Czy Wasi mezowie pomagaja?

09.01.04, 04:30
Drogie e-mamy mam czytam wasze porady i mam nadzieje, ze i w tej sprawie cos
poradzicie.
Maz pracuje na poltora etatu i naprawde ciezko haruje (przewaznie).
Ja "siedze" w domu z naszym 21 miesiecznym synkiem i w zasadzie odkad sie
maly urodzil to caly ciezar spadl na mnie.
Maz wraca z pracy i od razu wlacza telewizor, kladzie sie na kanapie i
narzeka jaki to mial ciezki dzien. Wkurza mnie to czasami bo nawet nie
siadzie z synem, zeby sie pobawic. Maciek przychodzi do taty, ktorego bardzo
kocha i troche sie tam pobawia, ale jak tylko ja pojawiam sie na horyzoncie
to synus przybiega do mnie i na tym zabawa z tata sie konczy.
Slysze jak inne babki robia plany na "babskie posiadowki" zostawiajac dzieci
z mezami. Ja o czyms takim to moge sobie tylko pomarzyc bo gdy wychodze z
domu bez synka (nawet na pol godziny) to przewaznie wracam do placzacego z
rozpaczy dziecka i wpirzonego meza. Kiedys mielismy troche goraca rozmowe na
ten temat i przez krotki okres czasu troche bylo poprawy, ale potem znow
powrot do narzekan i "jaki jestem zmeczony". Przez to, ze nie mamy tu duzej
rodziny Maciek przebywa tylko ze mna i jest do tego przyzwyczajony. Trzeba go
bardzo szybko czyms zajac i caly czas podtrzymywac zabawe, zeby o mnie nie
pytal lub nie plakal.
Ostatnio bylismy u przyjaciol i wujek tak szalal z Mackiem, ze dziecko przez
ponad godzine nawet nie wspomnialo o mamie. Gdy powiedzialam to mojemu
mezowie odparl obrazony, ze widocznie on nie umie sie dzieckiem zajac i ucial
rozmowe. Widzialam, ze zrobilo mu sie przykro i nawet nie probowalam ciagnac
tej rozmowy.
Wiecie jak to jest czasami po dlugim dniu z dzieckiem naprawde chce sie wyjsc
z domu na spacer lub chocby do sklepu samotnie, zeby "odpoczac"
Dodam tylko, ze maz bardzo nas kocha i swietnie nam sie uklada, naprawde w
wiekszosci jest fajnym facetem.
I moje pytanie czy ja sie czepiam i powinnam sie po prostu przyzwyczaic do
tego, ze niektorzy sa tacy; czy rzeczywiscie powinien mi wiecej pomagac?
Jezeli tak to jak go zachecic tak aby nie czul sie przyciskany do muru.
    • kasia_mm Re: Czy Wasi mezowie pomagaja? 09.01.04, 08:48
      nie będę ci prawiła morałów dawała rad - wszystko o kant d..potłuc- mam takiego
      samego męża, tylko jego zmęczenie jest ważne ja jak siedzę w domu to NIC nie
      robię i koniec
      napisz skąd jesteś - jeśli z W-wy chętnie zrobię z Tobą razem bunt i możemy się
      wyrwać na godzinę czy dwie w jakiś weekend chociażby wystawy pooglądać

      i ... hihihi w takich buntowniczych sytuacjach zawsze mi się przypomina hasło z
      Sexmisji Machulskiego : "Liga rządzi liga radzi Liga nigdy cię nie zdradzi"
      smile)))))

