hartowanie dziecka a późniejsze choroby

05.10.09, 09:24
pytanie do mam które hartują swoje dzieciaki. Czy takie puszczanie dziecka
bez czapki, z gołymi stopami, lekko ubierane, nie odbije się kiedyś czkawką na
"stare lata" np. chronicznym bólem głowy, zapaleniem, nerek, reumatyzmem itp????
Ostatnio czytałam w internecie, że dość ekstremalnie mamy ubierają swoje
dzieci w Anglii, Irlandii, Szwecji , Holandii itp. Tam dość powszechne jest
hartowanie od niemowlęctwa , ale czy to potem nie ma jakiegoś negatywnego
wpływy na organizm ?. Przecież zanim taki maluch się uodporni to pewno nie raz
i nie dwa będzie miał katar , kaszel , zapalenie oskrzeli czy pęcherza. Aż mi
się zimno robi jak pomyślę o niemowlakach w takiej chłodnej deszczowej Anglii
bez skarpet np. w jesieni z gołymi nogami, przecież zaziębienie ma murowane.
Sama mam 2 córki i teraz najmłodszą urodzoną w lipcu staram się też hartować.
Czapki póki co nie nosi ale kaptur już zakładam. Jednak nie wyobrażam sobie
aby nie miała skarpet na stópkach zwłaszcza teraz (latem oczywiście nie - jak
jest upał).
Ja jak miała gdzieś 13-14 lat to czy lato czy zima chodziłam w gołej głowie ,
bez czapek nawet z mokrymi włosami i niestety od kilku lat wystarczy
temperatura na minus i już zaczyna mnie potwornie bolec tył głowy. Nie wiem
czy właśnie chodzenie z mokrą głową w zimie nie mialo na to wpływu. Jednak
ogólnie nie choruję.
    • kropkacom Re: hartowanie dziecka a późniejsze choroby 05.10.09, 09:32
      > Ostatnio czytałam w internecie, że dość ekstremalnie mamy ubierają swoje
      > dzieci w Anglii, Irlandii, Szwecji , Holandii itp. Tam dość powszechne jest
      > hartowanie od niemowlęctwa , ale czy to potem nie ma jakiegoś negatywnego
      > wpływy na organizm ?.

      Myślę że gdyby miało jakiś negatywny wpływ to by ludzie tak nie ubierali.
      Rodzice tam też kochają swoje dzieci. Może ktoś ma dojście do jakiś statystyk
      zachorowalności ale wątpię żeby były alarmujące smile
      • azile.oli Re: hartowanie dziecka a późniejsze choroby 05.10.09, 09:58
        Hartować trzeba madrze i nie popadać w przesadę. Ja mam już starsze
        dzieci i one zaczęły być hartowane w późniejszym wieku, niejako
        naturalnie, wraz z uprawianiem sportu. Trenują cały rok na dworze,
        mróz , deszcz , wiatr czy śnieg - nie ma znaczenia. Do późnej
        jesieni w krótkich spodenkach i koszulce, w razie deszczu -
        ortalion. Zima - koszulka i na to dres. Jeśli mróz- ten dres nieco
        grubszy. Nie chorują. Ale nie zdarzyło się, by w mroźny dzień
        zabrakło czapki. Nie byliby dopuszczeni do treningu.
        Bo przez głowę tracimy bardzo dużo ciepła.
        Natomiast oczywiście buty i skarpetki często przemoczone - nie da
        się nie przemoczyć adidasów w śniegu. Tyle, że nie jest to zabieg
        celowy, najszybciej, jak to możliwe mokre rzeczy są zmieniane.
        Obecnie moje dzieci prawie wcale nie chorują, wcześniej też
        chorowały mało, ale nie były specjalnie hartowane. Tyle, że ich nie
        przegrzewałam. Natomiast stosowałam zasadę, że jeśli mnie jest zimno
        z gołymi stopami to dziecku zapewne też jest zimno, zwłaszcza, jeśli
        siedzi w wózku czy u mnie na rękach. Co innego, jeśli biega.
        Zresztą, mnie w normalnym (nie treningowym ) sposobie ubierania
        śmieszy każda przesada i będzie to czapka, gdy jest ciepło i gołe
        stopy czy krótki rękaw, gdy jest zimno.
      • beniusia79 znam ten trend i tylko jedno mnie dziwi... 05.10.09, 11:27
        wszedzie widze dzieci jeszcze poubierane jakby bylo lato a mamusie
        zapakowane jakby juz byl srodek zimy. tego niegdy nie zrozumiem
        chyba.
    • gaskama Re: hartowanie dziecka a późniejsze choroby 05.10.09, 09:55
      Moim zdanie najważniejsze są i tak geny. Mam sąsiadkę, palaczkę. Mąż
      pali też, w mieszkaniu zaduch, bo im ciągle zimno, dziecko zawsze
      cieplutko ubrane. A jak widzę, jak znajomi się odżywiają, to mi
      włosy dęba stają (słodycze, smażone, po śniadaniu przerwa do ko
      kolacji, która ocieka tłuszczem, chipsy itd.). Nikt w tej rodzinie
      praktycznie nie choruje. Nigdy.
      U mnie śpi się przy otwartym oknie, lekkie ubrania, dużo osowców i
      warzyw, drugie zdrowe śniadanie do pracy, kolacja najpóźniej o
      19.00, całe weekendy spędzane aktywnie na powietrzy itd.) I tak
      chorujemy, ja i niemąż i syn.
      A jeśli chodzi o chartowanie, to jako dziecko mieszkałam za granicą.
      Chodziłam na basen, także zimą, często bez czapki, pamiętam, jak mi
      warkocze zamarzały. Uprawiałam sporty. No i teraz od lat walczę z
      przewlekłym zapaleniem zatok. Nie wiem, czy neleży to jakoś wiązać.
      • agni71 Re: hartowanie dziecka a późniejsze choroby 05.10.09, 10:03
        ja jako dziecko tez często ubrana byłam za lekko - bo nie bylo w
        sklepach cieplejszych butów (lata 80'), bo nie chciałam sobie wlosów
        czapka przygniatać, bo rekawiczki zgubiłam. Nie jestem zahartowana,
        mam rózne dolegliwości, które łączę z tym marznieciem w
        dzieciństwie.
        Swoje dzieci staram sie ubierac odpowiednio do pogody i przede
        wszystkim dbam o swieże powietrze w domu (rekuperacja) i o
        przebywanie duzo na dworze. I mam nadzieję, ze to zaprocentuje w
        przyszlości.

        A jeszcze co do hartowania, tak na krótsza metę, syn sąsiadów biega
        często lekko (za lekko jak na mój gust - bo np. jako niemowlę bez
        czapki jesienią, kiedy ja zakładałam juz moze nie czapke, ale
        opaskę na uszy, bo wieł przenikliwy wiatr) ubrany, mokry, bo akurat
        zachcialo mu sie podlewac ogródek itp. I faktycznie nie chorował
        wcale - dopóki nie poszedl do przedszkola. I chociaż przedszkole
        małe, a on jest w nim tylko jakies 4-5 godzin - to choruje na
        całego. A tak sie chwalili, ze zimny chów go zahartował :-p
      • azile.oli Re: hartowanie dziecka a późniejsze choroby 05.10.09, 10:06
        Masz rację z tymi genami. Jako dziecko byłam bardzo chorowita mimo,
        że nie przegrzewana, zdrowo odżywiana, nikt w rodzinie nie palił.
    • 18_lipcowa1 Re: hartowanie dziecka a późniejsze choroby 05.10.09, 10:41
      Aż mi
      się zimno robi jak pomyślę o niemowlakach w takiej chłodnej
      deszczowej Anglii
      bez skarpet np. w jesieni z gołymi nogami, przecież zaziębienie ma
      murowane.



      No wlasnie wyobraz sobie ze NIE MUROWANE!
      No NIE CHORUJA dziady jedne!
      • beniusia79 mnie nie chartowano :( 05.10.09, 11:34
        wrecz przeciwnie. zawsze bylam ubrana zbyt cieplo. chorowalam chyba
        tyle co inne dzieci, teraz odpukac jest ok, mam wrazenie, ze jestem
        zdrowa jak dab. chociaz katar czasami lazi za mna caly rok.
        ostatnio cora miala zapalenie pluc, maz zapalenie oskrzeli a ja
        katarek.... dodam, ze oprocz tego, ze mama mnie za mlodu
        przegrzewala to jeszcze bylam na butelce wiec powinnam calkowicie
        byc chyba do niczego smile mysle, ze zachartowalam sie sama-od lat
        chodze zima na saune, biegam i uprawiam sport przez cala zime.
        czesto biegam zima po sniegu w mrozie, jesienia podczas deszczu.
        corke mam zamiar chartowac, ale nie tak jak robia to inne panie
        czyli zima bez czapki, bez skarpet. mysle, ze najwazniejsze, zeby
        ubrac dziecko cieplo ale i nie za cieplo i nie przegrzac. z mala
        chodzimy na spacery, nawet gdy pada, gdy mroz. chodzi tez z nami na
        saune a potem biega na golasa po sniegu przez kilka minut. choruje
        co jakis czas, ale mam nadzieje, ze z czasem choroby beda ja
        omijaly smile
        • 18_lipcowa1 Re: mnie nie chartowano :( 05.10.09, 12:11
          oprocz malego epizodu chwile po urodzeniu ( bylam w szoku jak
          zobaczylam siebie na zdjeciu, kilkutygodniowe dziecko, latem,
          urodzona w lipcu lezace w wozku na dworzu, ubrana w welniane czapy i
          spiochy, ale daje sobie reke uciac ze to wplyw babc )
          mnie hartowano, a raczej hartowalam sie sama
          kapalismy sie w zimnym morzu, chodzilam bez czapki, rozpieta, mama
          nie przegrzewala nas, nie otulala, nie miala ogolnego jobla na
          punkcie chorob dzieciecych ( skad ma to teraz??????? wink)

          Oprocz tradycyjnej ospy, jednej anginy, jednego zapalenia pecherza
          nie mialam nic- no raz na rok zawsze katar.
          W przedszolu nie chorowalam, moj brat w zlobku rowniez.

          Wiem ze bylismy dobrze odzywiani ale czy to ma znaczenie?
        • beniusia79 kurcze, mialo byc "hartowano" 05.10.09, 20:25

          • anyx27 Re: kurcze, mialo byc "hartowano" 05.10.09, 21:55
            no właśnie - hartowanie to nie tylko nieprzegrzewanie, czy bieganie boso, ale
            przede wszystkim dieta.
    • franczii Re: hartowanie dziecka a późniejsze choroby 05.10.09, 12:35
      ja bylam przegrzewanym dzieckiem. Kiedy poszlam do zerowki zaczelo sie
      chorowanie i tak do 3klasy chyba. Wiekszosc roku szkolnego siadzialam w domu
      chora i ciagle na antybiotykach. Raz mielismy pojechac cala rodzina w Tatry i
      tata zaczal nas hartowac czyli codziennie robil nam cieply i zimny prysznic,
      zeby nas przyzwyczaic do spartanskich warunkow kempingowych. I potem
      rzeczywiscie zadne z nas nie chorowalo, okazalo sie, ze wcale tacy slabowici nie
      jestesmy, nie zaszkodzil nam ani zimny strumien ani zmienna pogoda w gorach.

