zaklopotana0
22.11.09, 08:33
Konfliktu z mezem ciag dalszy,w zasadzie,to chcialabym odejsc,bo nie
mama juz o co walczyc. myslalam,ze moja mama wyciagnie do mnie
pomocna dlon,ale poklocilysmy sie o moje malzenstwo i teraz
kompletnie nie mam gdzie pojsc.zaczelo sie od tego ze sama sobie
tego piwa nawazylam,ze przeciez wszyscy mnie ostrzegali,ze to sie
nie uda,ale ja nie sluchalam,to mam je teraz sama wypic,a ona
absolutnie nie chce mnie u siebie i moja siostra tez podobno nie
chce mnie przyjac do siebie. malo tego matka sie zastanawia czy nam
nie odebrac dziecka,bo "sobie nie radzimy". no wiec jak odejde od
meza to chyba pod most.pozniej matce nerwy przeszly i powiedziala,ze
posprzata i moge sie przeprowadzac,ale w tym momencie po tym jasnym
komunikacie w zyciu tam nie pojde (chyba). poszlybyscie jakby ktos
tak dosadnie powiedzial,ze nie chce Was,bo mam wrazenie ze sie w
koncu zgodzila tylko ze wzgledu na wnuczke,ale ja nie chce mieszkac
gdzies gdzie jestem intruzem a i bedzie znajac moja matke tylko
rywalizacja o wzgledy dziecka. gadalam z bratem,zebysmy sobie razem
wynajeli M3,ale on chwilowo bez pracy wiec odpada.domu samotnej
matki w moim miescie nie ma,poza tym mam tu prace choc malo
platna,ale to jest jakis punkt zaczepienia,tylko ze nikt nie chce mi
pomoc bo chyba zasluzylam na swoj los

( jak chcialam odwrocic zla
passe,to noz w plecy od matki.