Odwrotność roszczeniowości - wkurza mnie.

26.10.09, 18:27
Mam brata, a nasi rodzice nie żyją.
Mieszkamy 300 kilometrów od siebie. Mój brat odwiedza mnie prawie
wyłącznie udając się na urlop - mieszka blisko morza, ale kocha
góry. Po drodze ma mnie.
Nie potrafi przyjechać do mnie na noc, nie potrafi przyjechać na
obiad. Wszystko w stylu "kawa i spadamy".
Myslicie może, że są jakieś pretensje, że się nie lubimy czy coś.
Nic podobnego. Gada nam się świetnie, jego starsza córka jest
minimalnie młodsza od mojego syna (mają plus minus pięć lat)i
przepadają za sobą.

No i na tym urlopie...
Jedziemy do tej samej miejscowości, wynajmujemy jakiś pokój w
pobliżu.
Te górskie miejscowści są nastawione na rodziców z dziećmi. Widać,
że w lokalach są krzesełka, klocki, zabawki, menu dla dzieci itd.

Bardzo przepraszam bezdzietnych, ale ja z tego korzystam. Nie mam
poczucia, że jestem źle widziana przez obsługę czy innych gości.
Staram się, żeby dziecko nie przeszkadzało innym i tyle.
Mój brat nie. On się nie będzie narzucał. Tak, jak nie narzuca się
mnie, bo pewnie zbiednieję, jak zrobię większy obiad.

Tłumaczę: ludzie, kobiety jeżdżą na nartach na zmianę z mężami,
karmią dziecko piersią w pubie pod wyciągiem w butach narciarskich,
podczas gdy starsze dziecko spaceruje między stołami i NIKT się tym
nie przejmuje.
A specjalnie patrzyłam, czy aby ktoś krzywo nie patrzy. Czy aby ktoś
nie wygląda, jakby uważał, że w domu z tymi dziećmi mają siedzieć.

Nie, brat i bratowa nie bedą się narzucać innym. Bez sprawdzenia,
czy to komuś przeszkadza, czy nie.
Przypominają mi znajomą, która zaproszona gdzieś, odruchowo
odpowiadała, że nie może, bo mąż może jej potrzebować.
A bała się tego męża zapytać.

No i się pokłóciłam z jednym z najbliższych mi ludzi, bo ja
autentycznie potrafię wejśc do pubu z dzieckiem, przyjąć zaproszenie
na weekend, kilkakrotnie ponawiane, od ludzi bezdzietnych i pojechać
z DZIECKIEM. Które, oczywiście, również było zaproszone, ale jakoś
dziwnie nie powinno się z nim jechać. Chyba.

Bo mój brat by odrzucił takie zaproszenie. Zrezygnowałby z wyjazdu z
niechęci do narzucania się.
Oczywiście jest różnica: ja mam jedno dziecko, on dwoje.
Ale czy to takie niemożliwe uwierzyć, że ktoś bezdzietny
autentycznie zaprasza razem z dziećmi?
Czy należy od razu założyć, że "nie zwalimy się im w cztery osoby na
weekend". Bo co? Bo zaproszenie jest nieszczere?

Czy nie można przyjechać do siostry na dłużej i pozwolić dzieciom
nacieszyć się sobą?
Czy naprawdę nie należy chodzić do pubu z dwójką dzieci, założywszy
z góry, że innym się to nie spodoba?

Czy naprawdę innym się nie podoba?

Bo ja wchodzę do pubu z dzieckiem i nie czuję, że się narzucam.
Powinnam czuć?

Czy Wy tak uważacie?

Ani mój syn, ani córki mojego brata nie są nieokiełznanymi
potworami, nad którymi nie jesteśmy w stanie zapanować.

Czy nie lepiej uczyć dzieci społecznych zachowań w miejscu
publicznym, idąc z nim do pubu, uciszając, tłumacząc, opowiadając,
że trzeba się nawzajem szanować, że, dzieciaki, lubicie biegać i
odzywacie się głośno z emocji, ale liczą się też inni, którzy
niekoniecznie chcą was słyszeć, niż trzymając w pokoju hotelowym w
trosce o możliwość przeszkadzania innym?

Ja tak uważam. Ktos się zgadza?






    • na_pustyni Re: Odwrotność roszczeniowości - wkurza mnie. 26.10.09, 18:35
      Może brat nie chce, żeby córki uczyły się interakcji społecznych akurat w pubie
      wink A poważnie to nie wiem, czy jego motywacją jest chęć nienarzucania się, może
      jest coś głębiej, a to jest tylko pretekst.
      • broceliande Re: Odwrotność roszczeniowości - wkurza mnie. 26.10.09, 18:53
        Kiedy jeździ sie na nartach, normalną sytuacją jest to, że jest
        zimno. W związku z tym wchodzi się do miejsca, gdzie mozna się
        ogrzać - ja nazwałam to pubem, dla ulatwienia - gdzie można wypić
        herbatę, zjeść coś, odpocząć i znów wyruszyć na stok.
        Czyni się to z dziećmi, które też jeżdżą i dla mnie jest to normalne.

        Myślę, że jego motywacją jest nienarzucanie się innym i boli mnie,
        że mnie do nich zaliczył. Nie ma nic głębiej.
        • czar_bajry Re: Odwrotność roszczeniowości - wkurza mnie. 26.10.09, 19:29
          Miejscowości górskie, schroniska, stoki i wyciągi pełne są dzieci czy Twój brat
          ma jakieś problemy ze wzrokiem?
          • fogito Re: Odwrotność roszczeniowości - wkurza mnie. 26.10.09, 19:46
            Ja się z Tobą zgadzam, ale cały czas nie rozumiem, czy on w koncu
            pojechal w te góry z dziećmi czy nie. A jak pojechał to co z dziećmi
            zrobił - zamknął w pokoju?
            Oczywiście masz rację a twój brat to pewnie taki typ, co to
            przeprasza, że żyje.
            Ja z dzieckiem jeżdżę wszędzie i ono się umie zachowywać. Kłopot to
            my mamy raczej z pijanymi i palaczami oraz młodzieżą, która
            zachowuje się wulgarnie. Dzieci nam nie przeszkadzają.
            • broceliande Re: Odwrotność roszczeniowości - wkurza mnie. 26.10.09, 19:51

              Z dziećmi pojechali. On ze starszą córą jeździł z nami, żona z
              młodszym dzieckiem siedziała w pokoju.
              • czar_bajry Re: Odwrotność roszczeniowości - wkurza mnie. 26.10.09, 21:10
                Z dziećmi pojechali. On ze starszą córą jeździł z nami, żona z
                > młodszym dzieckiem siedziała w pokoju.

                To fajnie miałatongue_out
    • szyszunia11 Re: Odwrotność roszczeniowości - wkurza mnie. 26.10.09, 21:09
      ja się zgadzam. Wprawdzie nie uprawiam sportów zimowych, ale puby itp. jak najbardziej lubię i niegdy nie przeszło mi przez myśl, że z dzieckiem nie wypada. Jestem klientem, płacę i wymagam. Jak ktoś mi proponuje herbatę/kawę/ciasto/obiad - zazwyczaj korzystam, chyba, że faktycznie mam jakis powód by odmówić. Nie odmawiam odruchowo, co dawniej mi się zdarzało, ale postanowiłam z tym walczyć. Jak ktoś mnie zaprasza - też staram sie skorzystac, tudzież sama zapraszam do siebie.
    • z_lasu Re: Odwrotność roszczeniowości - wkurza mnie. 26.10.09, 21:52
      Hm... Ty znasz swojego brata, ja nie. Ale widzę dwa możliwe
      wyjaśnienia takiego zachowania (nie wykluczają się).

      Być może sytuacje, które dla Ciebie są normalne, neutralne albo
      spływają po Tobie, dla Twojego brata (albo jego żony!) są dużym
      problemem. Np. to, że ktoś coś skomentuje, krzywo popatrzy, warknie.
      I jedno z nich potem długo to rozpamiętuje i przeżywa i nie potrafi
      sobie z tym poradzić. I dlatego unikają sytuacji, które stwarzają
      tego typu zagrożenie.

      Być może jest tak, że on (lub żona!) nie cierpi się dostosowywać. Są
      tacy ludzie, którzy bardzo nie lubią spać u kogoś, bo jest to
      krępujące dla nich samych. Moi rodzice w tej chwili żyją bez
      ogrzewania (problemy formalno-techniczne, nie wiadomo jak długo
      potrwa sytuacja). I mimo, iż wielokrotnie proponowaliśmy im gościnę,
      choćby tylko dzienną (mieliby pokój do wyłącznej dyspozycji), to
      wolą sobie odmrozić tyłki, byle u siebie. I ja ich świetnie
      rozumiem.

      > Czy nie lepiej uczyć dzieci społecznych zachowań w miejscu
      > publicznym,

      Oczywiście, że lepiej. Ale najpierw trzeba umieć samemu sobie radzić
      z pewnego typu sytuacjami. Każdy z nas unika sytuacji, które są dla
      niego trudne. I przełamywanie tego na siłę "dla dobra dzieci" nie
      koniecznie musi być dobre, jeśli rodzice sobie z taką sytuacją
      kiepsko radzą.
      • azile.oli Re: Odwrotność roszczeniowości - wkurza mnie. 27.10.09, 08:59
        Ja trochę rozumiem Twojego brata, bo też taka jestem. I może nie
        tyle dotyczy to pobytu w knajpkach czy na stoku z dziećmi, co
        właśnie np nocowania u kogoś. Oboje z mężem wolimy spać w hotelu,
        niż u rodziny. Oczywiście posiedzenie u kogoś kilka godzin,
        zjedzenie obiadu - to normalna sprawa. Natomiast cenimy sobie
        poczucie komfortu, a pobyt z małymi dziećmi u kogoś dłużej dla
        rodziców jest trochę mniej komfortowy. Nie lubię blokować komuś
        łazienki, uciszać dzieciaków, bo gospodarze może jeszcze śpią.
        Inna sprawa, że ja nie mam rodzeństwa, więc chodzi raczej o nieco
        dalszą rodzinę.
        Ale rozumiem, że ktoś może po prostu czuć się w pewnych sytuacjach
        mało komfortowo i czasem ich unikać.
        Rozumiem, że Ci przykro, bo to Twój brat, ale on ma pewnie inne
        potrzeby po prostu. Jemu wystarczy widocznie, gdy posiedzi u Ciebie
        chwilę i pogada.
    • lila1974 Ja się zgadzam 27.10.09, 09:05
      Poniekad tak mam z moimi rodzicami i bratem.
      Sami oddaliby ostatnią koszulę, ale zaproszenie do nas starają się odwrócić na
      zaproszenie do nich, żeby kłopotu nie robic.

      Jakiego kłopotu?
Pełna wersja