nolus
13.10.09, 18:42
czy uważacie, że w naszym kraju istnieje taki kod nakazujący bycie rodzinnym, akcentujący ogromne znaczenie rodziny w życiu? i nie mam na myśli najbiższej rodziny - ojca, matki, rodzeństwa, ale tę dalszą - kuzynów, ciotki, wujków... wiadomo są ludzie, którzy lubią częste kontakty z rodziną, ale człowiek niespecjalnie rodzinny jest zwyczajnie nielubiany i skazuje się wręcz na ostracyzm społeczny(to może za mocno powiedziane,ale wiadomo o co chodzi). patrząc na swoją rodzinę,podejście do tego tematu moich rodziców, tego jak radzą sobie z kwestiami rodzinnymi moje koleżanki dochodzę do wniosku, że istnieje jakiś społeczny nakaz do utrzymywania częstych kontaktów z rodziną i rodzinnej pomocy. i tak mając wbity do głowy mit "rodzina jest najważniejsza" znosi się odwiedzanie przez namolną teściową kilka razy w tygodniu i wtrącanie się w sprawy, które jej nie dotyczą(finanse/wychowywanie dzieci/prowadzenie domu); częste rodzinne spędy; komentowanie na tychże problemów, które generalnie dotyczą tylko kobiety i jej partnera/męża; wścibstwo ciotki, która zadaje pytania typu:"a kiedy dziecko?", znoszenie chamstwa brata naszego partnera, która rzuca komentarze : "nie jesteś kobieta dla mojego brata"; utrzymywanie kontaktów na siłę("musimy spędzić święta u mojej siostry,bo inaczej się obrazi") i udzielanie pomocy, kiedy wcale nie mamy na to ochoty(bo w końcu rodzina powinna sobie pomagać). czy tak właśnie wyglądają kontakty rodzinne?