Nie będę już pomagać pobitym przez męża kobietom!

    • mango_mango Re: Nie będę już pomagać pobitym przez męża kobie 17.09.09, 11:59
      popieram. chca byc bite, beda bite.
      • annika.h NIE CHCĄ być bite 17.09.09, 12:24
        przemoc wywołuje spustoszenie w ludzkiej psychice. Syndrom kobiety maltretowanej
        - poczytaj trochę na ten temat. Tym kobietom potrzebna jest długa terapia i
        pomoc innych, bez tego sobie nie poradzą. A gadanie, że znoszą upokorzenia i
        bicie dla dobra dzieci albo z miłości do kata jest zasłoną dymną.
        • grey_hound Re: NIE CHCĄ być bite 17.09.09, 12:36
          To jest w ogólen ciekawa sprawa, bo większość ludzi wypowiada się, jakby znała temat od a do zet. A teraz zwyczajny trening: wejdź do obozu koncentracyjnego i co zrobisz? Bedziesz walczył o towarzyszy, żeby zabrzmiec bohatersko czy o własne życie? A tak jest z 'kochającym cie inaczej' mężem.
          • mamamonika Re: NIE CHCĄ być bite 17.09.09, 12:40
            "Laików" też to rusza, a raczej nie sądzę, żeby były organizowane tego
            rodzaju treningi i czy by znaleźli się chętni na silne wrażenia tongue_out.
            Idąc tym tropem nie powinniśmy się wypowiadać na bardzo wiele tematów,
            bo nie doświadczyliśmy tego osobiście.
            • grey_hound Re: NIE CHCĄ być bite 17.09.09, 12:49
              I zmaganie się z PTSD mogłoby byc problemem. wink
          • grey_hound Re: NIE CHCĄ być bite 17.09.09, 12:46
            Zapędziłam się, wiem, ale to osoba popełniająca samobójstwo. to moja mama, a ja też wiele wycierpiałam i naprawdę żal słuchac tak bezdusznych ludzi.
            • okrent9 Re: NIE CHCĄ być bite 19.09.09, 04:20
              grey_hound napisała:

              > Zapędziłam się, wiem, ale to osoba popełniająca samobójstwo. to
              moja mama, a ja
              > też wiele wycierpiałam i naprawdę żal słuchac tak bezdusznych
              ludzi.

              Grey_hound, wyrazy współczucia... i uznania, że potrafisz tak
              rzeczowo i bez nadmiernych emocji o tym wszystkim pisać,
              przyczyniając się do zmiany nastawienia u ludzi, którzy na swoje
              szczęście z problemem nigdy się nie zetknęli.

              Pozdrawiam.
        • the_rapist Wybacz, ale bredzisz. 17.09.09, 13:55
          Syndromu nie mozna sie nabawic po pierwszym laniu od kochajacego meza. A kazda
          szanujaca sie kobieta po tym pierwszym razie powinna zlozyc pozew rozwodowy.
          Jesli tego nie robi - lubi byc bita. Wiec bedzie bita do konca dni swoich, albo
          oprawcy.
          • bri Re: Wybacz, ale bredzisz. 17.09.09, 14:39
            Tylko, że wkręcanie ofiary nie odbywa się tak, że kochający mąż
            pewnego dnia wstaje w gorszym humorze i daje żonie fangę w nos.
            Zazwyczaj kiedy dochodzi do bicia ofiara przemocowca ma już nieźle
            wyprany mózg, jest odseparowana od bliskich osób, które mogłyby jej
            udzielić wsparcia, uzależniona od przemocowca np. materialnie itd.
            Byłam w takiej sytuacji jako młoda dziewczyna i pamiętam dokładnie
            to przekonanie, że jesteśmy całkiem normalną parą, że w każdym
            związku zdarzają się gorsze okresy, że nikt mnie nie będzie kochał
            tak jak on, że faktycznie ja sama go sprowokowałam do pewnych
            zachowań. Ja zaliczyłam wprawdzie tylko wstęp do bicia, bił mnie
            tylko raz, po tym jak się z nim po raz setny rozstałam. Tak naprawdę
            to dzięki temu, że mnie uderzył oprzytomniałam - w domu rodzinnym to
            się nie zdarzało i to mnie utwierdziło w przekonaniu, że jednak
            normalną parą nie byliśmy.

            Ale to wszystko nie znaczy, że mam zamiar litować się nad każdą
            kobietą, która żyje w związku z przemocowcem i w dodatku pozwala,
            żeby to zatruwało jej dzieci. Będąc w sytuacji Autorki wątku (czyli
            oskarżoną w obecności policji o kłamstwo), pewnie skończyłabym z
            miłymi słówkami i powiedziała wprost, że nie zamierzam tak jak ona
            udawać, że wszystko jest w porządku i nawet jeśli ona będzie
            oponować policja będzie wzywana i poinformowana opieka społeczna.
            • the_rapist Re: Wybacz, ale bredzisz. 17.09.09, 16:37
              Chcialem zauwazyc, ze to co nazwalas ''wstepem i praniem mozgu'' czesto zaczyna
              sie na dlugo przed slubem, na etapie tzw. chodzenia ze soba. Kobieta nie jest
              wtedy uzalezniona finansowo od oprawcy, zwykle ma swoj dom tzn. rodzicow, u
              ktorych mieszka, nie maja razem dzieci, slowem odejscie od agresora jest w
              zasadzie kwestia kilkuminutowej rozmowy. Cos jednak kaze takiej dziewczynie
              dalej trwac u boku damskiego boksera, liczy na to, ze ''po slubie na pewno sie
              uspokoi''.
              W jednym masz racje - sklonnosc do stania sie ofiara przemocy domowej jest w
              jakims sensie zakorzeniona w psychice i wcale nie musi byc odziedziczona np. po
              podobnie chorej sytuacji we wlasnym domu rodzinnym.

              W kazdym razie w jednej kwestii swojego zdania nie zmienie - kazdy pierwszy cios
              od partnera powinien byc zarazem ostatnim. Rozstanie raz na zawsze jest jedynym
              dobrym rozwiazaniem tego typu sytuacji.
              • bri Re: Wybacz, ale bredzisz. 17.09.09, 16:53
                Mylisz się sądząc, że odejście od agresora jest kwestią
                kilkuminutowej rozmowy. Bardzo niechętnie porzucają oni "urobioną"
                ofiarę. Jedyne co tak naprawdę w tym przypadku działa to uparte
                ignorowanie i unikanie wszelkiego kontaktu, do którego agresor dąży
                za wszelką cenę. Względny spokój odzyskuje się zwykle dopiero w
                momencie, kiedy znajdzie sobie nowy obiekt atencji.
                • the_rapist Re: Wybacz, ale bredzisz. 17.09.09, 19:04
                  Oczywiscie zdarzaja sie osobnicy tak skrzywieni, ze beda nekac byla dziewczyne,
                  posuwajac sie do grozb, szantazu, rekoczynow. Jednak ten pierwszy krok (zerwanie
                  toksycznej znajomosci) trzeba wykonac jak najszybciej, a dalej po prostu
                  konsekwentnie trzymac sie raz podjetej decyzji. A agresora mozna zniechecic na
                  wiele sposobow z tymi mniej legalnymi wlacznie.
          • vento_p Re: Wybacz, ale bredzisz. 18.09.09, 09:09
            brednie idiotów nie mających pojęcia o problemie. Jak fajnie być po drugiej stronie i udzielać rad . Ja bym nigdy , ja to od razu bym wyrzuciła za drzwi. Głupcy. Wyszłam z kręgu przemocy. Z tzw. dobrej rodziny z wyższym wykształceniem. Pojęcia nie masz co przeszłam. Dopiero po 2 latach potrafiłam powiedzieć co. Bo paradoskalnie na drugi dzień wydaje ci się, że to sen. zresztą to jest tak jak syty nie zrozumie głodnego. Ja wiem tylko,że usta miałam pełne frazesów ale kiedy taka sytuacja mnie dotknęła dużo naprawdę dużo czasu minęło zanim coś z tym zrobiłam. Pomógł mi lekarz, psycholog na telefon, niestety nie niebieska linia - to nie działa w małych miejscowościach. Policja przyjedzie i wypali papierosa z twoim mężem a ty wracasz za chwilę do rzeczywistości. Rozwód wbrew pozorom nie jest łatwy.Wiem co mówię, bo nie dostałam rozwodu choć mąż mnie lał i był alkoholikiem. Nie wyczerpałam wszystkich możliwości wg sądu.Trwa to już 3 lata a mąż mieszka z nami. Tylko ja już jestem na etapie decyzji, a ta kobieta na pewno o tym myśli, tylko po prostu jest bezradna.To co ty robisz wydaje ci się pozornie bez sensu, bo wszak nie przynosi efektu. ale tylko pozornie, bo ważny jest twój brak zgody na przemoc, również fakt,że obok jest inny świat.
    • aribeth1 Re: Nie będę już pomagać pobitym przez męża kobie 17.09.09, 13:29
      Ja nie współczuję kobietom bitym regularnie przez swoich mężów. Uważam, że za
      pierwszym razem, gdy to się zdarzy, kobieta jest ofiarą. I jej współczuję.
      Jeżeli dopuści do tego, aby to się powtórzyło - jest współwinna. Jeżeli taki
      (....) uderzył raz, zrobi to kolejny, jeżeli będzie miał szansę. Należy
      natychmiast zakończyć taki związek. Nie ma innej alternatywy. Chyba, ze ktoś
      lubi być tłuczony - wtedy droga wolna. Ale to już jest skrajna głupota i
      masochizm, a na to nic się nie poradzi.
    • shigella Re: Nie będę już pomagać pobitym przez męża kobie 17.09.09, 13:35
      Nie badzmy seksitami, znam przypadek, gdy regularnie lany byl malzonek, w
      zwiazku byla trojka dzieci (w tym wczesniaki, wymagajace opieki, reszte zabrano
      do domow dziecka - 4 sztuki).
      Pani sie lajdaczyla, przyprowadzala gachow, ktorzy tlukli dzieci i meza oraz
      wyjadali z lodowki jedzenie zapewniane przez MOPS.
      Facet mial kolegow, ktorzy starali mu sie pomagac, ale w pewnym momencie mieli
      dosc i zapowiedzieli, ze nie maja zamiaru dofinansowywac jego zony.
      I co? I facet nadal dawal sie tluc, "bo on kocha zone i dzieci potrzebuja matki".
      Moja matka tez pomagala jednej kobiecie, ale po paru razach przestala, bo tamta
      traktowala lanie jako element wspolzycia malzenskiego "Bije, znaczy ze kocha".

