punkt widzenia zalezy od...

05.11.09, 11:29
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,7223077,_Jestem_na_spotkaniu_zarzadu__Ronie____wpis_na_Twitterze.html
Przeczytałam i taka mnie refleksja naszła...
Pierwszą ciążę poroniłam. Było to 7 lat temu. Przeżyłam to
strasznie. Przy budzeniu z narkozy wołałam że chcę moje dziecko i
inne jeszcze rzeczy, które wywołały u mojego męża łzy po powrocie ze
mną ze szpitala. Potem sie załamałam. Na szczęście 3 miesiace po
poronieniu zaszłam drugi raz w ciążę. Poroniłam w szpitalu. Znowu
było strasznie, ale już zdecydowanie spokojniej. Zwłaszcza że w
badaniach wyszło że mam tosoplazmozę, a więc świadomość ze dziecko
mogło byc chore ułatwila mi pogodzenie sie ze stratą. W tym samym
roku zaszłam w ciażę po raz trzeci (po odkryciu i usunięciu
przeszkody w donoszeniu ciąży). Urodziłam synka, ma teraz 6 lat. W
ubiegłym roku zaszlam w ciążę. Niechcianą. Przez pięć lat starań o
drugie dziecko odpuściłam, zmieniłam sposób myślenia. Juz nie
chciałam ddrugiego dziecka. Zaczęłam nowe życie bez ciągłych myśli
że znowu się nie udało. Nie zdążyłam sie nacieszyc swobodą - test
pokazał dwie kreseczki. Ciąża od początku zagrożona - musiałam
zrezygnować z wszystkich planów, nie wyjechałam na wymarzone wakacje.
I wiem, że gdybym poroniła - cieszyłabym się. Poczułabym ogromną
ulgę.
Moje drugie dziecko ma teraz 8,5 miesiąca. Jest ślicznym,
uśmiechniętym chłopczykiem Kocham go przeogromnie. A mimo to wiem,
że gdybym go straciła w pierwszych tygodniach ciąży to nie
przeżylabym tego za bardzo. A nawet - powiem wprost - ucieszylabym
się...
7 lat temu po przeczytaniu takiego wyznania (jak moje) doznałabym
szoku i potepilabym inną osobę za takie myślenie i odczucia...
    • lola211 Re: punkt widzenia zalezy od... 05.11.09, 11:39
      Ja swoje tez przeszlam i dlatego pewnie jestem daleka od potepiania
      kogokolwiek.Wiem, ze w okreslonych sytuacjach nasza reakcja moze nas
      samych zaskoczyc.Nie jest taka, jakiej bysmy sie spodziewali.Siła,
      wpływ psychiki jest naprawde ogromna.Rządzi sie swoimi prawami,bez
      naszego wpływu na nia.Mozna nie chciec urodzic dziecka i jest to
      fakt znany milionom kobiet, ktore w taka ciaze zaszly.Tyle, ze
      niepoprawne politycznie jest przyznac sie do tego
      publicznie.Oficjalny wizerunek jest taki, ze kazda kobieta cieszy
      sie z ciazy, a jak nie, to jest okrutną, wypraną z uczuc suką.
      Poronienie kazda przezywa inaczej.Jedna dramatyzuje, inna przechodzi
      spokojnie, inna sie wrecz cieszy.
    • edit38 Re: punkt widzenia zalezy od... 05.11.09, 11:43
      majamagda7 napisała:


      > 7 lat temu po przeczytaniu takiego wyznania (jak moje) doznałabym
      > szoku i potepilabym inną osobę za takie myślenie i odczucia...

      A ja nie potępiłabym za takie myśli. Co innego jeśli ktoś robi wszystko aby
      ciążę poronić a co innego gdy ktoś odczuwa pewnego rodzaju ulgę gdy traci ciążę
      której nie chciał.
      Z drugiej jednak strony teraz nie chcę drugiego dziecka ale gdybym dowiedziała
      się że zaszłam w ciążę a potem straciła to dziecko to chyba strasznie bym to
      przeżyła.
      Ciężki temat do dyskusji.
      • ipola Re: punkt widzenia zalezy od... 05.11.09, 12:06
        Nie byłam przygotowana na pierwszą ciążę, przechodziłam ją strasznie, bo ciąża
        była zagrożona i od pierwszych dni musiałam leżeć i brać leki na podtrzymanie.
        Kiedy zobaczyłam pozytywny wynik na teście ciążowym, strasznie płakałam. Nie
        chciałam jeszcze dziecka.Z dnia na dzień musiałam zrezygnować z pracy, całe dnie
        spędzałam sama w domu lub przebywałam w szpitalu. Lekarz mi powiedział, że mój
        organizm zwalcza tę ciążę. Fatalnie się czułam, dziecko w brzuchu było dla mnie
        obce. Nie czułam żadnej radości. Kiedy na początku szóstego miesiąca znalazłam
        się w szpitalu na porodówce z objawami przedwczesnego porodu, lekarz powiedział
        mi, że jeśli nie uda się powstrzymać porodu, moje dziecko nie przeżyje. Wtedy
        przeżyłam szok. Dotarło do mnie, że to moje dziecko, że mogę je stracić. Przez
        całą noc nawet się nie poruszyłam na łóżku porodowym, bo bałam się, że mój
        najmniejszy ruch spowoduje tragedię. Poród udało się wyhamować. Moja córka
        urodziła się trochę później jako wcześniak, wiele dni spędziła na oddziale
        neonatologii. Diagnoza: niedorozwój płuc, krwawienia w układzie komorowym mózgu.
        To były okropne dni niepewności, szaleństwo.
        Utrata ciąży byłaby dla mnie tragedią, ale nie oceniam do bólu szczerego
        wyznania matki, dla której poronienie jest jakimś rozwiązaniem, ale pod
        warunkiem, że nie zdołałaby wychować kolejnego dziecka. Podejście do sprawy w
        taki sposób, że kolejne dziecko jest mi niewygodne, więc zamiast iść na aborcję
        lepiej poronić, jest dla mnie niepojęte.
        • lola211 Re: punkt widzenia zalezy od... 05.11.09, 12:13
          Podejście do sprawy w
          > taki sposób, że kolejne dziecko jest mi niewygodne, więc zamiast
          iść na aborcję
          > lepiej poronić, jest dla mnie niepojęte.

          A niby dlaczego?
          Z etycznego punktu widzenia chyba lepiej, ze kobieta poroni niz
          poroni sztucznie? To pierwsze nie podlega moralnej ocenie, to drugie
          i owszem- kobieta uchodzi w oczach czesci spoleczenstwa za
          morderczynie.A jak poroni, chocby niechciana ciaze, to wszyscy jej
          wspolczuja.Dla kobiety tez lepiej ,ze poroni samoistnie- nie bedzie
          miec przynajmniej dylematow poaborcyjnych.Byle oczywiscie nie smiała
          przyznac, ze bylo jej to na reke.
        • majamagda7 Re: punkt widzenia zalezy od... 05.11.09, 12:19
          KOchana! Mocno Cię przytulamsmile
          Nie chodziło mi w żadnym przypadku o ciążę starszą. Do mojego 6-
          miesięcznego brzucha czułam już miłość i za żadne skarby świata nie
          chciałabym sie go pozbyć.
          Pierwszą ciążę poronilam w 8 tygodniu, drugą w 6-ym.
      • vincentyna Re: punkt widzenia zalezy od... 05.11.09, 12:07
        Swiat sie zdziwil, ze nie jakas kobieta w danym momencie nie chce byc matka. Dla
        iluz to kobiet na calym swiecie odkrycie dwoch paskow powoduje histerie i placz?
        Dla wielu. W koncu od dawna znamy pojecie niechcianej ciazy, wpadki itd. Nie
        kazda ciaza jest zrodlem radosci dla kobiety. Oczywiscie, ze te co niedawno
        utracily upragniona ciaze, w zyciu nie zrozumieja, jak mozna sie z tego cieszyc.
        Ano mozna, bo nie kazdy pragnie tego samego...
      • majamagda7 Re: punkt widzenia zalezy od... 05.11.09, 12:12
        Temat bardzo trudny, w dodatku bardzo niechętnie poruszany.
        Gdy poroniłam - z nikim oprócz męża nie moglam o tym porozmawiać -
        tematu jakby nie było. Gdy zaszłam w niechcianą ciążę - tematu też
        nie było, bo przcież naturalne jest że kobieta się cieszy z ciąży.
        Nawet jak mówiła przez rok o tym, że nie chce juz mieć dzieci...
        Po poronieniu przez 3 miesiące byłam przygnębiona. Jedyne
        pocieszenie, jakie usłyszałam to od mojej mamy - nie martw się,
        będziesz mieć drugie (najgorsze co można usłyszeć). Gdy zaszłam w
        niechcianą ciążę przez 3 miesiące chodziłam przygnębiona. No ale
        kobieta w ciąży ma prawo do humorów. Jedyne pocieszenie, jakie
        usłyszałam to od mojego męża - nie martw się, jakoś to będzie...
        Tak mnie jakoś naszło dzisiaj...
    • zlosliwe_malpisko Re: punkt widzenia zalezy od... 05.11.09, 12:05
      nie wiem jak to jest stracić dziecko ani być w niechcianej ciąży,
      więc trudno mi napisać cokolwiek 100% w temacie.
      Mam przy okazji wątku jednak swoją osobistą refleksję - masz rację,
      punkt widzenia zależy od konkretnej sytuacji.
      W życiu różnie bywało, czasem bardzo pod górkę. Mam za sobą ciężką
      chorobę, różne przeszkody i niepowodzenia. Kiedyś nie mogłam
      zrozumieć dlaczego to właśnie mnie się coś przytrafia.
      Dzisiaj te wszystkie zdarzenia traktuję jako coś, co było mi
      potrzebne i dużo mnie nauczyło. Gdyby wszystko szło gładko byłabym
      dzisiaj inną osobą. Słabszą, nieodporną, mniej samodzielną.
      Trudności dodają sił.
      Co nas nie zabija to nas wzmacnia.
      • iskierka40 Re: punkt widzenia zalezy od... 05.11.09, 12:44
        W życiu są różne sytuacje,różnie się układa...każdy odpowiada tak
        naprawde za siebie i swoje uczucia.
    • syriana punkt widzenia zależy od granic wyobraźni 05.11.09, 12:15
      i świadomości, że ludzie są różni

      ani w ciąży nigdy nie byłam, ani nie roniłam, ale zupełnie mnie nie szokuje że
      poronienie nie zawsze jest dramatem
      że bywa ulgą, wręcz jednym z punktów dnia między śniadaniem a plotkami w pracy


    • iwoniaw Abstrahując od kwestii chęci urodzenia bądź nie 05.11.09, 12:22
      zastanawiam się, jak bardzo trzeba być walniętym, żeby w opisach gg czy na innym
      twitterze umieszczać szczegółowe raporty z własnych stanów
      fizjologicznych/zabiegów medycznych?
      • syriana Re: Abstrahując od kwestii chęci urodzenia bądź n 05.11.09, 12:27
        a to już inna sprawa
        kwestia mody, ślepej bezrefleksyjności i możliwości uruchomienia gdzieś tam
        uśpionych a niezaspokajanych inaczej potrzeb błyszczenia

        po przemyśleniu to i regularne donoszenie całemu światu o poczynionych zakupach,
        zjedzonych kanapkach i wyprasowanych majtkach jestem skłonna uznać za równie chore
        • iwoniaw Zgadzam się, relacjonowanie "lżejszych" 05.11.09, 14:19
          szczegółów z życia całemu światu też u mnie podpada pod tę samą kategorię. W
          ogóle to chyba trzeba mieć jakąś nerwicę natręctw, żeby non stop wypisywać na
          twitterze komunikaty czy zmieniać statusy na gg. To co innego niż rozmowa z kimś
          znajomym czy nawet z grupą nieznajomych np. na forum czy czacie. To jakiś krzyk
          do świata "patrzcie na mnie, zjadłam bułkę/ jadę autobusem/ wyprałam gazie/
          istnieję!" Bycie ignorowanym w dzieciństwie? Przeciwnie - bycie pępkiem świata w
          dzieciństwie i niepogodzenie się z faktem, że inni nie mają tak, jak
          mamusia/tatuś/babunia? Czy co?
      • cherry.coke Re: Abstrahując od kwestii chęci urodzenia bądź n 05.11.09, 12:42
        Tez mnie ten aspekt zastanawia (wyczekiwanie poronienia nie - pewnie nie jest to
        rzadkie zjawisko i ma swoje powody). Ale tak sobie mysle, ze nawet chciane
        poronienie w sali konferencyjnej to jednak zawsze pewien wstrzas i mozna wtedy
        robic rzeczy niestandardowe.
      • majamagda7 Re: Abstrahując od kwestii chęci urodzenia bądź n 05.11.09, 13:53
        Dla mnie to też jest niezrozumiałe. Artykuł przywołał wspomnienia i
        zmusił do refleksji. Stąd ten wątek.
    • elza78 Re: punkt widzenia zalezy od... 05.11.09, 15:01
      a moja teoria jest taka ze jak ktos juz wyczerpal swoje zdolnosci rozrodcze
      (mentalnie oczywiscie bo fizycznie zalatwia to za nas matka natura) jak pani z
      artykulu to powinien zamiast kliniki aborcyjnej odwiedzic ginekologa i sie
      podciac, ale nie - pani musi epatowac caly swiat swoim poronieniem i o to
      wlasnie chodzi smile ameryka zwyczajnie.
      • osa551 Re: punkt widzenia zalezy od... 05.11.09, 15:38
        > a moja teoria jest taka ze jak ktos juz wyczerpal swoje zdolnosci rozrodcze
        > (mentalnie oczywiscie bo fizycznie zalatwia to za nas matka natura) jak pani z
        > artykulu to powinien zamiast kliniki aborcyjnej odwiedzic ginekologa i sie
        > podciac, ale nie - pani musi epatowac caly swiat swoim poronieniem i o to
        > wlasnie chodzi

        myślę dokładnie tak samo jak Ty, jak kobieta nie chce mieć więcej dzieci to
        powinna na własne życzenie dać podwiązać sobie jajowody - swoją drogą - na
        zebraniach zarządu laska ma czas grzebać w Twitterze?
Pełna wersja