Mój brat i jego szanse : trudne, długie :(

21.10.09, 09:23
Witajcie,
nie bardzo wiem czy na dobre forum trafiłam, wcześniej już opisałam
ten problem na innym forum, ale nie otrzymałam podpowiedzi co
robic....
muszę się wygadać.
Nie chodzi tu o mnie, ale o mojego brata.....
Brat ma 30 lat, żonę z którą ma dwoje dzieci (jedno - wpadka,
dlatego się ożenił, choć podobno ją kochał, ale moim zdaniem był po
prostu zauroczony, drugie - też trochę poza jego decyzją) i widać że
nie jest z nią do końca szczęśliwy, no ale sa dzieci. To próżna
kobieta, która nigdy nie pracowała "bo przecież ma męża", mieszkają
z jej rodzicami, bo ona "nie pójdzie tam gdzie on chce mieszkać",
cały dzień zajmuje się dziećmi, koleżankami oraz wypadami do
fryzjera/kosmetyczki/sklepów. Nie jest to stronniczość z mojej
strony choć na to pewnie wygląda, to są fakty. Ona traktuje go jak
bankomat, on haruje jak wół, ciągle jest w rozjazdach (prowadzi
firmę, sprowadza towar z austrii i w zasadzie jest tam ok. 4 dni w
tygodniu). Widać, że przytłacza go sytuacja, bardzo kocha swoje
dzieci ale źle się czuje w tamtym domu, bo jest w nim źle
traktowany, teściowie mają pretensje że go nie ma, a tak naprawdę to
on utrzymuje ich dom w większości. Rozwód wisiał już kilka razy w
powietrzu, no ale teraz jest drugie dziecko i na razie odpuścił.

Do tego wszystkiego ostatnio zwierzył mi się, że poznał kobietę,
która go niesamowicie pociąga, jest dokładnie taka jak by chciał i
to z taka osobą chciałby tworzyć rodzinę. Znają się niecały rok,
rozmawiają ze sobą często na gg. Nigdy do niczego nie doszło, ale
mówi, że trudno mu zapanować nad sobą jak ją widzi. Śmieszne to
może, bo brat nie ma 15 lat...
Niestety, ona ma męża... I tu kolejny klops. Znam tę osobę i wiem,
że jej też się nieukłada z mężem z różnych powodów, ale męża obecnie
ma. Wiem też, że mój brat jest dla niej kimś szczególnym, chociaż
nigdy nie rozmawiałam z nią o tym wprost, po prostu boimy się obie
tematu.

Kolejna sprawa to to, że dla nich obojga liczy się wiara...

Widzę jak się męczą oboje i nie umiem im pomóc...

Jak myślicie, co powiedzieć bratu?
Wiem, powinnam mu powiedzieć, żeby o niej zapomniał, bo ma rodzinę i
na niej się skupił. Tylko ta rodzina nie jest dla niego źródłem
szczęścia. A ja bym chciała być szczęśliwy...
Co robić, jak pomóc, co poradzić, żeby nie było tak smutno...?
Mój brat nigdy nie był wylewny, ale łzy mężczyzny i to tak mi
bliskiego przeraziły mnie....
Dziękuje tym które dotarły do konca...
Pomożcie...
    • osa551 Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 09:26
      eve.liner - Twój brat jest osobą dorosłą, sam powinien dokonywać swoich wyborów
      i sam brać za nie odpowiedzialność - od bzykania się bez zabezpieczenia z
      nieodpowiednią osobą - po wirtualne skoki w bok z koleżanką.
    • marzeka1 Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 09:26
      "Do tego wszystkiego ostatnio zwierzył mi się, że poznał kobietę,
      która go niesamowicie pociąga, jest dokładnie taka jak by chciał i
      to z taka osobą chciałby tworzyć rodzinę"- tyle że brat JUŻ ma rodzinę,
      dwukrotnie raczył zapłodnić tę niby okropną bratową, a pisanie, że drugi raz
      było jakby poza jego decyzją, jest kuriozalne. Brat jest przede wszystkim
      niedojrzały,kobieta, z którą chce założyć nową rodzinę, jest mężatką, ma swoje
      dzieci. Pewnie jakoś logistycznie dałoby się to rozwiązać, ale znając życie
      wyglądałoby to tak: rozwodzą się oboje, zaczadzeni miłością, zamieszkują, brat
      płaci alimenty na 2 dzieci, a z nimi zamieszkują dzieci nowej żony, pani zaczyna
      się buntować, że płaci na tamte dzieci, bo kasy jest mniej.
      Rada: nie wtrącaj się, to życie brata.I nie wierzę, że tak to wygląda, znasz
      wszystko tylko z jednej strony.
      • eve.liner Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 09:30
        Marzeka - dzięki smile
        Nie chce żeby sie rozwodził, ale nie mogę powiedzieć mu "ratuj swoje
        małżeństwo" bo on sam już tego nie chce i to nie chodzi tylko o tę
        kobietę.
        A może jednak rozwód i może żadna z tych kobiet?
        • kropkacom Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 09:34
          > A może jednak rozwód i może żadna z tych kobiet?