      Hartowanie dzieci moich dzieci to dla mnie nie jest chodzenie zima bez skarpet
      czy z gola glowa lub w morych ciuchach. Najwaznijsze to nie przegrzewac, zima
      okrywam cialo ale np. zamiast dwuwarstwowej welnianej czapy zakladam bawelniana,
      nie przegrzewam mieszkania, w nocy temperatura nie przekracza 20 stopni,
      pozwalam dzieciom sie rozkopywac i spac bez koldry, nie zaluje im zimnej wody,
      pozwalam chodzic bez rekawiczek, bardzo duzo wietrze w mieszkaniu, bardzo duzo
      przebywamy na powietrzu, dzieci duzo sie ruszaja a nie siedza okutane w wozku,
      jadamy duzo warzyw i owocow. Za to nie pozwalam siedziec w zmoczonych ciuchach i
      zawsze od razu zmieniam, nie wychodzimy na dwor z mokrymi wlosami lub przepoceni.
    • alba27 Re: hartowanie dziecka a późniejsze choroby 05.10.09, 12:42
      Przede wszystkim hartowanie to nie chodzenie całą zimą nago. Ja
      hartuję moje dzieci i polega to na tym, że są codziennie na dworze
      rónież jak jest -10stopni, cały rok jedzą lody i jak chcą spać
      odkryte to niech śpią, chcą chodzić na boso to chodzą, jak jest 5-8
      stopni wskakują w czapki, rękawiczki też noszą bo co to za
      przyjemność odmrozić sobie palce. Osobiście w liceum chodziłam
      częśto bez czapki i miałam ogromne problemy z zatokami. Przede
      wszystkim spacery i jeszcze raz spacery...aha i sporty na świeżym
      powietrzu o każdej porze roku.
    • lena_madzia Re: hartowanie dziecka a późniejsze choroby 05.10.09, 12:57
      Ja tutaj W Danii przezyłam szok jak zobaczyłam w zimny deszczowy
      dzień jak babka niesie na rękach około 2 mieś niemowle bez czapki i
      nie za ciepło ubrane. Potem okazało sie że tu tak hartują dzieciaki.
      Wiele razy widziłam jak kilkulatki kąpią sie w chłodny dzień w
      morzu, podczas gdy ja opatulona w kurtke nie wsadziłabym nawet palca
      do tej wody.
      One sa hartowane od maleńkości, mój dzieć pewno zaraz by sie
      pochorował.
      • kocianna Re: hartowanie dziecka a późniejsze choroby 05.10.09, 13:05
        No właśnie klucz tkwi w "od maleńskości". Jeśli dzieciaka, który zawsze nosił 3
        swetry i dwie kurtki nagle wykąpiemy w zimie w jeziorze, choroba murowana.
        Jeśli ten sam dzieciak od urodzenia biegał boso po śniegu, nic mu nie będzie.


        Ale ja też bardzo się boję ewentualnych chorób w przyszłości, bo moje dziecko
        teraz ubiera się wg mnie zbyt lekko. TERAZ nie choruje. Co będzie potem - nie wiem.
    • figrut Re: hartowanie dziecka a późniejsze choroby 05.10.09, 13:25
      Nie hartuję, a normalnie ubieram i nie ganiam z czapką, kiedy mówią, że im
      ciepło. Od noworodka w dniu wyjścia ze szpitala ubierałam dzieciaki stosownie do
      temperatury. Rodzili się w upały, więc i ubrani (rozebrani) byli stosownie do
      upałów. Kaptur jest jak czapka i moi kaptury jak najbardziej na głowy zakładają,
      kiedy jest paskudnie zimno i sami chcą je założyć. Nie martwię się bieganiem
      dzieciaków po podwórku w krótkim rękawku przy 16-17 stopniach skoro sami
      twierdzą, że im ciepło. Jako noworodki kapturów nie nosili, bo było upalnie.
      Jako niemowlęta, nosili kaptury jak było zimno. Teraz sami zakładają gdy im
      zimno, zdejmują gdy im za ciepło. Ja zawsze przekornie na nakaz zakładania
      czapki reagowałam buntem, choćby uszy chciały mi odpaść. Dzieciaki nie chorują.
      W ubiegłym roku debiutowali w przedszkolu i zachorowali na wiatrówkę i raz chyba
      zapalenie oskrzeli mieli, które leczę bańkami, nie antybiotykami. W tym roku
      obydwoje na starcie dostali zapalenia oskrzeli, ale po wykurowaniu nie złapała
      ich już grypa, jelitówka, ani zwykłe przeziębienie (u młodego w klasie na 22
      osoby dziś było 8, u młodszego jest w przedszkolu chyba połowa grupy).
      Sama mam 38 lat, chodziłam jako nastolatka bez czapki, za to musiałam wbijać się
      w rajstopy "bo nerki". Od kiedy mieszkam w kamienicy z własnym podwórkiem,
      paraduję po podwórku i w ogrodzie bez skarpetek w samych klapkach. Często
      wieszam pranie w krótkim rękawku przy 15 stopniach, po czym w tym rękawku
      wędruję do ogrodu z miską po praniu żeby nazbierać jabłek. Zimą brnę czasami w
      śniegu (jak się cudownie objawi) w klapeczkach i bez skarpet zanieść psu jeść na
      podwórko i zdjąć szybko przeschnięte pranie. Nie strzyka mi w kręgosłupie,
      przestałam chorować na nerki, głowa boli mnie średnio dwa razy w roku.
    • carmita80 Re: hartowanie dziecka a późniejsze choroby 05.10.09, 13:36
      Mieszkam juz 9 lat w UK i jakos nie zauwazylam aby dzieci chodzily bardzo
      porozbierane gdy jest chlodno. Jesli chodzi o eksteremalne przypadki niemowlat
      z golymi nozkami w zime to sa to przypadki niezbyt liczne i dotycza one
      nieszczesnych (a moze nie) dzieci rodzicow pochodzacych z najnizszych warstw
      spoleczenstwa brytyjskieg (kto pomieszkal troche w UK wie o co mam na mysli).
      Mlodsze dziecko (2 lata)_chodzi do przedszkola i kiedy jest juz chlodniej,
      wszyscy rodzice dostaja informacje aby zaopatrzyc dziecko w odpowiednia odziez
      czyli kurtki, czapki, rekawiczki i szaliki. Dzieci za to przebywaja codziennie
      na dworze i to sporo czasu, nawet kiedy pada deszcz.
      Mysle ze calu szkopol tkwi w odpowiednim ubieraniu a nie rozbieraniu wbrew
      zdrowemu rozsadkowi. Przyklad z dzisiejszego przedpoludnia: mama - polka
      spaceruje z wozkiem, w nim spi brzdac ok 3 m-cy, ubrany w gruba, welniana
      czapke, pajac welniano - futrzany z kapturem na tej czapie i przykryty kocykiem
      a na to jeszcze okryciem wozka, przy temp. ok 15 stopni, sloncu i kompletnym
      brakiem wiatru.
      Madre i zupelnie inne niz w PL jest tez podejscie do diety dzici oraz do
      infekcji. Katar, kaszel czy bol gardla to nie wielki problem, pozwala sie aby
      organizm zwalczal infekcje sam, lekko wspomagajac w ten spodob uodparnia sie
      hartuje. Nie slyszalam tez a ni nie znam z wlasnego doswiadczenia przypadkow aby
      katarki byly przyczyna zapalenia oskrzeli, pluc itp. powiklan. Dzieci tez
      zdecydowanie mniej choruja niz w PL.
      • gaskama Możesz napisać coś więcej o dziecie? 05.10.09, 13:44
        "Madre i zupelnie inne niz w PL jest tez podejscie do diety dzici
        oraz do infekcji."
        Ja mieszkam w Polsce, ale słyszałam wiele złego o podejściu do diety
        dzieci w UK. Na czym polega ich mądre podejście?
      • 18_lipcowa1 Re: hartowanie dziecka a późniejsze choroby 05.10.09, 13:46
        no , z ta dieta to bym dyskutowala
        • e.mama.s Re: hartowanie dziecka a późniejsze choroby 05.10.09, 14:10
          ja byłam w glębokim szoku jak zobaczylam hartowanie malego dziecka w
          Finlandii pln, ubrane jak na naszą zimę wystawiano do spania na -35
          stopni. A potem jak zobaczyłam jak się kąpią (dzieci też) w takich
          namiotach a na zewnątrz minus 20.
      • agni71 Re: hartowanie dziecka a późniejsze choroby 05.10.09, 15:48
        > Madre i zupelnie inne niz w PL jest tez podejscie do diety dzici

        akurat o diecie dzieci w UK to same złe rzeczy sie słyszy. A
        epidemia otyłości nie bierze sie raczej z mądrego odżywiania.
        • bi_scotti Re: hartowanie dziecka a późniejsze choroby 05.10.09, 16:01
          Bylam hartowanym dzieckiem (przyklad: bardzo szybko nauczylam sie
          rozpoznawac temperature na termometrze za oknem, umowa byla z
          rodzicami, ze jak jest +10 wychodze w podkolanowkach albo krotkich
          skarpetkach i spodniczce, panie w przedszkolu rece zalamywaly ale
          sie przyzwyczaily wink ), nie choruje wlasciwie nigdy. Nie przypominam
          sobie kiedy ostatni raz bylam przeziebiona. Podobnie moje dzieci.
          Gorzej bylo z mezem, ktory jako dziecko byl przegrzewany i
          chorowity - pierwsze 3 lata naszego zwiazku to byla moja nieustanna
          walka z nadmiarem warstw na moim ukochanym. Wreszcie zalapal i tez
          juz jest "normalny", nie choruje, woli zmarznac niz sie zgrzac.
          Polskie szalenstwo z czapkami jest dla mnie czysta folklorystyczna
          fascynacja - nawet tu jakas mama pisze o opasce na uszy gdy wieje -
          czego to czlowiek nie wymysli wink
          • agni71 Re: hartowanie dziecka a późniejsze choroby 05.10.09, 20:14
            Nie lubie, jak mnie kluje w uszach od zimnego wiatru. jesli ty nie
            masz takich odczuc, to nikt ci opaski siła nie założy smile
            • agni71 Re: hartowanie dziecka a późniejsze choroby 05.10.09, 20:14
              Acha, dopóki nie spadnie śnieg, duzo jeżdżę na rowerze, może to
              wypacza moje odczuwanie zimna....
        • carmita80 Re: hartowanie dziecka a późniejsze choroby 05.10.09, 17:15
          akurat o diecie dzieci w UK to same złe rzeczy sie słyszy. A
          epidemia otyłości nie bierze sie raczej z mądrego odżywiania.

          No rozne rzeczy sie SLYSZY - ja tu zyje od 9 lat i urodzilam tu
          dwoje dzieci 6 i 2 lata, jako ze bez problemu porozumiewam sie z
          tubylcami i mam z nimi czesty kontakt, moge stwierdzic, ze propaguje
          sie dobrze zbalansowana i urozmaicona diete, a to jak kto robi w
          zyciu to juz jego sprawa. Wiekszosc ludzi z troche wyzszym
          wyksztalceniem niz podstawowe umie te wskazowki wprowadzic w zycie i
          ich dzieci jak i oni sami zazwyczaj prowadza zdrowy tryb zycia w
          miare mozliwosci. Natomist plebs prowadzi tani i wygodny. Jednakze
          ich dzieci do grubych nie naleza gdyz spedzaja sporo czasu biegajc
          po okolicy.
          Po rozmowach z kolezankami Polkami tak tu jak i w kraju oraz po
          wielu watkach na tym forum np. jedzenie, uwazam ze w PL sa z tym
          spore problemy. Poza tym polskie dzieci, szczegolnie te do 3-go roku
          zycia do najszczuplejszych nie naleza...hm

          • beamek8 Re: hartowanie dziecka a późniejsze choroby 05.10.09, 23:34
            Podejście do diety dzieci jest tu bardzo zdroworozsądkowe, jak do wszystkiego
            zresztą. Podoba mi się to, że nie ma zakrojonej na szeroką skalę propagandy
            koncernów spożywczych, jak w Polsce. Czyli nikt nie wmawia matkom, że najlepsze
            są słoiczki, które już od czwartego miesiąca trzeba szuflować i że tylko
            modyfikowane do 3 roku życia. Swego czasu dostałam "pakiet powitalny" z Hippa, a
            w nim poradę, żeby mrozić domowe zupki, żeby nie trzeba było ciągle gotować.
            Dziecko ma jeść to, co rodzice.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja