groszek19
21.01.04, 17:12
Wczoraj przydarzyła mi się dziwna sytuacja. Jechałam wraz z synem do
lekarza, późny wieczór, stoimy dość długo na przystanku. Syn z nudów poszedł
za wiatę przystankową i zaczął bawić się śniegiem. Zwróciłam mu uwagę, by
uważał, bo w przeciwnym razie przemoknie zanim dojedziemy do centrum. Był
tak zajęty zabawą, że nie zwrócił na mnie większej uwagi. Staliśmy tyłem do
wiaty i doszła do mnie rozmowa dwóch pań, przy czym jedna z nich rozmawiała
na temat syna używając słów dość nieprzyjemnych i czasami niecenzuralnych.
Podjechał autobus, wołam syna, on w biegu rzuca ostatnią śnieżkę a ja słyszę
od owej pani, że powinno się mu "uszy wytargać i w d.. wlać". Już miałam jej
powiedzieć, że to małe dziecko, gdy zauważyłam, że to moja niania (mojego
syna). Otworzyłam z wrażenia usta, ona wyjąkała coś w stylu "och! to pani?"
i wsiedliśmy do autobusu.
Wieczorem opowiedziałam o tym mężowi a on powiedział, że więcej u nas nie
będzie. Pani ta opiekuje się synem sporadycznie, jest zawsze "pod ręką" w
awaryjnych sytuacjach. Jednak czy jest możliwe, by będąc u nas była miłą i
uśmiechniętą nianią a poza tymi godzinami tak bardzo się zmieniała?
Powiedzcie, co o tym sądzicie?