      Znam tylko jeden przypadek gdy interwencja pomogla - sasiad lal dorosla corke i
      po wizycie mojego papy przestal ja tluc.
    • the_rapist Niestety masz racje. 17.09.09, 13:52
      Kazda w miare rozgarnieta kobieta powinna sie rozwiesc z kolesiem, ktory CHOCBY
      JEDEN JEDYNY RAZ podniosl na nia reke. Istnieje co prawda masochizm, gdzie bicie
      sprawia przyjemnosc osobie bitej, ale w opisywanych przez Ciebie przypadkach to
      raczej nie ma miejsca. Nie wiem jak to nazwac - syndromem osoby torturowanej,
      czy nieslychana naiwnoscia. W kazdym razie dalsze ingerowanie w zycie tych
      szczesliwych rodzin moze sie skonczyc powaznymi klopotami dla Ciebie i Twojej
      rodziny.
    • bimota Re: Nie będę już pomagać pobitym przez męża kobie 17.09.09, 14:19
      I CO ? Dzieci im nie zabieraja ? Pewnie nie sa biedni...
    • bea.bea Re: Nie będę już pomagać pobitym przez męża kobie 17.09.09, 15:03
      tak jak panie zauważyły, łatwo jest teoretyzować, ja nie zrozumiem kobiety która
      bita siedzi z facetem i jeszcze go broni, bo jestem inna i nie pozwole sobie na
      takie traktowanie, ale
      rozumiem ludzi którzy nie chcą pomagać, bo tak jak autorka zostają oskarżone o
      kłamstwo, albo tak jak ja mają co drugą noc gościa w postaci matki z dzieckiem.
      no cóz , zal mi ich, ale ja tez mam swoje życie, swojego męża i moge pomóc raz ,
      ale nie mam ochoty żyć cudzymi problemami, zwłaszcza gdy ktoś nie chce ich sam
      załatwić..
    • evita_duarte Re: Troche to głupie co piszesz 17.09.09, 17:24
      Taka jest psychologia ofiary. One sa po prostu słabe emocjonalnie. Nie wiesz
      sama czy tymi telefonami nie uratowałaś sąsiadce życia.
      Rozumiem, że Cie to irytuje, ale nie oczekuj, że one będą postępowały
      racjonalnie. Prawdziwa przyjaźń właśnie na tym polega, żeby zawsze użyczyć im
      noclegu, przekonywać rozmawiać i wiem, że masz dość. Ja czasem też mam, ale do
      kogo one pójdą? Do tych co mówią, że toich sprawy wewnętrzne?
      • kolia3_ltd pytanie do obeznanych w tym temacie... 17.09.09, 18:33
        słuchajcie ja tez bylam w takim zwiazku.
        tzn mialam takie poczatki,syndromy zachowania mojego ówczesnego
        narzeczonego.ni ebyło dzieci,los w rozstaniu pomógł, ale zachowywał
        sie właśnie bardzo podobnie jak piszecie.
        tzn odcial mnie od znajomych(od meskich ale i od kolezanek).
        Od meskich to dlategop ze byl chorobliwie zazdrosny.
        Od kolezanek posrednio dlatego ze chcial spedzac czas tylko ze
        mna,nie tolerowal moich wyjsc nigdzie z nimi oprocz sklepy i
        kawiarnia.puby nawet nie wchodzily w role.o dyskotekach nawet nie
        mowie.
        noi wlasnie...w czasie trwania zwiazku manipulowal mna.
        zastanawiam sie teraz czy on byl chory czy wiedzial co robi?
        tzn nigdy akurat mnie nie uderzyl,ale juz szarpal czasami i...plul
        na mnie!to byl szok dla mnie.wyobrazacie sobie jak moglam sie czuc?
        wszystko przez chorobliwa zazdrosc byly te awantury.i bezpodstawne i
        rozpamietywanie przeszlosci(bo ubzdural sobie ze bedac juz z
        nim,zdradzilam go).wiec albo wracal do tego albo nowe cos
        wymyslal.przyklladowo bylismy z moja para znajomych w pubie to
        wrociwszy robil mi cala noc awanture ze ten chlopak mojej kolezanki
        to mi sie podoba.ze my krecilismy kiedys,spalismy ze soba i ba pewno
        teraz tez sie sobie podobamy etc.wiec sprawy zupelnie zmyslone.

        pytam wiec osoby znajacych sie na tym temacie-jaka to jest choroba?
        dodam ze te awantury byly po alkoholu ale bez alkoholu tez tylko ze
        bez tych szarpan i klotni calonocnych.bala sie go.pamietam ten
        strach do tej pory.mimo ze mam nowego faceta,to lapie sie na tym ze
        czasami boje sie go jak np.sie napije bo wiem ze tamtego picie
        rownalo sie zawsze klotni.
        a wybaczalam mu bo tlumaczylam ze to alkohol byl winny,obiecal ze
        nie bedzie pil.nie pil dla mnie b.dlugo ale co z tego jak dlaej byl
        taki zazdrosny na co dzien.to tez bylo chore.
        moze ktos z Was opisac mi psychike tego akurat przypadku?
        do tej pory po prostu sni mi sie on i mam lekki lek po tamtym.
        • kasiulka_ja do kolia3_ltd 17.09.09, 21:47
          Przeczytalam Twoja opowiesc i poczulam sie jakbym czytala o sobie, swoim poprzednim zwiazku...
          Z ta roznica, ze ja slyszlam jeszcze pretensje, ze jestem niedobra, pewnie nie dosc kocham, pewnie chce odejsc, tylko szukam okazji, generalnie winna jestem ja.
          Tez slyszalam urojone historie, ze zamiast do pracy chodze czasami do kochanka...

          Odeszlam po 4 latach. O 4 zmarnowane lata za poźno...

          Pytasz dlaczego tak jest? Nie wiem. To nie alkohol jest winien - ja dostawalam tyle samo pretensji i podejrzen na trzezwo i po alkoholu.
          Mysle, ze sa tacy ludzie, taki maja charakter (non stop byly spiskowe teorie wysnuwane, ze jakis kolega to uwaza go za palanta, a jakas moja kolezanka to pewnie go nie lubi, itp). Po czesci tez wynosi sie to z domu... Nie musi b yc awantur w takim domu, wystarczy obsesyjna podejrzliwosc i zazdrosc tatusia wzgledem mamusi...

