polski kult rodzinności

13.10.09, 18:42
czy uważacie, że w naszym kraju istnieje taki kod nakazujący bycie rodzinnym, akcentujący ogromne znaczenie rodziny w życiu? i nie mam na myśli najbiższej rodziny - ojca, matki, rodzeństwa, ale tę dalszą - kuzynów, ciotki, wujków... wiadomo są ludzie, którzy lubią częste kontakty z rodziną, ale człowiek niespecjalnie rodzinny jest zwyczajnie nielubiany i skazuje się wręcz na ostracyzm społeczny(to może za mocno powiedziane,ale wiadomo o co chodzi). patrząc na swoją rodzinę,podejście do tego tematu moich rodziców, tego jak radzą sobie z kwestiami rodzinnymi moje koleżanki dochodzę do wniosku, że istnieje jakiś społeczny nakaz do utrzymywania częstych kontaktów z rodziną i rodzinnej pomocy. i tak mając wbity do głowy mit "rodzina jest najważniejsza" znosi się odwiedzanie przez namolną teściową kilka razy w tygodniu i wtrącanie się w sprawy, które jej nie dotyczą(finanse/wychowywanie dzieci/prowadzenie domu); częste rodzinne spędy; komentowanie na tychże problemów, które generalnie dotyczą tylko kobiety i jej partnera/męża; wścibstwo ciotki, która zadaje pytania typu:"a kiedy dziecko?", znoszenie chamstwa brata naszego partnera, która rzuca komentarze : "nie jesteś kobieta dla mojego brata"; utrzymywanie kontaktów na siłę("musimy spędzić święta u mojej siostry,bo inaczej się obrazi") i udzielanie pomocy, kiedy wcale nie mamy na to ochoty(bo w końcu rodzina powinna sobie pomagać). czy tak właśnie wyglądają kontakty rodzinne?
    • nolita Re: polski kult rodzinności 13.10.09, 18:55
      Tak, jest. I jest do tego jakiś taki społeczny przymus. Ja jeszcze
      rok temu mieszkałam w Krakowie, teraz w Warszawie, do domu jeżdże
      często, co 2-3 tygodnie i zawsze jak jestem moi rodzice wywierają na
      mnie nacisk, żebym odwiedziła dziadków.

      Dziadków uwielbiam, ale nie zawsze mam czas i do tego nie znosze
      zmuszania do tego, tej presji : bo wypada, no jak kto jestes i do
      dziadków nawet nie wpadniesz? I już się takiej wizyty odechciewa.


      Jak wesele to kosztem znajomych i przyjaciół i ludzi których by się
      serio chciało zaprosić, zaprasza się jakieś ciotki, kumy, kuzynki
      które ostatni raz się widziało X lat temu no ale "to przecież brat
      cioteczny Twojej babci !!!! ". I tak ostatnio byłam na weselu gdzie
      zamiast dwudziesto-latków same za przeproszeniem stare pryki i
      ciotunie co o 23.00 poszły.

      Kibicuje ludziom, co się temu sprzeciwiają. Kolega na chrzestnego
      poprosił swego kolege a rodzina mu tego nie wybaczyła " no i jak się
      teraz czuje twój jedyny kuzyn?".

      Ehhh.....
    • diabel.lancucki Re: polski kult rodzinności 13.10.09, 18:56
      nie jestem rodzinna. nie znam korzeni mojej rodziny do 10. pokolenia wstecz. nie
      odwiedzam dziesiatej wody po kisielu, bo ich prawie nie znam. nie odwiedzam i
      tych bliskich jezeli ich nie lubie. pomogam jezeli lezy to w zakresie moich
      checi i mozliwosci, ale nie daje sie wykorzystywac. swieta spedzam tam gdzie
      lubie, a nie tam gdzie wypada.
      i nie znosze rodzinnych spedow typu wesela, chrzciny itp.
      • echtom Re: polski kult rodzinności 13.10.09, 19:29
        > i nie znosze rodzinnych spedow typu wesela, chrzciny itp.

        ... komunie, pogrzeby. Ja akurat lubię, bo krewnych mam daleko od Gdańska i cieszy mnie każda okazja, by ich spotkać.
    • figrut Re: polski kult rodzinności 13.10.09, 19:18
      Opisałaś bardzo niefajny obraz stosunków rodzinnych. Ja jednak znam go od tej
      ładniejszej strony, gdzie mniej jest minusów, a więcej plusów. Coraz bardziej
      zaczyna mi brakować takiej rodzinności i coraz bardziej zaczyna mi doskwierać
      taki pęd za kasą, za grabieniem do siebie. To, co kiedyś było takie fajne, czyli
      te spotkania w wielkim gronie rodzinnym, teraz odeszło w niebyt. Kuzynostwo
      zaczęło żyć nowoczesnym życiem, babcia która te zjazdy urządzała nie żyje,
      wszyscy się porozpadali jak kawałki nie z tej samej układanki uncertain
      • nolus Re: polski kult rodzinności 13.10.09, 19:52
        jeżeli lubisz swoją rodzinę i widzisz więcej plusów niż minusów, to masz po
        prostu szczęście i należysz do wyjątków. po wnikliwej obserwacji stosunków we
        własnej rodzinie i rodzinie rodzinach koleżanek/znajomych dochodzę do wniosku,
        że niestety tak wygląda przeciętne życie rodzinne.
      • mniemanologia Re: polski kult rodzinności 13.10.09, 19:52
        Mogę się podpisać pod Twoimi słowami.
        Najpiękniejsze święta, jakie pamiętam, to były święta u babci i
        dziadka, gdy cała rodzina się zjeżdżała. Dzieci ganiały pod stołami
        za kociętami, a dorośli pili alkohol smile Rodzina trzymała się razem,
        jakimiś niewidzialnymi siłami. Dorośli załatwiali między sobą różne
        rzeczy, opowiadali, co w życiu, pomagali, dawali sobie bezzwrotne
        pożyczki (mam mi potem mówiła, czego wtedy nie rozumiałam - że na
        rodzinę ZAWSZE można liczyć, przyjaciele przychodzą i odchodzą, a
        rodzina zawsze jest). I telewizor nie grał smile
        Dziadek umarł, babcia umarła, posypało się w rodzinie. O tym, co
        słychać u kuzynów, dowiaduję się ze zdjęć na Naszej Klasie. Nagle
        się okazało, że to, że każdy ma inne życie, inne poglądy, inny styl
        życia - bardziej dzieli niż skłania do poznania się i porozmawiania.
    • ola_motocyklistka Re: polski kult rodzinności 13.10.09, 19:20
      Jest ten kult, niestety.
      My z mężem w rodzinie męża jesteśmy czarnymi owcami, bo nie latamy po ciotkach
      nie obserwujemy i nie komentujemy tego na rodzinnym forum publicznym.
      Mamy w jego rodzinie 1 osobę-jego kuzynkę z mężem i dzieckiem, z którymi
      jesteśmy zżyci, pomagamy sobbie, ale nie latamy co chwilę z odwiedzinami, ale
      nawzajem się wspieramy i trzymamy "sztame", co nie jest przychylnie widziane
      przez resztę rodziny. Teściowa zawsze zwraca i uwagę że nie zadzwoniłam tu czy
      tu i życzeń nie złożyłam. Nikomu nie dzwonię i nie składam, i nie wymagam tego
      od drugirj strony. Nie dzwonię do ciotek raz w tyg, a tym bardziej nie
      odwiedzam...Olewamy te uwagi, i nasza postawa spotyka się z ogólnym niezadowoleniem.

      Z moją rodziną widujemy się okazjonalnie, a i stosunki są lżejsze. Staramy się
      tam podjechać na święta, bo są fajne, i prawdziwie świąteczne, w przeciwieństwie
      do świąt w męża rodzinie. Mąż lubi jechać tam do nich mimo tego, że to kawał
      drogi. Ale na siłę nie podtrzymujemy kontaktu, i na szczęście pewnie ze wzgl na
      odległośc nie mają takiego ciśnienia na rodzinne kontakty.
    • kotbehemot6 Re: polski kult rodzinności 13.10.09, 19:37
      nie ma dużej rodziny. moi rodzice , siostra. I bardo sobie cenie spotaknai z
      nimi. Nie widze nic złego we wspólnych spotkanach, nawet wtedy gdy sie spieramy.
      Jakże nudno by było gdyby wszysce ze wszytkim sie zgadzali.
      Fakt jest niestety taki,ze siła tkwi w rozinie, czy sie to podoba czy nie.
      najlepiej to widac kiedy ktoś choruje zy potzrebuje pomocy. Co w tym złego??? Co
      jest złego w tym,ze mama powie,ze zrobiłaby cos inaczej. A wy nigdu i nikogo nie
      krytykujecie i wszytsko wam sie podoba??? Czy też działa zasada mi wolno ale
      innym ode mnie wara?????
      Nie wiem czemu macie złe skojarzenia, ktos tu napisał o chamstwie-moze właśnie
      dlatego??????
      • drinkit Re: polski kult rodzinności 14.10.09, 11:56
        > Nie wiem czemu macie złe skojarzenia, ktos tu napisał o chamstwie-moze właśnie
        > dlatego??????

