dzieci w szkołach społecznych

17.12.09, 16:28
czy uważacie, że dzieci uczęszczające do szkół społecznych są w jakiś sposób
wyobcowane, bardziej oderwane od rzeczywistości niż ich rówieśnicy w
normalnych szkołach? uczą się w otoczeniu dzieci, które są takie same jak oni
- nie mają problemów finansowych, są rozpieszczane, rodzice zapewniają im
wygodne życie, szkoła przekazuje jeden obraz świata, nie znają i nie
rozumieją jego gorszej strony. to chyba jest w jakiś sposób trzymanie pod
kloszem, jak sądzicie?
    • kawka74 Re: dzieci w szkołach społecznych 17.12.09, 16:33
      Skąd takie wnioski? Uczysz w takiej szkole? Masz tam dziecko?
      • kretynofil Ja mialem sporo takich znajomych... 24.12.09, 12:08
        ...i obawy autorki watku sa jak najbardziej uzasadnione. Ludzie ze
        szkoly spolecznej byli klasycznym przykladem "zlotej mlodziezy"
        kompletnie do rzeczywistosci niedostosowanej.

        Ja swojego dziecka za CHRL bym nie wyslal do takiej szkoly - z bardzo
        prostego powodu: prywatna podstawowka -> prywatne gimnazjum (bo
        rozpieszczony tuman do panstwowego sie juz nie dostanie) -> prywatne
        liceum (patrz wyzej) -> prywatne studia.

        Efekt: dwudziestopieciolatek o umysle trzynastolatka, wiedzy srednio
        rozgarnietego gimnazjalisty, zupelnie niesamodzielny i uzalezniony od
        utrzymania rodzicow.

        Problem w tym ze na chwile obecna nie da sie poslac kogos po
        prywatnych studiach do "prywatnej pracy", czyli takiej gdzie rodzic
        placi, zeby trzymali tumana nie stawiajac wymagan.

        Kto wie? Moze to luka na rynku?

        ----------------------

        A na powaznie: tak, z moich znajomych z prywatnej podstawowki (jakies
        20+ osob) prawdziwe, dzienne studia skonczyla chyba jedna osoba.
        Reszta tulala sie z jednej szkoly dansu i lansu do drugiej az
        rodzicow cholera wziela i przestali placic...

        No i nie daj sobie wmowic ze panstwowe szkoly to patologia, narkotyki
        itd. Ja po swoja dzialke chodzilem do kolegow ze spolecznego, bo u
        mnie w szkole ni cholery nic kupic sie nie dalo wink
        • triss_merigold6 Re: Ja mialem sporo takich znajomych... 24.12.09, 13:00
          W przypadku liceów masz rację (aczkolwiek w moim, topowym, bez
          problemu na początku lat 90-tych można było dostać interesujący
          towar). Jest trochę świetnych publicznych liceów, które praktycznie
          gwarantują miejsce na dobrych studiach dziennych. W przypadku
          gimnazjów, sorry - nieliczne są w porzo (te przy świetnych liceach),
          rejonowe to kanał, zwłaszcza w gorszych dzielnicach.
          • kicia031 Re: Ja mialem sporo takich znajomych... 26.12.09, 17:21
            rejonowe gimnazjum na Twardej bylo calkiem niezle, kiedy moj dziec
            tam chodzil
        • big.ot nie ma reguły 24.12.09, 14:52
          Zgniłe jaja trafiają się wszędzie. Tych z kasiastych rodzin może aż
          tak nie widać w szkołach państwowych. Ale to tylko dlatego, że tam
          zdarza się jeszcze gorszy element na tle którego "panicze" wypadają
          blado.

          Wszystko zależy od wychowania, są przecież dzieciaki z zamożnych
          rodzin , które są wychowywane normalnie, ale zdarzają się też
          rozpieszczone bachory.

          Dla kontrastu ja znam 3 osoby z prywatnych szkół z czego dwie
          studiują na renomowanych (trudnych) kierunkach.
          • fifion elita 25.12.09, 04:29
            edukacja w placówkach publicznych ma pewną przewagę. otóż zawsze
            jest się zdanym tylko na siebie, a to bardzo pouczające. na
            wszystkich stopniach edukacji uczęszczałem do szkół "normalnych"
            czyli publicznych i nauczyłem się tam mnóstwa pożytecznych rzeczy.
            - w przedszkolu dowiedziałem się, że rację ma zawsze silniejszy -
            toteż nauczyłem się bić
            - w podstawówce dowiedziałem się, że bardzo ciężko jest przejść
            życie jeśli się nie należy do stada - a ja nie chciałem należeć do
            stada, więc nauczyłem się jeszcze lepiej bić
            - w liceum dowiedziałem się, że kto nie ubiera się wedle
            obowiązującej mody jest dla posostałych brudasem. zatem nauczyłem
            się, że pewna doza niedbałości w wyglądzie jest bardzo pożądana - bo
            odstarsza tych tropicieli "brudasów" z którymi nie chcę mieć nic
            wspólnego
            -a na studiach dowiedziałem się, że jestem elitą. faktycznie, moi
            znajomi ze studiów trzepią teraz kasę od rana do wieczora - taka
            to "elita". nauczyłem się więc, że nie chcę być tego rodzaju
            elitą ...
            • sonia.2009 Re: elita 25.12.09, 11:20
              idac tropem twoich belkotliwych wywowdow nalezaloby dziecko wyrzucic
              z domu - niech zyje na ulicy - to bardzo pouczajaca a jak wzmacnia i
              psychike i jak uczy zycia
              ludzie wywalce swoje rozpieszczone, umyte i zadbane dzieci z domu
              na ulicy naucza sie zycia

              a tak serio to w panstwowej podstawowce - przecietnej - dziecko
              niczego sie nia nauczy
              35-osobowe klasy
              nauka na 2 zmiany
              nauczyciele, ktorzy maja wszystko gdzies
              dziekuje za taki model edukacji

              poza tym wolalabym, zeby moje dzieci nie stykaly sie z prymitywem
              ktory do takich szkol chodzi, bo go na porzadna szkole nie stac

              to niestety jest pocieszanie biedakow, ze prywatne szkoly zle
              ksztalca
              w koncu trzeba plebs jakos ulagodzic
              wystarczy porownac wyniky testow MEN dla 6 klas - jakie wyniki
              osiagaja dzieci z prywatnych a jaki z panstwowych szkol
              poza tym szkoly niepubliczne dziela sia na prywatne i spoleczne
              wiele spolecznych to dno
              zarzadzane przez debilnych rodzicow


              ale myslcie co chcecie
              posylajcie dzieci do panstwowych szkol
              moje z waszymi beda mialy latwiej - wygraja w cuglach smile
              • fifion Re: elita 26.12.09, 14:35
                dobrze, że Twoje dzieci wygrają z moimi "w cuglach". szczerze mówiąc
                mam nadzieję, że moje w ogóle nie staną do tego wyścigu. tylko żal
                mi Twoich dzieci. pamiętaj Soniu, że to nie konie.
              • t3sia Re: elita 16.04.10, 00:50
                A jak wypadają porównania testów gimnazjalnych? A jak matur?(:

                Podstawówka to były fajne czasy. Pasek czerwony to była rzecz naturalna, liczyło
                się myślenie. A potem im dalej, tym bardziej liczyła się włożona w dany
                przedmiot praca.

                I im dalej/im więcej pracy trzeba w wyniki włożyć, tym gorzej prezentuje się
                poziom szkół prywatnych.

                Przykłady?
                W okolicy znajduje się jedno państwowe i jedno prywatne liceum plastyczne.
                Niepisana zasada jest taka, że ci, którzy z państwowego zostali wyrzuceni z
                jakiegokolwiek powodu (a wyrzucają głównie za słabą frekwencję, czyt. olewczy
                stosunek do zajęć), zasilają następnie szeregi prywatnego. Na poziom prac ten
                sposób selekcji przekłada się dobitnie.
                Znajomy, który w klasie maturalnej w państwowym liceum zagrożony był bodaj z
                czterech przedmiotów, na ostatnie dwa miesiące zmienił szkołę na liceum prywatne
                - świadom że tu nikt nie będzie mu groził pałami na koniec. Zadziałało idealnie,
                drzwi do matury i końca edukacji stanęły otworem. (nie pochwalam takich
                pomysłów, co by nie było)
                Nikt ze znajomych z prywatnych szkół, z tym powyżej włącznie, nie trafił (czy
                też nie utrzymał się) później na nieodpłatnych studiach dziennych. Tułaczki po
                wyższych szkołach lansu i baunsu, opłacanych przez rodziców - a owszem. O
                poziomie owych wyższych szkół nie ma sensu nawet rozpoczynać dyskusji.

                Jak to było z tym pocieszaniem biedaków?
        • protozoa Re: Ja mialem sporo takich znajomych... 30.12.09, 18:17
          Moje dzieci po bardzo dobrym społecznym gimnazjum dostały sie do renomowanego
          warszawskiego państwowego liceum. Dzis jeden z nich jest na elitarnym kierunku
          Uniwersytetu Warszawskiego ( dzienny, bezpłatny), drugi na Wydziale Lekarskim na
          WUM ( dzienne, bezpłatne).
          Tak więc - pudło!
          Wysyłając do niepublicznego gimnazjum oszczędziłam moim dzieciom 30 osobowej
          klasy, nauki na 3 zmiany, "elementu", zyskali gros kółek, fajne wycieczki i
          normalnych kolegów.
          Z gimnazjalnej klasy moich synów ( 18 osób) 4 uczęśzczały do niepublicznych
          liceów ( 1 osoba na Raszyńską IB, 2 na Nowowiejską i 1 do jakiejś gorszej
          szkoły), 14 znalazło sie w naprawdę dobrych szkołach: Staszic, Kochanowski,
          Hoffmanowa, Poniatowski, Czacki, Nowak-Jeziorański,Witkacy. Kilka osób jest w
          nieco gorszych szkołach: Batory, Kamiński, Żmichowska.
          Narkotyki sa wszędzie. Ważne jest tak wychować dzieci, żeby wiedziały czym może
          się skończyć pierwsza działka.
          • osa551 Re: Ja mialem sporo takich znajomych... 05.01.10, 16:18
            > Moje dzieci po bardzo dobrym społecznym gimnazjum dostały sie do renomowanego
            > warszawskiego państwowego liceum.

            Podniosłaś mnie na duchu, bo myślę o posłaniu dziecka najpierw do społecznej
            podstawówki i gimnazjum, a potem o państwowym liceum.

            Wśród rodziców z którymi rozmawiam, mało kto posyła do lokalnej podstawówki - z
            grupy przedszkolnej mojej córki - do lokalnej podstawówki idą tylko dzieci,
            których akurat nie widziałabym w klasie z moim dzieckiem (i nie chodzi tu o
            status materialny rodziców, tylko ich poziom). Z tego powodu zdecydowaliśmy się
            na społeczną szkołę o potwierdzonym poziomie nauczania.
            • przeciwcialo Re: Ja mialem sporo takich znajomych... 06.01.10, 10:30
              Ja rozważam gimnazjum społeczne. Subkonto z czesnym na 3 lata
              otwarte.
        • man_po_prostu_man Re: Ja mialem sporo takich znajomych... 07.01.10, 21:41
          No widzisz kretynofil, konczyłes państwowe szkoły a kretynem jestes.
          Bawi mnie takie podejscie. Kazdy robi tak jak uwaza. Tobie nikt nie
          zabrania integrowac sie z plebsem, jak widac madrzejszy od tego nie
          jestes he he.
          • minkapinka Re: Ja mialem sporo takich znajomych... 08.01.10, 10:41
            man_po_prostu_man napisał:
            Cytat
            > No widzisz kretynofil, konczyłes państwowe szkoły a kretynem
            jestes. ...
            > Tobie nikt nie zabrania integrowac sie z plebsem, jak widac
            madrzejszy od tego nie
            > jestes he he.


            Za to po Twojej wypowiedzi widać, ze błyszczysz intelektem i jesteś
            mistrzem savoir vivre. Jaka lekkość, finezja, wdzięk...
            • man_po_prostu_man Minkapinka a ty w TVP robisz??? 08.01.10, 11:54
              Cytujesz wyrwane z kontekstu zdania. A finezję, lekkość i wdzięk
              zostawiam tobie ,bo savoir vivre również i tobie jest obcy. Jesteś
              stronnicza kotku smile
              p.s. przeczytaj z jaką "finezją" wypowiada sie rzeczony kretynofil.
              Potem pomysl swoją słodką główką i dopiero przelewaj swe złote mysli
              na "papier". Całuję w rąsie.
        • Gość: mamidło Re: Ja mialem sporo takich znajomych... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.04.10, 21:37
          Nie masz racji, ja swoje dzieci wysłałam do społecznej, bo w normalnej
          podstawówce do której chodziły personel totalnie nie panował nad sytuacją. W
          piątej klasie u córki w czasie lekcji zginął dziennik, dzieci były przez
          patologicznych kolegów-koleżanki zmuszane do wagarowania. Jak zaczęłam pilnować
          osobiście (w tym celu nawet zmieniłam pracę), żeby córka docierała na lekcje a
          nie ktoś ją siłą spod klasy zabierał na wagary, to miałam drzwi wejściowe do
          domu sprejem malowane. Nawet policja sobie nie radziła, policjanci mieli dyżury
          w szkole na prośbę dyrekcji. Zabrałam córkę z tej szkoły do społecznej, wtedy to
          była jedyna opcja, bo obowiązywała rejonizacja. Do liceum już poszła normalnie,
          do państwowego, na studia zdała też normalnie, na państwowy uniwerek, społeczna
          szkoła jej (syna zresztą też) nie zmanierowała. Uchroniło ich to tylko przed
          wpływem patologii w wieku, kiedy dziecko nie ma rozwiniętego krytycyzmu i łatwo
          ulega różnym głupim wpływom. Trochę nas to kosztowało, ale warto było. Nie byli
          żadną "złotą młodzieżą".
    • powerextension Re: dzieci w szkołach społecznych 17.12.09, 16:39
      Nie uważamy.
      Pytanie co to znaczy normalna szkoła?
      Dla mnie normalna szkoła według mnie to taka na jedną zmianę od 8 do 15 ,
      cywilizowanie wyposażona, z zaangażowanymi nauczycielami, infrastrukturą, dobrym
      programem, wszystkimi zajęciami w pakiecie.
      Obrywanie po ryju od pianych rodziców, nędza, nałogi, przemoc w rodzinie to nie
      jest normalność - choć zapewne są ludzie, którzy chcieliby, żeby reszta
      społeczeństwa uważała to za normę.
      Dziecko ma mieć normalne dzieciństwo - jak będę mu chciała pokazać syf i przemoc
      - to mu puszczę wiadomości w tv albo Oliviera Twista Polańskiego.
      • iwoniaw Się podpisuję 17.12.09, 16:41
        Pod definicją normalnej szkoły.
        A to, że dziecko nie ma w klasie kolegów z marginesu to nie jest trzymanie pod
        kloszem, a tym bardziej rozpieszczanie (???)
        • triss_merigold6 Re: Się podpisuję 17.12.09, 20:24
          Ja też się podpiszę. Mogę zabrać dziecko na wycieczkę etnograficzną
          do getta ale niekoniecznie chcę żeby getto poznawało w praskiej
          szkole publicznej.
          • agata0 Re: Się podpisuję 09.01.10, 18:51
            Niezły masz syndrom bycia lepszym i życia w oblężonej twierdzy smile
      • ally Re: dzieci w szkołach społecznych 17.12.09, 21:10
        no akurat nałogi i przemoc domowa równie dobrze mogą wystąpić w rodzinie
        posyłającej dzieci do drogich szkół prywatnych lub społecznych.
        • powerextension Re: dzieci w szkołach społecznych 17.12.09, 21:33
          ally napisała:

          > no akurat nałogi i przemoc domowa równie dobrze mogą wystąpić w rodzinie
          > posyłającej dzieci do drogich szkół prywatnych lub społecznych.
          Byc może.
          Z tym że na zebrania w mojej szkole żaden rodzic pijany czy na rauszu się nie
          pojawia. Nie robi tez burd nauczycielom w stanie wskazującym. Nie cuchnie
          papierochami i wielodniowym brudem. A w rejonie takie sytuacje są jak
          najbardziej - koleżanka jest nauczycielką to słyszę wiele.
          Nie spotkałam się też z sytuacją by któraś z matek była na ulicy okładana przez
          swojego aktualnego konkubenta, a moje dziecko było świadkiem takiej sytuacji
          (na placu zabaw) oraz wyzwisk jakie leciały przy okazji - bo na pobliskim
          osiedlu takie "rodziny" to norma.
          • pitahaya1 Re: dzieci w szkołach społecznych 18.12.09, 18:18
            Burdy po pijanemu? Nie żartuj. Mój młodszy chodzi do zwykłej podstawówki, jestem
            na każdym zebraniu i NIGDY nie widziałam burd czy pijanego rodzica.
            • kretynofil A co Ty tam wiesz ;) 24.12.09, 12:12
              Przeciez wiadomo ze plebs to nic tylko narkotyki, wodka i rozroby non
              stop...

              Przyjedzie taka wiocha z Pierdziszewa Dolnego do miasta, nic nie
              ogarnia, stawia ploty na kazdym kroku (prywatna posesja - plot;
              prywatna szkola - plot; prywatne wszystko - plot, plot, plot), bo
              przeciez tatko ze szwagrem obejscie grodzili - i potem zyja w
              oblezonej twierdzy swoich urojen...

              Coz, czlowieka ze wsi wygnasz, wsi z czlowieka - nigdy...
              • big.ot Re: A co Ty tam wiesz ;) 24.12.09, 15:07
                I bardzo dobrze!

                Ludzie (z miast) już pozapominali co to prywatność. Nic dziwnego
                skoro gnieżdżą się od dekad w blokach gdzie sąsiedzi wszystko słyszą
                przez nie tak cienkie ściany. Żyje tak człowiek jak w Big Brotherze -
                ani w gaciach po domu za bardzo nie da się chodzić (widać przez
                okna), ani (za przeproszeniem) bąka puścić nie można, ani porządnej
                imprezy urządzić się nie da, ze świeżym powietrzem 0,5 na 3 metry.

                I później wielkie zdziwienie, że można inaczej żyć.
                • kretynofil No wlasnie ;) 24.12.09, 15:22
                  Jak tak mozna - pozwalac zeby krowa sasiada "w szkode weszla", czy
                  jak to sie u Was na wiosze mowi.

                  Najwiekszym dramatem Polskich miast jest to, ze tak naprawde sa to
                  wielkie wsie, zaludnione przez wiesniakow z wiesniackimi aspiracjami,
                  wiesniackimi pogladami, wiesniackimi manierami, kreowane pod
                  wiesniacka odpustowa estetyke...

                  Jak Wam tak trzeba betonu, plotow i awansu spolecznego - czemu na
                  wiosze nie zostajecie?!
                  • triss_merigold6 Re: No wlasnie ;) 24.12.09, 15:46
                    Trudno się dziwić biorąc pod uwagę skład społeczeństwa polskiego w
                    dwudziestoleciu i tuż po wojnie, toż to państwo rolnicze było
                    zawsze, ze słabym przemysłem w enklawach i małymi, w porównaniu do
                    zachodnioeuropejskich, miastami. Na historię od czasów początku
                    dualizmu gospodarczego w Europie, się obrazisz?
                    • kretynofil Historie? 24.12.09, 15:53
                      Jaka historie, rany boskie?!

                      Ja mowie o pokoleniu ludzi wychowanych w wolnej i niepodleglej
                      Polsce. Ludzi mlodych, ktorzy mieli dostep do troche innego swiata.

                      Naprawde myslisz ze te tony kartofli w garazach, kury na balkonie,
                      grodzenie miedzy - to pomysl stulatkow kupujacych mieszkania?!

                      Tak samo w innym watku jest dyskusja o meczeniu karpia - i tez nie
                      rozumiem: co za cholera?! Po co?! Bo na wsi tak sie robilo?!

                      Warszawa aspiruje do czolowki miast europejskich, a jej mieszkancy
                      robia z niej wioche z trzeciego swiata - co ma do tego historia?
                      Wiekszosc tych plotow nie ma nawet dekady...
                      • triss_merigold6 Re: Historie? 24.12.09, 16:41
                        Mentalnośc i kody kulturowe trudno zmienić przez 1-2 pokolenia.

                        Warszawa aspiruje ale jest wiochowata, już Wrocław bardziej
                        europejski.

                        Miłych świąt tak w ogólesmile
                        • kretynofil Tak w ogole to rowniez ;) 24.12.09, 16:52
                          Pozdrawiam!
                  • big.ot Re: No wlasnie ;) 24.12.09, 16:14
                    kretynofil napisał:

                    > Jak tak mozna - pozwalac zeby krowa sasiada "w szkode weszla", czy
                    > jak to sie u Was na wiosze mowi.

                    Nawet nie będę dociekał, skąd ta pewność, ze mieszkam/łem na wsi. Cóż TY wiesz najlepiej, nie ? wink

                    > Najwiekszym dramatem Polskich miast jest to, ze tak naprawde sa to
                    > wielkie wsie, zaludnione przez wiesniakow z wiesniackimi aspiracjami,
                    > wiesniackimi pogladami, wiesniackimi manierami, kreowane pod
                    > wiesniacka odpustowa estetyke...

                    No tak przecież wszyscy wiedzą, że w Warszawach i tym podobnych to powinni mieszkać tylko i wyłącznie mieszczanie z dziada pradziada.

                    A co to ludzie z miasta nie mają swojego dziwacznego folkloru?

                    Prawdziwym wieśniactwem jest traktowanie innych z góry wink
                    • kretynofil To znaczy? 24.12.09, 16:25
                      > Nawet nie będę dociekał, skąd ta pewność, ze mieszkam/łem na wsi.

                      Co to znaczy? Nigdzie tego nie napisalem. Ja napisalem ze wies
                      mieszka w Tobie.

                      > No tak przecież wszyscy wiedzą, że w Warszawach i tym podobnych to
                      powinni mieszkać tylko i wyłącznie mieszczanie z dziada pradziada.

                      Nie. Powinni tam mieszkac ludzie, ktorzy potrafia zaakceptowac realia
                      zycia w miescie. Jesli nie potrafia, jesli marzy im sie wioskowa
                      atmosfera - droga wolna, wcale nie musza tam mieszkac. Nikt ich sila
                      tam juz nie sprowadza.

                      > Prawdziwym wieśniactwem jest traktowanie innych z góry wink

                      Doprawdy? Ciesze sie ze to dostrzegasz. Moze wtedy zrozumiesz ze
                      traktowanie z gory dzieciakow z publicznych szkol czy starych
                      blokowisk to jeden z przejawow wiochy, ktora zalatujesz na
                      kilometr...
                • x.armide Re: A co Ty tam wiesz ;) 30.12.09, 20:13
                  nie badz smieszny to na wsi zawsze bylo najwieksze plotkarstwo. sasiedzi cie widza codziennie na dworze co robisz jak wygladasz. w blokach jest anonimowosc i widujemy sie tylko na karytarzu, windzie. niby jak ktos moze zobaczyc sasiada w majtkach przez okno ? interesujace masz fantazje/fobie
      • lenusiowamama społeczna to nie luksusowe getto 05.01.10, 10:58
        Społeczna szkola mojej córki (Kraków, STO na Krowoderskiej) angażuje
        dzieci i rodziców w działania charytatywne, przez co maluchy widzą,
        że świat nie jest tak kolorowy, jak kreskówki wyswietlane w oparciu
        fotela tatusiowego volvo. Ja sama jeżdzę jedenastoletnim autem i
        mieszkam w bloku, ot zwyczajny średniak. Córka po krótkim okresie
        frustracji wywołanej brakiem dóbr luksusowych zaczęła obserwować
        życie bogatszych koleżanek i okazało się, że jedna spotyka
        zapracowaną mame na krótko w sobotę, druga znowu z ojcem rozmawia
        tylko podczas wakacji, trzecia płacze, bo ku niezadowoleniu mamy
        stale myli imiona ciągle zmieniających się maminych "wujków". Sporo
        dzieciaków przez nieobecność rodziców ujawia spore zaniedbania
        wychowawcze i emocjonalne braki. Z drugiej strony z biedą i tragedią
        ma kontakt we wsi jednych dziadków, w czynszowej kamienicy drugiej
        babci, w dalekiej rodzinie, gdzie dwójka osieroconych kuzynów mieszka
        z prababcią.
        Zanim mała poszła do szkoły odwiedziłam wszystkie osiedlowe
        podstawówki. Różnica między nimi a szkołą społeczną nie polega tylko
        na zasobności rodziców. Najbardziej w oczy rzuca się mentalność i
        podejście nauczycieli. W osiedlówkach jestes natrętnym petentem, w
        społecznej partnerem z katalogiem praw ale i obowiązków.
    • cherry.coke Re: dzieci w szkołach społecznych 17.12.09, 16:41
      Porzadna szkola spoleczna stara sie roznicowac doswiadczenia uczniow i nie robic
      ze szkoly Beverly Hills. Oczywiscie sa i takie, co kasuja czesne i kropka.
      Szkole czy panstwowa czy prywatna trzeba dobrze wybrac i tyle, niestety.
    • irmaaa Re: dzieci w szkołach społecznych 17.12.09, 16:41

      Biednych ludzi nie trzeba spotykać w szkole: my z córką staramy się wyszukiwać i
      dyskretnie pomagać potrzebującym dzieciakom.
      Czego córka nie doświadcza? Agresji, chamstwa.
      Nie wiem czy to wynika wyłącznie z faktu,że chodzi do szkoły społecznej- taka po
      prostu ma klasę.
      To co dla mnie bardzo ważne: nauczyciele są dla dzieci, szanują rodziców. Też
      nie wiem czy to przywilej szkoły społecznej, czy tacy fajni nauczyciele nam się
      przytrafili. W każdym razie na spotkaniu organizacyjnym przed pierwszą klasą w
      szkole państwowej, rejonowej byłam zdegustowaną napuszoną postawą pani
      nauczycielki, robiącej kardynalne błędy językowe, a i również rodzców, którzy
      przez 2 godziny kłócili się o bzdury. Jestem bardzo zadowolona z tego,że się
      wypisaliśmy z rejonowej.
      • kretynofil I co potem? 24.12.09, 12:17
        > To co dla mnie bardzo ważne: nauczyciele są dla dzieci, szanują
        rodziców.

        I co potem? Pojdzie taki niedojda do pracy i nie bedzie mogl sie
        nadziwic ze pracodawca nie jest tam dla niego?

        Daj spokoj, nikomu sie jeszcze krzywda nie stala od tego ze po ryju
        dostal - doslownie czy w przenosni. Takie zycie. A to co piszesz o
        szacunku - ja sie zgadzam, tak powinno byc w idealnym swiecie, ale
        predzej czy pozniej Twoja pociecha wyladuje w tej strasznej
        rzeczywistosci gdzie chamstwo i pieniactwo sa na kazdym kroku.

        Rozumiem, oczywiscie, nie chcesz zeby dziecko traktowalo to jako
        norme - i bardzo slusznie; rzecz w tym, ze nie tedy droga. Dziecku
        trzeba wytlumaczyc co jest dobre a co zle - a nie chowac przed zlem i
        miec nadzieje ze jak dorosnie to samo je pozna...

        Ogolnie - zachwytow nad szkolami spolecznymi nie rozumiem; mam
        wrazenie ze jedyne ich przeznaczenie to dowartosciowanie rodzicow "z
        awansu spolecznego"...
        • triss_merigold6 Re: I co potem? 24.12.09, 12:56
          Ja rozumiem w zestawieniu ze szkołami publicznymi (zwłaszcza
          gimnazjami) w niefajnych dzielnicach. Od zawsze mieszkam na Pradze,
          dzieciństwo na blokowisku, podstawówka praska i sorry ale potomkowi
          pewnych rzeczy chciałabym oszczędzić, bo nie uważam aby były cenne
          wychowawczo czy wartościowe społecznie.

          I bardzo mnie cieszy mieszkanie na osiedlu zamkniętym (też Praga, bo
          terytorialna jestem) ponieważ jest tu CZYSTO. Czysto, nikt nie rzuca
          butelek przez okno, nie parkują dresy pod oknami robiąc UMCUMC,
          zieleń niezniszczona, budynki nie wypaprane mazajami.
          • kretynofil A ile ma to osiedle? 24.12.09, 13:08
            Bo wiesz, nie chce Ci psuc nastroju, ale nawet najgorsze blokowiska
            nie byly brudne i pomazane od poczatku.

            Poczekaj az pociechy sasiadow troche podrosna, zobaczysz to "czyste"
            osiedle wink UMCYK-UMCYK tez sobie posluchasz, nie boj ryby wink

            Zreszta, tak zupelnie powaznie, co za roznica? Czy to naprawde takie
            wazne czy masz popisane sciany zewnetrzne? Przeciez w
            mieszkaniu nikt Ci syfu nie zrobi...
            • triss_merigold6 Re: A ile ma to osiedle? 24.12.09, 13:26
              10 lat i małe nie jest, część ludzi dzieci nastolatki.
              Mam porównanie z moim byłym kawałkiem blokowiska na ktore się
              wprowadziliśmy jak bloki wykańczali czyli nówka sztuka było - od
              początku był syf naokoło i jest syf do dziś.

              Robi mi różnicę. Organicznie nie trawię mazajów na ścianach
              typu "Zenek tu był i składa wyrazy szacunku policji" albo "Zośka
              daje". Nie trawię również szkła na chodnikach, żarcia na trawnikach
              (emerytki wypasające gołębie) i poniszczonych drzewek/krzewów. Oraz
              gilli na balkonach.
              • kretynofil Chyba grilli ;) 24.12.09, 15:03
                A tak na marginesie: kumpel rozbawil mnie do lez dzisiaj, opowiadajac
                ze jego sasiedzi na strzezonym osiedlu w Warszawie trzymaja kury na
                balkonie wink

                Tak czy siak: ciesz sie czystoscia poki jeszcze jest czysto. Nie ma
                bata, patologia wszedzie sie trafi...
        • big.ot Re: I co potem? 24.12.09, 15:09
          Widać dla niektórych chamstwo to norma.

          Dla mnie chamstwo nie jest normą i cieszę się, że są też inni, którzy
          też tak myślą.
          • kretynofil A mozesz, synu motopompy i starego capa... 24.12.09, 15:23
            ...wskazac gdzie napisalem ze chamstwo jest dla mnie norma?!

            Abstra...c juz od tego, ze przywozenie ze wsi slomy w butach i
            obnoszenie sie z nia - tez jest objawem chamstwa...
            • big.ot Re: A mozesz, synu motopompy i starego capa... 24.12.09, 16:17
              "Daj spokoj, nikomu sie jeszcze krzywda nie stala od tego ze po ryju
              dostal - doslownie czy w przenosni. Takie zycie"

              Skoro mówisz o publicznych szkołach w ten sposób widać jednak jest to jakaś norma dla Ciebie wink
              • kretynofil Nadal nie jest to przyklad... 24.12.09, 16:31
                > Skoro mówisz o publicznych szkołach w ten sposób widać jednak jest
                to jakaś norma dla Ciebie wink

                Nie. Agresja nie jest dla mnie norma. Ja tylko mowie, ze agresja
                (niezaleznie czy fizyczna czy psychiczna) to jest cos na co kazdy
                jest narazony codziennie - i chronienie "na sile" przed nia dzieci
                jest tym samym co oklejanie mebli gabka czy zatykanie gniazdek
                elektrycznych... Moze Tobie poprawia to humor, ale Twoje dziecko
                niczego sie nie nauczy...

                No, to dalej czekam na przyklad wink
                • hugu Re: Nadal nie jest to przyklad... 25.12.09, 11:35
                  Nieprawda, że współczesna szkoła publiczna jest "normalna" czyli,
                  jak rozumiem, pozwala dziecku zdobyć doświadczenia społeczne w
                  pełnej skali, bo jej użytkownicy odwzorowują przekrój społeczeństwa
                  polskiego. Nie, tak może było za komuny, gdy praktyzcnie były tylko
                  szkoły rejonowe. A i wtedy byy lepsze i gorsze rejony.

                  Współczesna szkoła publiczna jest zaniżona jakościowo w stosunku do
                  polskiej przeciętności społecznej, gdyż elity: najzamożniejsi,
                  najbardziej twórczy ludzie, itp. na ogół nie posyłają swojego
                  potomstwa, reprezentującego ich styl życia, do szkół publicznych. I
                  o ile kiedyś w klasie mógł się trafić zarówno 1 "książę" wychowany w
                  etosie przedwojennej inteligencji, z nienagannymi manierami i
                  staranną domową edukacją w języku francuskim, a obok niego mógł się
                  trafić 1 "żebrak" z domu, gdzie piją, biją, kradną i gwałcą, o tyle
                  teraz w klasie szkoły publicznej trafi się raczej 2 "żebraków",
                  którzy, wzmocnieni ilościowo, nadadzą klasowej mikrospołeczności
                  odpowiedni(do ich świata) ton, a "księcia" i jego wartości nie
                  będzie, gdyż on uczy się w prywatnej szkole.
                  W ten sposób przeciętne dziecko posłane do szkoły publicznej raczej
                  nie liźnie przykładu "z najwyższej półki", ale będzie narażone na
                  niewspółmierną ilość agresji i patologii oraz otrzyma zakrzywiony w
                  dół obraz świata.
                  Ja tam wolę, żeby moje dziecko miało w życiu opcję: "goń za tym, co
                  najlepsze, równaj do góry!" niż "uciekaj przed wszechobecnym złem,
                  bój się, nie wychylaj się i równaj w dół!". Wolę, by miało
                  opcję: "Żyć", a nie tylko "Przetrwać". Dlatego już tam się
                  zatroszczę, żeby mała poszła do szkoły z
                  wyselekcjonowanymi "lepszymi", niż żeby marnowała się z siłą rzeczy
                  również wyselekcjonowanymi "gorszymi".
                  A czy Ty, w imię tak rzekomo budującej idei obcowania z bidą, nędzą
                  i ludźmi złymi, co to ma sposobić do wydajnej pracy i w ogóle
                  wychodzić na zdrowie, zdecydowałeś wię zamieszkać w kanale,
                  noclegowni lub budynku socjalnym? Czy mieszkasz raczej w domu, gdzie
                  właściciel wyzbywa się co większych patologii poprzez eksmisje itd?
                  Jeśli mieszkasz choćby w przeciętnym bloku czy kamienicy, to JUŻ
                  jesteś zbyt elitarny, gdyż pozbawiony jesteś towarzystwa z domów
                  socjalnych dla niepłacących czynszu itd. Chronisz się zatem przed
                  obcowaniem na codzień z najgorszymi patologiami. Choc jesteś stary
                  koń.
                  A male dziecko zalecasz posyłać między ludzi w jakiś sposób
                  wyselekcjonowanych negatywnie, twierdząc, ze dobrze mu to zrobi...
                  Hm, jeśli więc sam nie mieszkasz w slumsie, to trącisz grubą
                  hipokryzją. Albo też jesteś jednym z głosicieli "czarnej
                  pedagogiki": dzieci trzeba bić, mędczyć, dręczyć i zasyfiac im
                  maksymalnie życie, bo to je wzmocni. Otóż nie, dzieci złe
                  dzieciństwo łamie i zostają przez nie pijakami, świrami itd,
                  natomiast dobre, pogodne dzieciństwo to u człowieka źródło siły na
                  całe życie. Pomaga przetrwać najgorszego szefa, bo daje optymizm i
                  odwołuje się do wcześnie wpojonego przekonania "świat jest w
                  zasadzie ok i jeśli się postarasz, dasz radę, a ludzie też są w
                  zasadzie ok i jeśli dobrze poszukasz, znajdziesz lepszą pracę i
                  lepszego szefa". I znajdzie. smile
                  • powerextension Re: Nadal nie jest to przyklad... 05.01.10, 16:40
                    W 100% się zgadzam.
                    Ale do takich tłumoków i tak żadne argumenty nie docierają, więc szkoda prądu.
                    Wybierając szkołę dla dziecka chciałam jemu oszczędzić kontaktów z "solą tej
                    ziemi", a sobie z żenującymi typkami mocnymi w gębie i przepełnionymi powyższymi
                    mądrościami pedagogicznymi.

                    btw uwielbiam gości marnujących czas darciem japy na forach - gdyby ten czas
                    poświęcili dobrze płatnej pracy - społeczne szkoły i normalne miejsca do
                    mieszkania, konieczność płacenia za pewne dobra etc. etc. nie powodowałyby u
                    nich takich ataków frustracji.
                  • minkapinka Re: Nadal nie jest to przyklad... 06.01.10, 11:11
                    hugu napisała:


                    > Współczesna szkoła publiczna jest zaniżona jakościowo w stosunku do
                    > polskiej przeciętności społecznej, gdyż elity: najzamożniejsi,
                    > najbardziej twórczy ludzie, itp. na ogół nie posyłają swojego
                    > potomstwa, reprezentującego ich styl życia, do szkół publicznych.

                    Nieźle się ubawiłam. Moja córka chodzi do publicznej podstawówki, większość rodziców w klasie to ludzie wykształceni - dziennikarze,
                    prawnicy, informatycy,architekci, lekarze, właściciele prestiżowych
                    firm, bardzo dobrze sytuowani. Nie jest to typowa szkoła publiczna,
                    bo większość dzieci jest dowożonych z calej Warszawy.
                  • truten_pospolity Re: Nadal nie jest to przyklad... 19.05.10, 09:00
                    hugu napisała:


                    > Współczesna szkoła publiczna jest zaniżona jakościowo w stosunku do
                    > polskiej przeciętności społecznej, gdyż elity: najzamożniejsi,
                    > najbardziej twórczy ludzie, itp. na ogół nie posyłają swojego

                    W publicznej szkole, w klasie mojego dziecka sa dzieci lekarzy,
                    farmaceutów, architektów, właścicieli firm - reklamowych, doradczych,
                    dyrektorów w dużych firmach. Rodzice 2-3 dzieci w klasie (25 osób)nie
                    mają wyższego wykształcenia.




        • sonia.2009 Re: I co potem? 25.12.09, 11:22
          kretynofil napisał:

          > > To co dla mnie bardzo ważne: nauczyciele są dla dzieci, szanują
          > rodziców.
          >
          > I co potem? Pojdzie taki niedojda do pracy i nie bedzie mogl sie
          > nadziwic ze pracodawca nie jest tam dla niego?
          >
          > Daj spokoj, nikomu sie jeszcze krzywda nie stala od tego ze po
          ryju
          > dostal - doslownie czy w przenosni. Takie zycie. A to co piszesz o
          > szacunku - ja sie zgadzam, tak powinno byc w idealnym swiecie, ale
          > predzej czy pozniej Twoja pociecha wyladuje w tej strasznej
          > rzeczywistosci gdzie chamstwo i pieniactwo sa na kazdym kroku.
          >
          > Rozumiem, oczywiscie, nie chcesz zeby dziecko traktowalo to jako
          > norme - i bardzo slusznie; rzecz w tym, ze nie tedy droga. Dziecku
          > trzeba wytlumaczyc co jest dobre a co zle - a nie chowac przed
          zlem i
          > miec nadzieje ze jak dorosnie to samo je pozna...
          >
          > Ogolnie - zachwytow nad szkolami spolecznymi nie rozumiem; mam
          > wrazenie ze jedyne ich przeznaczenie to dowartosciowanie
          rodzicow "z
          > awansu spolecznego"...
          >


          hahahahahah

          po takiej szkole to ono bedzie szefem
          a po panstwowej na zmywaku wyladuje razem z takimi chamami jak ty
          • bonnie75 Re: I co potem? 10.01.10, 16:17
            > po takiej szkole to ono bedzie szefem
            > a po panstwowej na zmywaku wyladuje razem z takimi chamami jak ty

            Taaaaa.....majac tak wyszczekana macierz jak Ty, droga Soniu - z cala pewnoscia
            daleko zajedzie - na Twoim garbie...hehehe...a potem....coz....pewnie Cie odda
            do bardzo luksusowego i prywatnego domu opieki...
    • vincentyna Re: dzieci w szkołach społecznych 17.12.09, 16:46
      Skad Ty taka szkole wytrzasnelas?
      Spoleczne szkoly sa normalne, zadne tam bananowe dzieci nie chodza. Moze na
      poczatku lat 90-tych niektore spoleczne byly zbieranina dzieci bogaczy, ale to
      juz dawno przeszlosc.
      • cherry.coke Re: dzieci w szkołach społecznych 17.12.09, 16:55
        Wiesz co, roznie bywa - znam oczywiscie swietne i rozsadne szkoly spoleczne, ale
        kolezanka germanistka zrezygnowala ze wspolpracy z dwiema szkolami spolecznymi,
        ze wzgledu na to, ze byly to szkoly lansu i grillowania, gdzie dla dyrekcji
        liczylo sie tylko oplacone czesne. Teraz uczy w dwoch innych spolecznych i sobie
        chwali - mowi, ze oczekuje sie od niej uczenia, a nie sprawdzenia listy
        obecnosci, i uczniom zalezy na zajeciach, a nie na odwaleniu godziny lekcyjnej
        ogladajac filmiki z YouTube na wypasnych komorkach pod lawkami. Jak juz przyjda
        w ogole.

        Tak jak ze wszystkim, sa przedsiewziecia udane i sa takie zonki.
      • pitahaya1 Re: dzieci w szkołach społecznych 17.12.09, 16:56
        Moze na
        > poczatku lat 90-tych niektore spoleczne byly zbieranina dzieci bogaczy, ale to
        > juz dawno przeszlosc.


        Moja znajoma za jedno dziecko płaci 1500zł. Dzieci w szkole społecznej ma dwoje.
        Przyznasz chyba, że 3000zl miesiąc w miesiąc to nie bułka z masłemsmile
        • kawka74 Re: dzieci w szkołach społecznych 17.12.09, 17:12
          Jest też sporo rodziców wcale nie krezusów, ale na tyle zdeterminowanych w
          unikaniu publicznych placówek edukacyjnych, że są w stanie wysupłać ten tysiąc
          czy półtora tysiąca miesięcznie.
          Są też, oczywiście, tacy, dla których opłacenie czesnego za trójkę czy czwórkę
          dzieci nie stanowi szczególnego wyłomu w budżecie.
          Różnie to bywa.
        • dorek3 co do kosztów 17.12.09, 17:15
          Moi od września pójdą do społecznej (Warszawa. Za dwójkę dzieci zapłacę niewiele ponad 1600 zł czesnego+obiady. Nie znam w Warszawie żadnej szkoły społecznej z takim czesnym jak piszesz(aczkolwiek nie znam wszystkich więc może faktycznie istnieją). Prywatne rzeczywiście potrafią mieć sporo wyższe czesne.
          • pitahaya1 Re: co do kosztów 17.12.09, 17:21
            Ja znajomej do portfela nie zaglądam. Zapytałam kiedyś, jaka jest wysokość
            czesnego w przypadku jej dzieci. Stąd ta informacja.
            Każde z jej dzieci chodzi do innej szkoły (różnica wieku), podejrzewam, że
            zniżek nie ma.
          • kawka74 Re: co do kosztów 17.12.09, 17:28
            Nie znam w Warszawie żadnej szkoły społecznej
            > z takim czesnym jak piszesz(aczkolwiek nie znam wszystkich więc może faktycznie
            > istnieją).

            Znane mi szkoły społeczne mają czesne 800-900 zł.
            • zuzanna56 Re: co do kosztów 17.12.09, 18:11
              Ja znam szkoły społeczne gdzie czesne wynosi 600-900 zł (duże
              miasto, nie Warszawa) i tylko połowa dzieciaków jest rozpuszczona,
              reszta z tzw normalnych rodzin smile
          • lilka69 dorek3 18.12.09, 13:15
            ja jestem obeznana w temecie szkol spolecznych i prywatnych. dla
            niektorych to jedno i to samo. a tym samym nie jest.

            istotnie potwierdzam twoje slowa- tez nie znam SPOLECZNEJ szkoly w
            wawie za 1500 zl. prawdobodobnie chodzilo o szkole prywatna. i ta
            cena jest jak najbardziej zyciowa w warszawie.
        • arwena_11 Re: dzieci w szkołach społecznych 17.12.09, 18:11
          To może nie jest szkoła społeczna a prywatna?
          Ja za szkołę katolicką za dwoje dzieci płacę 1200 za miesiąc. Chyba
          nie jest to jakiś kosmos.
          Mnie interesowało oprócz poziomu edukacji, nauczycieli
          zaangażowanych nie tylko w przekazywanie wiedzy ale i wychowanie
          uczniów, również przekazywanie okrślonych wartości.

          To ze dzieci mają podobny status materialny, pochodzą z rodzin
          wyznających podobne zasady moralne, to tylko plus. Jakos nie widze
          nic dobrego w tym, że dziecko ma mieć kontakt z patologią, z dziećmi
          którym nie chce się uczyć, olewają wszystkich, zachowuja sie źle.

          Nie ma to nic wspólnego z trzymaniem pod kloszem. Po prostu uważam,
          że dziecko ma czas na poznanie "marginesu". Będzie strasze, łatwiej
          odróżni co jest dobre a co złe.

          Moje dzieci nei muszą stykać się z biedą na codzień, aby wiedziec że
          istnieje. Pomagamy razem biednym rozinom. Dzieci dziela sie
          zabawkami, ubraniami itd.
          • pitahaya1 Re: dzieci w szkołach społecznych 17.12.09, 18:44
            Być może jest to szkoła prywatna, nie wiem szczerze mówiąc.
            Mnie ten temat nie interesował, znajoma namawiała nas do wysłania tam syna.
            Zapytałam o czesne, odpowiedziała.

            Przy okazji zapytam dokładniej.
    • estragonka ehem... 17.12.09, 18:18
      to ja sie chyba z choinki urwalam...

      1600 jak to ktos wyzej napisal to nie dostaje pensji na reke nawet ;/

      czesne za szkole do ktorej pojdzie moje dziecko to ok 400zl (srednie miasto)

      i tak - bedzie to dla mnie DUZY wydatek. nawet bardzo duzy. corke wychowuje
      sama, alimenty nawet nie pokryja czesnego. ale zacisne zeby i z kilku powodow
      moje dziecko pojdzie jednak do szkoly spolecznej.

      a jeszcze w temacie - szkoly spoleczne NIE sa idealne. niektorym sie chyba widzi
      ze jak spoleczna/prywatna to cud, miod i orzeszki, dzieci jak aniolki, super
      poziom i w ogole niebo istne. nie jest tak niestety. warunki lepsze, poziom
      wysoki, ok. ale nie wszystko jest takie idealne - jak wszedzie.
    • ihanelma Re: dzieci w szkołach społecznych 17.12.09, 18:19
      Czasem w państwowej podstawówce "z pretensjami" jest dużo większe
      gadżeciarstwo niż w społecznej - po części właśnie dlatego, że
      dzieci są z podobnych środowisk i ciuchami czy konsolą się nie
      zdobywa pozycji...
      Ja szukałam przede wszystkim dobrej szkoły, a że w społecznych jakoś
      tak więcej nauczycieli którzy lubią to co robią i mają pomysły jak i
      czego uczyć i wychowywać dzieciaki na fajnych ludzi, akurat dla mnie
      wybór był prosty...
      Co do trzymania pod kloszem - "moja" szkoła współpracuje z domem
      pomocy społecznej dla dzieci niepełnosprawnych, dzieciaki tam
      jeżdżą, wiedzą jak najbardziej jak to jest jak jest źle.
      I wcale nie wszyscy rodzice to milionerzy w pierwszym pokoleniu -
      bywa i tak, że szkołę finansują rodzice na spółę z dziadkami. Bo
      uważają ze warto.
    • przeciwcialo Re: dzieci w szkołach społecznych 17.12.09, 19:14
      Tak off topic szkół płatnych.
      Co z nauczaniem w takich szkołąch gdy nagle zalamuje sie sytuacja
      finansowa?
      ja nie posłałabym do platnej szkoły o ile nie miałabym rezerwy na
      cały cykl nauki dziecka.
      • joa66 Re: dzieci w szkołach społecznych 27.12.09, 16:56
        Owszem zastanawiałam się nad tym wiele lat temu kiedy decydowałam
        się na szkołę społeczną. Uznałam, że wybrana szkoła tak bardzo nam
        odpowiada, że w razie czego podejmę ... jakąkolwiek pracę. Na czesne
        wystarczy. wink

      • laminja Re: dzieci w szkołach społecznych 05.01.10, 23:10
        w takich przypadkach szkoła zazwyczaj pomaga.
    • reszka2 Re: dzieci w szkołach społecznych 17.12.09, 19:22
      Dziwny masz obraz szkół społecznych.
      Na pewno są takie jak opisujesz. Ale na pewno nie wszystkie.
      Moich oboje chodzi do społecznej i był to strzał w dziesiątkę.
      Dzieci trzymane są za dzioby i nie ma skakania do nauczycieli. Nie zauważyłam
      ulg za pochodzenie. Wszyscy uczniowie są znani całemu gronu pedagogicznemu po
      imieniu. Qrcze, tam nawet gimnazjaliści są po imieniu z podstawówką i nie ma
      lania na przerwach. O ile wiem, nawet nikt nie pali fajek smile
      Co do środowisk z jakich się wywodzą uczniowie - na pewno zróżnicowane. Dla
      niektórych rodzin czesne to ogromny wysiłek finansowy, dla innych tyle co mama
      wydaje na kosmetyki w jeden weekend. Dotychczas nie widziałam, żeby było jakieś
      gadżeciarstwo.
      Szkoła przekazuje zróżnicowany obraz świata, chyba nawet te dzieci są bardziej
      zaangażowane w prace społeczne niż ze znanych mi publicznych podstawówek. A jaka
      złą stronę świata powinna programowo przedstawiać szkoła - to nie mam pojęcia.
      Moje dzieci uczą się samodzielnie myśleć i uczyć się i to jest coś co im
      zostanie - mam nadzieję. Bo - pomijając to czego się uczą i co jest zgodne z
      podstawą programową - nauczyciele mają czas, żeby ich tego uczyć i zachęcić.
      • rikol Re: dzieci w szkołach społecznych 24.12.09, 13:30
        Dyscyplina nie zalezy od tego, czy szkola jest platna czy bezplatna. To raczej
        zalezy od ukladu rodzic-nauczyciel. Jesli rodzice ZAWSZE uwazaja, ze nauczyciel
        nie ma racji (bo ich slodki aniolek 'przypadkiem' wybija regularnie zeby
        kolegom), to niestety dzieciak nie bedzie mial szacunku do nauczycieli. Uczen
        moze nauczycielowi zniszczyc samochod, wybic szybe i zadnych konsekwencji nie
        poniesie, nawet rodzice go nie ukarza. Jak w takiej sytuacji szkola moze
        wychowywac? Kiedys uczen za wybicie szyby dostal lanie w domu i wiedzial, ze nie
        wolno takich rzeczy robic. Dzisiaj nauczyciel moze o tym powiadomic policje, ale
        i tak kary zadnej nie poniesie. Nie jest jednak tak, ze nie poniesie
        konsekwencji - zepsuje sobie reputacje, nie dostanie pracy i zejdze na droge
        przestepstwa, a wtedy jest za pozno na interwencje. Wychowywac dzieci trzeba w
        wieku 5 lat, a nie 15.

        Mysle tez, ze lepiej chodzi do szkoly rejonowej, chocby dlatego, ze wtedy zna
        sie cala okoliczna zulerie, a oni zwykle znajomym krzywdy nie robia. A co zrobi
        taki paniczyk, kiedy odziany w najnowsze markowe stroje znajdzie sie miedzy
        wscieklymi biedakami? Oni go rozniosa. Poza tym w szkole normalnej dzieci ucza
        sie radzic sobie z konfliktami, jak rowniez z zazdroscia. Tworzenie gett
        biednych czy bogatych powoduje tylko nienawisc i wyobcowanie jednych i drugich.
        To z kolei prowadzi do zwiekszenia przestepczosci. Tak jest np. w USA, a Polska
        bezkrytycznie przejmuje ten model.
    • gazeta_mi_placi Re: dzieci w szkołach społecznych 17.12.09, 20:46
      Nie stać Cię na społeczną szkołę dla dziecka i starasz się dowartościować na siłę wyszukując minusów takiej szkoły?
      • vernalis1 Nolus- masz z czymś problem? n/t 17.12.09, 21:32

    • generation-me Re: dzieci w szkołach społecznych 17.12.09, 22:09
      Nie uważamy. A ty masz jakieś złe doświadczenia, że próbujesz tu "złą prasę"
      robić szkołom społecznym?
    • lilka69 ja jestem przykladem na teze autorki 18.12.09, 13:27
      wielokrotnie slyszalam na tym forum, ze jestem oderwana od
      rzeczywistosci i wacle sie tym nie martwiesmile a chodzilam do
      prywatnej szkoly(liceum) wtedy jeszcze podstwowek nie bylo w moim
      miescie.

      moje dziecko chodzi do prywatnego przedszkola, bedzie do prywatnej
      podstawowki.


      w czym wiedza o gorszej stronie rzeczywistosci pomaga w zyciu nolus?
      • kretynofil Pomaga, pomaga... 24.12.09, 13:11
        Uczy odpornosci na trudnosci i samodzielnosci. Zabezpiecza przed
        szokiem, ktorego doznaja rozpieszczone dzieci w konfrontacji z
        rzeczywistoscia - a ten szok, z moich obserwacji, konczy sie ucieczka
        od problemow pod skrzydla rodzicow...

        Tak samo mozesz zapytac: po co uczyc dziecko gotowac, skoro ma zostac
        pianista wink
    • migotka-2 Re: dzieci w szkołach społecznych 18.12.09, 15:15
      W moim mieście jest jedna szkoła społeczna, co za tym idzie konkurencji brak,
      poziom powiedziałabym mocno przeciętny. Próbowałam doświadczeń z tą szkołą,
      niestety ze względu na podejście 80% rodziców z klasy, do której miało
      uczęszczać moje dziecię zdecydowałam się na publiczną podstawówkę. Ale mam
      porównanie do szkół społecznych w Łodzi ( nie wszystkie oczywiście). Powiem
      krótko jest konkurencja, są wyniki. W moim mieście szkoła społeczna jest tylko
      przechowalnią dzieci bogatych rodziców, i nie jest to wina nauczycieli tylko
      wymaganie rodziców, też nie wszystkich, niestety większości. Z podstawówki moich
      dzieci jestem bardzo zadowolona. Z gimnazjum też. Podstawówka jest szkołą
      sportową, więc trochę inna specyfika. W każdym razie szkoła świetnie wyposażona
      i z dobrą zaangażowaną kadrą. Zasługa p. dyrektor!
      • elf1977 Re: dzieci w szkołach społecznych 18.12.09, 17:51
        Pracuję w szkole prywatnej. Moje spostrzeżenia: dzieciaki
        wyselekcjonowane, niekoniecznie pod kątem intelektualnym, choć tak
        mialo być w zamierzeniu (szkoła nastawiona głównie na wyniki).
        Uczniowie pod kontrolą, bo szkoła mała i na każdego się ma oko.
        Uczniowie z różnych środowisk, jednak reprezentacja "bananków"
        lansujących nowe ciuchy i uważających, że wszytsko można kupić -
        całkiem spora.
        Plusem szkoły jest jej bezpieczeństwo, minusem to, że dzieci
        rzeczywiście oderwane od rzeczywistości, część z nich mocno zadufana
        i zapatrzona w siebie. Część grona pedagogicznego jednak z
        przymrużeniem oka traktuje te dzieci, których rodzice są bogaci,
        wpływowi, itd.
    • mim288 Re: dzieci w szkołach społecznych 18.12.09, 18:00
      Nie specjalnie kumam co ma zapewnianie dobrej edukacji i
      przyzwoitego poziomu finansowego z rozpieszczaniem dzieci.
      rozpieszczony dzieciak może być i w biednej rodzinie, gdy nie ma
      żadnych obowiazków, a rodzice sie dwoją i troją i obsługują. Dzieci
      z rodzin nieźle sytuowanych nie są wcale "takie same" (ludzie w
      ogóle się miedzy soba róznią) ani też nie są pozbawione problemów
      (pieniadze nie rozwiązują wszystkich problemów świata). Nie wiem też
      co to jest "jeden obraz swiata" przekazywany przez szkołę - mam
      dzieci w szkole prywatnej nie społecznej, ale srodowisko jest akurat
      znacznie bardziej róznorodne niż w szkole publicznej (nie ma dzieci
      meneli, ale sa dzieci różnych wyznań, z małżeństw mieszanych
      narodowościowo , z róznych środowisk zawodowych - np. od
      artystycznych po finansowe). Gorsza strona świata - cóz przeciętnie
      inteligenty człowiek zda sobie dość szybko sprawę z tego, że ona
      jest.
      • kretynofil Rozbawilas mnie ;) 24.12.09, 13:15
        > Dzieci z rodzin nieźle sytuowanych nie są wcale "takie same"
        (ludzie w ogóle się miedzy soba róznią) ani też nie są pozbawione
        problemów (pieniadze nie rozwiązują wszystkich problemów świata).

        Tjaaaa... Sa problemy i problemy.

        Synus pana (p)osla Drzewieckiego grozil tatusiowi ze popelni
        samobojstwo jesli tatko nie pusci go na narty do Aspen wink

        > Gorsza strona świata - cóz przeciętnie inteligenty człowiek zda
        sobie dość szybko sprawę z tego, że ona jest.

        Oczywiscie. Nie chodzi o wiedze, tylko o umiejetnosc radzenia sobie z
        tym zlem samemu. Bo czy Ci sie to podoba czy nie, Twoj
        dzieciak kiedys bedzie "dorosly" i sam bedzie musial stawic czolo
        trudnosciom. Jestes pewna ze da rade, skoro chcesz go przed nimi
        chronic?
        • triss_merigold6 Re: Rozbawilas mnie ;) 24.12.09, 13:34
          Chyba mylisz szkoły społeczne z prywatnymi.

          Nie widzę nic złego w chronieniu nastolatka przed kontaktem z
          dziećmi/młodzieżą zagrożoną demoralizacją lub już zdemoralizowaną
          (to są dwie różne kategorie oceny małolatów w np. sądownictwie) w
          tej samej klasie. Poza tym poziom: jeśli max 20% uczniów w klasie ma
          dysfunkcje i problemy to zyskują na kontakcie z resztą, jeśli jest
          ich więcej to zwyczajnie przejmują kierowanie grupą i narzucają
          swoje wzorce zachowania. Problem największy w gimnazjach, nie w
          podstawówkach.
          • kretynofil Widzisz, a ja sie nie zgadzam... 24.12.09, 15:09
            W szkolach panstwowych jest taki odsetek zdemoralizowanej mlodziezy
            jak w spoleczenstwie. To samo dotyczy szkol spolecznych/prywatnych -
            ktorych, tak na marginesie, nie myle, ale uwazam za bardzo podobne.

            I nie zgadzam sie z tym, ze kontakt z takimi ludzmi jest jakos
            specjalnie szkodliwy. Dobrze wychowany dzieciak nie zlajdaczy sie
            nawet jesli bedzie w klasie pelnej mlodocianych przestepcow...

            Roznica jest taka, ze majac na codzien do czynienia z ludzmi z tzw.
            "marginesu" dziecko ma szanse ich poznac i zrozumiec - co oczywiscie
            nie oznacza nasladownictwa. A jest to o tyle istotne, ze nasze
            spoleczenstwo juz jest zbyt podzielone, a takie szkoly tylko te
            podzialy utrwalaja...

            Moze dla Ciebie to nienormalne, ale ja cenie sobie to, ze potrafie
            pogadac z bezdomnym - i jest to zasluga tego, ze chodzilem do
            "zwyklej" szkoly a rodzice wpoili mi wrazliwosc na ludzka krzywde.
            Zdziwilbys sie jak czesto tacy ludzie naprawde maja cos ciekawego do
            powiedzenia wink

            No i kolejna sprawa to demonizowanie gimnazjow. Przesadzasz.
            • triss_merigold6 Re: Widzisz, a ja sie nie zgadzam... 24.12.09, 15:35
              Szkoły społeczne, przynajmniej te niezłe, prowadzą jakąś selekcję.
              Nie tylko finansową ale marginesu na nie nie stać i odsetek dzieci
              bardzo zaniedbanych edukacyjnie i wychowawczo jest mniejszy.

              Cóż, chodziłam do zwykłych podstawówek na blokowiskach, bo innych -
              poza katolickimi - nie było w latach 80-tych. LO też panstwowe,
              świetne wtedy i liceum wspominam bdb. Teoretycznie potrafię
              porozmawiać z każdym ale tego nie robię, nie odczuwam takiej
              potrzeby.
              Nie mam teraz, jako mocno dorosła kobieta, bliskich znajomych po
              zawodówkach, bezrobotnych zawodowych, przyjaciół wśród ćpunów czy
              przestępców chociaż takie osoby znam lub znałam więc pobieranie
              edukacji i życie w zróżnicowanych społecznie klimatach nie
              przełożyło się na dobór towarzyski czy partnerski. Wręcz przeciwnie,
              funkcjonuję w dość jednorodnej społecznie grupie ludzi. A moi
              rodzice mieli do pewnego momentu socjalistycznego hopla na punkcie
              równości społecznej i w tym duchu byłam wychowywana.wink
              Wrażliwość na ludzką krzywdę, owszem ale bez przesady, dopóki nie
              czuję się dojona jako podatnik (a przeważnie tak się czuję).
              Współczuć mogę dzieciom ale nie dorosłym,a przynajmniej dorosłym
              znacznie rzadziej.
              Wiesz, na co dzień mam kontakt z publicznym i niepublicznym sektorem
              edukacyjnym chociaż nie jestem nauczycielką i nie demonizuję
              gimnazjów - podkreślam, że tych rejonowych, z gorszych dzielnic.

              BTW podzielone klasowo to jest społeczeństwo brytyjskie, polskie
              jest w sumie mało zróżnicowane.

              Dobrze wychowane dziecko ma spore szanse nie złajdaczyć się w klasie
              pełnej młodocianych przestępców ale nie widzę powodu dla którego
              miałabym jedynakowi fundować survival w dżungli. Strata czasu,
              cennej energii i forsy, bo gorszy poziom nauczania w szkole
              musiałabym wyrównywać korepetycjami i kursami.
              • kretynofil Tak samo... 24.12.09, 16:00
                > Dobrze wychowane dziecko ma spore szanse nie złajdaczyć się w
                klasie pełnej młodocianych przestępców ale nie widzę powodu dla
                którego miałabym jedynakowi fundować survival w dżungli. Strata
                czasu, cennej energii i forsy, bo gorszy poziom nauczania w szkole
                musiałabym wyrównywać korepetycjami i kursami.

                Mozesz zapytac:

                Po co mam dziecko uczyc gotowac, skoro zostanie pianista?

                No wybacz, ale ten "survival" to zwykla szkola zycia - ze wszystkimi
                jego odcieniami...

                I wiesz co? U ludzi, ktorym rodzice oszczedzili "survivalu"
                najbardziej uderzalo mnie jedno: kompletny brak wyobrazni, kompletny
                brak wrazliwosci na normalne bodzce... Ktos biedny - to na pewno bylo
                mu do szkoly pod gorke i dobrze mu tak; ktos chory - pewnie nie
                trenowal w mlodosci; ktos slaby - coz, tak juz bywa.

                A dostanie w ryj to uwierzyc nie moze ze jego to moglo
                spotkac... Tak jakby nic zlego nie mialo prawa nigdy sie paniczowi
                przytrafic...

                Zas co do tego co napisalas o tym, ze przekroj znajomych z
                dziecinstwa nie przeklada sie sytuacje dzisiejsza - nie ma w tym nic
                dziwnego, przeciez nie oczekuje ze bedziesz sie spotykac z cpunem w
                melinie. Chodzi o cos zupelnie innego - zeby zrozumiec ze to tez sa
                ludzie, ze w dziecinstwie byli zupelnie normalni.

                Zeby nie powiedziec, jak moja kolezanka z liceum: "bo oni sie tacy
                rodza, patologia jest genetyczna". Tekst autentyczny...
                • big.ot Re: Tak samo... 24.12.09, 16:29
                  Nie porównuj NORMALNYCH obowiązków i umiejętności do patologii, które w dzisiejszych szkołach są normą.

                  Gnojenie i bycie gnojonym nie może być metodą na poznanie życia. A tego właśnie -co nawet Ty sugerujesz- można się nauczyć w szkołach państwowych. W skrócie "jak nie będziesz gnoił innych to sam będziesz gnojony".

                  Już samo założenie, że szkoła wychowuje i ma wychowywać jest złe. Od wychowywania są rodzice. A jak wychowują latorośl to już inna sprawa. Życie samo zweryfikuje którzy są lepiej przystosowani.
                  • kretynofil Przekrecasz moje slowa, glupcze... 24.12.09, 16:40
                    > Gnojenie i bycie gnojonym nie może być metodą na poznanie życia. A
                    tego właśnie-co nawet Ty sugerujesz- można się nauczyć w szkołach
                    państwowych. W skrócie "jak nie będziesz gnoił innych to sam będziesz
                    gnojony".

                    Zawsze jak nie masz argumentow, to wkladasz komus slowa w usta?
                    Ciekawe kto Cie tak wychowal wink

                    Ja mowie cos zupelnie innego: swiat nie jest rozowy i slitasny, sa na
                    nim popieprzeni ludzie. Im szybciej sie nauczysz ignorowac to ze ktos
                    Cie probuje zgnoic, tym pogodniej to zycie przezyjesz.

                    To nie sztuka uciekac przed zagrozeniem czy chowac sie przed agresja.
                    Sztuka jest to, zeby nie brac jej do siebie, zeby stawiac jej czolo.

                    A wychowywane pod kloszem dzieci bardzo czesto maja powazne problemy
                    w pierwszej pracy - bo nie dosc ze nie sa przyzwyczajone do
                    dyscypliny, to jeszcze nie potrafia poradzic sobie psychicznie z
                    wrednym szefem czy zlosliwym kolega. Jak chcesz ochronic przed tym
                    swoje dziecko?

                    > Już samo założenie, że szkoła wychowuje i ma wychowywać jest złe.

                    Powiedziala alfa i omega wychowania.

                    Wlasnie szkola, kolonie, studia, akademik - one wychowuja, ucza zycia
                    w srodowisku ludzi o innych pogladach. Czlowiek zamkniety w pewnym
                    hermetycznym kregu kulturowym nigdy nie nauczy sie isc na kompromisy,
                    stawiac pytan co do zasadnosci jego pogladow. Nie nauczy sie myslec
                    samodzielnie...

                    Zrozum - wiekszosc dobrego co daje zroznicowana szkola to wlasnie to,
                    ze dziecko uczy sie ze nie kazdy bedzie je traktowal tak jak jego
                    rodzice; moze nawet to, ze ci rodzice czasami sie myla.

                    Natomiast dzieci chowane w jednorodnym srodowisku (na przyklad: w
                    glebokiej patologii) przejawiaja sklonnosc do bezrefleksyjnego
                    kopiowania schematow zachowania jakie widza wokol siebie i niecheci
                    do dowolnej odmiennosci.

                    I w ten sposob jednorodne sa zarowno srodowiska patologiczne, jak i
                    wylegarnie durnych snobow...
            • mim288 Re: Widzisz, a ja sie nie zgadzam... 30.12.09, 17:04
              Doceniam wartośc "socjalizacyjnej" roli szkoły, ale chciałabtym żeby moje dzieci
              sie tam uczyły, a nie głownie czekały, aż średnio lotna pani nauczycielka
              wytłumaczy po raz n-ty srednio kumetamu dzieciakowi rodziców z marginesu tę sama
              rzecz. Nawiasem mówiąc to Ty mnie rozbawiasz takimi idealizmami "mając na codzien
              do czynienia z ludzmi z marginesu dziecko ma szanse ich poznac i zrosumieć" (tak
              jest zwłaszcza 7 -10 latek) - no cud, miód. Ja nie demonizuję szkół publicznych
              (sa niezłe sama mam taka niedaleko od domu, licea publiczne sa super) ale te gadki
              o cudwonym wpływie kontaktów z marginesem na wrażliwośc dziecka są tak samo
              śmieszne, jak gadki o tym, że w publicznej szkole to tylko elelment, wóda i
              dzieciak na pewno sie stoczy itd.
              • minkapinka Re: Widzisz, a ja sie nie zgadzam... 06.01.10, 12:40
                mim288 napisała:

                > Doceniam wartośc "socjalizacyjnej" roli szkoły, ale chciałabtym
                żeby moje dziec
                > i
                > sie tam uczyły, a nie głownie czekały, aż średnio lotna pani
                nauczycielka
                > wytłumaczy po raz n-ty srednio kumetamu dzieciakowi rodziców z
                marginesu tę sam
                w klasie mojej córki w publicznej szkole jest 5 osób z tego samego
                przedszkola do którego chodziło Twoje dziecko smile Pozostałe dzieci są
                z podobnie patologicznych rodzin wink
                • mim288 Re: Widzisz, a ja sie nie zgadzam... 06.01.10, 13:42
                  Ale nie każda szkoła publiczna ma taki dobór dzieci - Twoja szkoła
                  jest na Mokotowie (to elitarna dzielnica sama w sobie), nie
                  liczyłabym raczej na taki skład klasy np. na Targówku na środku
                  zapyziałego blokowiska, czy na "starej Pradze" w okolicach np. ul.
                  Targowej, czy Ząbkowskiej. Moja uwaga była zresztą nie natury
                  ogólnej, ale miała stanwić odpowiedź na argument o cudownej roli
                  kontaktów z dziećmi z rodzin patologicznych w szkole publicznej,
                  która przemawia za wyższościa takiej szkoły nad szkołą niepubliczną,
                  gdzie tych kontaktów brak. Pewnie, że są dobre szkoły publiczne,
                  pisałam, że sama mam taka niedaleko domu, ale między innymi ze
                  względów logistycznych wybrałam inną. Jedyna przewaga szkół
                  niepublicznych jaka zazwyczaj jednak wystepuje to lepsze nauczanie
                  języków obcych w szkole podstawowej(tzn może nie każda szkoła
                  niepubliczna uczy jezyków dobrze, ale raczej żadna publiczna tego
                  nie robi na przyzwoitym poziomie) Swoją drogą większość dzieci z
                  przedszkola, do którego chodziły moje dzieci idzie do szkół
                  niepublicznych.
                  • minkapinka Re: Widzisz, a ja sie nie zgadzam... 06.01.10, 17:14
                    mim288 napisała:

                    > Ale nie każda szkoła publiczna ma taki dobór dzieci - Twoja szkoła
                    > jest na Mokotowie (to elitarna dzielnica sama w sobie),
                    jako osobę urodzoną i wychowaną na Mokotowie bawią mnie stwierdzenia
                    o elitaryzmie tej dzielnicy smile))). Jak napisałam większość dzieci w
                    klasie mojej córki nie jest z rejonu, wiele osób nie jest nawet z
                    Mokotowa (w tym my).

                    Jedyna przewaga szkół
                    > niepublicznych jaka zazwyczaj jednak wystepuje to lepsze nauczanie
                    > języków obcych w szkole podstawowej(tzn może nie każda szkoła
                    > niepubliczna uczy jezyków dobrze, ale raczej żadna publiczna tego
                    > nie robi na przyzwoitym poziomie)

                    Moja córka chodzi na indywidualne lekcje angielskiego z wybranym
                    przez nas native speakerem. O jej znajomość języków jestem spokojna,
                    uważam, ze na indywidualnych lekcjach nauczy się więcej niż w
                    15osobowej klasie w szkole społecznej.

                    Swoją drogą większość dzieci z
                    > przedszkola, do którego chodziły moje dzieci idzie do szkół
                    > niepublicznych.
                    jak widać to zależy, z której grupy smile Z młodszej grupy jest u nas
                    jedna dziewczynka w zerówce, mama jest bardzo zadowolona, a do
                    pierwszej klasy wybiera sie jeszcze jeden chłopiec.
                    • mim288 Re: Widzisz, a ja sie nie zgadzam... 06.01.10, 18:58
                      Cóż każdy ma własne kryteria wyboru, ja wolę żeby dzieci spędzały
                      czas w szkole mozliwie efektywnie - nie ma sensu siedzieć na lekcji
                      angielskiego z której nieiwle sie wynosi (czyli tracic czas) a potem
                      tracić kasę na indywidulane lekcje. Wolę by w ramach zajęć
                      dodatkowych moje dzieci roziły to co lubią i same wybiorą. Wolę
                      też "talenty logistyczne" pozytkować na zapewnianie dzieciom takich
                      zajęć, których szkoła nie zapewni (dużo pracujemy więc organizacja
                      czasu "dodatkowego" dzieci i tak jest dość sporym wyzwaniem nawet
                      bez lekcji języków).
                      Nawiasem mówiąc, znam Mokotów, ale też Pragę, Targówek, Chomiczówkę -
                      naprewdę w porównaniu z nimi Mokotów JEST elitarny
                      • woman-in-love Państwowe "dla równiejszych" 07.01.10, 20:20
                        sa takie - w latach 70-80 np. na ul Niecałej, Górnośląskiej, pewnie było ich
                        więcej. Nie były reprezentatywne dla ogólu szkół państwowych, ale wybrańcy,
                        którzy mieli bezpłatnie (na koszt podatników) świetne mozliwości - mogą sie na
                        nie powoływać. Osobiście - zarówno jako matka jak i nauczycielka przerobiłam
                        temat: szkolnictwo państwowa, społeczne, prywatne,a nawet szkołę steinerowską.
                        Szczerze mówiąc - szkoda gadać, a ta ostatnia - moja nadzieja okazała się najgorsza.
        • big.ot Re: Rozbawilas mnie ;) 24.12.09, 15:19
          Jak sobie wychowasz tak będziesz miał.

          Miałem znajomych (teraz już się sami utrzymują) którzy mimo iż
          pochodzili z domów gdzie z kasą nigdy nie było problemów, nie brzydzili
          się pracą, w tym fizyczną.
          • triss_merigold6 Re: Rozbawilas mnie ;) 24.12.09, 15:39
            W pracy ostatnio rozmawialiśmy sobie w gronie osób, które mają
            dzieci nastoletnie. Ludzie przeważnie dość zamożni. Wszyscy posłali
            14-15-latki do jakiejś pracy w część wakacji - sklep, budowa u
            znajomych, zakład stolarski, magazyn etc., bo uznali, że to świetnie
            małolatom zrobi. Nie musieli.
        • mim288 Re: Rozbawilas mnie ;) 30.12.09, 16:56
          A co ma piernik do wiatraka. tak sa problemy i problemy. Np problemów pt. rozwód
          rodziców, mama chora na raka, tata nadużywający alkoholu i trawki, ojciec i matka
          skonfliktowani i pełni wzajemnych żalów itd nie rozwiąże sie grubością portfela, i
          one będą w szkole prywatnej, spoecznej i publicznej.
          Radzenie sobie z problemami w życiu nie zalezy od rodzaju szkoły. Chdziłam do
          szkoły bardzo "różnorodnej" jesli chodzi i problemy społeczne, rodzinne,
          alkoholizm rodziców, przemoc w rodzinie, biedę w koncu i co tylko i wcale nie
          odnosze wrażernia, że akurat to mnie w szczególny sposób nauczyło radzic sibie z
          problemami, nauczyli mnie moi rodzice, którzy nie mieli żadnych ciągot
          załatwiania "za mnie" czegokolwiek, co - biorąc pod uwagę wiek - mogłam załatwić
          sama.
          Moich dzieci nie wyręczam, nie "niańczę", wiem, że będą dorosłe (co dzień zresztą
          są "bardziej dorosłe" i bardziej samodzielne) i jestem pewna, że dadzą sobie radę.
          Nie widzę też żadnego argumentu za tym, że teracenie czasu w kiepskiej szkole i
          potem czasu i kasy na korepetycje czy dodatkowe lekcje np. języka (nie znam
          odsobiście szkoły publicznej podstawowej sensownie uczącej języków obcych
          zatrudniającej native speakerów) mają lepiej przygotowywać do życia niż normlana
          dobra szkoła, która dobrze uczy w godąinach lekcji i daje czas na zabawę,
          przyjaźnie, własne zainteresowania, sport itd.
    • affera123 Nic nie pomoże, jak masz bachora i lenia w domu 24.12.09, 11:45
      W życiu liczy się zdrowy rozsądek i obiektywne podejście do
      wychowania potomstwa. Mam brata, który zaliczył już szkoły
      państwowe, elitarne, kierunkowe i jakie tam tylko kombinacje
      istnieją. Cóż, skoro bachor i leń, nie uczy się, pyskuje rodzicom,
      nie wraca na noc, a zamiast książek studiuje internet, posuwa
      panienki, imprezuje, wysyła miliony sms-ów, okupuje komunikatory i
      fora o dupie Maryni, wszystko, poza nauką i planowaniem przyszłości.
      A mama z tatą za każdym razem winią nauczycieli albo kolegów (że
      niby ich zły wpływ). Synuś to taki wypieszczony niby-laluś, a
      sukinkot od urodzenia. Najpierw, "biedaczek", miał niby ADHD, potem
      depresję (bo razu pewnego dostał sraczki i wylądował na tydzień w
      szpitalu, tragedyja), ostatnio nie zdał z klasy do klasy, bo go
      nauczyciele stresowali, więc trzy miesiące nie chodził do szkoły, a
      mamusia to ukrywała przed tatusiem, zaś tatuś obwiniał dyrekcję, że
      mu synka nie dopilnowała. Powiem tak, choć to mój brat, moja
      rodzina, to przyznam, że kawał z niego drania i emocjonalnego
      szantażysty, manipulatora, któremu żadna szkoła nie pomoże, jeśli mu
      klepka nie przeskoczy w mózgu, omijam to-to szerokim łukiem, ofiara
      filozofii "róbta co chceta" i bezstresowego wychowania.
      • 4v młodszy braciszek, prawda? 24.12.09, 12:11

        chyba nie spotkałem jeszcze rodziny, gdzie w układzie "starsza siostra, młodszy
        brat", chłopak ten nie byłby wychowany na sku...ela, swoistą mieszanke
        nieudacznika, lalusia, dziwkarza, rozpieszczonego bachora itp.


        wszystko wuna rodziców a i Twoja. opiekowaliście się nim, zapewne, wszyscy,
        nadskakiwaliście, to było oczko w głowie i kochany synuś. taaa... mam taką
        znajomą, 17 lat, braciszek 8, a nadal musi w domu zostawać by go pilnować. Bo
        kochany Bartuś nie może zostać w domu sam!
        Nawet godziny...

        To nie wina Bartusia, że za 10 lat będzie totalnym sku...elem, to nie wina
        Twojego brata, że takim jest. Wina leży po stronie rodziców, co nie mają krzty
        obiektywizmu w wychowaniu dzieci! Starsze córki są zwykle maksymalnie pędzone,
        za to młodsi synowie mają sielankę i są "królami domu".

        Sami sobie, kurcze, gotujecie taki los.
        • bandit600 Re: młodszy braciszek, prawda? 24.12.09, 17:11
          tak jest! to właśnie jest rzecz wychowania, człowiek nie rodzi się
          całkowicie zaprogramowany i winić można go conajwyżej za to, że z
          czasem nie pracuje nad sobą żeby być lepszym. ale zepsuła go
          rodzina, więc jak można wymagać że sam się naprawi?

          zresztą ton nienawiści powyżej też zupełnie dyskredytuje jakąkolwiek
          możliwość poprawy, bo jest atakiem ad persona. a nikt nie lubi być
          obiektem nienawiści po prostu.. i to nie jest nawet żadna motywacja
          do słuchania opinii, a co dopiero do pracy nad sobą.

          pzdr
          b6
        • zolwex Re: młodszy braciszek, prawda? 05.01.10, 13:58
          No patrz, prawie jak u mnie, nawet Bartus sie zgadza wink

          Przy czym moje bracie sie wreszcie opamietalo (lat 18), ale rok temu mialam
          ochote go zabic. Dla porzadku juz dawno z nim nie mieszkam. Tylko ze, jak
          wspomniales, wina lezy po stronie dramatycznie niekonsekwentnej matki i ojca z
          doskoku z syndromem Piotrusia Pana.

          Tak czy inaczej dziecko z wolna wychodzi na ludzi (od trzech lat co wakacje
          pracuje, uczy sie realtywnie dobrze). Licze, ze na studiach bedzie mial szkole
          zycia, jesli matce wreszcie przejdzie "ja musze wszystko bo on taki tego nie
          zalatwi, tamtego nie zalatwi, wiec ja zrobie za niego".

          Reasumujac - jest nadzieja.

          Aha - oboje chodzilismy do szkol publicznych cale zycie.

          Wtedy (w podstawowce) nie zdawalam sobie sprawy z tego, ze niektore dzieci sa z
          patologicznych rodzin i trzeba im wspolczuc czy ich rozumiec. Co pamietam to
          irytacje i czesciowe obrzydzenie wobec chlopca, ktory sikal do zlewu, grzebal w
          gaciach na zajeciach zeby rzucic kulka "zbiorow" w kogos innego, smrod innego
          dziecka (i to, jak pozostale probowaly go unikac), czasem bojki (mi tez sie
          zdarzalo bic) i przeklinanie od klas najmlodszych (nie wszystkie dzieci byly
          takie, ale ja juz wtedy unikalam tamtych nieuczacych sie, agresywnych i
          wulgarnych dzieci - byly dla mnie z innego swiata). I nieszczesne KOLEJNE
          tlumaczenia tego samego. A klasa i tak rzadzily dzieci z rodzin majetnych, nie
          uczace sie, niewiele soba reprezentujace i czesto chamowate (nie mylic z tamtymi
          patologicznymi), ale majace odpowiedni rodzaj dresu.

          Wprawdzie po malomiasteczkowej szkole dostalam sie na dobre studia - chwala
          nauczycielom starej daty, ale juz swoich dzieci bym tam nie poslala, bo widze,
          ze jako nauczyciele wracaja tam najslabsi uczniowie z mojej czy rownoleglych
          klas po rownie slabych kolegiach nauczycielskich. Widze tez znajome po
          pedagogice (obowiazkowo zaocznej) nie mowiace poprawnie po polsku pchajace sie
          do nauczania poczatkowego. Nie chce czegos takiego dla moich dzieci. Wole zeby
          mogly uczyc sie szybciej i mialy dostep do szerokiej gamy zajec dodatkowych
          (kolka, chory itp) i takaz szkole - rozwojowa - postaram sie im zapewnic. A w
          ramach szkoly zycia postaram sie przekonac je do dzialalnosci charytatywnej i
          pracy zarobkowej od konkretnego wieku. Taki plan dlugofalowy wink

          • zolwex Re: młodszy braciszek, prawda? 05.01.10, 13:59
            zolwex napisała:

            JE rozumiec ma sie rozumiec
    • 4v sama masz jeden obraz świata ;/ 24.12.09, 12:04

      od początku: nawet brak problemów finansowych nie jest domeną wszystkich rodzin,
      co mają dzieciaki w społecznej. to, że starcza na chleb nie znaczy, że nie ma
      tam ludzi całkiem ubogich (wyobraź sobie... para emerytów wychowuje wnuczkę,
      jako że jest ona całym ich życiem, potrafią te 500zł na lepszą szkołę
      wygospodarować). a nierówności społeczne mogą być jeszcze większe.

      druga sprawa: nawet załóżmy, nie ma nędzy w rodzinie. spoko. a co z innymi
      problemami? są. przeróżne. i to nieprawda, że w społecznych dzieci są
      "rozpieszczane". jak, finansowo? a co to, k..., ma do rzeczy? jak rodzic
      zapieprza w swojej firmie, albo robi karierę w cudzej, i nie ma czasu na
      wychowanie dziecka... czym rozpieszcza? nowym laptopem i komórką? dzięki za
      takie rozpieszczanie, wiesz?

      powiem Ci - dzieci ludzi w miare zamożnych bywają bardzo różne. od hodowanych
      bez zainteresowania, przez prowadzone krótko i zmuszane do ostrej nauki i
      dyscypliny, poprzez kompletnie wyluzowane, oraz trzymane w złotych klatkach.
      Wszystko zależy od rodziców, choć często i od samych dzieci, jeśli są mądre,
      sprytne, albo przeciwnie - głupie, uległe, potrafiące nadwyrężyć zaufanie itp.

      "Trzymanie pod kloszem", hm... Owszem, społeczne liceum, z wyjątkiem tych
      specjalistycznych, nie jest dobrym pomysłem. Tym bardziej studia. Ale gimnazjum?
      W życiu bym dziecka nie posłał, do pełnego patologii, kibolstwa, dziwkarstwa,
      molestowania (przez uczniów) itp chorych klimatów, państwowych szkół.
      Przynajmniej tych w większych miastach i gorszych dzielnicach, bo zdarzają się
      przecież i te lepsze, lub przynajmniej normalne.

    • qur_wa Re: dzieci w szkołach społecznych 24.12.09, 12:08
      Znam małodzież ze szkół społecznych. Nie umie to to nic, bo płaci.
      Chwali się że chodzi do szkoły z dziećmi doktorów, prawników itp. W
      głowie fiu-bździu. Byłam wstrząśnietą rozmową z tymi osobnikami.Nie
      wiem czy to jednostkowe przypadki. W każdym razie nigdy nie
      posłałbym dziecka do szkoły społecznej.
      • miska_malcova Re: dzieci w szkołach społecznych 24.12.09, 15:49
        qur_wa napisała:

        > Znam małodzież ze szkół społecznych. Nie umie to to nic, bo płaci.

        Wielce krzywdzące uogólnienie, albo Twoje kompleksy
        • metodiw Re: dzieci w szkołach społecznych 25.12.09, 00:28
          No cóż...
          Byłam kiedyś świadkiem rozmowy dwóch chłopaków w autobusie. Jeden z nich
          opowiadał, że chodzi do społecznego liceum. Chwalił się, że nic nie robi, dużo
          opuszcza, itd.
          Na pytanie kolegi, czy wobec tego zda do następnej klasy, odpowiedział: "Płacę,
          to mnie nie wyj...ą".

          Córka uczyła rok w takim liceum dla pracujących, fizyki. Żadna, najbardziej
          elementarna wiedza nie trafiała do panienek, które na lekcji zajmowały się
          ploteczkami, komórką, manicurem, itd.

          Koleżanka posłała dwoje dzieci do społecznej. Starsza poszła do liceum po
          publicznej podstawówce. Miała zdawać na prawo po maturze. Na 100 możliwych
          punktów dostała 1.
          Nauczeni doświadczeniem zabrali z tej szkoły młodszego syna i posłali po
          podstawówce do publicznego liceum. Zmienił dwie szkoły, rok nie zdał, z trudem
          go namówili do zrobienia matury. Potem jedno i drugie ukończyło prywatne studia
          i - oboje pracują w firmie tatusia, bo gdzie indziej nie było dla nich pracy.
    • bea.bea Re: dzieci w szkołach społecznych 24.12.09, 12:22
      moim zdaniem nie są jakieś inne..tongue_out moje dziecko chodzi do samorządowej szkoły,
      nie do końca normalnej..tongue_out bo integracyjnej, choć chodzi do klasy bez dzieci
      niepełnosprawnych.
      Klasa mojego dziecka to 14 sztuk, fajna konsekwentna i zaangażowana pani,
      rodzice raczej sytuowani ( wiem bom skarbnik klasowy). Koleżanki syn chodzi do
      społecznej i świetnie się z moim rozumie, więc chyba ani jeden , ani drugi
      dziwolągiem jakimś nie jest,..tongue_out
      wesołych świat
    • bandit600 Re: dzieci w szkołach społecznych 24.12.09, 17:03
      dlaczego uważasz, że rodzice powinni w imię poznawania gorszej
      rzeczywistości nie ułatwiać życia swoim dzieciom jeśli mają ku temu
      możliwość? rozwój niekonieczie zależy od pokonywania wielkich trudów
      życia i wąchania jego smrodu. wystarczy świadomość o tym, że świat w
      różnych miejscach i na różnych płaszczyznach może różnić się bardzo
      znacząco. gdybyśmy wszyscy uprawiali rolę i zmagali się z trudami
      życia rolnika, dzisiaj nie pisałabyś na tym forum, nie używała
      komórki i nie robiła całej masy innych rzeczy nie martwiąc się o
      głód. dlatego w pewnym sensie wyjątkowo dobre warunki życia mogą
      stworzyć dla człowieka zupełnie nowe możliwości i otworzyć na
      postrzeganie świata w zupełnie nowej perspektywie. a, że mogą nie
      oznacza od razu, że muszą...

      faktem jest, że Twoje dziecko raczej nie potrzebuje namacalnej
      znajomości warunków w marnej publicznej szkole żeby mieć o niej
      jakieś wyobrażenie. tak samo jak nie potrzebuje bezpośrednio
      uczestniczyć w wojnie afgańskiej, żeby wiedzieć, że dzieje się tam
      coś niedobrego i umieć docenić pokój.

      a o jakości szkół prywatnych i publicznych możnaby pisać i pisać...
      tu nigdy nie ma jednej odpowiedzi. choć ja sam myślę, że do pewnego
      momentu... chwili kiedy nabywa się w szkole bardzo konkretnej, wręcz
      specjalistycznej wiedzy i umiejętności, a to najczęściej zaczyna się
      dopiero w szkole średniej bądź wyższej, jakość szkoły ma znacznie
      mniejsze znaczenie niż jakość wychowania przez rodziców i ogólnie
      kulturę najbliższego otoczenia. i jeśli myślisz, że dobre gimnazjum
      jakoś szczególnie pomoże Twojemu dziecku późniejszym życiu, albo
      kiepskie pogrzebie jego szanse... to znaczy, że masz marne zdanie o
      swoim dziecku.

      pozdrawiam
      b6
      • jan_dreptak Re: dzieci w szkołach społecznych 25.12.09, 10:31
        Szkoła ma przede wszystkim czegoś nauczyć, to czego nauczyła jest
        sprawdzane poprzez egzamin szóstoklasistów, którego wyniki są
        podstawą do przyjęcia do gimnazjum.
        w warszawie, w 2008 tak wyglądała 10 najlepszych i najgorszych szkół

        Najlepsze szkoły
        1. ∑ Niepubliczna nr 3 Przymierza Rodzin, ul. Nocznickiego – 37,6 pkt
        2. ∑ Strumienie Stow. Sternik, ul. Lokalna – 35,6 pkt
        3. ∑ Prywatna nr 92, ul. Patriotów – 35,2 pkt
        4. ∑ Prywatna nr 41, ul. Świętojerska – 35,2 pkt
        5. ∑ Niepubliczna nr 47 Fundacji Primus, ul. Z. Balo – 35 pkt
        6. ∑ Społeczna nr 16 STO, al. Solidarności – 34,8 pkt
        7. ∑ Prywatna nr 114, ul. ks. J. Sztuki – 34,7 pkt
        8. ∑ Społeczna nr 30 STO, ul. Astronautów – 34,4 pkt
        9. ∑ Niepubliczna nr 81 Fundacji Rodzice Dzieciom, ul. Nowowiejska –
        34,4 pkt
        10. ∑ SP nr 20 Fundacji Szkolnej, ul. Obrzeźna – 34,4 pkt

        Najsłabsze szkoły
        1. ∑ SP nr 235, ul. Jachowicza– 13,3 pkt.
        2. ∑ SP nr 276, ul. Lipowczana– 14,5 pkt.
        3. ∑ SP nr 174, ul. Barska – 17,8 pkt.
        4. ∑ Społ., ul. Toruńska– 20,2 pkt.
        5. ∑ SP nr 73, ul. Białostocka– 20,8 pkt.
        6. ∑ SP nr 26, ul. Miedziana– 22,9 pkt.
        7. ∑ SP nr 127, ul. Kowieńska – 24,3 pkt.
        8. ∑ nr 260, ul. Zakrzewska– 24,4 pkt.
        9. ∑ SP nr 273, ul. Balcerzaka – 24,8 pkt.∑ SP nr 3, ul. Gościniec –
        24,6 pkt

        najlepsze same prywatne, najgorsze same państwowe, na liście
        najlepszych pierwsza państwowa jest pod koniec trzeciej dziesiątki,
        przeciętnie w dzielnicach szkoły publiczne mają wynik egzaminów o 6
        pkt gorszy


        reasumując, wysyłając dziecko do szkoły państwowej obniżasz jego
        wynik egzaminu i szanse dostania się do dobrego gimnazjum o 15 %
        • ira_07 Re: dzieci w szkołach społecznych 10.01.10, 14:14
          A nie pomyślałeś o tym, że dzieci w szkołach niepublicznych mają lepsze wyniki, bo nie ma w nich raczej dzieci zaniedbanych z biednych rodzin, lub rodzin normalnych ale nieprzywiązujących wagi do wykształcenia?

          Ile dzieci, których rodzice nie mają kasy na korepetcje, dzieci zaniedbanych, włóczących się całymi dnaimi po osiedlu zaniża wynik szkół państwowych?
    • kicia031 Re: dzieci w szkołach społecznych 26.12.09, 17:35
      Niesty w naszym spolecznstwie poziom kultury, czy intelektu czesto
      nijak sie ma do poziomu zamoznosci. Ja np nie zyczylabym sobie, zeby
      moi synowie zadawali sie z nowobogackimi.

      A mam okazje obserwowac szkoly platne, bo dziecko zs bliskiej
      rodziny uczeszcza do takowej ( juz drugiej, bo w pierwszej jakos sie
      nie odnalazlo) i pojac nie moge, jak dziecko w 3 klasie gimnazjum
      moze miec 5 a angielskiego i nie umiec sklecic ani jednego zdania w
      tym jezyku, albo jak mozna miec 6 z polskiego nie przeczytawszy ani
      jednej lektury.

      Poniewaz ja stawiam na poziom edukacji, wiec wyslalam staqrsze
      dziecko do dobrych szkol publicznych.
    • elza78 Re: dzieci w szkołach społecznych 27.12.09, 18:18
      nie wiem bo sie jeszcze nie zastanawiam nad tym, ale z ogladu rzeczywistosci
      otaczajacej mnie i moja rodzine wynika jasno ze szkoly elitarne, czesto
      mundurowe z tradycja sa szkolami panstwowymi i trudno znalezc renomowana
      prywatna placowke z tradycjami smile
      • pade Re: dzieci w szkołach społecznych 27.12.09, 19:37
        Po pierwsze, zgadzam się poglądowo z Kretynofilem.
        Po drugie, mam syna w piatej klasie, dużej, publicznej podstawówki.
        Przemawiała za nią głównie odległość-2 minuty od domu. Nauczyciele
        zaskoczyli mnie baardzo pozytywnie. Potrafią docenić, że dziecko
        jest sytematyczne, że się stara itp. Klasa, w której jest mój syn ma
        średnią najlepszą w szkole. Zajęć dodatkowych jest mnóstwo, obok
        szkoły orlik. Po co moje dziecko miałoby dojeżdżać do centrum, skoro
        całkiem niezłą szkołę ma blisko domu?
        Co do gimnazjum to mam dylemat...W tej samej szkole do której chodzi
        mój syn jest też gimnazjum. Słyszałam, że nauczyciele bardzo
        wymagający, ale wyniki takie sobie...sama nie wiem...
    • melka_x Re: dzieci w szkołach społecznych 30.12.09, 13:44
      Zamiast zastanawiać się na tym, czy szkoła ma być publiczna,
      społeczna czy prywatna, lepiej skupić się nad wyborem najlepszej. Są
      fatalne szkoły prywatne, złe społeczne i świetne publiczne. I są
      wyjątkowe kiepskie publiczne, a bardzo dobre społeczne czy prywatne.
      Ważniejsza jest dla Was dobra szkoła dla dziecka, czy podbudowa
      ideolo? (musi być tylko publiczna, tak z zasady, czy w drugą stronę,
      tylko społeczna, też z zasady, bez poznania publicznych)?

      I tak samo różni są chodzący do niej uczniowie. Są publiczne, w
      niektórych rejonach dużych miast, gdzie sam lans, a rodzice podwożą
      wartymi kilkaset tysięcy samochodami i są społeczne, gdzie przekrój
      społeczny jest dość szeroki, gdzie rodzicom na chleb może nie
      brakuje, ale czesne jest znaczącym wydatkiem.

      Nie rozwodząc się już nad tym, że jest różnica między eksdresem,
      który dorobił się na lewo, i zamożnymi, którzy mają sporo dzięki
      ciężkiej pracy i wykształceniu.
      • zuzanna56 Re: dzieci w szkołach społecznych 30.12.09, 14:31
        melka x
        zgadzam się w 100% z tobą
        • magda.kunicka Re: dzieci w szkołach społecznych 04.01.10, 15:57
          Oj, bzdury, bzdury. Miałam sporo znajomych po prywatnym liceum i, cóż... w
          większości są to ludzie osiągające sukcesy, nierzadko w życiu publicznym, zwykle
          nieprzeciętnie inteligentni... Nie wiem, może znam dobre roczniki, może ludzi z
          "dobrych domów", fakt faktem - prywatne liceum zagwarantowało im lepszy start.
          • anmanika Re: dzieci w szkołach społecznych 05.01.10, 14:39
            jestem po doświadczeniach z państwową szkołą i teraz społecznym gimnazjum. Gdy młoda chodziła do podstawówki byłam wrogiem szkół społecznych, teraz oddycham z ulgą, że młoda do takiego chodzi. Państwowa prowadzona przez nauczycieli ze średnią wieku 70 (co w sobie nie jest złe) na zasadzie - masz zdolne dziecko ucz go sama. Najważniejsze w tej szkole było samopoczucie nauczycieli i podłoga.
            Uczniowie głównie przeszkadzali dyrekcji w życiu.
            Teraz jest jak w innej bajce, samoocena i oceny młodej wzrosły i wcale nie dlatego, że nauczyciele są pobłażliwi. Mają świetny kontakt z młodzieżą i ocean cierpliwości - to czego brakowało w poprzedniej szkole. W ogóle to jest jak czerń i biel.
            • bumcykcyk2 Re: dzieci w szkołach społecznych 05.01.10, 15:52
              Na studiach poziom młodzieży co roku znacząco się obniża. Nie wiem po jakich są
              oni szkołach, ale poza CZĘŚCIĄ studentów dziennych, reszta to po prostu chłam.
              Nie potrafią abstrakcyjnie myśleć, nie rozumieją trudniejszych słów, gorzej, oni
              nie łapią nawet bardziej finezyjnych dowcipów! a niektórzy mają problemy nawet z
              elementarną matematyką. O tym że nic nie czytają, to już nawet nie wspominam. Z
              doświadczenia w szkołach wyższych publicznych i prywatnych powiem, że dno dna i
              pukanie od spodu, to są studia stacjonarne na uczelni prywatnej. Tego się nawet
              nie da opisać! Jestem niezmiernie ciekawy, co będzie z tymi ludźmi, bo do życia
              są oni nieprzygotowani TOTALNIE.
              • spokojny.zenek Re: dzieci w szkołach społecznych 05.01.10, 22:19
                To prawda.
                • mamamisiasia Re: dzieci w szkołach społecznych 06.01.10, 10:26
                  jak byłam w podstawówce, to podzielono moja klasę. Zrobiono jedną
                  gdzie wepchali drugorocznych i dzieci z problemami i mnie (podobno
                  dla podwyższenia poziomu, bo tak powiedzieli mojej mamie), reszte
                  dzieci zostawili w innej klasie. Po miesiącu byłam zdruzgotana. To
                  była szósta klasa, a niektore dzieciaki czytały sylabizując. Poł
                  lekcji ktoś czytał czytanke, siedziałam i patrzyłam w sufit, bo nie
                  miałam co ze sobą zrobic. Mama poruszyła niebo i ziemię, zebym
                  wróciła do poprzedniej klasy. Po roku to gorszą klasę rozwiazali.
                  Podaję ten przykład dla tych, co twierdzą, ze to takie życiowe,
                  jeżeli dziecko ma stycznosc z tymi gorszymi (nie wiem czy
                  intelektualnie, bo po prostu wiekszosc dzieciaków pochodziała z
                  zaniedbanych domów, a niektóre wykazywaly się naprawdę sporą
                  zaradnoscią życiową. W innych warunkach pewnie lepiej by przędli).
                  To wcale nie jest dobre. Ale jest coś takiego jak równanie w dół.
                  Nie ma bata, żeby dziecko się nie stoczyło jeżeli bedzie miało
                  takich kolegów. A jeżeli nie to będzie wyrzutkiem, kujonem itp. A
                  czlowiek jest zwierzeciem stadnym, więc dla dziecka to nie jest
                  dobre. Ja sie teraz zastanawiam nad wyborem szkoły. Mam rejonową,
                  całkiem dobrą, ale po zebraniu miałam wrazenie, ze rodzice i
                  nauczyciele są po 2 stron barykady. W spolecznej liczę na większy
                  kontakt z nauczycielem i na pomoc szkoły.
                  • sennysusel Re: dzieci w szkołach społecznych 08.01.10, 10:21
                    Mam nadzieję, że moje dzieci nie wyrosną na nieprzystosowanych do
                    życia, pretensjonalnych snobów tylko dlatego, że przejdą edukację w
                    szkole społecznej. To, jak faktycznie wyjdzie, przyszłość pokaże.
                    Nie wygląda jednak na to, żeby dzieci w tej szkole były niedouczone
                    czy jakoś szczególnie rozpieszczone. Myślę, że problemy wychowawcze
                    są podobne, jak w szkołach państwowych, tyle że w mniejszej grupie
                    łatwiej je wychwycić i rozwiązać. A co najważniejsze, mój syn
                    mówi,że lubi swoją szkołę smile I trudno go stamtąd wyciągnąć
                    popołudniu.
    • epistilbit Ile kosztuje czesne w szkole społecznej 08.01.10, 10:54

      Tak + -
      Jakiego rzędu są to kwoty?
      • minkapinka Re: Ile kosztuje czesne w szkole społecznej 08.01.10, 10:57
        w Warszawie około 1000 zł
        • epistilbit Re: Ile kosztuje czesne w szkole społecznej 08.01.10, 11:02
          mhm, sporo nie powiem wink
          a w innych miastach?
        • dorek3 Re: Ile kosztuje czesne w szkole społecznej 08.01.10, 12:17
          Tyle pewnie średnio.
          W przyszłej szkole moich dzieci 870+obiady
      • malila Tutaj 08.01.10, 12:37
        są przykładowe kwoty:
        www.szkolyspoleczne.sto.org.pl/main.php?m=7
      • mirszy Re: Ile kosztuje czesne w szkole społecznej 08.01.10, 22:46
        490 zł + obiady (jeśli ktoś korzysta)
        • kasia197616 Re: Ile kosztuje czesne w szkole społecznej 11.01.10, 10:11
          Ja w Warszawie płacę 700 zł, szkoła społeczna STO, młodszy syn chodzi do
          podstawówki w rejonie, ale myślę do gimnazjum pójdzie tam gdzie starsza córka. I
          wcale nie planuję posłać córki do prywatnego liceum, wprost przeciwnie -do
          dobrego państwowego ma duże szanse sie dostać tak jak inni absolwenci jej gimnazjum.
    • truten_pospolity Re: dzieci w szkołach społecznych 08.01.10, 13:01
      najpierw rodzice prosiaka sprzedali, zeby dziecko mogło na studia do
      miasta przyjechać.
      A jak juz się wyedukowało i trochę dorobiło, to dzieci z plebsem do
      szkoły nie wysle, bo elyta ze strzezonego osiedla z menelami nie moze
      przebywac.
      • madziaaaa Re: dzieci w szkołach społecznych 10.01.10, 08:57
        Łódź-550zł.
        Szkoła, do której chodzi moje dziecko powstała w 1990 r. więc nie obawiam się,
        że zniknie lada moment. Nie jesteśmy jakąś super zamożną rodziną, ale na czesne
        nas stać. Poza tym w porównaniu z państwowym przedszkolem, to raptem 200 zł
        więcej.Mam tzw.zdolne dziecko i wolałam, żeby chodziło do małej szkoły, w której
        stawia się na edukację niż do rejonowego molocha.W ramach czesnego są też
        zajęcia pozalekcyjne, dzięki czaemu nie siedzi bezczynnie na świetlicy, tylko
        rozwija swoje pasje. Wraca do domu z odrobionymi lekcjami pisemnymi, bo w
        szkole jest obowiązkowe odrabianie lekcji dla tych, którzy zostają w szkole po
        lekcjach. W planie lekcji, oprócz normalnych zajęć, są 3 godziny jazdy
        konnej/tydz. i 3 godz basenu/ tydz. Od pierwszej klasy dzieci mają 2 języki,
        angielski i niemiecki. Tego by mi państwowa szkoła nie dała.

        Wyniki nauczania przedstawiają się następująco:

        Lp. Rok szkolny Wyniki OKE
        Łódź wyniki uczniów
        Naszej Szkoły” Różnica
        I 2001/2002 29,64 36,00 +6,36
        II 2002/2003 28,75 34,60 +5,85
        III 2003/2004 25,77 33,40 +7,63
        IV 2004/2005 29,34 35,33 +5,99
        V 2005/2006 24,90 33,00 +8,10
        VI 2006/2007 26,40 33,70 +7,30
        VII 2007/2008 25,80 31,00 +5,20
        VIII 2008/2009 24,77 29,46 +4,69
        • madziaaaa poza tym 11.01.10, 10:20
          gimnazjum będzie kontynuacją nauki w tej szkole, jest w tym samym budynku, ta
          sama dyrekcja, niektórzy nauczyciele.
          Natomiast liceum jak najbardziej dobre, państwowe.
          Studia- zdecydowanie jestem zwolenniczką państwowych uczelni.

          Natomiast i liceum i studia, już będzie wybór córki.
        • Gość: arimbi Re: dzieci w szkołach społecznych IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.04.10, 13:55
          Jesli rodzice nie maja czasu dla dziecka to pewnie i dobrze , że ma odrobione
          juz lekcje i czas zapełniony zajęciami , opiekę jak w przedszkolu. Wolę by
          dziecko widziało różnice jake występują w społeczeństwie, a nie tylko rodziny
          które stać na prywatną szkołę.To
          są argumenty zebrane , które pomogły mi podjąć decyzję
        • minkapinka Re: dzieci w szkołach społecznych 15.04.10, 14:09
          madziaaaa napisała:


          > Wyniki nauczania przedstawiają się następująco:
          >
          > Lp. Rok szkolny Wyniki OKE
          > Łódź wyniki uczniów
          > Naszej Szkoły” Różnica
          > I 2001/2002 29,64 36,00 +6,36
          > II 2002/2003 28,75 34,60 +5,85
          > III 2003/2004 25,77 33,40 +7,63
          > IV 2004/2005 29,34 35,33 +5,99
          > V 2005/2006 24,90 33,00 +8,10
          > VI 2006/2007 26,40 33,70 +7,30
          > VII 2007/2008 25,80 31,00 +5,20
          > VIII 2008/2009 24,77 29,46 +4,69

          a dzieci w tej szkole stanowią grupę reprezentatywną? chyba nie, więc
          dla mnie to o niczym nie świadczy
        • truten_pospolity Re: dzieci w szkołach społecznych 19.05.10, 08:48
          madziaaaa napisała:


          > VIII 2008/2009 24,77 29,46 +4,69

          w publicznej szkole mojego syna - Warszawa Mokotów, wynik egzaminu był
          znacznie wyższy - 35,9
Pełna wersja