          Ja to juz odchorowalam, minelo ponad 8 lat od zakonczenia, ale do dzis mnie trafia na sama mysl, ze powinnam byla duuuuzo wczesniej odejsc.
          • kolia3_ltd Re: do kolia3_ltd 18.09.09, 08:37
            kasiulka_ja napisała:

            > Przeczytalam Twoja opowiesc i poczulam sie jakbym czytala o sobie,
            swoim poprze
            > dnim zwiazku...
            > Z ta roznica, ze ja slyszlam jeszcze pretensje, ze jestem
            niedobra, pewnie nie
            > dosc kocham, pewnie chce odejsc, tylko szukam okazji, generalnie
            winna jestem j
            > a.
            > Tez slyszalam urojone historie, ze zamiast do pracy chodze czasami
            do kochanka.
            > ..
            >
            > Odeszlam po 4 latach. O 4 zmarnowane lata za poźno...
            >
            > Pytasz dlaczego tak jest? Nie wiem. To nie alkohol jest winien -
            ja dostawalam
            > tyle samo pretensji i podejrzen na trzezwo i po alkoholu.
            > Mysle, ze sa tacy ludzie, taki maja charakter (non stop byly
            spiskowe teorie wy
            > snuwane, ze jakis kolega to uwaza go za palanta, a jakas moja
            kolezanka to pewn
            > ie go nie lubi, itp). Po czesci tez wynosi sie to z domu... Nie
            musi b yc awant
            > ur w takim domu, wystarczy obsesyjna podejrzliwosc i zazdrosc
            tatusia wzgledem
            > mamusi...
            >
            > Ja to juz odchorowalam, minelo ponad 8 lat od zakonczenia, ale do
            dzis mnie tra
            > fia na sama mysl, ze powinnam byla duuuuzo wczesniej odejsc.

            to dlugo z nim wytrzymalas.ja krocej-ok 1.5 roku.
            a jak w koncu doszlo do tego ze sie rozstaliscie?co to przewazylo/co
            sie stalo?
            czy takiue osoby sie zmieniaja wobec kolejnych partnerow?tzn chodzi
            mi o to czy jesli maja takie rodzaj zachowan to niezaleznie z jaka
            sa koebieta tez tak beda dalej sie zachwoywac?czy probelm byl akurat
            wtedy kiedy byl przy tej kobiecie?probuje zrozumiec jego zachowanei
            wobec mnie a wobec potencjalnych kolejnych zwiazkow(moze w
            zaleznosci co bedzie sie dzialo?akle w sumie skoro ktos ma
            eweidentni eparanoje to nie chodzi chyba o ta kobiete ale kazda?).
        • grey_hound Re: pytanie do obeznanych w tym temacie... 17.09.09, 22:12
          Na to nie ma odpowiedzi, bo jeszcze nikt tych facetów dokładnie nie zdiagnozował. Ale to są zaburzenia obsesyjno-psychotyczne. Część wywołuje alkohol. Dlatego nasilenie w przypadku wypicia. Ale część daje się zaobserwować na trzeźwo. Gratulacje, że ci się udało. smile
      • tamaryszek04 Re: Troche to głupie co piszesz 17.09.09, 20:58
        Tylko kiedy kobieta chce z tym coś zrobić, odejdzie od łotra i zasądzi mu
        alimenty, żeby móc wychować dzieci, to zaraz jest wyzywana od naciągaczki a
        facet nagle robi się świętą krową. I nawet gdyby kobieta zaharowywała się na
        śmierć i ściągała z faceta jakieś śmieszne grosze, to i tak ona jest naciągaczką
        i przez nią ubożeje państwo, a nie przez gnojka, który śmieje się ze wszystkich.
        Zawsze wtedy wyciąga się przykłady jakiś kilku naciągaczek, które rzeczywiście
        rujnują swoich byłych mężów i robi się z nich przedstawicielki. Poza tym
        rozwódka to w naszym zacofanym kraju nadal osoba niemile widziana. Dlatego
        kobiety najczęściej milczą. Zapomniałam jeszcze o rodzinach, które również nie
        widzą w swoich panach nic złego, nawet, jeżeli kobieta chodzi sina. Słyszałam
        już komentarz, ze widać, należało jej się sad
    • bezzebnypirat Bo kobieta jest jak maly fiat... 17.09.09, 19:09
      ... nie trzasniesz, to sie nie zamknie.

      A tak powaznie, to problem jest straszny, ale kompletnie mi obcy. Az dziwie sie,
      ze masz z tym tak czesty kontakt. Choc fakt, ze ja jestem mlodym facetem, to
      wyklucza mnie chyba z grupy potencjalnego 'wsparcia'.
    • evenjo Re: Nie będę już pomagać pobitym przez męża kobie 17.09.09, 21:08
      Kto się nad kim lituje, niech go potem w du.. całuje
    • metall Re: Nie będę już pomagać pobitym przez męża kobie 17.09.09, 22:03
      Bo tak już jest, że niektóre kobiety lubią "brać w pysk" od faceta i żadne
      niebieskie, czy inne linie tego nie zmienią. Dyrektywy PE też nie smile.

      Ale reagować trzeba. Jeden, ten pierwszy raz, żeby się dowiedzieć, czy kobita to
      lubi czy nie. Wystarczy chwila rozmowy.
    • tonik777 Widząc co się dzieje, czasami mam wrażenie, 17.09.09, 22:21
      że niektóre kobiety po prostu lubią być bite przez swoich mężów czy
      konkubentów.
      Ja jeszcze rozumiem, że gdyby to zdarzyło się tylko raz i w dodatku
      w mocno sprzyjających obronie okolicznościach (np. zamachnął się i
      przypadkowo uderzył) to jeszcze można wybaczyć i próbować wrócić i
      jakoś naprawić związek. Ale jeśli takie rzeczy dzieją się często, to
      co z tego, że potem przeprasza i zapewnia, że więcej już nie będzie
      skoro wiadomo, że będzie?
      • marzeka1 Re: Widząc co się dzieje, czasami mam wrażenie, 17.09.09, 22:24
        Poza tym, jak ktoś już zauważył, dlaczego sąsiadka ma też wejść w spiralę
        współuzależnienia i udawania, że pan to nie kat żony i dzieci, a cudny mąż i
        ojciec.
        • umasumak Marzeka 17.09.09, 23:37
          Często Cię czytam, nie zawsze się zgadzam, ale zawsze doceniam Twoją
          inteligencję i mądrość życiową, piszę to całkiem serio. Ale teraz wydaje mi się,
          że nie zrozumiałaś tego, o czym pisało kilka dziewcząt.
          Sąsiadka nie ma być wciągnięta w spiralę współuzależnienia. Ona ma po prostu
          pomóc, a także zrozumieć mechanizm tej spirali i właśnie nie dać się jej
          wciągnąć. Oczywiście jeśli chce nadal pomagać.
      • grey_hound Re: Widząc co się dzieje, czasami mam wrażenie, 17.09.09, 22:25
        I na takie dictum ręce opadają.
      • kzrider Re: Widząc co się dzieje, czasami mam wrażenie, 18.09.09, 12:53
        > że niektóre kobiety po prostu lubią być bite przez swoich mężów czy
        > konkubentów.

        Ja mam pecha zawsze trafiać na dziewczyny, które w poprzednim związku były bite,
        maltretowane i poniżane. I co? I kolejne związki mi się rozlatują. Na początku
        jest fajnie, mówią że jestem super bo nie biję, jestem troskliwy i pomocny. A
        potem co? Potem zaczynają się problemy gdy ja zabraniam jej uderzyć
        kota/psa/dziecko. Że "nie kocham" skoro nie pilnuję jej, pozwalam na spotkania z
        koleżankami, nie próbuję kontrolować ani ograniczać.

        Prawda jest taka, że kobiety wolą tych agresywnych - to taki atawizm.

        Dodam, że nie jestem jakimś maminsynkiem - sam się utrzymuję, mam dom, pracę.
        Sam dbam o siebie. Ale widać przez to, że nie jestem z tych spuszczających lanie
        za byle drobiazg nie jestem wystarczająco dobry. Dlaczego kobiety nie odchodzą
        od takich, którzy je leją natomiast masowo opuszczają facetów, którzy traktują
        je lepiej?

        Więc co mam zrobić? Może zapiszę się do jakiejś szkoły dla damskich bokserów i
        spróbuję wpaść w alkoholizm jeśli to pomoże mi utrzymać partnerkę?
        • grey_hound Re: Widząc co się dzieje, czasami mam wrażenie, 18.09.09, 13:22
          Bo widocznie na poważnym forum o przemocy zdarza się nam chłopak, którego laska porzuciła a o przemocy nie wie nic.
        • tapatik Z jaką suką? 21.09.09, 12:18
          s.p.7 napisał:

          > tapatik napisał:
          >
          >
          > > Na pewno więcej jest takich, którzy chciali by na pierwszej randce.
          >
          > Powiem więcej większoc chciała by od razu - tu i teraz.
          > Suki dają od razu tu i teraz.
          > Szanujace sie kobiety NIE.

          Suka to samica psa.

          Świat nie jest czarno-biały. Pomiędzy tymi postawami są też inne. Poza tym ta
          sama kobieta raz będzie chciała czekać miesiącami, a innym razem zdecyduje się
          bardzo szybko.