        Ty masz fajną rodzinę, ja mam fajną rodzinę, ale nie wiem czy wiesz - jestesmy
        wyjątkami. Naprawde dla większości ludzi w tym kraju zycie rodzinne to uciążliwy
        obowiązek. I to nie jest normalne.
    • deodyma Re: polski kult rodzinności 13.10.09, 19:46
      kontakty utrzymuje tylko z moja mama, bratem, siostra mojej mamy,
      wujasem i siostra cioteczna.
      z rodzina mojego ojca konattow nie utrzymuje wcale, poniewaz nie mam
      takiej potrzeby a oni tez o nie nie zabiegaja.
      dalszej rodziny nie odwiedzam tym bardziej, poniewaz wiezi miedzy
      nami praktycznie nie istnieja ja z tych, co to nie lubia sie
      narzucac.
      do domu rodzinnego jezdze raz do roku.
      kiedys, dawnio temu, gdy zyl jeszcze dziadek ze strony mojego ojca,
      mowil mi, ze powinnam skladac ciotkom zyczenia imieninowe, odwiedzac
      je itd...
      nie czulam takiej potrzeby, co zreszta mu powiedzialam, na co on
      odpowiadal, ze grzesze i bede smazyc sie w pieklebig_grin
      a ciotki nie garnely sie do utrzymywania kontaktow ze mna i mialy mi
      nawet za zle, ze odwiedzam babke, wiec dzis mam je gdzies.
      jesli nie mam na cos ochoty,zadna sila mnie do tego nie zmusi,
      chocby sie walilo i palilo.
    • sabina Re: polski kult rodzinności 13.10.09, 20:45
      nolus napisała:

      > człowiek niespecjalnie rodzinny jest zwyczajnie nielubiany i skazuje się wręcz
      na ostracyzm społeczny(to może za mocno powiedziane,ale wiadomo o co chodzi).
      Ja musze sie przyznac ze nie wiem o co chodzi. Moglabys opisac jakies przyklady,
      bo nie jestem pewna czy do konca dobrze rozumiem.
    • broceliande Re: polski kult rodzinności 14.10.09, 10:30

      Zupenie się nie zgadzam, z Waszymi niezadowolonymi komentarzami.
      Ale to po fakcie, po utracie dziadków, rodziców, zamieszkaniu z dala
      od rodziny.

      Dziadków odwiedzać, bo ich zabraknie ani się obejrzycie.

      Na wesela chce się zapraszać przyjaciół, a nie rodziną, ale
      przyjaciół się traci, przeprowadzają się, zmieniają, zakładaja
      rodzny i ta rodzina ważniejsza (wyciągnijmy wnioski), a rodzina
      zostaje.
      I z kim te święta spedzać, jak nie z rodziną? Jasne, że jak ktoś na
      święta zaprasza, to nieładnie odmówić. Odmowa boli.

      Że się ciocia pyta, kiedy dziecko. No i co? A kto ma pytać,
      koleżanka? Siostra matki to krewny w jednej czwartej, jak dziadek,
      to bliska osoba. To nie jest wścibska sąsiadka.

      Naprawdę, po śmierci rodziców doceniam troskę i nawet wtrącanie się
      osób, które znały mnie od dzieciństwa.
      • robin2510 Re: polski kult rodzinności 14.10.09, 11:13
        Dla mnie rodzina to świętość, i ważną rzeczą jest również podtrzymywanie więzów
        rodzinnych. Nie chodzi tu tylko o rodziców i dziadków ale też właśnie o kuzynki,
        kuzynów, ciocie wujków. Nie mówię o kuzynach w dalszej linii np. kuzyn mojego
        taty ma swoje dzieci, chociaż z nimi też się trzymam ale o najbliższe kuzynostwo
        (dzieci rodzeństwa moich rodziców)i wujostwo. Może w moim przypadku jest to o
        tyle łatwe, że mieszkamy w większosci w tej samej dzielnicy, blisko siebie. Nie
        wyobrażam sobie, żeby nie odwiedzać się z kuzynkami,z którymi bawiłam się będąc
        małą dziewczynką, nie złożyć im życzeń urodzinowych czy nie iść do ciotki czy
        wujka na imieniny jeśli je wyprawiają.
        Dobrze napisała broceliande, nawet się nie obejrzymy a któreś z dziadków może
        umrzeć, będzie wtedy żal , ze tak mało czasu z nim spędzaliśmy. Przykład z
        mojego życia. Mój dziadek zmarł w maju tego roku, był moim ostatnim dziadkiem ,
        drugi zmarł 20 lat temu. Umarł na raka , który w przeciagu 4 m-cy mi go zabrał.
        Praktycznie co 2 -gi dzień byłam z rodziną u niego w szpitalu, a byłam w ciąży
        wtedy (córka urodziła się w lipcu). Bardzo ciężko było mi jeździć do szpitala
        nie tylko z powodów fizycznych ale i psychicznych, dodam że w tamtych chwilach
        byłam jedynym kierowcą, jednak nigdy bym sobie nie darowała że dziadka w
        chorobie nie odwiedzałam. Nawet gdy dziadek leżał już konający w hospicjum
        pojechałam z moim tatą (dziadek był ojcem mojej mamy) go pożegnać. Pielęgniarki
        prawie nie chciały mnie z brzuchem do niego wpuścić, pozwoliły wejść dosłownie
        na chwilę, ale się uparłam. I nie żałuję bo zdążyłam z nim się pożegnać.

