sybilla_vane
29.12.09, 14:01
Moja koleżanka ma 4 letnie dziecko, bardzo często prosi mnie o posiedzenie z
Chłopcem, zabranie Go na spacer itd. Jako, że mieszkam bardzo blisko jestem
pierwszą osobą do której dzwoni jak tylko chciałaby wyjść a nie ma z kim
zostawić synka. Często wygląda to tak, ze prosi o posiedzenie z nim godzinkę,
a wraca po 4 ... wiec spędzam z nim średnio 10 godzin tygodniowo. Powiem
szczerze, że czasem wydaje mi się, że przesadza z ilością próśb do mnie, ale
ja z tych uczynnych i pomocnych z miękkim tyłkiem

a Młody bardzo mnie lubi i
ja Jego również. Ostatnio Młody miał urodziny. Jego Mama postanowiła je
wyprawić poza domem, ponieważ nie ma warunków u siebie na większą ilość gości.
Przyjecie urodzinowe miało się odbyć tydzień po urodzinach. Ja , jako ulubiona
ciocia wręczyłam Maluchowi upragniony prezent w dniu urodzin, bardzo się
ucieszył. Posiedzieliśmy sobie razem, pobawiliśmy się i cacy. Zaczęło się
porządne planowanie imprezy. Co, gdzie , jak i kogo. Radzenie się mnie ile
czego itd. Poproszona zostałam nawet o upieczenie tortu dla Małego, bo się
ponoć na tym znam

Powiem szczerze, że ochotę na pieczenie mam zazwyczaj
średnią, ale zgodziłam się, bo głupio było odmówić. No i nie przedłużając.
Impreza coraz bliżej, goście pozapraszani i zorientowałam się, że nie zostałam
zaproszona... Pomyślałam, że może przesadzam i dla koleżanki jest oczywiste to
, że będę i wypadło jej zapraszanie mnie z głowy. Ale przyszedł dzień imprezy,
spotkałyśmy się rano a ona nic. Mówi o imprezie, omawia szczegóły a o mnie ani
słowa... Zrobiło mi się bardzo, ale to bardzo przykro. Czy ja przypadkiem nie
przesadzam? Może to jest normalne, a ja jestem dzik?