e-milia1
04.01.10, 21:30
w koncu wybuchnie a ja nie bede umiala mu pomoc. nie mowi mi o swych
lekach, o strachu czy o tym co mogloby go gnebic. przechodzi akurat
nieciekawy moment w zyciu i udaje, ze nic sie nie dzieje, ze nic go
nie rusza. okazalo sie, ze z winy meza nie bedziemy mieli
prawdopodobnie wiecej dzieci. ja sie poplakalam nieraz, po czasie
pogodzilam sie z sytuacja. wiem, ze diagnoza jaka mu postawiono
niejednego chlopa by podlamala. moj udaje, ze nic sie nie dzieje, ze
go to nie rusza. nawet nie mowi, co w rzeczywistosci sadzi. malo
tego, maz mial w zeszlym roku operacje, bylo podejrzenie o raka. na
szczescie wszystko dobrze sie skonczylo, ale maz musi do konca zycia
lykac hormony. do operacji podszedl jakby nigdy nic, potem tez
zachowywal sie jakby nic sie nie stalo. czasem pytalam go o
przeczucia o tym co sadzi o tym wszystki, jak sie czuje w srodku,
ale nigdy nie otrzymalam konkretnej odpowiedzi. nie chce go zmuszac
do zwierzen i uszczesliwiac na sile, ale dla mnie to nienaturalne,
ze zachowuje sie w ten sposob, ze skrywa to wszystko w sobie. pare
dni temu, po dopiero kilku miesiacach maz powiedzial mi, ze od
hormonow, ktore mu przepisano wypadaja mu wlosy od pewnego czasu,
zle sie czuje i ma luszczyce! skora luszczy mu sie na dloniach,
lokciach, kolanach, stopach. jestem w szoku, ze wczesniej tego nie
zauwazylam, kurcze jestem w szoku, ze wczesniej nic nie mowil tylko
od czasu do czasu cos tam wspominal, ze chyba mu te leki zle dobrano
bo jakos nie pasuja mu.... boje sie, ze przez to tlamienie
wszystkiego w sobie wybuchnie kiedys. nie wiem jak go wspierac, jak
z nim rozmawiac bo on nie chce o tym rozmawiac. nie tylko ze mna,
ale i z innymi tez. wiem, ze takie chowanie uczuc w sobie moze dla
faceta zle sie skonczyc..