Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zawodowo

29.12.09, 09:11
Może uściślę, że naprawdę zazdroszczę tym, które mogą przez jakiś
wybrany przez siebie czas
, nieważne czy jest to rok czy 10 lat,
po prostu nie pracować, gdy mąż zarabia wystarczająco, aby kupić
duże mieszkanie, aby wyjeżdżać z rodziną na urlp, aby móc odłożyć
coś jeszcze na przyszłość. Dla mnie to ensja męża musi wynosić
minimum 7-8 tysięcy aby to wszysko udało się spełnić, ale to moje
zdanie.

Nie do końca rozumiem kobiety, które nigdy nie chcą wrócić do
pracy.

Też nie bardzo rozumiem kobiety, które mają większe dzieci (dwoje
czy troje) czy nawet jedno i przy niewielkich zarobkach męża (dla
mnie to 2-4 tysiące) absolutnie nie chcą iśc do pracy.
    • lisbethh Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 09:16
      Ja się zastanawiam co ONE robią caly dzień.(Ale zaraz bedzie burza!)
      Dla mnie macierzyński to był koszmar,w godzinę mialam
      posprzątane,obiad zrobiony/nastawiony,bralam ksiązkę,zajmowalam sie
      dzieckiem ale tak naprawde to myslalam,gdzie tu wyjsć,kogo
      zaprosić,żeby coś sie dzialo! Zglupialam do reszty i zaczelam
      ogladac seriale na Polsacie.Pracuję 5-6 godzin dziennie i starczy-
      żeby zajac sie dziecmi,domem i rozwijać sie zawodowo.
      • saphire-2 Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 09:18
        Ja bym miała co robić, ale niestety zawsze musiałam pracować, a rok
        czy nawet dwa chętnie bym odpoczęła.
      • sabka22 Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 09:20
        Wiesz do tego idzie się przyzwyczaić,tak samo jak do pracowania
        gdzie właśnie potem nie potrafi się usiedzieć paru dni w domu.
        Ja bardzo chce iść do pracy,mam dość siedzenia w domu bo depresji
        dostaje pozatym sama wychowuje dzieći i musze im zapewnić
        wszystko.Wysłałam cv i czekam,szukam narazie cisza ale to koniec
        roku to nie dziwne.I tak zastanawiam się co z córką zrobie jak się
        coś znajdzie...ale myśle sobie że potem będe się martwić.
      • deodyma Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 09:34

        lisbethh napisała:

        > Ja się zastanawiam co ONE robią caly dzień.(





        moze robia to, na co nie mogly sobie pozwolic i na co nie mialy
        czasu, gdy pracowalysmile
        ja tam sie ciesze, ze moge jeszcze troche pobyc z dzieckiem w domu,
        bo jak wroce do pracy, bede narzekala na zmeczenie i brak czasu.
        gdy nie mialam dziecka, pracowalam 8-12 godz a jak trzeba bylo, to i
        po 17 godzin sie pracowalo, wiec gdy wracalam z pracy do domu, bylam
        tak padnieta, ze na nic nie mialam sily i marzylam tylko o tym, zeby
        sie wykapac i isc spac.
      • gabi683 Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 09:58
        lisbethh napisała:

        > Ja się zastanawiam co ONE robią caly dzień.(Ale zaraz bedzie
        burza!)
        > Dla mnie macierzyński to był koszmar,w godzinę mialam
        > posprzątane,obiad zrobiony/nastawiony,bralam ksiązkę,zajmowalam
        sie
        > dzieckiem ale tak naprawde to myslalam,gdzie tu wyjsć,kogo
        > zaprosić,żeby coś sie dzialo! Zglupialam do reszty i zaczelam
        > ogladac seriale na Polsacie.Pracuję 5-6 godzin dziennie i starczy-
        > żeby zajac sie dziecmi,domem i rozwijać sie zawodowo.


        To robią smile
        5:00 wstaje mam 5 miesięczna córekczke,krmie potem pedze do kuchni
        wstawiam przewaznie pranie.
        6:00 budze męza
        7:00 budze moja 10 letnia córke do szkoły oraz 5 letnia do
        przedszkola
        7:30 wychodzimy do przedszkola i szkoóły(idziemy na piechote)
        (oczywiscie z najmłodszą córką 5 miesięczną)
        8;00 wyruszam z Marcelinka na zkupy
        9:00 przychodzimy do domu Marcelinka je jedzonko i idzie spacsmile
        10:00 wstawiam obiadek i zaczynam sprzatac
        13:00przychodzi Ola za szkły podaje jej obiadek ma 10 lat(po
        obiedzie Ola odrabia lekcje)
        14:00 chwila oddechu jakas druga kawawink
        15:00 pedze z Mrcelinka po Kasie do przedszkola
        15:20 obowiązkowy spacer
        16:30 przewaznie wracamy do domu
        17;00 podwieczorek
        17:30 chila przerwy dla leniwej matki
        18:00 kapanie jest ich trzy i wtym czasie przyjezdza mój M
        19:00 kolacja
        20:00-21:00 cisza w domu dzieci śpią
        21:00 czas w końcu dla mnie i dla M
        I tak własnie w moim przypadku mija kolejny dzień to taki normalny
        dzień (oczywście jest iiny kiedy dzieci chorują )
        • jowita771 Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 11:05
          > 6:00 budze męza
          > 7:00 budze moja 10 letnia córke do szkoły oraz 5 letnia do
          > przedszkola

          Świetny plan, ale ja bym popracowała nad mężem, żeby budzenie go nie zajmowało
          aż godzinę.
          • alicja_ala Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 11:18
            Świetny plan, ale ja bym popracowała nad mężem, żeby budzenie go nie
            zajmowało
            > aż godzinę.
            ale moze to wyjatkowa godzina, bardzo mila i ...:p
            • jowita771 Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 11:33
              Ale tak na poważnie, to ja nie robię w domu mniej niż Gabi, (tylko, że mam jedno
              dziecko, nie troje, ale gotowanie, pranie, sprzątanie bez zmian) i godzę to z
              pracą zawodową.
              • gosiablo Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 12:22
                Wszystko się zgadza zakładając że opiekować jednym dzieckiem to znaczy PRAWIE
                to samo co opiekować się trójkąsmile
                W moim przypadku już obecność drugiego dziecka znacznie zmodyfikowała mój
                misterny plansmile
                • jowita771 Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 30.12.09, 09:52
                  W grudniu przepracowałam 250 godzin. Czy uważasz, że zajęcie się dodatkowo
                  dwójką dzieci (jak jedno i tak już jest), zajęłoby mi tyle czasu?
                  • gosiablo Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 30.12.09, 21:29
                    Z pełnym szacunkiem dla liczby którą podałaś, nie mam pojęcia jak to porównać...
                    Opieki nad swoimi dziećmi i tego co robię w domu nie przekładam na
                    roboczogodziny. Dziewczyny tu piszą że wykonanie niektórych czynności zajmuje im
                    godzinę pół, jakby tych dzieci nie było w ogóle... A przecież to ludzie są,
                    trzeba się z nimi bawić, wygłupiać, rozmawiać i tego nigdy dość. Im więcej
                    dzieci tym niestety zaangażowanie opiekuna musi być większe jeśli oczywiście
                    ktoś chce żeby z tego wspólnego bycia razem coś zostało. Ja nie chcę nikogo
                    krytykować, po prostu mam dwóch synków- nigdy się z nimi nie nudzę i zawsze mam
                    coś w domu do zrobienia...
                    • gabi683 Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 01.01.10, 15:16
                      Wiesz moje dziewczynki bardzo pomagaja naprzyklad moja 10 coreczka w
                      dni wolne naprzyklad w soboty bardzo czesto bawi sie z moja 5
                      miesieczna Marcelinką smileKasia natomiat jest moja pomocniczka w
                      sprzątaniu czy gotowaniu poprostu lubia to smileNikt ich nie
                      zmusza ,wykazują chęci a Ja jestem z tego zdowolonasmilenauka przez
                      zanawe smile
          • gabi683 Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 17:25
            jowita771 napisał:

            > > 6:00 budze męza
            > > 7:00 budze moja 10 letnia córke do szkoły oraz 5 letnia do
            > > przedszkola
            >
            > Świetny plan, ale ja bym popracowała nad mężem, żeby budzenie go
            nie zajmowało
            > aż godzinę.


            czepiasz sie w tym czasie pije kawe szykuje kanapki
        • 3zosia-2009 Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 21:15
          Cieszę się że nie jestem sama.Już myślałam że tylko ja mam tak dużo
          obowiązków.Dla ścisłości to mój mąż wraca jeszcze póżniej.A i mam auto.
          • gabi683 Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 21:29
            3zosia-2009 napisała:

            > Cieszę się że nie jestem sama.Już myślałam że tylko ja mam tak dużo
            > obowiązków.Dla ścisłości to mój mąż wraca jeszcze póżniej.A i mam
            auto.

            smileMasz latwiej ale i Ja sie ciesze ze nie tylko Ja mam tyle smile
            • mariolka99 "ja" 30.12.09, 23:00
              Kobieto, "ja" NIE pisze się wielką literą. W każdym możliwym poście
              robisz ten błąd jako chyba jedyna tutaj, myślałam że przez pomyłkę, ale
              2 razy w jednym zdaniu to już przesada ;P
              • gabi683 Re: "ja" 01.01.10, 15:19
                mariolka99 napisała:

                > Kobieto, "ja" NIE pisze się wielką literą. W każdym możliwym
                poście
                > robisz ten błąd jako chyba jedyna tutaj, myślałam że przez
                pomyłkę, ale
                > 2 razy w jednym zdaniu to już przesada ;P


                Bed sobie pisac JA JA JA ile razy bede miec na to ochote i co mi
                zrobisz ehhehehheh normalnie straszne trzeba mnie wysłac na szafot wink
                • mariolka99 Re: "ja" 01.01.10, 15:43
                  A pisz sobie, Ty się ośmieszasz tongue_out
      • agatracz1978 Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 15:05
        Kwestia podejścia do życia. Dla mnie wychowawczy to chwila odpoczynku od pracy
        zawodowej, na którą zasługuję, i chwila na zajęcie się tym co w życiu ważne. I
        nie oglądam Polsatu, bo nie mam problemów ze znalezieniem ciekawszych zajęć.
    • echtom Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 09:19
      Zgadzam się w 100 % z każdym zdaniem. Wyrosłam już z traktowania
      pracy zawodowej kobiet w kategoriach ideologicznych smile
    • gryzelda71 Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 09:20
      Nie mogłaś dopisać się do wątku kropki?Aaaaa chciałaś być zauważonasmile
      • saphire-2 Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 09:23
        Tak smile
        • wieczna-gosia Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 09:25
          no wiesz trzeba bylo sobie meza nieudacznika nie brac to bys mogla i
          wtedy moglabys napisac CO robilas w domu. Dla uscislenia maz udacznik
          8-9 zarabia sam i do pracy trzeba isc jak sie chce miec 10 i wiecej.
          • lillaj Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 09:39
            wieczna-gosia napisała:

            > no wiesz trzeba bylo sobie meza nieudacznika nie brac to bys mogla i
            > wtedy moglabys napisac CO robilas w domu. Dla uscislenia maz udacznik
            > 8-9 zarabia sam i do pracy trzeba isc jak sie chce miec 10 i wiecej.

            Znów świetny tekst wiecznej-gosi. Już wiesz. Męża wyrzuć na zbity pysk, bo
            nieudacznik i szukaj nowego kasiastego. Nieważne burak czy nie byleby zarabiał.
            Bo co to za facet co nie zarabia.
            • wieczna-gosia Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 10:44
              a po co sie ma faceta? no chyba zeby zarabial bo jak po cos innego to
              ja mam przyjaciolki....
              • lillaj Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 11:07
                wieczna-gosia napisała:

                > a po co sie ma faceta? no chyba zeby zarabial bo jak po cos innego to
                > ja mam przyjaciolki....

                Wieczna-gosiu masz specyficzne poczucie humorusmile
                • wieczna-gosia Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 14:13
                  lillaj napisała:

                  > wieczna-gosia napisała:
                  >
                  > > a po co sie ma faceta? no chyba zeby zarabial bo jak po cos
                  innego to
                  > > ja mam przyjaciolki....
                  >

                  takie typowe dla cafnietej niewykorzystanej potencjalowo kury
                  domowej.
                  > Wieczna-gosiu masz specyficzne poczucie humorusmile
      • ola Co one robią cały dzień? 29.12.09, 09:26
        Wstałam sobie o 7.00, wyszłam z psem na długi spacer.
        Teraz jem śniadanie i piję kawę.
        Zaraz jadę do wulkanizacji (powietrze mi schodzi w przednich
        kołach), potem do fryzjera.
        O 13.00 odbieram dziecko z przedszkola, wracamy do domu, jemy obiad
        i młoda idzie spać.

        Ja wtedy mam czas na książki. Może trochę popiszę moją pracę
        magisterską.
        Ok 16.00 Młoda wstanie, mąż wróci z pracy, wybierzemy się na sanki.
        A może podrzucimy Młodą do babci a sami pójdziemy na Avatara?

        Wieczorem dziecko idzie spać, a ja zapadam się w fotel z książką.

        Pranie/sprzątanie/gotowanie zajmuje mi średnio pół godziny dziennie,
        więc nie traktuję tego w kategoriach podstawy egzystencji.

        Nuuuuuda panie smile
        • lisbethh Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 09:28
          a co to ma do rzeczy? ja zarabiam grosze,jestem praktycznie na
          utrzymaniu męża ale praca daje mi satysfakcje
          • wieczna-gosia Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 09:31
            chcialas wiedziec smile

            ja ialam podobnie jak ola minus pies smile
            • sabka22 Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 09:34
              no ok ale wytłumaczcie mi jak sprzątanie,pranie i gotowanie może
              zająć 30min?to co ty Ola gotujesz?zupke chińską?ja cały dzień mam
              coś do sprzątania.
              • lisbethh Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 09:39
                sabka22 napisała:

                > no ok ale wytłumaczcie mi jak sprzątanie,pranie i gotowanie może
                > zająć 30min?to co ty Ola gotujesz?zupke chińską?ja cały dzień mam
                > coś do sprzątania.

                Ja znam mnostow dan,ktorych przygotowanie zajmuje mi niewiele ponad
                godzinę. A sprzatanie? po prostu nie bałaganię! wszyscy sprzatają po
                sobie,rzeczy sa odkladane na miejsce,mam do odkurzenia trochę ponad
                100m i robię to w 10 minut
                • gryzelda71 Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 09:42
                  mam do odkurzenia trochę ponad
                  > 100m i robię to w 10 minut

                  Wow jakieś turbo dopalanie musisz włączyć.Panie w NIECAŁE 10 MIN ponad 100m wow
                  • moofka Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 09:46
                    gryzelda71 napisała:

                    > mam do odkurzenia trochę ponad
                    > > 100m i robię to w 10 minut
                    >
                    > Wow jakieś turbo dopalanie musisz włączyć.Panie w NIECAŁE 10 MIN ponad 100m wow

                    aha
                    a moje dziecko potrafi niby zeby umyc w 15 sekund wink
                    to chyba na tej samej zasadzie big_grin
                    odkurzone - no przeciez
                    nic to ze nie widac wink
                • generation-me Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 23:10
                  Chyba fruniesz na odkurzaczu niczym harry potter na mietle smile Bzdura, bzdura,
                  bzdura. Mam 120 m2 mieszkania, co drugi dzień myję podłogę, sprzątam odkurzaczem
                  i wtedy JEST CZYSTO. Gdy robię to rzadziej: kurz, okruchy, włosy (niestety, moje
                  dłuuugie, czarne włosiska widać szczególnie), etc. Jak słyszę, że 1/2 godz.
                  dziennie zajmuje sprzątnięcie mieszkania, to mnie śmiech ogarnia pusty.
                  Codziennie wkładam naczynia do zmywarki ok. 10 min., składam brudne rzeczy
                  dzieciaków po całym dniu + porządkuję łazienkę po ich kąpieli - 15 min.,
                  wycieram blaty, na których dzieciarnia robila sobie jedzenie, mąż porządkuje z
                  nimi ich pokoje po całym dniu - kolejne 1/2 godz. A TAKICH CZYNNOŚCI JEST MASA.
                  Wszystkie dziewoje, które "ogarniają chatę" w pół godzinki dziennie mają po
                  prostu brud i bałagan (wg moich, wielkopolskich standardów). Zaznaczam: PRACUJĘ
                  zawodowo, więc nie pucuję mieszkania cały dzień, mam na to ok. 1,5 godz.
                  dziennie (razem z mężem, rzecz jasna).
            • sowa-1 Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 09:41
              Jestem na etapie szukania pracy. Córka ma trzy latka i siedzę z nią w domu cały
              dzień, zakupy robię z dzieckiem, do fryzjera idę też z nią, czasem jest taki
              dzień, że potrafi cały czas marudzić, żeby się z nią bawić. W tej chwili ogląda
              bajkę, a ja siedzę przed komputerem. Dopóki dziecko małe i śpi w dzień to jest
              dużo więcej czasu.
              Szczerze Wam powiem, że chyba się psychicznie wykończę, jak nie pójdę do pracy.
              Chcę chociaż trochę pobyć sama bez córeczki, aby za nią po prostu zatęsknić...
              • lola211 Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 09:48
                Szczerze Wam powiem, że chyba się psychicznie wykończę, jak nie
                pójdę do pracy.
                > Chcę chociaż trochę pobyć sama bez córeczki, aby za nią po prostu
                zatęsknić...

                Naturalny objaw.Pojdziesz do pracy- odzyjesz.


              • saphire-2 Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 09:48
                sowa-1 napisała:

                >
                > Szczerze Wam powiem, że chyba się psychicznie wykończę, jak nie
                pójdę do pracy.
                > Chcę chociaż trochę pobyć sama bez córeczki, aby za nią po prostu
                zatęsknić...


                Rozumiem cię, 3 lata urlopu to fajny czas, ale czasem człowiek
                potrzbuje odmiany.
          • gabi683 Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 17:28
            lisbethh napisała:

            > a co to ma do rzeczy? ja zarabiam grosze,jestem praktycznie na
            > utrzymaniu męża ale praca daje mi satysfakcje


            Mi satysFakcje daje praca w domu i tu się spełniam poprostu to
            lubiesmile
        • saphire-2 Ola 29.12.09, 09:34
          Naprawdę ci zazdroszczę że nie miałam takiego okresu w życiu, rok
          czy dwa chętnie bym tak pożyła smile
        • mruwa9 Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 09:35
          no wlasnie...dla mnie nuuuda..i frustrujace poczucie cofania sie
          rozwoju, dobrowolnego zawezania sobie horyzontow, nie tylko
          intelektualnych , ale rowniez towarzyskich (z kim mozna sie spotkac
          w godzinach dopoludniowych, gdy wszyscy pracuja?). I zmeczenie
          materialu, ciaglym przebywaniem w towarzystwie dzieci. I
          frustrujace uzaleznienie finansowe od meza, i poczucie marnowania
          wlasnego potencjalu, wielu lat studiow,
          Nie, to zdecydowanie nie dla mnie. Ciaze z pierwszym dzieckiem
          przelezalam na zwolnieniu i myslalam, ze umre, zanim dotre do porodu.
          • sabka22 Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 09:38
            Mruwa to po co w ciąże zachodziłaś jak to taka męczarnia dla Ciebie?
            no po co?skoro pewnie dzień po porodzie leciałaś do parcy na cały
            dzień bo w domu z dzieckiem to nuuuuda!
            • mruwa9 Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 09:53
              no tak, dla mnie siedzenie z dzieckiem w domu to nuda. Fajnie od
              czasu do czasu, ale po paru miesiacach siedzenia i gadania do
              niemowlaka, zmiany pieluch, zawezania wlasnych problemow do kupek,
              zupek i pieluszek dostawalam do glowy i zaczynalam sie dusic, majac
              nieodparte uczucie, ze zycie mi ucieka, a ja marnuje czas na
              powtarzanie w kolko tych samych odmozdzajacych czynnosci
              (sprzatanie, po ktorym efekty mojego wielogodzinnego wysilku zostana
              zniwelowane w kwadrans, pranie, gotowanie, ktorego szczegolnie
              nienawidze, ale dzieciarnie czyms nakarmic trzeba). A po co? No
              wlasnie, dobre pytanie, kiedys bardzo, ale to bardzo chcialam miec
              dzieci, teraz coraz czescie zastanawiam sie, po co mi to bylo? I
              zaczynam doceniac zalety bezdzietnosci. Nie , nie zaluje, jest
              przynajmniej dla kogo stroic choinke i z kim piec pierniczki na
              Swieta. Ale oprocz tej frajdy, ktora mozna czerpac z rodzicelstwa,
              jest tez sporo ograniczen. teraz, na przyklad, najchetniej poszlabym
              poplywac na basen, a zamiast tego po raz tysieczny wycieram rozlane
              mleko i gonie towarzystwo do zbierania klockow (chyba szosty raz
              dzisiaj). Chcialabym obejrzec sobie Wladce Pierscieni , a rzadzi
              Pingu na zmiane z Franklinem.
              • ola Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 09:57
                . Chcialabym obejrzec sobie Wladce Pierscieni , a rzadzi
                > Pingu na zmiane z Franklinem.


                to o której Twoje dzieci idą spać?
                Wieczorem sobie nie możesz obejrzeć?
                • mruwa9 Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 10:02
                  w wieku niemowlecym i poniemowlecym chadzaly spac pozno, a ja
                  padalam na twarz. Zreszta wtedy nie mialam telewizora, wiec chocbym
                  chciala, to nie bylo na czym ogladac tongue_out chyba, ze na monitorze
                  komputera. A LOTR w wersji rozszerzonej to ponad 3.5 godziny filmu,
                  zwazywszy, ze moj wolny czas zaczyna sie ok. 22...
                  • joa66 Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 10:05
                    To może chodzi o to, że ODPOCZĄĆ chciałaś a nie rozwijać się?
              • aluc Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 10:01
                albowiem życie domowe z niemowlakiem jest niezmiernie nudne
                natomiast życie domowe z przedszkolakiem i uczniem, którzy znaczną
                część dnia spędzają w instytucjach, jest już całkiem całkiem wink
                oczywiście tak długo, jak ich nie ma w domu
          • saphire-2 Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 09:39
            Ja bym się trochę ponudziła a nie zapieprzała w pracy (dziś mam
            akurat urlop)
            • lisbethh Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 09:45
              A dla mnie opieka nad malym dzieckiem to byla
              męczarnia.Owszem,moglam godzinami patrzec jak spi,tulic,calować,ale
              co poza tym? I te debilne zabawy w kosi-kosi łapci! Za to teraz mam
              wspanialych partnetrow do rozmow i bardziej intelektualnych zabaw,i
              na to mi starcza czasu
            • ola Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 09:48
              Ja tam nie mam poczucia cofania się w rozwoju.
              Wręcz przeciwnie - koło laptopa leży wielka cegła, która musze
              przeczytać do 5 stycznia, i uzupełnić informacjami z niej cały
              rozdział o drewnianej architekturze szwajcarii w mojej pracy
              magisterskiej.
              Ale od wczoraj strasznie mi się nie chce, więc na książce zbiera się
              kurz a ja sobie wymyślam fryzjerów i fora, żeby się do roboty nie
              wziąć wink

              Do tego mam fuchę do zrobienia - stronę internetową dla szwagra. Za
              darmo, taka przysługa. Za to fajne wyzwanie.
              A te prace domowe w 30 minut? Przecież nie codziennie myje się okna
              i podłogi. Jeden dzień poświęcę na odkurzanie i zrobienie obiadu na
              kilka dni. Drugiego dnia już nie robię obiadu, bo mam, za to robię
              pranie. Jak sie ktoś zajmuje domem regularnie, to i robota się
              inaczej rozkłada...
          • joa66 Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 09:44
            A ja bardzo miło wspominam okres urlopu wychowawczego. Miałam czas
            na czytanie, spotykanie z koleżankami (dzieciatymi w dzień,
            bezdzietnymi wieczorkiem lub w weekendy), nicnierobienie i tak dalej

            W sumie wspólczuje tym, które rozwijać się intelektualnie moga tylko
            w pracy. Moża pora pomysleć o rozszerzeniu kręgu prywatnych
            znajomych?smile

            • joanna.pio Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 10:06
              > W sumie wspólczuje tym, które rozwijać się intelektualnie moga tylko
              > w pracy. Moża pora pomysleć o rozszerzeniu kręgu prywatnych
              > znajomych?smile
              >
              Studia, które skończyłam sporo przed dzieckiem, obecnie "podyplomówka" i moja
              praca są kontynuacją moich pasji. To głównie rozwija mnie intelektualnie. Żadne
              spotkanie towarzyskie nie ma takiego potencjału wink
              W domu koncentruję się na zabawie z dzieckiem, na byciu z mężem. Zdecydowanie
              mniej na własnym rozwoju.
              Ps. Rozumiem, że ze znajomymi spotykasz się głównie dla uczty intelektualnej? wink
              • joa66 Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 10:09
                "Rozumiem, że ze znajomymi spotykasz się głównie dla uczty
                intelektualnej"

                Nie tylko, ale nie ukrywam, że to dodatkowy smaczekwink Także dla ich
                uroku osobistego i poczucia humoruwink i miliona innych spraw.
          • lola211 Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 09:46
            z kim mozna sie spotkac
            > w godzinach dopoludniowych, gdy wszyscy pracuja?).

            Z kolezankami- matkami niepracujacymi.Z nimi sie glownie
            spotykalam.Mnie rutyna i nuda dopadly gdzies tak po 2 latach.
            Ale dnie mialam zajete- wynalazlam sobie hobby i tak mnie wciagnelo,
            ze mialam zaleglosci w obowiazkach okolodomowych wrecz.

            i poczucie marnowania
            > wlasnego potencjalu, wielu lat studiow,

            To poczucie wlasnie z domu mnie wypchnelo.Ale nie przecze, ze te 2
            lata spedzone tylko w domu z dzieckiem fajne bylo.

            • skanke a jakby facet 29.12.09, 09:53
              chciałby sobie tak nic nie porobic to wyszedł by na ofermę i chama. nie wierzę w
              żaden rozwój "yntelektualny"-to jest dorabianie ideologii i tłumaczenie
              sytuacji. jak może rozwijać pranie, gotowanie, tv i wycieranie pupy, po sobie
              koleżankach widzę, że to ściema.
              • gryzelda71 Re: a jakby facet 29.12.09, 09:54
                Praca na kasie w biedronce bardzo rozwija intelektualnie.Ale co ja piszę,wszak
                tu same z zawodu prezeskismile
                • generation-me Re: a jakby facet 29.12.09, 23:12
                  Plus jedna - "zastępca dyrektora banku i wykładowca banokowości" smile))))
              • ola Re: a jakby facet 29.12.09, 09:55
                to zależy co robisz w domu będąc na wychowawczym.
                Jak ogladasz seriale to Twój problem.
                Ja tam nawet nie mam telewizora.

                • joa66 Re: a jakby facet 29.12.09, 09:57
                  "ale po paru miesiacach siedzenia i gadania do
                  niemowlaka, zmiany pieluch, zawezania wlasnych problemow do kupek,
                  zupek i pieluszek dostawalam do glowy i zaczynalam sie dusic"

                  A kto Ci zabraniał robic coś innego???????

                  • mruwa9 Re: a jakby facet 29.12.09, 10:11
                    a co innego? Spacer? Ok, Spotkania z innymi mamami, zeby nadal gadac
                    o kupkach i zupkach? bleee... Bo reszta swiata pracuje. Czytanie-
                    jak najbardziej. Pochlanialam ogromne ilosci ksiazek. szlifowalam
                    jezyki. Co jeszcze? Komputer. Wbrew temu, co sie propaguje, kobieta
                    na macierzynskim ma bardzo ograniczone mozliwosci manewru. Nie
                    pojade w podroz dookola swiata miedzy jedna a druga drzemka dziecka,
                    nie pojde w ramach wolontariatu do PCK sortowac uzywane ciuchy z
                    dzieckiem przy piersi, na kurs rysunku czy gry na instrumencie tez
                    sie z niemowlakiem wybrac nie da. Na basen tez nie, nie w pojedynke.
                    Niby co moze robic matka na macierzynskim w ramach rozwoju samej
                    siebie? To takie czcze gadanie, ze mozna wiele. No tak, moge
                    przestawiac bibeloty w domu i zmieniac firanki. Cholernie
                    rozwijajace. Tylko nie kazdy to lubi.
                    • joa66 Re: a jakby facet 29.12.09, 10:15
                      Sorry, nie wiedziałam, że jesteś samotną matką. Ja często
                      zostawiałam dziecko z tatą wieczorem. I wtedy..hulaj duszasmile

                      • joa66 Re: a jakby facet 29.12.09, 10:18
                        to było do mruwy.

                        Podsumowując - ja wróciłam do pracy prawie 11 lat temu i z
                        perspektywy czasu oceniam, że pozostanie w domu z dzieckim kiedyś na
                        prawie 4 lata to była najlepsza decyzja.
                      • mruwa9 Re: a jakby facet 29.12.09, 10:24
                        nie jestem samotna matka. I miewam wychodne wieczorami, ale to za
                        malo, za krotko na regeneracje sil po calusienkim dniu w
                        towarzystwie dzieci, zwlaszcza, gdy sie pada na twarz. Nie , nie
                        jestem pracoholikiem, lubie dlugie urlopy i wolne dni smile ale pracy
                        potrzebuje, zeby odpoczac od domu. Praca daje mi energie do bycia
                        lepsza mama, a dom daje mi motywacje do pracy. I tak to hula, w jako
                        takiej rownowadze.
                    • deodyma Re: a jakby facet 29.12.09, 10:16

                      mruwa9 napisała:

                      > a co innego? Spacer? Ok, Spotkania z innymi mamami, zeby nadal
                      gadac
                      > o kupkach i zupkach? bleee...





                      i co?
                      naprawde z tymi kobietami nie mozna normalnie pogadac, tylko o
                      kupkach i zupkach?
                      no to ciekawe, bo jakos z moimi kumpelami mozemy pogadac na kazdy
                      temat.
                      natomiast znam babke, ktora po rocznej przerwie wrocila do pracy i
                      nie potrafi rozmawiac o niczym innym, tylko o swoim poltorarocznym
                      dziecku, co ono jada, czym sie bawi itd...
                      z nia naprawde o niczym innym gadac nie idzie, bo jest po prostu
                      nudna.
                    • jajofka Re: a jakby facet 29.12.09, 10:55
                      zgadzam się z Tobą. siedzenie z niemolakiem, to koszmar. za to jak
                      dzieci rosną, idą do przedszkola, potem szkoły, fajnie jest z nimi
                      posiedzieć, pół dnia masz dla siebie, a potem wraca do domu mała
                      osóbka, z którą można fajnie pogadać i porobić ciekawe rzeczy. teraz
                      to bym chętnie zamieniła pracę z całego etatu na pół...bo bez pracy
                      sobie życie nie wyobrażam.
                    • ola Re: a jakby facet 29.12.09, 12:08
                      Co innego poza wieszaniem firanek może robić kobieta na
                      wychowawczym?:
                      - spotkania towarzyskie: z innymi mamami (niekoniecznie trzeba
                      rozmawiać o kupach. Nie masz innych tematów do rozmów? Moje
                      koleżanki są prawniczkami, literaturoznawcami itd. A zamiast kup
                      wolę pogadać o np. samochodach) i ludźmi pracującymi (wieczorami lub
                      weekendami, gdy ojciec zostaje z dzieckiem)
                      - podróże z dzieckiem: małe - np. w ciągu tygodnia, kiedy mąż w
                      pracy, wsiadasz w samochód i zwiedzasz ciekawe miejsca wokół
                      własnego miasta; i duże - na kilka dni nawet za granicę. Z dzieckiem
                      w chuście radośnie dyndającym. A dlaczegoby nie?
                      - na basen nie? Dlaczego! Ja od 2 lat chodzę co tydzień z Młodą sama
                      (a drugi raz w tygodniu z męzem, żebym sobie ja mogła popływać) i
                      nie widzę w tym żadnego problemu.
                      - kurs rysunku czy gry - możesz pójść na weekendowy, a ojciec wtedy
                      zostanie z dzieckiem. Ja przez 2 lata zaocznie studiowałam, zrobiłam
                      kurs DTP, prawo jazdy i I stopień szkolenia psa. Wszystko w
                      weekendy. Jaki w tym problem? Koleżanka 3 lata wychowawczego
                      poświęciła na aplikację notarialną.
                      W dużych miastach są miejsca, gdzie języków można się uczyć razem z
                      dzieckiem - są specjalne grupy dla mam.
                      - a jak się boisz, że wypadniesz z zawodowego obiegu - przecież w
                      wolnych chwilach można śledzić zmiany w przepisach, doszkalać się
                      itd.
                      Możliwości jest milion. Nie przesadzajmy.


                      mruwa9 napisała:

                      > a co innego? Spacer? Ok, Spotkania z innymi mamami, zeby nadal
                      gadac
                      > o kupkach i zupkach? bleee... Bo reszta swiata pracuje. Czytanie-
                      > jak najbardziej. Pochlanialam ogromne ilosci ksiazek. szlifowalam
                      > jezyki. Co jeszcze? Komputer. Wbrew temu, co sie propaguje,
                      kobieta
                      > na macierzynskim ma bardzo ograniczone mozliwosci manewru. Nie
                      > pojade w podroz dookola swiata miedzy jedna a druga drzemka
                      dziecka,
                      > nie pojde w ramach wolontariatu do PCK sortowac uzywane ciuchy z
                      > dzieckiem przy piersi, na kurs rysunku czy gry na instrumencie
                      tez
                      > sie z niemowlakiem wybrac nie da. Na basen tez nie, nie w
                      pojedynke.
                      > Niby co moze robic matka na macierzynskim w ramach rozwoju samej
                      > siebie? To takie czcze gadanie, ze mozna wiele. No tak, moge
                      > przestawiac bibeloty w domu i zmieniac firanki. Cholernie
                      > rozwijajace. Tylko nie kazdy to lubi.
                    • lola211 Re: a jakby facet 29.12.09, 18:39
                      Ja sie wzielam za rękodzieło.Nauczylam sie paru rzeczy, ktorych
                      inaczej bym nie miala czasu sie nauczyc.
                • saphire-2 A nawet jeśli 29.12.09, 10:00
                  kobieta przez rok po prostu odpoczywa od pracy, wyciera pupę
                  własnego dziecka, ogląda seriale, i co z tego? Może potrzebuje roku
                  nudy, wrócido pracy i znowu będzie żyć w pędzie. Mówię o roku, nie
                  10 latach oglądania seriali.
                  • skanke ale są takie branże, 29.12.09, 10:10
                    że po roku nieobecności do niczego sie nie przydaje, albo osoba zastępująca jest
                    lepsza
                    • wieczna-gosia Re: ale są takie branże, 29.12.09, 11:01
                      Bez przesady- to standardowy argument w takich dyskusjach i no sorry
                      ja rozumiem ze firmy zwalniaja ale nie nalezy dorabiac do tego
                      ideologii NAWET jesli osoba zastepujaca istotnie jest lepsza. Firmie
                      sie po prostu nie chcialo poczekac az czlowiek spowrotem wjedzie na
                      tory- nie maja obowiazku i to ich sprawa- ale to NAPRAWDE nie sa
                      wiedze tajemne. Tym bardziej ze widzialam i ksiegowe wracajace do
                      pracy i kolezanke mam od spolek gieldowych co to po 2 latach poszla
                      na pierwsza rozmowe rzucila kwota "zeby miec z czego schodzic" i ja
                      wzieli ale przepisy w tym czasie zmienily sie o 180 stopni. To nie sa
                      wiedze tajemne, z obiegu mozna wypasc mozna tez do niego wrocic i jak
                      czlowiek po roku DO NICZEGO sie nie rzydaje to znaczy ze i rok temu
                      sie nie przydawal.
                      • evee1 Re: ale są takie branże, 29.12.09, 14:32
                        Wieczna, w IT rok przerwy, to naprawde jest przepasc, szczegolnie jezeli jest
                        sie hands-on. Wiem, ze sa osoby, ktore i w takiej sytuacji znajduja prace, ale
                        to sa raczej znikome wyjatki.
              • kropkacom Re: a jakby facet 29.12.09, 09:56
                > jak może rozwijać pranie, gotowanie, tv i wycieranie pupy, po sobie
                > koleżankach widzę, że to ściema.

                Zaczynam się dziwić że potrafię jeszcze zdanie do kupy złożyć tongue_out
              • mruwa9 Re: a jakby facet 29.12.09, 09:56
                zgadzam sie. Zaden rozwoj intelektualny, tylko oglupiajacy,
                odmozdzajacy kierat. Nie wiem, co rozwijajacego mzoe byc w zmianie
                pieluch , wycieraniu kurzow, czy w gotowaniu (no, tu moze byc jakis
                wysilek umyslowy- czy dzis na obiad zrobic nalesniki, czy
                pomidorowa).
                choc z drugiej strony nie kazdy ma szanse na satysfakjonujaca i
                rozwijajaca prace zawodowa.
                • joa66 Re: a jakby facet 29.12.09, 09:59
                  Ale dlaczego ograniczałaś sie tylko do tego???
                • ola Re: a jakby facet 29.12.09, 10:00
                  no tak, tylko czy "siedzenie w domu" to tylko pomiodorowa i pieluchy?

                  Okazuje się, że nie tylko, moja droga.

                  Można i książki czytać, i do muzeum pójść.
                  Ale trzeba chcieć. Choć rozumiem, że sa tacy, co wolą seriale
              • asia_i_p Re: a jakby facet 29.12.09, 10:13
                Pranie, gotowanie, tv i wycieranie pupy nie rozwija. Ono odziera cię z
                wszystkich masek, bo nie masz przed kim udawać, nie masz z kim zagadać tego, co
                masz w sobie. I wtedy się zaczynasz rozwijać - czytać, szukać rozmów z mądrymi
                ludźmi.
                I tradycyjnie, jak we wszystkich tego typu wątkach pytam - dlaczego zawodowe
                zajmowanie się dzieckiem, jako niania, ma być rozwijające, a zajmowanie się
                własnym to odmóżdżające wczasy przed telewizorem?
                • mruwa9 Re: a jakby facet 29.12.09, 10:29
                  asia_i_p napisała:

                  > Pranie, gotowanie, tv i wycieranie pupy nie rozwija. Ono odziera
                  cię z
                  > wszystkich masek, bo nie masz przed kim udawać, nie masz z kim
                  zagadać tego, co
                  > masz w sobie. I wtedy się zaczynasz rozwijać - czytać, szukać
                  rozmów z mądrymi
                  > ludźmi.


                  a swistak siedzi i zawija sreberka


                  > I tradycyjnie, jak we wszystkich tego typu wątkach pytam -
                  dlaczego zawodowe
                  > zajmowanie się dzieckiem, jako niania, ma być rozwijające, a
                  zajmowanie się
                  > własnym to odmóżdżające wczasy przed telewizorem?


                  bo zawodowe zajmowanie sie dzieckiem przynosi konkretny dochod,
                  wymierne namacalne wynagrodzenie, a nie tylko abstrakcyjna
                  satysfakcje z dania spoleczenstwu dobrego czlowieka wink

                  Chwala tym mamom, pelnoetatowym, ktore znajduja radosc i satysfakcje
                  w wychowywaniu wlasnego dziecka. Chyle, glowe, ja tak nie potrafie,
                  meczy mnie to na dluzsza mete. Ale tu tez jest mowa o kobietach,
                  ktorych dzieci juz nie siedza w domu, tylko chodza do przedszkola,
                  szkoly, a ich mamy nadal nie pracuja, angazujac sie w dylematy, czy
                  dzisiejszy dzien poswiecic na fryzjera, czy na zakupy.
                  • beatrycja.30 Re: a jakby facet 29.12.09, 10:40
                    mruwa9 napisała:
                    Ale tu tez jest mowa o kobietach,
                    > ktorych dzieci juz nie siedza w domu, tylko chodza do przedszkola,
                    > szkoly, a ich mamy nadal nie pracuja, angazujac sie w dylematy,
                    czy
                    > dzisiejszy dzien poswiecic na fryzjera, czy na zakupy.


                    Piękne to smile
                    • lisbethh Re: a jakby facet 29.12.09, 10:46
                      > mruwa9 napisała:
                      > Ale tu tez jest mowa o kobietach,
                      > > ktorych dzieci juz nie siedza w domu, tylko chodza do
                      przedszkola,
                      > > szkoly, [b]a ich mamy nadal nie pracuja, angazujac sie w
                      dylematy,
                      > czy
                      > > dzisiejszy dzien poswiecic na fryzjera, czy na zakupy


                      Będąc na studiach o tym marzylam...O tych lunchach z koleżankami wink
                  • echtom Re: a jakby facet 29.12.09, 11:31
                    > Ale tu tez jest mowa o kobietach, ktorych dzieci juz nie siedza w
                    domu, tylko chodza do przedszkola, szkoly, a ich mamy nadal nie
                    pracuja, angazujac sie w dylematy, czy dzisiejszy dzien poswiecic na
                    fryzjera, czy na zakupy.

                    Ja bym nie miała takich dylematów. Zajęłabym się pracą społecznie
                    użyteczną, własnym rozwojem intelektualnym i eksperymentowaniem w
                    kuchni.
                    • mruwa9 Re: a jakby facet 29.12.09, 11:58
                      echtom napisała:

                      >> Ja bym nie miała takich dylematów. Zajęłabym się pracą społecznie
                      > użyteczną, własnym rozwojem intelektualnym i eksperymentowaniem w
                      > kuchni.
                      >

                      jak by wygladala Twoja praca nad rozwojem intelektualnym na urlopie
                      mcierzynskim/wychowawczym? Konkretnie prosze, bo to IMHO puste
                      haslo. czytanie ksiazek? Nauka jezykow we wlasnym zakresie? Bez
                      kontaktu z zywym jezykiem, siedzac w czterech scianach, i rozmow w
                      tym jezyku slabo o motywacje i o dobre efekty. Jak sie jeszcze
                      mozna konkretnie rozwijac intelektualnie z kula u nogi, o, pardon, z
                      dzieckem przy piersi?
                      Praca spolecznie uzyteczna- a jaki w tym momencie problem, zamiast
                      pracy za darmo podjac prace zawodowa i otrzymywac za nia
                      wynagrodzenie? I jaka prace spolecznie uzyteczna masz na mysli -
                      pielegnowanie publicznego trawnika pod oknami wiezowca?No, niby
                      mozna...
                      Eksperymentowanie w kuchni mnie nie kreci- nienawidze gotowac, a
                      wybredne kulinarnie dzieci jeszcze dodatkowo podcinaja mi skrzydla.
                      • ola Re: a jakby facet 29.12.09, 12:13
                        > jak by wygladala Twoja praca nad rozwojem intelektualnym na
                        urlopie
                        > mcierzynskim/wychowawczym? Konkretnie prosze, bo to IMHO puste
                        > haslo.

                        proszę bardzo -np. studia zaoczne w jakimś ciekawym, nieprzydatnym
                        nikomu kierunku (np. historia sztuki), gdzie zajęcia odbywają się w
                        weekendy, a tatuś siedzi w domu z dzieckiem.
                      • kropkacom Re: a jakby facet 29.12.09, 12:22
                        > jak by wygladala Twoja praca nad rozwojem intelektualnym na urlopie
                        > mcierzynskim/wychowawczym?

                        A czy każda praca jest stymulująca intelektualnie? Mój mąż twierdzi że po pół
                        roku stanął w miejscu. Ja sama pamiętam jak rozwijające było pierwsze półrocze w
                        biurze przy papierach a potem nawet współpracownicy zaczynali być nudno
                        irytujący tongue_out
                      • echtom Re: a jakby facet 29.12.09, 12:23
                        Po pierwsze, odniosłam się do fragmentu o niepracujących matkach
                        odchowanych dzieci. Z niemowlakiem karmionym piersią byłam w domu
                        przez rok - dużo czytałam (oferta wydawnicza nie kończy się na
                        harlekinach), zabierałam małą na długie spacery i odwiedzałam
                        znajomych. W czasie spacerów też zresztą poznałam sporo ludzi, bo
                        nie zakładałam z góry, że druga pani, która wyszła z dzieckiem do
                        parku, jest odmóżdżoną kurą domową, z którą nie ma o czym gadać.
                        Praca społecznie użyteczna - tu akurat jest full możliwości. Ja
                        osobiście przyłączyłabym się do stowarzyszenia opiekującego się
                        bezdomnymi kotami, ale można np. prowadzić bibliotekę parafialną,
                        pakować paczki w Caritasie, nosić zakupy staruszkom, odrabiać w
                        świetlicy lekcje z zaniedbanymi dziećmi, zostać wolontariuszem w
                        hospicjum itd.
                        Nie ma przeciwskazań, by podjąć pracę zawodową i otrzymywać za nią
                        wynagrodzenie. Protestuję tylko przeciw głupiemu stereotypowi, że
                        jeśli kobieta nie pracuje zawodowo, pozostaje jej tylko wybór między
                        bieganiem po centrach handlowych i przesiadywaniem u fryzjera. Pasję
                        życia i ciekawość świata ma się w sobie i fakt pracy/niepracy nie ma
                        tu nic do rzeczy.
              • wieczna-gosia Re: a jakby facet 29.12.09, 10:46
                jak może rozwijać pranie, gotowanie, tv i wycieranie pupy, po sobie
                > koleżankach widzę, że to ściema.

                twoich kolezanek nawet TO nie rozwija??? A to eugleny.....
                • skanke Re: a jakby facet 29.12.09, 11:38
                  Ty za to jest na tyle rozwinięta, że nie potrafisz zabrać głodu w dyskusji bez
                  osobistych wycieczek, moje koleżanki=moja sprawa
          • joanna.pio Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 09:59
            Mi było fajnie tak do 2 miesięcy po porodzie. Regenerowałam siły. Gdy Młody spał
            w dzień, też czasem drzemałam. Czytałam książki, oglądałam filmy. Sprzątanie
            zajmowało mało czasu. Gotowanie również. W domu zawsze było czysto, ubrania
            poprasowane, codziennie świeży obiad. Dziecko zabawione, zdrowe, uśmiechnięte,
            na pewno dopieszczone. Codziennie szłam z nim na długi spacer, bawiłam się. Ale
            czułam, że bez pracy, bez żywego kontaktu z dorosłymi nieskoncentrowanymi na
            dziecku i macierzyństwie jest mi coraz bardziej źle.
            Wróciłam więc do pracy po zakończonym macierzyńskim. Młody poszedł do żłobka.
            Pierwszy rok pracowałam po 4 godziny dziennie i dla mnie było to idealne
            rozwiązanie. Bo ja muszę czuć się aktywna, rozwijać się zawodowo. Mogłam zacząć
            podyplomówkę, zgodną z pasjami i pracą (bez praktyki takie studia są pozbawione
            sensu).
            I taki tryb życia lubię - trochę w biegu, ale tez z dobrą organizacją. Nie ma
            czasu na nudę, czy też na wyrzuty sumienia. Młody chodzi teraz do przedszkola,
            odbieram go średnio koło 15 - tzn. raz po12, raz o 16. Mamy czas na zabawę.
            Obiady gotuję w biegu, często na 2 dni. Prasuję raz w tygodni stertę prania z
            weekendu.

            Ps. Też nie wyobrażam sobie, jak można nie pracować, tak z własnego wyboru,
            przez kilka lat. I twierdzić, że bycie w domu może być rozwijające. I dawać
            poczucie spełnienia. Znam wiele mam, które nie pracują. Na pewno nie są
            spełnione, wiele z nich jest sfrustrowanych, koncentruje się na życiu
            sąsiadów/znajomych. Na dziecku (miliony zajęć dodatkowych dla maluchów, by tylko
            wyrwać się z domu; wieczne pielgrzymki do szkoły do nauczycieli starszych
            dzieci; nadmierna koncentracja na swoim wyglądzie itpwink. Nie znam żadnej, która
            czerpie z bycia w domu pełnię szczęścia.
            • joa66 Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 10:01
              Mam wrażenie, że wiele kobiet myśli stereotypowo.

              Skoro nie pracuję zawodowo to nie mogę się spotkać ze znajomymi, nie
              mogę przeczytać ksiązki, nie moge iść na koncert?

              Nie wpuszczają czy same sobie zabraniacie?

              A może jednak nie macie potrzeb intelektualnychwink tylko wystarczy
              Wam ich namiastka?smile
              • joanna.pio Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 10:10
                Gdy byłam na macierzyńskim, do południa moi znajomi pracowali. Żeby wyjść na
                dłużej wieczorem musiałabym wtedy rzucić karmienie piersią (w moim przypadku nie
                było mowy o odciaganiu pokarmu albo o karmieniu mlekiem modyfikowanym). Pewnie,
                że wychodziłam z domu, ale z powodów wymienionych powyżej, nie mogłam wyjść na
                dłużej. Spotkanie ze znajomymi - to trochę za mało.
                • joa66 Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 10:22
                  Chyba takie same są możliwości wyjścia wieczorem jak i rano przy
                  karmieniu piersią?

                  Nie rozumiem dlaczego karmiąc piersią można pracować, a wieczorem
                  wychodzić już nie ?

                  Oczywiście, że spotkania to za mało, ale na wychowawczym można robić
                  to samo co pracując.

                  p.s. oczywiście pomijam zawody typu lekarz, bo one rządzą się swoimi
                  prawami (jakieś obowiązkowe staże, koniecznośc praktykowania, żeby
                  nie utracić prawa do wykonywania zawodu i tak dalej) i na ten temat
                  się nie wypowiadam.
                  • mruwa9 Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 10:34
                    a karmilas piersia? Chyba nie (albo krotko), bo nie wiesz, ze dzieci
                    karmione piersia, zwlaszcza niemowleta, to dr Jekyll i Mr Hyde, do
                    poludnia spokojne, a wieczorem bez maminej piersi ani rusz. I ten
                    czas, kiedy teoretycznie mozna by sie wyrwac z domu, bo pan maz
                    wrocil z pracy, odpada, ze wzgledu na niezastapionosc mamy w
                    wieczornych rytualach (karmienie, usypianie).
                    • joa66 Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 11:29
                      Tak, karmiłam piersia 10 miesięcy. I wtedy nie wychodziłam
                      wieczorami, tylko w np. weekendy.smile Nie mówiąc o rozwijaniu pasji
                      (dzięki czemu, m.in. dostałam po urlopie pracę w wymarzonym miejscu)

                      Rozumiem argumenty o konieczności finansowej, o potrzebie oderwania
                      się od dziecka, nie przekonuja mnie argumenty o rzekomym rozwoju
                      intelektualnym w pracy.

                      Jeżeli ktos ma taką potrzebę, może to robić i na urlopie
                      wychowawczym.
                      • evee1 Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 14:25
                        > Rozumiem argumenty o konieczności finansowej, o potrzebie oderwania
                        > się od dziecka, nie przekonuja mnie argumenty o rzekomym rozwoju
                        > intelektualnym w pracy.
                        > Jeżeli ktos ma taką potrzebę, może to robić i na urlopie
                        > wychowawczym.
                        Otoz niestety nie zawsze sie da, bo to zalezy od specyfiki zawodu, o czym juz tu
                        ktos wczesniej wspomnial. A ja akurat bardzo lubie to czym sie zawodowo zajmuje
                        i niestety nie bardzo moglabym sie rozwijac w tym kierunku bez chodzenia do pracy.
                      • joanna.pio Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 15:15
                        nie przekonuja mnie argumenty o rzekomym rozwoju
                        > intelektualnym w pracy.
                        >
                        > Jeżeli ktos ma taką potrzebę, może to robić i na urlopie
                        > wychowawczym.

                        Mój zawód nie daje zbytniej możliwości rozwijania się na wychowawczym. Trzeba
                        być praktykiem. Śledzenie zmian teoretycznych w mojej dziedzinie nauki jest
                        ważne, jednak praktyka jest zdecydowanie najważniejsza.
              • mruwa9 Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 10:20
                mieszkasz w Warszawie? A wiesz, ze swiat nie konczy sie na stolycy?
                Ze dostep do imprez kulturalnych i muzeow nie jest jednakowy we
                wszystkich zakatkach kraju czy tez za granica? Ile razy mozna
                chodzic do tego samego muzeum na prowincji, gdy wyprawa do wiekszego
                miasta jest mocno wyczerpujaca, zwlaszcza dla dziecka? Do ZOO przy -
                20 stopniach mrozu? Z niemowleciem przy piersi? Jak czesto Ty
                chadzasz/chadzalas do muzeow i na koncerty podczas urlopu
                macierzynskiego? A tego typu imprezy rzadko sa w godzinach
                porannych, zwykle sa w porze kladzenia dzieci spac, co, zwlaszcza w
                przypadku karmienia piersia bywa wielkim problemem.
                Ty tez myslisz stereotypowo. Nie mowiac o tym, ze nie kazde dziecko
                akceptuje zmiany schematu dnia i czasem odstepstwo od niego (wyjscie
                na banalne zakupy w porze drzemki) rozwala calusienki dzien.
            • skanke ja pracuję-mąż też 29.12.09, 10:03
              i dlatego obowiązki domowe MUSIMY dzielić na pół, inaczej by było jakbym
              siedziała w domu-dlatego pracuję, zapuścić korzenie w nic nie robieniu nie jest
              trudno. a lata pracy są bardzo ważne.
            • gryzelda71 Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 10:05
              koncentruje się ....... Na dziecku (miliony zajęć dodatkowych dla maluchów, by tylko
              > wyrwać się z domu

              Znam sytuację,gdzie te miliony zajęć dodatkowych mają odciagnąć uwagę dziecka od
              faktu,że pracujący bardzo intensywnie rodzice nie maja,a często tez nie chcą
              mieć dla niego czasu.
              • joanna.pio Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 10:11
                dlatego ja nie zapisałam mojego czterolatka na żadne zajęcia dodatkowe -
                zdecydowanie ten czas po południu wolę z nim spędzać, niż wypełniać mu kolejne
                minuty spotkaniami z ludźmi innymi od rodziców.
          • girasole01 Re: Co one robią cały dzień? 29.12.09, 11:37
            "frustrujace poczucie cofania sie
            > rozwoju, dobrowolnego zawezania sobie horyzontow, nie tylko
            > intelektualnych , ale rowniez towarzyskich "

            Najpierw odniose sie do towarzyskich - czy majac male dziecko po
            powrocie z pracy lecisz od razu na spotkanie z kolezanka czy moze
            poswiecasz troszke czasu dziecku? Zapewne chociaz troche z tym
            dzieckiem wieczorem musisz posiedziec. A kobieta, ktora nie pracuje
            i caly dzien jest z dzieckiem moze sobie po powrocie meza do domu
            bez zalu wyjsc na caly wieczor, codzennie spotykac sie ze znajomymi
            bez wyrzutow sumienia, ze cos zaniedbuje.
            A propo horyzontow intelektualnych - kobieta niepracujaca moze tez
            bez zalu i bez poczucia zaniedbywania dziecka wychodzic kiedy tylko
            zechce do teatru, jezdzic na konferencje, sluchac wykladow. A
            pracujaca nie moze juz sobie na to pozwolic tak czesto (no chyba, ze
            ma dziecko w dupie, ale to juz inna kategoria).

            Chcialabym jeszcze zwrocic uwage, ze niestety wiele zawodow ciezko
            jest uznac za rozwijajace intelektualnie. Mysle, ze siedzenie caly
            dzien za biurkiem i przegladanie w pracy forum jest tak samo
            nierozwijajace intelektualnie jak siedzenie z dziekiem w domu i
            przegladanie forum w domu smile Oczywiscie nie odnosze sie tu do
            Ciebie, bo nie wiem czym sie zajmujesz, moze masz superrozwijajaca
            prace. Nie chcialabym tez wymieniac tych nierozwijajacych zawodow,
            zeby nikogo nie obrazic, ale jest ich sporo.
          • monnap Re: Co one robią cały dzień? 30.12.09, 21:51
            Jesli chodzi o cofanie sie w rozwoju to chyba po prostu masz dosyc
            nudne zycie...Nie zdarzylo mi sie jeszcze zalowac decyzji o
            pozostaniu w domu z dzieckiem. Nie po to mam dzieci aby wszystko
            mnie ominelo - pierwszy rok mija tak szybko i dzieci rosna. PO
            prostu byloby mi szkoda. Poza tym w moim towazystwie jest wiele mam
            niepracujacych wiec mamy co robic. Ja przepracowalam 8 lat zanim
            mialam dziecko, wiec naprawde moge docenic przerwe i badzo sie
            ciesze ze moj maz jest w stanie utrzymac rodzine a ja moge poswiecic
            maksimum uwagi moim dzieciom, ktore beda najlepiej dopilnowane
            przeze mnie a nie jakas opiekunke ktora nigdy nie zastapi im mamy.
            Szczerze mowiac nie rozumiem jak mozna wybrac prace ponad wlasne
            dziecko dobrowolnie - na pelen etat.
    • mama303 Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 10:05
      saphire-2 napisała:

      > Też nie bardzo rozumiem kobiety, które mają większe dzieci (dwoje
      > czy troje) czy nawet jedno i przy niewielkich zarobkach męża (dla
      > mnie to 2-4 tysiące) absolutnie nie chcą iśc do pracy.

      Bo to bardzo trune jest - taki powrót do pracy po kilkuletniej
      przerwie. Kobitki często sie tego bardzo boją.
      • joa66 Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 10:26
        myślę, że wiele kobiet samo sobie narzuciło kierat zupek i kupek i
        dyskusji tylko na ten temat, nie wymagają niczego od pana tatusia i
        w tym tkwi problem.
        • mruwa9 Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 10:31
          nie, tylko tak sie sklada, ze ktos na te zupki i pieluszki musi
          zarabiac, a jesli kobieta nie zarabia, to pan tatus musi pracowac
          odpowiednio dluzej, zeby budzet sie zbilansowal.
          • kropkacom Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 10:36
            Gdyby mój mąż był teraz bezdzietnym singlem pracował by tak samo. Nie musi
            ciągnąć dwóch etatów i robić nadgodzin.
            • mama303 Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 17:51
              kropkacom napisała:

              > Gdyby mój mąż był teraz bezdzietnym singlem pracował by tak samo.

              O to tak jak ja wink
              • donkaczka Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 18:17
                a moj wiecej kiedys pracowal
                bo teraz nie bierze fuch, nad ktorymi zasuwal po etacie, z nudow w sumie
                za to kasa sie przydala jak sie zona i dzieci pojawily, dom trzeba bylo zbudowac

                teraz trzaska drzwiami biura o 18 zeby dzieci wykapac i polozyc spac
            • monnap Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 30.12.09, 21:56
              Moj maz tez jakos nie narzeka. Pracuje ogolnie dosc ciezko poniewaz
              jest lekarzem dosyc ciezkiej specjalizacji, ale aby miec dzieci to
              trzeba najpierw na dzieci zapracowac. Ja nie narobilam sobie dzieci
              od razu po szkole bo mnie po prostu nie byloby stac na siedzenie w
              domu. Nie chcialam miec dzieci i isc do pracy, ajk dla mnie jest to
              dosyc smutne. Rodzina jest dla mnie najwazniejsza, pracy na pewno
              nie strace poniewaz mam juz sporo lat doswiadczenia i dobry zawod.
              Moj syn ma dopiero rok a dwojka jest w drodze, wiec nie wyobrazam
              sobie powrotu do pracy szybciej niz za dwa lata.
          • agni71 Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 17:59
            mruwa9 napisała:

            > nie, tylko tak sie sklada, ze ktos na te zupki i pieluszki musi
            > zarabiac, a jesli kobieta nie zarabia, to pan tatus musi pracowac
            > odpowiednio dluzej, zeby budzet sie zbilansowal.

            A to jakis stereotyp jest. W rzeczywistości ilość czasu poświęcana na
            pracę zalezy pewnie od charakteru wykonywanej pracy, mozliwości awansu w
            niej i .... wieku mężczyzny. Mój mąż pracował dłużej (w sensie godzin)
            kiedy byliśmy na tzw. dorobku (i obydwoje pracowalismy) niż teraz, kiedy
            utrzymuje całą rodzinę.
    • alexa0000 Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 10:34
      Po urodzeniu dziecka nie pracowałam przez rok. Powiem szczerze,że
      nawet zaczęło mi sie to podobać-rytm, duzo wolnego czasu, itp.
      Kiedys zaproponowano mi pracę, nie byłam szczesliwa, ale po namowach
      męża zgodziłam się.Musiałam w końcu przyznać sie sama przed soba, że
      wracać do pracy nie chciałam , bo po prostu jej nienawidziłam
      (nauczyciel w szkole publicznej). Teraz wykonuje inny zawód, i do
      pracy przychodzę nawet na trochę, w czasie urlopu, bo LUBIĘ.Szczerze
      wyznaje, zę z moim 2,5 latkiem autentycznie wpadłabym w problemy
      psychiczne, jeslibym musiala byc z nim od rana do wieczora
      codziennie.Ale rozumiem, że inne mamy tego problemu nie maja i
      szanuje ich wybór- ja im nie zazdroszczę, nawet przez moment.
    • kawka74 Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 10:35
      Praca zawodowa jest mi potrzebna jak tlen i za nic nie chciałabym zostać na
      dłużej w domu. Etat gospodyni domowej jest dla mnie nudny, nudny jak flaki z
      olejem, w kółko to samo, jeden dzień podobny do drugiego, a drugi do trzeciego.
      Była to jakaś odmiana przez miesiąc, może dwa, w tej chwili dużo bym dała, żeby
      wrócić do pracy.
      Także nie zazdroszczę.
      Nie wiem, jak będzie na macierzyńskim, bardzo możliwe, że już nie będzie tak
      nudno. ;p
      • wieczna-gosia Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 10:47
        Zeby rozwijac trzeba miec co.

        Ja sie ogolnie zgadzam z aluca ze z niemowlakiem jest duuuuzo nudniej
        niz z przedszkolakiem i uczniakiem. Szczegolnie jak nie ma ich w
        domu.
      • kropkacom Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 10:48
        > Etat gospodyni domowej jest dla mnie nudny, nudny jak flaki z
        > olejem, w kółko to samo, jeden dzień podobny do drugiego, a drugi do trzeciego.

        Ja się cieszę swoją stabilizacją i tą pewną monotonią smile Nie wiem czy to wina
        charakteru czy po prostu jakaś potrzeba po dość nerwowych latach. Ciesze się że
        mam czas na czytanie, na bycie w domu, na dzieci (chociaż potrafią dać w kość) i
        męża.
        • kropkacom Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 10:49
          Oczywiście czasami mnie nosi i wtedy wiem że muszę się ruszyć gdzieś dalej i
          najlepiej sama.
          • gabrielle76 Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 11:09
            Ja należę do tych niepracujących smile nie pracowałam nigdy, mam 3 dzieci, nie
            nudze sie cały dzien, jest co robić. Czas wolny dla siebie oczywiscie mam i to
            nawet duzo czasu.
            Ale mam juz dosc siedzenia w domu i jak córcia skonczy 4 latka zamierzam iśc do
            pracy, chce przebywac z ludzmi i zarabiac własna kase wink
            • mruwa9 Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 11:12
              gabrielle76 napisała:

              > Ja należę do tych niepracujących smile nie pracowałam nigdy,> Ale mam
              juz dosc siedzenia w domu i jak córcia skonczy 4 latka zamierzam iśc
              do
              > pracy, chce przebywac z ludzmi i zarabiac własna kase wink


              no wlasnie, to druga strona medalu- jakie masz szanse na rynku
              pracy, jesli NIGDY nie pracowalas?

              • noemi123 Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 11:31
                Kużwa
                a ja właśnie będę taka gospodynia domową aż do maja, zamykam swoją
                firmę... chyba sie potnę...
                ale wezmę się za siebie, sport, rower, może jakiś kurs i wysprzątam
                porządnie chałupę.
                Ale czuję że będę świrować.
              • gabrielle76 Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 11:37
                mruwa9 napisała:

                > gabrielle76 napisała:
                >
                > > Ja należę do tych niepracujących smile nie pracowałam nigdy,> Ale mam
                > juz dosc siedzenia w domu i jak córcia skonczy 4 latka zamierzam iśc
                > do
                > > pracy, chce przebywac z ludzmi i zarabiac własna kase wink
                >
                >
                > no wlasnie, to druga strona medalu- jakie masz szanse na rynku
                > pracy, jesli NIGDY nie pracowalas?
                >


                no własnie żadnych, zero doświadczenia itd, na szczescie mam mamę która załatwi
                mi prace u siebie wink
                • skanke znajomości bez 29.12.09, 11:41
                  kwalifikacji to chyba tylko szmata na plebanii...
                  • echtom Re: znajomości bez 29.12.09, 11:56
                    Brak doświadczenia zawodowego to nie to samo co brak kwalifikacji.
                    Poza tym nie każdy zaczyna od stanowiska prezesa korporacji.
                    • gabrielle76 Re: znajomości bez 29.12.09, 11:58


                      echtom napisała:

                      > Brak doświadczenia zawodowego to nie to samo co brak kwalifikacji.
                      > Poza tym nie każdy zaczyna od stanowiska prezesa korporacji.
                      >


                      dokładnie wink z pewnością dostane takie stanowisko na którym sobie poradzę, nie
                      zostanę od razu prezesem wink wszystkiego sie mozna nauczyc
          • monnap Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 30.12.09, 22:01
            Ja sie ciesze, bo wiem ze za kilka lat wroce do pracy i jest to
            moja jedyna dluzsza przerwa w zyciu od pracy.Mamy czas na wspolne
            wyjazdy, weekendy, nie musimy ustawiac sobie urlopow. Po latach
            pracy ja to bardzo doceniam i wiem, ze niestety jak dzieci podrosna
            to znowu bedzie tzebawstawac rano biec do pracy, urlop conajwyzej 2
            razy w roku. Bycie w domu z dziecmi to okres, ktory bardzo szybko
            przemija i wydaje mi sie ze jescze badzo za tym zatesknie.
        • kawka74 Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 12:44
          Być może po przyjściu mojej córki na świat coś się zmieni i będę szczęśliwa mając dla niej mnóstwo czasu, a o słowie 'nuda' zapomnę.
          Nudzi mnie domowe życie w takiej postaci, w jakiej mam je teraz. Nie przeczę, że jest duży plus - mam czas na pogłębianie wiedzy w tematach, na które zwykle mogę przeznaczyć niewiele tegoż czasu, niemniej gdzieś to ginie w powtarzalności reszty elementów dnia.
          Szkoła najwyraźniej dostarcza mi niezbędnych bodźców.
      • kropkacom Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 11:42
        > Nie wiem, jak będzie na macierzyńskim, bardzo możliwe, że już nie będzie tak
        > nudno. ;p

        A ja się trochę dziwie kobietom że po macierzyńskim tak się rzucają w wir pracy tongue_out Rozumiem że wiekszość ze względu na finanse, karierę musi iść do roboty. No i chyba że praca to czysty relaks tongue_out Żeby nie było ja też pracowałam jak dzieci były małe. Po powrocie do domu rzucaliśmy się z mężem do opieki nad dziećmi, sprzątania, gotowania. Byliśmy tak zmęczeni że już na wspólne bycie razem nie było sił i czasu. Nie mówiąc już o pasjach, książkach itd. A my jeszcze nie mamy hopla na punkcie czystości bezwzględnej czy obiadków dwudaniowych. tongue_out
        • echtom Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 11:53
          To wy jacyś niezorganizowani jesteście. Przecież wszystkie prace
          domowe zajmują zaledwie 30 minut dziennie tongue_out
          • kropkacom Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 11:58
            Nie mówię że nie tongue_out
          • monnap Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 30.12.09, 22:02
            30 minut??Ciekawe komu?
    • migotka-2 Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 12:12
      Mam przyjaciółkę, matkę trzech uroczych dziewczynek 9, 2,5 1,5 roku. Dziewczyna
      prowadzi swój biznes, partner pracuje w sektorze prywatnym. Wszystkie ciąże
      przepracowała na najwyższych obrotach, miała siłę, chęci wszystko było ok. Do
      pracy wróciła po 2 tygodniach od każdego porodu, najpierw na kilka godzin,
      później na dłużej, w tym czasie z dzieciakami niania. Ja po starszych dzieciach
      zostałam w domu i wówczas pracowałam w domu ale robiłam inne rzeczy niż teraz
      więc mogłam sobie na to pozwolić. Po najmłodszym roczniaku wykorzystałam cały
      macierzyński, choć od czasu do czas bywałam w pracy. Ale czas kiedy byłam w domu
      wspominam bardzo miło, nadrobiłam zaległości książkowe i filmowe, trochę
      porozwijałam swoją pasję, udało się bo dziecię nie było kłopotliwe, tato chętnie
      opiekował się Młodym rodzeństwo też nie stroniło od niego. Do pracy wróciłam
      bardzo chętnie jednak czasu spędzonego w domu nie żałuje. A moja przyjaciółka,
      na której psy wieszali niektórzy że z dziećmi nie siedzi i piersią nie karmi
      jest szczęśliwa że nie musiała frustrować się siedzeniem w domu, dzieciaki też
      nie wyglądają na zaniedbane. Czyli podsumowując wszystko zależy od
      indywidualnych potrzeb każdej z nas.
    • donkaczka Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 12:31
      coz, nudne kobiety w domu sie nudza
      naprawde zalamujace sa wasze wypowiedzi, ze w domu to tylko z nudow idzie zdechnac

      nie macie ZADNYCH zainteresowan? albo tylko takie, ktore wymagaja wyprawy w swiat szeroki, wielkich nakladow finansowych i wolnosci absolutej?

      i jakie macie mieszkania, ze sprzatanie zajmuje 30 minut do godziny, nie wspomne, ze w tej godzinie jeszcze obiad sie zmiesci (jak rozumiem zupa z torbeki i mrozone pierogi)


      ja wroce do pracy z przyjemnosci, bo ja lubie i przynosi dobre dochody
      ale bardzo lubie to, ze mam czas na rozne fajne hobby, ktore kiedys wciskalam w wolne weekendy -
      caly sezon to dlubie w ziemi, bo mamy kawalek ogrodka,
      wyszukuje stare meble, odnawiam, przerabiam i dom urzadzam,
      gotowac lubie i ucze sie ciagle, sporo ksiazek kucharskich mam po angielsku, wiec jezyk tez korzysta
      sterta ksiazek do przeczytania nie maleje, kolejka filmow do objerzenia ciagle jest, nowosci dochodza a i klasyke z mezem ogladamy namietnie (telewizora nie mamy, wiec telewizyjna papka mnie nie odmozdza)

      jak skoncze kilka wiekszych robot w domu, zamierzam zabrac sie za szycie, pogrzebalam w sieci i mozna kupic piekne tkaniny, sterta kupiona juz czeka i bede szalec blizej wiosny
      korci mnie robienie na drutach uwielbiam sweterkowe sukienki dla dzieciakow
      na wiosne bedziemy stawiac wedzarnie, jakos z trojka dzieci dalam rade sie wybrac na trzydniowy kurs robienia wedlin domowych, maz wzial urlop i razem pojechalismy
      jezyk tez sie rozwija, czemu nie? filmy ogladamy tylko po angielsku
      z kolezankami o kupach nie gadamy, na kawe do miasta czasem wychodze, na basen tez, pobiegac tez

      ja sie musze hamowac z pomyslami, zeby nie zaczynac zbyt wielu rzeczy na raz, mimo ze mam trojke brzdacow, ZADNEJ pomocy, bo ani babc ani cioc
      na szczescie mam meza, na ktorego moge liczyc i jakas Boza iskre w sobie, ze interesuje mnie sporo rzeczy
      a tego czego robic na razie nie jestem w stanie - coz, dzieci podrosna i bedzie na to pora
      na wypady motocyklem na weekendy, na nurkowanie, na wszystko to, czego z niemowlakiem przy piersi robic sie nie da

      a cala reszta jest w zasiegu, trzeba chciec i juz
      • ola Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 12:43
        >coz, nudne kobiety w domu sie nudza

        nic dodać, nic ująć!
      • mruwa9 Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 13:36
        wszystko fajnie, padaja propozycje: niepraktyczne studia zaoczne,
        kurs kroju i szycia czy innego rysunku, praca w kancelarii
        parafialnej, kursy, wyklady, warsztaty.. itd itp..ale tego typu
        hobby kosztuja i zwalanie kosztow wlasnych fanaberii (w ramach
        rozwoju intelektualnego, samego w sobie szlachetnego) na partnera
        wydaje mi sie mocno nie fair. Bo Bozia dwie raczki dala i jesli
        mozna je angazowac w hobby, to mozna rownie dobrze zaangazowac je w
        prace, ktora przyczyni sie do wzrostu dochodow rodziny. Zeby nie
        bylo az tak asymetrycznie, ze jedno tylko tyra i zarabia,a drugie
        wydaje ciezko zarobiona kase. W imie wlasnego rozwoju
        intelektualnego, oczywiscie. Dla mnie to dosc egoistyczne
        podejscie. W koncu nie kazda ma Billa Gatesa czy innego Kulczyka za
        meza.
        • wieczna-gosia Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 13:47
          a nie uwazasz ze wszytko zalezy od podejscia meza? Bo moj na przyklad
          uwazal i uwaza nadal ze ogarnianie dziatwy jest duzo bardziej
          zajmujace niz praca i do pracy to on chdzi odpodzac po weekendzie smile
          w zwiazku z tym uwazal moje rozrywki za swiete prawo i obowiazek smile

          poza tym dlaczego jedno musi tylko tyrac? moze tyrac i odpoczywac po
          pracy tak samo jako i to drugie.
        • echtom Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 13:50
          > W koncu nie kazda ma Billa Gatesa czy innego Kulczyka za meza.

          No ale my mniej więcej o czymś takim rozmawiamy. O kobietach, które
          nie muszą iść do pracy z przyczyn ekonomicznych. Bo mają
          mężów, którzy wolą "tyrać i zarabiać", niż dzielić pracę zawodową i
          skończyły się argumenty, że brak pracy zawodowej nieodwołalnie
          skazuje kobietę na nudę i wegetację, pojawiło się nagle współczucie
          dla tych biednych misiów, którzy muszą tyrać na leniwe babsztyle.
          Czy tak trudno zrozumieć, że jeśli jedna osoba zarabia, powiedzmy, 8
          tysięcy, rodzina może mieć inne priorytety niż zwiększenie tego
          dochodu do 10 tysięcy?
          • echtom Wcięło mi linijkę 29.12.09, 13:54
            Miało być:
            W koncu nie kazda ma Billa Gatesa czy innego Kulczyka za meza.
            >
            No ale my mniej więcej o czymś takim rozmawiamy. O kobietach, które
            nie muszą iść do pracy z przyczyn ekonomicznych. Bo mają
            mężów, którzy wolą "tyrać i zarabiać", niż dzielić pracę zawodową i
            kuchnię na pół. A w ogóle to odwracasz kota ogonem - kiedy
            skończyły się argumenty, że brak pracy zawodowej nieodwołalnie
            skazuje kobietę na nudę i wegetację, pojawiło się nagle współczucie
            dla tych biednych misiów, którzy muszą tyrać na leniwe babsztyle.
            Czy tak trudno zrozumieć, że jeśli jedna osoba zarabia, powiedzmy, 8
            tysięcy, rodzina może mieć inne priorytety niż zwiększenie tego
            dochodu do 10 tysięcy?
            • mruwa9 Re: Wcięło mi linijkę 29.12.09, 14:05
              tylko te wzgledy ekonomiczne nie sa stale i moga sie gwaltownie
              zmienic (wskutek rozwodu, choroby, wypadku, krachu gospodarczego) i
              bazowanie na jednym, jedynym, zrodle dochodu moze byc bardzo
              ryzykowne, zwlaszcza, gdy druga osoba nigdy nie pracowala, nie ma
              ani nawyku chodzenia do pracy, ani zadnego doswiadczenia, zadnych
              atutow, ktore moga byc atrakcyjne dla potencjalnego pracodawcy. Tak,
              moze wykrecam kota ogonem, ale po prostu nie potrafie patrzec
              jednostronnie na zagadnienie, jakos zawsze staram sie dostrzec
              wszystkie strony medalu (ile by ich nie bylo wink
              • echtom Re: Wcięło mi linijkę 29.12.09, 14:12
                Sto lat temu mężatki nie pracowały i jakoś żyły wink
                • mruwa9 Re: Wcięło mi linijkę 29.12.09, 14:16
                  zyly, dopoki nie owdowialy, wtedy wychodzily za maz za pierwszego
                  lepszego majetnego, wracaly do rodzicow albo stawaly sie
                  utrzymankami. I zyly w nedzy. Super perspektywy....no, chyba mowa o
                  nieco odleglejszych czasach, bo 100 lat temu kobiety juz pracowaly
                  tu i owdzie.
                  Dochodzi jeszcze kwestia przyszlej emerytury. Chyba, ze wszystkie
                  kobiety domowe sa az tak przewidujace, ze same sobie wykupuja
                  odpowiednie ubezpieczenia ( na kwoty wystarczajace na zycie).
                  • echtom Re: Wcięło mi linijkę 29.12.09, 14:23
                    wtedy wychodzily za maz za pierwszego
                    > lepszego majetnego, wracaly do rodzicow albo stawaly sie
                    > utrzymankami. I zyly w nedzy.

                    Że co? Żony i utrzymanki majętnych facetów żyły w nędzy? smile
                  • donkaczka Re: Wcięło mi linijkę 29.12.09, 14:29
                    mi panstwo niemieckie za kazde dziecko oplaca trzy lata skladek emerytalnych
                    wiec naprawde moge spokojnie pobyc w domu
                    inna sprawa, ze zawodowo nie wypadlam, a niewielkim zakresie cos robie ciagle, w
                    miare jak dzieci beda do placowek wymykac, beda mi sie godziny pracy wydluzac
                • echtom Re: Wcięło mi linijkę 29.12.09, 14:21
                  A tak poważnie, to już wcześniej pisałam, że podstawą jest
                  elastyczność. Kobieta, która przez całe życie nie przepracowała
                  zawodowo ani jednego dnia, to bardzo rzadkie zjawisko.
                  Te "niepracujące", to w większości kobiety, które okresowo robią
                  sobie przerwy na dzieci, w międzyczasie pracują w domu na zlecenie,
                  zdobywają nowe umiejętności itp. Praca zawodowa to fajna rzecz, ale
                  trudno traktować ją jak bóstwo, któremu kobieta codziennie musi
                  składać siebie w ofierze dla dobra własnego i całej ludzkości.
                  • ally Re: Wcięło mi linijkę 29.12.09, 15:53
                    mam wrażenie, że w dyskusji jedne gadają o kobietach niepracujących okresowo, a
                    drugie o zdeklarowanych kurach domowych, które w ogóle nie zamierzają pracować
                    (bo np. "praca to cnota niewolnika", jak stwierdziła jedna forumka).
                    • ola Re: Wcięło mi linijkę 29.12.09, 16:00
                      to złe masz wrażenie chyba.
                      Rozmawiamy o tych, które kurzgalopkiem nie wracają do pracy po
                      ustawowym macieżyńskim, tylko zostają dłużej z dzieckiem.
                      • lillaj Re: Wcięło mi linijkę 29.12.09, 16:08
                        ola napisała:

                        > to złe masz wrażenie chyba.
                        > Rozmawiamy o tych, które kurzgalopkiem nie wracają do pracy po
                        > ustawowym macieżyńskim, tylko zostają dłużej z dzieckiem.

                        chciałaś napisać macierzyńskim tylko nie wyszło? Tyle tych kursów, studiów
                        opłaconych przez męża, który nie skąpi i wszystko rozumie, a efekty mierne. Ja
                        wróciłam "kurzgalopkiem", bo uwielbiam swoją robotę i nie wyobrażam sobie
                        pasożytowania na mężu, niemężu czy innym.
                        • donkaczka Re: Wcięło mi linijkę 29.12.09, 16:24
                          lilaj
                          jesli to nie bycie pasozytem jest motorem glownym twojego powrotu do pracy, to
                          wspolczuje
                          gdzie w tym dziecko? lubie swoja robote pasjami, ale dzieci uwielbiam bardziej,
                          w zyciu nie zostawilabym malucha w domu, zeby podbudowac sobie samopoczucie praca
                          • lillaj Re: Wcięło mi linijkę 29.12.09, 16:46
                            Napisałam wcześniej, że wróciłam do pracy, bo ją uwielbiam, a nie dla
                            podbudowania samopoczucia (co to w ogóle za powód). Swoje dziecko bardzo kocham
                            i właśnie dlatego pracuję. Szczęśliwa matka, szczęśliwe dziecko. Nie jestem
                            kobietą domową, lubię być niezależna, także finansowo. Poza tym nie wyobrażam
                            sobie życia w rodzinie, w której obowiązek utrzymania spada tylko na faceta.
                            • donkaczka Re: Wcięło mi linijkę 29.12.09, 17:08
                              hm rozumujac tym tokiem, uszczesliwia cie praca nie dziecko, bo z dzieckiem w
                              domu bylabys nieszczesliwa

                              uwielbiam swoja robote i pracowalam jakies dzikie godziny, do 22 do 2 w nocy
                              czasami, w soboty tez
                              ale dzieci uwielbiam bardziej, po prostu


                              to "nie wyobrazam sobie" mnie glownie interesuje
                              w druga strone tez sobie nie wyobrazasz? to tylko wyplata ma jakas wartosc i
                              pozycjonuje czlowieka w rodzinie? jak sie nie przynosi kasy to wartosc dodana do
                              stadla domowego jest zadna? nikla? watpliwa?

                              i chodzenie do pracy to objaw niezaleznosci? smile usmialam sie
                              niezaleznosc to stan umyslu i zdolnosc poradzenia sobie samej, mam troje dzieci
                              i gdybym z dnia na dzien zostala sama, poradzilabym sobie z utrzymaniem nas
                              • lillaj Re: Wcięło mi linijkę 29.12.09, 18:53
                                donkaczka napisała:

                                > hm rozumujac tym tokiem, uszczesliwia cie praca nie dziecko, bo z dzieckiem w
                                > domu bylabys nieszczesliwa

                                Bzdura. To twoja nadinterpretacja. Jedno nie wyklucza drugiego. Idąc twoim
                                tokiem rozumowania wszystkie pracujące matki bardziej kochają swoją pracę niż
                                dziecko, a to totalne nieporozumienie.

                                to "nie wyobrazam sobie" mnie glownie interesuje
                                > w druga strone tez sobie nie wyobrazasz? to tylko wyplata ma jakas wartosc i
                                > pozycjonuje czlowieka w rodzinie? jak sie nie przynosi kasy to wartosc dodana d
                                > o
                                > stadla domowego jest zadna? nikla? watpliwa?

                                Nie wyobrażam sobie, ze jedna osoba haruje: utrzymuje dom, funduje przyjemności,
                                kursy, zajęcia i inne, a ja nic tylko wyciągam białe rączki. Gdzie napisałam, że
                                tylko wypłata ma jakąś wartość, bo chyba oślepłam, nijak nie mogę tego dojrzeć?

                                i chodzenie do pracy to objaw niezaleznosci? smile usmialam sie
                                > niezaleznosc to stan umyslu i zdolnosc poradzenia sobie samej, mam troje dzieci
                                > i gdybym z dnia na dzien zostala sama, poradzilabym sobie z utrzymaniem nas

                                Beznadziejne określenie: chodzenie do pracy. A co do niezależności piękne słowa,
                                ale mi chodziło o przyziemną niezależność finansową.
                                Gratuluję dobrego samopoczucia i spokoju ducha, ja mam jednak wątpliwości czy
                                dasz radę, masz problem nawet z czytaniem ze zrozumieniem.
                                • donkaczka Re: Wcięło mi linijkę 29.12.09, 19:40
                                  > Bzdura. To twoja nadinterpretacja. Jedno nie wyklucza drugiego. Idąc twoim
                                  > tokiem rozumowania wszystkie pracujące matki bardziej kochają swoją pracę niż
                                  > dziecko, a to totalne nieporozumienie.

                                  no z logika lezysz, z czytaniem tez, co mi zarzucasz smile
                                  gdzie pisalam o kochaniu dziecka?
                                  jesli idziesz do pracy, zeby byc szczesliwa matka, zamiast zostac z dzieckiem w
                                  domu, to uszczesliwa cie bardziej praca niz bycie z dzieckiem
                                  i tyle
                                  gdzie tu widzisz nadinterpretacje??



                                  > Nie wyobrażam sobie, ze jedna osoba haruje: utrzymuje dom, funduje przyjemności
                                  > kursy, zajęcia i inne, a ja nic tylko wyciągam białe rączki. Gdzie napisałam, że
                                  > tylko wypłata ma jakąś wartość, bo chyba oślepłam, nijak nie mogę tego dojrzeć?


                                  haha biale raczki
                                  no tak, bo przeciez bycie w domu to lenistwo i nicnierobstwo caly dzien, a wklad
                                  w budzet domowy zerowy, przeciez domowe sprawy zrobia sie same i nic nie kosztuja
                                  wybiorczo sobie czytasz
                                  a nie, masz problem z czytaniem ze zrozumieniem, zapomnialam


                                  > Beznadziejne określenie: chodzenie do pracy. A co do niezależności piękne słowa
                                  > ,
                                  > ale mi chodziło o przyziemną niezależność finansową.
                                  > Gratuluję dobrego samopoczucia i spokoju ducha, ja mam jednak wątpliwości czy
                                  > dasz radę, masz problem nawet z czytaniem ze zrozumieniem.

                                  nomenklatura ci nie pasi? czepiasz sie dla idei? to jak wolisz? jezdzenie do
                                  pracy? pracowanie po prostu? (nota bene w domu tez sie pracuje nie pierdzi w
                                  stolek caly dzien)

                                  no najwyrazniej dla ciebie niezaleznosc finansowa, to wlasna wyplata - zgubne
                                  nieco, bo bylabys w stanie wykopac meza i z dnia na dzien utrzymac rodzine?

                                  dla mnie to niezaleznosc od meza, gdyby go zabraklo, z dowolnych powodow
                                  jestem w stanie z dnia na dzien wrocic w obieg i utrzymac rodzine, bylabym w
                                  stanie zamienic sie z mezem miejscami, gdyby to bylo konieczne i to mi daje
                                  poczucie komfortu wystarczajace, by nie miec kompleksow bedac w domu

                                  bo to nasz wspolny wybor, optymalny dla kazdego z nas
                                  w sumie dla mnie najmniej przyjemny, bo lubie swoja prace, spotykanych ludzi i
                                  szelest ekstra gotowki, ale przez tych kilka lat maz bierze na klate utrzymanie
                                  rodziny a ja danie dzieciom dobrego startu zyciowego i kazdy z nas jakos za to placi
                                  • lillaj Re: Wcięło mi linijkę 30.12.09, 11:19
                                    donkaczka napisała:
                                    jesli idziesz do pracy, zeby byc szczesliwa matka, zamiast zostac z dzieckiem w
                                    > domu, to uszczesliwa cie bardziej praca niz bycie z dzieckiem

                                    I znów bzdura. Świat nie jest czarnobiały. Dziecko uszczęśliwia mnie bardziej,
                                    ale nie widzę powodu, by rezygnować z pracy, która mi sprawia przyjemność.
                                    Rozumiem, że praca ma być tylko przykrym obowiązkiem, bo inaczej oznacza, ze
                                    jestem gorszą matką?

                                    > haha biale raczki
                                    > no tak, bo przeciez bycie w domu to lenistwo i nicnierobstwo caly dzien, a wkla
                                    > d
                                    > w budzet domowy zerowy, przeciez domowe sprawy zrobia sie same i nic nie kosztu
                                    > ja

                                    Wyobraź sobie, ze nie jest mi obce zajmowanie się domem. Nie mam gosposi, więc
                                    mi tego nie musisz uświadamiać. Łączę z sukcesem pracę zawodową z prowadzeniem
                                    domu, choć jeśli chodzi o sprzątanie i gotowanie nie mam na tym punkcie fioła.

                                    no najwyrazniej dla ciebie niezaleznosc finansowa, to wlasna wyplata - zgubne
                                    > nieco, bo bylabys w stanie wykopac meza i z dnia na dzien utrzymac rodzine?

                                    Utrzymałabym owszem. Jednak ja w przeciwieństwie do utrzymanki nie podziwiam
                                    faceta za to, że ma wypchany portfel szeleszczącymi banknotami.
                                    • kropkacom Re: Wcięło mi linijkę 30.12.09, 11:29
                                      > Utrzymałabym owszem. Jednak ja w przeciwieństwie do utrzymanki nie podziwiam
                                      > faceta za to, że ma wypchany portfel szeleszczącymi banknotami.

                                      Tak, tak ... Za biedaka byś nie wyszła tongue_out I jeszcze raz, utrzymanka to kochanka
                                      sponsorowana przez pana inaczej kokota.
                                      • lillaj Re: Wcięło mi linijkę 30.12.09, 11:39
                                        kropkacom napisała:
                                        > Tak, tak ... Za biedaka byś nie wyszła tongue_out I jeszcze raz, utrzymanka to kochanka
                                        > sponsorowana przez pana inaczej kokota.

                                        Owszem wyszłam. Za bidaka, lecz uroczego i wykształconegosmile Wszystko co mamy
                                        zawdzięczamy sobie. I choć nie jesteśmy krezusami (jak większość na tym forum)
                                        to żyje nam się zupełnie wygodnie i miło.
                                        A co do utrzymanki to miałam na myśli konkretną osobę o takim właśnie nicku,
                                        wypowiadającą się niżej.
                                        • kropkacom Re: Wcięło mi linijkę 30.12.09, 11:43
                                          My też nic nie dostaliśmy w prezencie i z majętnych rodzin nie pochodzimy smile
                                          Niech każdy żyje jak mu wygodnie.
                                    • donkaczka Re: Wcięło mi linijkę 30.12.09, 11:48
                                      im wiecej cie czytam, tym szerszy mam usmiech i tylko z politowaniem glowa kiwam

                                      piszesz cos, a potem sie wijesz zeby z tego wykrecic, zarzucasz mi
                                      nieumiejetnosc czytania i nadinterpretacje

                                      twoje dziecko ma poltora roku, a ty piszesz tak:
                                      "wróciłam do pracy, bo ją uwielbiam.. Swoje dziecko bardzo kocham
                                      i właśnie dlatego pracuję. Szczęśliwa matka, szczęśliwe dziecko"

                                      dziecko kochasz i wlasnie dlatego pracujesz? gdzie tu jakis sens?

                                      zostawilas roczniaka (czy mniejsze) i uszczesliwilas je swoja praca? czy siebie?
                                      bo uznalas ze siedzac w domu bedziesz nieszczesliwa?
                                      czyli dziecko daje ci mniej szczescia niz praca

                                      a dokladniej bycie z dzieckiem w domu to duzo ciezsze i upierdliwsze zajecie,
                                      fajnie sie wychodzi z domu i zostawia dziecko komus do wychowania, jaka to ulga
                                      prawda?
                                      ja to rozumiem, pracowalam duzo i ciezko, ale to byl lajt w porownaniu z
                                      zajmowaniem sie dziecmi, robota niewdzieczna, nieplatna, powtarzalna i
                                      zwyczajnie trudna
                                      tyle, ze uciekanie do pracy nie jest chwalebne i naprawde nia ma sie co tak
                                      puszyc, jak swietnie godzisz sukcesy zawodowe z domem smile
                                      znam niejedna matke pracujaca, nie musisz mi mowic, jak to wyglada, te sukcesy,
                                      kontakt z dzieckiem, wplyw na jego wychowanie i dbanie o dom
                                      zawsze cos kuleje, najczesciej wszystko po trochu


                                      tak naprawde, gdy ktos sie czuje pewnie na rynku pracy, to nie widzi problemu w
                                      zrobieniu przerwy dla dziecka
                                      ja sie sklaniam ku twierdzeniu, ze pierwsze trzy lata dziecka sa podstawa dla
                                      jego dalszego rozwoju i nidgy tych lat nie oddalabym komus, najlepszej nawet niani
                                      a ze stac nas na moje niepracowanie - maz zarobi, ja wydole psychicznie i nie
                                      jestem w domu znudzona oglupiala baba - to tylko nam na plus przeciez
                                      i nic to nie ma wspolnego z pasozytnictwe i lenistwem, jak to probujesz wmowic

                                      ba! smiem nawet twierdzic, ze uciekanie od dziecka do pracy, to wieksze lenistwo
                                      • wieczna-gosia Re: Wcięło mi linijkę 30.12.09, 12:05
                                        tak naprawde, gdy ktos sie czuje pewnie na rynku pracy, to nie widzi
                                        problemu w
                                        zrobieniu przerwy dla dziecka

                                        i z tym sie zgadzam.
                                        Poza tym w tej chwili nadal jest wszystko albo nic.

                                        Bo z jednej strony
                                        nie ma wystarczajacej liczby zlobkow wiec wszystkie kobiety
                                        zarabiajace od 2 kafli w dol musza miec swiadomosc ze ich pensja nie
                                        zrobi roznicy w budzecie domowym gdyz pojdzie na opiekunke garsonke i
                                        dojazdy i finito.

                                        z drugiej
                                        nie ma elastycznych rozwiazn. Owszem pani menago sobie popracuje
                                        ewentualnie z domu, kilka innych pan tez- reszta szybko moze sie
                                        dowiedziec ze jak ma wrocic na kawalek etatu to se moze w ogole nie
                                        wracac. Nadal tak jest chociaz sa jasolki.

                                        Kiedy rodzilam corke 18 lat temu moj maz mial za soba 10 lat pracy-
                                        ja moglabym jechac na mopie ewentualnie wiec postawilam na kure
                                        domowa i wyksztalcenie. Ale gdybym nawet rozwazala prace- rozwiazan
                                        elastycznych nie bylo tym bardziej. I pieluchy tetrowe byly a
                                        Pampersy do lekarza ewentualnie tak byly drogie.

                                        Ale zgadzam sie z pewnoscia siebie w zawodzie- w koncu zmiana pracy
                                        jest najbardziej efektywna forma uzyskiwania podwyzek smile
                                      • lillaj Re: Wcięło mi linijkę 30.12.09, 12:19
                                        Jasne donkaczko. Pozjadałaś wszystkie rozumy. Jako jedyna wiesz i masz prawo
                                        wyrokować kto jest dobrą, a kto złą matką. Szkoda czasu na dyskusję z tobą.
                                        Jednym słowem wszystkie pracujące matki posypcie głowę popiołem, piszcie
                                        wypowiedzenia i do domu. Mnie nie przekonał twój kaznodziejski ton i PISuarowe
                                        poglądy. Dziecko jest szczęśliwe wtedy, gdy ma szczęśliwych, kochających
                                        rodziców. Nieważne czy pracują zawodowo czy nie.
                                        • wieczna-gosia Re: Wcięło mi linijkę 30.12.09, 12:27
                                          Nieważne czy pracują zawodowo czy nie.

                                          a jednak?
                                          • lillaj Re: Wcięło mi linijkę 30.12.09, 12:40
                                            wieczna-gosia napisała:

                                            > Nieważne czy pracują zawodowo czy nie.
                                            >
                                            > a jednak?

                                            Tak Gosiu. Na szczęście dziecka nie ma to żadnego wpływu jeżeli ma kochających
                                            rodziców. Natomiast samopoczucie kobiety i mężczyzny to zupełnie inna sprawa.
                                        • donkaczka Re: Wcięło mi linijkę 30.12.09, 12:46
                                          ooo
                                          to sie teraz dowiedzialam, ze o dobrych i zlych matkach rozmawiamy? jakis
                                          kompleksik uwiera??

                                          nie dziwne, ze szkoda ci czasu na dyskusje, bo nie masz argumentow do niej
                                          w tym watku w zasadzie ograniczasz sie do obrazania i sugerowania mi brakow w
                                          rozumowaniu, umiejetnosci czytania, teraz mi sie nawet polityka dostalo smile na
                                          poparcie swej postawy masz w sumie tylko komunaly o szczesliwych matkach - wiec
                                          i dzieciach (to niekoniecznie z siebie wynika) o niezaleznosci (pozornej czesto)
                                          o ambicji honorze itp
                                          i zupelnie pomijasz argumenty jake sa za zostaniem w domu, przypominam -
                                          czasowym, za zgoda i z wyboru obojga

                                          i konczysz tez komunalem
                                          nie zawsze tez prawdziwym
                      • ally Re: Wcięło mi linijkę 29.12.09, 16:08
                        dowartościowałaś się?

                        żenujące to było.
                        • lillaj Re: Wcięło mi linijkę 29.12.09, 16:12
                          Zależy co kogo żenuje. Mnie akurat lenistwo i pasożytnictwo tłumaczone na
                          wszystkie możliwe sposoby
                          • ally Re: Wcięło mi linijkę 29.12.09, 16:16
                            hmm, to tak jakby nie było skierowane do ciebie wink
                          • ola Re: Wcięło mi linijkę 29.12.09, 16:18
                            po co mi ubliżasz tymi "pasożytami"?
                            poprawia Ci to humor?

                            szkoda komentować
                            • lillaj Re: Wcięło mi linijkę 29.12.09, 16:21
                              ola napisała:

                              > po co mi ubliżasz tymi "pasożytami"?
                              > poprawia Ci to humor?
                              >
                              > szkoda komentować

                              Przepraszam, za ostro się wyraziłam. Cofam pasożyta.
                              • ola Re: Wcięło mi linijkę 29.12.09, 16:33
                                zostaje leń.
                                Do lenia też się jednak nie poczuwam, w obliczu tego, co napisałam o
                                swoich różnych aktywnościach...

                          • wieczna-gosia Re: Wcięło mi linijkę 29.12.09, 20:44
                            lillaj napisała:

                            > Zależy co kogo żenuje. Mnie akurat lenistwo i pasożytnictwo
                            tłumaczone na
                            > wszystkie możliwe sposoby

                            lilaj z lenistwem dyskutowac nie bede aczkolwiek za podobne
                            "lenistwo" w Warszawie 2 kafle sie placi opiekunce a ta i tak obiadow
                            dla rodziny nie gotuje smile ale do pasozytnictwa potrzebujemy pasozyta
                            i gospodarza. Zelaznym warunkiem pasozytnictwa jest wykorzystywanie
                            jednej ze stron bez ZGODY drugiej. Tak robi jemiola i owsik i
                            tasiemiec. Co wiecej gospodarz na ogol cierpi z powodu pasozyta.

                            W innym przypadku- gdy obie strony zgadzaja sie na uklad taki czy
                            inny w krzyzowkach jest na to inna nazwa- SYMBIOZA. Jesli twoj maz
                            ani ty nie widziciw w takim ukladzie nic dobrego- wasza sprawa. My
                            decyzje podejmowalismy wspolnie. Z perspektywy czasu patrzac-
                            kosztowala nas ona mniej niz inna- rownie wspolna decyzja- ze ja
                            jednak zaczne pracowac. Bo np moj maz przestal w pracy byc 100%
                            dyspozycyjnym co w jego przypadku kosztowalo zmiane pracy. Przestal
                            tez moc realizowac sie pracoholiczo (jeszcze wtedy nie wiedzielismy
                            ze ja potrafe w pracy z rozkosza spedzac 10 godzin, wiedzielismy
                            jedynie ze on tak potrafi smile

                            wec o czym jak o czym ale o pasozytnictwie mowy nie ma.

                            Teraz uklad jest taki ze ON wraca kurzogalopkiem po pracy na 17 bo ja
                            z mojej nie wracam do 20 i on musi de facto robic na 2 etaty ojca i
                            robota domowego bo ja o 20 z 5 dzieci realizuje wylacznie program
                            matka co oznacza ze ugotuje obiad jedynie wtedy jesli to mi zapewni
                            brykanie po kuchni z moim potomstwem.
              • donkaczka Re: Wcięło mi linijkę 29.12.09, 14:22
                na gwaltowne zmiany sa ubezpieczenia to raz
                po dwa, to rozmawiamy o kobietach, ktore moga sobie pozwolic na przerwe w zyciu
                zawodowym, co spotyka sie ze zdumieniem - jak to mozna tak z wlasnej woli sie
                nudzic w domu
                no wiec, nie kazdy sie nudzi
        • donkaczka Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 14:17
          mruwa
          ale my o nudzie rozmawiamy tak? bo to glowny argument za powrotem do pracy, poza
          finansowym
          i pisze o tym, ze w domu sie nudzic nie trzeba, jak sie ma troche wolnych mocy
          umyslowych i fizycznych


          zajecia w ramach hobby moga byc z korzyscia dla domowych finansow ja lubie
          dlubac w czym sie da, wiec warsztat domowy sie rozrosl i jestem domowa zlota
          raczka, co nam duzo kasy zaoszczedza
          mam czas, wiec optymalizuje rozne zakupy i dla domu i dla dzieci
          a to sa naprawde spore oszczednosci, zwlaszcza ze wykanczamy dom i mozna sporo
          przyciac koszty

          my sie kiedys pokusilismy o policzenie, jak by finansowo moja praca wyszla -
          dopoki dzieci sa male i wymagaja opieki, to sie po prostu slabo oplaca, mimo ze
          ja zarabiam niezle, gdy juz wroce do formy
        • monnap Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 30.12.09, 22:07
          No nie wiem jak ty to widzisz ale dla mnie zajmowanie sie dzieckiem
          i domem to tez praca. Moj maz taczek nie ciaga, wiec tak strasznie
          sie nie nacharuje, nie przesadzajmy.
      • deodyma Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 13:39

        donkaczka napisała:

        > coz, nudne kobiety w domu sie nudza
        > naprawde zalamujace sa wasze wypowiedzi, ze w domu to tylko z
        nudow idzie zdech
        > nac
        >
        > nie macie ZADNYCH zainteresowan? albo tylko takie, ktore wymagaja
        wyprawy w swi
        > at szeroki, wielkich nakladow finansowych i wolnosci absolutej?
        >





        tez tego nie rozumiem...
        ja tam NIGDY sie nie nudze i tylesmile
        • utrzymanka Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 14:53
          Ja osobiscie nigdy sie sama ze soba nie nudze, nawet dodatkowej
          rozrywki w postaci dziatwy nie posiadamwink
          Moim zyciowym marzeniem bylaby wlasnie mozliwosc wyboru : pracuje ,
          ale z przyczyn "nieekonomiczynych" tylko wtedy , kiedy chce i kiedy
          praca mnie interesuje, nie pracuje, jesli mam akurat faze na
          niepracowanie...Poniewaz nie lubie sprzatac , gotowac itd.
          musialabym tez miec jakas pomoc domowa.
          Chcialabym byc utrzymanka w w/w kontekscie, bardzo bym chciala....
          • deodyma Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 15:26

            utrzymanka napisała:

            > Ja osobiscie nigdy sie sama ze soba nie nudze, nawet dodatkowej
            > rozrywki w postaci dziatwy nie posiadamwink




            ja tam uwielbiam byc sama ze soba, bo zawsze znadje sobie jakies
            zajeciesmile
            nie mialam dziecka, maz wyjechal na pol roku, wyjezdzal na 3-4 tyg a
            ja sie cieszylam na sama mysl, ze bede w chalupie sama, ze mam wolna
            chate i nie nudzilam sie nigdysmile
            uwielbiam byc sama, chociaz od towarzystwa nie stronie.
        • ola Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 15:04
          no właśnie

          rozmawiamy tu o nudzie w domu, a nie o przyszłych emeryturach,
          wydatkach i tak dalej. Jak ktoś musi pracować, to pracuje. Jak nie
          musi - to właśnie tu się zaczyna nasza dyskusja. Czy się nudzi czy
          nie.

          Każdy urządza sobie życie tak, żeby jemu było najlepiej.
          My od razu planowaliśmy dwoje dzieci z małą różnica wieku, więc bez
          sensu było, zebym wracała do pracy na 3-4 miesiące, żeby zaraz znów
          zajśc w ciązę. Uważam, że to byłoby po prostu niepoważne względem
          pracodawcy, osoby, która pracuje na moim miejscu w zastępstwie itd.
          Finansowo stoimy dobrze. Druga pensja nam wogóle nie potrzebna.
          Więcej - mój powrót do pracy kosztowałby męża więcej niż moje
          bezrobocie - opiekunki, przedszkola, panie do gotowania i sprzątania
          kosztowałyby go znacznie więcej.

          Do tego mój maż rozumie, że mam potrzebę życia towarzyskiego i
          rozwoju zawodowego, więc na studia, kursy i inne aktywności nie
          skąpi. Nie ożenił się z kuchtą, więc pokornie płąci za moje studia.
          A na państwową emeryturę i tak nie liczę. Ubezpieczyłam się w III
          filarze lata temu i płacę sobie składkę co miesiąc.
          Do pracy wrócę jak drugie dziecko skończy 2 lata i pójdzie do
          przedszkola. Przez ten czas skończę studia, zrobię jeszcze z 2
          kursy, a potem moze założę jakąś własną firmę albo co innego.
          I niech mi nikt nie wmawia, że jestem nudną, zapuszczoną kurą domową
          bez perspektyw, bo to po prostu głupi stereopyt albo poprawianie
          sobie humoru na siłę.
      • kawka74 Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 15:19
        Fascynujące.
      • aagnie.szkaa Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 01.01.10, 14:19

        donkaczka napisała:

        > coz, nudne kobiety w domu sie nudza

        Dokladnie takie samo zdanie mam na ten temat smile.
        Podobnie jak Ty, ja jakos na nude narzekac nie moge.
        Moja corka ma 14 mcy, przez ten czas zdazylam zrobic prawo jazdy
        (wlasnie wlasnie- wczesniej jakos czasu nie bylo), literatury z
        dzialu pedagogiki, od urodzenia malej, przeczytalam tyle,ze prace
        magisterskie moglabym pisac na zamowienie wink. Po powrocie z Dubaju
        do Anglii zaczynam kurs angielskiego dla zaawansowanych, bo chce
        sobie papier nauczycielski zrobic (zdaje sie, ze za 2 lata
        zamieszkamy we Francji na stale)- to inwestycja w moj powrot do
        pracy, kiedy juz tam bedziemy, kiedy dzieci beda starsze.

        A tak wogole, to ja szczesliwa (bo sie rozwijam i jestem z corka),
        maz szczesliwy (bo ma zadbany dom, obiadki wymyslne i wypoczeta
        zone) i mala szczesliwa (bo mama z nia jest, a nie jakas obca pani).

        Pozdrawiam Cie serdecznie Donkaczka smile
      • aagnie.szkaa Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 01.01.10, 14:21

        > coz, nudne kobiety w domu sie nudza

        Dokladnie takie samo zdanie mam na ten temat smile.
        Podobnie jak Ty, ja jakos na nude narzekac nie moge.
        Moja corka ma 14 mcy, przez ten czas zdazylam zrobic prawo jazdy
        (wlasnie wlasnie- wczesniej jakos czasu nie bylo), literatury z
        dzialu pedagogiki, od urodzenia malej, przeczytalam tyle,ze prace
        magisterskie moglabym pisac na zamowienie wink. Po powrocie z Dubaju
        do Anglii zaczynam kurs angielskiego dla zaawansowanych, bo chce
        sobie papier nauczycielski zrobic (zdaje sie, ze za 2 lata
        zamieszkamy we Francji na stale)- to inwestycja w moj powrot do
        pracy, kiedy juz tam bedziemy, kiedy dzieci beda starsze.

        A tak wogole, to ja szczesliwa (bo sie rozwijam i jestem z corka),
        maz szczesliwy (bo ma zadbany dom, obiadki wymyslne i wypoczeta
        zone) i mala szczesliwa (bo mama z nia jest, a nie jakas obca pani).

        Pozdrawiam Cie serdecznie Donkaczka smile
    • przeciwcialo Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 16:38
      Moje niepracowanie przez dwa lata to był bardzo fajny czas.
    • mruwa9 a gdyby tak sytuacja odwrotna? 29.12.09, 16:44
      Kobieta pracuje i zarabia, a facet siedzi w domu i realizuje sie
      rodzinnie oraz intelektualnie.Po odprowadzeniu dzieci do przedszkola
      chodzi do kina, na silownie, na strzelnice, kupuje sobie gry
      komputerowe i co tam tylko chce. Odbiera dzieci, kupuje pizze w
      drodze do domu..
      Znacie takie rodziny? Chcialybyscie tak?
      • utrzymanka Re: a gdyby tak sytuacja odwrotna? 29.12.09, 16:49
        nie znam takich rodzin, i osobiscie nigdy w zyciu bym takie sytuacji nie
        chcialam. Mnie model " tradycyjny" bardzo pasuje, czyli to chlop rodzine ma
        utrzymac. A kobieta dolozyc sie moze, ale nie musi.
        • kali_pso Re: a gdyby tak sytuacja odwrotna? 29.12.09, 16:56


          A po co ten cudzysłów? Bo nie kumam....
          • utrzymanka Re: a gdyby tak sytuacja odwrotna? 29.12.09, 17:01
            cudzyslow bez sensu
      • donkaczka Re: a gdyby tak sytuacja odwrotna? 29.12.09, 17:00
        przeginasz w druga strone

        ja akurat mam dzieci przedprzedszkolne, wiec nie spedzam czasu na
        rozrywkach dzien caly, nie kupuje pizzy, tylko gotuje, dbam o dom (co zajmuje
        zajeb.iscie duzo czasu), staram sie odciazac meza ile moge, wszelkie zakupy
        robie w tygodniu, prasuje mu koszule i paruje skarpetki, bo mi go zal, jak rano
        sie z wyrka zwleka do pracy
        daje mu odespac gdy ma nocny dyzur
        i jemu to najwyrazniej pasuje, watpie zeby chcial miec do obskoczenia market w
        sobote, sprzatac ze mna w weekendy, zwalniac sie z pracy zeby dzieci na zajecia
        wozic, prasowac sobie rano koszule i jesc lunche w kantynie, w zamian za
        dodatkowy dochod, ktory w sumie ladowalbym w skarpecie, bo wydac by nie bylo kiedy



        ale tak, gdybysmy byli w polsce i dalej prowadzilabym firme, to zupelnie serio
        bralabym pod uwage rozwiajnie firmy i bycie napedem finansowym rodziny, z mezem
        dbajacym o dzieciaki i dom, zwlaszcza, ze on to robie chetnie i dobrze


        dopoki dzieci sa male pracowac nie bede, no pracuje troche, bo lubie i klienci
        sa, ale dopoki najmlodszy do szkoly nie pojdzie, nie bede pracowac kosztem czasu
        poswiecanego dzieciom i domowi
        a potem, jasne, od lat prowadzilam biznes, zamknelam rok temu, bo nie ogarnialam
        domu i dzieci, ale wroce do tego, nawet mam pomysl na kolejne
        wiec moje niepracowanie jest przemyslane, z wyboru i krzywdy nikomu nie robi
        i o ile moge zrozumiec powody "nie wyobrazam sobie nie pracowac" to ich nie
        podzielam i w tle niekoniecznie chwalebne przyczyny widze - lek raczej niz
        nadmiar ambicji
      • kropkacom Re: a gdyby tak sytuacja odwrotna? 29.12.09, 17:04
        Znam. Bardzo rzadki przypadek tongue_out

        Gdybym miała możliwość zarobienia tyle co mąż to czemu nie? Ślubny lubi swoją
        pracę ale jej nie kocha i typem karierowicza co sobie życia bez roboty nie
        wyobraża nie jest. Nie miałby nic przeciwko byciu w domu tongue_out Był już okres w
        naszym życiu że to ja miałam kasę i daliśmy radę. smile
        • utrzymanka Re: a gdyby tak sytuacja odwrotna? 29.12.09, 17:11
          a czy w przypadku takim, kiedy to babka pracuje tylko, nie pojawia sie problem
          ,hmm jak to nazwac... zmniejszonej admiracji dla partnera?
          Ja potrzebuje swego meza w jakis posob podziwiac, czyms musi mi imponowac, zeby
          bylo miedzy nami dobrze. No i sukces zawodowy jest tu dosc waznym punktem.
          Dlatego jesli to sytuacja przejsciowa - do zniesienia, jesli na stale - dla mnie
          ryzyko.
          Oczywiscie problem braku adminiracji moze dzialac rowniez w realacji pracujacy
          facet- niepracujaca babka.
          • kropkacom Re: a gdyby tak sytuacja odwrotna? 29.12.09, 17:14
            > Ja potrzebuje swego meza w jakis posob podziwiac, czyms musi mi imponowac, zeby
            > bylo miedzy nami dobrze.

            Nie widzę takiego problemu.
            • utrzymanka Re: a gdyby tak sytuacja odwrotna? 29.12.09, 17:23
              good for you. Ja wiem , ze u mnie sie takowy pojawia z czasem.
          • mruwa9 Re: a gdyby tak sytuacja odwrotna? 29.12.09, 17:39
            Ja bym mojego meza bardzo podziwiala, gdyby sam z wlasnej inicjatywy
            przygotowal wystawny obiad czy kolacje. No, jakos tam pichcic
            potrafi, ale do wystawnosci to mu daleko (mnie zreszta tez).
            Ty jestes tradycjonalistka i z wlasnej i nieprzymuszonej woli
            pozwalasz sie spychac do kategorii gorszej istoty, mniej wartej,
            ktora potrzebuje faceta, ktorego moze podziwiac, ktory bedzie ja
            utrzymywal i od ktorego bedzie zalezna. Ja jestem feministka i od
            faceta oczekuje partnerstwa, a feminizm pojmuje jako rownosc praw,
            ale tez obowiazkow i odpowiedzialnosci za rodzine. Co oznacza na
            przyklad, ze kazde z nas powinno sobie poradzic z samodzielna opieka
            nad dziecmi i utrzymaniem rodziny, gdyby z jakiegokolwiek powodu
            nagle bylo do tego zmuszone. A z uzaleznieniem (m.in. finansowym)
            od meza czulam sie po prostu psychicznie bardzo zle, choc konto
            wspolne, wlasna karta platnicza i maz absolutnie nie sknerus,
            wydzielajacy kazda zlotowke.
            • utrzymanka Re: a gdyby tak sytuacja odwrotna? 29.12.09, 17:48
              mruwa, to nie do konca tak.
              Ja nie stawiam sie w pozycji gorszej, bo tez chce byc podziwiana przez mego
              meza, i to niekoniecznie za nawazenie strawy czy utrzymywanie czystosci w domu.
              Jestem tradycjonalistka tylko w tym sensie, ze uwazam, ze obowiazek utrzymania
              domu w pierwszej kolejnosci spoczywa na facecie i facet ktory nie jest zaradny
              na tym polu, traci w moich oczach.
              Wspolne zajmowanie sie sprawami codziennymi, o ile nie ma sie platnej pomocy,
              uwazam za naturalne.
              • mruwa9 Re: a gdyby tak sytuacja odwrotna? 29.12.09, 18:26
                ale dlaczego utrzymanie rodziny ma byc przede wszystkim sprawa
                faceta? Przekonaj mnie rzeczowymi argumentami.W czym lepszy/ gorszy
                jest facet, lepsza/gorsza kobieta, zeby w taki sposob dzielic
                obowiazki malzonkow?
                • utrzymanka Re: a gdyby tak sytuacja odwrotna? 29.12.09, 20:13
                  nie mam argumentow uniwersalnych. Na pewno czasem kobieta moze miec wieksze
                  predyspozycje do robienia kariery zawodowej niz facet.
                  Po prostu osobiscie wole , zeby to facet byl glownym zywicielem rodziny , dawal
                  poczucie bezpieczenstwa, w tym finansowego. MOze to jakis atawizm zwiazany z
                  tym, ze samice ssakow sa zaprogramowane na dosc dluga opieke nad malymi? Dodam,
                  ze sama od zawsze pracuje , bo tak sie zlozylo, nie wiem jak dlugo dalabym rade
                  siedziec bez pracy, ale bardzo chicialabym sprawdzic smile Marzy mi sie mozliwosc
                  wyboru: pracowac z czystej checi, a nie koniecznosci, a jesli okaze sie , ze to
                  mnie nie kreci - dac sobie na luz na jakis czas, moze poszukac czegos
                  innego...Na razie nie do spelnienia.
                  • mruwa9 Re: a gdyby tak sytuacja odwrotna? 29.12.09, 20:57
                    utrzymanka napisała:

                    > nie mam argumentow uniwersalnych. Na pewno czasem kobieta moze
                    miec wieksze
                    > predyspozycje do robienia kariery zawodowej niz facet.

                    aha, tylko CZASEM, czyli NA OGOL kobieta ma gorsze predyspozycje
                    (mniej wartosciowe rece, glowe?) Czyli mozna ja na przyklad gorzej
                    wynagradzac za prace ( w stosunku do mezczyzny wykonujacego taka
                    sama prace), bo kobieta z zalozenia i z natury ma gorsze warunki do
                    pracy zawodowej? Czyli dajesz moralne przyzwolenie na dyskryminacje
                    kobiet?
                    Moje feministyczne serce krwawi, gdy czytam takie rzeczy sad
                    • utrzymanka Re: a gdyby tak sytuacja odwrotna? 30.12.09, 07:27
                      ok , to powiem inaczej: czasem facet a czasem kobieta maja predyspozycje do
                      robienia kariery. Osobiscie wole, zeby moj facet mial i mogl mi zapewnic
                      poczucie fiansowego bezpieczenstwa. Co nie zanczy , ze sama mam dwie lewe rece i
                      nie uzywam szarych komorek. Lacze tradycje z feminizmem, wybieram z kazdego to ,
                      co dla mnie najlepsze wink
                  • kali_pso Re: a gdyby tak sytuacja odwrotna? 29.12.09, 21:12
                    Marzy mi sie mozliwosc
                    > wyboru: pracowac z czystej checi


                    A ile znasz z kolei takich osób?
                    Fakt, fakt na forum co druga...ale w normalnym, realnym życiu?
                    Tak naprawdę jest to przywilej jednostek, większość ludzi pracować musi, bo nikt za darmo nic nie da a i emeryturę trzeba jakąś tam sobie zapewnić.
                    Te Twoje gadki o podziwie dla pracującego męża, tradycyjnym modelu życia, samcach i samicach- czy Ty nie widzisz swojego ubezwałsnowolnienia mentalnego? Jesteś przykładem na to, ze pomimo tego, że ktos tam kiedys wywalczył dla Ciebie prawo do zarobkowania i czynnego udziału w zyciu społecznym- Ty świetnie sabotujesz te zdobycze. I niestety takich pań jest wiecej- nie głosują, nie pracują, są zadowolone ze swego poddaństwa finansowo- umysłowego, godza sie na przykrości w domowych czterech scianach bo nie wierza, że może byc inaczej.
                    Ale z Toba jest jeszcze gorzej- Ty pracujesz i sabotujesz tę zdobycz cywilizacji- tego nie rozumiem juz zupełnie. Pracujesz a chciałabyś nie pracować tylko być na utrzymaniu męża..nie pojmuję tego i nigdy nie pojmę..sorry, mam swoje ograniczenia., jak widać mocno ugruntowanewinkp
                    • echtom Re: a gdyby tak sytuacja odwrotna? 29.12.09, 22:37
                      > Ale z Toba jest jeszcze gorzej- Ty pracujesz i sabotujesz tę zdobycz cywilizacji- tego nie rozumiem juz zupełnie.

                      A ja rozumiem bardzo dobrze - po prostu w którymś momencie ta "zdobycz cywilizacji" zaczyna koszmarnie męczyć. Może gdybym miała wcześniej szansę spokojnie odchować dzieci i dopiero pójść do pracy, traktowałabym ją dzisiaj jako coś atrakcyjnego. A zamiast tego czuję, że po latach miotania się między pracą i trójką małych dzieci wychodzi ze mnie zmęczenie materiału i zaczynam traktować tę "zdobycz cywilizacji" jak zło konieczne.
                    • wieczna-gosia Re: a gdyby tak sytuacja odwrotna? 29.12.09, 22:54
                      doceniam zdebycze sufrazystek poniewaz jest WYBOR. ale przemiana z
                      "siedz kuchto w domu" na "hela na traktor" zupelnie mnie nie
                      interesuje.

                      Kiedy mysle o przyszlosci mojej maturzystko (bo akurat w jej
                      kontekscie mysle najczesciej) to chcialabym zeby mogla sie
                      realizowac- co przez to rozumiem? wszystko. Zeby mogla byc samotna,
                      zamena kociolapna, pracujaca, niepracujaca polpracujaca, z dziecmi w
                      liczbie zero, 1, 12 wlasne cudze, tutaj czy za granica. TO wywalczyly
                      mi sufrazystki.
                    • kropkacom Re: a gdyby tak sytuacja odwrotna? 30.12.09, 11:34
                      > Jesteś
                      > przykładem na to, ze pomimo tego, że ktos tam kiedys wywalczył dla Ciebie pra
                      > wo do zarobkowania i czynnego udziału w zyciu społecznym-

                      Poprawka, wywalczył prawo samostanowienia do tego jak mamy żyć.
                    • utrzymanka Re: a gdyby tak sytuacja odwrotna? 30.12.09, 12:25
                      przykro mi , ale nie jestem zosia somosia ani zwolenniczka hasla "
                      kobiety na traktory". Rozumiem, ze moze sie to komus nie podobac.
                      Nigdzie nie napisalam, ze nie chce pracowac dozywotnio. Chce miec
                      mozliwosc wyboru i tak - samca , co do ktorego bede pewna , ze
                      zwierzyne przyniesie. Mozliwosc wyboru oznacza , ze nie grozi mi
                      ubezwlasnowolnienie czy inna forma degradacji.
                      Co do czynnego zycia spolecznego , to glosuje i glosowac bede, nie
                      rozumiem zwiazku. Zgadzam sie tylko co do tego, ze taka sytuacja
                      jest przywilejem jednostek, dlatego dla mnie rowniez pozostaje w
                      sferze gdybania. Przestan moze szufladkowac ludzi na ambitne i
                      swiadome feministki vs tepe, leniwe i ograniczone tradycjonalistki,
                      to bedzie krok naprzod w walce z Twoimi ograniczeniami.
                  • echtom Re: a gdyby tak sytuacja odwrotna? 29.12.09, 22:30
                    > MOze to jakis atawizm zwiazany z tym, ze samice ssakow sa zaprogramowane na dosc dluga opieke nad malymi?

                    Dokładnie to. A skoro i tak jest w domu z małym, to przy okazji coś w tym domu zrobi. A facet w międzyczasie pójdzie upolować zwierzynę wink
          • lola211 Re: a gdyby tak sytuacja odwrotna? 29.12.09, 18:49
            > Ja potrzebuje swego meza w jakis posob podziwiac, czyms musi mi
            imponowac, zeby
            > bylo miedzy nami dobrze. No i sukces zawodowy jest tu dosc waznym
            punktem

            No ja tak mam.Jakby mi facet przestal sie zawodowo udzielac to by w
            moich oczach stracił.Wybralam takiego, ktory potrafi zwierzyne
            upolowac i dobrze mu to idzie.
      • wieczna-gosia nie tak bym nie chciala 29.12.09, 20:59
        na poziomie moim osobniczym gdyz wlasnie tak dobralismy sie z moim
        mezem ze:
        1. uwielbiamy oboje miec duuzo dzieci
        2. w zwiazku z tym ja przez czesc doroslego zycie realizowalam
        progran krolowa pszczol bo on glupi nie jest i wie ze dzieci rowna
        sie niezly zapierdziel. I uznal ze skoro taki pomysl mamy oboje to on
        dzieci nie urodzi, a ja tak i to ze szwungiem i nalezy mi zapwniec
        pozywienie i inne luksusy realizujac program truten- jesli pozostane
        w tematyce pszczol.
        3. do pracy poszlam kiedy chcialam. I byla to nasza wspolna decyzja
        to znaczy moj maz zabezpieczyl mi komfort tego "kiedy chce"

        4. co nie zmienia faktu ze co dwie pensje to nie jedna szczegolnie ze
        okazalo sie ze w temacie wyrai=biania stawki jest rownie utalentowana
        co w temacie rodzenia dzieci i zyjemy jednak na duuuzo wyzszym
        poziomie niz z jedna pensja tylko dlatego ze ta druga jest. Gdyby jej
        nie bylo- moj maz pracowalby wiecej, zarabilby wiecej i spokojnie
        dawalibysmy rade.

        no wiec to JA. ale w temacie czysto decyzyjnym oczywiscie wyobrazam
        sobie taka sytuacje. Znam kilku facetow, ktorzy z roznych powodow
        "soedzieli" z dzieckiem i przyznam ze w tym siedzeniu byli dosc
        podobni do mnie to znaczy to jest taki balans pomiedzy siedzeniem a
        lataniem smile bron boze sie nie zwijaja. Zas osobisty chlop mojej
        przyjaciolki pare at temu w zwiazku z choroba przedstal pracowac.
        Choroba minela a on dalej nie pracowal- bo tak ustalili ze on
        potrzebuje. Nawet mieli wtedy koncepcje dziecka bo co tak bedzie
        chlop na pusto siedzial- nie wyszlo. W tym roku worcil do pracy jako
        ksiegowy pierwszy raz w zyciu w niczym mu ta przerwa nie zaszkodzila,
        to byla ICH decyzja.

        I ja sobie cos takiego wyobrazam ze moj maz przyjdzie i powie "wiesz
        mala czas na kitkat". I naprawde zrobie wszystko zeby nie ulec
        powszechnej presji i nie przejechac sie po nim jak po burej suce.

        co wiecej- 2 lata temu moj maz bym bez pracy- wzielam roboty po
        pachy, w domu glownie spalam, a moj maz przejal wszelkie obowiazki
        zwiazane z funkcjonowaniem domu. Bylo ok, nie wspominal tego okresu
        zle. Wspominam go zle glownie dlatego ze moj maz mial KOLOSALNE
        wyrzuty sumienia ze NIE pracuje co doprowadzilo go do najgorszej
        decyzji- z perspektywy czasu czyli do wyjazdu za granice do pracy. I
        to ja z kolei znioslam fatalnie. I sama go namawialam zeby nie bral
        co popadnie i take it easy i damy se rade zona zapewni finanse.
    • agni71 Re: Jak ja zazdroszczę kobietom niepracującym zaw 29.12.09, 17:43
      saphire-2, nie potrafie wyczuć, czy piszesz szczerze, czy ironizujesz, ale
      powiem ci, że chyba żadna (albo prawie żadna) kobieta nie zakłada z góry,
      ze nigdy nie pójdzie juz do pracy.
      Ja np. mam dzieci jeszcze stosunkowo małe (7, 5 i 3 lata), z kolei pensja
      męża jest wystarczająca na wygodne życie bez wiekszych wyrzeczeń dla
      naszej piatki, a moje pójście do pracy teraz oznaczaloby:
      1. przesiadywanie dzieci całymi dniami w szkole i przedszkolu
      2. widywanie dzieci przez nas przez jakieś 3-4 godz. dziennie
      3. oddawanie pewnie z 2/3 mojej potencjalnej pensji opiekunce do dzieci, i
      pozostałej kwoty na dojazdy do pracy i posiłki na mieście moje i męża
      (dzieci musiałyby jeść w stołówce).
      4. moje wieksze zmęczenie, a tym samym gorszy humor wink

      Jedynym plusem byloby wypracowywanie sobie prawa do emerytury i nie
      wypadniecie z pracowego obiegu na wypadek porzucenia przez męża lub innego
      wypadku losowego.

      • skanke takiego samoponiżenia przez kobiety 30.12.09, 10:06
        jak w tym wątku nigdzie nie widziałam. to co wy tradycjonalistki wypisujecie,
        bzdurne argumenty tłumaczące zidiocenie przynoszą wstyd wszystkim kobietom.
        • donkaczka Re: takiego samoponiżenia przez kobiety 30.12.09, 11:55
          ou rili?
          moj maz czyta ten watek, on ma ubaw po pachy czytajac argumenty drugiej strony smile
          wiec moze tak nie generalizuj jednak
          • melka_x Re: takiego samoponiżenia przez kobiety 30.12.09, 12:30
            Jak zwykle na tym forum, wątek spod znaku - każda pliszka swój
            ogonek chwali, a inne ogonki obsrywawink.

            Dlaczego tak Was boli, że są kobiety, które nie chcą pracować
            zawowodowo? Dopóki ich mężowie nie jęczą wszystko gra.

            Rozwijać się można nie tylko w pracy. Kilka razy mówiłam o tym w
            podobnych wątkach, nudne kobiety pozostaną nudne pracując, a ciekawe
            pozostaną ciekawymi w domu. Czas w domu można fantastycznie
            wykorzystać, czytając, ucząc się języków itd.

            Sama wróciłam do pracy, gdy dziecko miało 3 lata. Nie żałuję tych
            lat w domu. Nie krytykuję innych, ale też nie chciałabym roczniaka
            czy 2latka wysyłać do złobka, czy zostawiać cały dzień z opiekunką.
            Teraz mam to szczęście, że lubię swoją pracę i jest ona niewątpliwie
            rozwijająca. Ale ile osób może to powiedzieć o swoim zajęciu? Gdybym
            miała mieć nudną pracę wolałabym nadal być w domu. I bardzo proszę
            by z pozycji asystentki czy referenta (nawet starszego) nie pouczać
            mnie, że siedzenie w domu kurczy mózg. Bo MSZ zdaniem na kurczenie
            mózgu bardziej wpływa kretyńska pracawink. Czy naprawdę zrobienie
            tysięcznego bilansu w swoim życiu rozwija?

        • donkaczka Re: takiego samoponiżenia przez kobiety 30.12.09, 12:35
          poza tym najwiekszy wstyd w tym watku przynosi kobietom gnojenie innych kobiet,
          wyzywanie od pasozytow i leni

          przykro mi, jesli ktoras z was by sie zle czula nie pracujac, bo maz by dawal
          dobitnie do zrozumienia, ze wydajecie JEGO pieniadze - to jest prawdziwy problem
          i czeste podloze powrotow do pracy


          a jesli dwoje ludzi taka a nie inna decyzje podejmuje, dla niego to nie trauma,
          ze tylko on zarabia, ona nie dostaje jobla w domu i blizej jej do Bree niz
          zahukanej sieroty, to raczej warto wyrazic uznanie dla obojga
          zamiast tego pracujace matki probuja obrzydzic taki uklad, ktory czesto jest
          nieosiagalny przez ulomosci obojga - on nie zarobi, nie potrafi czy nie chce,
          czuje sie wykorzystywany i niepracujaca zone bedzie z gleba rownal, ona w domu
          nie umie sie odnalezc, dziecko ja meczy bardziej niz etat, no i musi miec wlasna
          gotowke, inaczej nici z butow, perfum, kosmetyczki a nie zarabiajac czuje sie
          bezwartosciowa
          • animka25 Re: takiego samoponiżenia przez kobiety 01.01.10, 17:10
            Nie czytałam całego wątku, ale przeraża mnie to licytowanie się: kto ile i w
            jaki sposób rozwija się intelektualnie. Ja na to patrzę w zupełnie inny sposób.
            Każda z nas jest tą samą osobą, tak samo inteligentną, wrażliwą czy wartościową
            niezależnie od tego, czy aktualnie zasuwa 10-tą godzinę przy biurku, ogląda tv,
            czy lepi pierogi, czyż nie?
            Ktoś kto lubi czytać książki nt. fizyki kwantowej będzie to robił niezależnie od
            tego czy pracuje zawodowo czy siedzi w domu z dzieckiem, tak samo jak ten, kto
            lubi oglądać brazylijskie seriale.

            Ja "siedzę" do końca marca w domu z drugim dzieckiem (7 mies.) i mimo to nie
            czuję specjalnego uwstecznienia sięsmile choć nie pracuję już od prawie roku
            (macierzyński + pól roku wychowawczego). Nawet zastanawiam się czy nie wrócić do
            pracy jedynie na pół etatu, żeby więcej czasu spędzać z dziećmi.
            Pomimo drugiego dziecka w wieku 27 lat mogłam bezproblemowo skończyć studia,
            pracować zawodowo, a nawet udzielać się charytatywnie, co mam zamiar znowu
            zacząć robić.

            Z resztą nie ważne, chodzi o to, że mało ciekawy człowiek zawsze będzie czuł się
            niedowartościowany i znudzony siedząc w domu, bo nie jest na tyle kreatywny,
            żeby fajnie i ciekawie zorganizować sobie czas. No bo jeżeli o czyimś poczuciu
            wartości własnej, wykształceniu i zdolnościach intelektualnych ma decydować
            ilość godzin spędzonych za biurkiem, to.... no cóż.
            Co można robić w domu? Właściwie wszystko, poczynając oczywiście od zajmowania
            się i obserwowania rozwoju własnego dziecka, można podszkolić język, zrobić
            prawo jazdy (ja), pisać pracę magisterską, poznawać nowych ciekawych ludzi,
            także (o zgrozo) podczas spacerków z wózkiem, można rozwijać swoje
            hobby.Ostatnio odkryłam wiele ciekawych zajęć oferowanych przez pobliski dom
            kultury, mamy z dziećmi są również mile widziane. Można także, co akurat ja
            praktykuję, wykonywać niektóre zlecenia dla szefa zdalnie w domu. Dodatkowo (o
            zgrozo po raz drugi) pomagam dorywczo, głównie w soboty w sklepie prowadzonym
            przez moich rodziców, a tam wiadomo, że trzeba robić wszystko od zamawiania
            towaru przez rozliczanie faktur, układanie towaru, po sprzedawanie (to odnośnie
            tekstu o biedroncesmile

            Rozwijać można się wszędzie i w pracy i przy dziecku i siedząc na ławce w parku
            czytając książkę. Z resztą czym jest te kilka lat spędzone w domu z dzieckiem w
            porównaniu do całego naszego życia?Na wszystko można i trzeba znaleźć czas.
            No ale to tylko moje zdanie, może ja normalna nie jestemsmile
Pełna wersja