Krzycząc na dzieci...

23.10.09, 18:11
... krzywdzisz je.
Kolejna kampania telewizyjna, która - zgodnie z założeniami - ma
szczytne cele.
Zastanawiam się jednak, dlaczego po jej obejrzeniu mam mieszane
uczucia?
Pierwsza wątpliwość, która od razu mi się nasunęła: jak zinterpretują
ten przekaz dzieciaki? Uważam, że każdy normalny rodzic kieruje się
przede wszystkim tzw. zdrowym rozsądkiem (o patologicznych nie
wspominam, bo do nich raczej i tak to nie przemówi). Czy młody
człowiek (często w trudnym okresie dorastania) nie wyolbrzymi tego
przekazu? Czy nie utwierdzamy w ten sposób w dzieciach przekonania,
że mają głównie prawa (o obowiązkach jakoś kampanie społeczne
milczą)? Czy rodzic rzeczywiście NIGDY nie ma prawa do otwartego
okazania swoich emocji?
Przyznaję, że bardzo chciałabym napisać, że moje dzieci prawidłowo
reagują na spokojną argumentację, że nie zdarzyły nam się sytuacje, w
których emocje i okoliczności powodowały podniesienie głosu.
Przyznaję, że nie zawsze ta sztuka mi się udawała. NIGDY jednak nie
odbierałam tego jako wyrządzania dziecku krzywdy.
Co sądzicie o tego typu inicjatywach?
    • karra-mia Re: Krzycząc na dzieci... 23.10.09, 18:23
      wszystkie te kampanie wg mnie sa do d...y wsadzićuncertain
      O szczepieniach, o krzyku...
      nie oglądam tego, nie słucham
      • verdana Re: Krzycząc na dzieci... 23.10.09, 19:02
        Dla mnie w tym momencie przesadzono. Nie zawsze krzyczac na dziecko
        je krzywdze, czasem moge skrzywdzic - nie krzyczac.
        Zastanawiam się nad czym innym - jak czuja się dzieci, ktore w
        telewizji slyszą, ze mamusia i tatuś nie kochaja ich, bo krzyczą. I
        czy to aby nie krzywdzi dzieci bez porownania bardziej, niz
        sporadyczna piekielna awantura.
        Nie mowiac już o tym, ze rodzice nie zombi - dziecko ma prawo
        krzyczec, a jesli tak - rodzice też...
    • joanna35 Re: Krzycząc na dzieci... 23.10.09, 19:06
      Moim zdaniem jeżeli którakolwiek z tych kampanii pobudzi choćby
      jednego rodzica do refleksji nad swoim rodzicielstwem w
      prezentowanym temacie, do wyciągnięcia odpowiednich , korzystnych
      dla dziecka, wniosków i zmian to spełniła swą rolę. Owszem, świat
      się przez to nie zmieni, ale wielkiej zmianie może ulec świat tego
      jednego konkretnego dziecka i dlatego warto. Myślę, że są dorosli
      dla których taki krótki przekaz może być swoistym "aha - można
      inaczej".
      • gabi683 Re: Krzycząc na dzieci... 23.10.09, 19:31
        joanna35 napisała:

        > Moim zdaniem jeżeli którakolwiek z tych kampanii pobudzi choćby
        > jednego rodzica do refleksji nad swoim rodzicielstwem w
        > prezentowanym temacie, do wyciągnięcia odpowiednich , korzystnych
        > dla dziecka, wniosków i zmian to spełniła swą rolę. Owszem, świat
        > się przez to nie zmieni, ale wielkiej zmianie może ulec świat tego
        > jednego konkretnego dziecka i dlatego warto. Myślę, że są dorosli
        > dla których taki krótki przekaz może być swoistym "aha - można
        > inaczej".

        Tak jak piszesz nie inaczej...

        KRZYK ZABIJA W DZIECKU DUSZE
        • jmama Re: Krzycząc na dzieci... 23.10.09, 19:44
          a ja wolę krzyknąć niż uderzyć.
          • gabrielle76 Re: Krzycząc na dzieci... 23.10.09, 20:06
            dla mnie głupia kampania, niedługo to juz nie będzie mozna uwagi zwrócic
            własnemu dziecku uncertain Klapsa dac nie wolno, krzyknąć nie wolno a dzieciaki w
            dzisiejszych czasach coraz bardziej rozwydrzone i niewychowane
            • deodyma Re: Krzycząc na dzieci... 23.10.09, 20:11

              gabrielle76 napisała:

              > dla mnie głupia kampania, niedługo to juz nie będzie mozna uwagi
              zwrócic
              > własnemu dziecku uncertain Klapsa dac nie wolno, krzyknąć nie wolno a
              dzieciaki w
              > dzisiejszych czasach coraz bardziej rozwydrzone i niewychowane




              dokladniesmile
              niedlugo dojdzie do tego, ze dziecko zaskazry rodzica tylko dlatego,
              bo ten podniosl na nie glosbig_grin
              niech wiec dalej wymyslaja te debilne kampanie.
              • atena12345 Re: Krzycząc na dzieci... 24.10.09, 14:17
                syn kolegi poszedł do szkolnej pedagog powiedzieć, że ojciec go
                maltretuje, o ten kazał mu ścielić po sobie łóżko...
                • deodyma Re: Krzycząc na dzieci... 24.10.09, 15:31
                  dobrebig_grin
                  dzis wlasnie na ten tamet gadalismy z mezem i zapytalam, bo by
                  zrobil, gdyby dziecko odstawilo nam podobny numer, naskaraylo na nas
                  lub podalo do sadu.
                  maz na to, ze z domu by pogonil...
            • kobraluca Re: Krzycząc na dzieci... 23.10.09, 20:12
              gabrielle76 napisała:

              Klapsa dac nie wolno, krzyknąć nie wolno a dzieciaki w
              > dzisiejszych czasach coraz bardziej rozwydrzone i niewychowane

              bo trzeba nauczyc sie wychowywac bez klapsow i bez krzyku
            • przeciwcialo Re: Krzycząc na dzieci... 24.10.09, 20:27
              coraz częściej dzieci sa hodowane na teoriach podręcznikowych i
              kampaniach, wmawia się im że maja prawa, o obowiązkach nie wspomina
              sie.
              Hodowal to nie to samo co wychowanie.
          • kobraluca Re: Krzycząc na dzieci... 23.10.09, 20:10
            a ja wole nie krzyczec i nie bic
            • gabrielle76 Re: Krzycząc na dzieci... 23.10.09, 20:18
              nie popieram bicia ale klaps to jeszcze nie tragedia, czasem trzeba dac klapsa i
              trzeba krzyknąć. Znam kilkoro dzieci wychowywanych bezstresowo jeden chłopczyk
              bardzo grzeczny, kulturalny az miło , reszta dzieci koszmar
              • angazetka Re: Krzycząc na dzieci... 23.10.09, 23:59
                > nie popieram bicia ale klaps to jeszcze nie tragedia, czasem
                trzeba dac klapsa

                O. Serio? Kiedy na przykład trzeba?

                > Znam kilkoro dzieci wychowywanych bezstresowo jeden chłopczyk
                > bardzo grzeczny, kulturalny az miło , reszta dzieci koszmar

                A wszystkie bite dzieci, które znasz, są wzorami cnót wszelakich? I
                co to znaczy "bezstresowo"?
              • lila1974 Re: Krzycząc na dzieci... 24.10.09, 12:34
                Uważasz, ze jak rodzic nie klepie po tyłku i nie krzyczy, to znaczy,
                że wychowuje "bezstresowo" ... na prawdę uważasz, ze pomiędzy nic
                nie ma?
        • asia_i_p Re: Krzycząc na dzieci... 23.10.09, 22:36
          Bez przesady, jest krzyk i krzyk.
          Jest krzyk "Ty wstrętny bachorze, przestań wrzeszczeć, nienawidzę cię" i jest
          krzyk "Głowa mnie boli, potrzebuję ciszy!". I ten drugi krzyk jest w porządku.
          Emocje można wyrażać głośno, byle z szacunkiem dla innych.
          Tyle się mówi o tym, żeby powiedzieć dzieciom, jak robić, żeby było dobrze,
          zamiast wytykać to, co jest złe, a potem rodzicom w kampaniach wytyka się tylko,
          co jest złe, zamiast pokazać działania pożądane.
    • mrs.solis Re: Krzycząc na dzieci... 23.10.09, 20:19
      Jeszcze troche,a prosba zeby dziecko wyrzucilo smieci bedzie
      rozpatrywana jako wykorzystywanie dzieci do ciezkich prac domowych.
      • kobraluca Re: Krzycząc na dzieci... 23.10.09, 23:24
        bez przesady, prosba a krzyk to dwie rozne rzeczy

        ta kampania kierowana jest do rodzicow, ktorzy duzo krzycza, nie
        wiem jak Wy ale ja znam takich i dzieci mi zal
    • cherry.coke Re: Krzycząc na dzieci... 23.10.09, 23:06
      Jest tyle rzeczy, ktorymi trzeba sie zajac przed krzykiem, ze nie moge brac tego
      typu kampanii powaznie.
    • marghe_72 Re: Krzycząc na dzieci... 23.10.09, 23:34
      Kampanii nie widzialam zatem nie skomentuję

      ale na podniesienie głosu sama sobie daję przyzwolenie. Bom człowiek
      nie maszyna i jakoś muszę dac wyraz emocjom
      Wolę krzyknąc niż międlić w środku.
      Rodzina wie, że podnoszę głos, że czasami muszę.. i że zaraz mi
      przechodzi smile
      • przeciwcialo Re: Krzycząc na dzieci... 24.10.09, 20:37
        Dokładnie, czasami człowiek musi inaczej sie udusi.
    • ardzuna Re: Krzycząc na dzieci... 23.10.09, 23:49
      Nie widziałam, ale jeśli jest taka, to jest bzdurna i szkodliwa. Dziecko można niewyobrażalnie krzywdzić werbalnie nie podnosząc na nie głosu, a dla odmiany zdrowe i otwarte wyrażanie swoich emocji może się odbywać także podniesionym głosem. Zdrowe wyrażanie gniewu to trudna sztuka i należy się cieszyć, jeśli rodzice ją opanowali i potrafią własnym przykładem uczyć dziecko.

      • bi_scotti Re: Krzycząc na dzieci... 24.10.09, 01:20
        Kampanii nie widzialam, ze jeszcze raz powtorze: ja bylam karana
        cisza. Jest to najstraszniejsza kara jaka mozna dziecku (i
        nastolatkowi, i doroslej osobie!) zaaplikowac. Jak ja marzylam o
        klapsie, o krzyku, o trzesnieciu drzwiami! W zamian byla kulturalna,
        uprzejma cisza sad
        Nie bijac dzieci, nie krzyczac na nie, traktujac je "powaznie" TEZ
        mozna popelniac bledy! Wychowywanie drugiego czlowieka to BARDZO
        skomplikowane przedsiewziecie i wszystkie "proste rozwiazania" sa z
        zalozenia podejrzane.
        • czar_bajry Re: Krzycząc na dzieci... 24.10.09, 01:35
          Kampanii jeszcze nie widziałam, twierdzę jednak że we wszystkim należy zachować
          umiar. Niestety nie mogę napisać iż z moimi dziećmi wszystko można załatwić
          spokojną rozmową czasami z braku innego pomysłu krzyknę.
          Krzyknę też jak po raz 100..... ponawiam prośbę lub polecenie a dziecię głuchotę
          symulujetongue_out Sądzę iż mimo tego moje dzieci są szczęśliwe i nie mają tendencji do
          "zamknięcia się w sobie" czym obie córki mnie szantażująsmile
          Nie pochwalam też przesłania do dzieci że nie wolno bić, krzyczeć ani stosować
          kar, rośnie nam pokolenie które jest święcie przekonane iż ma same prawa i zero
          obowiązków. Zjawisko te można zaobserwować w gimnazjach gdzie dzieciaki robią co
          chcą i zachowują się skandalicznie.
          • kobraluca Re: Krzycząc na dzieci... 24.10.09, 03:54
            to,ze ktos wychowuje bez bicia, kar i krzyku nie oznacza,ze dzieciaki robia co chca, blednym jest przekonanie,ze nalezy wychowywac metodami negatywnymi
            rozumiem,ze komus moze sie zdarzyc,ale jesli ktos swiadomie podejmuje decyzje o wychowywaniu biciem lub krzykiem to juz jest calkiem inna sprawa i do takich ludzi, mam nadzieje,ta kampania przemowi

            ja chce by moje dziecko wiedzialo o tym,ze bic i krzyczec nie nalezy i chce go nauczyc,ze ma prawo zwrocic mi uwage kiedy zobaczy, ze ponosza mnie nerwy, tak samo jak ja mam prawo zwrocic uwage dziecku
            • bi_scotti Re: Krzycząc na dzieci... 24.10.09, 04:29
              kobraluca napisała:

              > jesli ktos swiadomie podejmuje decyzje o
              > wychowywaniu biciem lub krzykiem to juz jest calkiem inna sprawa
              i do takich l
              > udzi, mam nadzieje,ta kampania przemowi
              >
              > ja chce by moje dziecko wiedzialo o tym,ze bic i krzyczec nie
              nalezy i chce go
              > nauczyc,ze ma prawo zwrocic mi uwage kiedy zobaczy, ze ponosza
              mnie nerwy, tak
              > samo jak ja mam prawo zwrocic uwage dziecku
              >

              Traktowanie dziecka jak ROWNEGO RODZICOWI jest wielka krzywda dla
              tegoz dziecka! Zakloca bowiem tzw. "porzadek swiata" i pozbawia
              dziecko podstaw bezpieczenstwa. Przemysl to sobie jeszcze zanim
              wyrzadzisz swojemu dziecku niedwracalna krzywde.
              Krzyk, nerwy, nawet wscieklosc to sa jak najbardziej naturalne
              zachowania czlowieka. Owszem, nalezy nad soba panowac tak by nie
              uszkodzic ani siebie, ani ludzi wokol, ani jakichs zennych
              przedmiotow (choc juz zbicie szklanki to akurat niezla terapia dla
              niektorych) ale kompletna ich elimincja tez prowadzi do zaburzen
              emocjonalnych i zwyczajnie bywa niezdrowa.
              Rodzic ma byc czlowiekiem (!) a nie robotem bez wad!
              • przeciwcialo Re: Krzycząc na dzieci... 24.10.09, 20:40
                Partnerem może byc mąż a nie dziecko. Robienie z dziecka partnera to
                robienie mu wielkiej krzywdy.
            • asia_i_p Re: Krzycząc na dzieci... 24.10.09, 09:36
              > ja chce by moje dziecko wiedzialo o tym,ze bic i krzyczec nie nalezy i chce go
              > nauczyc,ze ma prawo zwrocic mi uwage kiedy zobaczy, ze ponosza mnie nerwy, tak
              > samo jak ja mam prawo zwrocic uwage dziecku
              >
              To nie jest prawda. Nie należy bić i nie należy obrażać innych ludzi, albo
              bardziej pozytywnie: trzeba szanować innych ludzi. Wolno się złościć i wolno
              krzyczeć, byle przy tym nikogo nie ranić. Nie należy dziecka uczyć panowania nad
              nerwami tylko zdrowego wyrażania złości - nie można robić z krzyku czegoś złego
              samego w sobie, bo dziecko zacznie tłumić w sobie złość.
              • kobraluca Re: Krzycząc na dzieci... 24.10.09, 15:10
                chyba nie myslicie powaznie,ze dziecko,na ktore sie krzyczy albo
                daje klapsy czuje sie bezpieczne?
                to ze nie zamierzam na dziecko krzyczec i go bic, ze pozwole na to
                by zatrzymalo wzrastajaca we mnie zlosc nie oznacza,ze nie dam mu
                poczucia bezpieczenstwa, chce by nasze relacje opieraly sie na
                dwustronnym szacunku
                nie twierdze,ze nigdy nie zdarzy mi sie zdenerwowac,nie jestem
                idealem, juz kilka razy zdarzylo mi sie krzyknac, zazwyczaj
                doprowadzalo to malego do lez, nikt mi nie wmowi,ze dalo mu to
                poczucie bezpieczenstwa

                zdrowe wyrazanie zlosci to nie krzyk i bicie, uwazam ze warto jest
                starac sie panowac nad negatywnymi emocjami, wyrazac je w inny
                sposob, co nie oznacza, ze czasem krzyk nie jest potrzebny,
                zwlaszcza dzieciom ktore dopiero sie ucza swoich emocji
                zarowno dzieci jak i dorosli moga wyrazac zlosc na wiele roznych
                sposobow i niekoniecznie musi to byc krzyk

                i owszem chce nauczyc dzieci,ze mimo ze to ja ustalam wszystkie
                zasady i rzadze w domu jestesmy rowni, o zgrozo, czasem nawet
                organizuje nasze zajecia i zabawy tak,zeby to on sobie porzadzil,
                zeby on decydowal i poczul,ze ma cos do powiedzenia
                • gryzelda71 Re: Krzycząc na dzieci... 24.10.09, 20:46
                  A jak w zdrowy sposób wyrazasz złośc?
                  • ardzuna Re: Krzycząc na dzieci... 24.10.09, 20:49
                    Pewnie uśmiechając się jadowicie uśmiechem numer 5,43 i mówiąc przesłodzonym głosem.
                    • kobraluca Re: Krzycząc na dzieci... 25.10.09, 01:20
                      przede wszytkim pracuje nad soba aby nie zloscic sie bez potrzeby,
                      jak czuje ze wzbiera we mie zlosc czesto pomaga mi glebokie
                      oddychanie, odejscie na chwile, zastanowienie sie nad sytuacja,
                      nieraz w drugim pokoju krzycze w poduszke
                      zdaje sobie sprawe z tego,ze nie zawsze jest to mozliwe i nie kazdy
                      moze to zrobic,ale mozna starac sie nad soba pracowac

                      psycholodzy zalecaja rozne sposoby wyrazania zlosci,przez rysowanie
                      chociazby i znam dzieci, ktore czesto zamiast krzyczec i bic biegna
                      po kredke i ze zloscia maza po papierze,az mi zlosc przejdzie

                      i jak juz wczesniej napisala asia, jest krzyk i krzyk, jest OK
                      powiedziec dziecku "jestem zdenerwowana, chce zostac sama" a co
                      innego wydrzec sie "Zostaw mnie w spokoju bachorze, nie moge Cie juz
                      zniesc"

                      ardzuna napisała:

                      > Pewnie uśmiechając się jadowicie uśmiechem numer 5,43 i mówiąc
                      przesłodzonym gł
                      > osem.

                      nie sadz innych swoja miara
                      • ardzuna Re: Krzycząc na dzieci... 25.10.09, 12:21
                        kobraluca napisała:

                        > przede wszytkim pracuje nad soba aby nie zloscic sie bez potrzeby,

                        A kiedy jest potrzeba złoszczenia się?

                        > i jak juz wczesniej napisala asia, jest krzyk i krzyk, jest OK
                        > powiedziec dziecku "jestem zdenerwowana, chce zostac sama" a co
                        > innego wydrzec sie "Zostaw mnie w spokoju bachorze, nie moge Cie juz
                        > zniesc"

                        No właśnie - ten pierwszy jest w porządku i nie ma powodów, żeby go eliminować.

                        > nie sadz innych swoja miara

                        ???!! to ty piszesz, że krzyk jest zły.
                        • kobraluca Re: Krzycząc na dzieci... 25.10.09, 13:53
                          > ???!! to ty piszesz, że krzyk jest zły.

                          ardzuna, jestem przeciwnikiem wydzierania sie bez sensu co robi
                          wielu rodzicow
                          kazdemu sie zdarzy od czasu do czasu,a jesli kogos za czesto nerwy
                          ponosza to warto zastanowic sie nad soba i pomyslec dlaczego sie tak
                          dzieje

                          > A kiedy jest potrzeba złoszczenia się?

                          to sie nalezy zesloscic, ale nie wyzywac sie na dzieciacch, ktore
                          czesto krzyk przeraza
                          mozna powiedziec,ze mama sie zdenerwowala i wyjsc, jakos ta zlosc z
                          siebie wyrzucic i po powrocie z dzieckiem porozmawiac
                          • ardzuna Re: Krzycząc na dzieci... 25.10.09, 14:30
                            kobraluca napisała:

                            > > ???!! to ty piszesz, że krzyk jest zły.
                            >
                            > ardzuna, jestem przeciwnikiem wydzierania sie bez sensu co robi
                            > wielu rodzicow

                            Nie, jesteś przeciwniczką krzyku jako takiego, Inaczej w ogóle byśmy nie dyskutowały, wszyscy się chyba zgodzą, ze nie są zwolennikami krzyku bez sensu.


                            > > A kiedy jest potrzeba złoszczenia się?
                            >
                            > to sie nalezy zesloscic, ale nie wyzywac sie na dzieciacch, ktore
                            > czesto krzyk przeraza
                            > mozna powiedziec,ze mama sie zdenerwowala i wyjsc, jakos ta zlosc z
                            > siebie wyrzucic i po powrocie z dzieckiem porozmawiac

                            Najgorsze z możliwych rozwiązań - wyjść. Tak odbierające dziecku poczucie bezpieczeństwa, jak chyba nic innego, poza zapowiedziami oddania dziecka komuś innemu albo innymi tego typu wejściami. Również jako dorosła sto razy bardziej wolę, żeby ktoś, kto się na mnie wściekł, nawrzeszczał, niż żeby wyszedł.
                            • kobraluca Re: Krzycząc na dzieci... 25.10.09, 19:50
                              ardzuna napisała:

                              > Najgorsze z możliwych rozwiązań - wyjść. Tak odbierające dziecku poczucie bezpieczeństwa, jak chyba nic innego, poza zapowiedziami oddania dziecka komuś innemu albo innymi tego typu wejściami. Również jako dorosła sto razy bardziej wolę,żeby ktoś, kto się na mnie wściekł, nawrzeszczał, niż żeby wyszedł.

                              i tu sie nie zgodze, uwazam,ze krzyczacy rodzic jest dla dziecka bardziej przerazajacy niz rodzic, ktory oswiadcza, ze sie zdenerwowal i musi na chwile wyjsc by sie uspokoic, ludzie w zlosci czesto nie potrafia sie kontrolowac, mowia rzeczy ktorych pozniej zaluja,uwazam,ze proba uspokojenia sie by temu zapobiec jest jak najbardziej na miejscu

                              nie rozumiem dlaczego uwazasz,ze krzyczacy rodzic daje dziecku wieksze poczucie bezpieczenstwa
                              • ardzuna Re: Krzycząc na dzieci... 25.10.09, 20:28
                                Z własnego doświadczenia. Kiedy już kogoś zdenerwowałaś, wiesz, że go
                                zdenerwowałaś. Jeśli krzyczy, wiesz co myśli i na czym stoisz. Jeśli wychodzi,
                                wiesz tylko, ze go tak strasznie zdenerwowałaś, ze musi wyjść, i nie wiesz, czy
                                wróci i w jakim stanie. Nie zawsze też w ogóle mówi, ze wychodzi, żeby się
                                uspokoić, a to wyjście bez słowa to już jest w ogóle najgorsza rzecz którą można
                                zrobić.

