kali_pso
18.12.09, 18:58
Chodzę Ci ja między alejkami w sklepie i co rusz mija mnie osobliwa parka z dzieckiem- pani tonem kaprala pytająca pana:"No którą musztarde mam wziąć, słyszysz co mówię"? i pan niosacy dziecko na reku i co chwila pytajacy cielęcym głosem "hę"?
No i nie byłoby w tym nic osobliwego, ot zwyczajna rodzinka

gdyby co jakis czas mijając mnie nie pojawiała sie w ich rozmowie osoba mamusi rzekomego pana a tesciowej w/w damy- i oto co podsłuchałam

:
- pani- "Weźmiemy ten pasztet?"( ton, jakby pytała faceta, czy ta zdzira w czerwonym to jego kochanka

- pan "yhy", pani:" a właściwie to i po co, przecież od twojej matki dostaniemy, nie?"- pan- yhy( trochę mniej pewnie...)
- pan:" mama napisała, że potrzebuje trzy kukurydze i..(coś tam jeszcze)"- pani-" Weźmiemy dwie, starczy jej"......
- pan:" Jak bierzesz olej, to weź jeszcze dla mamy, niech ma"- pani:" A co chciała? Przecież nic nie mówiła, to nie będziemy brać.."
...i pewnie takich kwiatków było więcej, ale nasze sklepowe drogi się rozminęły i nic więcej juz nie usłyszałam.....nie wiem dlaczego, ale jakoś mi się żal tej enigmatycznej "mamy" zrobiło..może niepotrzebnie, może sobie zasłuzyła na takie traktowanie i taki bijący po uszach brak sympatii ze strony synowej...niemniej w kontekście świątecznych zakupów i przygotowań smutne to było.....