        broceliande napisała:

        Na wesela chce się zapraszać przyjaciół, a nie rodziną, ale
        > przyjaciół się traci, przeprowadzają się, zmieniają, zakładaja
        > rodzny i ta rodzina ważniejsza (wyciągnijmy wnioski), a rodzina
        > zostaje.
        > I z kim te święta spedzać, jak nie z rodziną?

        dokładnie nic dodać nic ujać.
        • des4 Re: polski kult rodzinności 14.10.09, 11:29
          dokładnie, przyjaciele przychodza i odchodzą, rodzinę się ma
          zawsze...

          i nie dajmy sobie wmówić, że patologiczne uklady rodzinne, z
          lubością przytaczane na forum sa normą...

          bo nie chcemy przecież dozyc np...do modelu amerykanskiego, gdzie
          standardem staje się spotykanie się rodzina raz na rok, chociaż i u
          nas znajdzi się sporo fwyznawców poglądu "bo wszystko co tam jest
          super, a u nas ciemnogród gdzie po mszy w niedziele facet pije wodke
          i profilaktyczie spuszcza łomot zonie i dzieciakom"...
        • zbita_sucz Re: robin2510 14.10.09, 11:31
          Jesli dziadkowie nie poswiecali Ci duzo czasu, mimo ze zyli, to
          przykro mi ale jak umra to czy beda istotnymi osobami we
          wspomnieniach? Nie sadze.. Ktos mnie sie niedawno zapytal co by
          bylo, gdyby np. ojca, siotra zmarla czy wybralabym sie gdzie dalej
          na pogrzeb, nie.. Bo dla nich nigdy nie bylam rodzina.. Wiec po co ?
          Pokazac, swoje norki, nowe volvo, ladne dziecko?? super meza ?
          Calym swym jestestem pokazac patrzcie udalo mi sie ??
          Nie, mam w nosie, bo to nic nie da ze przez cale moje zycie oni
          mieli mnie w nosie, znajac ich to musialabym zabrac na drugi koniec
          kraju, swiata, swoje zarcie, zalatwic sobie pokoj w hotelu, bo
          byloby glodno chlodno i do domu daleko, a wiem bo juz to
          przerawialam na dziadka i babki pogrzebie.. Niby blisko ale bardzo
          daleko...
          • broceliande Re: robin2510 14.10.09, 12:43

            zbita_sucz napisała:


            Ktos mnie sie niedawno zapytal co by
            > bylo, gdyby np. ojca, siotra zmarla czy wybralabym sie gdzie dalej
            > na pogrzeb, nie.. Bo dla nich nigdy nie bylam rodzina.. Wiec po
            co ?
            > Pokazac, swoje norki, nowe volvo, ladne dziecko?? super meza ?

            Choćby z szacunku dla ojca, jeśli żyje, ponieważ wychowywał się z tą
            osobą. Jeśli masz brata albo siostrę, pomyśl chwilę, czy chcesz,
            żeby Twoje dzieci miały ich w nosie przez całe życie plus pogrzeb.
            Wychowasz kogoś takiego?
            • angazetka Re: robin2510 14.10.09, 15:05
              > Jeśli masz brata albo siostrę, pomyśl chwilę, czy chcesz,
              > żeby Twoje dzieci miały ich w nosie przez całe życie plus pogrzeb.