          > Piszesz tak jak by mi nie robiło roznicy czy wiąze sie z kobietą która pare
          > dobrych lat pracowała jako lokalna prostytutka, czy z taką która sie szanuje i
          > jest czysta.

          To samo. Co z kobietą, która nie była prostytutką, ale miała już kilku kochanków?
          Co to znaczy "kobieta jest czysta"? Dziewica? Czyli wdowa nie jest już czysta,
          bo miała seks ze swoim mężem. To mógł być Jej jedyny partner, ale czysta nie jest.

          > Facet który podziubał sobie na pierwszej rande znalazł łatwą sukę do zabawy
          > (98% facetów nie związe sie nigdy w trwały zwiazek z taką kobietą)
          > to jednorazówka,

          Skąd te 98%? Źródełko proszę.

          > On po prostu zaspokoił swoją potrzebę sekzualna z zywą istotą.
          > kobieta któa poszła na pierwszej rande jest łatwa (z reguły jest
          > łatwa - uchodzi za taką w oczach facetów ktorym oddała sie na pierwszym
          > spotkaniu)

          A facet, który na pierwszej randce poszedł do łóżka nie jest łatwy?
          To od której randki kobieta nie jest łatwa?

          > Oczywiscie moze byc tak ze facet bedzie ja kochał i jej ufał mimo tego
          > ze oddała mu sie od razu, i bedzie ja cenił i szanował.

          Może.

          > Ale to rzadkość. Wiekszosc nei bedzie potrafiła to odpycha.

          Być może. Nigdy nie trafiłem na badania, które by dotyczyły tego tematu.

          > Z punktu widzenia kobiet: (jak mi sie zdaje)
          > Jesli sie spotyka swietnego faceta o którym wiadomo ze lubiał sie zabawic i
          > imprezował... jakie to ma znaczenie?

          Lubił się zabawić i imprezować = miał już dużo kochanek?
          Czyli jak kobieta ma wielu kochanków, to się nie szanuje, ale facetowi wolno?

          > skoro pojdzie się z nim do łuzka po np 6 miesiacach znajomosci wedy kiedy
          > bedzie sie mialo pewnosc ze kocha.

          Dlaczego dopiero po 6? Skąd ta pewność, że kocha? Bo czeka 6 miesięcy?

          > Pytanie o to czy taki facet traci swoja wartosc? Swoim przeszłym zyciem? Wg
          > mniejesli nikogo nie zdradzał to nie...

          Myślę, że to zależy od kobiety.

          > Wezmy adekwatny przypadek z kobietą:
          > kobieta któa sie prostytuowala

          Zaraz, zaraz, przy facecie nic nie pisałeś o prostytucji. Wprowadzasz warunki,
          które są nieporównywalne. Zapytajmy się kobiet, która chciała by mieć za męża
          żigolaka.
          > lub byla bardzo pobudzona seksualnie i spelniała swoja potrrzbe dosc aktywnie
          > z byle kim.

          Przy facecie nic nie pisałeś, że z byle kim.

          > Przychodzi do niej facet, ona daje mu na pierwszej randce.
          > Czy taka kobieta traci wartosc swoim przeszłym zyciem?
          > Wg mnie tak, Czy ona moze otwarcie mowic kiedy z kim i gdzie oraz dlaczego to
          > robiła? I zbierze sie liste 100 chłystkow ktorzy dla zabawy sie z nia
          > przespali.

          Czyli jeśli facet ma 100 kochanek na koncie to nie traci swojej wartości, a jak
          kobieta ma 100 kochanków, to traci? Poza tym co to znaczy wartość?

          > Są osoby, które to lubią.
          > tak, ze 95% facetów lubi łatwe kobiety do zaspokajania swoich potrzeb
          > seksualnych, jesli nei sa zwiazani trwale z inną kobietą
          > i ze 85% nie mialo by ochoty się wizać trwałe - zakładać rodziny z łątwą
          > kobieta

          Proszę źródło tych liczb. Oraz odpowiedź na pytanie jak to jest u kobiet.

          >
          > > Dlaczego 20? Skąd wziąłeś tę liczbę? Z sufitu?
          > > Rozumiem, że Ty śmiejesz się z obecnych facetów swoich dawnych kobiet?
          > > A może to Oni śmieją się z Ciebie, bo mają fajną babkę, ktyórej Ty nie
          > > potrafiłeś utrzymać przy sobie.
          > >
          > > Przypomina mi się kawał jak rozwódka po raz drugi wyszła za mąż i na ślub
          > > zaprosiła swojego eks-męża. Na weselu eks sobie popił, nabrał odwagi,
          > > podszedł do obecnego i głośno zapytał się:
          > > - No i jak tam używany towar?
          > > Zapadła niezręczna cisza, którą przerwał obecny mąż:
          > > - Wiesz, po pierwszych pięciu centymetrach, to prawie jak nówka.
          >

          >
          > Ale zakładasz tutaj ze to są "FACECI" TEJ KOBIETY - BŁĄD
          > to są osoby, których NIC NIE ŁAZCYŁO POZA SEKSEM, Ci faceci byli z nia
          > jednorazowo na pierwszej randce.
          >
          > Załóżmy.
          > Spotykam jakaś dziewczynie w barze. Rozmawiamy sobie, smiejemy sie,
          > dyskutujemy, żartujemy. NAgle ją zaczyna swędzieć ci...ka - zabuzowała jej
          > libido, czy jakkolwiek to by nei nazwac. I proponuje: MOze bysmy sie
          > przespali.

          Widzę jak kobieta tak bez ogródek proponuje Ci seks....

          > Poznaje ją, zaruje z nią, byc zmoe to fajan babka, byc moze glupia jak but.
          > W tym momencie WSZYSTKO TRACI ZNACZENIE. Jesli bym szukał trwałych relacji
          > i by mi sie podobała to bym czuł ŻAL, ze jednak to nie ta, jesli chodziło by
          > tylko o jednorazową zabawe to miał bym co bym chial miec. Jesli wcale by mi
          > sie nie podobala w sensie mentalnym to nie miał by znaczenia, liczylo by sie
          > tylko jak wyglada jutro nie chiał bym jej znac.
          >
          > JAk bym si czuł widząc ja z jakims facetem? Jesli to byl by moj przyjaciel to
          > powiedział bym mu jaka miałem z nia przygodę.

          Czyli zachował byś się jak dupek.

          > jesli to by byl obcy czlowiek, i spotakł bym ich w barze... to wiem co zaraz
          > sie wyarzy, zbiorą sie pojada na chate i potem moze zacznie szukac innych
          > barów.

          Duże uproszczenie. Zakładasz, że skoro raz zdecydowała się z kimś na seks na
          pierwszej randce, to potem zawsze będzie tak robić z każdym napotkanym facetem.

          > Jesli widział bym jakiegos faceta, który w niej sie zakochał to pomysłal bym
          > ze są siebie warci.

          A to dlaczego? Myślisz, że zakochiwaniem się można sterować? Facet patrzy się na
          dziewczynę i mówi sobie - "zakocham się w niej".

          > A byt wysokiego miemania o tej kobiecie bym nie mial.

          Kilka linijek wyżej pisałeś o sytuacji w barze. O tym, że kobieta ma ochotę na
          seks i Ty też. Odwróć teraz sytuację. Co ta kobieta myśli o Tobie, skoro miałeś
          ochotę na niezobowiązujący seks na pierwszej randce.

          > a o facecie pomyslal bym ze frajer.

          Dlaczego? Skąd On ma znać przeszłość kobiety?

          > Tu bardziej chpdzi nie o to czy kobieta była "uzywana"

          Kobieta nie jest przedmiotem i w związku z tym stosowanie słowa "używana" jest
          moim zdaniem impertynenckie.

          > tylko przez kogo i w jaki sposob.



          > JEsli dziewczyna miała 1 faceta wczesniej i tylko jednego,

          A jeśli miała dwóch? Znam kobietę, która jest mężatką po raz trzeci.

          > kochali sie po slubie to wg mnie jest spoko.

          A jak przed ślubem to co?

          > Jesli miała 50 facetów którzy z nia sie zabawili jednorazowo - to zupelnie
          > inna sprawa.

          Aha. I każda kobieta ma nad pępkiem licznik, który pokazuje ilu miała pertnerów.

          > msysle ze to bardziej preferencja w szukaciu partnera zyciowego.
          > Jesli tamtemu facetowi zalerzalo by na bzykanku, to mogli by sie bzykac
          > regularnie i potem sie rozejsc, czy zbudowac więz na seksie - bywa.

          Znam związki które zaczęły się od seksu.

          > Jeslu szukał czegos wiecej to prawdopodobnie sie zawiodł i poszedł szukać
          > dalej swojej milosci.

          Ewentualnie Jej zależało na czymś więcej i to Ona odeszła poszukać lepszego faceta.

