kali_pso Re: Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie. 13.01.10, 18:30 Ale mąz chce pomóc? To własciwie wazniejsze niz to co my czy ty sądzisz w tym temacie. Stek stereotypów podszytych pogardą ten watek zawiera i tyle. ja zawsze gdy pojawia się temat wielodzietnościp Odpowiedz Link Zgłoś
gku25 Re: Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie. 13.01.10, 19:11 Mnie drażnią tacy ludzie. Odpowiedz Link Zgłoś
agnisia77 Re: Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie. 13.01.10, 21:58 ...kobiety i po co te kłótnie..jest jak jest maja tyle dzieci ile chcieli...to ich sprawa...problem ma tylko autorka tego wątku bo do głowy jej nie przychodzi że czasami można pomóc a jej mężowi jednak to przychodzi do głowy...ma moje poparcie i uznanie Odpowiedz Link Zgłoś
evenjo Re: Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie. 14.01.10, 09:59 Poznałam jakiś czas temu gostka-wyższe wykształcenie, intelektualne aspiracje. Czworo małych dzieci, on - pracuje jako "najemnik". Żona w domu z dziećmi. Ostatnio powiedział, że nie może przyjść na spotkanie w knajpie-parę osób, pogaduchy-bo go nie stać na kawę...żenujące. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie. 14.01.10, 10:04 A jakby dzieci nie posiadał i nadal by nie miał na kawę to by był mniej żenujący? Litości ... Odpowiedz Link Zgłoś
evenjo Re: Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie. 14.01.10, 10:08 Wrzuć ten post na forum dla rodzin wielodzietnych (z wyboru)... Odpowiedz Link Zgłoś
sist-erka Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 12:59 Przeczytałam cały wątek, bo on mnie pośrednio dotyczy. Uważam, ze głupotą jest samo założenie, że szczęście zależy od kasy lub jej braku. A także uogólnianie teorii o WIELODZIETNYCH rodzinach, jakby był to jakiś jeden twór. Zostałam wychowana przez wykształconych rodziców wraz z siedmiorgiem rodzeństwa, praktykujących katolików, co gorsza, na porządnego człowieka. Moi rodzice mieli dla nas czas, interesowali naszymi postępami w nauce, ojciec dużo pracował, wyjeżdżał na saksy. Pracowaliśmy pewnie więcej niż dzieci z mniejszych rodzin, ale dzisiaj możemy na siebie liczyć, sobie pomagać, mamy wspaniałe święta, których na pewno może nam pozazdrościć nie jeden jedynak. Co do biedy, patologii i innych stereotypów, ubrania donaszaliśmy po sobie, nie było z tym problemów, nie mieliśmy plazmy w salonie, ale telewizory, komputer był. Czy naprawdę uważacie, że komputer na którym dziecko gra pół dnia bo może i jest dostępny to takie dobre? Czy telewizor w każym pokoju jest niezbędnym „wychowawcą dziecka”? No bo w sumie w czym widzicie aż taką dużą różnicę we własnym poziomie życia, a w poziomie życia rodzin wielodzietnych? Nasze jedzenie było zdrowe i pożywne, w dużej części „bio” bo z własnej działki, bez „dodatków” smakowych i nawozów, Dom mamy pewnie większy niż większość z Was wypowiadających się na forum, a mieszkających w 50-60 m kw, całe rodzeństwo z wyjątkiem jednej siostry skończyło lub kończy studia. Wycieczki zagraniczne – ja z pielgrzymkami wziedziłąm Hiszpanie, Francję, Włochy. JA sama zdobywam wykształcenie wyższe na jednym z najlepszych uniwersytetów w Polsce, w warszawie na studiach niepłatnych. Pracuję jednocześnie jako opiekunka do dzieci w kolejnej wielodzietnej rodzinie. Mają 3 dzieci, są dwa drogie samochody, bardzo zamożni, telewizory plazmowe, amerykańska lodówka – full wypas jednym słowem, duzo pracują, ona wygląda dużo lepiej pewnie niż większość z Was mimo przekroczonej 40 – stki i 3 porodów. Więc po co takie głupie wypowiedzi???? Są po prostu inne spojrzenia, mniej materialne na życie. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 13:12 Mój mąż pochodzi z podobnej rodziny i dzisiaj sześcioro dorosłych dzieci jest wykształconych i pracuje. Ja stwierdzam że najważniejsze są odpowiednie priorytety. Kasa jest ważna bo życie o chlebie i wodzie to kiepskie życie ale miedzy tym a luksusami jest jeszcze wiele miejsca na takie wielodzietne rodziny. Odpowiedz Link Zgłoś
carmita80 Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 13:13 Zgadzam sie z toba sist-erka i dodam, ze rodzinom powinno panstwo dawac mozliwosc (czyt. pomoc)jesli zdecyduje sie byc wielodzietna, niestety nie wszystkie rodziny sa dobrze sytuowane, co nie znaczy ze rodzice to niezaradni, niewyksztalceni glupole. Dobra materialne choc wazne nie zaspokaja wszystkich potrzeb czlowieka, bo ludzie szczecie i sens zycia odnajduja np. w wychowywaniu wiecej niz jednego czy dwojga dziecka. Odpowiedz Link Zgłoś
sist-erka Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 13:17 carmita80 napisała: Dobra materialne choc wazne nie zaspokaja wszystkich > potrzeb czlowieka, bo ludzie szczecie i sens zycia odnajduja np. w wychowywaniu > wiecej niz jednego czy dwojga dziecka. No właśnie, w tym rzecz. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 13:21 To cudnie ale w pierwszym poście był opis wielodzietnej niepatologicznej rodziny żyjącej na pograniczu nędzy z panem ojcem, który nie potrafi stałej roboty utrzymać. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 13:25 To ja chyba o tej nędzy nie doczytałam Odpowiedz Link Zgłoś
sist-erka Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 13:31 triss_merigold6 napisała: > To cudnie ale w pierwszym poście był opis wielodzietnej > niepatologicznej rodziny żyjącej na pograniczu nędzy z panem ojcem, który nie potrafi stałej roboty utrzymać. A gdzie o tej nędzy???? Bo ja o domku czytałam, a zwykle nędzarze w domach nie mieszkają. A w poście jest, że jest po zarządzaniu miał firmę, teraz szuka innej pracy, i pyta o to męza autorki wątku. Cała reszta to stereotypy o biednych, żyjących z zasiłków....itp, itd, Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 13:47 Po zarządzaniu magistrów jak psów. To, że ktoś miał zarejestrowaną działalność gospodarczą szumnie określaną jako FIRMA nie oznacza, że osiągał wysokie dochody. Jak dla mnie z opisu wynika, że facet regularnie zwraca się o pomoc w szukaniu pracy i chce korzystać z tego, że mąż autorki ma różne znajomości. Odpowiedz Link Zgłoś
carmita80 Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 15:09 Maz autorki nie ma z tym problemu, a w PL nie latwo rozwinac firme nie kradnac. Nie masz mgr zle, masz tez zle. Odpowiedz Link Zgłoś
migotka-2 Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 14:03 Czytam, staram się uważnie tylko jakoś nie mogę się połapać - czy naganne jest to że ludzie maja ileś tam dzieci - czy to, ze ojciec tychże poprosił o pomoc w znalezieniu pracy - czy to, że wychowują swoje dzieci w sposób, który nie wszystkim się podoba Też nie lubię nierobów (autorka nic nie pisze o tym czy ojcuj się nie chce, czy jest za mało przebojowy), też jestem za tym żeby mierzyć siły na zamiary, genialne byłoby móc przewidzieć ile dzieci będziemy w stanie wychować. Jednak nie rozumiem jak można krzyczeć, o podatkach. Przypominam, że renty socjalne alkoholikom też wypłaca MOPS, zasiłki materialne (bony żywnościowe, węgiel) też ta sama instytucja, i wielu korzystających to nie rodziny wielodzietne tylko inne osoby niezaradne. W jednej ze swych wypowiedzi protoza napisałaś, że takie dzieci mają ograniczony dostęp do wielu rzeczy, zgoda tak jest, jednak nie wiem jak mogłaś napisać, że do leczenia również, lekarz tak mówi? Jakoś mało empatycznie. Tak samo trudno jest wychować szczęśliwego jedynaka i dzieci w rodzinie wielodzietnej. Tylko problemy zgoła inne. Daleka byłabym od osądzania rodzin wielodzietnych, rodzin z jednym dzieckiem, tak naprawdę nie wiemy, które z tych dzieci lepiej ułoży sobie życie. W mojej pracy spotykam się z wieloma rodzinami i z obserwacji mogę powiedzieć, że w rodzinach wielodzietnych członkowie są dla siebie wsparciem nawzajem. Jednak na pewno daleka jestem od wrzucania wszystkich do jednego wora. A co do podatków na pomoc rodzinom wielodzietnym naprawdę idzie ich dużo mniej niż na inne bzdurne rzeczy. Odpowiedz Link Zgłoś
protozoa Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 14:11 Lecznie - proszę uprzejmie. 1. Zęby. Konia z rzędem temu, kto wyleczy zeby w ramach NFZ. 2. Kolejki.... są. Mniemam, że mam większy dostep do wszystkich (!) specjalistów, choćby z racji faktu, ze pracuję w Uniwersytecie Medycznym, mam kolegów ze sttudiów itd.... a do okulisty chodzę za pieniądze. Okularów, na szczęście jeszcze nie używam, ale też ich nie rozdają za darmo. Sporo kosztuja, zwłaszcza dobre. 3. Leki. Nie słyszałam, żeby rodziny wielodzietne miały leki bezpłatne. A czasem trzeba. Odpowiedz Link Zgłoś
migotka-2 Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 14:54 Masz większy dostęp za nasze podatki???? Czy może płacisz Uniwersytetowi? Z resztą w mniejszym lub większym stopniu się zgodzę. Ale mowa była o rodzinie wielodzietnej. Z dostępem do dobrego stomatologa za pieniądze będzie miała również matka samotna żyjąca z alimentów i swojej niewielkiej pensji i babcia będąca rodziną zastępcza trójki dzieci ( rodzice zginęli w wypadku). Bieda w naszym kraju jest wszechobecna, niekoniecznie tylko w rodzinach wielodzietnych! A jak ktoś mniej zaradny to szkoda gadać! Kryterium kwalifikujące w Polsce do pomocy społecznej to nie ilość dzieci posiadanych tylko dochód. Jedynym wyjątkiem jest dodatek na trzecie i każde następne dziecko w rodzinie. Odpowiedz Link Zgłoś
protozoa Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 13:40 Jest takie, jakże prawdziwe powiedzenie, ze pieniądze szczęścia nie dają, ale bez pieniędzy szczęścia nie ma. Mimo ogromnych rozbiezności społeczeństwa pod względem zamożności, dość rzadko się zdarza( rzadko co nie oznacza nigdy- o czym za chwilę), że wielodzietna rodzina jest rodziną mogącą zaspokoić potrzeby dziecka. Nie piszę tu o potrzebach elementarnych typu jedzenie i spanie ( choć często i z tym bywa róznie), ale nauke języków obcych, zajęcia dodatkowe, wyjazdy na wakacje, ubranie, leczenie itd. Osoby bardzo dobrze zarabiające muszą pracować ( no chyba, że należą do bardzo znikomej części społeczeństwa odcinającej kupony z majątku). Tak więc co jest prawdą - czy to, że ojciec duzo pracował czy tez, że rodzice mieli zawsze dla Was czas. Jedno wyklucza drugie. Ze znanych mi rodzin tylko 2 ( dwie) wielodzietne moga sobie na to pozwolić nie wyciągając ręki do kieszeni podatnika. Jedna jest osoba publiczna, znany lekarz o arystokratycznym pochodzeniu, druga - przedstawiciel szwajcarskiej firmy w Polsce. Pozostali moga sobie tylko pomarzyć o wielu rzeczach . Uważam, że każdy powinien miec tyle dzieci ile jest wstanie SAMODZIELNIE NIE OGLĄDAJĄC SIE NA NIKOGO I NIE ŻEBRZĄC wychować. A wychowanie jest sztuka wymagającą czasu, wiedzy, pieniędzy i warunków. Ja mając mieszkanie dwa razy większe niż to, o które mnie posądzasz i dochody sporo wyższe niz średnia krajowa uważam, że stać mnie bez obniżania standardu życia na 2 dzieci. Psychicznie równiez nie czułabym się na siłach zajmować się większą gromada. Kazio w żłobku, Wandzia w przedszkolu, Karolek w zerówce, Marysia w podstawówce - nauczanie początkowe, Gienio przed egzaminem po szóstej klasie, Tereska w gimnazjum, Henio w liceum....dziękuję, postoję. A Ty nie wypisuj bzdur o tym jak w rodzinach wielodzietnych wszyscy się kochaja, nie ma biedy i patologii. Jest, nie we wszystkich, ale jest. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 13:45 Czyżby Radziwiłł od Rady Etyki Lekarskiej, antyaborcyjny świr? Odpowiedz Link Zgłoś
protozoa Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 14:11 Nie potwierdzam, nie zaprzeczam. Odpowiedz Link Zgłoś
migotka-2 Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 14:13 Wiesz ja często obserwuję super samotne dzieci bogatych rodziców, dzieciaki te uczęszczają na dodatkowe zajęcia, i mają wszystko, co najlepsze. Ale jako lekarz protoza musisz przyznać, że u takich dzieci jest więcej problemów emocjonalnych niż w rodzinach o przeciętnym statusie. Powtarzam po raz kolejny: moim zdaniem recepty na szczęście nie ma! Odpowiedz Link Zgłoś
ewelsia Do migotka 14.01.10, 14:18 A skąd taka ciekawa teoria o problemach emocjonalnych dzieci z bogatych rodzin ? Przyznam nie słyszałam tej gankowej mądrości. Odpowiedz Link Zgłoś
migotka-2 Re: Do migotka 14.01.10, 16:37 Teoria poparta praktyką niestety. W drugą stronę: w rodzinach wielodzietnych większy poziom ułomności fizycznych. Ale dlaczego tak jest to rozważanie nie na ten wątek. Odpowiedz Link Zgłoś
protozoa Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 14:19 Jako lekarz nie zajmuję się problemami emocjonalnymi dzieci , ale jako matka przyznaje rację, że tak bywa. Wszędzie potrzebny jest złoty środek. I nie jest nim spanie po 3 na jednym materacu czy donaszanie ubrań po Andzi, Wandzi czy Piotrusiu. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 14:14 > Uważam, że każdy powinien miec tyle dzieci ile jest wstanie SAMODZIELNIE NIE > OGLĄDAJĄC SIE NA NIKOGO I NIE ŻEBRZĄC wychować. Zawsze się na kogoś trzeba oglądać. Nawet królowa Elżbieta musiała i musi. Myślę że osiemdziesiąt procent emam nie powinno mieć dzieci bo komuś się wyda że posiadają za mało. Tak, posiadają. Moja teściowa dała światu sześcioro mądrych, wykształconych i zaradnych już dorosłych dzieci. Mogła sobie darować albo wyprodukować księcia czy księżniczkę. Bo wszystko się sprowadza do tego że dla ciebie dzieci to jeszcze jedno dobro konsumpcyjne podobne do telewizora czy pralki. Odpowiedz Link Zgłoś
protozoa Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 14:23 Nie, dla mnie dzieci to dzieci. Decydując się na nie wiedziałam co chcę i moge im zapewnić. Dla mnie priorytetem jest nie ilość a jakość. I nie narzekam. P.S. Powtarzam - widziałam 2 rodziny wielodzietne żyjące nroalnie. Reszta to roszczeniowi ludzie czekający na datki z "opieki", Caritasu, od dobrych ludzi, domagający się zwolnień z opłat itd. I co więcej - gdy Jas się nauczy, że jest to sposób na życie Jan będzie żył tak samo. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 14:31 > Nie, dla mnie dzieci to dzieci. No, niestety w Twoich postach jest tylko kasa i kasa. I zawczasu dodam że pieniądze rzecz ważna ale nie najważniejsza. W nędzy nie ma nic dobrego ale jak już pisałam miedzy nędzą a bogactwem jest jeszcze wiele przestrzeni. Nie widzę nic złego w donoszeniu ubrań. W odmawianiu pewnych rzeczy jak nas nie stać też. Wychowanie dzieci to nie jest dawanie im gwiazdki z nieba jak tylko zechcą. To nie hodowla książątek. Odpowiedz Link Zgłoś
protozoa Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 14:39 Tak, nawet jak mnie było stac nie dawałam dzieciom wszystkiego. Synowie dostali np. uzywane przez nas samochody, ale buty mieli zawsze nowe i markowe. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 14:45 A mój mąż markowe buty kupił sobie już sam. A swoje dzieciństwo wspomina zawsze z rozrzewnieniem. Ale tego pewnie nie jesteś w stanie pojąć Odpowiedz Link Zgłoś
protozoa Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 14:54 Pewne rzeczy jestem wstanie pojąć innych nie. 90% naszego społeczeństwa nie stać na zakup 24 par markowych butów rocznie ( 6 rosnących dzieci po 4 pary rocznie), więc kupują byle co. I ta szósteczka widząc , że kolega z klasy ma takie w naturalny sposób sie buntuje. Widziałam takie dzieci i ich "szczęśliwe" dzieciństwo, które zapewne beda wspominac z rozrzewinieniem. Lecząc przy okazji znieksztalcenia stóp. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 15:05 Dzisiaj można kupić tańsze buty dobre, zdrowe i ładne. To nie PRL. Co do zniekształceń stóp to mimo wszystko przesadzasz. Mąż ma zdrowsze niż ja mimo że moich rodziców było stać na droższe obuwie. A cena 250 złotych i więcej za jedną parę butów dzieciach to przegięcie które próbuje się w mówić konsumentowi jako normę. A nie mówiłam że nie pojmiesz... Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 15:20 Taki mi się skojarzyło że z tobą rozmowa jak ze słuchaczami Radia Maryja. Nic nie dochodzi poza jedynie "słuszną" prawdą Odpowiedz Link Zgłoś
agamagda Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 15:46 protozoa napisała: > Pewne rzeczy jestem wstanie pojąć innych nie. 90% naszego społeczeństwa nie sta > ć > na zakup 24 par markowych butów rocznie ( 6 rosnących dzieci po 4 pary rocznie) > , > więc kupują byle co. A nie przyszło Ci do głowy, że ktoś NIE CHCE CHODZIĆ w markowych butach? Zresztą powiem Ci że zgodnie z Twoją teorią, Twoja matka (i inne kobiety z tamtej epoki) nie powinna Cię urodzić. Z twoich postów sądzę, że masz po piędziesiatce, czyli urodziłąś sie gdzieś w 1955 roku. A przecież były to czasy komunizmu, sowieckiej dyktatury, kolejek, zero prespektyw na przyszłość, nikt nie kupował sobie 4 par butów rocznie, nie miał telewizorów, mieszkał pewnie z rodzicami czy dziadkami. Oni buli po prostu BIEDNI wg naszych standardów, a jednak nie tylko byli szczęśliwi, to jeszcze wychowywali na dobrych i porządnych ludzi. Odpowiedz Link Zgłoś
protozoa Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 16:23 Żle obliczyłaś mój wiek. Jestem młodsza o ponad dekadę. Odpowiedz Link Zgłoś
agamagda Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 16:52 To i tak nie zmnienia sedna sprawy. W latach 60-tych było nawet gorzej. Odpowiedz Link Zgłoś
undomestic_goddess Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 14:35 Malo w zyciu widzialas. Odpowiedz Link Zgłoś
protozoa Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 14:39 Oj chyba jednak sporo. Odpowiedz Link Zgłoś
sist-erka Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 14:26 Znowu generalizujesz, co jest podstawowym błędem. Nie ma czegoś takiego, jak typowa "rodzina wielodzietna". Trochę tak jakbym pisała, ze wszyscy lekarze to łapówkarze stąd mają na swój standard życiowy. Piszesz, o lekcjach dodatkowych, językach i wakacjach, naszych rodzicó nie było na nie stać, a jednak 5 z nas mówi biegle po niemiecku. Skąd, uczyliśmy się w szkole i tam skąd pochodzę regułą jest że często do niemiec się wyjeżdzało na saksy. Sądzę, że każdy z nas po prostu musi sam więcej pracować i mniej dostaje gotowych rzeczy, podanych na tacy. To wyrabia chcrakter. Tak więc co jest > prawdą - czy to, że ojciec duzo pracował czy tez, że rodzice mieli zawsze dla > Was czas. Jedno wyklucza drugie Mylisz się, ojciec wyjeżdzał na 3-5 miesięcy, przyjeżdza na weekendy, przywozi sporo ( jak na warunki polskie) pieniędzy, na czas letni jest z nami w gospodarstwie. A Ty nie wypisuj bzdur o tym jak w rodzinach wielodzietnych wszyscy się kochaja nie ma biedy i patologii. Jest, nie we wszystkich, ale jest. Tak jak jest w rodzinach inteligenckich, lekarskich, adwokackich czy robotniczych. Odpowiedz Link Zgłoś
protozoa Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 14:37 Bardzo dobrze, że mieszkasz w miejscu, w którym są możliwości wyjazdu do Niemiec. Nie jest jednak rzeczą normalną to, ze dzieci muszą pracować i wyjeżdżać na saksy. Nie jest normalne to, że ojca przez 3-5 miesięcy nie ma w domu. Problemy do rozwiązania czekają - w najlepszym razie do weekendu w najgorszym 5 miesięcy. A to co wyrabia a to co wypacza charakter jest rzeczą względna. Moi synowie biegle znają angielski i niemiecki, nieco gorzej francuski. Nauczyli sie tego za granica na kursach bez konieczności zajmowania sie cudzymi dziecmi, zmywania garów itd. Charakterów nie mają wypaczonych. Statystycznie rodziny wielodzietne sa uboższe, gorzej wykształcone, bardziej prostackie. Choc są wyjatki potwierdzające regułe. Odpowiedz Link Zgłoś
agamagda Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 15:54 Moja droga, nie tobie określać co jest normą, a co nie. A co do pracy dzieci, (mówimy o starszych nastolatkach rozumiem) wyobraź sobie, że w większości tzw. dobrych domów w krajach rozwiniętych, dzieci jadą na rok dziewczynki jako au pair, chłopcy do zmywaka, żeby poduczyć się języka i "poznać życie". Co więcej, nawet księzna Diana opiekowała się cudzymi dzieciakami, sprzątała i jakoś jej to ujmy nie przynosiło. Odpowiedz Link Zgłoś
wieczna-gosia Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 19.01.10, 11:06 Nie jest jednak rzeczą normalną to, ze dzieci muszą pracować i > wyjeżdżać na saksy. pytanie czy musza. Moj ojciec byl zolnierzem zawodowym w stopniu majora znajacym biegle 5 jezykow w sluzbie ONZ- co daje wyobrazenie zarowno o jego pensji jak i o emeryturce. Ja bylam jedynaczka. Pracowalam bo w duzej mierze chcialam i lubilam. Uwazam ze moja rodzina jest patologiczna gdyz moi rodzice po prostu dzieci miec nie chcieli i niepotrzebnie uwazali ze jednak se strzela co nie zmienia faktu ze ograniczen kasowych specjalnych nie mialam. A jednak pierwsze pieniadze zarobilam majac 10 lat gdy za tate poprowadzilam zajecia jezyka angielskiego z grupa pierwszaczkow i tata mi zaplacil Fakt rodzina dala mi znajomosc jezyka- ale jednego. Drugiego nauczylam sie w luceum, pozostalych nauczylam sie sama. W UK na kursach bylam raz w zyciu podczas gdy pierwszy z brzegu moj maz bywal co roku a jego rodzice maja nizsza stope zyciowa a tez byl jedynakiem Majac 15 lat zarabiaam regularne na swoje potrzeby pilnnujac dzieci obcokrajowcom i dajac korki a takze robiac tysiace innych rzeczy do czego rodzice mnie zachecali chociaz bylam swiadoma ze jesli poprosze to mi dadza dowolna zadana sume. Moja przyjaciolka corka znanego adwokata i bardzo popularnej w latach 60 piosenkarki- regularnie jechala na zmywaku- w nieco lepszych restauracjach bo takie mozliwosci miala mamusia. Ale umowmy sie mamusia miala takie mozliwosci finansowe by ona na tym zmywaku nie jechala a w klasie mauralnej zalozyla swoja firme. Dziewczyna ma jednego sporo mlodszego brata. Taka jedna z tego forum tez o tym pisala wiec tylko przypomne- zarabiala od 7-8 roku zycia regularnie podkladajac glos podaj. A tez jakas niewielidzietna Ja rozumiem ze sa dzieci ktore MUSZA pracowac. Ale jest masa takich ktore pracuja bo ich rodzice nie maja nic przeciw- ze sredniej klasy. W maturalnej klasie mojej corki nie pracowalo nigdy ilka osob na krzyz i jest to lekki powod do obciachu. Mlodsza pokochala konie- nie stac mnie bylo specjalnie na to hobby- pracuje w stanji od 3 klasy gimnazjum. Owszem moglabym sie huknac w piers i powiedziec "nie stac mnie na 5 jazd konnych tygodniowo) ale ile osob z 2 dzieci mogloby zrobic to samo? A ja jedna (na ktora stac mnie bylo) absolutnie nie satysfakcjjonuje. Obecnie jej szef tylko licydni do jej 18 kiedy to bedzie ja mogl zatrudnic w pelnym wymiarze godzin, dac jej wychowawstwo na obozach, na ktorych i tak jezdzi i powierzyc wieksza odpowiedzialnosc za rzeczy ktore de facto robi, idzie dziewczyna na rolnictwo na technologie hodowi czy jak to tam sie nazywa albo na weterynarnie, najchetniej na oba. Pytanie powstaje czy gdyby nie musiala przerzycac gnoju o 5 rano po 10 km rowerem (odmowilam wstawania i wozenia) a potem dzida do szkoly- to czy zlapalaby taka fascynacje czy bylaby po prostu klientka stajni, a nie przyszlo hodowczynia (najchetniej, aczkolwiek wlasciciej stajni tez moze byc jako drugi plan ) Odpowiedz Link Zgłoś
migotka-2 Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 19.01.10, 16:18 Podziw wielki dla Ciebie i córki, prawdziwa pasja i mądre wychowanie w moim odczuciu! Odpowiedz Link Zgłoś
ihanelma Re: Do mamma1975, protozoa, daria nowak i innych 14.01.10, 16:39 Nie musisz się tłumaczyć na ile dzieci cię stać i na jakim metrażu mieszkasz. Ale trochę nietaktowne i histeryczne jest automatyczne kojarzenie ludzi którzy mają rodzinę o innej wielkości niż twoja z biedą i patologią, autorytatywne udowadnianie że na pewno nie da się naprawdę dobrze żyć mając więcej niż dwoje dzieci i generalnie wyrzucanie z siebie wszystkich stereotypów o wielodzietnych jakie słyszałaś. Nawet jeśli ci ktoś mówi, że się da, ty i tak wiesz, że się nie da. Zmocherzenie na starość gwarantowane z taką skorupą betonu pod czaszką. Odpowiedz Link Zgłoś
protozoa Re: Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie. 14.01.10, 14:43 I znów dyskusja zbacza na tematy o wysokim stopniu drazliwości.Powtarzam - jeśli ktos jest na tyle zaradny, zamozny, zorganizowany to niech ma nawet 10 dzieci, ale bez" pomocy" wszystkich świętych. Odpowiedz Link Zgłoś
agamagda Re: Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie. 14.01.10, 15:47 protozoa napisała: > I znów dyskusja zbacza na tematy o wysokim stopniu drazliwości.Powtarzam - jeśl > i > ktos jest na tyle zaradny, zamozny, zorganizowany to niech ma nawet 10 dzieci, > ale bez" pomocy" wszystkich świętych. Znaczy Ty nigdy przy dwojgu dzieciach nie korzystałaś z żadnej pomocy rozumiem? Odpowiedz Link Zgłoś
protozoa Re: Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie. 14.01.10, 16:25 Korzystałam z pomocy rodziny. Nie korzystałam z pomocy społecznej, zasiłków, zapomóg, datków, zwolnień z opłat, nie domagałam sie praw z tytułu macierzyństwa. Wiem, że to trudno pojąc, ale tak było. Jestem osoba odpowiedzialną i nie uznaje zasady jakoś to będzie. Odpowiedz Link Zgłoś
beti222 Re: Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie. 14.01.10, 16:31 A gdzie jest napisane, że rodzina, o której pisała autorka, korzysta z zasiłków ? Odpowiedz Link Zgłoś
agamagda Re: Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie. 14.01.10, 17:02 Po pierwsze, kto powiedział, że korzystają z zasiłków? Po drugie, facet jest chyba jednak dość obrotny skoro szuka nowej pracy, Po trzecie, oni też korzystają (jak ty) z pomocy znajomych. Po czwarte ad domagałam sie praw z tytułu macierzyństwa. czyli rozumiem, że nie byłaś na macierzyńskim i wychowawczym? Nie korzystałam z pomocy społecznej, zasiłków, > zapomóg, datków, zwolnień z opłat, nie domagałam sie praw z tytułu > macierzyństwa. Jak większość społeczeństwa - to żaden heroizm Większość ludzi nie korzysta z Odpowiedz Link Zgłoś
liberkka Re: Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie. 19.01.10, 11:45 Dokladnie! Macierzynski czy wychowawczy to zadna laska. A jak czytam o tych wszystkich innych zasilkach, z ktorych rzekomo wielodzietni korzystaja to ladnie to ujmujac niedobrze mi sie robi. Akurat w naszym kraju zasilki sa w tak porazajacych kwotach wyplacane, ze tylko dzieci robicMoze w innych krajach tak ale napewno nie u nas. Dlatego tez wiekszosc nie korzysta, bo zeby taki zasilek otrzymac, trzeba prawie wcale nie miec dochodu. Co do rodziny opisanej przez autorke, jesli maja 5 dzieci to widocznie to im pasuje. Dlaczego nie moga tylko dlatego, ze nie maja ustabilizowanej sytuacji zawodowej? Maja na to jeszcze czas. Dopoki dzieci nie chodza glodne i nie popada to w jakas patologie to dla mnie jest to jak najbardziej ok. Zycie nie zmienia sie tylko w jedna strone. Za rok, dwa albo miesiac moga miec wiecej kasy niz autorka watku . Odpowiedz Link Zgłoś
jolanta_83 Re: Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie. 14.01.10, 14:55 Niczego nie można takiej rodzince zarzucić ! Jeśli chodzi o pracę to starają się jak mogą. Przecież nie siedzą na dupie i nie żyją tylko z zasiłków. Pracują. I co w tym złego, że facet zapytał znajomego, czyli Twojego męża o robotę. Każdy czasem pyta dobrych znajomych o pracę, zarobki, jak to jest w tej firmie a jak w tamtej itd. - normalna sprawa. W dodatku katolicy - wychowają dzieci na porządnych ludzi. A co z tego, że dzieci nie będą chodzić na dodatkowe zajęcia - może będą bardziej normalni - bez chorej ambicji i udziału w wyścigu szczurów. Może nie będą jak te wszystkie nasze dzieci - księżniczki i ksiażęta -wożeni samochodami do szkoły, na dodatkowe zajęcia i do galerii handlowych na zakupy. Może nie będą na tyle próżne aby się prześcigać na to kto pierwszy miał na sobie nową kolekcję Armaniego. Mam nadzieję, że są szczęśliwi, zmęczeni ale szczęśliwi... i wieczorami opowiadają sobie z uśmiechem na twarzach historie o tym co się wydarzyło danego dnia...o tym co robiła gromadka ich dzieciaków - bo przy takiej liczbie dzieci napewno dużo się dzieje Odpowiedz Link Zgłoś
beti222 Re: Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie. 14.01.10, 15:55 Nie ma to jak generalizowanie. Jedynak ma źle, wielodzietne rodziny są nieszczęśliwe, nikomu nie dogodzisz. Gdzie autorka napisała, że ta rodzina żyje w biedzie i z zasiłków ? Gdzie jest napisane, że dzieci chodzą w nieodpowiednim obuwiu ? A może zwyczajnie bieda tej rodziny jest "dokoloryzowaniem" przez niektórych, na podstawie stereotypów, nowych informacji na poparcie swojej tezy. Skąd wiadomo, że są nieudacznikami ? Skoro bez pomocy Państwa utrzymują siebie i 5 dzieci na względnie normalnym poziomie (nie doczytałam nic o skrajnym ubóstwie) to chyba facet nie zarabia wcale tak mało. Gdyby mięli 1 czy 2 dzieci pewnie żyliby na wyższym poziomie. Facet pewnie szuka czegoś co zapewni mu jeszcze wyższe dochody, a nie jakiekolwiek, więc jest człowiekiem zaradnym i dbającym i rodzinę. Fakt, że korzysta ze znajomości, które posiada, jest dla mnie potwierdzeniem, że nie siedzi na tyłku w jednym miejscu, tylko stara się iść jeszcze wyżej. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
mysty Re: Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie. 14.01.10, 16:32 'W dodatku katolicy - wychowają dzieci na porządnych ludzi' Ło matko, toś pojechała ... Odpowiedz Link Zgłoś
wieczna-gosia Re: Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie. 19.01.10, 10:45 A co z tego, że dzie > ci nie będą chodzić na dodatkowe zajęcia - może będą bardziej normalni - bez ch > orej ambicji i udziału w wyścigu szczurów a dlaczego nie maja chodzic na dodatkowe zajecia? przytlaczajaca wiekszosc zajec moich dzieci byla albo bezplatna albo platna w stylu skladka klubowa 30 zlotych miesiecznie. Tam gdzie bylo platnie- zawsze szlam sie zaoytac o mozliwosc rabatu i zawsze taka mozliwosc byla. W tej chwili- zeglarstwo to z 7 tysiecy za rok, wliczajac w to wszystko wszystko w tym 100 dni zgrupowan. No dobra sporo. Ale gdybym nie zdecydowala sie na uprawianie sportowe tylko zostawila dzieci wylacznie na zajecia klubowe ( a tak mozna) to 30 zlotych miessiecznie plus 100 zlotych obozu latem, nie przytlacza koszt sprzetu w decathhlonie to 100- 150 (takiego bezwzglednego minimum) wspinaczka darmo zuchy/ harcerze- 3-4 zlote miesiecznie plus oboz latem kolo 800 na glowe bo mam znizke dla rodzenstwa basen w ramach szkoly 75 zlotych miesiecznie za 3 dzieci (jedno ma codziennie drugie i trzecie 2 razy w tygodniu) zajecia plastyczne- darmo zajecia dla najmlodszego plastyczno ruchowe- darmo SI dla najmlodszego darmo Uniwersytet dzieci 180 za semestr Dzieciecy Uniwersytet ekonomiczny(jak sie zalapiemy hehe) darmo w ferie beda za darmo baseny i lyzwy. Naprawde znalezenie zajec dla dowolnie uosazonych dzieci nie jest jakims cudem niewidem. Prawda zazwyczaj jest taka ze prawdziwa patologia ielezy w kasie a w mysleniu- czlek nieposazny acz myslacy znajdzie trzy fundacje i dziecko bedzie sie rozwijalo. I dostep do kompa w bibliotece i w szkole i naprawde mozna. Patologia zbyt zajeta jest nie mysleniem o dzieciach by zobaczyc ze za rogiem kolejna fundacja otworzyla swietlice gdzie mozna dziecko zaprowadzic by zjadlo, odrobilo lekcje, pogralo, obejrzalo tv a wszystko pod okiem pozytywnie zakreconych ludzi ktorzy najwyrazniej tez nieposazni ale pomyslowi. Odpowiedz Link Zgłoś
undomestic_goddess Re: Co wy na to??? O ilości dzieci i kasie. 19.01.10, 11:56 Coz, Wieczna-Gosiu, moge sie tylko zgodzic Trzeba chciec i dzialac, a prawdziwa patologia to siedzenie na tylku i czekanie na gwiazdke z nieba i marudzenie, ze nie spada sama. No i w imie solidarnosci spolecznej powinnismy przynajmniej byc dla siebie nawzajem zyczliwi, to nie kosztuje NIC. Odpowiedz Link Zgłoś
penelopa40 Re: O zajeciach dodatkowych 19.01.10, 12:01 "przytlaczajaca wiekszosc zajec moich dzieci byla albo bezplatna albo platna w stylu skladka klubowa 30 zlotych miesiecznie. Tam gdzie bylo platnie- zawsze szlam sie zaoytac o mozliwosc rabatu i zawsze taka mozliwosc byla" no to albo masz wyjątkowe szczęscie albo twoje dzieci jakieś specyficzne zainteresowania, bo ja mam takie opłaty: pianino - 290 zl miesiecznie angielski w szkole językowej 2/tyg - 220zl miesięcznie francuski 1/tyg 2h - 700 zł semestr, czyli 140zł miesięcznie zajęcia plastyczne 1/tyg 2h - 180 zl miesięcznie taniec 1/tyg 1h - 60zł miesięcznie basen w ramach szkoły - płacimy transport ok 20zł miesięcznie, w ramach szkoły kółko teatralne, kółko plastyczne, reedukacja są wprawdzie za darmo ale to trochę mało... finansowo wychodzi mi 900zł ... p.s. nie uważam aby moje dziecko brało udzial w jakimkolwiek wyścigu szczurów... Odpowiedz Link Zgłoś
liberkka Re: O zajeciach dodatkowych 19.01.10, 12:53 I majac tyle zajec dodatkowych dziecko jest naprawde szczesliwe? Ja osobiscie nie zapisalabym dziecka na ang, francuski, taniec, basen, plastyka, pianino itp mysle, ze to przesada. Dziecko naprawde nie jest zmeczone taka iloscia tych dodatkowych zajec? Oczywiscie Twoja sprawa Odpowiedz Link Zgłoś
wieczna-gosia Re: O zajeciach dodatkowych 19.01.10, 13:55 wyslalam dzieci do gimnazjum jezykowego i zachecalam do liceum jezykowego- jest ok- widze to po wynikach SAT poza tym obie beda podchodzily do matury miedzynarodowej. Zeby dorzucic lyzke dziegciu- musialy zrezygnowac ze szkoly spolecznej bo nie dalam rady. Czyli koszty sa. Jakbym miala dwoje to bym pewnie nie stawiala dzieciom takich wyborow. w tzw. domu kultury sa zajecia plastyczne muzyczne i taneczke- w ramach swietlicy za darmo, poza swietlica 30 zeta miesiecznie. W szkole zapomnialam dodac jest taekwondo, biatlon, kolko szachowe. Z mojego punktu widzenia taniec i plastyka to sa dopiero nietypowe zainteresowania gdyby chcialy grac- wyslalabym do szkoly muzycznej. nie chodzi mi o to ze zle wydajesz pieniadze- wydajesz bo cie stac i nie boli natomiast gdyby cie stac nie bylo- sa sposoby obnizenia kosztow np. lekcji pianina czy jezykow. Ja akurat na dzieci wydaje duzo- budzet mi sie domyka i wszystko gra. Ale znam sporo ludzi (jakos wielodzetni do siebie ciagna ktorzy nie maja takich mozliwosci i na wylacznie panstwowych ukladach ciagnac- dbaja o talenta, rozwijaja. Oczywiscie to wielkie miasto- ale warto zdac sobie sprawe ze wielkie miasta w ogole daja wieksze mozliwosci rozwoju i dzieciom i doroslym- i tym kasiastym a co wazniejsze- i tym ubozszym. Odpowiedz Link Zgłoś
penelopa40 Re: O zajeciach dodatkowych 19.01.10, 14:09 moje dziecko jest w 3 klasie SP, samo na żadne zajęcia pozaszkolne nie pojedzie, trzeba go zawieźć i przywieść... zajęcia w domu kultury owszem są, w dzień powszedni na 15.30, albo 16.00, ja pracuję do 17.00... w świetlicy szkolnej nie ma zajęć tanecznych, są teatralne i plastyczne, corka uczestniczy, szkółke angielskiego i tańca ma w budynku szkoły, zajęcia na 13, 14... wiele dzieci z jej klasy chodzi na ten angielski (prawie 1/2 klasy), na tańce, na plastykę też, nie uważam aby to były dziwne zainteresowania, zresztą akurat ma talent plastyczny, muzyczny, taneczny... nie jest zainteresowana sztukami walki, biatlonami i innymi tego typu, na szachy jest za nerwowa... do szkoły muzycznej jej nie wyślę, bo zajęcia są na ok 16.00 trwaja dużo dłużej, a nie 1/2 godziny lekcji a poza tym jest tam teoria, a my chcemy jedynie aby trochę grała i orientowala sie w nutach, gra na instrumencie jest po częsci terapeutyczna (nie będę wdawać się w szczegóły...) francuski i plastyke ma w soboty, bo wtedy ja mogę ją zawozić... reasumując musze z konieczności wybierać takie zajęcia na które mogę sama dziecko dostarczyć poza godzinami pracy... p.s. ja uważam, ze lepiej dziecku zrobią zajęcia plastyczne, muzyczne czy językowe niż siedzenie przed telewizorem lub komputerem... Odpowiedz Link Zgłoś
iwoniaw Re: O zajeciach dodatkowych 19.01.10, 14:28 > p.s. ja uważam, ze lepiej dziecku zrobią zajęcia plastyczne, > muzyczne czy językowe niż siedzenie przed telewizorem lub > komputerem. To a propos tego, że dzieci Wiecznej w stajni, na boisku, sali gimnastycznej czy na jeziorze siedzą przed kompem lub tv, co nie miałoby miejsca, gdyby się np. jakąś grafiką zajęły? Odpowiedz Link Zgłoś
wieczna-gosia Re: O zajeciach dodatkowych 19.01.10, 15:03 juz lepiej zeby siedzialy przed komuterem i TV niz by mialy krasc i pic- mozemy dalej te wyliczanke pociagnac bo w sumie leiej chyba zeby pily niz gwalcily..... Odpowiedz Link Zgłoś
joxanna Re: O zajeciach dodatkowych 19.01.10, 15:05 Jeśli dziecko od urodzenia słyszy, że dzieciństwo kończy się z chwilą pójścia do szkoły, albo że szczęśliwe dzieciństwo to siedzenie na placu zabaw i przed telewizorem, bo na naukę jeszcze będzie czas - to pewnie niekoniecznie musi polubić różne dodatkowe zajęcia. Ale wiele dzieci lubi mieć urozmaicony czas i nie uważa nauki za nudną. Moje dzieci są jeszcze za małe, ale ja jestem wdzięczna rodzicom, że nie zafundowali mi 'szczęśliwego dzieciństwa', tylko zapisywali na wszystko, co mi przyszło do głowy. I wtedy, w skromnych latach 80 można było mieć (w pierwszych klasach podstawówki) codziennie 1-2 zajęcia - i był czas i na zuchy i na angielski i na pianino (i na ćwiczenie na pianinie) i potem na jakieś gitary, flety, nawet chyba mandolinę (sama nie wiem skąd mi to do łba strzeliło). I nawet na zajęcia z teorii muzyki. I był czas na przesiadywanie na ulicy z koleżankami i nawet na odrabianie lekcji. Odpowiedz Link Zgłoś
penelopa40 Re: O zajeciach dodatkowych 19.01.10, 16:23 p.s. o zajęcia i siedzeniu przed tv dotyczyło postu liberki a nie wypowiedzi wieczna-gosia... swoją drogą forum celuje w wypaczaniu, wyśmiewaniu i wypisywaniu bzdurnych komentarzy... Odpowiedz Link Zgłoś
liberkka Re: O zajeciach dodatkowych 19.01.10, 16:56 Przepraszam, ale ja tu zadnej ironii nie widze. Tak kazdy ma swoj model wychowawczy, ale to ze moje dziecko czasami siedzi przed komputerem lub telewizorem nie znaczy ze moj model wychowawczy jest kompletnie inny czy gorszy. Moj syn mimo to, ze ma dopiero 7 lat od 3 lat chodzi do szkoly i w dwa lata musial sie nauczyc drugiego jezyka, narazie wiecej od niego nie wymagam. Tak jak pisalam wczesniej, nie neguje zajec dodatkowych Twoich dzieci czy dzieci innych forumek. Nie przecze, ze gdy moj syn zechce gdzies chodzic to mu to umozliwie. Tak jak jednak na poczatku napisalam, uwazam ze co za duzo to niezdrowo. I tak masz racje, najlepiej skonczyc ta dyskusje bo tracimy watek. POzdrawiam, Odpowiedz Link Zgłoś
wieczna-gosia Re: O zajeciach dodatkowych 19.01.10, 15:00 a poczucie humoru masz w pakiecie? > p.s. ja uważam, ze lepiej dziecku zrobią zajęcia plastyczne, > muzyczne czy językowe niż siedzenie przed telewizorem lub > komputerem... zaiste swiatla uwaga jak tylko mi dzieci wroca do domu o 21 po wszystkich swoich zajeciach to im wyglosze Ostatnio siedzialy przed kompem jakos chyba w sobote rano a TV ostatnio w naszym domu gral w niedziele Odpowiedz Link Zgłoś
liberkka Re: O zajeciach dodatkowych 19.01.10, 16:00 Rzeczywiscie straszne. Moj niespelna 7 latek uwielbia bajki, komputer i playstation Nie widze powodu zabraniania mu tego co lubi w tym wieku oczywiscie w granicach rozsadku... Odpowiedz Link Zgłoś
penelopa40 Re: O zajeciach dodatkowych 19.01.10, 16:26 bez ironii bardzo proszę, każdy ma swój model wychowawczy... dziecko wraca najpóźniej o 18.15, 2 razy, w pozostałe dni dużo wcześniej... zresztą ja dyskusję kończę bo jest bezużyteczna.... Odpowiedz Link Zgłoś