              Jesli uprzednio przez całe zycie moje rodzeństwo miałoby moje dzieci
              w nosie...
          • robin2510 zbita 14.10.09, 12:54
            Właśnie wręcz przeciwnie,dziadkowie poświęcali mi i siostrze dużo uwagi. Jak
            trzeba było jechać do lekarza , coś załatwić to tylko z dziadkiem bo dziadek
            miał samochód (moi rodzice nie mają prawa jazdy ) potrafił poświęcić swój czas i
            mi pomóc. Mało tego wszelkie wyjazdy np. na lody do miasta (mieszkamy na
            obrzeżach miasta), do cyrku, festyny itp. zawsze były z inicjatywy dziadka.
            Dodatkowo jak już napisałam mój drugi dziadek zmarł 20 lat temu jak miałam 10
            lat więc byl w zasadzie jedynym jakiego miałam.
      • zbita_sucz Re: prawda.. 14.10.09, 11:22
        Ja mam podobne odczucia, ale nie powiem zebym nie probowala smile
        Dalszej rodziny mam duzo, zarowno ze strony mojej i meza, ale skoro
        ktos nie chce, przeciez nie bede robic im dobrze na sile.
        Tak samo z byciem chrzestnymi, uslyszalam, ze dobrze ze wzielismy
        moja siostre i brata, bo z tamtej strony to by sie na koszty
        narazilo..
        Poza tym sa rodziny gdzie nigdy nie bylo ani rodzinnie, ani milo,
        wiec po co robic szopki ? Dla masochizmu ??
        • des4 Re: prawda.. 14.10.09, 11:30
          tylko, że to nie jest norma, a patologia...
          • krejzimama Re: prawda.. 14.10.09, 15:18
            Twoi starzy to to dopiero była patologia.
      • kawka74 Re: polski kult rodzinności 14.10.09, 11:40
        Zakładasz w tym wszystkim, że więzy krwi są gwarancją dobrych relacji czy relacji w ogóle. A tak nie zawsze jest.
        Mnie bardziej obce jest kuzynostwo mojej matki, niż przyjaciółka. Nie dlatego, że zrobili mi jakąś krzywdę, tylko dlatego, że więzy między nami są li i jedynie biologiczne.
        I te więzy krwi nie uprawniają do wściubiania nosa w cudze życie - wścibska ciocia dostałaby po nosie tak samo, jak wścibska sąsiadka.
        • des4 Re: polski kult rodzinności 14.10.09, 11:55
          to już twoja wina, że nie chce utrzymywać kontaków z rodzina tylko z
          przyjaciolkami...

          kolejna forumowa asertywna wojowniczka, co to cioci by dała po
          dziobie??? już to widzę, hehe...
          • kawka74 Re: polski kult rodzinności 14.10.09, 12:01
            A Ty nie powinieneś być w szkole, synku? Czy dzisiaj masz wolne i wyciskasz pryszcze?
            • des4 Re: polski kult rodzinności 14.10.09, 12:11
              tak jakoś wyszło, wymieniam na forum uwagi z galeryjkami, ups,
              galeriankami...
            • mal_art Re: polski kult rodzinności 14.10.09, 14:26
              Dziś Dzień Nauczyciela, dzieciaki mają wolne.
              • des4 Re: polski kult rodzinności 14.10.09, 14:39
                sfrustrowane nauczcielki po akademii też, hehe...
                • krejzimama Re: polski kult rodzinności 14.10.09, 15:18
                  i stróż nocny des4
                  • des4 Re: polski kult rodzinności 14.10.09, 15:22
                    cioteczko nie mieszja się w tematy daleki od twego getta...

                    wibrator twym meżem, bratem i przyjacielem, regularnie ładowany
                    nigdy cię nie zawiedzie...
                    • krejzimama Re: polski kult rodzinności 14.10.09, 15:25
                      Getto? No tak stróż nocny nazistasmile
                      Ale to się zgadza, niziny społeczne i szumowiny ciągną do takich organizacji.
                      Coś dużo piszesz o tych wibratorach. Starasz sie coś ukryć?
                      Opisz swoje zabawy z kolegami.
                    • krejzimama Re: polski kult rodzinności 14.10.09, 15:43
                      Jednak przyjaciele mają jedną wielką przewagę. Nie są z nadania a z wyboru.
                      Rodzina czy sie chce czy nie chce jest i co najwyżej można nie utrzymywać
                      kontaktów. Przez to sporo ludzi na swiecie musi się męczyć z takim des4 bo
                      rodziny się nie wybiera.
          • angazetka Re: polski kult rodzinności 14.10.09, 15:08
            > to już twoja wina, że nie chce utrzymywać kontaków z rodzina tylko
            z
            > przyjaciolkami...

