Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie.

    • kali_pso Re: Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie. 13.01.10, 18:30


      Ale mąz chce pomóc?
      To własciwie wazniejsze niz to co my czy ty sądzisz w tym temacie.
      Stek stereotypów podszytych pogardą ten watek zawiera i tyle.
      ja zawsze gdy pojawia się temat wielodzietnościwinkp
    • gku25 Re: Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie. 13.01.10, 19:11
      Mnie drażnią tacy ludzie.
      • agnisia77 Re: Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie. 13.01.10, 21:58
        ...kobiety i po co te kłótnie..jest jak jest maja tyle dzieci ile chcieli...to
        ich sprawa...problem ma tylko autorka tego wątku bo do głowy jej nie przychodzi
        że czasami można pomóc a jej mężowi jednak to przychodzi do głowy...ma moje
        poparcie i uznaniesmile
    • evenjo Re: Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie. 14.01.10, 09:59
      Poznałam jakiś czas temu gostka-wyższe wykształcenie, intelektualne
      aspiracje. Czworo małych dzieci, on - pracuje jako "najemnik". Żona
      w domu z dziećmi. Ostatnio powiedział, że nie może przyjść na
      spotkanie w knajpie-parę osób, pogaduchy-bo go nie stać na
      kawę...żenujące.
      • kropkacom Re: Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie. 14.01.10, 10:04
        A jakby dzieci nie posiadał i nadal by nie miał na kawę to by był mniej
        żenujący? Litości ...
    • evenjo Re: Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie. 14.01.10, 10:08
      Wrzuć ten post na forum dla rodzin wielodzietnych (z wyboru)...
    • sist-erka Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 12:59
      Przeczytałam cały wątek, bo on mnie pośrednio dotyczy. Uważam, ze
      głupotą jest samo założenie, że szczęście zależy od kasy lub jej
      braku. A także uogólnianie teorii o WIELODZIETNYCH rodzinach, jakby
      był to jakiś jeden twór.
      Zostałam wychowana przez wykształconych rodziców wraz z siedmiorgiem
      rodzeństwa, praktykujących katolików, co gorsza, na porządnego
      człowieka. Moi rodzice mieli dla nas czas, interesowali naszymi
      postępami w nauce, ojciec dużo pracował, wyjeżdżał na saksy.
      Pracowaliśmy pewnie więcej niż dzieci z mniejszych rodzin, ale
      dzisiaj możemy na siebie liczyć, sobie pomagać, mamy wspaniałe
      święta, których na pewno może nam pozazdrościć nie jeden jedynak.
      Co do biedy, patologii i innych stereotypów, ubrania donaszaliśmy po
      sobie, nie było z tym problemów, nie mieliśmy plazmy w salonie, ale
      telewizory, komputer był. Czy naprawdę uważacie, że komputer na
      którym dziecko gra pół dnia bo może i jest dostępny to takie dobre?
      Czy telewizor w każym pokoju jest niezbędnym „wychowawcą dziecka”?
      No bo w sumie w czym widzicie aż taką dużą różnicę we własnym
      poziomie życia, a w poziomie życia rodzin wielodzietnych?
      Nasze jedzenie było zdrowe i pożywne, w dużej części „bio” bo z
      własnej działki, bez „dodatków” smakowych i nawozów, Dom mamy pewnie
      większy niż większość z Was wypowiadających się na forum, a
      mieszkających w 50-60 m kw, całe rodzeństwo z wyjątkiem jednej
      siostry skończyło lub kończy studia. Wycieczki zagraniczne – ja z
      pielgrzymkami wziedziłąm Hiszpanie, Francję, Włochy. JA sama
      zdobywam wykształcenie wyższe na jednym z najlepszych uniwersytetów
      w Polsce, w warszawie na studiach niepłatnych. Pracuję jednocześnie
      jako opiekunka do dzieci w kolejnej wielodzietnej rodzinie. Mają 3
      dzieci, są dwa drogie samochody, bardzo zamożni, telewizory
      plazmowe, amerykańska lodówka – full wypas jednym słowem, duzo
      pracują, ona wygląda dużo lepiej pewnie niż większość z Was mimo
      przekroczonej 40 – stki i 3 porodów. Więc po co takie głupie
      wypowiedzi????
      Są po prostu inne spojrzenia, mniej materialne na życie.
      • kropkacom Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 13:12
        Mój mąż pochodzi z podobnej rodziny i dzisiaj sześcioro dorosłych dzieci jest
        wykształconych i pracuje. Ja stwierdzam że najważniejsze są odpowiednie
        priorytety. Kasa jest ważna bo życie o chlebie i wodzie to kiepskie życie ale
        miedzy tym a luksusami jest jeszcze wiele miejsca na takie wielodzietne rodziny.
      • carmita80 Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 13:13
        Zgadzam sie z toba sist-erka i dodam, ze rodzinom powinno panstwo dawac
        mozliwosc (czyt. pomoc)jesli zdecyduje sie byc wielodzietna, niestety nie
        wszystkie rodziny sa dobrze sytuowane, co nie znaczy ze rodzice to niezaradni,
        niewyksztalceni glupole. Dobra materialne choc wazne nie zaspokaja wszystkich
        potrzeb czlowieka, bo ludzie szczecie i sens zycia odnajduja np. w wychowywaniu
        wiecej niz jednego czy dwojga dziecka.
        • sist-erka Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 13:17
          carmita80 napisała:
          Dobra materialne choc wazne nie zaspokaja wszystkich
          > potrzeb czlowieka, bo ludzie szczecie i sens zycia odnajduja np. w
          wychowywaniu
          > wiecej niz jednego czy dwojga dziecka.

          No właśnie, w tym rzecz.
          • triss_merigold6 Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 13:21
            To cudnie ale w pierwszym poście był opis wielodzietnej
            niepatologicznej rodziny żyjącej na pograniczu nędzy z panem ojcem,
            który nie potrafi stałej roboty utrzymać.
            • kropkacom Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 13:25
              To ja chyba o tej nędzy nie doczytałam smile
            • sist-erka Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 13:31
              triss_merigold6 napisała:

              > To cudnie ale w pierwszym poście był opis wielodzietnej
              > niepatologicznej rodziny żyjącej na pograniczu nędzy z panem
              ojcem, który nie potrafi stałej roboty utrzymać.


              A gdzie o tej nędzy????
              Bo ja o domku czytałam, a zwykle nędzarze w domach nie mieszkają.

              A w poście jest, że jest po zarządzaniu miał firmę, teraz szuka
              innej pracy, i pyta o to męza autorki wątku. Cała reszta to
              stereotypy o biednych, żyjących z zasiłków....itp, itd,
              • triss_merigold6 Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 13:47
                Po zarządzaniu magistrów jak psów. To, że ktoś miał zarejestrowaną
                działalność gospodarczą szumnie określaną jako FIRMA nie oznacza, że
                osiągał wysokie dochody. Jak dla mnie z opisu wynika, że facet
                regularnie zwraca się o pomoc w szukaniu pracy i chce korzystać z
                tego, że mąż autorki ma różne znajomości.
                • carmita80 Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 15:09
                  Maz autorki nie ma z tym problemu, a w PL nie latwo rozwinac firme nie kradnac.
                  Nie masz mgr zle, masz tez zle.
              • migotka-2 Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 14:03
                Czytam, staram się uważnie tylko jakoś nie mogę się połapać
                - czy naganne jest to że ludzie maja ileś tam dzieci
                - czy to, ze ojciec tychże poprosił o pomoc w znalezieniu pracy
                - czy to, że wychowują swoje dzieci w sposób, który nie wszystkim się podoba
                Też nie lubię nierobów (autorka nic nie pisze o tym czy ojcuj się nie chce, czy
                jest za mało przebojowy), też jestem za tym żeby mierzyć siły na zamiary,
                genialne byłoby móc przewidzieć ile dzieci będziemy w stanie wychować. Jednak
                nie rozumiem jak można krzyczeć, o podatkach. Przypominam, że renty socjalne
                alkoholikom też wypłaca MOPS, zasiłki materialne (bony żywnościowe, węgiel) też
                ta sama instytucja, i wielu korzystających to nie rodziny wielodzietne tylko
                inne osoby niezaradne. W jednej ze swych wypowiedzi protoza napisałaś, że takie
                dzieci mają ograniczony dostęp do wielu rzeczy, zgoda tak jest, jednak nie wiem
                jak mogłaś napisać, że do leczenia
                również, lekarz tak mówi? Jakoś mało empatycznie. Tak samo trudno jest wychować
                szczęśliwego jedynaka i dzieci w rodzinie wielodzietnej. Tylko problemy zgoła
                inne. Daleka byłabym od osądzania rodzin wielodzietnych, rodzin z jednym
                dzieckiem, tak naprawdę nie wiemy, które z tych dzieci lepiej ułoży sobie życie.
                W mojej pracy spotykam się z wieloma rodzinami i z obserwacji mogę powiedzieć,
                że w rodzinach wielodzietnych członkowie są dla siebie wsparciem nawzajem.
                Jednak na pewno daleka jestem od wrzucania wszystkich do jednego wora. A co do
                podatków na pomoc rodzinom wielodzietnym naprawdę idzie ich dużo mniej niż na
                inne bzdurne rzeczy.

                • protozoa Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 14:11
                  Lecznie - proszę uprzejmie.
                  1. Zęby. Konia z rzędem temu, kto wyleczy zeby w ramach NFZ.
                  2. Kolejki.... są. Mniemam, że mam większy dostep do wszystkich (!)
                  specjalistów, choćby z racji faktu, ze pracuję w Uniwersytecie Medycznym, mam
                  kolegów ze sttudiów itd.... a do okulisty chodzę za pieniądze. Okularów, na
                  szczęście jeszcze nie używam, ale też ich nie rozdają za darmo. Sporo kosztuja,
                  zwłaszcza dobre.
                  3. Leki. Nie słyszałam, żeby rodziny wielodzietne miały leki bezpłatne. A czasem
                  trzeba.
                  • migotka-2 Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 14:54
                    Masz większy dostęp za nasze podatki???? Czy może płacisz Uniwersytetowi? Z
                    resztą w mniejszym lub większym stopniu się zgodzę. Ale mowa była o rodzinie
                    wielodzietnej. Z dostępem do dobrego stomatologa za pieniądze będzie miała
                    również matka samotna żyjąca z alimentów i swojej niewielkiej pensji i babcia
                    będąca rodziną zastępcza trójki dzieci ( rodzice zginęli w wypadku). Bieda w
                    naszym kraju jest wszechobecna, niekoniecznie tylko w rodzinach wielodzietnych!
                    A jak ktoś mniej zaradny to szkoda gadać! Kryterium kwalifikujące w Polsce do
                    pomocy społecznej to nie ilość dzieci posiadanych
                    tylko dochód. Jedynym wyjątkiem jest dodatek na trzecie i każde
                    następne dziecko w rodzinie.
      • protozoa Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 13:40
        Jest takie, jakże prawdziwe powiedzenie, ze pieniądze szczęścia nie dają, ale
        bez pieniędzy szczęścia nie ma.

        Mimo ogromnych rozbiezności społeczeństwa pod względem zamożności, dość rzadko
        się zdarza( rzadko co nie oznacza nigdy- o czym za chwilę), że wielodzietna
        rodzina jest rodziną mogącą zaspokoić potrzeby dziecka. Nie piszę tu o
        potrzebach elementarnych typu jedzenie i spanie ( choć często i z tym bywa
        róznie), ale nauke języków obcych, zajęcia dodatkowe, wyjazdy na wakacje,
        ubranie, leczenie itd.
        Osoby bardzo dobrze zarabiające muszą pracować ( no chyba, że należą do bardzo
        znikomej części społeczeństwa odcinającej kupony z majątku). Tak więc co jest
        prawdą - czy to, że ojciec duzo pracował czy tez, że rodzice mieli zawsze dla
        Was czas. Jedno wyklucza drugie.
        Ze znanych mi rodzin tylko 2 ( dwie) wielodzietne moga sobie na to pozwolić nie
        wyciągając ręki do kieszeni podatnika. Jedna jest osoba publiczna, znany lekarz
        o arystokratycznym pochodzeniu, druga - przedstawiciel szwajcarskiej firmy w
        Polsce. Pozostali moga sobie tylko pomarzyć o wielu rzeczach .
        Uważam, że każdy powinien miec tyle dzieci ile jest wstanie SAMODZIELNIE NIE
        OGLĄDAJĄC SIE NA NIKOGO I NIE ŻEBRZĄC wychować. A wychowanie jest sztuka
        wymagającą czasu, wiedzy, pieniędzy i warunków. Ja mając mieszkanie dwa razy
        większe niż to, o które mnie posądzasz i dochody sporo wyższe niz średnia
        krajowa uważam, że stać mnie bez obniżania standardu życia na 2 dzieci.
        Psychicznie równiez nie czułabym się na siłach zajmować się większą gromada.
        Kazio w żłobku, Wandzia w przedszkolu, Karolek w zerówce, Marysia w podstawówce
        - nauczanie początkowe, Gienio przed egzaminem po szóstej klasie, Tereska w
        gimnazjum, Henio w liceum....dziękuję, postoję.
        A Ty nie wypisuj bzdur o tym jak w rodzinach wielodzietnych wszyscy się kochaja,
        nie ma biedy i patologii. Jest, nie we wszystkich, ale jest.
        • triss_merigold6 Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 13:45
          Czyżby Radziwiłł od Rady Etyki Lekarskiej, antyaborcyjny świr?
          • protozoa Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 14:11
            Nie potwierdzam, nie zaprzeczam.
        • migotka-2 Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 14:13
          Wiesz ja często obserwuję super samotne dzieci bogatych rodziców, dzieciaki te
          uczęszczają na dodatkowe zajęcia, i mają wszystko, co najlepsze. Ale jako lekarz
          protoza musisz przyznać, że u takich dzieci jest więcej problemów emocjonalnych
          niż w rodzinach o przeciętnym statusie. Powtarzam po raz kolejny: moim zdaniem
          recepty na szczęście nie ma!
          • ewelsia Do migotka 14.01.10, 14:18
            A skąd taka ciekawa teoria o problemach emocjonalnych dzieci z bogatych rodzin ?
            Przyznam nie słyszałam tej gankowej mądrości.
            • migotka-2 Re: Do migotka 14.01.10, 16:37
              Teoria poparta praktyką niestety. W drugą stronę: w rodzinach wielodzietnych
              większy poziom ułomności fizycznych. Ale dlaczego tak jest to rozważanie nie na
              ten wątek.
          • protozoa Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 14:19
            Jako lekarz nie zajmuję się problemami emocjonalnymi dzieci , ale jako matka
            przyznaje rację, że tak bywa. Wszędzie potrzebny jest złoty środek. I nie jest
            nim spanie po 3 na jednym materacu czy donaszanie ubrań po Andzi, Wandzi czy
            Piotrusiu.
        • kropkacom Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 14:14
          > Uważam, że każdy powinien miec tyle dzieci ile jest wstanie SAMODZIELNIE NIE
          > OGLĄDAJĄC SIE NA NIKOGO I NIE ŻEBRZĄC wychować.

          Zawsze się na kogoś trzeba oglądać. Nawet królowa Elżbieta musiała i musi. Myślę
          że osiemdziesiąt procent emam nie powinno mieć dzieci bo komuś się wyda że
          posiadają za mało. Tak, posiadają. Moja teściowa dała światu sześcioro mądrych,
          wykształconych i zaradnych już dorosłych dzieci. Mogła sobie darować albo
          wyprodukować księcia czy księżniczkę. Bo wszystko się sprowadza do tego że dla
          ciebie dzieci to jeszcze jedno dobro konsumpcyjne podobne do telewizora czy pralki.
          • protozoa Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 14:23
            Nie, dla mnie dzieci to dzieci. Decydując się na nie wiedziałam co chcę i moge
            im zapewnić. Dla mnie priorytetem jest nie ilość a jakość. I nie narzekam.
            P.S. Powtarzam - widziałam 2 rodziny wielodzietne żyjące nroalnie. Reszta to
            roszczeniowi ludzie czekający na datki z "opieki", Caritasu, od dobrych ludzi,
            domagający się zwolnień z opłat itd. I co więcej - gdy Jas się nauczy, że jest
            to sposób na życie Jan będzie żył tak samo.
            • kropkacom Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 14:31
              > Nie, dla mnie dzieci to dzieci.

              No, niestety w Twoich postach jest tylko kasa i kasa. I zawczasu dodam że
              pieniądze rzecz ważna ale nie najważniejsza. W nędzy nie ma nic dobrego ale jak
              już pisałam miedzy nędzą a bogactwem jest jeszcze wiele przestrzeni. Nie widzę
              nic złego w donoszeniu ubrań. W odmawianiu pewnych rzeczy jak nas nie stać też.
              Wychowanie dzieci to nie jest dawanie im gwiazdki z nieba jak tylko zechcą. To
              nie hodowla książątek.
              • protozoa Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 14:39
                Tak, nawet jak mnie było stac nie dawałam dzieciom wszystkiego. Synowie dostali
                np. uzywane przez nas samochody, ale buty mieli zawsze nowe i markowe.
                • kropkacom Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 14:45
                  A mój mąż markowe buty kupił sobie już sam. A swoje dzieciństwo wspomina zawsze
                  z rozrzewnieniem. Ale tego pewnie nie jesteś w stanie pojąć tongue_out
                  • protozoa Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 14:54
                    Pewne rzeczy jestem wstanie pojąć innych nie. 90% naszego społeczeństwa nie stać
                    na zakup 24 par markowych butów rocznie ( 6 rosnących dzieci po 4 pary rocznie),
                    więc kupują byle co. I ta szósteczka widząc , że kolega z klasy ma takie w
                    naturalny sposób sie buntuje. Widziałam takie dzieci i ich "szczęśliwe"
                    dzieciństwo, które zapewne beda wspominac z rozrzewinieniem. Lecząc przy okazji
                    znieksztalcenia stóp.
                    • kropkacom Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 15:05
                      Dzisiaj można kupić tańsze buty dobre, zdrowe i ładne. To nie PRL. Co do
                      zniekształceń stóp to mimo wszystko przesadzasz. Mąż ma zdrowsze niż ja mimo że
                      moich rodziców było stać na droższe obuwie. A cena 250 złotych i więcej za jedną
                      parę butów dzieciach to przegięcie które próbuje się w mówić konsumentowi jako
                      normę.

                      A nie mówiłam że nie pojmiesz...
                      • kropkacom Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 15:20
                        Taki mi się skojarzyło że z tobą rozmowa jak ze słuchaczami Radia Maryja. Nic
                        nie dochodzi poza jedynie "słuszną" prawdą tongue_out
                    • agamagda Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 15:46
                      protozoa napisała:

                      > Pewne rzeczy jestem wstanie pojąć innych nie. 90% naszego
                      społeczeństwa nie sta
                      > ć
                      > na zakup 24 par markowych butów rocznie ( 6 rosnących dzieci po 4
                      pary rocznie)
                      > ,
                      > więc kupują byle co.


                      A nie przyszło Ci do głowy, że ktoś NIE CHCE CHODZIĆ w markowych
                      butach?


                      Zresztą powiem Ci że zgodnie z Twoją teorią, Twoja matka (i inne
                      kobiety z tamtej epoki) nie powinna Cię urodzić. Z twoich postów
                      sądzę, że masz po piędziesiatce, czyli urodziłąś sie gdzieś w 1955
                      roku. A przecież były to czasy komunizmu, sowieckiej dyktatury,
                      kolejek, zero prespektyw na przyszłość, nikt nie kupował sobie 4 par
                      butów rocznie, nie miał telewizorów, mieszkał pewnie z rodzicami czy
                      dziadkami. Oni buli po prostu BIEDNI wg naszych standardów, a jednak
                      nie tylko byli szczęśliwi, to jeszcze wychowywali na dobrych i
                      porządnych ludzi.
                      • protozoa Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 16:23
                        Żle obliczyłaś mój wiek. Jestem młodsza o ponad dekadę.
                        • agamagda Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 16:52
                          To i tak nie zmnienia sedna sprawy. W latach 60-tych było nawet
                          gorzej.
            • undomestic_goddess Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 14:35
              Malo w zyciu widzialas.
              • protozoa Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 14:39
                Oj chyba jednak sporo.
        • sist-erka Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 14:26
          Znowu generalizujesz, co jest podstawowym błędem. Nie ma czegoś
          takiego, jak typowa "rodzina wielodzietna". Trochę tak jakbym
          pisała, ze wszyscy lekarze to łapówkarze stąd mają na swój standard
          życiowy.


          Piszesz, o lekcjach dodatkowych, językach i wakacjach, naszych
          rodzicó nie było na nie stać, a jednak 5 z nas mówi biegle po
          niemiecku. Skąd, uczyliśmy się w szkole i tam skąd pochodzę regułą
          jest że często do niemiec się wyjeżdzało na saksy.
          Sądzę, że każdy z nas po prostu musi sam więcej pracować i mniej
          dostaje gotowych rzeczy, podanych na tacy. To wyrabia chcrakter.

          Tak więc co jest
          > prawdą - czy to, że ojciec duzo pracował czy tez, że rodzice mieli
          zawsze dla
          > Was czas. Jedno wyklucza drugie

          Mylisz się, ojciec wyjeżdzał na 3-5 miesięcy, przyjeżdza na
          weekendy, przywozi sporo ( jak na warunki polskie) pieniędzy, na
          czas letni jest z nami w gospodarstwie.

          A Ty nie wypisuj bzdur o tym jak w rodzinach wielodzietnych wszyscy
          się kochaja nie ma biedy i patologii. Jest, nie we wszystkich, ale
          jest.


          Tak jak jest w rodzinach inteligenckich, lekarskich, adwokackich czy
          robotniczych.



          • protozoa Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 14:37
            Bardzo dobrze, że mieszkasz w miejscu, w którym są możliwości wyjazdu do
            Niemiec. Nie jest jednak rzeczą normalną to, ze dzieci muszą pracować i
            wyjeżdżać na saksy. Nie jest normalne to, że ojca przez 3-5 miesięcy nie ma w
            domu. Problemy do rozwiązania czekają - w najlepszym razie do weekendu w
            najgorszym 5 miesięcy.
            A to co wyrabia a to co wypacza charakter jest rzeczą względna. Moi synowie
            biegle znają angielski i niemiecki, nieco gorzej francuski. Nauczyli sie tego za
            granica na kursach bez konieczności zajmowania sie cudzymi dziecmi, zmywania
            garów itd. Charakterów nie mają wypaczonych.
            Statystycznie rodziny wielodzietne sa uboższe, gorzej wykształcone, bardziej
            prostackie. Choc są wyjatki potwierdzające regułe.
            • agamagda Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 15:54
              Moja droga, nie tobie określać co jest normą, a co nie.

              A co do pracy dzieci, (mówimy o starszych nastolatkach rozumiem)
              wyobraź sobie, że w większości tzw. dobrych domów w krajach
              rozwiniętych, dzieci jadą na rok dziewczynki jako au pair, chłopcy
              do zmywaka, żeby poduczyć się języka i "poznać życie".
              Co więcej, nawet księzna Diana opiekowała się cudzymi dzieciakami,
              sprzątała i jakoś jej to ujmy nie przynosiło.

            • wieczna-gosia Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 19.01.10, 11:06
              Nie jest jednak rzeczą normalną to, ze dzieci muszą pracować i
              > wyjeżdżać na saksy.

              pytanie czy musza.

              Moj ojciec byl zolnierzem zawodowym w stopniu majora znajacym biegle
              5 jezykow w sluzbie ONZ- co daje wyobrazenie zarowno o jego pensji
              jak i o emeryturce. Ja bylam jedynaczka.

              Pracowalam bo w duzej mierze chcialam i lubilam. Uwazam ze moja
              rodzina jest patologiczna gdyz moi rodzice po prostu dzieci miec nie
              chcieli i niepotrzebnie uwazali ze jednak se strzela smile co nie
              zmienia faktu ze ograniczen kasowych specjalnych nie mialam. A jednak
              pierwsze pieniadze zarobilam majac 10 lat gdy za tate poprowadzilam
              zajecia jezyka angielskiego z grupa pierwszaczkow i tata mi zaplacil
              smile

              Fakt rodzina dala mi znajomosc jezyka- ale jednego. Drugiego
              nauczylam sie w luceum, pozostalych nauczylam sie sama.

              W UK na kursach bylam raz w zyciu podczas gdy pierwszy z brzegu moj
              maz bywal co roku a jego rodzice maja nizsza stope zyciowa a tez byl
              jedynakiem smile

              Majac 15 lat zarabiaam regularne na swoje potrzeby pilnnujac dzieci
              obcokrajowcom i dajac korki a takze robiac tysiace innych rzeczy do
              czego rodzice mnie zachecali chociaz bylam swiadoma ze jesli poprosze
              to mi dadza dowolna zadana sume.

              Moja przyjaciolka corka znanego adwokata i bardzo popularnej w latach
              60 piosenkarki- regularnie jechala na zmywaku- w nieco lepszych
              restauracjach bo takie mozliwosci miala mamusia. Ale umowmy sie
              mamusia miala takie mozliwosci finansowe by ona na tym zmywaku nie
              jechala smile a w klasie mauralnej zalozyla swoja firme. Dziewczyna ma
              jednego sporo mlodszego brata.

              Taka jedna z tego forum tez o tym pisala wiec tylko przypomne-
              zarabiala od 7-8 roku zycia regularnie podkladajac glos podaj. A tez
              jakas niewielidzietna smile

              Ja rozumiem ze sa dzieci ktore MUSZA pracowac. Ale jest masa takich
              ktore pracuja bo ich rodzice nie maja nic przeciw- ze sredniej klasy.
              W maturalnej klasie mojej corki nie pracowalo nigdy ilka osob na
              krzyz i jest to lekki powod do obciachu. Mlodsza pokochala konie- nie
              stac mnie bylo specjalnie na to hobby- pracuje w stanji od 3 klasy
              gimnazjum. Owszem moglabym sie huknac w piers i powiedziec "nie stac
              mnie na 5 jazd konnych tygodniowo) ale ile osob z 2 dzieci mogloby
              zrobic to samo? A ja jedna (na ktora stac mnie bylo) absolutnie nie
              satysfakcjjonuje. Obecnie jej szef tylko licydni do jej 18 kiedy to
              bedzie ja mogl zatrudnic w pelnym wymiarze godzin, dac jej
              wychowawstwo na obozach, na ktorych i tak jezdzi i powierzyc wieksza
              odpowiedzialnosc za rzeczy ktore de facto robi, idzie dziewczyna na
              rolnictwo na technologie hodowi czy jak to tam sie nazywa albo na
              weterynarnie, najchetniej na oba.

              Pytanie powstaje czy gdyby nie musiala przerzycac gnoju o 5 rano po
              10 km rowerem (odmowilam wstawania i wozenia) a potem dzida do
              szkoly- to czy zlapalaby taka fascynacje czy bylaby po prostu
              klientka stajni, a nie przyszlo hodowczynia (najchetniej, aczkolwiek
              wlasciciej stajni tez moze byc jako drugi plan smile)
              • migotka-2 Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 19.01.10, 16:18
                Podziw wielki dla Ciebie i córki, prawdziwa pasja i mądre wychowanie w moim
                odczuciu!
        • ihanelma Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 16:39
          Nie musisz się tłumaczyć na ile dzieci cię stać i na jakim metrażu
          mieszkasz. Ale trochę nietaktowne i histeryczne jest automatyczne
          kojarzenie ludzi którzy mają rodzinę o innej wielkości niż twoja z
          biedą i patologią, autorytatywne udowadnianie że na pewno nie da się
          naprawdę dobrze żyć mając więcej niż dwoje dzieci i generalnie
          wyrzucanie z siebie wszystkich stereotypów o wielodzietnych jakie
          słyszałaś. Nawet jeśli ci ktoś mówi, że się da, ty i tak wiesz, że
          się nie da. Zmocherzenie na starość gwarantowane z taką skorupą
          betonu pod czaszką.
    • protozoa Re: Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie. 14.01.10, 14:43
      I znów dyskusja zbacza na tematy o wysokim stopniu drazliwości.Powtarzam - jeśli
      ktos jest na tyle zaradny, zamozny, zorganizowany to niech ma nawet 10 dzieci,
      ale bez" pomocy" wszystkich świętych.
      • agamagda Re: Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie. 14.01.10, 15:47
        protozoa napisała:

        > I znów dyskusja zbacza na tematy o wysokim stopniu
        drazliwości.Powtarzam - jeśl
        > i
        > ktos jest na tyle zaradny, zamozny, zorganizowany to niech ma
        nawet 10 dzieci,
        > ale bez" pomocy" wszystkich świętych.


        Znaczy Ty nigdy przy dwojgu dzieciach nie korzystałaś z żadnej
        pomocy rozumiem?

        • protozoa Re: Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie. 14.01.10, 16:25
          Korzystałam z pomocy rodziny. Nie korzystałam z pomocy społecznej, zasiłków,
          zapomóg, datków, zwolnień z opłat, nie domagałam sie praw z tytułu
          macierzyństwa. Wiem, że to trudno pojąc, ale tak było. Jestem osoba
          odpowiedzialną i nie uznaje zasady jakoś to będzie.
          • beti222 Re: Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie. 14.01.10, 16:31
            A gdzie jest napisane, że rodzina, o której pisała autorka, korzysta z zasiłków ?
          • agamagda Re: Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie. 14.01.10, 17:02
            Po pierwsze, kto powiedział, że korzystają z zasiłków?
            Po drugie, facet jest chyba jednak dość obrotny skoro szuka nowej
            pracy,
            Po trzecie, oni też korzystają (jak ty) z pomocy znajomych.
            Po czwarte ad domagałam sie praw z tytułu macierzyństwa.
            czyli rozumiem, że nie byłaś na macierzyńskim i wychowawczym?
            Nie korzystałam z pomocy społecznej, zasiłków,
            > zapomóg, datków, zwolnień z opłat, nie domagałam sie praw z tytułu
            > macierzyństwa.


            Jak większość społeczeństwa - to żaden heroizm



            Większość ludzi nie korzysta z
            • liberkka Re: Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie. 19.01.10, 11:45
              Dokladnie! Macierzynski czy wychowawczy to zadna laska. A jak czytam
              o tych wszystkich innych zasilkach, z ktorych rzekomo wielodzietni
              korzystaja to ladnie to ujmujac niedobrze mi sie robi. Akurat w
              naszym kraju zasilki sa w tak porazajacych kwotach wyplacane, ze
              tylko dzieci robicsmileMoze w innych krajach tak ale napewno nie u nas.
              Dlatego tez wiekszosc nie korzysta, bo zeby taki zasilek otrzymac,
              trzeba prawie wcale nie miec dochodu. Co do rodziny opisanej przez
              autorke, jesli maja 5 dzieci to widocznie to im pasuje. Dlaczego nie
              moga tylko dlatego, ze nie maja ustabilizowanej sytuacji zawodowej?
              Maja na to jeszcze czas. Dopoki dzieci nie chodza glodne i nie
              popada to w jakas patologie to dla mnie jest to jak najbardziej ok.
              Zycie nie zmienia sie tylko w jedna strone. Za rok, dwa albo miesiac
              moga miec wiecej kasy niz autorka watku .
    • jolanta_83 Re: Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie. 14.01.10, 14:55
      Niczego nie można takiej rodzince zarzucić !

      Jeśli chodzi o pracę to starają się jak mogą. Przecież nie siedzą na dupie i nie żyją tylko z zasiłków. Pracują. I co w tym złego, że facet zapytał znajomego, czyli Twojego męża o robotę. Każdy czasem pyta dobrych znajomych o pracę, zarobki, jak to jest w tej firmie a jak w tamtej itd. - normalna sprawa.

      W dodatku katolicy - wychowają dzieci na porządnych ludzi. A co z tego, że dzieci nie będą chodzić na dodatkowe zajęcia - może będą bardziej normalni - bez chorej ambicji i udziału w wyścigu szczurów. Może nie będą jak te wszystkie nasze dzieci - księżniczki i ksiażęta -wożeni samochodami do szkoły, na dodatkowe zajęcia i do galerii handlowych na zakupy. Może nie będą na tyle próżne aby się prześcigać na to kto pierwszy miał na sobie nową kolekcję Armaniego.

      Mam nadzieję, że są szczęśliwi, zmęczeni ale szczęśliwi... i wieczorami opowiadają sobie z uśmiechem na twarzach historie o tym co się wydarzyło danego dnia...o tym co robiła gromadka ich dzieciaków - bo przy takiej liczbie dzieci napewno dużo się dzieje smile
      • beti222 Re: Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie. 14.01.10, 15:55
        Nie ma to jak generalizowanie. Jedynak ma źle, wielodzietne rodziny są
        nieszczęśliwe, nikomu nie dogodzisz. Gdzie autorka napisała, że ta rodzina żyje
        w biedzie i z zasiłków ? Gdzie jest napisane, że dzieci chodzą w nieodpowiednim
        obuwiu ? A może zwyczajnie bieda tej rodziny jest "dokoloryzowaniem" przez
        niektórych, na podstawie stereotypów, nowych informacji na poparcie swojej tezy.
        Skąd wiadomo, że są nieudacznikami ? Skoro bez pomocy Państwa utrzymują siebie i
        5 dzieci na względnie normalnym poziomie (nie doczytałam nic o skrajnym
        ubóstwie) to chyba facet nie zarabia wcale tak mało. Gdyby mięli 1 czy 2 dzieci
        pewnie żyliby na wyższym poziomie. Facet pewnie szuka czegoś co zapewni mu
        jeszcze wyższe dochody, a nie jakiekolwiek, więc jest człowiekiem zaradnym i
        dbającym i rodzinę. Fakt, że korzysta ze znajomości, które posiada, jest dla
        mnie potwierdzeniem, że nie siedzi na tyłku w jednym miejscu, tylko stara się
        iść jeszcze wyżej.
        Pozdrawiam.
      • mysty Re: Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie. 14.01.10, 16:32
        'W dodatku katolicy - wychowają dzieci na porządnych ludzi'

        Ło matko, toś pojechała ...
        • ewelsia Re: Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie. 14.01.10, 19:39
          smile
      • wieczna-gosia Re: Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie. 19.01.10, 10:45
        A co z tego, że dzie
        > ci nie będą chodzić na dodatkowe zajęcia - może będą bardziej
        normalni - bez ch
        > orej ambicji i udziału w wyścigu szczurów

        a dlaczego nie maja chodzic na dodatkowe zajecia? przytlaczajaca
        wiekszosc zajec moich dzieci byla albo bezplatna albo platna w stylu
        skladka klubowa 30 zlotych miesiecznie. Tam gdzie bylo platnie-
        zawsze szlam sie zaoytac o mozliwosc rabatu i zawsze taka mozliwosc
        byla.

        W tej chwili- zeglarstwo to z 7 tysiecy za rok, wliczajac w to
        wszystko wszystko w tym 100 dni zgrupowan. No dobra sporo. Ale gdybym
        nie zdecydowala sie na uprawianie sportowe tylko zostawila dzieci
        wylacznie na zajecia klubowe ( a tak mozna) to 30 zlotych
        miessiecznie plus 100 zlotych obozu latem, nie przytlacza koszt
        sprzetu w decathhlonie to 100- 150 (takiego bezwzglednego minimum)

        wspinaczka darmo
        zuchy/ harcerze- 3-4 zlote miesiecznie plus oboz latem kolo 800 na
        glowe bo mam znizke dla rodzenstwa smile
        basen w ramach szkoly 75 zlotych miesiecznie za 3 dzieci (jedno ma
        codziennie drugie i trzecie 2 razy w tygodniu)
        zajecia plastyczne- darmo
        zajecia dla najmlodszego plastyczno ruchowe- darmo
        SI dla najmlodszego darmo
        Uniwersytet dzieci 180 za semestr
        Dzieciecy Uniwersytet ekonomiczny(jak sie zalapiemy hehe) darmo

        w ferie beda za darmo baseny i lyzwy.

        Naprawde znalezenie zajec dla dowolnie uosazonych dzieci nie jest
        jakims cudem niewidem. Prawda zazwyczaj jest taka ze prawdziwa
        patologia ielezy w kasie a w mysleniu- czlek nieposazny acz myslacy
        znajdzie trzy fundacje i dziecko bedzie sie rozwijalo. I dostep do
        kompa w bibliotece i w szkole i naprawde mozna. Patologia zbyt zajeta
        jest nie mysleniem o dzieciach by zobaczyc ze za rogiem kolejna
        fundacja otworzyla swietlice gdzie mozna dziecko zaprowadzic by
        zjadlo, odrobilo lekcje, pogralo, obejrzalo tv a wszystko pod okiem
        pozytywnie zakreconych ludzi ktorzy najwyrazniej tez nieposazni ale
        pomyslowi.
        • undomestic_goddess Re: Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie. 19.01.10, 11:56
          Coz, Wieczna-Gosiu, moge sie tylko zgodzic smile Trzeba chciec i dzialac,
          a prawdziwa patologia to siedzenie na tylku i czekanie na gwiazdke z
          nieba i marudzenie, ze nie spada sama.

          No i w imie solidarnosci spolecznej powinnismy przynajmniej byc dla
          siebie nawzajem zyczliwi, to nie kosztuje NIC.
        • penelopa40 Re: O zajeciach dodatkowych 19.01.10, 12:01
          "przytlaczajaca wiekszosc zajec moich dzieci byla albo bezplatna
          albo platna w stylu skladka klubowa 30 zlotych miesiecznie. Tam
          gdzie bylo platnie- zawsze szlam sie zaoytac o mozliwosc rabatu i
          zawsze taka mozliwosc byla"
          no to albo masz wyjątkowe szczęscie albo twoje dzieci jakieś
          specyficzne zainteresowania, bo ja mam takie opłaty:
          pianino - 290 zl miesiecznie
          angielski w szkole językowej 2/tyg - 220zl miesięcznie
          francuski 1/tyg 2h - 700 zł semestr, czyli 140zł miesięcznie
          zajęcia plastyczne 1/tyg 2h - 180 zl miesięcznie
          taniec 1/tyg 1h - 60zł miesięcznie
          basen w ramach szkoły - płacimy transport ok 20zł miesięcznie,
          w ramach szkoły kółko teatralne, kółko plastyczne, reedukacja są
          wprawdzie za darmo ale to trochę mało...
          finansowo wychodzi mi 900zł ...
          p.s. nie uważam aby moje dziecko brało udzial w jakimkolwiek wyścigu
          szczurów...
          • liberkka Re: O zajeciach dodatkowych 19.01.10, 12:53
            I majac tyle zajec dodatkowych dziecko jest naprawde szczesliwe? Ja
            osobiscie nie zapisalabym dziecka na ang, francuski, taniec, basen,
            plastyka, pianino itp mysle, ze to przesada. Dziecko naprawde nie
            jest zmeczone taka iloscia tych dodatkowych zajec? Oczywiscie Twoja
            sprawasmile
          • wieczna-gosia Re: O zajeciach dodatkowych 19.01.10, 13:55
            wyslalam dzieci do gimnazjum jezykowego i zachecalam do liceum
            jezykowego- jest ok- widze to po wynikach SAT poza tym obie beda
            podchodzily do matury miedzynarodowej. Zeby dorzucic lyzke dziegciu-
            musialy zrezygnowac ze szkoly spolecznej bo nie dalam rady. Czyli
            koszty sa. Jakbym miala dwoje to bym pewnie nie stawiala dzieciom
            takich wyborow.

            w tzw. domu kultury sa zajecia plastyczne muzyczne i taneczke- w
            ramach swietlicy za darmo, poza swietlica 30 zeta miesiecznie. W
            szkole zapomnialam dodac jest taekwondo, biatlon, kolko szachowe.

            Z mojego punktu widzenia taniec i plastyka to sa dopiero nietypowe
            zainteresowania smile

            gdyby chcialy grac- wyslalabym do szkoly muzycznej. nie chodzi mi o
            to ze zle wydajesz pieniadze- wydajesz bo cie stac i nie boli smile
            natomiast gdyby cie stac nie bylo- sa sposoby obnizenia kosztow np.
            lekcji pianina czy jezykow.

            Ja akurat na dzieci wydaje duzo- budzet mi sie domyka i wszystko gra.
            Ale znam sporo ludzi (jakos wielodzetni do siebie ciagna smile ktorzy
            nie maja takich mozliwosci i na wylacznie panstwowych ukladach
            ciagnac- dbaja o talenta, rozwijaja. Oczywiscie to wielkie miasto-
            ale warto zdac sobie sprawe ze wielkie miasta w ogole daja wieksze
            mozliwosci rozwoju i dzieciom i doroslym- i tym kasiastym a co
            wazniejsze- i tym ubozszym.
            • penelopa40 Re: O zajeciach dodatkowych 19.01.10, 14:09
              moje dziecko jest w 3 klasie SP, samo na żadne zajęcia pozaszkolne
              nie pojedzie, trzeba go zawieźć i przywieść...
              zajęcia w domu kultury owszem są, w dzień powszedni na 15.30, albo
              16.00, ja pracuję do 17.00...
              w świetlicy szkolnej nie ma zajęć tanecznych, są teatralne i
              plastyczne, corka uczestniczy, szkółke angielskiego i tańca ma w
              budynku szkoły, zajęcia na 13, 14... wiele dzieci z jej klasy chodzi
              na ten angielski (prawie 1/2 klasy), na tańce, na plastykę też, nie
              uważam aby to były dziwne zainteresowania, zresztą akurat ma talent
              plastyczny, muzyczny, taneczny...
              nie jest zainteresowana sztukami walki, biatlonami i innymi tego
              typu, na szachy jest za nerwowa...
              do szkoły muzycznej jej nie wyślę, bo zajęcia są na ok 16.00 trwaja
              dużo dłużej, a nie 1/2 godziny lekcji a poza tym jest tam teoria, a
              my chcemy jedynie aby trochę grała i orientowala sie w nutach, gra
              na instrumencie jest po częsci terapeutyczna (nie będę wdawać się w
              szczegóły...)
              francuski i plastyke ma w soboty, bo wtedy ja mogę ją zawozić...
              reasumując musze z konieczności wybierać takie zajęcia na które mogę
              sama dziecko dostarczyć poza godzinami pracy...
              p.s. ja uważam, ze lepiej dziecku zrobią zajęcia plastyczne,
              muzyczne czy językowe niż siedzenie przed telewizorem lub
              komputerem...
              • iwoniaw Re: O zajeciach dodatkowych 19.01.10, 14:28
                > p.s. ja uważam, ze lepiej dziecku zrobią zajęcia plastyczne,
                > muzyczne czy językowe niż siedzenie przed telewizorem lub
                > komputerem.

                To a propos tego, że dzieci Wiecznej w stajni, na boisku, sali gimnastycznej czy
                na jeziorze siedzą przed kompem lub tv, co nie miałoby miejsca, gdyby się np.
                jakąś grafiką zajęły?
                • wieczna-gosia Re: O zajeciach dodatkowych 19.01.10, 15:03
                  juz lepiej zeby siedzialy przed komuterem i TV niz by mialy krasc i
                  pic- mozemy dalej te wyliczanke pociagnac bo w sumie leiej chyba zeby
                  pily niz gwalcily.....
                • joxanna Re: O zajeciach dodatkowych 19.01.10, 15:05
                  Jeśli dziecko od urodzenia słyszy, że dzieciństwo kończy się z chwilą pójścia do
                  szkoły, albo że szczęśliwe dzieciństwo to siedzenie na placu zabaw i przed
                  telewizorem, bo na naukę jeszcze będzie czas - to pewnie niekoniecznie musi
                  polubić różne dodatkowe zajęcia.

                  Ale wiele dzieci lubi mieć urozmaicony czas i nie uważa nauki za nudną. Moje
                  dzieci są jeszcze za małe, ale ja jestem wdzięczna rodzicom, że nie zafundowali
                  mi 'szczęśliwego dzieciństwa', tylko zapisywali na wszystko, co mi przyszło do
                  głowy.

                  I wtedy, w skromnych latach 80 można było mieć (w pierwszych klasach
                  podstawówki) codziennie 1-2 zajęcia - i był czas i na zuchy i na angielski i na
                  pianino (i na ćwiczenie na pianinie) i potem na jakieś gitary, flety, nawet
                  chyba mandolinę (sama nie wiem skąd mi to do łba strzeliło). I nawet na zajęcia
                  z teorii muzyki. I był czas na przesiadywanie na ulicy z koleżankami i nawet na
                  odrabianie lekcji.
                • penelopa40 Re: O zajeciach dodatkowych 19.01.10, 16:23
                  p.s. o zajęcia i siedzeniu przed tv dotyczyło postu liberki a nie
                  wypowiedzi wieczna-gosia...
                  swoją drogą forum celuje w wypaczaniu, wyśmiewaniu i wypisywaniu
                  bzdurnych komentarzy...
                  • liberkka Re: O zajeciach dodatkowych 19.01.10, 16:56
                    Przepraszam, ale ja tu zadnej ironii nie widze. Tak kazdy ma swoj
                    model wychowawczy, ale to ze moje dziecko czasami siedzi przed
                    komputerem lub telewizorem nie znaczy ze moj model wychowawczy jest
                    kompletnie inny czy gorszy. Moj syn mimo to, ze ma dopiero 7 lat od
                    3 lat chodzi do szkoly i w dwa lata musial sie nauczyc drugiego
                    jezyka, narazie wiecej od niego nie wymagam. Tak jak pisalam
                    wczesniej, nie neguje zajec dodatkowych Twoich dzieci czy dzieci
                    innych forumek. Nie przecze, ze gdy moj syn zechce gdzies chodzic to
                    mu to umozliwie. Tak jak jednak na poczatku napisalam, uwazam ze co
                    za duzo to niezdrowo.
                    I tak masz racje, najlepiej skonczyc ta dyskusje bo tracimy watek.
                    POzdrawiam,
              • wieczna-gosia Re: O zajeciach dodatkowych 19.01.10, 15:00
                a poczucie humoru masz w pakiecie?


                > p.s. ja uważam, ze lepiej dziecku zrobią zajęcia plastyczne,
                > muzyczne czy językowe niż siedzenie przed telewizorem lub
                > komputerem...

                zaiste swiatla uwaga jak tylko mi dzieci wroca do domu o 21 po
                wszystkich swoich zajeciach to im wyglosze smile Ostatnio siedzialy
                przed kompem jakos chyba w sobote rano a TV ostatnio w naszym domu
                gral w niedziele smile
                • liberkka Re: O zajeciach dodatkowych 19.01.10, 16:00
                  Rzeczywiscie straszne. Moj niespelna 7 latek uwielbia bajki,
                  komputer i playstationsmile Nie widze powodu zabraniania mu tego co
                  lubi w tym wieku oczywiscie w granicach rozsadku...
                • penelopa40 Re: O zajeciach dodatkowych 19.01.10, 16:26
                  bez ironii bardzo proszę, każdy ma swój model wychowawczy...
                  dziecko wraca najpóźniej o 18.15, 2 razy, w pozostałe dni dużo
                  wcześniej...
                  zresztą ja dyskusję kończę bo jest bezużyteczna....
    • 0golone_jajka LICZBA dzieci, a nie ilość n/t 19.01.10, 15:34

Inne wątki na temat:
Pełna wersja