                                Uspokojenie się osoby którą zdenerwowałaś, niekoniecznie doprowadzi do tego, że
                                zacznie sie do ciebie promiennie uśmiechać, bo cała złość jej przejdzie. Czasem
                                prowadzi do tego ze kary dostajesz na zimno, a znacznie mniej przyjemnie jest
                                dostać karę obmyśloną na zimno którą odbierasz jako zemstę, niż być zdrowo i
                                szczerze ochrzanioną. Przy czym zdrowo ochrzanioną oznacza tyle że się jest
                                odbiorczynią komunikatów "ja" - radzę poczytać, o co chodzi. Jest to zupełnie
                                nieszkodliwe dla psychiki i emocji dziecka.
                              • z_lasu Zgadzam się z ardżuną 25.10.09, 21:12
                                Jeśli wychodzisz, nie wiem na czym stoję, często nie wiem tak do
                                końca o co chodziło, mogę się tylko domyślać. I nie mów mi, że
                                ZAWSZE się wraca i omawia rzecz na spokojnie. Często się nie wraca
                                do tematu, za to temat - po jakimś czasie - wraca sam, ze zdwojoną
                                siłą.
                                Jeśli wychodzisz, okazujesz mi lekceważenie. Ignorujesz mnie po
                                prostu. Uważasz, że nie warto dzielić się ze mną tym co myślisz i
                                CZUJESZ.

                                Zdecydowanie wolę, żeby ktoś na mnie nawrzeszczał, niż żeby wyszedł.
                                • kobraluca Re: Zgadzam się z ardżuną 26.10.09, 02:55
                                  z_lasu napisała:
                                  Jeśli wychodzisz, okazujesz mi lekceważenie. Ignorujesz mnie po
                                  > prostu. Uważasz, że nie warto dzielić się ze mną tym co myślisz i
                                  > CZUJESZ.
                                  >
                                  > Zdecydowanie wolę, żeby ktoś na mnie nawrzeszczał, niż żeby wyszedł.

                                  to Ty, a my rozmawiamy o dzieciach
                                  przyznam,ze mysle w kategoriach malego dziecka, bo takie mam, krzyk i zlosc sa dla maluchow przerazajace, czesto nie sa one w stanie zrozumiec dlaczego mama/tata na nie krzycza, zloscia i krzykiem mozna wyrzadzic duza krzywde
                                  zachowanie rodzica musi byc odpowiednie do wieku dziecka
                                  • ardzuna Re: Zgadzam się z ardżuną 26.10.09, 14:47
                                    kobraluca napisała:

                                    > to Ty, a my rozmawiamy o dzieciach

                                    Akurat najbardziej dziecięca część mojej osobowości reaguje w ten sposób na cudze wychodzenie.

                                    Moja matka na szczęście nie wychodziła, tylko krzyczała, ale nie przypominam sobie, żebym odczuwała przerażenie o którym piszesz w odniesieniu do maluchów, ciekawe skąd o nim wiesz? Przeczytałaś gdzieś?
                                    • kobraluca Re: Zgadzam się z ardżuną 26.10.09, 18:42
                                      wiem, bo to przerazenie widzialam w oczach mojego dziecka, nie musialam o tym czytac
                                      pewnie,ze dzieci sa rozne, mozliwe ze moj syn nalezy do tych wrazliwszych, uwazam jednak ze bez wzgledu na charakter kazdy maluch moze byc przerazony tak silnymi emocjami, nie potrafi ich przeciez jeszcze zrozumiec
                                      uwazam,ze trzeba dostosowac wyrazanie emocji do wieku i osobowosci dziecka

                                      dyskutowalam o krzyku dzisiaj z kolezankami i nauczycielka z przedszkola, zdania byly podzielone, podobnie jak tutaj
                                      mysle,ze najlepiej bedzie zapytac kogos kto sie na tym dobrze zna,porozmawiam z moim profesorem z psychologii w czwartek po lekcji, ciekawa jestem co powie
                                    • vibe-b Re: Zgadzam się z ardżuną 26.10.09, 19:15
                                      ardzuna napisała:

                                      > Moja matka na szczęście nie wychodziła, tylko krzyczała, ale nie
                                      przypominam so
                                      > bie, żebym odczuwała przerażenie o którym piszesz


                                      a ja owszem.
                                      Nie tylko odczuwalam przerazenie gdy na mnie krzyczano- odczuwam
                                      przerazenie az do dzis- a mam 36 lat. Oczywiscie jest to lek, ktory
                                      moge opanowac- jednak pierwsza i niezawodna reakcja to przerazenie.
                                      Przybiera to niekiedy absurdalne formy- zdarza sie ze maz krzyknie
                                      cos "do telewizora" a mi w pierwszej sekundzie, w reakcji na krzyk,
                                      podniesiony glos, zaczyna serce walic. Wdrukowana, nie do opanowania
                                      reakcja, odruch bezwarunkowy.
                                      Nienawidze krzyku! Osobe wydzierajaca sie mam ochote zetrzec na
                                      miazge. Nie umiem wykrzesa w sobie ani krzty szacunku dla osobnika,
                                      ktory problemy rozwiazuje wydzieraniem sie. Malo tez jest bardziej
                                      obrzydliwych widokow niz grymas twarzy kogos bedacego w konwulsjach
                                      wscieklego krzyku. Nic tylko napluc w twarz.
                                      Rzyg.
                                    • nangaparbat3 Re: Zgadzam się z ardżuną 26.10.09, 23:27
                                      ardzuna napisała:

                                      > Akurat najbardziej dziecięca część mojej osobowości reaguje w ten sposób na cud
                                      > ze wychodzenie.
                                      >
                                      > Moja matka na szczęście nie wychodziła, tylko krzyczała, ale nie przypominam so
                                      > bie, żebym odczuwała przerażenie o którym piszesz w odniesieniu do maluchów, ci
                                      > ekawe skąd o nim wiesz? Przeczytałaś gdzieś?

                                      Własnie o to chodzi. Gdyby Twoja matka wychodzila, a nie krzyczala,
                                      prawdopodobnie wychodzenie uznalabys za normalne i stosowala wobec wlasnych
                                      dzieci. Chyba ze ktos okazalby Ci wspolczucie- wtedy mialabys szansę odczuc bol
                                      zadawany Ci przez matkę i wspołczulabyś dzieciom, ktore są tak traktowane.
                                      To naprawdę tak dziala.
                                      Zdarza mi sie dokuczyc corce w sposob, w jaki zdarzalo sie dokuczyc mi mojej
                                      matce - i dopóki corka nie powie: nie rob tego, ranisz mnie - wydaje mi się, ze
                                      wszystko jest OK.
                                      • kobraluca Re: Zgadzam się z ardżuną 27.10.09, 22:24
                                        nangaparbat3 napisała

                                        >Zdarza mi sie dokuczyc corce w sposob, w jaki zdarzalo sie dokuczyc mi mojej matce - i dopóki corka nie powie: nie rob tego, ranisz mnie - wydaje mi się, ze wszystko jest OK.

                                        ciekawe spostrzezenie
                                        tez chce by moj syn wiedzial,ze gdy ponosza mnie nerwy ma prawo powiedziec,ze sie boi i chce zebym przestala,ze nie musi znosic czegos co go rani tylko po to bym wyrzucila z siebie zlosc

                                        ardzuna pisze,ze podziwia dzieci, ktore nie boja sie krzyknac na doroslych, a ja podziwiam dzieci ktore potrafia zwrocic uwage doroslym ktorzy krzycza, no i podziwiam rodzicow, ktorzy potrafili tak swoje dzieci wychowac
                            • kobraluca Re: Krzycząc na dzieci... 25.10.09, 20:26
                              > Nie, jesteś przeciwniczką krzyku jako takiego, Inaczej w ogóle byśmy nie dyskut
                              > owały, wszyscy się chyba zgodzą, ze nie są zwolennikami krzyku bez sensu.

