Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą dziec

12.01.10, 16:40
Miałyście kiedyś sytuację, gdy Wasze dziecko ciężko zachorowało i
jego życie było zagrożone?
Tak się zastanawiam, czy każda mama musi przechodzić przez takie
doświadczenia, czy też niektóre mają pecha?
Cóż, nam się to zdarzyło kilka razy.
    • gabi683 Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 12.01.10, 16:44
      Miałam moje piersze dziecko zmarlo mialo 8 miesiecy dzis mial by 17
      lat.
      • lejdi111 Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 12.01.10, 16:50
        kiedys moje dziecko miało prawie wszystkie objawy białaczki i nawet wyniki krwi
        nie były za ciekawe. Jednak to na szczęście nie było to.
    • mondovi Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 12.01.10, 16:59
      raz. gdy syn miał 16 miesięcy. przez rok miałam palpitacje przy każdym katarze.
    • sandorianka Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 12.01.10, 17:13
      3 razy ze starszą córką. Chociaż to nie bardzo choroba. Raczej zdarzenie, które
      przyprawiło mnie prawie o zawał.
      Pierwszy jak wpadła do studni na działce.
      Drugi jak przed wyjściem do przedszkola straciła przytomność i runęła na podłogę
      waląc głową w futrynę.
      A trzeci jak najadła się ogórka (jeszcze nie wiedzieliśmy, że jest na nie
      uczulona) i zaczęła w nocy puchnąć (nie było jej oczu widać), nie mogła
      oddychać, myślałam, że się udusi.
    • oqoq Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 12.01.10, 17:22
      Dwa miesiące temu mój syn mial lekki katar, w sumie pociągał nosem.
      Wieczorem po kąpieli po pół godzinie od położenia do łóżka zaczął
      się dusić. Dostał silnego zapalenia krtani na tle alergicznym.
      Wcześniej nie raz miał zapalenie krtani. Pierwsze w wieku 3
      miesięcy - ale dopiero gdy dusił się przerażony - wystraszyłam się
      nie na żarty. W Wigilię sytuacja się powtórzyła. Obstawiam, że winny
      jest kot mojej ciotki, w obu dniach byliśmy na krótko z wizytą.
      • anyx27 Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 12.01.10, 17:27
        Na szczęscie nie wszystkie. Tfu, tfu, żeby nie zapeszyć. moja 5-latka miala
        tylko raz, przez 1 dzien temp. 38st. nie choruje wcale, zdarzył sie tylko kaszel
        i katar alergiczny. Bardzo współczuję mamom, które musiały przechodzić takie
        ciezkie chwile.
    • zebra12 U nas było tak 12.01.10, 17:35
      To napiszę, jak u nas, bo nie zdążyłam w pierwszym poście.

      U nas to było:
      - podejrzenie sepsy, stan średno ciężki
      - ropne zapalenie zatok, zagrożenie zapalniem mózgu
      - zapalnie płuc, stan ciężki, niewydoilność oddechowa, HiB, sinienie
      i inne takie, brak reakcji obronnej organizmu
      - drugie zapalenie płuc, także HiB, także bez gorączki, zapalnie
      powiększona śledziona, grasica i prawa komora serca...
      - udar niedokrwienny mózgu
      i kilka innych pomniejszych. Brrrrrrrrrrrr
      -
      • maadzik3 Re: U nas było tak 12.01.10, 17:48
        Lo matko!!! Wspolczuje!!!
      • edycia274 Re: U nas było tak 12.01.10, 18:41
        Tak takie sytuacje zagrożenia zdarzyły się u Nas parę razy. Dwie podczas
        operacji reszta z innych przyczyn. Nikomu nie życzę przechodzić przez taki koszmar.
        • fogito Re: U nas było tak 12.01.10, 19:17
          Raz przeżyliśmy coś takiego, kiedy syn w wieku prawie 2 lat dostał
          zapalenia krtani i w ciągu zaledwie 2 godzin od pierwszych objawów
          był już zaintubowany i wieziony karetką do Poznania. Walił śnieg i
          nie wiedziałam jak dojedziemy te 100 km uncertain Na OIOM'ie spędził trzy
          doby. Nie spałam normalnie przez następny rok, bo ciagle słuchałam,
          czy oddycha.
        • epistilbit Re: U nas było tak 12.01.10, 19:46
          Czemu piszesz nas z wielkiej litery? Jesteście Rodziną Świętą?
          • lilka69 epistibit- 12.01.10, 22:05
            Jesli chcesz jej dowalic to rob to przynajmniej poprawnie- WIELKĄ LITERĄ z nie z
            wielkiej litery.
      • asia_i_p Re: U nas było tak 12.01.10, 19:44
        Kurczę, dzielna jesteś.
      • martirad Re: U nas było tak 18.01.10, 19:45
        zebra12 mogłabym na prywatną pocztę napisać? Jeśli tak proszę o adres.
    • asia_i_p Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 12.01.10, 19:42
      Jeszcze nie.
      Ale panikowałam kilka razy i tak.
      • grzalka Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 12.01.10, 19:53
        raz ostre zapalenie krtani- objawy bardzo gwałtownie narastały, a ja sama z
        trójką małych dzieci, żadne typowe sposoby nie pomagały

        drugi raz spędziliśmy 2 tygodnie w szpitalu z podejrzeniem białaczki, okazało
        się, że to cytomegalia plus mononukleoza
    • dziub_dziubasek Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 12.01.10, 19:54
      Moja dwudniowa córeczka dostała wysokiej goraczki (a ponoć jak noworodki
      gorączkują to jest to coś bardzo poważnego). Podejrzewano u niej meningokokowe
      zapalenie opon mózgowych (sztywniała, zwłaszcza szyja).
      Na szczęście nic z tych rzeczy się nie potwierdzilo, ale tez przyczyny nie
      znaleziono (wysokie crp. leukocytoza, świadczące o infekcji, ale wszystkie
      posiewy czyste, mocz ok, wyniki punkcji tez ok, usg brzucha i głowy w porządku).
      Do tej pory wraca ten strach o nią jak znowu dostaje gorączki...
    • izabela1976 Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 12.01.10, 20:01
      tak, przeżyłam.

      Zaraz po urodzeniu mój syn dostał bakteryjnego zapalenia opon mózgowych i sepsę.
      Był w stanie bardzo ciężkim. Przez 3 tygodnie w spiączce farmakologicznej,
      intubowany itd. na OIOMie. Dopiero po 3 tygodniach lekarze poinformowali nas że
      ma szansę przeżyć. Wcześniej nie chcieli się wypowiadać na temat szans jego
      przeżycia.
    • mruwa9 Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 12.01.10, 20:15
      Jedno z dzieci stan bezposredniego zagrozenia zycia zaliczylo kilka
      razy, zaliczalismy i OIOM i nagle hospitalizacje niezliczona ilosc
      razy. Ale ja tak dzialam, ze w pierwszym momencie nie dopuszczam do
      siebie informacji, jak powazna jest sytuacja, moj organizm
      calkowicie sie przestawia na dzialanie w kierunku ratowania dziecka
      (raczej nie trace glowy w takich sytuacjach, tylko metodycznie
      dzialam), swiadomosc, jak blisko bylo do smierci, dociera zwykle do
      mnie po jakims czasie, gdy juz jest z gorki, wtedy zwykle juz sam
      stres jest mniejszy, bo i sytuacja zwykle jest juz czesciowo
      przynajmniej wyprostowana. A poniewaz takich sytuacji bylo co
      najmniej kilka, niemal sie do nich przyzwyczailam i dzialam jak
      automat (chocby w kwestii pakowania niezbednych rzeczy do szpitala,
      w oczekiwaniu na karetke)
      • agik82 Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 12.01.10, 21:57
        tak, kiedy młodsza się poparzyła bardzo poważnie i istniało zagrorzenie amputacji palców
        starsza miała podejrzenie wstrząsu mózgu

        w takich syt. działam podobnie jak mruwa9 napisała:

        Ale ja tak dzialam, ze w pierwszym momencie nie dopuszczam do
        > siebie informacji, jak powazna jest sytuacja, moj organizm
        > calkowicie sie przestawia na dzialanie w kierunku ratowania dziecka
        > (raczej nie trace glowy w takich sytuacjach, tylko metodycznie
        > dzialam), swiadomosc, jak blisko bylo do smierci, dociera zwykle do
        > mnie po jakims czasie, gdy juz jest z gorki, wtedy zwykle juz sam
        > stres jest mniejszy, bo i sytuacja zwykle jest juz czesciowo
        > przynajmniej wyprostowana. A poniewaz takich sytuacji bylo co
        > najmniej kilka, niemal sie do nich przyzwyczailam i dzialam jak
        > automat (chocby w kwestii pakowania niezbednych rzeczy do szpitala,
    • kropkacom Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 12.01.10, 20:35
      Córka miała tydzień temu atak padaczki (pierwszy w życiu). Myślałam że się dusi
      i bałam się że mi na rękach umiera sad
      • bacha1979 Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 13.01.10, 08:10
        O, atak padaczki faktycznie wygląda strasznie. Widziałam jak pracownik rodziców
        dostał, była sama z nim, byłam na 100% pewna, że facet umiera. Potem widziałam u
        przypadkowej osoby jeszcze raz, ale wtedy już wiedziałam co to jest, więc nie
        spanikowałam.
        • kropkacom Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 13.01.10, 09:36
          Ja się zupełnie nie spodziewałam takiego obrotu spraw. Gdybym wiedziała że to
          atak epilepsji byłabym spokojniejsza. Na szczęście instynktownie zadziałałam
          dobrze.
    • koza_w_rajtuzach Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 12.01.10, 21:16
      nie
      • kulma.m Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 12.01.10, 21:42
        U nas rzeczywistego zagrozenia zycia nie bylo (Olwika ma dwa
        lata)... za to ja panikara i kilka razy mialam juz ataki niezlego
        stresu (z wlasnej winy zreszta) kiedy
        - nic jej nie bylo, miala sapke, 3 tygodniowy noworodek, karetka,
        szpital i oddelegowanie do domu (potem balam sie z nia zostac bo
        uwazalam ze sie dusi i tesciowa u nas musiala siedziec ze mna do 4
        nad ranem zebym oprzytomniala)
        - neurolog po jednej wizycie zasugerowal porazenie mozgowe
        (wykluczone po USG przezciemiaczkowym i przez rehabilitantke Bobath,
        ale trwalo to tydzien), caly tydzien przeplakalam
        -bakteria E-Coli w ukladzie pokarmowym, 5 dni 40 stopniowej
        goraczki, dziecko z biegunka, nie pijace i nie jedzace, miala wtedy
        rok, nie chcieli dawac antybiotyku na poczatku bo podejrzewano
        trzydniowke, po goraczce temperatura spadla do 35,1 a moje dziecko
        bylo przezroczyste... wtedy naprawde sie balam
        - zapalenie krtani - rok i miesiac (zaczela chodzic do zlobka) o 3 w
        nocy zewralam z lozek moja mame i meza i jezdzilismy po
        szpitalach smile wysmiali mnie z grubsza co nie znaczy ze po tygodniu
        bez lekow wywiazalo sie zapalenie oskrzeli smile
        - ogolnie teraz juz wyluzowalam, ale moja jak choruje to 40 stopni
        goraczki to minimum, leki zbijaja na jakies 4 godziny (Nurofen) lub
        2 (Panadol), nie sypialam nocami i przed oczami mialam Sepse,
        zapalenie opon mozgowych itp. A ze chodzi do zlobka takich akcji
        mialam juz kilka smile
        Szacunek dla mam ktore maja "prawdziwe" problemy, ja pewnie sama
        wyladowalabym na OIOMie.
    • agamama123 Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 12.01.10, 22:16
      Tak... Od pierwszych chwil życia mojego syna drżę o niego. Wyliczanie wszystkich
      chwil gdy praktycznie był już po drugiej stronie nie ma sensu...Aktualnie chodzę
      po ścianach - jutro jego 25 narkoza, kolejna operacja...
      • wilma1970 Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 12.01.10, 22:28
        Trzymajcie się.
        Przytulam mocno.
    • ka_siulek1 Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 12.01.10, 22:21
      Tak, ale to chyba bardziej dlatego że bardzo poważnie to wyglądało.
      Mój synek jak tylko się urodził to okazało się że ma gronkowca, co
      się później dowiedziałam nie jest żadną tragedią. Pierwszy raz był
      przeziębiony jak miał 5 miesięcy, natomiast dwa miesiące później
      zachorował na zapalenie oskrzeli i wtedy miałam starcha bo nie dawał
      sobie rady z wydzieliną która mu zalegała. Gdyby nie moja mama,
      która jest pielęgniarką to byłabym z małym na pogotowiu, na parwde
      bałam się ze cos się jemu stanie, brakowało mu powietrza. Dwa razy
      miał zapalenie krtani, w tym ten raz właśnie teraz przechodzi,ale
      nie miał takich objawów jak niektóre mamy opisują, ma taki
      szczekający kaszel, a wszystko zaczyna się jak przeziębienie. Nie
      sądziłam że ta choroba aż tak zagraża życiu, robię mu
      inhalacje,dostaje syrop przeciwkaszlowy, kurcze teraz sie
      wystraszyłam...obysmy "tylko" z takimi infekcjami się zmagali. Ja
      codziennie proszę Boga o zdrowie dla niego. Nie ma nic gorszego niz
      chorujące dziecko...
    • tiuia Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 12.01.10, 22:42
      Tak: Tymon miał dwa razy drgawki goraczkowe (wiaze sie to z utrata przytomnosci, bezdechem, zsinieniem, dzieciak wyglada jak martwy).
      Nikomu nie zycze takich przezyc.
      • lukas.2004 Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 12.01.10, 23:15
        My też. Raz. Synek wyglądał jak martwy, powykręcało mu twarz i
        kończyny. Nawet mój mega opanowany mąż spanikował (chyba bardziej
        niż ja).Od tej pory do każdej gorączki obydwojga dzieci podchodzę z
        lękiem i zbijam bardzo wcześnie (jeśli kiepskie sampopczucie to i
        37,8).
    • solaris31 Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 13.01.10, 08:23
      tak, miałam 2 takie sytuacje...

      starsza córka była po operacji, wypuścili mi ją ze szpitala w stanie
      dobrym, wmawiając, ze dziecko wymiotuje po narkozie i to jest
      normalne. tymczasem na drugi dzień córka była w tanie zagrazającym
      już zyciu - ciężkie odwodnienie spowodowane zakażeniem e.coli.
      badania były fatalne, krew gęsta - w ostatniej chwili udało się ją
      nawodnić. była w szpitalu kolejne 2 tygodnie...

      ja nie zdawałam sobie sprawy z tego, co się dzieje. lekarze też mnie
      nie informowali, jak ciężki jest stan dziecka i że może nie przezyć
      tego odwodnienia... zdałam sobie sprawę ze wszystkiego znacznie
      później, przechodząc niemal załamanie nerwowe sad

      a drugi raz - młodsza córka mając 8 miesięcy zapadła na pneumokokowe
      zapalenie płuc. stan byl bardzo ciężki, tylko jeden antybiotyk mógł
      sobie z tym poradzić, lekarz od razu powiedział, że jeśli nie to, to
      nic nie pomoże...

      nie było fajnie... ale jakoś w takich sytuacjach zbieram siły nie
      wiem, skąd. a jak już się polepsza, dopiero wtedy pozwalam sobie na
      łzy...
      • robin2510 Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 13.01.10, 09:13
        Tak, ze starszą córką, która urodziła się jako wcześniak (37tc miała wszystkie
        oznaki wcześniactwa i taki też ma wpisane w książeczce) z wagą 2,53kg. Niby po
        porodzie było wszystko ok ale na drugi dzień okazało się że ma 2 dziurki w sercu
        : między komorami (VSD) i między przedsionkami (ASD). W szpitalu neonatolog
        powiedziała, że póki ten ubytek między komorami się nie zrośnie (jest w
        ch...owym miejscy nie operacyjnym) nie mozemy za dużo przyjmować gości ani sami
        chorować ponieważ w przypadku, gdyby mała miała katar, kaszl czy temperaturę i
        odpowiednio szybko nie dostała by antybiotyku mogłoby dojść do zapalenia
        wsierdzia. A, że była wcześniaczym noworodkiem i to z taka niską wagą to mogłoby
        się skończyć nie najlepiej... 3 dni później wypisali nas do domu , gdzie
        dodatkowo mała zaczęła przechodzić silną żółtaczkę, 2 dni w domu i znowu
        szpital, tym razem inny gdzie, 4 dni na naświetlaniach. Tam inna lekarka
        pediatra też zaczęła nas straszyć że mamy pilnowac dziecko żeby nie zachorowało
        przypadkiem. Przez te dni w szpitalu ciągle ryczałam, były tam dzieci w gorszym
        stanie ale sam szpital to również siedlisko bakterii i nastrój jaki tam panował
        nie był najlepszy. Z szwami na kroczu siedziałam przed inkubatorem 12h dzień w
        dzień, nie pozwolono mi zostawać na noc. To cud że przez nerwy nie straciłam
        pokarmu. Do dnia dzisiejszego jak Kinga zachoruje a zdarza sie to na szczęście
        rzadko, mam nerwa i ściska mnie w środku chociaż dziś został jej jedna dziurka
        ta między przedsionkami ten strach we mnie pozostał.
        • mruwa9 Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 13.01.10, 10:12
          ciekawe rzeczy opowiadasz o tym zapaleniu wsierdzia, bo moje dziecko
          mialo taka sama wade i pytalismy szczegolowo specjalistow
          (kardiologia dziecieca) o oslony antybiotykowe, ochrone przed
          infekcjami i twierdzili, ze w tym przypadku zagrozenie bakteryjnym
          zapaleniem wsierdzia jest minimalne, podobne jak w calej populacji i
          nie ma wskazan do profilaktycznej antybiotykoterapii czy
          szczegolnych srodkow ostroznosci.
          • mruwa9 Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 13.01.10, 10:12
            aha, doczytalam, ze te zalecenia dostaliscie od neonatologa, nie od
            kardiologa, to troche tlumaczy. Tylko szkoda, ze niepotrzebnie Cie
            straszyli, jakbys malo miala stresu.
            • robin2510 Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 13.01.10, 10:25
              O tych antybiotykach "na w razie czego " mówiła : babka neonatolog (jeden
              szpital gdzie rodziłam), pediatra z drugiego szpitala gdzie córka leżała na
              naświetlaniach i kardiolog do którego Kinga jest zapisana do dnia dzisiejszego
              (przychodnia dziecięca kardiologiczna). Teraz oczywiście już nie, ale ten
              antybiotyk miał być podawany w przypadkach jakie wymieniłam wcześniej i do czasu
              aż ten ubytek VSD sam się nie zrośnie. Mało tego jak Kinga miała 2,5 m-ca
              byliśmy z nią w szpitalu bo była to sobota dostała gorączki i katar i tam sam
              ordynator (jeszcze inny szpital w moim mieście-wojskowy) oddziału dziecięcego
              (akurat miał dyżur) po zbadaniu jej i zapoznaniu się z jej "kwitami" zapisał
              antybiotyk. Nie wiem dlaczego nas tak informowali , podobno KInga miała tą
              dziurkę w dość trudnym miejscu nie operacyjnym, wchodziło w grę tylko samoistne
              zrośniecie. Nie jestem lekarzem , nie moja dziedzina , więc nie wiem czy to było
              konieczne czy tylko dmuchanie na zimne. Na szczęście skończyło się dobrze.
    • lineczkaa Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 13.01.10, 09:29
      Raz jak Młodą użądlił szerszeń, a byłyśmy w Borach Tucholskich i do najbliższego ośrodka zdrowia daleko. W środku cała chodziłam z nerwów, ale na zewnątrz jak królowa śniegu wink. Nawet odszukałam w trawie winowajcę, dobiłam i zapakowałam do słoika, żeby nie było, że szerszenia od osy nie odróżniam wink. Rację miałam, bo jak dojechałyśmy do szpitala to wmawiali, że to pewnie osa była, bo u nich w powiecie od lat nie było użądleń szerszeni, a ja wtedy pyk i słoiczek z szerszenim trupem.
      • mruwa9 Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 13.01.10, 10:09
        wbrew pozorom i powszechnemu mniemaniu jad szerszenia nie jest az
        tak niebezpieczny, o ile nie jest sie uczulonym , tu jad osy jest
        grozniejszy. Uzadlenie szerszenia jest piekielnie bolesne, ale nie
        niebezpeiczne dla zycia.
        • lineczkaa Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 13.01.10, 10:32
          Z tego co ja wiem, to najgorzej jak użądli pszczoła wink.

          Wiesz, jak nigdy się nie słyszało o użądleniu szerszenia, bo one agresywne nie są, więc trzeba się postarać, żeby od szerszenia dostać (moja nadepnęła), to człowiek sobie wyobraża Bóg wie co. Zwłaszcza, że wielkość robi wrażenie big_grin.
          Wiedziałam jeszcze przed użądleniem, że małe dzieci baaaardzo rzadko są uczulone na żądłacze, ale wolałam pojechać do lekarza niż czekać, co się stanie.
        • babcia47 Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 16.01.10, 14:17
          no nie wiem..małzon uczulony na jady żądklcych znosił je tylko
          gorzej od innych tzn puchł mocno ale bez zagrożenia zycia..kiedyś
          jechał rowerem i na łydce usiadł my szreszeń, przycisniety do uda
          użądlił..skończyło sie b.silna reakcją, wezwaniem karetki, wiezienie
          do szpitala na sygnale i podaniem silnych leków anty w ostatniej
          chwili
    • joanna_poz Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 13.01.10, 09:32
      tak.
      syn miał podejrzenie białaczki - czekanie na wyniki badania
      pobranego szpiku kostnego było koszmarem.
      • drogadodomu Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 13.01.10, 10:13
        2 lata i 4 miechy oparzenie 9% powierzchni ciała, 38 godzin w szpitalu SAM, mega poczucie winy, teraz wiem, że wypadki się zdarzają, ale jak dziecko cierpi to nie ma racjonalnego myślenia.
        5 i pół roku sepsa, wybadany na maksa: płyn mózgowo-rdzeniowy, hektolitry krwi, posiew z każdej dziury,usg ileś tam razy, 2 razy echo, TK głowy a na deser szpik. 5 tygodni nerwów, w szóstym uwierzyłam,że wyzdrowieje. I oczywiście ja w tym czasie byłam w zagrożonej ciąży.
        10 z hakiem wrócił z zimowiska, zagorączkował, powiększone węzły, ogólny brak sił, po 2 tygodniach okazało się, że to tylko nietypowe przeziębienie i jeszcze kilku chłopców tak miało.
        15 z hakiem czyli teraz zachorował na początku grudnia, różne rzeczy się działy ale wreszcie dochodzi do siebie.
        Młodszemu zakazałam chorować, zanim się urodził. Powiedziałam, że ciąża i brat dostarczyły mi tyle atrakcji,że zabraniam. Nie wiem siła sugestii, może szczęście ale odpukać jakoś się trzyma.
    • agnieszkallo Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 13.01.10, 09:48
      Tak. Rok temu w styczniu w trakcie gorączki dostał drgawek, a potem stracił przytomność. I teraz po świętach w grudniu. Miał gorączkę i ponownie stracił przytomność, ale tym razem bez drgawek. Badania nic nie wykazały-musimy czekać jeszcze ok 6 lat aż z tego wyrośnie, Koszmar
    • aniazm Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 13.01.10, 09:50
      dziewczyny, jesteście bardzo dzielne.
      ja z moimi większych przeżyć nie miałam, kilka razy rtg głowy, raz szycie, kilka
      razy rtg płuc... w sumie nic.
      • gofer73 Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 13.01.10, 10:19
        Zebra, pozwól że zapytam - a co ten wątek ma wnieść do życia innych?
        Czekasz na czyjeś traumatyczne opowieści? Mają one kogoś pocieszyć
        że inni mają gorzej?

        Zagrożenie życia u dziecka to coś, czego nikomu nie życzę, ale z
        drugiej strony wkurzają mnie wyrazy współczucia i politowania nad
        rodziną która coś takiego przeszła.
        • kropkacom Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 13.01.10, 10:42
          > Zagrożenie życia u dziecka to coś, czego nikomu nie życzę, ale z
          > drugiej strony wkurzają mnie wyrazy współczucia i politowania nad
          > rodziną która coś takiego przeszła.

          Czemu? Wątek raczej traumatyczny ale pokazuje że są problemy duże i większe. No
          i ja czytam bo może się czegoś dowiem: co robić jakby, czego absolutnie nie
          robić gdyby, przy czym nie wpadać w panikę. Życie funduje nam niestety różne
          przeżycia sad
          • gofer73 Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 13.01.10, 10:46
            Kropka - ano funduje, ale mało który rodzic po takich przeżyciach
            jest gotowy wytrzepać ze swojej podświadomości analize co czuł i co
            robił.

            I uwierz mi, gdy przyjdzie nie daj Boże taki moment to będziesz
            wiedziała co robić. Zadziała instynkt.

            Poza tym nie ma problemów dużych i większych. Każdy ma takie jakie
            jest w stanie unieść. Dla jednej Matki problemem będzie białaczka
            dziecka dla innej katar alergiczy. Który jest większy? Jesteś w
            stanie to ocenić?
            • kropkacom Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 13.01.10, 10:50
              Widzisz, nie mam potrzeby oceniać. Nikt się nie licytuje przecież w tym wątku.
              Każdy ma swoje osobiste przeżycia i traumy.
              • gofer73 Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 13.01.10, 10:56
                Dokładnie. I dlatego ten wątek jest bez sensu. tongue_out
                • kropkacom Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 13.01.10, 10:58
                  No cóż, ja widzę jakiś sens. To może teściowych pogadajmy? smile
                  • gofer73 Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 13.01.10, 11:09
                    Ja mam tylko Nieteściową tongue_out

                    Pogoda jest znacznie mniej traumatycznym tematem smile
                    • kropkacom Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 13.01.10, 11:11
                      > Pogoda jest znacznie mniej traumatycznym tematem smile

                      Zależy jaka pogoda i gdzie P
                  • rybalon1 Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 13.01.10, 11:15
                    Naprawdę podziwiam niektóre dzieciaczki i ich rodziców , takie to przykre , że
                    musieli przechodzić przez tyle problemów sad
                    Mój syn ma 5 lat i dzięki Bogu nie mieliśmy z nim do tej pory problemów ,
                    choruje rzadko i nic poważnego na szczęście i oby tak zostało.
                    Zdrówka życzę wszystkim dzieciom.
                    A wątek uważam za potrzebny bo czasem dobrze się wygadać choćby na forum .
    • iw1978 Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 13.01.10, 12:55
      Zagrożenia życia nie było. Dwa razy wiozłam go na szycie. Za każdym razem musiałam najpierw dobiec jakies 200-300 metrów po samochód. Obie sytuacje pokazały mi, że mimo bycia panikarą na co dzień, w sytuacji zagrożenia jestem spokojna, opanowana, wydaję sensowne polecenia/komunikaty i w dodatku siadam za kółko i jadę. A to ostatnie zawsze wydawało mi się nieosiągalne. Oba wypadki wymagające szycia paskudnie wyglądały na samym początku - raz palce pokrwawione tak, że niewile było widać, a za drugim razem rana głowy i krew na całej twarzy (zaczęłam od wytarcia i sprawdzenia, że rana jest jedynie na czubku głowy). W obu przzypadkach skończyło się na 3-4 szwach.
      A co do wątku, to uważam że jest pożyteczny, zwłaszcza info o szerszeniu. Muszę się chyba dokształcicic w tej materii, bo od lat drżę, że coś użądli męża lub syna. Ja na pewno nie mam alergii, więc tu spokój. Co do nich - nie wiem.
      • el_jot Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 15.01.10, 13:07
        Tak. 25 zcerwca 2007, mała miała wtedy 2,5 roku. Byłam w pracy 90 km
        od domu, córka z nianią. Ok 9 zadzwoniła niania i spanikowana
        powiedziała że córka obudziła się, ale nie ma z nią kontaktu, leje
        się przez ręce. Złapała sąsiada i pojechali z małą do ośrodka
        zdrowia. Pani doktor natychmiast wezwała pogotowie a pogotowie
        samolot sanitarny. Rozmawiałam z lekarzem z pogotowia i powiedział
        że lecą z dzieckiem do Międzylesia. Kiedy dotarłam ze Służewca do
        szpitala w Międzylesiu okaząło się, że żadnego lądowania samolotu
        nie było, okazało się, że samolot lądował w Szpitalu na
        Niekłańskiej. Mieszkanki WArszawy wiedzą jaki to są odległości,
        jechałam i cały czas płakałam. Dopiero ok 12 w południe zobaczyłam
        moją córkę. Była słaba, ale dochodziła do siebie. W szpitalu na
        Niekłańksiej trafiła na alegrologię, bo dr z ośrdoka napisała że
        podejrzewa zatrucie lekami, co jest po prostu niemożliwe. W szpitalu
        nie zrobili żadnych badań to ksykologiczncyh, miała tylko EKG
        popsutym sprzętem. I przez to przeżyłam kolejny potworny stres, bo
        młodziutka pani doktor spanikowana powiedziała, że mała ma wadę
        serca. Na powtóne badanie mała nie dała szans. Kiedy już miałyśmy
        wychodzić okaząło się, ze zaraziła się potwrnym wirusem rota. Po
        nawodnieniu dwudniowym wyszłam za dzieckiem na własną prośbę. Do tej
        pory jak słyszę Niekłańska dostaję dreszczy. Ten szpital, a zwłaszca
        alergologia i jej orynatorka nie nadaje się do leczenia dzieci.
        Więcej coś takeigo się nie powtórzyło, zrobiłam dziecku Echo serca,
        była obserwowana pod kątem padaczki, jest zdrowa. Tylko co się wtedy
        stało - nikt nie wie.
        • madziulec El-jot... 16.01.10, 20:25
          Takie pytanko.
          Piszesz, ze helikopter ladowal w szpitalu na NIeklanskiej.
          Ale tam nei ma ladowiska...
          imedic.pl/?p=986
          • el_jot Re: El-jot... 18.01.10, 09:12
            Chyba jest, skoro moje dziecko się tam znalazło. Mam całą
            dokumentację ze szpitala i z helikoptera i nie ma w niej mowy, że
            dziecko było przewożone z jednego szpitala do drugiego.
          • el_jot Re: El-jot... 18.01.10, 09:16
            Dzięki za link. Rzeczywiście nie ma lądowiska przy Niekłańskiej, ale
            samolot lądował niedaleko. Teraz to już i tak nieważne.
            • madziulec Re: El-jot... 18.01.10, 14:38
              Prawde mowiac samoloty w Warszawie sanitarne maja utrudnione ladowanie. Jest
              lotnisko Bemowo ale tam jest problem:
              www.bielany.waw.pl/page/index.php?str=102&id=33
              Laduja helikoptery, na ladowiskach ze wzgledu na brak koniecznosci pasow startowych.

              Ladowiska jak napisano ma CZD, napewno Szpital na Szaserow (nie raz widzialam
              jak ladowaly helikoptery) a na Polu Mokotowskim bardzo rzadko laduja helikoptery
              do szpitala Akademii Medycznej (byla jakas zmiana nazwy, chyba na Uniwersytet
              Medyczny czy jakos tak).

              A samoloty...
              www.mp.pl/kurier/index.php?aid=45504&_tc=F976FFC137AB4C3C96CA8CF072FD69E2
              Czyli Okecie.
    • minkapinka Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 15.01.10, 13:32
      tak, 3 miesiące walki o przeżycie po urodzeniu w 25 tc. Niepewność czy będzie zdrowa do skończenia 2 lat.

      Poźniej zapalenie płuc, które trwało 5 miesięcy. Pulmonolog,
      specjalizująca się w płucach dzieci chorych na mukowiscydozę, gdy zobaczyła rtg płuc mojej córki, natychmiast skierowała ja na testy.
    • a_gurk Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 15.01.10, 22:42
      Tak dwa razy, kiedy synek się dusił i miał problemy z oddechem. Za
      pierwszym razem była to bakteryjna infekcja płuc, za drugim
      zapalenie płuc. Najciekawsze jest to, że ze szpitala wychodził już w
      trzeciej dobie z ogólnie dobrą kondycją. Prawdopodobnie były to
      ataki astmy lub jakieś reakcje alergiczne, ale nikt nic nie wiem,
      nie zrobiono mu jeszcze żadnych testów. I cały czas się boję
      kolejnej takiej przygody.
    • mama_misi Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 15.01.10, 23:51
      Jak widać z sygnaturki, moja córka choruje na mukowiscydozę.
      Pierwsza chwila grozy, to diagnoza i tylko jedna zapamiętana informacja - oni dożywają średnio tylko 24 urodzin. Dla mnie to był wyrok...
      Kolejne, za każdym razem gdy odchodzą dzieci znajomych, lub młodzi dorośli.. Wtedy dociera do mnie potęga choroby... Każda duszność, każde zaostrzenie, to strach.. Mimo iż mała jest w dość dobrej formie.
      To takie życie na bombie z opóźnionym zapłonem, nigdy nie wiesz co Cie czeka..
      • a_gurk Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 16.01.10, 00:42
        Moja kuzynka ma 39 lat i jeszcze żyje i walczy. Jej brat też.
        Urodziła nawet zdrowego syna (jest tylko nosicielem zmutowanego
        genu). Zawsze jest nadzieja.
        • mama_misi Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 16.01.10, 12:17
          Pewnie, że jest nadzieja smile Inaczej to by nie było sensu... Też znam kilka osób
          po 30 smile To budujące smile Jednak na ok 1200 osób chorych tylko 200 ukończyło 18
          rok życia... To nadal mało... Ale jestem pełna optymizmu smile aa znam jeszcze
          jedną dziewczynę która ma 41 lat smile
    • zefirek1612 Re: Przeżyłyście kiedyś z chwilę grozy z chorobą 16.01.10, 12:13
      Miałam, mój synek urodził się chory i zmarł po operacji gdy miał 2,5 miesiąca.
      Dziś miał by 5 lat.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja