciła do
awanturnika. Podobno znów jest to samo. Druga koleżanka- za każdym
razem, gdy mąż użyje wobec niej przemocy, nocuje u nas a później
wraca do "domu" i "kochającego męża" bo "przecież on nie chciał".
Trzeci przypadek- sąsiadka z mieszkania naprzeciwko. Wzywaliśmy z
mężem policję nieraz. Jakiś czas temu wzywaliśmy też pogotowie bo
była cała zalana krwią.No i tydzień temu byliśmy z mężem świadkami
pobicia sąsiadki bo awantura przeniosła się na korytarz, wypchnął ją
z domu za drzwi. Policja przyjechała, sąsiadka powiedziała, że kłamię
i wróciła do męża. Dziś znów awantury, krzyki, odgłosy bicia.
Świadomie to ignoruję (mąż by pewnie nie zignorował ale pojechał z
małym do teściów). Nie obchodzi mnie już co ten palant jej zrobi.
Śmiem twierdzić, że bite przez mężów kobiety z mojego otoczenia nie
chcą pomocy- i co najśmieszniejsze, wszystkie te rodziny to ludzie z
tzw. "dobrych domów", z wyższym wykształceniem.
Z premedytacją podjęłam decyzję, że nie będę już pomagać żadnej z
nich. Nie zamierzam mieć w związku z tym żadnych wyrzutów sumienia.
Pomagałam i jeszcze dostałam za swoje.
Dziękuję za wysłuchanie.