                              nie, jestem przeciwniczka krzyku jako jedynej formy okazywania zlosci i uwazam go za ostatecznosc, nerwy kazdemu nieraz puszcza
                              jesli komus zdarza sie krzyknac czasem to uwazam za normalne, ale jesli ktos krzyczy czesto to juz IMO cos jest nie tak
                              • ardzuna Re: Krzycząc na dzieci... 25.10.09, 20:29
                                kobraluca napisała:

                                > jesli komus zdarza sie krzyknac czasem to uwazam za normalne, ale jesli ktos kr
                                > zyczy czesto to juz IMO cos jest nie tak

                                No to popieraj kampanię "porozumiewasz się wyłącznie krzykiem - krzywdzisz dziecko". Ta jest niewarta poparcia.
                • ardzuna Re: Krzycząc na dzieci... 24.10.09, 20:48
                  kobraluca napisała:

                  > zdrowe wyrazanie zlosci to nie krzyk

                  Słusznie, nie krzyk stanowi o zdrowym wyrażaniu złości, ale zdrowo wyrazić złość
                  jak najbardziej można krzykiem. Byleby jego treść była odpowiednia.
                  • nangaparbat3 Re: Krzycząc na dzieci... 25.10.09, 21:24
                    Często krzyczysz na szefa?
                    • z_lasu Re: Krzycząc na dzieci... 25.10.09, 21:35
                      Jak miałam szefów to na nich też krzyczałam. Często/rzadko to
                      pojęcia baaaardzo względne. Niemniej ZDARZAŁO mi się to, a nie
                      ZDARZYŁO. Nie wiem dlaczego próbujesz łączyć krzyk z władzą. Moim
                      zdaniem jest on oznaką słabości. Na dziecko też krzyczę wtedy, kiedy
                      przestaję sobie radzić z sytuacją.
                      • nangaparbat3 Re: Krzycząc na dzieci... 25.10.09, 22:26
                        Nie probuję - bo juz dawno to za mnie zrobiono.
                        Proszę, odpowiedz: kto częściej na kogo krzyczy: ten kto ma wladzę na tego, co
                        jej nie ma, czy na odwrot?

                        Ale: to ze ktos ma wladze nie znaczy, ze nigdy sie nie boi i nigdy nie jest
                        bezradny. I wtedy zaczyna krzyczec. Tak jak Ty, i jak ja sama.
                        • bi_scotti Re: Krzycząc na dzieci... 25.10.09, 23:14
                          Nanga, ja tam zawsze krzycze gdy osiagam poczucie bezsilnosci.
                          Tzn. probuje tej drugiej osobie (maloletniej albo duzoletniej) cos
                          wytlumaczyc, probuje cos wyegzekwowac, i probuje, i probuje, i
                          probuje, i jak grochem o sciane - no wiec zamiast zmienic sposob
                          tlumaczenia, co byc moze by pomoglo (a byc moze nie, tego sie nigdy
                          w tej bajce nie dowiemy), wrzeszcze. I... staje sie cud! Moj
                          interlokutor reaguje prawie natychmiast, czasem wrecz z obrazona
                          mina stwierdza, ze przeciez Cie zrozumialam/em od poczatku (!!!), a
                          ze mnie uchodzi powietrze jak z przeklutego balonika. Taki mniej
                          wiecej mechanizm zaliczalam, zaliczam i zapewne bede zaliczac od
                          czasu do czasu, bo albo inaczej nie umiem, albo mi sie nie chce,
                          albo zwyczajnie wiem, ze dziala wink
                          I pisze to bez wstydu czy zazenowania, bo jestem czlowiek z krwi i
                          kosci, wady jakies musze miec i moje dzieci im byly starsze tym
                          rzadziej doprowadzaly mnie do takiego stanu bezsilnosci wink Teraz to
                          nie czesciej niz raz na rok; z mezem w tej kwestii bywa roznie wink
                          Ale mezowie tak maja niezaleznie od mijajacych lat ...
                          To powyzsze to osobiste wynurzenia w kontekscie krzyku i wladzy - ja
                          mam zawsze poczucie, ze wladze (nade mna) maja ci, na ktorych w
                          koncu krzycze, co wylacznie dowodzi tego, ze punkt widzenia od
                          punktu przylozenia ...
                        • verdana Re: Krzycząc na dzieci... 26.10.09, 15:30
                          ja na szera nie krzycze. Nie krzycze tez na studentow. Ale poza tym
                          nie kocham ich i na nich mi nie zalezy - sa wredni, leniwi, olewaja -
                          cóz, mało mnie to obchodzi. Nie obchodzi mnie równiez to, ze
                          tłumiac zlość na szefa lubie go coraz mniej.
                          Moje dziecko mnie obchodzi i nie mam ochoty, aby usmiechajac się
                          grzecznie znienawidzic go po paru latach.
                          • nangaparbat3 Re: Krzycząc na dzieci... 26.10.09, 21:52
                            Jakąs mam dziwna pewnosc, że tak czy siak go nie znienawidzisz smile
                    • ardzuna Re: Krzycząc na dzieci... 25.10.09, 23:18
                      nangaparbat3 napisała:

                      > Często krzyczysz na szefa?

                      Zdarzało mi się to ostatnio, nie powiem. Tylko wiesz, ja nie wyzywam, tylko krzyczę, a to jest zasadnicza różnica. I można stosować tylko wobec szefów, którzy nie są wychowywani w aurze panicznego lęku przed zdrową konfrontacją z cudzymi emocjami.
                      • nangaparbat3 Re: Krzycząc na dzieci... 25.10.09, 23:30
                        Ze strasznie grubej rury lecisz z tymi "zdrowymi emocjami". Dlaczego piszesz do
                        mnie o "panicznym lęku"? Czy ja sie panicznie boję, twierdzac, ze z reguly
                        krzyczy ten, kto ma wladzę, na tego, kto jej nie ma? Oczywiście ze tak jest.
                        Mowi: podniesc glos na kogos. Kto na kogo?
                        Oczywiscie, ze zdarzaja sie sytuacje odwrotne. Ale jakie wtedy budzą zgorszenie!
                        Wyobraź sobie: uczeń krzyczy na nauczycielkę. Dziecko - publicznie - na ojca.
                        Nie chce mi się szukac wypowiedzi o pyskujacych nastolatkach - ale przyznasz, ze
                        multum ich było.
                        Nie pojmuję zupełnie, czemu stwierdzenie tego oczywistego faktu (krzyczenie na
                        kogos ma zwiazek z wladzą) tak Cie denerwuje.
                        • ardzuna Re: Krzycząc na dzieci... 26.10.09, 14:44
                          nangaparbat3 napisała:

                          > Ze strasznie grubej rury lecisz z tymi "zdrowymi emocjami". Dlaczego piszesz do
                          > mnie o "panicznym lęku"? Czy ja sie panicznie boję,

                          Sama pisałaś o swoim panicznym lęku przed krzykiem, niczego nie tworzę.

                          > Oczywiscie, ze zdarzaja sie sytuacje odwrotne. Ale jakie wtedy budzą zgorszenie
                          > !
                          > Wyobraź sobie: uczeń krzyczy na nauczycielkę. Dziecko - publicznie - na ojca.
                          > Nie chce mi się szukac wypowiedzi o pyskujacych nastolatkach - ale przyznasz, z
                          > e
                          > multum ich było.

                          Pyskowanie a krzyczenie to zupełnie, ale to zupełnie co innego. Jeśli uczeń ma
                          powód żeby krzyczeć na nauczycielkę, a dziecko na ojca, mnie to nie gorszy,
                          wręcz odwrotnie, jestem pełna uznania dla sposobu wychowania takiego dziecka,
                          które jest w stanie bronić swoich praw.

                          > Nie pojmuję zupełnie, czemu stwierdzenie tego oczywistego faktu (krzyczenie na
                          > kogos ma zwiazek z wladzą) tak Cie denerwuje.

