Spie...łam swoje życie....

03.11.09, 18:31
Na skutek wielu nieprzemyślanych decyzji, wczesnego zamążpójścia itd
Nie da sie tego naprawić...niestety.... Kto się może podpisać?????
    • marzeka1 Re: Spie...łam swoje życie.... 03.11.09, 18:33
      Czego nie da się naprawić? No przeszłości nie cofniesz, ale serio uważasz, że
      głupia decyzja podjęta w wieku lat 18+, musi zaważyć na całym życiu? I co masz
      zamiar z takim poczuciem żyć jak 30+, 40+, 50+?
      • pati9.78 Re: Spie...łam swoje życie.... 03.11.09, 18:40
        Odpowiem Ci Kochana marzeko tylko tyle, na tę chwilę nie widzę
        wyjścia z sytuacji...A rzeczywiście nie wyobrażam sobie tak żyć
        przez kolejnych 30 lat (a obecnie mam 30).Za mąż wyszłam
        rzeczywiscie w wieklu 20 lat,choć nie byłam w ciąży, dopiero
        zaczynałam 2 rok studiów. Czasami marzę o śmierci, przy życiu
        trzymają mnie tylko dzieci...
        • bozenka12 Re: Spie...łam swoje życie.... 03.11.09, 18:46
          jezeli to malzenstwo Cie tak doluje, to lepszym rozwiazaniem (od
          smierci) jest rozwod.
        • lidia341 Re: Spie...łam swoje życie.... 03.11.09, 18:47
          a kto ci kazał wychodzić za mąż. Ja tego właśnie nie rozumiem. Wychodzić za mąż
          bo fajnie i inne to robią? Marnować życie studenckie i młodość.
          • marzeka1 Re: Spie...łam swoje życie.... 03.11.09, 18:54
            No wyszła za mąż, źle wybrała, jak to widzi z perspektywy lat 30. Nie ona
            pierwsza, pytanie tylko, CO Z TYM ZROBI?

            "Czasami marzę o śmierci, przy życiu
            trzymają mnie tylko dzieci... "- dlaczego chcesz, by twoje dzieci dorastały,
            widząc nieszczęśliwą matkę, myślisz, że tego nie wyczuwają. Dlaczego nie możesz
            się rozwieść, skoro jest tak źle? Jestem wierząca i mam dość tradycyjne
            podejście do małżeństwa, ale nie uważam, że jesteśmy skazana na bycie tak
            nieszczęśliwą w małżeństwie, że myślimy o śmierci. Lepszy jest rozwód lub
            separacja. I dla ciebie, a przede wszystkim dla dzieci.
          • bozenka12 Re: Spie...łam swoje życie.... 03.11.09, 18:54
            e tam , wyszla za maz za wczesnie , pewnie nie za niewlasciwa osobe
            bo ludzie popelniaja bledy i juz. Bywa. Na szczescie wiekszosc
            bledow da sie naprawic.
          • sabka22 Re: Spie...łam swoje życie.... 03.11.09, 18:55
            ja moge się podpisać ale naszczęście błędu typu małżeństwo nie
            popełniłam,mam stany depresyjne przez faceta ale wywaliłam go z domu
            i teraz bede zaczynać życie na nowo razem z dziećmi....jeszcze nic
            straconego moim zdaniem i własnie ta myśl pozwala mi jakoś
            funkcjonować.
          • lilka69 lidia- a co dla ciebie znaczy zycie studenckie? 04.11.09, 12:28

            wg ciebie zamozpojscie oznacza brak zycia studenckiego? to znaczy,
            ze dla ciebie oprocz nauki wazny jest seks z maksymalnie duza liczba
            partnerow na studiach, tak? bo tylko w tym
            teoretycznie "przeszkadza" maz.


            ja mialam meza juz na studiach( dzieci nie) i uczylismy sie,
            bawilismy jak chcielismy. mielismy wlasne mieszkanie i nie tulalismy
            sie po stancjach i akademikach. z perpektywy czasu oceniam to
            pozytywnie: mialam sowbode zabawy i osobe, ktora zawsze
            odprowadzila mnie do domu. co wiecej-do wlasnego lozkawink
    • 18_lipcowa1 Re: Spie...łam swoje życie.... 03.11.09, 18:55
      pati9.78 napisała:

      > Na skutek wielu nieprzemyślanych decyzji, wczesnego zamążpójścia
      itd
      > Nie da sie tego naprawić...niestety.... Kto się może podpisać?????

      alez kochana
      blad zwiazany z wczesnym zamozpojsciem mozna bardzo latwo naprawic
      • pati9.78 Re: Spie...łam swoje życie.... 03.11.09, 19:08
        Dzięki lipcowa,że gorzej nie napisałaś....
        • marzeka1 Re: Spie...łam swoje życie.... 03.11.09, 19:12
          Pati, dlaczego uważasz, że jesteś przyspawana do męża, skoro związek powoduje,
          że myślisz do śmierci?
          • pati9.78 Re: Spie...łam swoje życie.... 03.11.09, 19:20
            Nie wiem dlaczego, chyba dlatego że nie wierzę w siebie(mimo że mam
            studia i nieźle się prezentuję), że nie dam rady sie utrzymać, że
            mamy wspólny niemały majątek, że mąż dobrze zarabia( i obecnie tylko
            on utrzymuje dom) i kocha dzieci, że nie pamietam życia "przed nim",
            bo miałam 19 lat jak Go poznałam. Kurcze to wszystko mnie
            przerasta...Ale tak naprawdę to kocham życie i chyba chciałabym być
            bez niego...
            • mozambique Re: Spie...łam swoje życie.... 04.11.09, 12:01
              jedny słowem sprzedałas sie bogatemu facetowi a teraz ci sie
              młodego , swiezego ciała i romantycznych uniesien zachciało ???
              • pati9.78 Re: Spie...łam swoje życie.... 04.11.09, 12:15
                No nie trafiłaś mozambique-nie sprzedałam się bogatemu, bo jak go
                poznałam nie był bogaty. Nie chce mi sie tez młodszego ani nawet
                innego faceta, ja po prostu bym chciała żeby między nami zaczęło się
                lepiej układać, ale powoli tracę wiarę,że to nastąpi.Myśle, ze
                terapia małżeńska mogłaby pomóc, ale mąż nie chce.
                • turzyca Re: Spie...łam swoje życie.... 04.11.09, 16:25
                  ja po prostu bym chciała żeby między nami zaczęło się
                  > lepiej układać, ale powoli tracę wiarę,że to nastąpi. Myśle, ze
                  > terapia małżeńska mogłaby pomóc, ale mąż nie chce.

                  Znajoma psychoterapeutka mowi, ze do dobrego malzenstwa wystarczy jedna osoba.
                  Przewrotne motto, ale z jej doswiadczenia zawodowego wynika, ze bardzo czesto
                  jak w malzenstwie dzieje sie zle (ale nie mowimy o patologiach), to wystarczy,
                  ze jedna osoba zmieni swoje zachowanie, a zmienia sie cale malzenstwo. Nie mozna
                  zmusic partnera do zmiany, ale mozna sprobowac zmienic siebie. Moze sprobuj tej
                  drogi, poszukaj albo jakiegos psychoterapeuty albo jakiejs grupy z komunikacji
                  interpersonalnej. Ze wzgledu na poprzedni post polecalabym Ci "porozumienie bez
                  przemocy" - nazwa jest nieco mylaca, bo porozumienie jest tylko jedna z czesci
                  tej techniki, sporo miejsca zajmuje analizowanie wlasnych potrzeb i odczuc i
                  taka nauka "lubienia siebie", ktorego w Twoim poscie brakuje. W sumie nic nie
                  stracisz, skoro maz i tak nie chce sprobowac, a zyskac mozesz wiele.
        • 18_lipcowa1 Re: Spie...łam swoje życie.... 03.11.09, 19:19
          pati9.78 napisała:

          > Dzięki lipcowa,że gorzej nie napisałaś....

          np jak?
          ze rzygac mi sie chce jak cie czytam?
          • pati9.78 Re: Spie...łam swoje życie.... 03.11.09, 19:23
            No dobra lipcowa chyba przesadziłam z tym tekstem. Jestem tak
            pamiętliwa, może przesadzam...może rzeczywiście dziecko
            zmienia...pozdrawiam...
            • 18_lipcowa1 [...] 03.11.09, 19:55
              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
              • pati9.78 Re: Spie...łam swoje życie.... 03.11.09, 20:38
                Jak masz mnie gdzieś to nie odpisuj na moje posty.
      • w_miare_normalna Re: Spie...łam swoje życie.... 03.11.09, 20:10
        ja, ale po ślubie nie jesteśmy
        tylko dzięki dzieciakowi jakoś się trzymam
    • caffe_mocca Re: Spie...łam swoje życie.... 03.11.09, 20:04
      Kto się może podpisać?????

      A w jakim celu? lepiej ci będzie jak sie dowiesz ze inni też sobie spieprzyli
      zycie , czy jak???
      Chyba lepiej jednak poszukać wyjscia z bagienka niz wyszukiwac innych w takim
      samym bagnie.
      smile
    • miska_malcova Re: Spie...łam swoje życie.... 03.11.09, 20:05
      Zawsze można zacząć wszystko od początku. To, że Ty nie widzisz w tym momencie
      wyjścia nie oznacza, że go nie ma. Przemyśl wszystko, przestań myśleć o śmierci
      i zacznij działać. Szkoda czasu oraz życia. Twojego i dzieci.
    • jantarowo Re: Spie...łam swoje życie.... 03.11.09, 20:10
      ale maz jest zlym czlowiekiem czy jestes nim znudzona, nie wiem moze
      denerwuje Cie jakies jego zachowanie?moze nie lubisz z nim spedzac
      czasu? o co chodzi?Czemu chcesz go zostawic? bo rozumiem,ze bys
      zostawila gdyby nie strach,ze sobie nie poradzisz...
    • ik_ecc Re: Spie...łam swoje życie.... 03.11.09, 20:15
      Tez schrzanilam swojego czasu. Tez wczesniej wyszlam za maz, za
      palanta. Zrobilam studia inne od tych co chcialam. Zylam tak jak mi
      rodzice kazali.
      Odkrecilam. Rozwiodlam sie. Zalozylam nowa, szczesliwa rodzine. Nie
      pracuje w zawodzie wyuczonym tylko przeszkolilam sie i robie to co
      chcialam.
      Wszystko sie da odkrecic.
    • diademonde Re: Spie...łam swoje życie.... 03.11.09, 21:21
      ja.

      dzisiaj są moje 31 urodziny. I właśnie dzisiaj o 7 rano usłyszałam, że żadnego
      pożytku ze mnie nie ma, że do niczego się nie nadaję itp. Poszłam do pracy,
      dziesiątki teoretycznie obcych osób składało mi życzenia, dostałam wiele
      prezentów,a to, czego sobie życzyłam, to żeby nie wrócić do domu. Nie rozmawiam
      o tym z nikim, on mnie tego nauczył, wyżalanie nie ma sensu, bo zaczęłam wierzyć
      w to, że moje problemy to moja sprawa. Nie umiem o nich rozmawiać. Może właśnie
      takie wątki potrzebne są mi, żeby to z siebie wyrzucić, choć w niewielkim
      procencie. Może właśnie nie chcę więcej pisać, bo zamiast dobrego słowa
      przeczytam napastliwy post, po którym ktoś będzie miał satysfakcję, jak to
      wpaniale udało się dokopać jakiejśtam anonimowej lasce na forum.
      Próbowałam dzisiaj porozmawiać z mamą i usłyszałam jedynie, że za zamążpójściem
      aż piszczałam, więc teraz nie mogę mieć do nikogo pretensji. Takie właśnie rady
      i wsparcie są mi jak najmniej potrzebne, dlatego wolę nie mówić nic.
      Nie dziwię się też autorce postu, że nie widzi wyjścia z sytuacji, czasem
      przerasta nas nie tyle sytuacja, ile myśl, że trzeba zdecydować się na zmianę,
      która z obecnego punktu widzenia i tak będzie zła. Czasem impas przyćmiewa
      logiczne myslenie, gdzie tak naprawdę jest tylko pustka. Teraz myślę tylko o
      najprostszym rozwiązaniu sprawy, skoro mam ciągle pod górę, to czemu choć raz
      nie pójść na łatwiznę i sprawić, by to mnie po prostu nie było.
      • pati9.78 Re: Spie...łam swoje życie.... 03.11.09, 21:36
        Diademonde. jakbym czytała własne myśli, z tym że ja nie prcuję na
        razie, zawodowo (mam małe dzieci)...więc jest mi jeszcze gorzej..
      • pati9.78 Re: Spie...łam swoje życie.... 03.11.09, 21:39
        A może napiszesz do mnie na maila (pati9.78@o2.pl). Było by mi
        miło, popisać z kimś w podobnej sytuacji...a chyba mamy wiele
        wspólnego(tzn nasze sytuacje życiowe)...
        • diademonde Re: Spie...łam swoje życie.... 03.11.09, 21:42
          Ok, napiszę, nie obiecuję obszernych wywodów, bo czasu ciągle za mało, ale
          odezwę się na pewno smile
          • berecik7 Re: Spie...łam swoje życie.... 03.11.09, 22:31
            No cóż, tak już chyba jest, że po trzydziestce człowiek przez następne 30 lat
            odkręca to, co spieprzył w czasie pierwszych 30-tusmile Sporo znam takich osób...,
            oj sporo.
    • alabama8 Re: Spie...łam swoje życie.... 04.11.09, 09:03
      Ja zdążyłam się już nauczyć, że narzekanie czy skarżenie się na swój
      los nie ma sensu. Ludzie mają gdzieś twoje nieszczęście, nawet jeśli
      nie masz co jeść, gdzie mieszkać. Weź to sobie zapamiętaj, twój mąż,
      twoja teściowa, twoi koledzy mają gdzieś twoje przwdziwe czy
      wyimaginowane nieszczęście.
      Nie masz pomysłu na życie, nie masz pomysłu na swoje szczęście, więc
      łatwiej jest ci winić o nieszczęście całe otoczenie. Co ci
      przeszkadza mąż w byciu szczęśliwą, w znalezieniu swojej pasji?
      Dzieci ci u gardła nie wiszą, możesz je zostawić z mężem i coś w
      końcu zrobić ze swoim życiem (pójść do kina, teatru, zapisać się na
      kurs, zacząć malować, pisać bloga, spotykać się z ludżmi). To ty
      sama tworzysz swoje nieszczęście ... niestety niektórzy ludzie są
      nie do uratowania, lepiej piszczeć o swoim cierpieniu niż wziąść się
      w garść i mądrze wykorzystać te kilka lat życia które nam jeszcze
      zostały ...
    • mala_an Nigdy się pod czymś takim nie podpiszę 04.11.09, 09:08
      Póki żyjemy zawsze jest możliwość zmian i nie wolno się poddawać. Gdy się
      poddamy to rzeczywiście nie pozostanie nic innego niż położyć się i umrzeć. Tak,
      tkwienie w marazmie i zwalanie wszystkiego na jeden błąd w przeszłości jest
      wygodne ale nic się nie zmieni. Jeśli uważasz że jesteś za słaba, idź do
      psychologa, on zapewne pomoże.
      Nie jesteś już podlotkiem którego nikt nie będzie brać poważnie, jesteś dorosłą
      kobietą i tobie wbrew pozorom będzie o wiele łatwiej wyrwać się z błędnego koła
      i zacząć nowe życie niż jakbyś była 20 lat młodsza i wszyscy traktowali cię jak
      szczeniarę której się po prostu coś u widziało wink
      Więc głowa do góry, weź głęboki wdech i obiecaj sobie że od nowego roku
      zaczniesz nowe życie. Te 2 miesiące przeznacz na dzielne przygotowania do niego
      smile- pokaż jakim głupcem jest twój mąż że nie był w stanie cię docenić.
      • mala_an Re: Nigdy się pod czymś takim nie podpiszę 04.11.09, 09:11
        miało być 10 lat młodsza tongue_out
      • mozambique Re: Nigdy się pod czymś takim nie podpiszę 04.11.09, 12:08

        pokaż jakim głupcem jest twój mąż że nie był w stanie cię docenić.

        dlaeczgo nikt nie birzez pod uwage ze moze to autorka nie docenia
        męza ???

        ah, zpaomniałąm solidarnosć jajników
        • pati9.78 Re: Nigdy się pod czymś takim nie podpiszę 04.11.09, 12:22
          Muszę Ci powiedzieć, że doceniam wiele rzeczy, które zrobił mój
          mąż. Wiele osiągnął w życiu i generalnie nie jest złym człowiekiem,
          ale między nami jest coraz gorzej,ale nie będę pisała na forum
          szczegółów.I też zwróciłam uwagę na to zdanie, iż mój mąż głupiec
          nie potrafił mnie docenić. Właśnie chciałam odpisać autorce, iż to
          też nie jest prawda...
    • lea-1 Re: Spie...łam swoje życie.... 04.11.09, 09:24
      To i ja do was dołacze.Tkwiłam przez 5 lat w beznadziejnej
      pracy,zupełnie odmiennej niż moje wykształcenie i to co chciałabym w
      życiu robić!Teraz szukam bezskutecznie pracy(3miesiąc),ale w wielu
      miejscach jeszcze nie byłam więc myśle,że niedługo mi się uda!Za
      póżno poszłam na magisterke-9lat po licencjacie!
    • sapalka1 Re: Spie...łam swoje życie.... 04.11.09, 09:31
      Umieranie - może poczekać, zawsze możesz wrócić do tego rozwiązania, chociaż
      odradzam, szkoda by było. Skoro nie robisz nic żeby zmienić sowje życie, a jest
      ono paskudne, to nie możesz żadnym działaniem jakoś specjalnie go pogorszyć.
      Więc może warto zacząć coś działać? Nie musisz od razu podejmować pracy w
      korporacji na stanowisku dyrektora, itp. Pomyśl czego chcesz napisz to na kartce
      i zapisz wszystkie kroki, które prowadzą do tego celu. Realizacja pojedynczych
      kroków jest łatwiejsza do realizacji, nie przerasta tak. Celem jest realizacja
      każdego kroku po kolei. Zacznij od robienia drobiazgów dla siebie. NIe wiem czym
      się interesujesz, ale może pójdź w tym kierunku? I może wybierz się do
      psychologa? Depresją tu wieje sad
      Nie poddawaj się teraz - na to zawsze masz czas. Trzymam kciuki.
      • niewid-oczna Re: Spie...łam swoje życie.... 04.11.09, 10:47
        Miałam 18 lat jak zaszłam w ciąże i wyszłam za mąż już po roku
        zaczęłam żałować a po trzech ostatecznie się rozeszłam. Teraz mam
        lat 31 od 8 lat drugiego męża i małego synka , prowadze małą
        działalność i jestę szczęśliwa. Dodam, że początki kiedy zostałam
        sama z małym dzieckiem 3 letnim były trudne , też byłam bez pracy i
        braku alimentów na rodziców liczyć nie mogłam. Nie żałuje tego co
        zrobiłam. Jeśli jesteś nieszczęśliwa z mężem to to sie nie zmieni
        więc lepiej się rozejść dla dobra wszystkich.
    • aniorek Re: Spie...łam swoje życie.... 04.11.09, 14:24
      Idz do roboty, najwyzsza pora. Nie szukaj osob w podobnej sytuacji na forum, bo tylko cie to zdoluje. Chcesz sie tylko lepiej poczuc, czytajac, ze inni tez maja tak jak ty, ale to nie rozwiazuje problemu.

      Na chwile obecna na pewno nie odwazysz sie zostawic meza (za dobrze ci materialnie i boisz sie, ze nie utrzymasz dzieci na wlasna reke, no i pewnie tego, ze bedziesz rozwodka, a w Polsce to ponoc hanba wink).

      Dlatego nie piszesz o rozwodzie, a o smierci. Na ten glupi krok tez pewnie zreszta sie nie odwazysz. I jak mozesz myslec o smierci i nie wyobrazac sobie, jak beda sie czuly twoje dzieci i jak to na nie wplynie? Masakryczny egoizm. Wez sie do roboty i rozwiedz sie.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja