nie lubię niespodzianek, ale...

24.09.09, 15:01
bardzo chciałam mieć tzw. planowane cc, bo lubię wiedzieć, co mnie czeka,
lubię wiedzieć kiedy mnie to czekasmile nie lubię być zaskakiwana.
A teraz - termin mam wyznaczony, wszytko ustalone, a mnie obleciał strach tak
silny, że wczoraj miałam delikatne skurcze i generalnie - co pomyślę o tym, że
muszę iść do szpitala i że po zabiegu będzie tak bolało... i nie wiem czy dam
rade sie zajac dzieckiem...
wsparcie proszęsmile
    • a-ronka hehehe 24.09.09, 15:07
      trzeba było pomyśleć o tym 9 miesięcy temusmile

      To pisała mama dwójki dzieci i powiem tyle:
      trzymam kciuki
      to nic nie boli ( za to potemsmile))
      bedzie dobrze
    • agazagie Re: nie lubię niespodzianek, ale... 24.09.09, 15:21
      No więc....wink Jesteś chyba z Poznania więc mogę się podzielić wrażeniami z
      porodu na Polnej. Jak się dowiedziałam, że będę miała cc to prawie skakałam z
      radości. Bałam się porodu naturalnego jak diabeł święconej wody. Wody odeszły,
      przyszły pierwsze skurcze... i myślałam, że umrę z bólu (a ponoć to wcale silne
      skurcze nie były... no to ja dziękuję bardzo za te "silne"). Szybko zabrali mnie
      na salę, znieczulili, pocięli, wyciągnęli dziecko, zszyli, wywieźli na salę
      poporodową... i wręczyli noworodka. Ja w znieczuleniu, nóg nie czuję, dziecko
      obok się drze, ja się nie mogę nawet ruszyć. Pierwsze godziny po porodzie to
      jakiś koszmar. A później wcale nie było lepiej. Trzeba leżeć jak betka, nie
      można kaszleć, smiać sie, kichać bo wszystko boli. Te łózka tez nie są
      przystosowane dla położnic tylko dla sportsmenek - wysokie, że nie da się na nie
      wejść i z nich zejść bezboleśnie. Do tego dochodzi cała gama uczuć - ja np. cały
      czas ryczałam, momentami śmiałam się histerycznie a czasami klęłam. No i dziecko
      cały czas z Tobą, musisz się nim zająć, przewinąć, nakarmić. A wszystko boli jak
      cholera. Po pierwszej dobie jak wstałam z łózka to lało się ze mnie jak z
      zarzynanej świni (nie wiem czy to odpowiednie porównanie ale tak to wyglądało).
      Lepiej się zaczęłam czuć na trzeci dzień po porodzie, czwartego dnia mnie
      wypisali. Od tego dnia było coraz lepiej, szwy się ładnie goiły, nie bolało tak
      przy każdym ruchu.
      I wiesz co? Mimo tego wszystkiego dałabym się drugi raz pociąć zamiast rodzić
      naturalnie (jadąc "pod nóż" widziałam sale porodowe z wrzeszczącymi babkami -
      optymistycznie to nie wyglądało... no i te skurcze u mnie miały być jeszcze
      silniejsze... jak Boga kocham chyba bym nie wytrzymała).
      Reasumując - wszystko da się znieść ale nie nastawiaj się, że cc to fajna sprawa
      - raz dwa i po bóluwink Bo ból to dopiero przed tobąwink
      • anyx27 Re: nie lubię niespodzianek, ale... 24.09.09, 15:42
        Miałam cc, nieplanowane, po 13h porodu naturalnego. I dzięki Bogu, ze to tak sie
        skonczyło! tydzien po cc wrociłam do zajec zawodowych, nic nie bolało, zadnych
        klopotow z kroczem itd. bardzo szybko wrocilam do formy i jesli kiedys jeszcze
        bede miec drugie dziecko, to tylko cc wchodzi w grę.
      • shellerka Re: nie lubię niespodzianek, ale... 24.09.09, 15:50
        agazagiesmile dzięki za opissmile
        ja miałam już cc, ale w znieczuleniu ogólnym i jak się obudziłam, to był wieczór
        (cc było rano), potem całą noc walczyli z krwotokiem, a dziecka nie miałam przy
        sobie, bo leżało na neonatologii.
        dopiero następnego dnia rano zawieźli mnie na normalny oddział poporodowy, gdzie
        wszystkie panie, także te po cc miały dzieci przy sobie i musiały sie nimi
        zajmować.
        a ja dokładnie jak ty piszesz - nie dość ze krwawiłam mocno, cewnik miałam dlugo
        założony, bo coś tam im sie zdawalo ze krew mam w moczu czy bakterie, nie
        pamietam juz i poruszałam się przez pierwsze trzy dni na wózku.
        i dlatego teraz sie tak boje, bo wiem, ze mam miec normalne znieczulenie, a
        potem dziecko ze mną.
        I przysięgam, że podziwiałam wtedy te kobiety zajmujące się po cc dziecmi i nie
        wiem jak ja dam rade, czy dam rade, bosz....
        a jeszce ta swiadomosc, ze polozne sa zwykle milsze dla tych niezawracających
        gitary kobiet, wiec znajac siebie bede siedziala cichutko i nie marudziła.
        o mamo...
        a ile leżałaś na pooperacyjnej?
        • agazagie Re: nie lubię niespodzianek, ale... 24.09.09, 17:15
          Cesarkę miałam o 11-tej, do 16tej leżałam na pooperacyjnej - wtedy znieczulanie
          puściło. A potem mnie zabrali na PG3 (miałam cukrzycę w ciąży, stwierdzona była
          makrosomia płodu i przebywałam na tym oddziale a nie na stricte położniczym). W
          sumie to na tym oddziale miałam fajnie - byłam w pokoju jeszcze z jedną kobitką,
          więc warunki idealne. Obie byłyśmy po cc i obie miałyśmy jazdywink
        • babcia47 Re: nie lubię niespodzianek, ale... 24.09.09, 18:04
          jeżeli wiesz jakie panuja "obuczaje" na połozniczym w szpitalu jdzie
          będziesz miała CC i wiesz, ze na bezinteresowną pomoc w/w nie mozna
          liczyc to trudno..w dzień porodu niech małż zapłaci jednej, dwum
          pielegniarkom by zajeły się Tobą i młodym, Ja rodziłam za "zgniłego"
          PRL-u przez CC ale na oddziale była traktowana jak
          faktyczna "cesarzowa"..dziecmi i tak wtedy opiekowały sie
          pielegniarki z noworodkowego i nawet wkurzało, że poza godzinami
          karmienia mama dla dziecka była nieodpowiednim towarzystwem, ojciec
          mógł sobie jedynie popatrzec przez szybke..a w innym szpitalu nawet
          tego nie było, zobaczył dopiero przy wypisie. Jeżeli chodzi o opieke
          nade mną a dzieckiem osobno, bo oboje mielismy "przejścia" to był
          cud-miód..ja miałam nawet dostęp do prysznica dla personelu,
          niedostepnego dla innych połoznic, pomoc na kazde "gwiznięcie" (nie
          naduzywałam), zastrzyk przeciwbólowy na życzenie..i to mimo, ze
          rozwiązałam worek z rodzącymi i tej samej nicy urodziło 18
          kobiet..gdy one wychodziły do domu po SN to ja juz byłam w duzo
          lepszej kondycji, trzymano wtedy długo po CC, 2 tygodnie, po SN
          wychodziło się w piątej dobie. Spionizowano mnie po 24 godzinach,
          dwa dni chodziłam zgieta w pół, potem poopowiadałysmy sobie na
          sali "swińskie kawały"..ja trzymałam sie za szwy na brzuchu, inne
          dziewczyny za krocze..ale to była najlepsza rehabilitacja..na drugi
          dzień smigałam juz po oddziale aż chirurg-ginekolog, która mnie
          cieła pokazywała innym lekarzom z niedowierzaniem. Tylko raz
          zazyczyłam sobie zastrzyku przeciwbólowego..zeby móc zasnąć..byłam
          juz tak wyspana, że sama nie mogłam a trudno mi było gdy przynoszono
          maluchy do karmienia innym..ja swojego poznałam prawie 20 godzin po
          CC, po nastepnej godzinie dopiero dostałam go do karmienia. W sumie
          duzo szybciej doszłam do siebie po CC niz dwa lata później po SN.
          ale i w jednym i w drugim przypadku w szpitalu od zajmowania się
          dzieckiem były pielegniarki, ja miałam odpoczywać i dochodzić do
          siebie..przykre było tylko to, ze nie mozna było poza godzinami
          karmienia miec kontaktu z maluchem, teraz mozna..ale czasem aż za
          bardzo
      • suazi1 Re: nie lubię niespodzianek, ale... 24.09.09, 22:50
        A ja nigdy w życiu nie dam się pociąć, no chyba że nie będzie innego
        wyjścia. Dwie godziny po porodzie mogłam o własnych nogach iść na
        kibelek, wyjść na mały spacerek po korytarzu lub do sali odwiedzin.
        I kiedy podczas tych spacerów patrzyłam na dziewczyny po
        cesarkach... dzięki, postoję, wolę rodzić naturalnie. Ale żeby poród
        naturalny odbył się w miarę cywilizowany sposób, TRZEBA PRZYGOTOWAĆ
        DO NIEGO SWOJE CIAŁO I DUSZĘ!!! Jestem tego żywym dowodem. Dla
        jasności: nikogo tu nie atakuję, tylko mówię jak było u mnie. pzdr
    • marta.tp Re: nie lubię niespodzianek, ale... 24.09.09, 15:45
      Jasne że ból jest ale przecież są tabletki przeciwbólowe?tak? miałam
      cc i nie było tak strasznie!a poród był ciężki bo próbowałam urodzić
      przez 32 godziny, bałam sie cc, ale szybko doszłam do siebie o 20
      miałam operację o 7 rano wstałam, choć przyznam ,że ciężko było
      chodzić.Nie myśl o jak o czyms trasznym, nie jest to miłe uczucie
      ale urodzić musisz a potem to jest tyle różnych emocji i tyle spraw
      się dzieje...zobaczysz sama, będzie dobrze!
    • karro80 Re: nie lubię niespodzianek, ale... 24.09.09, 15:50
      Ja mialam cesarkę w znieczuleniu ogólenym, bo zewnatrzoponowe nie
      dizałało, zresztą wolałam ogólen - pewnie psychika zblokowała, albo
      i źle się wkłuli, bo bolało i tak trochę "prądem"popieściło", a
      mówią, że dolny odcinek nieunerwione, jaasne.
      Po zabiegu ...nic a nic nie bolało, tylko kamienie schodzące z nery
      i kurcząca się macica były źródłem bólu, akurat ja miałam doś
      wysokie crp i te kamienie więc 24 godz na intensywnej opiec - opieka
      miodzio, tramal do żył na kamyczki - drugiego dnia byłam na nogach,
      na poporodwym - syf mogiławink, nawet wózkiem mnie nie wozili.
      Jedno sstrzerzenie jak czcesz kichnąc czy kaszląć albo coś to se do
      brzucha kłodrę przyciśnij bo wtedy boli jak nie wiem co, a ja
      kasłałam po rurce intubacyjnej.

      Czynności fizjologiczne bezproblemowo.Gdyby nie zarwane łóżko to i
      wstawanie na "siku" nie było by takim koszmarem, a latałam co
      moment, bo króplówy szły...
      • marta.tp Re: nie lubię niespodzianek, ale... 24.09.09, 16:23
        bo szpital oczywiście jak można to trzeba sobie wybrać!Ja w
        Warszaiwe wybrała i nieco dopłaciłam ale miałam luksus.Poród to tak
        stresująca sprawa ,że wolałam przez 8 m-cy zaoszczędzić i mieć
        normalnie warunki.
        • ledzeppelin3 Re: nie lubię niespodzianek, ale... 24.09.09, 17:04
          Może po prostu weź na klatę, ze nie wszystko można sobie w życiu zaplanować
          Łatwiej się żyje, jak nie musi się mieć idealnie kontrolowanego życia
          • jagabrysia2 Re: nie lubię niespodzianek, ale... 24.09.09, 17:21
            Ja doszłam do pełnego rozwarcia w porodzie sn i lekarze zdecydowali o cesarce w
            znieczuleniu ogólnym, bo tętno dziecku zaczęło spadać. Przeszłam więc jakby dwa
            porody w jednym. Dostałam znieczulenie oo, ale i tak skurcze były bolesne, więc
            to, co było potem po cesarce, to nic w porównaniu z porodem naturalnym. Cesarkę
            miałam o 23.00, wybudzili mnie ok. 1 w nocy, ale dziecko na stałe (a nie na
            chwilę) dali mi dopiero następnego dnia rano. Byłam na kroplówce i lekach
            przeciwbólowych, więc nie było problemu. Koło południa trafiłam na salę
            poporodową i przestały działać leki przeciwbólowe, a dziecko już miałam pod
            opieką. Na szczęście dużo spoało. Za to wieczorem i rano dostałam jeszcze
            panadol i dało się przeżyć. Nawet koleżanki z sali się dziwiły, że po cesarce
            tak biegam... smile Fakt, że — jak już dziewczyny pisały — śmiać się, kasłać i
            kichać nie można, bo boli.
            Ale żałuję, że od razu nie zdecydowałam się na cc i gdybym następnym razem miała
            taki wybór, nie wahałabym się ani chwili.
            Jest też faktem, że przynajmniej pierwszego dnia byłoby dobrze, gdyby Ci ktoś
            przy maleństwie pomógł. Z zazdrością patrzyłam na dziewczyny z sali, przy
            których asystowali mama, siostra, mąż, koleżanka. Dziecko trzeba przystawiać do
            piersi, przewijać, utulić, odłożyć do wózka, a z tym bolącym brzuchem, to samemu
            z niewygodnego łóżka ciężko się podnieść nie używając mięśni brzucha, a co
            dopiero z maluchem.
    • mama_piotrusia1984 Re: nie lubię niespodzianek, ale... 24.09.09, 21:58
      Ja miałam cc przy pełnym rozwarciu, bo okazało się że przy
      poprzednim porodzie złamano mi kość ogonową, która krzywo się zrosła
      a córa była dość duża ( prawie 4 kilo) i nie było szans na sn.
      niestety w szpitalu porodówka była na piętrze a sala operacyjna na
      parterze, windy brak no więc przy skurczach partych co chwilę
      naginałam po schodach na dół. Ale było minęło. Cc miałam rano, do
      nastepnego ranka byłam na pooperacyjnej, potem przeszłam do sali
      dzie przebywaja kobiety zaraz po porodzie sn bo nie było miejsca na
      roomingu. wtedy też mogłam zobaczyć małą, na następny dzień
      chodziłam karmić i dopiero po 3 dniach miałam małą ze sobą. Przez
      cały ten czas zajmowały się nią pielęgniarki i z perspektywy czasu
      dobrze ze zaraz nie musiałam się nią w pełni zajmować bo pierwsze
      doby były trudne, ale te 3 dni bez dziecka to jednak dużo.
    • mamabuly Kochana nie czytaj tych komentarzy! 24.09.09, 22:24
      Każdy poród jest inny. Twój tez będzie wyjątkowy. Raczej wyobraź sobie
      dzidziulka i jak będzie sie słodko darł. a potem policzysz mu paluszki
      u raczek i stóp. I już zawsze będziecie razem!smile
    • paolka_82 A tak z ciekawości 24.09.09, 22:29
      A tak z ciekawości to kiedy masz cesarkę ustaloną ? Będę trzymać kciuki.smile
      • phantomka Re: A tak z ciekawości 24.09.09, 22:41
        Ja po pierwszej dobie na pooperacyjnym, trafilam na polozniczy, ale
        u nas jest jeszcze mozliwosc oddania dziecka na noc pielegniarkom i
        ja z tego z radoscia skorzystalam (bo czulam sie masakrycznie, a
        dziecko nie przestawalo plakac) Co prawda instykt matczyny obudzil
        mnie juz o 3 nad ranem z silna potrzeba odzyskania darciucha, ale
        kilka godzin snu dalo mi duzosmile
        Ponoc cc na zimno sa duzo "przyjemniejsze" po.
Pełna wersja