                          Gdzie wyczytałaś, ze mnie to w ogóle denerwuje? To już odpowiedzieć na twoje
                          własne pytania nie wolno?
                          • nangaparbat3 Re: Krzycząc na dzieci... 26.10.09, 21:50
                            OK. Rzeczywiscie tak mozna zrozumiec "fizyczny bol". Ale skad on sie wziąl? Stad
                            wlasnie, ze moj ojciec, czlowiek baaaardzo wyksztalcony, na tzw. wysokim
                            stanowisku, w towarzystwie przeuroczy i do tego zapewniajacy mnie nieustannie o
                            swojej wielkiej do mnie miłosci (i jestem pewna, ze dalby życie, gdyby trzeba
                            bylo mnie ratowac), urzadzal od czasu do czasu seanse wrzaskow. Podobne
                            urzadzalam czasem wlasnemu dziecku - do momentu, kiedy zorientowalam się, że
                            PRZYZNAJĘ SOBIE PRAWO DO DARCIA SIE NA MOJE DZIECKO I ŻE NIE MUSZĘ WCALE TEGO
                            ROBIC. A tak, w tym momencie krzyczę, jak najbardziej.
                            Wbrew Twoim wyobrazeniom, od kiedy zrozumialam, ze mój ojciec, identycznie jak
                            ja wcześniej daje sobie - czy raczej uzurpuje - prawo do wydzierania sie na
                            innych, przestalam sie bac. Krzycząc, zacząl budzic we mnie juz tylko politowanie.
                            I wiesz co? smieszą mnie teraz ludzie, ktorzy wlasne wrzaski uzasadniaja
                            "zdrowymi emocjami".
                            Ja rozumiem, ze mozna nakrzyczec na dziecko, na męza, nawet na przyjacioł -
                            zdarza mi sie to robic. I jeśli już, robie to jakos niezwykle skutecznie (moze
                            wlasnie dlatego, ze rzadko). Ale dorabianie do tego pseudopsychologicznej
                            ideologii - daj spokój.
                            jak ktos wyzej napisal - zdrowych emocji nie musi sie wyrażac krzykiem. Nawet
                            słusznego gniewu.
        • joanna35 Re: Krzycząc na dzieci... 24.10.09, 12:22
          No cóż, mój dom rodzinny, a mieszkałam w nim do 26 roku życia,
          kojarzy mi się z wyzwiskami, wrzaskiem i biciem - marzyłam o ciszy.
    • mogra1 Re: Krzycząc na dzieci... 24.10.09, 04:00
      A ja mam już głęboko w d...e te wszystkie kampanie po tym jak mi mój
      12-latek kiedyś gdy na niego krzyknełam ,że się wcale nie uczy i
      jeszcze jedna pała a dostanie lanie a on mi oswiadczył, że poda mnie
      do sądu albo opieki społecznej ??? bo tak pani powiedziała w szkole
      i wszystkie dzieci tak mówią. Powiedziałam mu, że może nas podawać
      gdzie tylko chce a my go z miłą chęcią oddamy niech go Państwo
      wychowuje i czy go już spakować. Więcej nie wspomniał o sądzie smile
      • mogra1 Re: Krzycząc na dzieci... 24.10.09, 04:05
        I jeszcze jedno odniesienie do bezstresowego wychowania i
        najnowszych kampanii. Nauczycielka mojego syna w gimnazjum mówiła
        ostatnio, że teraz nie można im dziecka nawet dotknąć ,bo może to
        być źle zinterpretowane. Na przerwie jeden z uczniów biegł i wpadł
        na nią a ona złapała go w pasie żeby się nie przewrócił a ten
        beszczel poszedł do dyrektora że ona go molestuje seksualnie ???
      • nangaparbat3 Re: Krzycząc na dzieci... 24.10.09, 11:32
        Powiedziałam mu, że może nas podawać
        > gdzie tylko chce a my go z miłą chęcią oddamy niech go Państwo
        > wychowuje i czy go już spakować. Więcej nie wspomniał o sądzie smile
        \

        No widzisz jak fajnie.
        Masz teraz poslusznego niewolnika, ktory nawet przed samym sobą sie nie
        przyznam, jaki jest na Ciebie wsciekły. a potem z nawiązką odda tę wścieklosc
        wlasnym dzieciom.
        super.
    • nangaparbat3 Re: Krzycząc na dzieci... 24.10.09, 11:44
      Nie widzialam kampanii, więc nie będę o niej samej.
      Natomiast mialam wrzeszczącego ojca. Czy trzeba bylo aż telewizji i kampanii
      społecznej, zebym wiedziala, ze czyni źle? czy jego wrzaski sprawiły, ze jestem
      teraz odwazniejsza? pewniejsza siebie? No nie rozsmieszajcie mnie.

      Jako matka urzadzalam czasami corce seanse wrzaskow dokladnie takie same, jak
      ojciec urzadzał mnie (i innym czlonkom rodziny). podczas jednego z tych seansów
      zobaczylam nagle calą scene z boku - zrozumialam ze wrzeszczę, bo przyznalam
      sobie prawo do tego. Wrzeszczę jak nigdy nie wydarlabym sie na obcą osobę.
      Wrzeszczę na bezbronne przerażone dziecko, ktore tylko boi sie coraz bardziej.
      To byl ostatni raz, kiedy na nią wrzeszczalam. I to byl moment, od ktorego,
      jesli ojciec zaczynał wrzeszczec na mnie, wstawalam i po prostu wychodzilam.
      Wiedzialam już, ze wrzask jest problemem tego, kto wrzeszczy.

      Jednoczesnie zgadzam się, ze milczenie moze byc jeszcze straszniejsze. Podobnie
      jak często towarzysząca mu odmowa kontaktu wzrokowego.
      Zgadzam się, ze "trzymanie nerwow na wodzy" i przemawianie cichym głosem, kiedy
      ponosi nas furia, moze byc jeszcze bardziej szkodliwe.

      Uwazam, ze i bicie, i wrzask, i milczenie sa tylko objawami. Że to nie one są
      problemem, a fakt, ze na dzieci przenosimy zlosc, ktora odczuwamy w stosunku do
      calej armii dorosłych - i nie wyrazamy jej, bo sie boimy (albo nie wypada, albo
      sie nie oplaca).

      Uwazam, ze nakrzyczenie na dziecko, kiedy rzeczywiscie coś zmajstrowalo i
      wynikalo to z jego złej woli, nie jest tragedią. Ale ile razy dzieci robia cos
      zlego ze zlej woli - a ile razy obrywaja za to, ze zachowuja się jak dzieci, ze
      nie radzą sobie z wlasnymi emocjami, ze my, dorosli, nie potrafimy rozpoznac i
      zaspokoic tych potrzeb, ktore zaspokojone byc powinny?
      • vibe-b Re: Krzycząc na dzieci... 24.10.09, 12:03

        Slusznie prawisz, Nanga.
        Ja tylko dodam, ze krzyk i wrzaski to skutek dysfunkcyjnosci
        rodzica, a nie dziecka. Jesli jedynym bodzcem dla dziecka jest krzyk
        i wrzask to znaczy ze blad popelniono juz wczesniej. Taki rodzc
        powinien zasiegnac rady psychologa.
        Zreszta nie tylko rodzic, tyczy sie kazdego wrzaskuna, czy wystepuje
        w roli rodzica, czy zony, meza, rodzenstwa.
        Ktos, kto sie wydziera, wzbudza we mnie odraze pomieszana z
        politowaniem i przywodzi na mysl odczucia "co za pajac". Natomiast
        wyraz twarzy osobnika, ktory drze morde jest w polowie smieszny, w
        polowie odrazajacy.
        • ardzuna Re: Krzycząc na dzieci... 24.10.09, 13:57
          vibe-b napisała:

          >
          > Slusznie prawisz, Nanga.
          > Ja tylko dodam, ze krzyk i wrzaski to skutek dysfunkcyjnosci
          > rodzica, a nie dziecka. Jesli jedynym bodzcem dla dziecka jest krzyk
          > i wrzask to znaczy ze blad popelniono juz wczesniej.

          A to zgoda, ale nie rozmawiamy o sytuacji, w której rodzic porozumiewa się z
          dzieckiem tylko wrzaskiem, tylko o sytuacji, w której rodzicowi zdarza się
          czasem podnieść głos. Odwróciłabym twoje rozumowanie i stwierdziła, że rodzic,
          który nigdy nie krzyknął na dziecko, powinien zasięgnąć porady psychologa (albo
          zostać żywcem kanonizowany, najlepiej od razu z dzieckiem).
          • vibe-b Re: Krzycząc na dzieci... 24.10.09, 14:49
            ardzuna napisała:

            >
            > A to zgoda, ale nie rozmawiamy o sytuacji, w której rodzic
            porozumiewa się z
            > dzieckiem tylko wrzaskiem, tylko o sytuacji, w której rodzicowi
            zdarza się
            > czasem podnieść głos.