          > A na co liczyla autorka wątku? NA wiecej byzkanka? Interesy? Czy na milosc?
          > dzieci?

          Na to pytanie Ona powinna odpowiedzieć, ale sądząc po zadanym pytaniu i całości
          wypowiezdi zależy Jej na związku "długoterminowym".
        • tapatik Kzrider 21.09.09, 12:20
          kzrider napisał:

          > Prawda jest taka, że kobiety wolą tych agresywnych - to taki atawizm.

          Prawda leży pośrodku. Wpisz w wyszukiwarkę "Alpha Male".
          Ewentualnie wal na priv, bo nie wiem czy wrócę do tego wątku.
    • figrut Jedno małe pytanko 17.09.09, 22:25
      Ile z Was piszących bzdury, że kobieta lubi być bita, lubi taki stan zetknęła
      się z problemem na WŁASNEJ skórze ?
      • marzeka1 Re: Jedno małe pytanko 17.09.09, 23:32
        Chociaż problem znam tylko z przykładów 2 znanych mi kobiet, to nigdy w życiu
        nie powiedziałabym, że lubi taka kobieta być bita, bo wiem,że nie w tym
        problem,a raczej chyba psychicznej niemocy.
        Po prostu założycielka wątku kilka razy pomogła, nie zdzierżyła, gdy została
        nazwana przez kobietę, której pomagała,kłamczuchą, która chce rozbić rodzinę. I
        ona ma prawo tego nie rozumieć.
        Po prostu nie jesteśmy w stanie za kogoś przeżyć życia. Osoby, która ja znam,
        same w końcu przerwały ten zaklęty krąg, kopnęły panów w dupę.
      • joly.roger Re: Jedno małe pytanko 17.09.09, 23:49
        Ja się zetknąłem!
        Ale to na pewno nie była przemoc w rodzinie wink
        • umasumak Re: Jedno małe pytanko 17.09.09, 23:56
          joly.roger napisał:

          > Ja się zetknąłem!
          > Ale to na pewno nie była przemoc w rodzinie wink

          E no wink/ My tu nie lubimy, żeby nadawać dyskusji frywolny ton wink
    • czarna_molinezja Re: Nie będę już pomagać pobitym przez męża kobie 17.09.09, 23:32
      Dużo zależy od charakteru i siły woli bitej kobiety. Przyjaciółka mojej mamy nie
      raz nocowała u nas pobita, i to kobitka zaradna, prowadząca swoją działalność o
      niezwykle silnym charakterze. Nie dała się. Odeszła, rozwiodła się.. Ale chciała.
    • affera123 A niech się pozabijają 18.09.09, 08:32
      Każdy jest kowalem własnego losu. A życie mamy jedno. Nie ma sensu
      żyć życiem innych, na dodatek wkręcać się w oczywistą patologię.
      Moja koleżanka od lat żyje z mężem, który ją zdradza, od czasu do
      czasu bije i poniża słownie. Ale ona się nie rozwiedzie, bo "jest
      wspólne mieszkanie i dziecko". Dla mnie taka kobieta nie ma czci,
      honoru i ambicji. Liczą się jakieś materialne pierdoły i opinia, a
      cały ten cyrk trwa już 12 lat. Raz próbowałam jej radzić, ale
      powiedziała, że nie zniży się do tego, co ja (ja się rozwiodłam,
      kiedy stwierdziłam, że mój związek jest toksyczny i to działa w obie
      strony), więc dałam sobie spokój. I niech te durne dziennikarzyny
      nie jazgoczą, że polskie społeczeństwo jest zacofane i panuje
      znieczulica, bo raz na jakiś czas wychodzi na jaw, że ktoś katował
      dziecko, psa czy żonę. Sąsiedzi nie mają żadnego obowiązku
      kontrolować obcych sobie ludzi, od tego jest rodzina, żeby w jej
      obrębie załatwiać takie trudne tematy, jest też policja i są sądy.
      Jeśli baba daje się bić, bo woli mieć siniaki i ślady od przypalania
      fajkami, ale za to mieszka w willi z basenem, zamiast odejść od
      psychopaty i żyć skromniej, to źle to świadczy o takiej kobiecie.
      Ociężałość umysłowa i wygodnictwo ofiar to przyczyna tragedii, do
      których w końcu dochodzi, bo albo ona, albo on wyciąga nóż i jest
      już za późno na refleksję. Czas, drogie bite kwoki, ruszyć tyłki z
      ciepłych i miękkich foteli i wziąć się za siebie, kobieta niezależna
      mentalnie nie da się katować, a garkotłuk mentalny zawsze da sobie
      zatkać usta duperelami, prezencikami na przeprosiny i farmazonami,
      że "to już ostatni raz". Nie tylko kat jest winien, a jak już na to
      muszą patrzeć dzieci, to ofiara jest współwinna koszmaru, jaki
      przeżywają istoty bezbronne, bo nieletnie potomstwo, które nie ma
      możliwości oderwać się od takiego piekła, często też nie wie, co
      robić, kiedy tata znowu leje mamę, która za chwilę go przytula i
      gdacze jak kura, że zrobiła kotlety na obiad.
      • kolia3_ltd Re: A niech się pozabijają 18.09.09, 11:32
        affera123 napisała:

        > Każdy jest kowalem własnego losu. A życie mamy jedno. Nie ma sensu
        > żyć życiem innych, na dodatek wkręcać się w oczywistą patologię.
        > Moja koleżanka od lat żyje z mężem, który ją zdradza, od czasu do
        > czasu bije i poniża słownie. Ale ona się nie rozwiedzie, bo "jest
        > wspólne mieszkanie i dziecko". Dla mnie taka kobieta nie ma czci,
        > honoru i ambicji. Liczą się jakieś materialne pierdoły i opinia, a
        > cały ten cyrk trwa już 12 lat. Raz próbowałam jej radzić, ale
        > powiedziała, że nie zniży się do tego, co ja (ja się rozwiodłam,
        > kiedy stwierdziłam, że mój związek jest toksyczny i to działa w
        obie
        > strony), więc dałam sobie spokój. I niech te durne dziennikarzyny
        > nie jazgoczą, że polskie społeczeństwo jest zacofane i panuje
        > znieczulica, bo raz na jakiś czas wychodzi na jaw, że ktoś katował
        > dziecko, psa czy żonę. Sąsiedzi nie mają żadnego obowiązku
        > kontrolować obcych sobie ludzi, od tego jest rodzina, żeby w jej
        > obrębie załatwiać takie trudne tematy, jest też policja i są sądy.
        > Jeśli baba daje się bić, bo woli mieć siniaki i ślady od
        przypalania
        > fajkami, ale za to mieszka w willi z basenem, zamiast odejść od
        > psychopaty i żyć skromniej, to źle to świadczy o takiej kobiecie.
        > Ociężałość umysłowa i wygodnictwo ofiar to przyczyna tragedii, do
        > których w końcu dochodzi, bo albo ona, albo on wyciąga nóż i jest
        > już za późno na refleksję. Czas, drogie bite kwoki, ruszyć tyłki z
        > ciepłych i miękkich foteli i wziąć się za siebie, kobieta
        niezależna
        > mentalnie nie da się katować, a garkotłuk mentalny zawsze da sobie
        > zatkać usta duperelami, prezencikami na przeprosiny i farmazonami,
        > że "to już ostatni raz". Nie tylko kat jest winien, a jak już na
        to
        > muszą patrzeć dzieci, to ofiara jest współwinna koszmaru, jaki
        > przeżywają istoty bezbronne, bo nieletnie potomstwo, które nie ma
        > możliwości oderwać się od takiego piekła, często też nie wie, co
        > robić, kiedy tata znowu leje mamę, która za chwilę go przytula i
        > gdacze jak kura, że zrobiła kotlety na obiad.

        podpisuje sie pod tym tekstem w 100%.
        wkur...mnie jak jest ta kampania w celu reagowania,to jest obłuda!
        bo nie mowia o problemie a reagowaniem na sam skutek lrtoyy nic nie
        da,bo jak widac takie pomaganie nic nie daje.
        nic nie usprawiedliwia kobiete do siedzenia w takim bagnie.
        skoro siedzi,to znaczy ze nie umie zadbac o siebie,zyc wlasnie z
        godnoscia,samodzielna etc.
        cow iecej,uwazam ze to matki powinny byc obarczane winą za pobicie
        dzieci w rodzinie przez meza tak samo jak ci faceci!poniewaz jesli
        byly juz wczesniej interwencje i matki nie zaregowaly,sa one
        wlasneitak samo winne!

        ps-co wiecej jeszcze.,..moj narzeczony tak samo sie sparzyl w pomocy
        takiej glupiej babie.. a ze byl wtedy za granica naprawde mu sie
        sporo dostalo z ato-wyladowal na ulicy,wyrzucili go z domu bo mial
        prawo bronic bitej kobiety.jej facet,jego rodzina go wyrzucili ale
        ona nie zaregowala,mial duzo nieprzyjemnosci.dlaczego nikt o tym nie
        pisze???puste baby.
    • prawdziwy_tut Re: Nie będę już pomagać pobitym przez męża kobie 18.09.09, 08:34
      zajmuję się problemem - społecznie i zawodowo od 20 lat i wierzę,
      że może się odechcieć - działanie, które ma około 6 procent
      skuteczności!! na pytanie "i tak do śmierci będzie panią bić?"
      słyszę często "stale nie bije, a do smierci nie tak daleko" , na
      pytanie "a dzieci?" słyszę "one dorosną i odejdą, a ja mam sama
      zostać?"; a najgorsze, że ŻADNE interwencje z zewnatrz nie są
      skuteczne, dopóki ofiara nie zgodzi się oskarżyć!!! policja
      przyjedzie, socjalna zrobi notatkę służbową, ale już nawet obdukcji
      nie można zrobić bez zgody zainteresowanej! a bez dowodów
      materialnych i wniosku pokrzywdzonej sprawy nie ma i nie będzie
      • 1kierka Re: Nie będę już pomagać pobitym przez męża kobie 18.09.09, 09:15
        Kiedyś sąsiadka krzyczała, żeby wezwac policję. Wezwałam.
        Przyjechali i uciszyli sąsiada. W niedzielę szli pod rękę do
        kościoła. On na mój widok splunął, a ona nawrzucała mi od k....w.
      • figrut Re: Nie będę już pomagać pobitym przez męża kobie 18.09.09, 11:32
        > zajmuję się problemem - społecznie i zawodowo od 20 lat i wierzę,
        > że może się odechcieć - działanie, które ma około 6 procent
        > skuteczności!!
        Zajmujesz, ale czy kiedykolwiek byłaś w sytuacji takich kobiet ? Czy
        kiedykolwiek ktoś Ci zagroził "spróbuj, a zrobię ci większe piekło niż
        kiedykolwiek miałaś". Miałaś kiedyś przystawiony pistolet do głowy naładowany
        nabojami instytucji, która w założeniu powinna Cię chronić ? Miałaś kiedyś
        świadomość tego, że żadne akta nie są tak naprawdę tajne ? Może wracałaś po
        rozprawie sądowej do tego samego mieszkania co oprawca i za zamkniętymi drzwiami
        uświadamiałaś sobie, co to jest strach, kiedy pot spływa Ci po plecach, kulisz
        się w sobie i nie wiesz kiedy cios nadejdzie. Pewnie znasz to uczucie, kiedy
        wychodzisz z śpiącymi dziećmi tak jak stoisz, zgłaszasz się na policję i czekasz
        łaskawie na podwiezienie do domu maltretowanych kobiet, po czym bez dokumentów,
        ubrań, pieniędzy, szkoły, z trudem zdobytego przedszkola lokujesz się w pokoiku,
        w którym możesz pomieszkać 3 a w skrajnych przypadkach 6 miesięcy. Nikt nie
        zapewni Ci pracy, nie będzie pilnował dzieci pod szkołą, nie będzie szedł za
        tobą krok w krok. Kiedy wezwiesz policję będziesz musiała poczekać te 10-30
        minut zanim przyjadą po to, aby zanotować w notesie, że wezwanie było. Nie będą
        przy Tobie koczować minimum 12 godzin na dobę. Mogłabym wymienić tysiące różnych
        przeszkód, o których kobieta przed kompem i z kawką w dłoni (ja ja teraz) nie ma
        zielonego pojęcia i nie potrafi sobie tego uzmysłowić. Przedstawiłam tu zlepek
        różnych problemów różnych kobiet, które poznałam na spotkaniu kobiet z niebieską
        kartą.
        Wniosłam sprawę do sądu, podpisałam stosowne dokumenty. Wyrok - kilka miesięcy w
        zawieszeniu, dojście do tego durnego wyroku trwało 1,5 roku i..... te kilka
        miesięcy w zawieszeniu wielkie g... dały. Do tego co trzeba w takiej sytuacji
        zrobić, doszłam sama. Zaczęłam ćwiczyć, podnosić ciężary, jestem na tą chwilę
        jeśli nie silniejsza, to równa siłą. On wie, że jeśli by mnie teraz uderzył, ja
        nie pozostanę mu dłużna. Musiałam go przekonać, że zemszczę się zawsze, nie
        odpuszczę i nie cofnę się przed niczym.
        Prawo. Tu najwięcej do zrobienia jest w prawie - ma być żywe, nie martwe. Nic
        nie da wyrok, skoro kobieta nadal nie czuje się bezpieczna i jest bezradna.
        • prawdziwy_tut Re: Nie będę już pomagać pobitym przez męża kobie 19.09.09, 08:01
          jasne, ze nie byłam w takiej sytuacji, bo ręka pierwszy raz na mnie
          podniesiona byłaby podniesiona [po raz ostatni zarazem - ale moja
          praca to nie jest siedzenie przed kompem z kawką, tylko łażenie po
          mieszkaniach, w których dzieje się cos złego, wystepowanie o pomoc
          prawna i socjalną, włóczenie sie po urzędach, szkołach i
          komisariatach, starcia, słowne i czynne, z damskimi bokserami - nb
          moje dane też nie sa chronione, oni wiedzą, jak wyglądam, jak się
          nazywam, gdzie pracuję, którędy chodzę , znają mój telefon i maila -
          i cholera mnie trzaska, kiedy kobieta przeszła juz przez najgorsze,
          sprawa jest w toku, do wyroku pięć minut, włozyłam w to czas, nerwy,
          strach, po czym ofiara przemocy wycofuje się, bo on obiecał , że sie
          zmieni, albo jak mozna dzieciom ojca zabierać, one potrzebują
          męskiej ręki w domu, albo on bije, ale jednak pieniądze przynosi, a
          tak to z czego ona będzie żyła...
    • three-gun-max Taki typ 18.09.09, 09:29
      Taki typ, kobieta musi mieć bat nad sobą. Nie wtrącać się, wszystko jest jak należy.
    • dido0808 Re: Nie będę już pomagać pobitym przez męża kobie 18.09.09, 10:20
      Lilianko kochana . Pomagaj,prosze Cie,pomagaj i sie nie zniechecaj.W
      sytuacji które opisałaś ja byłem dzieckiem-nigdy nie rozumiałem
      dlaczego mama sie z tym godzi i dlaczego tak,,musi,,być ale zawsze
      byłem i do dziś jestem wdzieczny wszystkim którzy wtedy reagowali i
      pomagali.Dziękuje Ci bardzo.
      • malgosiek2 Re: Nie będę już pomagać pobitym przez męża kobie 18.09.09, 23:20
        Moją sąsiadkę mąż pobił RAZ w obecnosci dzieci,ktore błagały by
        przestał i do tego stopnia,że miała uszkodzony kręgosłup.
        Wezwana policja wręcz błagała ją,aby NIE wycofywała zgłoszenia,bo
        wiele kobiet tak robi.
        Dziewczyna NIE wycofała,a sprawa jest w sądzie o znęcanie się nad
        rodziną i rozwód.
        Więc chyba można......
      • okrent9 Re: Nie będę już pomagać pobitym przez męża kobie 19.09.09, 04:42
        dido0808 napisał:

        > Lilianko kochana . Pomagaj,prosze Cie,pomagaj i sie nie
        zniechecaj.W
        > sytuacji które opisałaś ja byłem dzieckiem-nigdy nie rozumiałem
        > dlaczego mama sie z tym godzi i dlaczego tak,,musi,,być ale zawsze
        > byłem i do dziś jestem wdzieczny wszystkim którzy wtedy reagowali
        i
        > pomagali.

        Ja się dopiszę. Do dziś pamiętam zupełnie obcą osobę, która wstawiła
        się za mną i moim młodszym bratem (ja miałam wtedy nie więcej niż 8
        lat), kiedy mój pijany ojciec usiłował zamówić kolejne piwo. Byliśmy
        na drugim końcu kraju, nie było wtedy telefonów, nie znałam tam
        nikogo, nie wiedziałam nawet, jak z lokalu, do którego zaciągnął nas
        ojciec, wrócić do tymczasowego miejsca pobytu. Kelnerka ośmieliła
        się zwrócić mojemu ojcu uwagę, że wypił już za dużo. Myślę, że tylko
        dzięki temu nie schlał się wtedy w trupa i nie padł pod stolik,
        zostawiając mnie, ośmioletnią, odpowiedzialną za młodszego brata, na
        końcu świata... Nigdy nie zapomnę wdzięczności, jaką wtedy czułam
        dla tej obcej kobiety.
    • mimose Re: Nie będę już pomagać pobitym przez męża kobie 19.09.09, 08:07
      Tak jak jest edukacja seksualna, tak powinna być na temat przemocy. Bo widzę, że
      połowa osób piszących tutaj nie ma zielonego pojęcia o problemie.