            A nie jest aby także "wina" rodziny? Jak nie ma z kims więzi, czy
            nalezy stawać na głowie, by ja stworzyć?
        • broceliande Re: polski kult rodzinności 14.10.09, 12:41
          kawka74 napisała:

          > Zakładasz w tym wszystkim, że więzy krwi są gwarancją dobrych
          relacji czy relac
          > ji w ogóle. A tak nie zawsze jest.

          Oczywiście, że nie. Ja nawet nie miałam dobrych relacji. Zrodzicami
          dogadywałam się średnio, z bratem nźle, dopiero po śmiecrci mamy się
          z nim dogadałam.
          Ale to nie jest ta sama klasa, co przyjaciółka, nawet bliska.


          > Mnie bardziej obce jest kuzynostwo mojej matki, niż przyjaciółka.
          Nie dlatego,
          > że zrobili mi jakąś krzywdę, tylko dlatego, że więzy między nami
          są li i jedyni
          > e biologiczne.
          > I te więzy krwi nie uprawniają do wściubiania nosa w cudze życie -
          wścibska cio
          > cia dostałaby po nosie tak samo, jak wścibska sąsiadka.


          No to w końcu są Ci obcy, czy wściubiają nosa?
          Dla mnie rodzina to właśnie taki ktoś, kto nie musi być blisko, nie
          musi się często spotykać, nie musi się interesować. Ale jest.
          Przyjaciółka może być bliska, ale, mówię, to nie to samo. Dziiwię
          się, że można to porównać.
          Moi krewni jakąś klasą mają i nie wściubiają, a mogliby i chyba bym
          chciała.
          • angazetka Re: polski kult rodzinności 14.10.09, 15:09
            > Dla mnie rodzina to właśnie taki ktoś, kto nie musi być blisko,
            nie
            > musi się często spotykać, nie musi się interesować. Ale jest.
            > Przyjaciółka może być bliska, ale, mówię, to nie to samo. Dziiwię
            > się, że można to porównać.

            Też się dziwię. Bezdyskusyjnie wolę przyjaciółkę, która jest
            faktycznie blisko mnie, niż tę część rodziny, którą widuję raz w
            roku.
            • wtopek Re: polski kult rodzinności 14.10.09, 15:14
              Tylko jak co do czego przyjdzie, dla przjaciółki priorytetem bedzie
              je rodzina.
          • kawka74 Re: polski kult rodzinności 14.10.09, 16:04
            > Ale to nie jest ta sama klasa, co przyjaciółka, nawet bliska.

            Niekiedy i owszem - jest to co najmniej klasa wyżej.

            > No to w końcu są Ci obcy, czy wściubiają nosa?

            Kuzynostwo jest bardziej obce, niż przyjaciółka - to jedna rzecz.
            Kwestia wściubiania nosa to druga, osobna rzecz.
            Pomieszałaś dwie różne sprawy.

            > Przyjaciółka może być bliska, ale, mówię, to nie to samo. Dziiwię
            > się, że można to porównać.

            Przypuszczam, że nigdy nie miałaś przyjaciółki, porządnej, rzetelnej wieloletniej przyjaciółki, która dla Ciebie bez problemu potrafiła zrezygnować z życia osobistego, jeśli zaistniała taka potrzeba.
            • broceliande Re: polski kult rodzinności 14.10.09, 18:53
              Ja tam obcym nie pozwalam wsciubiac nosa. Ale rodziny za obcych nie
              uważam.
              Mam przyjaciółkę od 30-tu lat, poznałyśmy sie w podstawówce. Ale nie
              mam złudzeń, że w razie czego ja bedę wazniejsza.
              poczytaj wątek o przyjaźni dzietna-bezdzietna. Ja z moja
              przyjaciółką przetrwałam, ale, tak jak mówię, nie mam zludzeń, ze
              będę priorytetem w razie klopotów z jej dziećmi czy mamą.
              Ty też lepiej nie miej złudzeń.
              • kawka74 Re: polski kult rodzinności 14.10.09, 19:02
                Złudzeń pozbyłam się już dawno, przynajmniej w stosunku do rodziny.
                Wątek czytałam, ba, nawet się w nim wpisałam.
                Szkoda, że masz taką przyjaciółkę.
                Mnie długa batalia adopcyjna nauczyła raz na zawsze, że nie DNA stanowi o stosunkach międzyludzkich.
                • broceliande Re: polski kult rodzinności 14.10.09, 19:13

                  Szkoda?! Chciałabyś przyjaźnic się z kimś, kto przedkłada inne osoby
                  nad własne dzieci?! Które byłyby w potrzebie, nie tak w ogóle.
                  Sprawa między nami jest jasna: kłopoty w rodzinie, dajemy spokój z
                  narzucaniem się.
                  Lepiej, kiedy jedna osoba ma problem, a druga słucha, pociesza,
                  pomaga.
                  Ja traktuję przyjaciół przyzwoicie, bedę kryć, kasę pożyczę,
                  dochowam tajemnicy.