            W takim razie rozmawiamy o dwoch roznych rzeczach, bo ja mowie nie o
            sporadycznym podniesieniu glosu, a o systemie wychowywania za pomoca
            wrzaskow i wyzwisk. Co do tego pierwszego nie mam zastrzezen- i nie
            da sie takich sporadycznych wrzasniec uniknac: na przyklad krzyk
            bedzie najlepszym bodzcem w momencie kiedy dziecko chce zrobic cos
            niebezpeicznego na przyklad widzimy ze wlasnie wbiega na ulice.
            Ale dzieci nie sa glupie i doskonale rozrozniaja krzyki
            typu "ostrzezenie" od krzykow "pojezdze sobie na tobie maly gnoju".
            • ardzuna Re: Krzycząc na dzieci... 24.10.09, 14:58
              vibe-b napisała:

              > W takim razie rozmawiamy o dwoch roznych rzeczach, bo ja mowie nie o
              > sporadycznym podniesieniu glosu, a o systemie wychowywania za pomoca
              > wrzaskow i wyzwisk.

              Zdecydowanie o dwóch różnych. Zdziwiłabym się, gdyby ktoś, czyj system
              wychowywania opierał się na wrzaskach i wyzwiskach, zmieniłby się pod wpływem
              kampanii telewizyjnej. Kolejne pieniądze wyrzucone w błoto.
              • nangaparbat3 Re: Krzycząc na dzieci... 24.10.09, 17:01
                Może jednak nie? Moze jednak warto, zeby dzieci bedące ofiarami wrzeszczących
                bez opamietania rodzicow dowiedziały się, ze ktos jest po ich stronie? Bo moze
                to jest cień szansy, ze nie będą w identyczny spsob traktowac własnych dzieci?
                Może kampania doda sił drugiemu rodzicowi, zeby bronil wlasnych dzieci przed
                przemocą (bo to przemoc) meza czy zony?
                Proponuje też lekture książek Alice Miller.
                • ardzuna Re: Krzycząc na dzieci... 24.10.09, 20:45
                  Tylko że ta kampania nie różnicuje krzyku na zdrowe wyrażanie emocji podniesonym głowem i wrzeszczenie bez opamiętania, istnieje więc prawdopodobieństwo, że wrzeszczących bez opamiętania nie zastanowi, a zaszkodzi tym, którzy akurat podniesionym głosem operują w sytuacjach uzasadnionych.
                  Nie wiem, czemu i komu polecasz Alice Miller? Są o biciu, nie o porozumiewaniu się wrzaskiem. Ja czytałam, ale raczej mała szansa, ze przemocowcy je przeczytają i zinternalizują. Ja polecam lekturę książek Thomasa Gordona.
                  • nangaparbat3 Re: Krzycząc na dzieci... 24.10.09, 21:17
                    Krzyk nie rozni sie specjalnie od bicia - bylam dzieckiem, na ktore krzyczano, i
                    w obecności ktorego krzyczano - jeszcze dzis, na samo wspomnienie, czuje
                    zupelnie fizyczny bol.
                    Co do Alice Miller - jest o biciu, ale nie tylko. Przeczytaj "Dramat udanego
                    dziecka".
                    • ardzuna Re: Krzycząc na dzieci... 24.10.09, 22:03
                      nangaparbat3 napisała:

                      > Krzyk nie rozni sie specjalnie od bicia - bylam dzieckiem, na ktore krzyczano,
                      > i
                      > w obecności ktorego krzyczano - jeszcze dzis, na samo wspomnienie, czuje
                      > zupelnie fizyczny bol.

                      A na mnie od czasu do czasu krzyczano, i nic. Efekt jest taki, że wolę jak ktoś krzyknie, ale nieagresywnie (tak tak, można krzyczeć nieagresywnie), niż ocieka fałszywą życzliwością, lub tez, co gorsza, wychodzi, zamiast wejść w otwarty i zdrowy konflikt.
                      • nangaparbat3 Re: Krzycząc na dzieci... 24.10.09, 22:54
                        Przeciez ludzie to nie debile i wiedzą, że nie chodzi o "nieagresywny" krzyk.
                        • ardzuna Re: Krzycząc na dzieci... 25.10.09, 12:19
                          Gdyby nie byli debilami, nie byłoby w swoim czasie tych idiotycznych sond, czy jak to nazwać, w Polsacie, w których bynajmniej nie 100% odpowiedzi było prawidłowych.
                        • verdana Re: Krzycząc na dzieci... 25.10.09, 13:44
                          Nie, absolutnie nie wiedza, bo i stkad . Hasło jest "Kocham- nie
                          krzycze", a nie "Kocham - nie wrzeszczę". Obawiam się powaznie, ze
                          autorom hasła chodzi naprawde o zwykle nakrzyczenie na dziecko, a
                          nie na system wychowawczy oparty na wrzasku i wybuchach agresji.
                          Poza tym dzieci nie dostaja zadnego wsparcie dzięki tej kampanii -
                          sama pomysl, czy dobrze byś się czula jako dziecko, czytajac na
                          wielkich plakatach, ze ojciec cie nie kocha? Bo tak własnie z tego
                          wynika.
                          Poza tym jestem przeciwniczka wychowywania przy pomocy terroru -
                          niezaleznie od tego, czy jest to bicie, krzyk, czy kulturalne, ale
                          bezwzgledne wymagania, przekazywane dziecku, ktore nie ma szans z
                          nich sie wyzwolic. I obawiam się powaznie, ze czasem kulturalne i
                          spokojne powiedzenie czegoś jest bez porownania bardziej raniace,
                          niż wykrzyczenie tego. Wystarczy wyobrazię sobie matki mowiacej
                          spokojnie do nastolatka "Nie uczysz się, nie sprzątasz, niegrzecznie
                          mi odpowiadasz - mam dosyć, jestem zawiedziona twoja postawą", a
                          matki wrzeszczacej "Znowu dwója, balagan, klamstwa - mam tego,
                          cholera dosyc, szlag mnie trafia!". Myslę, ze po tej drugiej
                          awanturze następnego dnia może byc nadal bardzo fajnie w domu. Tego
                          pierwszego zdania moze dziecko nie zapomniec - i nie darować -
                          nigdy. Choc niby to takie mądre i pedagogiczne...
                          • nangaparbat3 Re: Krzycząc na dzieci... 25.10.09, 22:35
                            Nie mam pojecia, o co chodzilo autorom, bo ani nie widzialam reklamy, ani nie
                            czytam w myslach.
                            Co do samopoczucia dzieci - byc moze w danej chwili gorzej bym sie czula
                            wiedząc, ze ktoś nie pochwala postępowania mojej matki - ale na dłuzszą metę to
                            lepsze niz wmawianie sobie, ze matka jest doskonala i to ja jestem winna
                            wszystkiemu.

                            Że stopien szkodliwosci jest wprost proporcjonalny do stopnia wrogosci rodzica
                            wobec dziecka, i ze mozna zranic strasznie mowiac głosem cichym i słodkim i
                            uzywajac pieknych słów, wiem aż za dobrze. Ale też wiem, jak bardzo raniący bywa
                            krzyk - nikomu korona z glowy nie spadnie, jesli sie swojemu krzykowi zwyczajnie
                            przyjrzy. A na sformulowania "kocham- coś tam" powinnismy, my dorosli, juz dawno
                            sie uodpornic dzieki reklamom bynajmniej nie spolecznym.
    • karro80 Re: Krzycząc na dzieci... 24.10.09, 15:09
      u nas wisi "kocham nie krzyczę" -debilizm. Krzyczę cholerka i będe
      krzyczeć jak trza.

      Szczepię, bo kocham, kocham nie biję - rzygac się chce mi od
      tych "miłości" w kampaniach społecznych.
      A ciekawe czy te "gwazdy" np z "nie biję" naprawdę nie klapsują
      dzieciaków - na zasadze analogii do Stokingera...
    • z_lasu Re: Krzycząc na dzieci... 24.10.09, 20:21
      Kampani nie widziałam, poza debilnymi plakatami "Kocham, nie
      krzyczę".

