Cud nie cud. O mojej starej mamie

30.11.09, 13:18
Czytam sobie to forum od kilku miesięcy i o to teraz postanowiłam
napisać po raz pierwszy.

Historia jest o mojej mamie. Nie mam rodzeństwa, tato umarl dawno. Z
mamą bywało różnie. Teraz ma około 80 i mieszka od paru lat w ZOL-u
( Zakład Opiekuńczo Leczniczy). Oddając mamę parę lat temu myślała,
że zostało jej kilka miesięcy życia. Kiedyś opowiedziałam kuzynce
mamy, że jest w ZOL-u zapytała czy może przyjść i porozmawiać.
Pomyślałem sobie coza upierdliwa baba dała by mamie spokojnie
umrzeć. Z mamą nie było kontaktu mówiła wprawdzie ale bez łądu i
składu sama do siebie. Głośno powiedziałem, że jak chce niech
przychodzi. Okazało się, że cotygodniowe gadanie ciotki do mojej
mamy spowodowało, że wprawdzie nadal żyje ona w swoim świecie, ale
mówi więćej i składniej. Kiedyś i ja spróbowała pogadać z mamą. Na
początku nie było to miłe i sympatyczne ale z czasem zobaczyłam, że
i mnie poznaje. Zapytałam lekarzy co na ten temat sądzą.
Odpowiedzieli, że rozmowa z kimś takim jak moja mama może przynieść
tylko pozytywy. Słuchanie, przypominanie sobie słówek to doskonała
metoda na starcze umysły.



Wniosek. Rozmawiajmy z starymi rodzicami nawet jak mają swój świat
do którego nie mamy wstępu
    • myga Re: Cud nie cud. O mojej starej mamie 30.11.09, 14:04
      A moze gdybys jej tam nie oddala, to by twoja mama sie w sobie nie zamknela i
      nie musialabys teraz dokonywac takich cudownych "odkryc", ze stary samotny
      czlowiek potrzebuje kontaktu z ludzmi?
      • matysiaczek.0 Re: Cud nie cud. O mojej starej mamie 30.11.09, 14:16
        a może niemogła oddać?

        moja ciotka swoją matkę musiała oddać do domu starców, bo mieszkała z mężem i dzieckiem w kawalerce, to niby gdzie ta matka miała leżeć, jak jeden pokój tylko był dla wszystkich?

        Różne sytuacje życiowe nas zaskakuja, nie zawsze mozna i nie zawsze jest jak zostawić u siebie starego, schorowanego rodzica.
      • mamciulka-nikulka Re: Cud nie cud. O mojej starej mamie 30.11.09, 14:17
        Mój dziadek ma 84 lata. Od 2 tygodni leży w szpitalu, miał udar niedokrwienny
        lewej półkuli. Konsekwencją tego jest to, że na początku nas nie poznawał, teraz
        już się do nas uśmiecha i jak to on prawi nam dziadkowe kazania na temat życia i
        zdrowia tylko w swoim języku, bo lewa półkula jest odpowiedzialna za mowę,
        czytanie i pisanie. Tak więc dogadać jest się ciężko, bo dziadek mówi do nas "
        bła bła bła" ale nasza obecność, nasze rozmowy, ciągłe przypominanie dziadkowi
        faktów, imion, języka sprawiają, że mówi coraz więcej, chętniej, a pomiędzy jego
        "bła, bła, bła" można usłyszeć takie słowa jak "tak, no i masz".
        Człowiek ma fantastyczne zdolności regeneracji jeśli jego mózg jest pobudzany.
    • matysiaczek.0 Re: Cud nie cud. O mojej starej mamie 30.11.09, 14:09
      Nie będe wnikać w pobudki, jakie kierowały Tobą przy oddawaniu mamy do tego zakładu. Musiałaś - Twoja sprawa. Odniosę się natomiast do tego "cudu". Moja babcia miała z 10 lat przed swoją śmiercią straszny wylew. Niby jedna strona była sparaliżowana, ale babcia nie ruszła się wcale, tylko jedną ręką machała. Nie mówiła, albo bełkotała. Fakt - umysł miała świadomy i "zdrowy", bo logicznie pokazywała tą ręką co chce, "uśmiechała się" słysząc wesołe historie i łzy leciały jej, jak się wzruszała. Leżała po wylewie w szpitalu, gdzie miała rehabilitacje codzienne. Lekarze nie chcieli za bardzo do domu jej puszczać, bo "na pewno nie będzie miała takiej opieki jak w szpitalu". Dziadek już dawno był przez nich poinformowany, zeby cudu nie spodziewał się, bo siedzieć sama babcia nie będzie, nie mówiąc o chodzeniu. No i wogóle, po szpitalu miała iść też do jakiegoś zakładu, tzn lekarze tak radzili. Dziadek się uparł i zabrał babcię do domu, to było latem. Codziennie przychodził do nich rehabilitant, codziennie wszyscy babcię odwiedzaliśmy i oto do Wigilii (czyli gdzieś po pół roku od wypisu) babcia usiadła z nami do stolu i sama jadła. Następnego lata juz chodziła przy balkoniku po podwórku, a lekarze nie wierzyli, dopiero jak zdjęcia dostali to nadziwić sie nie mogli, jaki to "cud".