                  Jeśli jesteś matką adopcyjną, to rozumiem, skąd ten stosunek do
                  więzów krwi i współczuję batalii.
                  Bronię więzów krwi, bo są dla mnie ważne.
                  W dyskusji pominięta została kwestia męża, który, jako żywo krewnym
                  nie jest, a jest rodziną.
                  Więc jednak.
                  • angazetka Re: polski kult rodzinności 14.10.09, 19:26
                    > Szkoda?! Chciałabyś przyjaźnic się z kimś, kto przedkłada inne
                    osoby nad własne dzieci?! Które byłyby w potrzebie, nie tak w ogóle.

                    Ktoś tu o tym pisał? Na pewno jednak nie chcialabym sie przyjaźnić z
                    osobą, która przedkłada problem ząbkowania swego dziecka nad mój
                    problem pt. rak.
                    I wydaje mi się, że nie wątek miał być poświęcony raczej relacjom z
                    dalszą rodziną, a nie rodzicami czy rodzeństwem.
                    • broceliande Re: polski kult rodzinności 14.10.09, 19:33
                      angazetka napisała:

                      > > Szkoda?! Chciałabyś przyjaźnic się z kimś, kto przedkłada inne
                      > osoby nad własne dzieci?! Które byłyby w potrzebie, nie tak w
                      ogóle.
                      >
                      > Ktoś tu o tym pisał? Na pewno jednak nie chcialabym sie przyjaźnić
                      z
                      > osobą, która przedkłada problem ząbkowania swego dziecka nad mój
                      > problem pt. rak.


                      Nie, to chyba w innym wątku o przyjaźni.
                      Przy okazji zaczęłam się zastanawiać, czy trąbiłabym wszem i wobec o
                      moim raku. Chyba nie.


                      > I wydaje mi się, że nie wątek miał być poświęcony raczej relacjom
                      z
                      > dalszą rodziną, a nie rodzicami czy rodzeństwem.


                      Możliwe. Ale była mowa o siostrze, która zaprasza na święta i może
                      się obrazić. I o dziadkach. Czyli bliska rodzina też wchodzi w grę.
                  • broceliande Re: polski kult rodzinności 14.10.09, 19:28
                    Jeszcze dodam, że kryzys w małżeństwie przeżyłam wspólnie z
                    przyjaciółką. A bratu nie chciałam psuć urlopu wylewaniem żalu i
                    prośbami o rady.
                    Dlatego, jak dla mnie, przyjaciele i rodzina, to dwie
                    nieporównywalne sprawy.
                    A gdyby on potrzebował pomocy (z tym, że widać, że kryzysy kryjemy
                    przed sobą), to miałby pierwszeństwo przed przyjaciółką.
                  • kawka74 Re: polski kult rodzinności 14.10.09, 19:31
                    Nie jestem matką adopcyjną, tylko kobietą ciężarną ;p Adopcji mi tymczasowo odmówiono.
                    Chciałabym się przyjaźnić z kimś, kto w razie naprawdę porządnej draki będzie w stanie oderwać się od ząbków potomka i wyłonić z oparów Nutramigenu właśnie dla mnie. A jeśli nie będzie, to nie zostawi mnie z tekstem 'pier... się, mam ważniejsze sprawy'.
                    I wzajemnie.
                    W czasie choroby mojej matki moja przyjaciółka pomagała mi niekiedy bardziej, niż rodzina, która skupiła się bardziej na swoich sprawach.
                    Więzy krwi to nie wszystko.
                    Przy czym warto przypomnieć, że cała dyskusja w zasadzie dotyczyła krewnych i pociotków, nie męża i dziecka.
                    • broceliande Re: polski kult rodzinności 14.10.09, 19:40
                      No to gratuluję, jakoś nie załapałam, że jesteś w ciąży, a chyba cię
                      kojarzę...
                      Kawko, ja napisałam właśnie o potrzebie, nie o banałach, w stylu
                      ząbków.
                      Ząbki ważna sprawa, ale prosta: zęby wyjdą.
                      No i o porządnej drace.

                      W mojej rodzinie jest tak, że jak choroba czy śmierć, to się wszyscy
                      zlatują jak nietoperze.
                      W rodzinie męża jeszcze bardziej. po prostu nie ma ważniejszych
                      spraw.
                      Może dlatego tak pozytywnie patrzę na więzy krwi?


                      Po raz drugi piszę, że była mowa o siostrze i dziadkach, a to nie
                      pociotki.
      • morgianna Re: polski kult rodzinności 14.10.09, 16:26
        Widzę ze wam tez tłukli do głowy że rodzina najwazniejsza a to że sie z nią
        najlepiej wychodzi na zdjęciach nie mowicie glosno bo nie wypada. W mało której
        rodzinie jest sielana ,w jednej fakt jest lepiej w innej gorzej ale dla
        przykładu w mojej np jest zazdrosc rywalizacja i obgadywanie , ciotki przebijają
        sie ktora z ich corek najlepiej ustawiła sie w życiu , gdy jest kryzys raczej
        sie o tym nie mowi zeby wiesc w oczach innych idealne zycie i by nie narazac sie
        na komentarze bo wszyscy wiedza jak jest krzywy klimat. Dlatego uwazam ze od
        toksycznych ludzi nalezy trzmac sie z dala bez względu na to czy jestesmy z nimi
        spokrewnieni badz nie jestesmy , czy to dalsza czy blizsza rodzina, czy to pani
        x z firmy w ktorej pracujemy. Ja juz mam za soba strofowania matki i teksty w
        stylu zadzwon do cioci bo wypada , zareagowałam dosc ostro i stanowczo. Nie mam
        zamiaru przebywac w otoczeniu ludzi( tylko dlatego ze tak trzeba )którzy są jak
        wampiry energetyczne, są mi nie zyczliwi.
    • lila1974 Re: polski kult rodzinności 14.10.09, 11:34
      Owszem, w naszej kulturze rodzina jest wartością samą w sobie.
      Natomiast nie uważam, że MUSZĘ kogoś znosić, jeśli mi ta osoba nie odpowiada.
      Wypada / niewypada ... owszem są sytuacje, w których się tym kieruję, ale z cała
      pewnością nie kosztem własnego zdrowia psychicznego.
    • drinkit Re: polski kult rodzinności 14.10.09, 11:52
      czy tak właśnie wygl
      > ądają kontakty rodzinne?

      Nie. Ja mam bardzo jasno określone granice. Nie spotykam się z nikim na siłe. Najblizsza rodzine mam super (to wielkie szczescie) i na niej się koncentruje. Nie wyobrażam sobie spędzać czas np. z pociotkiem mojego faceta, bo się obrazi. Ja mam swoja rodzine, on ma swoją, nie ciągemy sie nawzajem po nielubianych ciotkach (bo wiemy ze to moze byc dla kogos nieprzyjemne), natomiast rodziców czy bliska rodzine odwiedzamy od czasu do czasu wzajemnie.
      Obca jest mi sytuacja "obowiazkowe jezdzenie do tesciow co niedziela".
    • mal_art Re: polski kult rodzinności 14.10.09, 14:39
      Strasznie ponury obrazek malujesz...
      Chociaż nie przeczę, w wielu rodzinach pewnie realny.
      Ja mam relacje rodzinne w miarę OK, bliskich lubię, dalecy nie narzucają się z
      pytaniami typu "kiedy dzidziuś", bo nie mają zbyt wielu okazji. Zresztą jestem
      na tyle asertywna, że z niechcianymi pytaniami potrafię sobie poradzić. Nie
      odczuwam też przymusu wybierania na świadków, chrzestnych krewnych (oboje
      świadkowie mojego ślubu to przyjaciele, chrzestni moich dzieci to w połowie moje
      i męża rodzeństwo, a w połowie nasi przyjaciele). Owszem, bywały naciski, ale
      ani ja, ani mój mąż nie należymy do pokornych cieląt...
      Faktycznie więź rodzinna moim zdaniem nie da sie porównać z więzią
      przyjacielską, cóż, przyjaciół się wybiera, bo np. nadają na tych samych falach,
      rodzina jest i już. Na ogół jest tak, że mamy za co być wdzięcznymi rozmaitym
      krewnym - przynajmniej ja mam - więc powinność wspierania ich i pomocy nie jest
      dla mnie uciążliwa (przynajmniej jak dotąd - nie miałam np. na głowie wyłącznej
      opieki nad babcią-staruszką). A rodzinne święta szczerze lubię, chociaż
      zazwyczaj staram się jeden dzień spędzać rodzinnie, a drugi z przyjaciółmi.
Pełna wersja