ipola
26.10.09, 09:55
Już dawno temu pisałam o tym, że mój mąż bardzo nie lubi wydawać pieniędzy,
tzn. uważa, że wydawać można tylko na rzeczy niezbędne, jak np. buty, w
wypadku gdy obecne nie nadają się już do użycia. Nie mam już siły na kłótnie.
Każde moje zakupy są powodem niezadowolenia, czy kłótni. Naprawdę nie wydaję
dużo pieniędzy. Haruję jak wół i nie mogę sobie kupić sukienki tylko dlatego,
że po prostu mi się podoba? Stać mnie na to, nikt na nich zakupach nie
ucierpi. Jedynym jego argumentem jest to, że ludzie muszą wyżyć przez cały
miesiąc za 1000 zł, a ja chcę wydać ot tak 2 stówy. Wychodzę na rozpuszczoną,
samolubną babę. Tłumaczę mu, że kiedy my żyliśmy za 1000 zł to nie kupowałam
sobie nic, a teraz kiedy mnie stać, to chcę się cieszyć z zapracowanych z
mozołem pieniędzy. I wtedy wybucha kłótnia. Każde moje zakupy są okupione
poczuciem winy, która pozbawia mnie radości.