nieztejplanety
09.10.09, 17:11
u nich w domu od zawsze był chory układ, mąż-człowiek spokojny i usłużny-spełniał wszystkie zachcianki swoich rodziców, jego młodszy brat-nauczony, że wszystko mu się należy-wykorzystywał go na maxa. do czasu gdy zjawiłam się ja. bo nagle obowiązki trzeba dzielić na pół, bo buntowałam męża przed niesprawiedliwym podziałem i mówiłam mu,że skoro są obaj to trzeba ich równo traktować (tak jak u mnie to było w domu). męża rodzina czyli matka, ojciec, brat i jego obecna żona od początku się wywyższali, zadzierali nosa i traktowani mnie za gorszą. szwagier by gó... zjadł spod siebie, tylko żeby nie podzielić się z mężem. od zawsze relacje między braćmi były złe. na szczęście mamy znikome stosunki.
ale do rzeczy... okazało się, że nasze córki (w tym samym wieku) będą chodziły do tej samej grupy w przedszkolu...
jak sobie pomyślę, że moja córka będzie miała kontakt z ich córką. że będę musiała mijać ich w przedszkolu.
nie cierpię ich, na sama myśl o nich dostaję drgawek...
przeraża mnie to uczucie i nie wiem jak się go pozbyć...