      pozdrawiam
      moj mail kasia@bmnet.pl GG1812068
      • yola66 Re: Czy Wasi mezowie pomagaja? 09.01.04, 09:48
        Z moim mężem od samego początku staramy się dzielić opieką nad dzieckiem.
        Nigdy nie ma problemu jeżeli chce gdzieś wyjść na babskie pogaduchy czy po
        prostu wyjść na spacer. Tak samo wiadomo jest w drugą stronę - kiedy mój mąż
        wychodzi sam na piwo z kolegami, nigdy nie robię problemów. Wiadomo, że na
        początku nie było tak różówo. Nie raz było tak że jeszce dobrze nie wyszłam z
        domu a mąż dzwonił, że dziecko płacze i on nie wie co zrobić... Ale w końcu
        sobie poradził, a ja wykazywałam się dużą konsekwencją. Chociaż nie jeden
        wieczór spędziłam nasłuchując czy przypadkiem nie dzwoni moja komórka.
        Wydaje mi się, że musiscie pogadać ze swoimi partnerami... Każdy czasami
        potrzebuje odmiany i odpoczynku. To że stałyśmy się matkami wcale nie oznacza
        konieczności rezygnacji ze wszystkich planów, marzeń, przyzwyczajeń. Wiadomo,
        że z wielu (nawet bardzo wielu) rzeczy trzeba rezygnować, ale dla własnego
        zdrowia psychicznego trzeba też mieć czasami chwilę dla samej siebie.
        Powodzenia
        Jola i Bartek (05.04.03)
    • kerstink Re: Czy Wasi mezowie pomagaja? 09.01.04, 09:37
      Jestem bardzo uczulona na sformulowanie 'maz pomaga w domu', raczej powinno byc,
      ze 'wlacza sie w wykonanie wspolnych obowiazkow', co oczywiscie dziwnie brzmi.
      Ale tak powinno byc.
      Czytalam ostatnio ksiazke 'Mezczyzna to tez czlowiek' - rozmowa z W.
      Eichelbergerem, gdzie on podkresla, ze przekonanie, ze mezczyzna powinnien
      jedynie zarabiac pieniedzy na utrzymanie rodziny, jest bledne. Po prostu to nie
      wystarczy, jesli ten mezczyzna ma dzieci.
      Mysle, ze wiele mezczyzn idzie na latwizne. Wygodnie sie nie meczyc malymi
      dziecmi i niestety nie wiedza, albo pozniej z zalem rozumieja, ile traca, jesli
      nie od poczatku zbuduja dobre wiezi z dzieckiem. Dobrze wlasnie uswiadomic to
      tatusiom. Moze to ich zacheca do wspolnej zabawy ?

      K.
    • sylvic Re: Czy Wasi mezowie pomagaja? 09.01.04, 10:53
      Dla mnie sprawa jest oczywista - gdyby był z tych facetów "nieudzielających
      się" w domu to by nie był moim mężem.
      Ale tak na serio to zależy od wielu czynników- jeśli haruje na budowie
      fizycznie to ma prawo być zmęczony.
      Mój mąż też dużo pracuje - normalny etat + inne zlecenia.
      Ale nie jest to praca fizyczna, ale w takim samym charakterze jak moja - więc
      cóż jest tak samo zmęczony jak ja (no czasami trochę dłużej).

      Więc sprawa jest prosta.
      Fakt synek jest bardziej związany ze mną więc automatucznie to je poświęcam mu
      więcej czasu ale od początku "uświadamiałam" męża, że powinien poświęcać
      dziecku jak najwięcej czasu.
      Zresztą juz kiedyś mieliśmy sytuację gdy "tata, jest be.." i "ja lubię być
      tylko z mamą" - i nie było to chyba dla niego miłe więc stara się jak może.
    • lena99 Re: Czy Wasi mezowie pomagaja? 09.01.04, 10:56
      Witaj,
      Ja też 'siedzę' w domu z dzieckiem, mąż pracuje, a popołudniami i w weekendy
      wykańcza nasze mieszkanie (na drugim końcu miasta, niestety). Ale od samego
      początku bardzo mi pomaga, bo wie jaki człowiek jest zmęczony po całym dniu z
      dzieckiem. Do jego obowiązkusmile należy kąpanie synka i układanie do snu.
      Naprawdę na palcach jednej ręki mogę policzyć dni, kiedy ja myłam dziecko (bo
      mąż wyjechał). Dzięki temu mąż ma okazję pobyć trochę z synkiem, a ja mam
      większy luz wieczorem. Chodzę też 2 razy w tygodniu na język, głównie po to,
      aby pobyć trochę między ludźmi i pogadać o czymś innym niż wychowanie dziecka.
      Nie wiem, czy w twojej sytuacji cos takiego mogłabyś zrobić. I nie martw się,
      że dziecku będzie działa się krzywda (no wiesz, serce matki), ja też na
      początku bardzo się bałam, czy mąż zrobi wszystko ok, no oczywiście nie robił!
      Np. ubrał nie tak, jak trzeba, dał coś innego do zjedzenia itp. Ale nie
      czepiałam się szczegółów, ważniejsze, że dziecko było zadowolone, a mąż
      zobaczył, że 'siedzenie' z dzieckiem w domu ma naprawdę niewiele wspólnego z
      siedzeniem.
      Nie ma też chyba sensu porównywanie zachowania innych (ten wujek!) z
      zachowaniem męża. Każdy jest inny i naprawdę nie każdy umie się świetnie bawić
      z dzieckiem. Ja np. mam z tym kłopot. Ale tu nie chodzi o zabawianie dziecka
      ale wspólne przebywanie, wychowanie i po prostu kochanie.
      Gusiu, jeśli rozmowa z mężem nie pomaga, to zacznij wprowadzać w życie zmiany.
      Gdy mąż wróci z pracy, wyjdź z domu pod jakimś pretekstem! Daj im trochę czasu
      na pobycie ze sobą. W skrajnym przypadku możesz wypróbować wyjazd do rodziny
      oczywiście jedziesz sama, a mąż bierze urlop i opiekuje się dzieckiem. Tylko
      przypadkiem nie zostawiaj w lodówce obiadów na cały czas nieobecności (znam
      taki przypadek). Trzymaj się mocno! Pozdrawiam, Lena
    • koleandra Re: Czy Wasi mezowie pomagaja? 09.01.04, 14:11
      Oj, skad ja to znam?......Moj maz identycznie jak wraca z pracy to tylko je ,
      spi, siedzi przed komputerem a jak nie to oglada TV. Nasza corka ma rok i tez
      siedze z nia caly czas. Jak moj maz jest w domu to staram sie wychodzic po
      jakies zakupy itp. ale jak wracam do domu to jest straszna awantura ze dziecko
      plakalo a mnie dlugo nie bylo. Ja nawet nie moge wyjsc do lazienki bo moja
      corka stoi pod drzwiami i strasznie placze az sie zanosi a czasem z tego placzu
      to wymiotuje. Moj maz jak z nia siedzi nawet przez chwile to na nia krzyczy bo
      uwaza ze ona ma kaprysy. No tak, moze tym placzem i rzeczywiscie domaga sie
      roznych rzeczy tylko , ze ja nigdy jej za duzo nie pozwalam a mi nie placze.
      Pewnie ze chcialabym gdzies wyjsc na jakies pogaduchy ale po pierwsze to i nie
      mam z kim bo nie mam znajomych, a po drugie to jak moj maz ma z nia zostac,
      krzyczec na dziecko a ona ma tak strasznie plakac to juz wole zostac w domu.
      Tylko pewnie nie wyjdzie to nikomu na dobre. A rozmowy........to nic nie da.
      Ania.
    • katarzyna.br Re: Czy Wasi mezowie pomagaja? 09.01.04, 18:03
      Wydaje mi się, ze albo to go trochę przerasta - boi się że nie poradzi sobie i
      to jest pół biedy albo zwyczajnie mu się nie chce i to jest problem. Na prawdę
      nie wiem co Ci doradzić, bo ja nie wyobrażam sobie sytuacji żeby mój mąż
      zachowywał się w ten sposób. Gdyby było inaczej to bym sie mocno wkurzyła i
      chyba byłoby mi smutno że mąż nie interesuje się dzieckiem. Musisz z nim
      poważnie porozmawiać i zapytać go jaka jest przyczyna jego postępowania.

      Pozdrawiam
    • jagienka.harrison Re: Czy Wasi mezowie pomagaja? 09.01.04, 18:33
      Wiesz kiedyś zaczęłam ambitnie czytać "Mężczyźni są z Marsa..." i pamiętam
      kilka rzeczy, które stosujemy w domu. Po pierwsze mój mąż jak wróci z pracy to
      ZAWSZE musi mieć trochę czasu dla siebie, faceci tak mają że po pracy muszą
      sie wyłączyć. A my lubimy gadaćsmile Także jak mój wąż wraca, daję mu pół
      godzinki i potem on się bierze do robotywink Po drugie, gdy mam jakieś pretensje
      to muszę je poprzeć przykładami to wtedy mu łatwiej to zrozumieć, a po trzecie
      gdy mam jakąś prośbę/pomysł to nie mówię np: "chciałabym iść na aerobik" tylko
      najpierw sprawdzam, kiedy jest ten aerobik, ile trzeba zapłacić itp i
      przygotowuję plan. I potem od razu walę wężowi: np w czwartek i sobotę aerobik
      od tej do tej, obiad wcześniej zrobiony itp. I wtedy łatwiej mu to przyswoićwink
      i w ogóle jeśli ja idę na spacer na godzinę dzisiaj - mąż idzie do pubu jutro.
      Coś za cośwink
      Mój mąż mi pomaga, nie narzekam, zawsze mogę zostawić Dominika z nim, czasem
      oczywiście mnie wkurza że potrafi przegrać 2 godziny na Playstation, ale potem
      mu się odpłacam tym samymwink A i jeszcze jedno: pamiętam że kiedyś go
      zostawiłam z małym na kilka godzin samego, to potem zrozumiał ile to pracy!
      Z pozdrowieniami
      Jagienka & Dominik (29.11.02)
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=7662007&a=10016884
      • esteel Re: Czy Wasi mezowie pomagaja? 09.01.04, 19:28
        Haja,
        moj maz tez pozno przychodzi z pracy maly juz albo siedzi w wannie albo spi (
        7 mcy)wiec specjalnie nie pomaga. Za to spi z malym w nocy ( oduczam synka
        karmienia w nocy) dzieki temu ja mam pare godzin przespanych.,Wczesniej jak ja
        spalam obok lozeczka dziecka kazdy oddech i jekniecie mnie budzilo, syneczek
        sie czesto budzi i np. kopie nozkami oglada gwiazdki itp. Moj maz nie slyszy
        70% obudzen malego i nan nie reaguje w zwiazku z czym maly pokreci sie pokreci
        i zasypia.. W weekendy natomiast i wolne dni wychodze sobie na zakupy, lub do
        kina itp i Alex zostaje z tata. Radza sobie chociaz nieraz jak wracam i widze
        ze dziecka pielucha jest mokra to sie wsciekam. Kiedys moj mezus ubieral
        dziecko i wlozyl mu moje skarpetki. Piete skapetki dziecko mialo na kolanie
        hehehe. No ale jest dobrym ojcem i mezem i ie krytykuje go w ogole chwale,
        nawet te skarpetki przemilczalam E.
    • freddaa Re: Czy Wasi mezowie pomagaja? 09.01.04, 20:12
      hej smile
      widze, ze nie tylko ja mam takie problemy... rodzina daleko, maz duzo pracuje i
      uwaza, ze "siedzenie" w domu to wypoczynek... wraca z pracy, narzeka na temat
      paskudnego dnia w robocie, co go boli, co mu dolega, co jeszcze musi zalatwic
      na miescie i... najchetniej polozylby sie spac, legł w wannie albo usiadl przed
      telewizorem, ewentualnie komputerem... co prawda u nas nie bylo problemu
      zostawania z coreczka (aktualnie ma 4.5 miesiaca), ale byl problem z
      karmieniem, bo chociaz zostawialam moje mleko, to mala nie mogla przekonac sie
      do "gumowego cycka" smile) no ale, zaczelam studia zaoczne jak asia miala 6
      tygodni i trzeba bylo jakos to przecierpiec... juz zaczyna mi przechodzic mania
      gapienia sie w telefon komorkowy jak tylko wyjde sama z domu, ale na poczatku
      bylo ciezko smile
      a jesli maz nie chce zostawac z dzieckiem, zrob tak jak ja kiedys. mleko
      zostawilam w lodowce, wszystkie potrzebne rzeczy (lacznie z gruszka do nosa,
      termometrem itp., chociaz nie wiem zupelnie po co...) zostawilam na wierzchu,
      instrukcje potrzebne do nakarmienia i usypiania spisalam na kartce, a jak
      wszedl maz, umyl rece, zjadl cos, to... podalam mu corke do rak, pokazalam
      wszystkie rzeczy i instrukcje i... wyszlam na pol godziny. byli tak zszokowani,
      ze nie dzwonili, nie rozpaczali, tylko gadali przez te 30 minut, a jak wrocilam
      to spali smile)) potem wyjscia coraz dluzsze, a teraz spokojnie ide na zajecia w
      sobote (od 8 do 20) i wiem, ze wytrzymaja we dwoje caly dzien.
      pozdrawiam, a jesli ktos z piszacych w tym poscie jest z krakowa to chetnie sie
      na spacer wybiore smile
      agnieszka
    • gusia29 Re: Czy Wasi mezowie pomagaja? 09.01.04, 20:43
      Kochane mamy wielkie dzieki, wiedzialam, ze na Was moge liczyc z porada.
      Pomalutku wdroze w zycie Wasze doswiadczenia i mysle, ze to pomoze.
      Tez mi sie wydaje, ze on sie troche boi sam zostac z Mackiem, ze sobie nie
      poradzi, ale bedzie musial sprobowac.
      Jak juz mowilam, wiem, ze nas bardzo kocha i chcialabym, zeby maluch bardziej
      sie do niego przywiazal. Widze jak mu jest czasami przykro jak chce Macka
      przytulic a on wyrywa sie bo chce do mamy.

      Kasiu_mm niestety mieszkamy w Kanadzie i nie bedziemy sie mogly spotkac na
      pogaduchy, ale mam nadzieje, ze mozemy zostac w kontakcie przez internecik.
      Jak bardzo Ci bedzie zle to napisz do mnie na gusia29@gazeta.pl, zawsze jest
      lepiej czlowiekowi jak zobaczy, ze nie jest sam w takiej sytuacji.
      Jeszcze raz bardzo dziekuje, Babki jestescie super smile))))
Pełna wersja