      Kompletnie nie rozumiem o co chodzi z tym nie krzyczeniem na dzieci.
      Moja matka krzyczała, darła się strasznie. I nigdy nie widziałam w
      tym żadnego problemu. Raczej nie wpływało to negatywnie na moje
      poczucie bezpieczeństwa w dzieciństwie. Miała inne wady, które dla
      mnie - jako dziecka i później - były dużym problemem i zaburzały
      poczucie bezpieczeństwa, ale akurat krzyki nie. Pewnie dlatego, że
      matka nigdy mnie nie poniżała, nie używała wyzwisk, nie okazywała
      pogardy. A skoro tak, to problem nie jest w krzyczeniu na dzieci,
      tylko zupełnie gdzie indziej. I robienie kampani o krzyku jest
      kompletnym pomyleniem pojęć, które może przynieść więcej szkody niż
      pożytku. Kocham, nie poniżam, kocham, nie gardzę - to ma sens. Ale
      demonizowanie krzyku jako takiego jest bez sensu.
    • memphis90 Re: Krzycząc na dzieci... 24.10.09, 23:07
      Przeczytajcie "Ono" Terakowskiej. Myślę, że o taki krzyk- jak tam jest
      przedstawiony- chodzi. A że często takie rzeczy można usłyszeć na
      ulicach (matka wydzierająca się na dzieciaka, że jest debilem-
      przykład z "mojego podwórka")- to kampania jest potrzebna. Mnie by w
      ogóle wstyd było robić awantury publicznie czy tak, żeby sąsiedzi
      przez ściany słyszeli... Po co ktoś ma wysłuchiwać o moich problemach?
      Ale moim sąsiadom takie dylematy są obce, więc regularnie uczestniczę
      w ich kłótniachuncertain
      • iwles Re: Krzycząc na dzieci... 25.10.09, 01:10
        A że często takie rzeczy można usłyszeć na
        > ulicach (matka wydzierająca się na dzieciaka, że jest debilem-
        > przykład z "mojego podwórka")- to kampania jest potrzebna.

        memphis, a gdyby matka powiedziała te same słowa, ale nie krzykiem a sycząc po
        cichu przez zęby ?
        Nie w krzyku więc problem, tylko w wyzwiskach, w slowach, które ranią.
    • lubie.garfielda Głupie hasło! 25.10.09, 00:22
      Można krzywdzić (tzn. "da się" a nie :"powinno") mówiąc wcale nie
      podniesionym głosem. Tak jak można krzywdzić nie bijąc.
      • phantomka Re: Głupie hasło! 25.10.09, 01:45
        A ostatnio jakies badania wykazaly, ze nerwowi ludzie zyja dluzej,
        bo te swoje frustracje ciagle wylewaja na zewnatrz krzyczac wlasnie.
        To niech sie w koncu zdecyduja: krzyczec czy nie krzycze, oto jest
        pytaniesmile
        Ja krzycze, krzyczalam cale zycie, nawet nie z nerwow (chociaz to
        tez czesto) ale po prostu tak jakos glosno mowiesmile
        • agatar-m Re: Głupie hasło! 25.10.09, 20:33
          ,no własnie, jak swego czasu mieszkaliśmy w 8 to się u mnie zakorzeniło,że
          trzeba głośno mówić by coś osiągnąć, niektórzy postrzegają to teraz jako krzyk,
          więc i tak myślą ,że krzyczę, już nawet mi to nie przeszkadza. A na dzieci
          krzyczę, staram się to ograniczać, ale nie wyobrażam sobie nie podnieść głosu
          czasem...matko, czego oni znowu nie wymyśl uncertain
          • karla134 Re:dziwne te kampanie tv 25.10.09, 23:26
            Niby mam rozumieć że jak krzyknie się na swoje dziecko bo w żaden np. inny
            sposób coś do niego nie dotrze to oznacza że się nie kocha tego dziecka, noo
            mnie się niestety zdarza na nie krzyknąć ale kocham swoje.
            Inaczej myśli takie dziecko bo jak widzi i słyszy takie hasła uznałoby że jednak
            go nie kocham, to bez sensu uncertain
            • zonka77 nie podoba mi się 26.10.09, 14:23
              kampania. Nie znaczy to że podoba mi się wydzieranie się na dzieci. Nie, co
              więcej świadomie staram się panować nad sobą ponieważ widzę moje dzieci odnoszą
              się do mnie tak jak ja do nich.

              Moja starsza córka w złości mówi identycznym tonem jak ja, używa nawet tych
              samych słów.
              Nieczęsto zdarzy mi się krzyczeć na dzieci, czasem jednak krzyczę. Bo nie jestem
              robotem i ideałem.
              Ważne żeby nie ubliżać, nie obrażać dziecka, nie używać wulgarnych i okrutnych
              słów. Jak czuję że złość mnie przerasta mówię córce że nie mogę z nią rozmawiać
              bo jestem zbyt wściekła. Jeśli krzyczę to krótko - wychodzę albo wysyłam dziecko
              do jej pokoju.
              Młodsza jak słyszy krzyk natychmiast płacze więc natychmiast mam kubeł zimnej
              wody na głowę.
              Nie podoba mi się w kampanii ten ton sugerujący że jak ktoś krzyczy to nie
              kocha. Dzieci mają prawo do krzyku i złości. Ale dorośli tez nie są chodzącymi
              doskonałościami. Ważne żeby uczyć dzieci niekrzywdzenia złością. Złość to złość,
              płacz to płacz, nawet krzyk czasem jest potrzebny. Ale to nie to samo co
              wydzieranie się z byle powodu, ubliżanie, stanie nad kimś i darcie się bez
              opamiętania itp.
    • truscaveczka Re: Krzycząc na dzieci... 26.10.09, 14:43
      Naprawdę nie czaję, czemu ta kampania nie opiera się na "słuchaj swojego
      dziecka, rozmawiaj ze swoim dzieckiem" itd - podkreślają konieczność KONTAKTU i
      WSPÓŁPRACY oraz kompromisu. Że bicie jest wrednym świństwem, to umieli
      zrównoważyć koniecznością rozmowy - a tu nie pokazali tej samej sytuacji jak
      załatwić ja bez krzyku tylko jakiś niezrozumiały dla mnie filmik - jakaś ryża
      "piękność" niby krzyczy, potem okazuje się, ze śpiewa - no iiiiiiiiiiii? Jaką to
      ma wartość edukacyjną dla rodziców?
      Sama bardzo rzadko krzyczę, bo zwyczajnie nie potrzebuję, ale kom-pletnie do
      mnie ta akcja nie przemawia. Poza tym nie wyobrażam sobie załatwienia sprawy bez
      krzyku jeśli 5 m ode mnie dwulatek próbuje spożyć psią kupę - tu należy się
      opierdziel na zasadzie odruchu psa Pawłowa. Nb wyrabianie odruchu "niepożądane
      zachowanie -> ból/inny dyskomfort" jest stosowane w psychologii - np. w postaci
      gumki założonej an nadgarstek, którą się strzela sobie za karę - gdy pojawiają
      się niepożądane myśli np. I chrzanić traumę - to jest SKUTECZNE. Są dzieci
      takie, jak moja córka - uparte, ale ostrożne, których nie trzeba tresować. Ale
      są i takie, którym łagodna gadka nie wystarczy.
      Dlatego niezastąpione są wg mnie takie książki/programy/kampanie, które
      pokazują, jak z dzieckiem rozmawiać. ROZMAWIAĆ. Jak równy z równym. Jak człowiek
      z człowiekiem.
    • bea.bea Re: Krzycząc na dzieci... 27.10.09, 22:41
      jakaś odporna jestem...
      nie mam czasu na poruszanie się po mieście..smile wiec nie wiem co wisi na słupach,
      nie mam tv , wiec wszelkie reklamy do mnie nie docieraja, ale czytając to forum
      wydaje mi się, hasło dobrymi intencjami piekło jest wybrukowane jest tu na miejscu.
      Cele szczytne intencje pewnie dobre, tylko droga jakaś nieprzemyślana,
      ja też z tych niekochających, z tego wynika, tylko jedna miłość jest mi
      bliska..kocham nie biję..smilepoza tym wyrodna jestem
Inne wątki na temat:
Pełna wersja