marmyrek
08.01.04, 10:05
Wczoraj długo rozmawialiśmy - kilka godzin - taki ping pong - ja swoje on
swoje. I wiecie co - tak naprawdę on nosi w sobie obraz swojej matki jako
ideału żony i matki - ona nie dopuściłaby do spleśnienia chleba w szafce.
Szanuję ją bardzo, typ kobiety, która faktycznie dbała o dom perfekcyjnie, ze
wstawaniem o 4 rano, by przygotować obiadek dla męża, nigdy nie narzeka. Co z
tego skoro mąż jej za to bardziej nie kocha - nawet nie dostaje od niego
prezentu pod choinkę, bo po co. Efektem naszej rozmowy jest obietnica z jego
strony że pójdziemy razem do specjalisty (on wierzy że ja nie mam racji i
ktoś to potwierdzi - nie ważny jest powód, byleby poszedł - ja nie
popuszczę). Liczę że jakoś się pozbieramy, skoro bardzo mnie kocha- jak
zapewnia. Została jakas rysa we mnie i rzeczywiście potrzebuję wsparcia
psychologa. Zależy mi jednak na utrzymaniu rodziny pod warunkiem, że nie
będzie w niej miejsca na przemoc, pod jakąkolwiek postacią. Dziękuję raz
jeszcze za wsparcie, dzięki temu wczoraj po raz pierwszy podczas tak długiej
rozmowy nie rozbeczałam się. Wierzę, że się uda. Marmyrek