      Wysiliłabyś się chociaż i postawiła się w jej sytuacji. Co Ty myślisz, że jak
      przyzna, że mąż ją pobił i złoży takie zeznania, policja odjedzie i co? Wtedy
      będzie już cacy? Przecież ona może taki oklep dostać, że się z podłogi nie
      podniesie.

      Ludzie, nie macie pojęcia co to jest strach, jakie jest postępowanie człowieka w
      strachu i stresie. A jak nie macie pojęcia, to proszę, nie piszcie tych
      wszystkich bzdur, że kobiety lubią być bite, że są głupie, bo pokazujecie swoje
      własne ubóstwo w myśleniu i empatii, i niezrozumienie.

      Proponuję przeczytać post Figrut (parę postów wyżej) i wyobrazić sobie tą sytuację.
      • prawdziwy_tut Re: Nie będę już pomagać pobitym przez męża kobie 19.09.09, 08:37
        oczywiście powinna być edukacja, to podstawa, bo większość ofiar -,
        faktycznych i potencjalnych - nie potrafi przemocy rozpoznać ani
        nazwać; gdyby je od małego uczono, że nazywanie ku.wą albo szmatą,
        wpieranie, że " beze mnie zginiesz", odsuwanie od rodziny i
        znajomych TEŻ jest przemocą, tych bitych byłoby duuużo mniej; ale
        jeśli dziewczyna przez całe życie słyszy w domu, szkole i kościele,
        że to ona odpowiada za atmosferę w domu, że wspólne zycie wymaga
        kompromisów , de facto tylko jej kosztem, że jak mąż ją zwymyślał
        albo obraził, to przecież nerwy go poniosły, ludzka rzecz, ze jak
        popchnął czy szturchnął, no to się przecież każdemu może zdarzyć...
        a potem leci, latami i pokoleniami - obserwuję już kolejnych
        damskich bokserów i kolejne ofiary przemocy, wyrosłe w tych domach,
        w których zaczynałam pracować 20 lat temu - dla nich takie
        zachowanie to jest NORMA , a nie patologia, przeciez zawsze tak
        było...
        • lesialesia Re: Nie będę już pomagać pobitym przez męża kobie 20.09.09, 21:36
          z jednej strony takie kobiety faktycznie nie mają charakteru, są niezaradne,
          pierwsze uderzenie męża zabrało im całą godność. każdy jest kowalem własnego
          losu i sam instynkt każe uciekać od zagrożenia. ciągle pokutuje mit, że lepszy
          mąż niż staropanieństwo i jeszcze samotne wychowywanie dziecka
          z drugiej strony życie z katem pod jednym dachem to troche jak alkoholizm... nie
          tak łatwo powiedzieć sobie koniec, wyjść z domu i nie wrócić- no bo gdzie pójść?
          a jak mąż i tak znajdzie a wtedy skatuje do nieprzytomności za ucieczkę? policja
          może i pomoże, a może nie pomoże- tyle się słyszy, że policjanci lekceważą i
          niewiele mogą zrobić. zabiorą męża do aresztu na 24 godziny a później wypuszczą
          do domu- no i znowu katowanie za to że żona ich wydała.
          to wszystko nie jest takie proste, na świecie są inne kolory niż biały i czarny.
          troche rozumiem co czuje autorka wątku- rozczarowanie, bo pomoc idzie 'na
          marne', ale pare postów wyżej ktoś napisał mądrą rzecz- lepiej pomóc 100razy za
          dużo niż 1 raz za mało. nigdy nie zetknęłam się z przemocą, ale chyba jednak
          wolałabym pomóc, bo gdyby ta kobieta któregoś dnia została skatowana na śmierć
          wiedziałabym że robiłam co mogłam żeby jej pomoć...
    • visell Re: Nie będę już pomagać pobitym przez męża kobie 22.09.09, 05:30
      Zgadzam się z jednym: jeśli w rodzinie są dzieci, nie wahałabym się ani chwili z
      pomocą
    • taka_tam Re: Nie będę już pomagać pobitym przez męża kobie 22.09.09, 15:30
      He, he! Mój znajomy też rzucił się kiedyś na pomoc bitej sąsiadce i gdy
      doszło do szamotaniny między nim a mężem sąsiadki, nieszczęśnica
      zaczęła ratować swego oprawcę. Moja rada dla Lilianki77 - donosić
      policji, ośrodkom interwencyjnym, przedszkolom czy szkołom do których
      uczęszczają ich dzieci. Przede wszystkim wspierać dzieci. Swoją drogą
      musisz mieć jakiś specyficzny rys osobowościowy, który przyciąga do
      Ciebie kobiety - ofiary...
      Pozdrawiam
    • baabcia Re: Nie będę już pomagać pobitym przez męża kobie 23.09.09, 22:36
      jak widać siedzenie z tłuczkiem jest jak alkoholizm - nie do zrozumienia i nie
      do pokonania; trzeba reagować z dwóch powodów - dać szanse kobietom a zwlaszcza
      dzieciom!!!! czasem któraś załpie że trzeba się wyrwać chociaz to bardzo trudne
      dla niej ; a jesli nie załpie to nalezy reagować dla własnego spokoju - oni
      oboje maja widzieć ze nam się to nie podoba i mamy prawo do swietego spokoju;
      maja wiedzieć że nikt nie będzie pozwalał na chowanie dzieci w takim piekielnym
      związku; kobieta musi poczuć ze jest szansa na wyjście z tego ale jesli trwa w
      takim piekle to nikt jej nie zlauje ale wręcz potepia bo krzywdzi dzieci gorzej
      niż tłuczek!!!!
      Nie ma wytłumaczenia dla matki kóra nie spiernicza z takiego domu - nie wolno
      tego robić dzieciom!!!!
      Policje trzeba wzywać za każdym razem i natychmiast - bo nikt nie ma prawa
      zakłócać naszego spokoju - pozabijają się a my zostaniemy z wyrzutami sumienia
      do końca zycia; jak sa sami niech sie leją ale po cichu; jak maja dzieci nie
      wolno im tak zyć ;
      Swoją drogą to mogli by w TV podpowiedzieć czasem jak nalezy pomagać w takich
      wypadkach żeby to było skuteczne;
      Dobrze jest na początku awantury pukać i pytać : czy cos się stało czy nie
      trzeba państwu w czymś pomóc? ja sie bardzo boję bo kiedyś moją sasiadkę
      odratowano w ostatniej chwili i ja juz nigdy nie będe nasłuchiwał i czekała -
      darujcie państwo że zapukałam ;
      Na ogół to pomaga a jak nie to natychmiast dzwońcie na policję
    • roewelina to i ja coś napiszę.. 24.09.09, 20:43
      ciężki to temat... niestety mam naoczne doświadczenie i zaangażowanie
      nastoletnie w pomocy kobiecym ofiarom przemocy męskiej...

      najpierw przytoczę jeden aspekt sprawy:

      www.youtube.com/watch?v=1iUoqTaowaI&feature=PlayList&p=31DC45F27275B0C2&playnext=1&playnext_from=PL&index=51
      a tu text: www.tekstowo.pl/piosenka,tracy_chapman,behind_the_wall.html

      a po polsku - podejście policji do tego typu sytuacji, do interwencji w takiej
      sytuacji. nie lubią przemocy rodzinnej. spóźniają się na wezwania... czasami
      unikają wyjazdu. wstrętni prawda??
      ale czy tylko służbiści bez serca?? czyżby??

      mam w rodzinie człowieka, który jak kocha to leje... psychopata taki... znam
      cztery kilkuletnie historie jego kobiet...
      każda była inna. kobieta, bo historia była smutnie identyczna. pierwsza to
      miłość wielka, pierwszy poważny jego związek. ślub, dziecko i... koszmarrr...
      powodem do tłuczenia było wszystko, słona zupa, impreza zakrapiana, pożądliwe
      spojrzenia innych facetów... i jeszcze tłumaczył, że on tak namiętnie kocha. że
      aż go rozsadza agresja i bić musi... były szczęki połamane, cięcie, przypalanie
      papierosem... były złamania otwarte po strąceniu ze schodów... były interwencje
      policji.. funkcjonariusze odprawiani z kwitkiem, funkcjonariusze zabierający
      agresora na wytrzeźwiałkę... były nocne kołatania do drzwi naszego domu, a za
      nimi kobieta, która stłuczona boso przybiegała trasą kilkukilometrową w środku
      nocy po pomoc... były bilety jej kupowane do rodziny, cichaczem wywożenie na
      dworzec, żeby odjechać mogła bezpiecznie...i wracała i tak lat średnio 3 do 4 ...
      potem była śliczna dziewczyna, nie wiem, co robiła z tym debilem.. tak samo się
      działo, tyle samo trwało... w końcu nie wróciła skamlając z tęsknoty pełna
      nadziei na sielankę i że się teraz na pewno zmieni ... może wstawiła sobie już
      zęby, może bark wielokrotnie łamany już jej nie dokucza... nie mam wieści o
      niej, ani o żadnej innej...
      potem była 17 letnia dziewczyna, nieładna, ale przesympatyczna, rzuciła szkołę,
      rodzice błagali, odbijali, straszyli, ale skończyć zdążyła 18 lat.. do końca 19
      roku życia zdążyła stracić kilka zębów, złamać niechcący nogę i rękę... kilka
      razy przybiec nocą do mojego rodzinnego domu, błagając o shcronienie i pomoc,
      wracała kilkadziesiąt razy to swego oprawcy, ostatni raz nie wróciła, w końcu
      zamieszkała pod Warszawą u siostry... znalazła jej pracę, ale co dalej - nie wiem.
      ostatnia to najwytrwalsza zawodniczka, powiedzmy sobie zawodowiec, uciekła od
      męża oprawcy, pijaka, zostawiając 5 dzieci, którymi podzieliła się z domami
      dziecka jej siostra... drobinka taka pracowita w sumie rzeczy... jak przestała
      pić. bita zagryzała resztki zębów, na opuchniętych wargach, odsyłała
      policjantów, a jakże, waliła do drzwi domu naszego... dostawała pieniądze na
      bilet do lepszego świata... ale wracała, a nawet powiła mu dziecię, które razu
      pewnego "opieka społeczna" zabrała. do rodziny zastępczej. teraz nie piją...
      dziecko może już nie pamięta...

      i dlaczego policjanci nie chcą się wracać? bo oni to nie moi rodzice, którzy po
      kilka lat mieli cierpliwość i bezwarunkowe współczucie dla tych ofiar... fakt,
      dwie udało się uratować, trzecia sobie radzi, teraz jakoś spokój - może już
      debil nie kocha tak mocno??
    • iwonaje Re: Nie będę już pomagać pobitym przez męża kobie 26.09.09, 13:54
      lepiej nie dzwoń po policję! Skoro bita pani mówi policjantom, że u
      nich jest spokojnie a Ty złośliwie małżeństwo jej rozbijasz to może
      się dla Ciebie źle skończyć.
      W Metrze był ostatnio artykuł o informatyku, który wezwał policję a
      oni zamiast mu pomóc i uciszyć sąsiadów skierowali wniosek do sądu
      o ukaranie wzywającego za bezzasadną interwencję.
    • aga.ptaszek.83 Re: Nie będę już pomagać pobitym przez męża kobie 26.09.09, 17:40
      Jestem dzieckiem kobiety które jest bita przez męża od 29 lat. Ja obecnie mam 26
      lat. Mam męża i małego rocznego synka. Mieszkamy niestety z moimi rodzicami bo
      nie stać nas na własne mieszkanie. Mąż mojej mamy (nie nazwę go ojcem bo nie
      zasługuje na to) używał też przemocy wobec mnie i moich dwóch sióstr. Jak byłam
      mała panicznie się bałam wszystkiego. Do tej pory boję się osób pijanych. Od
      jakiegoś czasu dopiero potrafię postawić się temu człowiekowi ale to niestety
      nic nie daje. Jak się nie wyżyje jednego dnia to nadrabia następnego. Woziłam
      mamę po szpitalach ale nie chciała zgodzić się na obdukcję. Tłumaczyłam żeby
      złożyła podanie o rozwód. Mówiła że nie chce by wyjdzie na to że z jej winy
      będzie rozwód. Najgorsze jest to że dostanie jednego dnia ale wieczorem idzie do
      niego spać a na drugi dzień obiadek dla mężusia przecież musi być. Nikt nam od
      początku nie chciał pomóc. Wszyscy udawali że nie widzą problemu. Policji nikt
      nigdy nie wezwał. Przez to ja mam teraz problemy we własnej rodzinie. Jestem
      nerwowa, wybuchowa, robię awanturę mężowi że jedno piwo wypije. Więc jeśli
      możecie chociaż trochę pomóc to nie zastanawiajcie się. Dla dziecka nawet
      najmniejsze zaiteresowanie jest ważne. Boję się że zafunduję swojemu synkowi
      taki sam los jaki ja miałam.
    • baabcia nie wytrzymam! 26.09.09, 20:08
      zajrzałam co tu dalej się dzieje i ręce opadają i wracają wspomnienia związane
      z tłuczonymi kobietami i dziećmi.
      Kobiety róbcie cos z tym - nikt nie zrobi tego za Was - a jesli tylko
      postanowicie z tym skończyć prawie wszyscy Wam pomogą. obojetne sa na ogół tylko
      osoby kóre same nie mają odwagi sie uwolnić i działaja na zasadzie "mnie leje to
      i niech on cierpi tak ma być, leje to pewnie jej się należy"
      A ja powiem "bicie jest głupie" - super reklama w radiu przeciwko przemocy!
      Z dzieciństwa pamiętam sasiadów gdzie księgowy prał kobiete - chciał ja zabić -
      wpadali w trójke do nas ona i dwóch synków w pizamach; ona chyba z powodów
      religijnych albo innych rano przebaczała sku...synowi; potem on poszedł siedzieć
      cos skecił w robocie na wódeczke ; chłopcy byli wspaniali - moi rówiesnicy ale
      kiedy zaczeli dorastać zaczęli pić - obaj nie zyja jeden wyskoczył z okna
      zostawił dzieciątko małe; drugi przemarzł lezac w rowie potem chorował nie ma go
      już; chłop jak wyszedł z więzienia wrócił - był zameldowany - wykorkował; a ta
      pani jest bardzo schorowana samotną osobą - dobrze ze ma wspaniałych sasiadów i
      pomoc społeczną.
      Mogła odejsc i mieć dwóch wspaniałych synów - koniec kropka - ona zdecydowała o
      swoim i ich losie! Nie jestem okrutna tylko odpowiedzialna.
      I jeszcze coś co może choć jednej osobie uświadomi, ze jesli mieszka się z
      pijakiem oprawcą - czy trzeźwym oprawcą to zawsze obie osoby są porabane -
      uzaleznione i obie musza szukać terapii - dla siebie! nie dla partnera.
      Mam syna, ktory mial pecha i miał ojca alkoholika - kiedy umarła mu mama ja
      przyjełam go do swojej rodziny. Miał 16 lat i wydawało mu sie ze wie o
      alkoholiku wszytsko - słuchal co ja mówię ale wiedział swoje. Był pewien, ze
      jego ojciec nie będzie słuchał mnie tak jak nie słuchał żony i był pewien, że ja
      tego chłopa bede sie bała. Nie bałam się a nawet jak miałam watpliwosci czy mi
      gosc na ulicy nie przywali nie pokazywałm tego - zachowywałm się stanowczo i
      konkretnie gadałam, kiedy musiałam z nim cos załatwić. Mój syn opowiedział mi że
      nie wierzył, ze tak moze być, ze to ten facet bedzie schodził z drogi kiedy ja
      idę. Nigdy ten człowiek do mnie niepodskoczył! Dzis juz nie zyje!
      A mój syn ma rodzine i nie pije - wie ze musi się pilnować bo bagaż ma fatalny i
      geny i wiele lat w domu z akloholikiem - wie że kiedy zdarzy się w zyciu kryzys
      jemu przyjdzie do głowy znany schemat rozwiązywania problemów; oby moje
      przestrogi i kilka lat w domu gdzie nikt nie bał sie pijaków pozwoliły mu być
      szczęsliwym do końca zycia. Trzydzieści pare lat ma za soba i jest świetnie.
      Napisąłm o tym, zeby kobiety kóre siedzą z tłuczkami i pijakami wiedziały ze
      albo wyjda z tego domu chocby na ulice i beda miały szczesliwe dzieci albo
      skarzą swoje dzieci na podły los! Córka alkoholika czesto ma męża alkoholika bo
      ona rozumie takiego gościa.
      Pamietajcie ze dzieci wychowuje się przykladem nie gadaniem. Uciekajcie od
      pijaków, a potem walczcie o mieszkanie itd wiem ze to trudne jak cholera ale w
      zyciu sa rzeczy najważniejsze! Z pijakiem i oprawca nigdy!
      Czesto jest tak, ze stanowczosc rodziny uswiadamia pijakowi co to jest
      alkoholizm i co moze z tym zrobić. A jak chce to zrobi! W tym roku widziałam
      zjazd trzeźwych alkoholików we Wrocławiu w Hali - budujacy widok ile osób jest
      szczęsliwych bo już nie piją.
Pełna wersja