ziutaxyz
02.11.09, 08:37
Pisze żeby sie wyżalić. Wczoraj brat z rodzina wracal od naszych
rodzicow i wiozl dla nas "paczke" od nich. Paczki od dziakow zawsze
sa sporych rozmiarow- przetwory rozne, domowe wyroby, jakies
prezenty dla wnukow. My nigdzie nie pojechalismy bo dzieci mocno
chore. Brat mieszka na tej samej ulicy co my, kilka domow dalej.
Dzieci bardzo czekaly ba przesylke od dziadkow. Dostalam szoku gdy
zadzwonila do mnie z drogi bratowa ze zaraz beda w domu i moj maz
moze sobie po to wszytsko do nich przyjsc. Pytam sie czy nie moga
pod nas podjechac (zajelo by to im doslownie minute czasu, na to
ona, ze oni przeciez nie przejezdzaja kolo naszego domu. Wkurzylam
sie na maksa i pytam, czy to az taki problem podjechac kawaleczek.
Rzucila sluchawka, podjechali pod nasz dom, wszystko wyrzucili przed
drzwi i szybko odjechali, zanim mmaz zdazyl wyjsc i sie przywitac.
Do tej pory nie moge ich zrozumiec. Tym bardziej jestem w szoku bo
bylo tego tyle ze maz musialby chodzic na pewno 2 razy i to na takim
zimnie (on tez jest przeziebiony). Zawsze brat z bratowa byli
egoistami i mieli podobne zagrania ale wczoraj po prostu sie
wscieklam.