sueellen
06.01.10, 13:11
Jestem 11 dni po porodzie.
Wyszłam do domu w dniu porodu. Ledwo zdąrzyłam wziąć prysznic i przebrać się w
piżamę, a już do drzwi zapukało 5 osób - rodzinka mojego faceta. Grzecznie się
przywitałam, pogadałam o pogodzie i zwiałam z małą do sypialni. Imprezka
trwała do 2 nad ranem. Oczywiście było głośno i wesoło. Dla mnie to tylko
druga noc bez zmrużenia oka. Kiedy wreszcie usnęłam nad ranem, obudziła mnie
położna, która weszła w sam środek tego bajzlu. Kiedy poszła oczywiście
wygarnełam mojemu facetowi co o tym myślę. Jak grochem o ścianę.
Następnego dnia kolejna wizyta jego rodzinki, trzeciego nocował u nas jego
kuzyn! Oczywiście przygotowanie ręczników, pościeli itd na mojej głowie.
Mówię, tłumaczę, proszę że potrzebuję spokoju. Dopiero uczę się opiekowac małą
i ją karmić. Chcę to robić w różnych pozycjach np na sofie, ale jak mam to
robić skoro wiecznie ktoś w domu!?
W końcu mój facet wymyślił, że sprowadzi do nas swoją mamę to mi pomoże i
odciąży, doradzi. No i jest - od niedzieli. Pojechaliśmy po nią z małą. Coś
mnie tknęło by się zabrać i pojechać i dobrze zrobiłam, bo w ostatniej chwili
zastopowałam przyjazd wraz z babcią 10-letniej siostrzenicy! Matka mojego
faceta stwierdziła, że będzie jej się nudziło, bo nie zna polskiego ani
angielskiego a ja hiszpańskiego i dlatego chce zabrać wnuczkę ze sobą!
No i finał jest taki, że mam zero pomocy. Jego matka śpi do południa, więc ja
we własnym mieszkaniu na paluszkach do kuchni (śpi w salonie połaczonym z
kuchnią), zero prywatności, zero pomocy. Ogląda całymi dniami telwizję na
kompie i nosi malą na rękach co też mnie wkurza bo jak się mała przyzwyczai
będę miała potem problem.
Oczywiście mimo ciągłych proźb rodzinka przychodzi codziennie. Wczoraj nie
wytrzymałam nerwowo i jak wyszli rzuciłam żelazkiem o podłogę, wydarałam się
jak dziekie zwierzę i poszłam na siłownię.
Dzisiaj wzięłam nad ranem z kuchni trochę żarcia, wodę mioneralną, Zabrałam
komputer i zamknęłam się z małą w sypialni. Nie zamierzam wychodzić przez cały
dzień. Liczę już tylko na to że jak pozbawię jego matkę komputera i małej,
zanudzi się i sama będzie chciała wrócić do domu.
Co jeszcze mogę zrobić oprócz wyprowadzenia się z domu? Rozmowy (wielokrotne)
nie dają nic. Wszelkie argumenty trafiają jak grochem o ścianę. On uważa, ze
to jego rodzina i mają prawo przyjść i zobaczyć małą kiedy chcą. Szukanie
mieszkania zajmie conajmniej 2 miesiące.