          Jakoś tak zbyt lekko podchodzisz do ewentualnego rozwodu brata. On ma dzieci
          przecież...
          • pitahaya1 Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 09:37
            Ale przecież brat może odejść od żony wraz z dziećmismile Rozumiem, że żona może
            być wredna, leniwa, lekkoduszna.
            Niech więc brat dzieci zabierze ze sobą. Ciekawe, co na to tamta pani, gdyby pan
            z dziećmi został.
        • marzeka1 Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 09:37
          Może, tyle że jeśli są dzieci, a jest jakakolwiek szansa, by udało się zażegnać
          kryzys, warto spróbować, zamiast znowu włazić jak w amoku w związek z kobietą,
          która jeszcze mężatką jest i na dodatek na swoje dzieci.Zwyczajnie po to, by nie
          wpadł z deszczu pod rynnę, gdyż brat dobrze nie zna tamtej kobiety, trawa zawsze
          wydaje się bardziej zielona tam, gdzie nas nie ma, on z nią nie jest na co
          dzień, więc tak naprawdę nie wie, jaka jest, wydaje mu się tylko lepsza od
          aktualnej żony.
          • eve.liner Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 09:47
            Ona nie ma dzieci.
    • rodriga Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 09:38
      cały dzień zajmuje się dziećmi, koleżankami oraz wypadami do
      fryzjera/kosmetyczki/sklepów

      Bratowa nie pracuje zawodowo, tylko zajmuje się dziećmi. Mam
      rozumieć, że to niedobrze?

      • eve.liner Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 09:50
        Dobrze i niedobrze, ale fryzjer co dwa dni "bo ona sama nie ułoży
        sobie tak włosów jak fryzjerka" - uważam za przesadę. A moze to ja
        jestem nienormalna? Wy też chodzicie co drugi dzień?
        • gryzelda71 Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 09:53
          Mnie nie interesuje ile razy moje szwagierki,bratowe i znajome chodzą do fryzjerów.
          • ola_motocyklistka Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 10:02
            dokładnie, nie to powinnaś przytaczać fryzjera jako przykład tego że tam się źle
            dzieje. Świadczy to o tym, że jesteś źle do niej nastawiona a Twoja ocena nie
            może być obiektywna.
            Jak dzieci się czują? Czy matka je nastawia przeciwko ojcu? jaka jest atmosfera
            w rodzinie?
            Nie każda "paniusia",która lata co 2 dzień do fryzjera jest złą matką i żoną.
            Inne kryteria bierze się pod uwagę.

            Bez sensu dla brata moim zdaniem jest wchodzić w kolejny związek, chociażby
            dlatego, ze wywołane tym rewolucje w życiu obu rodzin nie spowodują jego spokoju
            i szczęścia a raczej spiętrzą kłopoty, a uczestniczyć w nich będą już dwie
            rodziny no i dzieci.

            Jeżeli brat jest nieszczęśliwy, niech najpierw sam się zastanowi nad swoim
            życiem, ew. skorzysta (skorzystają) z pomocy, lub jeśli jest na tyle silny- sam
            je poukłada. A potem gotowy, spokojny z ułożoną sytuacją zarówno rodzinną,
            "dzieciową", finansową (ew. alimenty) niech tworzy nowy związek który da mu
            szczęście.
        • marzeka1 Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 09:54
          Moja siostra chodzi tylko do fryzjera i co z tego? Jej dziwactwo, do którego ma
          prawo. Ja chodzę co 6 tygodni, ale to też o niczym nie świadczy.
          Chce brat się rozwieść, niech się rozwodzi, tyle że przy jego osądzie
          rzeczywistości i dwukrotnym zapłodnieniu ad hoc, ot tak sobie, trudno pojąć,że
          podejmuje dobrą decyzję.
        • kropkacom Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 09:56
          > Dobrze i niedobrze, ale fryzjer co dwa dni "bo ona sama nie ułoży
          > sobie tak włosów jak fryzjerka" - uważam za przesadę.

          A mi by zwisało czy i ile chodzi do fryzjera tongue_out Nie wtrącaj się bo zepsujesz do
          końca coś co można jeszcze naprawić...
        • kawka74 Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 10:00
          fryzjer co dwa dni "bo ona sama nie ułoży
          > sobie tak włosów jak fryzjerka" - uważam za przesadę.

          Ale czy to stanowi jakiś dramatyczny wyłom w budżecie rodzinnym? Czy dzieci są przez to dramatycznie zaniedbane?
          A bratu pozwól samodzielnie decydować o swoim życiu; lepiej będzie, jeśli po prostu powiesz mu, że może liczyć na Twoje wsparcie, że pozwolisz mu się wypłakać czy co tam będzie chciał. Ale decyzję musi podjąć sam, bez rad i uwag.
        • sanrio o kochana 21.10.09, 12:03
          to jest całkowicie normalne, znam mnóstwo takich kobiet, choć sama tak nie robię
          bo "ułożę sobie włosy jak fryzjerka". I wiesz co - w tym właśnie poście jak dla
          mnie wyszło szydło z worka - wydaje mi się, że Ty po cichu trochę zazdrościsz
          bratowej lekkiego życia i możliwości opieki nad dziećmi i spędzania czasu jak
          chce i właśnie chodzenia do fryzjera co 2 dni - pewnie jesteś przeciwieństwem
          jej, zaharowaną i umęczona osobą i tak obracasz sprawę, że to co dla jednych
          jest zwyczajne, u bratowej stało się wadą nie do obejścia, no normalnie wredota
          z niej, że chodzi do tego fryzjera.
          Może jednak zajmij się swoimi emocjami zamiast ingerować w życie innego
          dorosłego człowieka, bo zapewniam, że mimo dobrych chęci źle na tym wyjdziesz.
          • deodyma Re: o kochana 21.10.09, 12:20

            sanrio napisała:


            > to jest całkowicie normalne, znam mnóstwo takich kobiet, choć sama
            tak nie robi
            > ę
            > bo "ułożę sobie włosy jak fryzjerka". I wiesz co - w tym właśnie
            poście jak dla
            > mnie wyszło szydło z worka - wydaje mi się, że Ty po cichu trochę
            zazdrościsz
            > bratowej lekkiego życia i możliwości opieki nad dziećmi i
            spędzania czasu jak
            > chce i właśnie chodzenia do fryzjera co 2 dni - pewnie jesteś
            przeciwieństwem
            > jej, zaharowaną i umęczona osobą i tak obracasz sprawę







            tez tak mysle.
            zreszta mnie kiedys tesciowa powiedziala, ze skoro jestem mezatka i
            mam dziecko, powinnam w domu siedziec, od rana do wieczora piec,
            gotowac, smazyc a ja tymczasem mam kolezanki, stac mnie na ubrania i
            pierscionki a ona co?
            musiala 100 pielich tetrowych pracbig_grin
            poniewaz jestem zlosliwa odpowiedzialam z usmiechem na twarzy, ze
            skoro malo bylo jej tych pieluch, mogla jeszcze stopo dokupic a co
            do kolezanek i tyego, jak spedzam czas, to juz nie jej sprawa.
            nie bede tez chodzila naga, bo ja szlag trafia, ze na ubrania mnie
            stac i zapytalam, kiedy mam na siebie wlozyc worek na ziemniaki?
            przez takich ludzi przemawia zazdrosc, zlosc i zawisc.
            rowniez przez autorke tego watkusmile
      • deodyma Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 12:15

        rodriga napisała:

        > cały dzień zajmuje się dziećmi, koleżankami oraz wypadami
        do
        > fryzjera/kosmetyczki/sklepów
        >
        > Bratowa nie pracuje zawodowo, tylko zajmuje się dziećmi. Mam
        > rozumieć, że to niedobrze?





        najwidoczniej autorka watku z tych, co to wszystko wiedza najlepiejsmile
        no i przeciez nie wypada, zeby chodzila do fryzjera, odwiedzala
        kosmetyczke i wydawala ciezko zarobione pieniadze przez swojego
        biednego meza, ktorgo to w dwojke dzieci i w malzenstwo wrobila.
        do garow!
    • lila1974 Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 10:06
      Jak znam siebie, to widząc, że brat jest nieszczęśliwy spróbowałabym porozmawiać
      z bratową - tak po babsku, ale bez oskarzania jej o częste wizyty u fryzjera i
      inne pierdoły. Chciałabym po prostu wiedzieć jak widzi kondycję tego związku.
    • chloe30 Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 10:07
      eve.liner napisała:

      > ( drugie - też trochę poza jego decyzją)

      rozumiem że został zgwałcony przez te okropna babę, bo nie powiesz
      mi że z własnej woli uprawiał z nią seks??
      A jeśli jednak z własnej to nie rozumiem stwierdzenia o braku
      decyzji o dziecku.
      • eve.liner Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 10:25
        Uffff, no to mi się dostało za tego fryzjera.... ale to nie o to
        chodzi w tym wątku.
        Widać, ze źle się dzieje bo:
        - od poczatku małżeństwa stosunek do mojego brata roszczeniowy "inne
        mają takie auto, dlaczego ja mam być gorsza, taż chcę", "nie będę
        pracowac - mam męża"
        - czy dzieci nastawia przeciwko? tego nie wiem, nie jestem z nimi na
        codzień, ale wielokrotnie słyszałam np.jak mówiła "(imię), chodź do
        mamusi, tatuś i tak ma cię gdzieś"
        - mój brat jest w polsce 3 dni w tygodniu, w tym jeden dzien w
        którym może załatwić coś załatwić w urzedzie, kupić sobie cos do
        ubrania, niestety często jest to niemożliwe, ponieważ ma obowiązek
        cały czas być z dziećmi ponieważ ona zazwyczaj ten dzień poświęca na
        spotkania z koleżankami na mieście) oczywiście nic w tym złego, ale
        uważam że powinni takie dni spędzić razem, żeby sie zbliżyć, skoro
        jego często nie ma, a ona może sie spotkać koleżankami w inny dzień,
        jej mama z którą mieszkają jest na emeryturze, chętnie z dziećmi
        zostaje.
        - nie podoba mi się tez nastawienie teściów, gdy np. mój brat zwraca
        uwagę starszej corce, bo np. źle się odezwała to ich komentarz jest
        taki sam "co ty możesz wiedzieć, jak ciebi9e NIGDY nie ma".
        • alabama8 Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 10:42
          No co za flądra! Wymaga żeby ojciec który jest w polsce tylko przez
          3 dni w tygodniu jeszcze poświęcał jeden dzień na bycie z dziećmi,
          które przecież można podrzucić do teściowej i pójść sobie coś kupić
          na mieście.
          Siedzi flądra całe dnie z dzieciakami, a jak brat wraca styrany do
          domu to się umawia z koleżankami i ma czelność chcieć się choć raz w
          tygodniu urwać z kieratu. Nie rozumiem takich kobiet, a gdzie patos,
          gdzie poświęcenie.
          Ta druga babka jestfajniejsza, pewnie ma dużo czasu dla brata, nie
          obarcza obowiązkami typu dzieci, nie chodzi do fryzjera ... sama
          widzisz.
        • sanrio Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 12:07
          - mój brat jest w polsce 3 dni w tygodniu, w tym jeden dzien w
          którym może załatwić coś załatwić w urzedzie, kupić sobie cos do
          ubrania, niestety często jest to niemożliwe, ponieważ ma obowiązek
          cały czas być z dziećmi ponieważ ona zazwyczaj ten dzień poświęca na
          spotkania z koleżankami na mieście) oczywiście nic w tym złego, ale
          uważam że powinni takie dni spędzić razem, żeby sie zbliżyć, skoro
          jego często nie ma, a ona może sie spotkać koleżankami w inny dzień,
          jej mama z którą mieszkają jest na emeryturze, chętnie z dziećmi
          zostaje.

          Zwariowałaś. To oczywiste, że skoro ona cały tydzień zajmuje się dwójką dzieci,
          to jak tatuś szanowny się zjawi, on powinien się nimi zająć. proste jak
          konstrukcja cepa.
          • lisbeth25 Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 14:47
            > Zwariowałaś. To oczywiste, że skoro ona cały tydzień zajmuje się
            dwójką dzieci,
            > to jak tatuś szanowny się zjawi, on powinien się nimi zająć. proste
            jak
            > konstrukcja cepa.

            Czyli:
            facet 4 dni pracuje za granicą + dojazdy, pozostałe 3 dni ma zajmować
            się dziećmi, czyli: utrzymuje rodzinę i zajmuje się dziećmi, nie ma
            czasu na odpoczynek i wyjścia ze znajomymi
            kobieta 4 dni zajmuje się dziećmi, nie zarabia na potrzeby rodziny,
            pozostałe 3 dni tygodnia ma na to, żeby zająć się sobą.
            Wow, jaki podział obowiązków. Ten facet to frajer i tyle.
            • kropkacom Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 14:50
              > facet 4 dni pracuje za granicą + dojazdy

              Ale pracuje 24 godziny na dobę? Wraca każdy dzień do domu?
              • lisbeth25 Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 15:02
                Napisała autorka, że jej brat ciągle haruje jak wół i jest bez przerwy
                w rozjazdach. Więc pewnie cały dzień praca, a noc śpi. Tak jak i pewnie
                jego żona zajmuje się dziećmi w dzień-pomijając, że jej ciągle w domu
                nie ma, a w nocy śpi. I po tych 4 dniach facet do dzieci- jak
                najbardziej słusznie, a żona odpoczynek. Niesprawiedliwe.
                • kropkacom Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 15:09
                  To napisała siostra po tym co powiedział jej brat. Naprawdę nie myślisz że to
                  może być mało obiektywne? Jakby pracował na miejscu harując jak wół i ona też by
                  chodziła do pracy to też by nie odpoczął w wolny dzień bo ma DZIECI.
                  • lisbeth25 Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 15:17
                    Jakby się jakoś sensowniej podzielili, to każde z nich mogłoby czasem
                    wyjść i nie byłoby tak, że dzieci na co dzień nie mają ojca w domu.
                    • kropkacom Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 15:23
                      To fakt.
        • deszcz.ryb Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 13:58
          Założę się, że gdzieś tu na forum twoja bratowa zakłada wątek i pisze w nim: "moja szwagierka chce rozbić moje małżeństwo! Siedzę codziennie z dziećmi w domu a ona mi mówi, że nie mam prawa wyjść gdzieś raz w tygodniu z koleżankami!!!! I jeszcze zazdrości mi, że mam kasę na fryzjera co dwa dni! Jak mogę uratować małżeństwo przed tą zołzą"?

          W ogóle czy twój brat ma 13 lat, że musisz być jego powierniczką i doradczynią? Skoro jest dorosły to nie jest normalne, że przyjeżdża wyżalić się na żonę siostrze zamiast samodzielnie załatwiać swoje sprawy z żoną.
          • kropkacom Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 14:04
            > Skoro jest dorosły to nie jest normalne, że przyjeżdża wyżalić się na żonę sio
            > strze zamiast samodzielnie załatwiać swoje sprawy z żoną.

            Wyżalić się może przecież. Tylko trzeba sobie uświadomić że jego historia jakby nie była wzruszająca (łamiąca serce siostrze) nie koniecznie musi być prawdziwa smile
            • deodyma Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 14:05

              Tylko trzeba sobie uświadomić że jego historia jakby
              > nie była wzruszająca (łamiąca serce siostrze) nie koniecznie musi
              być prawdziw
              > a smile




              otoz tosmile
    • syla27 Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 10:11
      Ja doradziłabym bratu, aby w końcu wzioł się za uporządkowanie
      swojej rodziny. Niech może w końcu wynajmą mieszkanie i nie siedzą u
      rodziców żony, niech moze on częściowo żonę wciągnie w interes, albo
      postawi jakieś warunki, że ona też musi zacząć zarabiać. Rozwód, gdy
      są już dzieci i wiązanie się z kobietą, która też ma już swoje
      dzieci będzie rodziło również problemy. Bedzie miał na utrzymaniu
      diwe rodziny, dwa razy więcej kasy bedzie potrzeba, następna żona po
      pewnym czasie tez bedzie się czepiała, że ta kasa idzie gdzie
      indziej, bo przecież będą alimenty. Moim zdaniem, rozwód na ten
      moment to nie jest jeszcze dobre rozwiązanie. Niech brat zawalczy o
      swoją rodzinę i odetnie się od teściów.
      • eve.liner Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 10:33
        Ta dziewczyna nie ma dzieci.
        Poza tym też prowadzi dosyć dochodowy interes, także sprawy
        finansowe sprowadziłbym na boczny tor. Nie kasa jest najważniejsza.
        • gryzelda71 Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 10:38
          A ta dziewczyna jest gotowa rozwalić własne małżeństwo?
    • crises Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 10:23
      Brat (jak i każdy) ma prawo walczyć o swoje szczęście. Życie jest za
      krótkie, żeby je spędzić z kimś, z kim nie jest się szczęśliwym, a
      bez kogoś, z kim chcemy być. Żeby być dobrym ojcem dla dzieci, wcale
      nie trzeba być z ich matką.

      Ja w podobnej sytuacji tak zrobiłam i nie żałuję, koniec końców
      wyszło na dobre wszystkim zainteresowanym.
      • anna_geras Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 10:46
        Następny,którego żona nie rozumie. Zakochał sie bidulek i cierpi. O
        matko. Nie wtrącaj sie lepiej.
        • lila1974 huzia na Józia 21.10.09, 11:14
          Jednogłośnie został potepiony brat autorki (i sama autorka), ale tak sobie myślę
          ... może rzeczywiście źle się dzieje, małżeństwo jest niedobrane, facet tyra a
          dziewczyna trwoni bez skrupułów ... i mase innych rzeczy.

          Nie znacie takich sytuacji? Zawsze kobieta jest święta a facet ostatnia świnia?

          Nie wiem, jaka na prawde jest sytuacja w tym konkretnym małżeństwie, ale jestem
          skłonna uwierzyć, że facet jest nieszczęśliwy. Jednego tylko zrozumieć nie umiem
          - drugiego dziecka.

          Jak można doprowadzić do jego poczecia, skoro w małżeństwie źle się dzieje?

          Jak można myśleć o innej babie w chwili, gdy się nie spróbowało konkretnie
          rozmówić z żoną i nie ustaliło, jakiegoś planu naprawy małżeństwa.

          Myślę, że facetowi było w sumie wszystko jedno.
          Biznes za granicą, który daje mu wolność od niekochanej żony ...
          I dopiero atrakcyjna kobieta na horyzoncie sprawiła, ze się ocknął i nagle szuka
          rozwiązania ... ale nie takiego jak powinien.