      Sama widzisz ile może zdziałać przebywanie z innymi ludźmi, rozmowa z nimi, ale chyba najwięcej, swoje ściany, swoja łazienka, swój sufit... i rodzina na wyciągnięcie ręki, a nie tylko za dnia, w czasie odwiedzin.
      • skanke też mi odkrycie, 30.11.09, 14:14
        że nawet starym ludziom potrzebny jest kontakt z bliskimi, odrobina
        zainteresowania z ich strony, brawo!
    • penna Re: Cud nie cud. O mojej starej mamie 30.11.09, 17:46
      Znam przypadek kobiety, miala 90 lat i sprawny umysl, mieszkala
      sama, bo nie miala dzieci a maz dawno umarl. Byla zdrowa, tylko
      kregoslup ja bolal, ale sama chodzila, kupowala jedzenie, wszystko
      sama robila. Az raz potracil ja samochod, nie z jej winy, i poszla
      do szpitala, bo jej biodrozlamal. W szpitalu powiedzieli, ze nie
      moze juz sama mieszkac, wiec przychodzily do niej opiekunki z opieki
      spolecznej. Powiem krotko, gdy ona lezala leczac chora noge, one
      niby opiekowaly sie nia, ale ta kobieta zaczela narzekac znajomym,
      ze te szperaja jej w rzeczach (pieniadze chowala w domu). Przegonila
      te opiekunki po tygodniu i wyzdrowiala na tyle, ze znowu sama sobie
      radzila. Lecz opiekunki zaczely ja nachodzic i zmuszac, ze one musza
      sie nia opiekowac. Nie wpuszczala ich do domu, ale kiedy
      powiedzialy, ze jest stara i jesli nie zgodzi sie na opiekunki, to
      ja do domu starcow postaraja sie odeslac, to ta stara kobieta
      poddala sie. Opiekunki zaczely przychodzic codziennie, wlasciwie to
      jedna przychodzila. Za jakies 2 tygodnie nagle opiekunka
      powiedziala, ze ta stra kobieta poslizgnela sie i cos tam sobie
      zwichnela i musi juz lezec do konca zycia. Sasiadki przyszly w
      odwiedziny i zobaczyly, ze ta stara pani boi sie opiekunki, i
      zachowuje sie czasem jakby byla na lekach ktore powoduja , ze jest
      jakby rozum stracila. Sasiadki nie mogly sie nadziwic, ze po tak
      krotkim czasie mozna z takiej silnej kobiety fizycznie i
      psychicznie, tak ja zniszczyc lekami. Stara kobieta probowala
      wstawac, ale ja opiekunka przywiazywala do lozka, no i oczywiscie
      zamykala mieszkanie na klucz, ta stara pani byla sama w domu cala
      noc i wieczor. Nikt nie myslal, ze przeciez cos moglo sie stac i
      powinnaby w takiej sytuacji wyjsc z domu. Lezala sama , oglupiala od
      lekow. Po 3 miesiacach zmarla. Oczywiscie gdy lezala, to opieka
      spoleczna przejela jej pieniadze skladanie przez lata, i niby kupili
      za to pralke(bo przeciez opiekunka nie bedzie w rekach prac poscieli
      czy koszuli). Kupili tez kilka drobnych rzeczy, i podobniez wiecej
      pieniedzy nie bylo(tak mowili z opieki spolecznej). Sasiadki jednak
      wiedzialy swoje. To dopiero cud zniszczyc myslacy umysl.
    • kawka74 Re: Cud nie cud. O mojej starej mamie 30.11.09, 18:03
      Oczywiście, że warto próbować i może to przynieść spektakularne efekty.
      Tyle że dzieląc się tym na forum dostaniesz bęcki za to, że 'oddałaś'.
      • inkol8 Re: Cud nie cud. O mojej starej mamie 30.11.09, 21:12
        kawka74 napisała:

        > Oczywiście, że warto próbować i może to przynieść spektakularne efekty.
        > Tyle że dzieląc się tym na forum dostaniesz bęcki za to, że 'oddałaś'.

        Becki? Szkoda nawet sobie palcow strzepic na klawiatuze, wspolczucia dla jej matki.
        Reszta bez komentarza.
        • kawka74 Re: Cud nie cud. O mojej starej mamie 30.11.09, 21:18
          No właśnie.
          Jak się siedzi na dupie przed kompem, rodzice nie są ciężko, terminalnie chorzy
          albo kompletnie niedołężni, a ma się, w razie czego, górę forsy na opiekę, to
          można sobie dywagować o tym, jakie to straszne.
          Moja matka była w domu do końca, ale ani ja bohaterka, ani ci, co oddają, to
          wcielenia diabła.
          • broceliande Re: Cud nie cud. O mojej starej mamie 01.12.09, 09:46
            kawka74 napisała:

            > No właśnie.
            > Jak się siedzi na dupie przed kompem, rodzice nie są ciężko,
            terminalnie chorzy
            > albo kompletnie niedołężni, a ma się, w razie czego, górę forsy na
            opiekę, to
            > można sobie dywagować o tym, jakie to straszne.
            > Moja matka była w domu do końca, ale ani ja bohaterka, ani ci, co
            oddają, to
            > wcielenia diabła.


            Mnie nie szokuje, że oddała, bo różnie bywa w życiu.
            Ale szokuje, że nie rozmawiała z nią, a jak ktoś wpadł na ten
            pomysł, to wcale się jej nie spodobało tak od razu.
            I wielkie zdziwienie, że trzeba było to robić.
            Moja mama zmarła nagle.
            • kawka74 Re: Cud nie cud. O mojej starej mamie 01.12.09, 09:53
              Ale tu został postawiony problem 'oddania', a nie kontaktu, i do niego się odnoszę.
              • matysiaczek.0 Re: Cud nie cud. O mojej starej mamie 01.12.09, 10:01
                ale przecież mozna było sie spodziewać, że "problem" taki wyniknie. Tylko jak to na forum bywa, bardzo łatwo jest krytykować, jak ktoś nie był w takiej sytuacji, jak nie stawał przed dylematem: oddać, albo kisić sie w jednym pokoju, czy tez w dziesięciu pokojach, ale z opiekunką na głowie, albo bezpałtnym urlopem do smierci rodzica...

                a co do rozmawiania ze starszymi ludźmi, to jasne, najlepiej wykrzyczeć "też mi nowość!", bo skoro umysł zaćmiony, to wiadomo, że trzeba rozmawiać, być, żeby ten umysł rozjaśnić...tylko zamiast szczerze pogratulować, to lepiej jadem opryskiwać swoje posty...przeciez tylko w taki sposób można zaistnieć na forum..grzeczne, zgadzające się dziewczynki, kulturnie dykutujące, dające dobre rady - one wszystkie giną i nie są zauważane, bo są zwykłe i szare. Tylko krzykacze i żmije są widoczne.
            • echtom Re: Cud nie cud. O mojej starej mamie 01.12.09, 10:16
              > Ale szokuje, że nie rozmawiała z nią, a jak ktoś wpadł na ten
              > pomysł, to wcale się jej nie spodobało tak od razu.

              Z tym mogę się zgodzić. Szczególnie nieprzyjemnie brzmi zdanie:
              "Pomyślałem sobie co za upierdliwa baba dała by mamie spokojnie
              umrzeć" - tak jakby autorka oddała mamę do domu opieki, żeby sobie
              tam spokojnie "doszła". Z drugiej strony trochę rozumiem, że rozmowa
              z rodzicem, który mówi od rzeczy i nawet cię nie poznaje, jest
              przykrym przeżyciem i taki kontakt może być łatwiejszy dla dalszych
              krewnych czy znajomych.
            • inkol8 Re: Cud nie cud. O mojej starej mamie 01.12.09, 11:58
              broceliande napisała:


              > Mnie nie szokuje, że oddała, bo różnie bywa w życiu.
              > Ale szokuje, że nie rozmawiała z nią, a jak ktoś wpadł na ten
              > pomysł, to wcale się jej nie spodobało tak od razu.
              > I wielkie zdziwienie, że trzeba było to robić.
              > Moja mama zmarła nagle.
              >

              Dokladnie, chodzi oto ze jakas dalsza rodzina czyli bodajże kuzynka tej mamy
              zaczela do niej docierac, a nie wlasna corka.
          • echtom Re: Cud nie cud. O mojej starej mamie 01.12.09, 10:18
            Mój ojciec też był w domu do końca, bo były na to warunki.
            Chciałabym, żeby mama też była, ale nie złożę deklaracji, że
            nigdy
            jej nie oddam, bo w którymś momencie sytuacja może mnie
            przerosnąć.
        • mruwa9 Re: Cud nie cud. O mojej starej mamie 30.11.09, 21:52
          terefere, latwo sie ocenia w barwach czarno-bialych, zupelnie nie
          biorac pod uwage, ze sa bardzo rozne sytuacje zyciowe i ze czasem
          dom opieki nie jest najgorszym wyjsciem i nie swiadczy wylacznie o
          tym,ze dzieci sa niewdzieczne o wyrodne. choc w Polsce tak to sie
          najprosciej interpretuje (nawet jezyk polski nadaje temu zjawisku
          zabarwienie pejoratywne- rodzicow "sie oddaje" do domu opieki/ ZOL,
          co samow sobie nadaje wydarzeniu mocno negatywne zabarwienie)
          • mamciulka-nikulka Re: Cud nie cud. O mojej starej mamie 01.12.09, 09:54
            no właśnie nie można z góry oceniać.
            My teraz też mamy ciężką sytuację, dziadek po udarze, nie chodzi, nie mówi, ma
            cewnik, pieluchy, niedługo wypiszą go ze szpitala. Babcia nie chce go oddać do
            domu opieki ale nie ukrywa, że nie da rady sama zając się dziadkiem, który waży
            100kg, bo jak ona mała kobitka w dodatku z chorym kręgosłupem ma mu zmienić
            pieluchę? Jeśli mój ojciec i wujek się nie zaangażują w czynną opiekę nad swoim
            ojcem to nie wiem co będzie. Ja z mężem zaoferowaliśmy swoją pomoc, mieszkamy 5
            minut na piechotę, z tym że wiadomo, mamy małe dziecko, ja jestem w ciąży, mąż
            pracuje, więc pomoc tylko wieczorem i w weekendy.
            To nie są proste sprawy by tak oceniać.
Pełna wersja