asiula1987
20.09.09, 21:25
mój mąz zawsze interesował sie militariami. policja wojsko karabiny itd to
jego pasja, jego zycie, niestety ze wzgledu na obecna trudna sytuacje w Polsce
nie bardzo moze dostac sie do policji (a to by mi nawet pasowalo) zamiast tego
wymyslil ze wstapi do wojska...
mowi i mowi o tym, o wyjazdach do afganistanu przekonuje mnie tym ile ci
zolnierze zarabiaja itd...a jak ja pomysle ze mialby wyjechac na tyle miesiecy
gdzies gdzie codziennie gina ludzie, narazac sie na takie niebezpievczenstwo
majac mnie i malutkie dziecko to mi sie plakac chce..
tyle sie slyszy teraz o tych zamachach bombach smierci, tyle rodzin
osieroconych przez zolnierzy i tak sie slyszy ale za chwile to wypada z glowy
i zyje sie wlasnym zyciem...a pomyslcie jakbyscie tak codziennie musialy sie
zmagac z tym stracehm czy jeszcze zyje...czy jutro bedzie zyl,codziennie te
same pytania az w koncu schiza i myslenie kiedy ja uslysze ze nie zyje moj mąż...
nie chce niczego mężowi zabraniac, wiem ze to jego wielka pasja i nie mam
prawa zabierac mu marzen a moze moge wymagac od niego zeby z nich zrezygnowal?
dla niego rodzina jest najwazniejsza ale te zainetersowania i chec zdobycia
dobrze platnej pracy go nęcą
temat moze sie wydawac banalny ale gdy by tak kazda z was sie wczula tak
naprawde i pomyslala ze zostaje tu z dzieckiem a mąż jedzie gdzies gdzie w
kazdej chwili moze zginac i juz nigdy nie wrocic...a moze przewrazliwiona jestem?