          Niech będzie mężczyzną z krwi i kości. Niech weźmie odpowiedzialność za życie,
          które powołał na świat i spróbuje unormowac sprawy we własnym domu.

          Po pierwsze konkretna rozmowa z żoną i wyprowadzka na swoje.
          • jowita771 Re: huzia na Józia 21.10.09, 11:50
            > skłonna uwierzyć, że facet jest nieszczęśliwy. Jednego tylko zrozumieć nie umie
            > m
            > - drugiego dziecka.

            Ja mogę zrozumieć. Mam podobna parę w bliskiej rodzinie. Ona bardzo chciała
            szybko wziąć ślub, on uważał, że maja jeszcze czas. Więc przestała brać pigułki.
            Wpadka i szybki ślub. Po ślubie się okazało, że ciąża dużo młodsza niż ona
            mówiła, po prostu zaszła w ciążę, kiedy już niby w ciąży była. Ale potem to już
            musztarda po obiedzie. Z drugim dzieckiem tez ona twierdziła, że się starają.
            Zmroziło mnie, jak rozmawiałam z nim o dzieciach i powiedział, że może kiedyś
            jeszcze, ale na razie nie planują. już wiedziałam, że ONA planuje. I oczywiście,
            teraz jest dwójka, ona zachwycona, on trochę podłamany.
      • kropkacom Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 10:50
        > Brat (jak i każdy) ma prawo walczyć o swoje szczęście.

        Myślę że pan się zakochał tongue_out i próbuje się szybko wylogować z rodziny a winę
        zrzucić na żonę.
    • 18_lipcowa1 Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 10:59
      no straszny bidus z twego brata
      nie moze przezywac w spokoju mlodzienczej fascynacji bo przeszkadza
      mu w tym wredna zona co go bidusia w dzieci wrobila- i to DWOJE! No
      i na dodatek musi zapitalac na rodzine!
      Straszny bidulek z niego.

    • lubie.garfielda Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 11:12
      gdzieś czytałam historię o żonatym panu który zakochał się w
      mężatce, zaczęli czynny romans, spotykali się bardzo rzadko bo oboje
      mieli swoje zobowiązania. W końcu pan się zdziwił z lekka bo
      powrocie z randki dowiedział się że nie ma czego w domu szukać i co
      się okazało? Że kochanka wcale nie chciała rozwalać sobie
      małżeństwa! A że była żona zmądrzała to już go "do domu" nie
      wpuściła... facet zaniedbała się (nie miał kto go oprać)

      Więc to że między twoim bratem a jego przyjaciółką iskrzy wcale nie
      znaczy że ona będzie miała ochotę na zmianę stanu cywilnego.
      • bezzznaczenia braciszek powinien sie wykstrowac 21.10.09, 11:58
        by nie zmajstrowac dzieci tej drugiej!!
        i to bez swojej woli

        hiihiismile

        a to ze pomaga żonie to jego obowiązek, siedzi z bachorami 24/24 to
        ma prawo, od wielkiego dzownu, wyjsc kiedy ojciec wreszcie
        przyjechal!

        I niech zmieni robotę!!! chociaz z jego marnymi kwalifikacjami..

        a dlaczego żona ma sie wyprowadzac od orodzicow-zeby juz kompletnie
        nikt jej przy bachorach nie pomagal?
    • laminja Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 12:04
      to on musi podjąć decyzje. Jedyne co możesz zrobić to zapewnić go o tym, że
      niezależnie od tego jaką decyzję podejmie może liczyć na Twoje wsparcie.
    • edit38 Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 12:08
      A co Ty byś zrobiła będąc na miejscu brata? Rozwiodłabyś się? Rozbiłabyś
      małżeństwo tej drugiej kobiety?
      W tej sprawie nie da się chyba radzić, każdy musi robić tak jak uważa. Sytuacja
      z Twojego opisu wygląda nieciekawie ale Ty naprawdę możesz być stronnicza tylko
      sobie nie zdajesz z tego sprawy. Pamiętam jak bat mojej mamy się rozwodził,
      wszyscy w rodzinie wtedy mówili że to wina „ciotki”. Teraz gdy ma drugą rodzinę
      widać że on jednak nie do końca jest w porządku do obecnej żony więc z pierwszą
      też tak mogło być.
      Lepiej się do tego nie mieszać ale jeśli brat poprosi o radę to powiedz mu jak
      Ty byś postąpiła zaznaczając że to jego życie i jego wybór.
    • deodyma Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 12:12
      to zycie brata, nie Twoje.
      Ty mozesz go wysluchac, doradzic i nic wiecej.
    • lisbeth25 Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 14:29
      Co byś nie napisała i tak dostaniesz odpowiedzi, że brat jest zły,
      powinien zostać z żoną itp. Zawsze gdy ktoś napisze, że chce zostawić
      męża/żonę i wejść w nowy związek- obojętnie z jakich powodów- sypią się
      gromy na jego głowę i dostaje rady, by walczył o stary związek.
    • ik_ecc Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 14:32
      1) Brat jest duzym chlopczykiem i wie jak sie robi dzieci, wiec te
      dzieci "poza jego decyzja" to kuriozum jakies.
      2) Jego zona, ktora "caly dzien zajmuje sie dziecmi"... straszne,
      rzeczywiscie.
      3) Brat sie zakochal... a moze jednak znow zauroczyl? Ach, nie,
      zakochal, bo te lzy...
      4) Brat chcialby rozbic swoja rodzine i rodzine nowej panienki....
      Ale to ok, bo sie rozplakal, wiec na pewno wsyzscy beda tym
      zachwyceni.

      Jesli brat sie chce rozwiesc - niech sie rozwodzi. Dlatego ze mu w
      tym zwiazku niedobrze. A nie dlatego ze jakas laska gdziestam na boku
      mu mowi to co by chcial uslyszec. Najpierw sie konczy jedna sprawe,
      dopiero potem zaczyna druga. Jesli sie przeskakuje z jednego zwiazku
      do drugiego, to sie przenosi ze soba caly bagaz. Drugie malzenstwa
      maja duzo mniejsze szanse sukcesu niz pierwsze.
    • ania77732 Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 15:12
      Moja rada: NIE WTRĄCAJ SIĘ!!!

      Dlaczego? Opiszę Ci moją sytuację z siostrą i jej mężem...

      miała 19 lat jak wpadła z obecnym mężem, widziałam że go nie kocha a między nimi
      nie jest dobrze- ciągle awantury, pretensje...wszyscy kazali jej wyjsc za mąż =
      ja doradzałam dobrze; po co Ci slub ? jestes mloda i znajdziesz sobie kogos
      lepszego! Moja siostra wkoscu wyszla za swojego chlopaka a teraz wszystkim
      wypomina ze ja wrobili w malzenstwo ale co najlepsze!!!! krótko po slubie
      opowiedziala mezulkowi co jej doradzilam...(chyba ponownie sie w nim
      zakochala)teraz jest miedzy nami kosa a ja nie mam wstepu do ich domu. chcialam
      tylko dobrze...podobno on ostatnio juz nie tylko na nia bluzga ale ja bije.
      Wtracilam sie i stracilam siostre. Przemysl wszystko dobrze bo moze sie okazac
      ze twoj brat bedzie dalej z zona a ty bedziesz jako ta zla ktora namawiala brata
      do podlych rzeczy czyli do rozwodu. Daj sobie spokoj...
    • heljo Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 16:31
      Nie wiem czy to cię pocieszy ale to co powiesz bratu nie ma żadnego
      znaczenia. On i tak zrobi to co chce. im dłużej przygladam się
      ludziom tym bardziej się utwierdzam w przekonaniu że nikt nie słucha
      naszych rad - pytają nas o zdanie tylko po to by znaleźc sojusznika,
      by nas wysondowac. Tak więc powiedz mu: nie wiem braciszku co
      powinienes zrobic - to twoje życie i ty wiesz najlepiej. Pamiętaj
      tylko ze zawsze możesz liczyc na moje wsparcie. A czy po takim
      tekście rozwiedzie się z żoną czy też zrobi jej trzecie dziecko i
      tak bedzie zależało tylko od niego.
    • betty_julcia Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 21.10.09, 17:45
      Przede wszystkim NIE WTRĄCAJ SIĘ!!! Nie ma nic gorszego jak mamusia
      i siostrunia które chcą dobrze dla biedaczka i widzą jak on się w
      małżeństwe męczy. Żeby w małżeństwie było dobrze obydwoje muszą się
      starać. Ty wdzisz tylko jedną stronę. Swojego biednego brata,
      zatyranego. W wielu małżeństwach własnei o to sa najczęściej spory,
      ze mąż całymi dniami realizuje swoje plany poza domem, rozwija
      firmę,z arabia pieniądze i nie ma go całymi dniami i nocami. A
      kobieta jak z małymi dziećmi jest w domu to źle - bo żeruje na
      biedaku, jak dba o siebie to źle - bo szasta pieniedzmi, jak by
      zaniedbana chodziła to też byłoby źle, bo przestałaby się podobać i
      byłaby nieatrakcyjna, jakby poszła do pracy to tez niedobrze, bo
      wyrodna matka.
      Dziwne to że ze strony teściowej i siostry to zawsze ona zołza a on
      bedny wykorzystywany misio, nawet mu pozwolenei na zdradę i odejście
      od rodziny dadzą żeby pozbył się problemów.
      Mam nadzieję ze jego żona dowie się jakie ma w tobie wsparcie.
      Jeżeli już musisz byc tym wsparciem to powinnaś powiedzieć mężowi ze
      rodzina jest najważniejsza i powinien porozmawiać z żoną o tym co go
      trapi i jak on się czuje. I niech sobie między sobą to rozwiążą.
      • eve.liner Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 22.10.09, 08:40
        Szczerze mówiąc- jesteście żałosne.
        Wszystko potraficie sprowadzić do tego, że jestem zazdrosna itd. Na
        palcach jednej ręki można policzyć posty kulturalne, na poziomie,
        mówiące "nie wtrącaj się" w sposób wykazujący jakiś poziom. I za te
        pięknie dziękuję. Niestety większość z Was zjechała mnie całkowicie
        i mojego brata w mało wyszukany sposób.
        Jestem bardzo dobrze sytuowana, nawet lepiej niż brat, mam dzieci i
        męża. Nie jestem zakompleksiona, nie mam nadwagi (nawet po 3 ciąży)
        i lubię siebie. Mój wątek powstał po to, że silna więź z bratem
        sprawiła, ze cierpię razem z nim. Rozumiem, ze jako pokrzywdzoną
        traktujecie tu moją bratową, szkoda wam jej ze względu że ją tak
        opisałam, ale to niestety prawda i może warto byłoby sie zastanowić
        nad tym, że nie zawsze facet jest winny rozpadowi małżeństwa. To
        maja bratowa - wolałabym, aby była między nimi zgoda, ale to dwie
        strony muszą chcieć.

        W każdym razie mój brat poprosił żonę o terapię małżeńską. Nie
        zgodziła się, twierdząc że z nią jest wszystko ok i że ona nie ma
        zamiaru nigdzie chodzić.
        • bez27 Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 22.10.09, 10:14
          oboje są dorośli, sami muszą rozwiązać sytuację; żal Ci brata, ale
          to on musi podjąć decyzję;

          dla mnie chory układ, że mieszkają z rodzicami; to porażka; i myślę,
          ze to wspóne mieszkanie nie sprzyja zgodzie w ich małżeństwie; a
          poza tym kobieta może mogłaby zająć się jakąś funkcją w jego firmie?
          nie kapcanieje siedząc z dziećmi i sptykając się z koleżankami?

          a tak poza tym ich małżeństwo to jakaś pomyłka

          pozdrawiam
        • e.logan Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 22.10.09, 10:21
          PO 1 brat z zona powinni sie usamodzielnisc (zamieszkac bez
          tesciow).
          po 2 Ona idzie dopracy, dzieci do przedszkola , brat zmienia prace
          na taka na miejscu.

          No i terapia. Jesli jemu jest zle w tym zwiasku to predzej czy
          pozniej on sie rozpadnie. To ze jej jest dobrze tak jak jest
          swiadzcy o tym ze jego potrzeby i odczucia sie dla niej nie licza.
          Wiec nie widze sensu bycia w zwiasku z kims dla kogo sie nie licze.

          A dobrym ojcem mozna byc tak poza malzenstwem. lepiej tak niz gdy
          dziecko widzi iz tata to frajer od kasy ktory nawet uwagi nie m oze
          im zwrocic.

          Nie widze powodu dla ktorego tesciowa isci sobie prawo do wtracania
          sie w wychowanie dzieci.On ma prawo zwracac im uwage jesli uwaza ze
          jakies zachowanie jest nie wlasciwe.
        • cherry.coke Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 22.10.09, 10:24
          > Rozumiem, ze jako pokrzywdzoną
          > traktujecie tu moją bratową, szkoda wam jej ze względu że ją tak
          > opisałam, ale to niestety prawda i może warto byłoby sie zastanowić
          > nad tym, że nie zawsze facet jest winny rozpadowi małżeństwa. To
          > maja bratowa - wolałabym, aby była między nimi zgoda, ale to dwie
          > strony muszą chcieć.

          Mozesz miec racje co do "winy" bratowej, ale:
          - konkretne argumenty na to podajesz dosc nieprzekonujace, a w porywach satyryczne
          - prawda jest zawsze gdzies miedzy stronami sporu, a ty podajesz wersje tylko
          jednej.

          Jesli bratowa jest taka toksyczna, to niech sie brat z nia owszem rozwiedzie,
          dla dobra ich obojga i dzieci nie ma co sie kisic w truciznie.

          A do sprawy "pani trzeciej" niech wroci, jak juz to zalatwi.
        • sanrio Re: Mój brat i jego szanse : trudne, długie :( 22.10.09, 19:55
          No no - my jesteśmy żałosne, a ty do tych żałosnych napisałaś szukając słów
          pochwały :"tak,biedny jest twój brat, niech odejdzie od żony bo to suka i zwiąże
          się z tą drugą"....a tu takie rozczarowanie - mało kto was zrozumiał i w związku
          z tym zostałyśmy uznane za żałosne. Brawo Pani Godna Naśladowania i Nie Żałosna.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja