elza78 Re: Czy zgodziłybyście się.. 26.11.09, 22:15 nie jesli ktos lamie zasady niech nei wciaga w to osob trzecich takie postawienie sprawy powoduje durne dylematy, bedac przyjaciolka z kochankiem w zyciu nie mialabym czelnosci prosic kogokolwiek o cos takiego... Odpowiedz Link Zgłoś
panna.sarabella Re: Czy zgodziłybyście się.. 26.11.09, 22:20 raczej nie a tylko dlatego, że potem, kiedyś, to ja wyszłabym na tą złą, bo pomagałam zdradzać - a przecież mogłam potrząsnąć i wybić jej pomysł z głowy. I przyjaciółkę bym straciła wtedy na pewno. Odpowiedz Link Zgłoś
wieczna-gosia Re: Czy zgodziłybyście się.. 26.11.09, 22:27 moja przyjaciolka doskonale zna moje poglady na sprawy uczciwosci- nie malzenskiej tylko takiej w ogole ludzkiej. I doskonale wie ze nie moglabym sie zgodzic po prostu. Odpowiedz Link Zgłoś
kitka20061 Re: Czy zgodziłybyście się.. 26.11.09, 22:38 Nie, gdyż nie lubię być nie fair do kogoś z moich dobrych znajomych, a mąż mojej przyjaciółki do takich należy. Odpowiedz Link Zgłoś
loganmylove Re: Czy zgodziłybyście się.. 26.11.09, 23:48 A ja nie jestem taka radykalna-mąż mojej przyjaciółki jest tak cholernym dupkiem że jak Ona by mnie poprosiła o coś takiego to nawet bym się sekundy nie wahała. Odpowiedz Link Zgłoś
kkokos Re: Czy zgodziłybyście się.. 27.11.09, 00:27 zależy od sytuacji zrobiłam tak dla dziewczyny, której mąż, podczas moich z nią spotkań, pojawiał się nagle w sąsiednim ogródku kawiarnianym. zwykle na jego pytanie "a gdzie się umówiłyście?" odpowiadała "a pewnie gdzieś przy tej czy przy tej ulicy". facet szukał dotąd, aż znalazł, potem siadal sobie te kilkanaście metrów dalej, wypijał kawę i znikał. a jej jeszcze wtedy przez myśl żadne zdrady nie przechodziły... Odpowiedz Link Zgłoś
edit38 Re: Czy zgodziłybyście się.. 27.11.09, 08:19 Nie wiem, możliwe że tak. Dużo zależałoby też od tego jaki stosunek miałabym do jej męża, jeśli byłby to TYLKO mąż przyjaciółki to chyba tak, jeśli byłby on też moim przyjacielem to raczej nie. Odpowiedz Link Zgłoś
tabakierka2 Re: Czy zgodziłybyście się.. 27.11.09, 08:31 nie, nie zgodziłabym się. Nie umiem kłamać. Pewnie mało inteligentna jestem, albo pamięć mam słabą. Odpowiedz Link Zgłoś
syriana Re: Czy zgodziłybyście się.. 27.11.09, 08:36 nie nie znoszę ludzi, którzy się na boki puszczają zamiast po ludzku skończyć związek no i nie mam przyjaciółki, więc problem z górki Odpowiedz Link Zgłoś
net79 Re: Czy zgodziłybyście się.. 27.11.09, 08:42 tak, ale nie bez słowa choć Zwłaszcza jeśli znam genezę i zawiłości związku.... Odpowiedz Link Zgłoś
majmajka Chyba tak. 27.11.09, 08:45 Nie mam przyjaciolki juz. Zgodzilabym sie. Gdyby jednak poprosila mnie o to moja siostra(w zasadzie moja przyjaciolka jedyna) nie zgodzilabym sie. I nie wiem czemu. Odpowiedz Link Zgłoś
asia_i_p Re: Czy zgodziłybyście się.. 27.11.09, 08:50 Nie zgodziłabym się. Już przerabiałam sytuację, że tak powiem, podobne moralnie - ojciec mnie poprosił o bycie podstawionym wspólnikiem, czy kimś takim, szczegółów nie pamiętam. Zgodziłam się, odłożyłam słuchawkę, popłakałam się i zadzwoniłam znowu, że nie mogę. Ojciec z punktu powiedział, że nie ma sprawy, skoro miałabym się czuć z tym niekomfortowo (od razu zaznaczam, że mój ojciec to nie mafioso i, znając go, obstawiałabym, że raczej obchodził jakiś idiotyczny przepis, którym państwo jego chciało zrobić w konia). Za drugim razem stryj poprosił mnie o już nie pamiętam o co, coś z podatkowej okolicy - bogata w tamto doświadczenie odmówiłam z punktu. Też zareagowała stwierdzeniem "nie było rozmowy" z jak najmilszym uśmiechem, żebym tylko nie pomyślała, że ma żal. Więc przyjaciółce pewnie też bym odmówiła, bo z jednej strony znam swoje reakcje, jeśli się zgodzę, a z drugiej strony, przyznaję, jestem trochę rozpieszczona dotychczasowymi reakcjami ludzi, którym odmówiłam. Myślę, że reakcja przyjaciółki mogłaby być dla mnie szokiem. Odpowiedz Link Zgłoś
jkk74 Re: Czy zgodziłybyście się.. 27.11.09, 09:03 tak... sama z takiego alibi też korzystałam... reagowałabym tylko w sytuacji, gdyby przyjaciółka ewidentnie pakowała się w kłopoty wykraczające poza pozamałżeński seks... Odpowiedz Link Zgłoś
default Re: Czy zgodziłybyście się.. 27.11.09, 09:14 Tak, o ile nie wiązałoby się to z wtajemniczaniem jeszcze kogoś, np. mojego męża. Kwestie moralności całkowicie pomijam, nie czuję się w obowiązku prawić morały dorosłej osobie. Każdy się bawi jak lubi. Sama w takiej sytuacji nie życzyłabym sobie "dydaktycznego smrodku" Odpowiedz Link Zgłoś
ewcia1976 Re: Czy zgodziłybyście się.. 27.11.09, 09:27 To zależy jaki bym miała stosunek do jej męża. Odpowiedz Link Zgłoś
broceliande To co to za przyjaźń? 27.11.09, 09:46 Jeśli można liczyć na nią tylko w zwyczajnych sprawach. Moja przyjaciółka może przyjść i powiedzieć, że właśnie zabiła męża i potrzebuje pieniędzy na wyjazd z kraju. Jedną mam taką. Wiele razy kryłam ją przed mężem, że niby jest u mnie, a jak dzwonił, to mówiłam, że właśnie wyszła i dzwoniłam do niej, żeby uprzedzić. Odpowiedz Link Zgłoś
szyszunia11 Re: To co to za przyjaźń? 27.11.09, 09:55 broceliande napisała: > Jeśli można liczyć na nią tylko w zwyczajnych sprawach. > Moja przyjaciółka może przyjść i powiedzieć, że właśnie zabiła męża > i potrzebuje pieniędzy na wyjazd z kraju. > Jedną mam taką. > Wiele razy kryłam ją przed mężem, że niby jest u mnie, a jak > dzwonił, to mówiłam, że właśnie wyszła i dzwoniłam do niej, żeby > uprzedzić. > > a ja zapytam inaczej: co to za przyjaźń, która nie stawia wymagań, a jest bezkrytycznym przyjmowaniem woli przyjaciela? Czy ułatwianie zycia za wszelką cenę to element przyjaźni/miłości (wszak przyjaźń jest rodzajem miłości)? co do "niezwyczajnych sytuacji" - moim zdaniem przyjaciel powinien liczyc na moją pomoc nawet w bardzo trudnych sytuacjach, w każdych, ale nie takich, w których chce postapić źle, niemoralnie, wyrządzić krzywdę sobie i innym. W takich sytuacjach nie moze liczyć na mój współudział, co nie znaczy, że nie będę starała się pomóc w inny sposób. Odpowiedz Link Zgłoś
broceliande Re: To co to za przyjaźń? 27.11.09, 10:18 Sytuacja taka, jak krycie czyjejś zdrady nie następuje ot tak sobie. Jeśli jestem bliską osobą dla tej przyjaciółki, to następuje to po długich zwierzeniach i rozstrząsaniu za i przeciw. Nie jest to też całkiem bezkrytyczne. Po prostu rozumiałam, dlaczego chce to robić, że rozwód nie wchodzi w grę (chociaż wiele razy jej to radziłam), oraz rozmaite intymne szczegóły. moim zdaniem przyjaciel powinien liczyc na moją pomoc na > wet w bardzo trudnych sytuacjach, w każdych, ale nie takich, w których chce pos > tapić źle, niemoralnie, wyrządzić krzywdę sobie i innym. No to w każdych sytuacjach, czy ograniczasz? Bo dla mnie przyjaźń nie ma ograniczeń. Wielu z nas postępuje niemoralnie, kłamie albo coś zataja, nie rób z siebie świętej. Odpowiedz Link Zgłoś
szyszunia11 Re: To co to za przyjaźń? 02.12.09, 19:08 broceliande napisała: > > moim zdaniem przyjaciel powinien liczyc na moją pomoc na > > wet w bardzo trudnych sytuacjach, w każdych, ale nie takich, w > których chce pos > > tapić źle, niemoralnie, wyrządzić krzywdę sobie i innym. > > No to w każdych sytuacjach, czy ograniczasz? ograniczam. Bo dla mnie przyjaźń > nie ma ograniczeń. a dla mnie jak najbardziej ma. Co byś zrobiła, jesli jeden przyjaciel chciałaby z Twoją pomoca napaskudzić drugiemu? Wielu z nas postępuje niemoralnie, kłamie albo > coś zataja, nie rób z siebie świętej. powiem więcej, wszyscy postepujemy czasem niemoralnie. To, że mam takie a nie inne zdanie na temat zadany w watku nie znaczy, ze robię z siebie świętą. A nawiasem mówiąc, świętość nie polega na doskonałości moralnej. Odpowiedz Link Zgłoś
asia_i_p Re: To co to za przyjaźń? 02.12.09, 17:45 > Moja przyjaciółka może przyjść i powiedzieć, że właśnie zabiła męża > i potrzebuje pieniędzy na wyjazd z kraju. To nie jest taka sama sytuacja. W opisywanym przez ciebie przypadku ona już go zabiła i nic mu już nie pomoże (co innego gdyby przyszła od ciebie pożyczyć nóż kuchenny, bo jej jest tępy - też byś była taka chętna?). Zakładam, że ją znasz i wiesz, że to morderstwo w afekcie, a nie początek kariery czarnej wdowy, więc wiesz, że raczej następnego nie zabije. Po prostu, nie pomagasz zrobić komuś krzywdy, tylko chronisz przyjaciółkę przed konsekwencjami krzywdy, jaką już komuś zrobiła. W takiej sytuacji pewnie bym pomogła (warunek to ta pewność, że nie wypuszczam w świat kogoś, kto będzie dalej zabijał). Ale w sytuacji, kiedy miałabym być alibi dla stałego oszukiwania kogoś, to nie pomogłabym własnej córce ani siostrze. To, że ja kogoś kocham, nie znaczy, że on ma większe prawa od reszty świata. Ja mogę się dla niego poświęcać, ale nie mogę dla niego wykorzystywać innych ludzi. Odpowiedz Link Zgłoś
deodyma Re: Czy zgodziłybyście się.. 27.11.09, 09:47 to zalezy od sytuacji, jaka panowalaby w jej malzenstwie. gdyby malzenstwo bylo do kitu, maz jakis tyran, despota, to tak. w innym wypadku zdecydowanie nie. Odpowiedz Link Zgłoś
suazi1 Re: Czy zgodziłybyście się.. 01.12.09, 23:34 NIE! Może dlatego nie mam przyjaciółek? Odpowiedz Link Zgłoś
inazegirl Re: Czy zgodziłybyście się.. 02.12.09, 09:03 Gdy mnie się romans przydarzył to strasznie potrzebowałam alibi - ale przyjaciółce bym takiej oferty nie złożyła - po pierwsze - raczej nie chciałabym jej wtajemniczać w moje sprawy, po drugie bałabym się, że to się jendak sypnie, np. powie za dużo swojemu mężowi - też przyjacielowi Czyli mam problem - rozwiązuję go sama. Koleżanki do alibi użyłam, ale koleżanka do dziś nie wie, że byłam z nią na spotkaniu, ona rzadko widuje mojego męża, liczę na to, że się nie "zgadają", zresztą z tego co kojarzę, to z koleżanką faktycznie się widziałam tego dnia, tylko rano, a wieczorem wyszłam na spotkanie z tą drugą "koleżanką". Gdy romans się skończył to i koleżanka przestała być taka potrzebna - rzadsze spotkania, telefony itp.(wiem, wiem, potraktowałam ją dość instrumentalnie) Odpowiedz Link Zgłoś
m.i.n.e.s Re: Czy zgodziłybyście się.. 02.12.09, 11:19 Mialam takie sytuacje przyjaciolka(wtedy jeszcze nie mezatka) powiedziala swojemu facetow, ze idzie do mnie (spotykalysmy sie wtedy czesciej z racji robienia kursu prawa jazdy) tylko, ze durna mnie o tym nie uprzedzila. I zadzwonil do mnie jej facet czy K. jest u mnie, nie wiedzialam o co chodzi, ale szybko odpowiedzialam, ze wlasnie wyszla i wraca do domu. Pozniej zadzwonilam, do durnej pipy, ze ma wracac do domu, bo wlasnie ode mnie wyszla. Acha i zaprosilam, ja na pogadanke i tak oto dowiedzialam sie, ze ma "afere" Odpowiedz Link Zgłoś
yenna_m wszystko zalezy od okolicznosci 02.12.09, 09:43 wszystko zalezy od okolicznosci - od tego, jak bliska jest ta znajomosc, jak wyglada relacja z mezem przyjaciolki,od tego,jakim czlowiekiem jest mąż za mao danych, zeby udzielic odpowiedzi Odpowiedz Link Zgłoś
shellerka Re: Czy zgodziłybyście się.. 02.12.09, 11:23 jesli mi racjonalnie uzasadni, ze naprawde tego chce, to pewnie ze daje nie wiadomo, kiedy alibi może się przydać mnie Odpowiedz Link Zgłoś
osa551 Re: Czy zgodziłybyście się.. 02.12.09, 11:27 To zależy - jeśli przyjaźniłabym się i znała bliżej i z nią i z jej mężem - nie zgodziłabym się bo nie chciałabym okłamać przyjaciela, w innym przypadku - nie miałabym chyba z tym problemu - "moralność" i życie seksualne przyjaciółki - to "none of my business" Odpowiedz Link Zgłoś
embeel Re: Czy zgodziłybyście się.. 02.12.09, 11:33 mialam taka "propozycje". alibi nie dalam. przyjaciolka potrzasnelam przy okazji. dzisiaj mi dziekuje. Odpowiedz Link Zgłoś
kawka74 Re: Czy zgodziłybyście się.. 02.12.09, 11:34 To zależy od wielu czynników. Jednorazowy wyskok - raczej tak (przy dużym nakładzie sił), ale długofalowej imprezy absolutnie by mi się nie chciało wspierać, pogubiłabym się natychmiast. Jestem beznadziejną kłamczuchą, zapominam, co nakłamałam, nie pamiętam, co komu powiedziałam - dlatego wolę zrezygnować z łgarstw. No, dyplomata byłby ze mnie wujowy ;p Odpowiedz Link Zgłoś