dziecko a problemy w związku

14.01.10, 11:38
Mam do was pytanie czy u was też po pojawieniu się dziecka pojawił
się kryzys w związku? Myślałam że nas to nie może dotyczyć, znamy
się 7 lat, 3 lata po ślubie, dziecko planowane i wyczekane
(wcześniej 2 razy poroniłam),mąż całą moją ciąże znosił ze stoickim
spokojem mimo że prawie całą musiłam przeleżeć w domu i muszę
przyznać że byłam dość trudna, rodziliśmy razem i wiem że bez niego
nie dałabym rady, gdy wróciliśmy do domu - wszystko lśniło! Idylla.
Ale zaczęło się, długo nie mogłam mu wybaczyć że po powrocie ze
szpitala o 23.30 o 6 rano wpadła jego teściowa, już w wejściu
zaznaczyła że musiała przyjechać do swojego syna (tak!nie do wnuczka
czy do mnie)i zaczęła mnie pouczać oczywiście i mimo że miałam silną
anemię mój mąż ani razy nie powiedział żeby może dała mi
spokój.Później było już tylko gorzej...kłóciliśmy się o wszystko,
nawet o nie pozmywaną łyżeczkę i tak przez 3 miesiące, ostatnio
troche lepiej ale zastanawiam się czy to tylko nie chwilowa
poprawa,kolejnych takich miesięcy nie wytrzymam, jak u was ?
    • anikleo86 Re: dziecko a problemy w związku 14.01.10, 11:51
      Wiesz co, my też się z mężem kłóciliśmy i nadal kłócimy. I to dużo więcej niż
      zanim przyszedł na świat nasz synek. Zazwyczaj chodzi o drobne rzeczy, z których
      potrafimy zrobić awanture. Wydaje mi się,że to przez zmęczenie, bo każde z nas
      chcialoby odpocząć, tak naprawdę odpocząć. A tu się nie da bo praca, bo dom, bo
      Młody włazi wszedzie i trzeba Go pilnowac. Tu na forum widziałam już troche
      postów o tym,że ludzie wciąż się kłócą gdy maja niemowlaka w domu. Wydaje mi
      się,że to przejdzie, jak tylko dziecko bedzie bardziej "zdatne" do życia tzn
      zacznie dobrze chodzic, zajmie sie soba, bedzie bardziej rozumne. Po za tym
      jakby nie bylo i Ty i Twoj maż to dwie rożne osoby, nigdy nie bedziesz do końca
      wiedziała co czuje i myśli twój mąż, niby Go dobrze znasz, ale jednak możecie na
      różne sprawy patrzeć inaczej. A teściowie, babcie, dziadki ehh.. powiem Ci że
      moi są tragiczni! Zanim się synek urodził chcieli bym u nich zamieszkała, bo mąż
      w pracy oni mi pomogą. Powiedziałam,że nigdy w życiu. A teraz jak coś mi nie
      pasuje z ich strony to od razy wale prosto z mostu i mam gdzieś czy się obraża
      czy nie, szczególnie jeśli sprawa dotyczy synka. Bądź dobrej myśli, ja pare dni
      temu miałam ochote się spakowac i z małym pojechac na kilka dni do mojej mamy. W
      końcu jakos przeszlo i tak w kółko tongue_out

      --
      Danielek ma 7 miesięcy, 3 tygodenie i 3 dni smile
    • sondey Re: dziecko a problemy w związku 14.01.10, 16:38
      u mnie było tak samo. teraz się poprawiło smile
      • moka2 Re: dziecko a problemy w związku 14.01.10, 17:34
        nie powiem ze jest to normalne bo pewnie nie jest ale jest na pewno dosc
        powrzechne. mowie o sobie. jednak wiecej wymagasz i to pewnie ma znaczenie.
        moj maz znalazl kiedys taka statystyke ktora mowiala ze czas po porodzie to
        najgorszy czas w malzenstiwe i ludize wtedy czuja sie najmniej szczesliwi.
        chodizlo oczywiscie o pomoc, zrozumienie, zmeczenie itp a nie to ze zle sie
        stalo ze zostalo ise rodzicem
    • madzia.7 Re: dziecko a problemy w związku 14.01.10, 17:45
      u nas tez beznadziejnie..ciagle klotnie..
      mąz wczoraj zapytal czy czuje sie spelniona..pomyslalam i
      stwierdzam, ze jestem nieszczesliwa i chociaz mam tak duzo to nie
      jestem w stanie okreslic co daloby mi szczescie..
      Synek ma 2,5 miesiaca i chociaz jest sliczny i czesto sie ciesze ze
      go mam to mimo to takich dni jak dzisiaj jest wiele- nie chce mi sie
      zyc i wszytsko jest do d..y..
      wczoraj wieczorem byl koszmar z usypianiem Mlodego a ja
      nawrzeszczalam na meza po raz n'ty bez jego winy..
      czasem mysle, ze jakas terapia by sie mi przydala..sad((
      • jagoda0509 Re: dziecko a problemy w związku 14.01.10, 18:08
        jak znajdziesz takiego terapeute,najlepiej online,bo jak tu z domu wyjsc, to daj
        znac prosze bo u mnie tez porazka na maxa
        • boysmum Re: dziecko a problemy w związku 14.01.10, 18:37
          u nas konflikt rozwiązał sie szybko. ja wstaje do dziecka od niedzieli do
          środy(mąż tak pracuje) a on od czwartku do soboty. czuje się wypoczęta
          zwłaszcza że on po pracy bardzo mi pomaga a ja mam strasznie dużo czasu dla
          siebie. nasz synek jest dzieckiem które w 85% zajmuje się sam sobą(reszta to
          przewijanie, karmienie, spacery, kąpiel). ale nie zawsze tak było bajecznie
          gdzieś dopiero jak skończył 6 miesięcy. musicie sobie wzajemnie pomagać,
          wspierać się. my jakoś przetrwaliśmy te początki, nasze kłótnie doprowadzały
          mnie do obłędu, myślałam już o tym żeby zostawić męża i wrócić do polski do
          rodziców. rozmowy zwłaszcza wieczorem dużo nam pomogły.
          • wilma.flintstone Re: dziecko a problemy w związku 14.01.10, 20:14
            boysmum napisała:

            >nasz synek jest dzieckiem które w 85% zajmuje się sam sobą(reszta to
            > przewijanie, karmienie, spacery, kąpiel).


            A jak sie 7-miesieczne dziecko moze przez caly dzien zajac samo
            soba? shock
            • boysmum Re: dziecko a problemy w związku 14.01.10, 21:55
              ogólnie chodziło mi o to że nie trzeba koło niego skakac, biegac,w ogóle nie
              płacze jak posadzę i dam zabawkę to się potrafi cały dzień bawić, wsadzę na
              chwilkę na huśtawkę, do skoczka, chwilkę przed telewizor i dzień mija. nie noszę
              go na rękach jak inne mamy narzekają że dziecko zajmuje im 100% głównie przez
              to, mój syn nie płacze w ciągu dnia, mam dużo czasu dla siebie ale wiadomo
              kocham się bawić z dzieckiem i kochamy spacerować(żeby mnie nikt źle nie
              zrozumiał że przez to ze nie mam "wymagającego dziecka" nic nie robie!)
    • cibora Re: dziecko a problemy w związku 14.01.10, 19:13
      Witam!
      To chyba norma smile Nasz Staś urodził się prawie w naszą 10 rocznicę ślubu. Był dzieckiem planowanym. Właściwie nasze kłótnie do porodu mogę policzyć na palcach. I nigdy w życiu tak nie kłóciliśmy się jak te kilka miesięcy po porodzie! A awantury były właściwie o wszystko. Staś był i jest wymagającym dzieckiem, mamy mało czasu dla siebie, babcie nam nie pomagają, więc jesteśmy przemęczeni. Teraz jest i tak o niebo lepiej, ale do naszej normy spokoju sprzed porodu to jeszcze daleko. A planujemy następne dziecko smile)
      Pozdrawiam i życzę dużo opanowania i cierpliwości!
      Agnieszka i Staś (03.05.2008)
    • minerwamcg Re: dziecko a problemy w związku 14.01.10, 19:54
      Kryzys? Nie. Zdecydowanie nie. Owszem, bywa ciężko, zdarza się
      pokłócić, ale chyba mniej niż przed narodzinami małej. W każdym
      razie mamy może więcej problemów rzeczywistych, ale za to na pewno
      mniej urojonych.
      Mała sama o tym nie wiedząc odwaliła dla nas kawał dobrej roboty.
      Lepiej umiemy się umawiać, dzielić obowiązkami, współpracować.
      No, ale do nas nie wtrąca się żadna teściowa. Obie mamy są idealne -
      w porównaniu z tym, co się czyta na forach.
      • mumi7 Re: dziecko a problemy w związku 15.01.10, 16:19
        Masz rację, jak jest dziecko, czlowiek przestaje dzielić włos na
        czworo i zaczyna zajmowac się tym, co ważne. Co nie znaczy, że u na
        sbyło idealnie-w ciąży kilka razy odgrażałam się, że odchodzę, po
        porodzie także, więc były dni z piorunami i gradem. Ale kto ich nie
        ma? Jestem daleko od rodziny, więc mamy sa na dojazd, ale bywają jak
        tylko moga, co mi bardzo pomaga i odpowiada. Mąż po pracy, niestety
        dopiero ok. 19 albo poźniej, jak jedzie np. po zakupy, zajmuje się
        Małym, no i caly weekend, ja wtedy jestem dochodząca, a raczej
        dokarmiająca pomocwink Jakoś dajemy radę, choć ja bywam bardzo
        zmęczona i zniechęcona czasami
    • halapta Re: dziecko a problemy w związku 14.01.10, 20:19
      chyba norma: nawet ostatnio ze znajomymi (kilka par dzieciatych) zgadaliśmy się, ze ludzie, którzy planują dziecko żeby utrzymać/naprawić związek robią wielki błąd.
      Ja nasze kłótnie upatruję w permanentnym niewyspaniu przez pierwsze kilka miesięcy, a brak snu naprawdę zmienia człowieka, łatwiej się irytujemy, tracimy równowagę psych., etc. Do tego pierwsze dziecko, więc ogólnie chaos i stąpanie po niewiadomym. Jednego dnia coś działa innego trzeba od nowa kombinować.
      Poza tym kobieta ma inne podejście do macierzyństwa, facet inne (czasem myślę, ze trochę prawdy w tych wenusach i marsach jest), więc o frustrację nie trudno, pamiętliwość też jakoś się nasila.
      Ale generalnie stosunki z czasem wracają do normy.
      Pamiętam, ze potrafiliśmy się na siebie drzeć o umycie butelek (kto mył ostatni i kogo kolej), ja nawet raz rozpłakałam się mojej siostrze i powiedziałam, że chcę się rozwieść, ze lepiej mi będzie jako samotnej matce. Potem stwierdziłam, ze lepiej taki ojciec, który myli śpiochy z cienkiej bawełny z frotowymi, niż żaden.
      Czasmi miałam taką złość, że aż mnie całą w środku rozsadzało (nigdy wcześniej czegoś takiego nie odczuwałam).
      Mój mąż mi powiedział, że ciągle mam pretensje - ciągle tylko opr, ze wszystko robi źle, itd
      Teraz (9 m-cy poporodzie) jeszcze czasem o coś się pokłócimy, ale już nie z taką intensywnością i nie gniewamy się na siebie po kłótni.
    • kasia.46 Re: dziecko a problemy w związku 14.01.10, 20:35
      różnie bywa jak to w związku, ale i tak podziwiam męża, bo do mnie
      to trzeba miec św. nerwy, taki uprciuch ze mnie, poza tym to
      kłótliwa jestem i ciągle poddenerwowana, trudnym dzieckiem i trochę
      na nim odreagowuje, bo nie mam na kimsad ale wyjaśniamy sobie wiele
      rzeczy i ogólnie jest Ok... wcześniej było idealnie, teraz też nie
      mogę narzekac, ale atmosfera bywa często napiętawink
    • wilma.flintstone Re: dziecko a problemy w związku 14.01.10, 20:39

      Kryzys to nie, ale my tak dlugo zwlekalismy z postaraniem sie o
      dziecko, ze juz sie wczesniej zdazylismy wyklocic za wszytskie
      czasy big_grin

      A powaznie: ja na pewno zrobilam sie bardziej drazliwa, latwiej sie
      wkurzam i niecierpliwie, bo jestem zmeczona fizycznie wstawaniem w
      nocy i psychicznie siedzeniem w domu, calymi dniami sama, maz w
      pracy, znajomi tez na co dzien w pracy, rodzina w Polsce...A
      dziecko, przyzwyczajone w zasadzie tylko do mnie, zaczyna marudzic
      jak sie mu w oczy nie patrze i nie gadam do niego ciagle, zas jak
      maz dzis do mnie zadzwonil z pracy i spytal co u nas slychac, to mu
      dpowiedzialam, ze Maly zrobil ladna kupe big_grin Takie to mam atrakcje na
      co dzien.

      Nietrudno w takiej sytuacji wybuchnac o byle co, ale moj maz to jest
      oaza spokoju, a poza tym sie przyzwyczail przez te lata, wiec uwagi
      nie zwraca na moje humory big_grin Tak wiec krzyzysu nie mamy, ale to
      tylko dlatego ze on mi caly czas mowi, ze rozumie ze rutyna mojej
      codziennosci moze doprowadzic do zalamki. Ja zas jestem zdecydowanie
      w gorszym humorze i kondycji psychicznej niz kiedys. Jednak nie ma
      co sie martwic, bo to normalne. Codziennosc z malym dzieckiem jest
      nuzaca i meczaca, ja probowalam ze swoim Malym muzeum, ale jakos nie
      podzielil mojego entuzjazmu dla Salvadora Dali. Lazenia po sklepach
      tez nie lubi, no ale w koncu jest facetem, to trudno se dziwic, u
      przyjaciolki na obiedzie darl sie jak tylko probowalam go na sekunde
      polozyc na sofie czy na bujaczku i ogolnie mu sie tam nie podobalo,
      no ale ona ma gole sciany, a ja mam wiele obrazow do poogladania,
      wiec sie pewnie znudzil...Tak wiec summa summarum chodze z nim na
      spacery i siedze w domu. Ale juz niedlugo wiosna, bedzie mozna wyjsc
      na dluzej, bez pakowania w te kombinezony, fik do samochodu z malym
      wozkiem i w miasto smile
      • path04 Re: dziecko a problemy w związku 14.01.10, 22:46
        wilma.flintstone, to tak jakbym czytała o sobie i o moim mężu. On mnie zupełnie rozumie, nigdy się nie kłóci, nie ma o nic pretensji i cieszy się w pełni z naszej córki. Jak ja już tracę cierpliwość przy usypianiu to on wkracza w akcję, bo wie, że jestem przemęczona. Zresztą na co dzień to on usypia, więc najgosze zadanie spadło z moich barków smile To ja mam chyba problem ze sobą. O kryzysie w związku nie ma co mówić.
      • mumi7 Re: dziecko a problemy w związku 15.01.10, 16:22

        A powaznie: ja na pewno zrobilam sie bardziej drazliwa, latwiej sie
        wkurzam i niecierpliwie, bo jestem zmeczona fizycznie wstawaniem w
        nocy i psychicznie siedzeniem w domu, calymi dniami sama, maz w
        pracy, znajomi tez na co dzien w pracy, rodzina w Polsce...A
        dziecko, przyzwyczajone w zasadzie tylko do mnie, zaczyna marudzic
        jak sie mu w oczy nie patrze i nie gadam do niego ciagle, zas jak
        maz dzis do mnie zadzwonil z pracy i spytal co u nas slychac, to mu
        dpowiedzialam, ze Maly zrobil ladna kupe Takie to mam atrakcje na
        co dzien.

        Wilma, poza tym, że mieszkam w Polsce, ale daleko od rodziny, mam w
        100% tak samo (nie wiem, czy zrobić buźkę usmiechniętą, ze mamy tak
        samo, czy nie, bo w końcu to żadna radocha)
        • wilma.flintstone Re: dziecko a problemy w związku 15.01.10, 20:15
          mumi7 napisała:

          >cryingnie wiem, czy zrobić buźkę usmiechniętą, ze mamy tak
          > samo, czy nie, bo w końcu to żadna radocha)


          smile Zrobilam, bo to zawsze w kupie (sic!) razniej...big_grin
    • mw144 Re: dziecko a problemy w związku 14.01.10, 20:40
      U mnie było bez zmian, pewnie za starzy już na takie beznadziejne kłótnie jesteśmy.
    • malamalinkaa Re: dziecko a problemy w związku 14.01.10, 20:51
      norma- zmeczenie, same obowiazki, brak snu i brak mozliwosci
      odpoczynku. szczegolnie gdy sie ma na przyklad male mieszkanie i nie
      mozna sie chociaz na 30 minut odseparowacsmile
      • kasia.46 Re: dziecko a problemy w związku 14.01.10, 20:55
        malamalinkaa napisała:

        > norma- zmeczenie, same obowiazki, brak snu i brak mozliwosci
        > odpoczynku. szczegolnie gdy sie ma na przyklad male mieszkanie i
        nie
        > mozna sie chociaz na 30 minut odseparowacsmile


        oj św. racjasmile
        • puellae_2007 Kryzyzs?Nie 19.01.10, 14:25
          U nas żadnego kryzysu nie było-nawet rozmawialiśmy o tym przed porodem, że
          statystyki, że to pewnie wszyscy...Jak się jednak okazało u nas wszystko zagrało
          idealnie-po porodzie 3 tygodnie bylismy w szpitalu-mąż był przy mnie od rana do
          wieczora- zdawał sobie sprawę, że nie chcę być sama i przede wszystkim chciał.
          Po powrocie w domu czysto, zakupy zrobione,formalności załatwione.
          Mąż opiekuje się dzieckiem - jak byłam na macierzynskim i po pracy. Kapię małego
          od początku-to ich czas. W nocy również wstawaliśmy na zmianę. Ja mogę
          powiedzieć, że jestem szczęśliwa.
    • deela Re: dziecko a problemy w związku 14.01.10, 21:01
      nie zwyklam przejmowac sie pie...mi
      wiec i klotni nie za duzo smile
      • hulieta_1 Re: dziecko a problemy w związku 15.01.10, 20:04
        masz zabójczy obrazektongue_out
    • kj-78 Re: dziecko a problemy w związku 14.01.10, 21:02
      Polecam meza weekendowego! Nie poklocilismy sie jeszcze ani razu wink
      Moze tez dlatego, ze jak tylko o cos mam pretensje, to on
      natychmiast przyznaje mi racje (tak tak, kochanie, obiecuje, ze w
      nastepny weekend bede przewijal, karmil, i kapal, masz racje, ze za
      malo sie udzielam...). Robi tez wszystko tak, jak ja chce, mowiac,
      ze mam niesamowita sile perswazji big_grin Coz, jestem dominujaca strona
      tego zwiazku, na szczescie za przyzwoleniem obu stron
    • renatkaija Re: dziecko a problemy w związku 14.01.10, 21:40
      Może macie rację brak snu robi swoje, zapamniałam wam napisać że mój
      mąż jak mały miał jakieś 2 miesiące zemdlał a że wyglądało to dość
      grożnie wezwałam karetkę, wiecie co orzekła pani doktor neurolog, że
      to poprostu ze zmęczenia i braku snu (zaznaczam że do małego wstaję
      głównie a mąż raz czy dwa bo rano do pracy -rozumiałam). Jak to
      usłyszałam a padałam ze zmęczenia to myślałam że się
      przesłyszałam...pani doktor zaproponowała mu żeby przeniósł się do
      drugiego pokoju-czaicie? Naszczęście tego nie zrobił bo chyba było
      mu głupio i mały zaczął przesypiać noce ale jednak coś w tym jest
      jak to mówi moja przyjacółka też matka :,,matka polka zniesie
      wszystko a facet,hmm...no cóż.
    • renatkaija Re: dziecko a problemy w związku 14.01.10, 21:51
      Może macie rację z tym brakiem snu. Zapomniałam wam napisać że jak
      mały miał jakieś 2 miesiące mój mąż zemdlał a że wyglądało to dosyć
      grożnie wezwałam pogotowie. Wiecie co orzekła pani doktor neurolog w
      szpitaly, że to ze zmęczenia i braku snu (zaznaczam że do małego
      wstaje głównie ja, mąż raz czasami dwa razy w nocy bo rano do pracy-
      rozumiem)jak to usłyszałam a padałam ze zmęczenia, to nie mogłam
      uwierzyć, czaicie? zaproponowała mu przeniesienie do innego pokoju,
      nie przeniósł się w końcu bo chyba było mu głupio i mały zaczął
      lepiej przesypiać noce ale jednak jak to mówi moja przyjaciółka, też
      matka : matka polka zniesie wszystko a facet, hmm, no cóż...
      • aniaoam Re: dziecko a problemy w związku 14.01.10, 22:27
        U nas Kryzys przez ogromniaste K.
        Jesteśmy parą z 7 lat, 2 lata po ślubie, dziecko planowane. Mała ma teraz 10 mies. Czasami marzę że się wyprowadzam z córką od męża.
        On bardzo dużo pracuje - 6-7 dni w tygodniu, na ogół nie ma go po 13 godzin, przychodzi zmęczony. Ja sama z dzieckiem, na 4 piętrze bez windy, czasami oprócz małej muszę przytargać i zakupy.
        Ale i tak najgorsza jest samotność
        • my_valenciana Re: dziecko a problemy w związku 14.01.10, 22:58
          My z kolei pokłuciliśmy się pierwszy raz kiedy mały miał pół roku.
          Byłam przeciążona i zmęczona, bo ciągle chciał być na rękach.
          Przeorganizowaliśmy trochę dzień, podzieliliśmy się inaczej
          obowiązkami i znowu się kula. Mam super męża - wszystkie koleżanki
          mi go zazdroszcą. Nauczył mnie empatii.
          Jesteśmy ze sobą od 10 lat, mieszkamy razem od 6, po ślubie jesteśmy
          od 2 lat.
          Mąż od początku uczestniczy w opiece nad dzieckiem. Na początku
          wstawał w nocy razem ze mną, potem wstawaliśĶy osobno, ale czasem on
          więcej razy. Teraz też czasem on wstaje w nocy a ja nie. Tylko ja
          już potem nie suszę mu głowy o sprzątanie, o to że ja przygotowuję
          wszystkie posiłki i po nich sprzątam. Czasami mam ochotę go
          opiórkać, ale przypominam sobie, że mąż od powrotu z pracy cały czas
          zajmuje się dzieckiem. Ja wtedy sprzątam i gotuję i znowu sprzątam
          winkDajemy sobie dużo swobody, jeśli ktoś nie daje rady, nie ma
          zamordyzmu - jest odsyłany na osobność, w celu przespania się, czy
          posiedzenia w samotności. Nie dzielimy się po równo, bo się nie da.
          Nie chcę mi się w danym momencie czegoś tam zrobić i nie wymagam
          tego od męża. Czasem ja robię więcej, czasem mąż, ale mnie
          rozliczamy się czyja teraz kolej. Trzeba być ludzkim. Dogadujemy
          się.
          • my_valenciana Re: dziecko a problemy w związku 14.01.10, 23:01
            Zapomniałam napisać o bardzo ważnej rzeczy - nasze dziecko początek
            życia przechorowało. Patrzenie na cierpienie dziecka sprawiło, że
            uznawaliśmy wszystkie inne rzeczy za pierdoły i musieliśmy trzymać
            się razem i sobie pomagać.
        • mumi7 Re: dziecko a problemy w związku 15.01.10, 16:26
          Masz rację, najgorsza samotnośc w ciagu dnia, reszta po części
          bierze się wlasnie z tego
      • madzia.7 Re: dziecko a problemy w związku 15.01.10, 11:41
        ja mojemu sama zaproponowalam, zeby sie przeniosl do drugiego pokoju
        po tym jak zaczelam odczuwac silny bol w barku jednej i w
        kregoslupie od lezenia w wymuszonej pozycji..ale docelowo mamy tak
        zrobic ze ja mam spac na dwoch łozkach..troche z męzem troche z
        Mlodym ale az sie boje jak o tym mysle, i tak mamy powoli
        przyzwyczajac Mlodego do spania w swoim pokoju..
        dzisiaj znowu nakrzyczalam na meza bez jego winy..nie wiem co sie ze
        mną dzieje..ja wiem, ze im bardziej jestem zmęczona tym gorzej
        dlatego stram się chodzic wczesniej spac, ale roznie z tym
        bywa..nerwy mi siadają momentami i chyba sie poprostu na męzu
        wyzywam..jestem tryranem..a pozniej siedze w koncie i placze co się
        ze mną porobilo..
    • jagodazja To Hormony i wieksze potrzeby dla siebie i dziecka 14.01.10, 22:55
      wszystkiemu są winne hormony, większa potrzeba spokoju, miłości, zrozumienia,
      pieniędzy, przestrzeni, jeszcze raz spokoju - szczególnie przy pielgrzymkach
      rodziny i złotych radach każdego kto miał kiedyś styczność z małym dzieckiem lub
      przeczytał artykuł w gazecie... do tego dochodzą takie głupoty jak pretensje do
      mężczyzny że nie potrafi czytać w myślach albo po prostu pomyśleć i wywnioskować
      pewne rzeczy. A najgorzej jest gdy ktoś się wtrąca. para powinna sama
      rozwiązywać swoje problemy i to tak żeby maleństwo na tym nie ucierpiało, nie
      odczuło że jest coś nie tak...
      • loorien a co dopiero jak niemowle to drugie dziecko? 14.01.10, 23:28
        a starszak ma 3 lata? co prawda chodzi do przedszkola, małż go
        zawozi ale ja muszę odbierać z 2,5 miesiecznym autem jechac,
        ugotowac obiad dla starszaka bawic sie z nim, kapac karmic a do tego
        wszystko co trzeba z niemowlakiem? I małż późno wraca, mało co robi
        mało zarabiawink I jakos jest lepiej niz przy pierwszym, mniej sie
        kłocimy, ja mniej zmęczona - także polecam drugie dziecko będzie
        lżejwink
        • gyokuro Re: a co dopiero jak niemowle to drugie dziecko? 14.01.10, 23:52
          Ja mam prawie 7-latka, ale nawet takie 'duże' dziecko potrzebuje rodziców. Od
          kiedy urodziła się Lu, Julek ciągle rysuje nam obrazki z serduszkami i napisami
          "Kocham Was, Rodzice", jakby chciał wrzasnąć w ten sposób "Kochajcie mnie!!!"
          Ale - ja nie o tym...
          Przed ślubem znaliśmy się 10 lat, od 8 byliśmy parą, Julek urodził się 2,5 roku
          po ślubie - dziecko planowane. Mąż wstawał do niego, przewijał i tylko donosił
          mi do łóżka do piersi. Robił z Małym absolutnie wszystko, poza karmieniem
          piersią, oczywiście smile I jeszcze pisał mi karteczki, że zdaje sobie sprawę, że
          tak mało mi pomaga, itp... Cholernie mnie to zabolało teraz, kiedy mamy drugie
          dziecko.
          Bo - Lusi nie planowaliśmy, mąż teraz pracuje nierzadko po 12 godzin na dobę, w
          soboty też. A w niedziele jest potwornie zmęczony i nie do życia. Jak jest w
          domu, to głównie zajmuje się Julkiem. Czasem kąpie Lusię albo ją przewinie,
          ewentualnie potrzyma ją chwilę, jak ja myję ręce po przewijaniu, albo mam pranie
          do powieszenia na przykład... Na spacerze był raz, z Julkiem w towarzystwie. W
          nocy nie wstaje. Czasem tylko budzi się 'przy okazji'.
          Właściwie nie mamy czasu, żeby ze sobą po prostu porozmawiać, nie mówiąc już o
          czymś więcej. Zmęczeni jesteśmy obydwoje, a mnie trafia szlag absolutny, bo z
          Julkiem było tak totalnie inaczej. Smutne...
          Kłócimy się raczej rzadko. Czasem dogadujemy sobie, narzekamy na siebie, ale
          awantura jest rzadko. Tylko - czasem wolałabym tę awanturę, bo nachodzi mnie
          takie poczucie, że żyję z obcym człowiekiem. Bo nie ma między nami podstawowej
          komunikacji uncertain

          Przepraszam, że długie takie smile
          • jagodazja Re: a co dopiero jak niemowle to drugie dziecko? 15.01.10, 18:53
            Oj Kochana to masz smutne życie sad bardzo mi Ciebie szkoda... nie możesz
            wieczorem pogadać z mężulkiem? przecież to że Lu pojawiła sięna świeie z
            zaskoczenia to nie Twoja wina... wygląda to tak jakby jej nie akceptował...
            musicie to wyjaśnić zanim wasza rodzina totalnie sie rozpadnie a Ty dowiesz się
            że on jest szczęśliwy z inną. i jeżeli faktycznie tyle pracuje to pewnie pozna
            ją w pracy - czyli tam gdzie więcej czasu spędza sad Kobieto ratuj WAS
        • wilma.flintstone Re: a co dopiero jak niemowle to drugie dziecko? 15.01.10, 09:28
          loorien napisała:

          > I małż późno wraca, mało co robi, mało zarabia

          Nie dosc, ze pozno wraca, to malo zarabia? Masz zdrowie! big_grin
    • fajnykotek Re: dziecko a problemy w związku 15.01.10, 08:36
      U nas po urodzeniu Kuby (planowany, 2 lata po ślubie) było koszmarnie. Mój mąż
      pochodzi z domu, gdzie mama nigdy nie pracowała, zajmowała się dziećmi (3
      sztuki), o 15 codziennie obiadek wjeżdżał na stół (oczywiście 2 dania, w
      niedzielę obowiązkowo ciasto). Mojego teścia dzieci nie interesowały, nie
      poświęcał im czasu, tylko dawał kasę na utrzymanie. Ja pracowałam i pracuję i
      zarabiam tyle co mąż, a bywa że więcej. Pamiętam jak jeszcze byłam w ciąży
      zagrożonej i wolno mi było wstawać tylko na siku, mąż przyszedł z pracy i
      awantura - a gdzie obiad??? Siedzisz w domu i nic nie robisz? Po porodzie było
      coraz gorzej, mąż był zdziwiony, że On ma dziecko przewinąć? znowu? przecież już
      dziś dwa razy przewijał? MASAKRA. Skończyło się roczną separacją. Mąż mieszkał u
      swojej mamusi,a ja ja z Małym. Po jakimś czasie dotarło do niego, że inni też
      mają obowiązki i nie krzywdują sobie z tego powodu. Wrócił do nas i było duuużo
      lepiej. Teraz odkąd jest Jula trochę się popsuło i kłócimy się o różne pierdoły,
      ale mąz jest w córeczce tak zakochany smile. W synku nie byłsmile.
    • linkap_wawa Re: dziecko a problemy w związku 15.01.10, 14:50
      Dziewczyny.. sory ze takie osobiste pytanie... a jak u was z seksem?
      Bo u nas to jest glowna przyczyna nieporozumien i napiec. Moj facet
      ma niestety duuuuze potrzeby - ja po porodzie mozna powiedziec
      zerowe. Synek ma juz ponad rok a u mnie bez zmian. Jak nie kochamy
      sie np. tydzien, to czuje po prostu ze zmienia do mnie nastawienie
      (facet, oczywiscie nie syneksmile), ze jest mniej pomocny, bardziej
      naburmuszony, trudno sie z nim dogadac i z dnia na dzien jest coraz
      gorzej. Po seksie, ktory jak juz jest to nie powiem - jest mily i
      niczego mu nie brakuje - odzysukje swojego faceta - milego,
      czulego, pomocnego. Cala ta sytuacja mnie wkurza i w sumie jest mi
      przykro, bo przez taka "glupote" burzy sie nasze porozumienie.
      • mumi7 Re: dziecko a problemy w związku 15.01.10, 16:38
        Uch, współczuję;-( U nas z seksem baaardzo powoli, bo ja nie mam
        ochoty, małzonek zagaduje, ale ja temat odsuwam w czasie, jeszcze
        nie czuję zwykłego libido, więc zmuszać się nie będę. Mąż zasadniczo
        rozumie, choć podejrzewam, że chwilami jest mu ciezko. Zreztą, jak
        on ma ochotę to ja zmęczona, a ja ja już w końcu też, to jest
        weekend, więc ja wypoiczeta, a on zmęczony z dzieckiem...i tak w
        kółkowink Niestety niektorzy faceci, nawet podswiadmie, odsuwają się
        i zapadają w siebie, bo seks dla nich bardzo ważny. Proponuję Ci
        uśiąść i porozmawiać, że rozumiesz go, ale jesteś zmęczona i wtedy
        masz podstawowe potzreby typu jeśc i spać. Musi to zrozumieć i
        wykazac się cierpliwością. Ja żartem mowię, że to jak w maksizmie:
        dopiero jak jest baza czyli odpoczynek, sen i papu, jest i
        nadbudowa, czyli znajomi, kino i sekswink
        • maks_olo Re: dziecko a problemy w związku 15.01.10, 21:08
          na pewno nie kryzys, choć wiem, że ciężko...
          jak urodziłam synka życie przewróciło się do góry nogami, więc były i spięcia...
          jak powoli poukładaliśmy sobie wszystko - znowu zaszłam w ciążę... Mąż bardzo
          pomagał - robił praktycznie wszystko z małym...
          kiedy urodził się drugi synek (dokładnie rok po pierwszym) dopiero zaczęła się
          jazda! kłótnie o wszystko i nic. Mąż już mi tyle nie pomagał, bo musiał zacząć
          więcej pracować, żeby nas utrzymać...

          Dziś kiedy dzieciaczki mają 9 i 21mscy, wiem,że to wszystko bierze się ze
          zmęczenia i braku czasu dla siebie... u nas jeszcze nie ma tej możliwości, że
          mąż zajmie się dwójką dzieci, bo sobie nie poradzi, więc nigdy w sumie nie
          odpoczywam od dzieci, bo zawsze jestem przynajmniej z jednym...
          jednak wiem,że nie warto się załamywać, bo zawsze wyjdzie słońce...
      • hulieta_1 Re: dziecko a problemy w związku 15.01.10, 21:11
        hmmm u mnie to nawet odwrotnie jesttongue_out
        ja w ciąży to jakoś nie mogłam, małżon też nie, bo bebo widzismile i jakoś tak się
        nam poluzowalo. mały się urodził (ma 5 mcy) mi chęci wróciły a małzona libido
        jakoś ucichło. no niby jest, ale jak sobie przypomne czasy, gdy nie było bebo i
        ciąży uncertain ja sobie oczywiście mówię, że to dlatego, że nie wróciłam wyglądowo do
        formy i że jestem teraz taka atrakcyjna kazimiera i to pewnie z tej przyczyny.
        on mówi, że nie, ale...
    • icarium2009 Re: dziecko a problemy w związku 15.01.10, 21:33
      U nas nie było tak źle, ale chyba tylko dlatego, że nasz synek wyszedł
      ze szpitala 2 tyg przede mną. W tym czasie opiekował się nim mąż z
      pomocą mojej teściowej. Myślę, że przez ten czas zrozumiał (mąż) jak
      bardzo można być zmęczonym przy dziecku. Więc jak wrzeszczałam, że już
      nie mam siły, to podchodził do tego spokojnie i po prostu pomagał. Co
      prawda denerwowało mnie strasznie, że sam się nie domyśli co ma zrobić,
      no ale przecież to tylko facet... wink Od kiedy mały przesypia noce i
      jestem w miarę wypoczęta nie ma już awantur, no może sporadycznie wink
      • yadrall Re: dziecko a problemy w związku 16.01.10, 20:55
        To u nas jest zupelnie na odwrot-w ciazy bylo upiornie (juz chcialam
        sie rozwiesc),a po narodzinach synka nastala sielanka!!! Maz od
        poczatku robi wszystko przy malym-kapie, przewija, ubiera, wstaje w
        nocy (z wyjatkiem dni kiedy idzie do pracy rano-pracuje na zmiany-
        wtedy wstaje o 4.40) itp. Ba zdarza sie,ze jak mlody w placze to moj
        maz szybciej sie kapnie o co maluchowi chodzi niz ja. Nie ma zadnego
        klopotu,zebym mogla w dzien (w czasie gdy maz jest w domu) odespac
        zarwana nocke czy wyjsc sama na zakupy czy do kolezanki.
        Z drugiej strony nie narzucam mezowi sposobu opieki nad malym-nie ma
        tego,ze np. on ubierze malego,a ja zaraz sprawdzam czy wg mnie
        dziecko jest dobrze ubrane. Skoro malego ubral ojciec to znaczy,ze
        jest dobrze ubrany-ufam,ze maz wie co robi.
        Nie pouczam, nie poprawiam, nie narzucam swojego zdania-owszem
        wspolnie ustalamy np. to jak maly jest ubrany w domu,a co zakladamy
        na wyjscie itp.
        Moze moj maz tak garnie sie do zajmowania sie malym,bo poprostu
        czuje sie dowartosciowany i potrzebny???

        No i oczywiscie jak jestem wmiare wyspana i wypoczeta to seks tez
        jest czesto i z satysfakcja.

        Aha! I zadne z nas nie czepia sie pie...k-nie ma problemu jezeli
        maz po powrocie z pracy dostanie pizze z mrozonki (ba,on sam umie
        sobie te pizze podgrzac i jeszcze dla mnie zostawi!),bo ja bylam za
        dlugo z malym na spacerze,a i ja nie czepiam jezeli maly ma zalozone
        skarpetki w niewlasciwym kolorze smile

        Ogolnie: po narodzeniu syna wszystko zrobilo sie latwiejsze i jest
        duzo lepiej-wczesniej to my sie chyba klocilismy z braku lepszego
        zajecia...
    • karolina17w Re: dziecko a problemy w związku 19.01.10, 00:00
      U nas tez sa problemy. Zpoczatku bylo ok, ale teraz... Klotnie sa na porzadku
      dziennym. SYnek ma 6 miesiecy, jest bardzo marudnym dzieckiem, non stop na
      rekach-inaczej krzyk. Jestem z nim sama praktycznie przez caly dzien. Maz po
      pracy nie za specjalnie pomaga, woli isc pograc w gry komputerowe zamiast wziasc
      dziecko. Najgorzej jest na wieczor-ja juz nie mam sily, dziecko chyba wyczowa
      moje zmeczenie i marudzie i placze. I tu zaczyna sie awantura-mezowi mowie-zajmi
      sie dzieckiem, daj mi odpaczac, wezmie na chwile i zaraz odda mi z powrotem.
      Czepia sie ze nie ma obiadow-ale nie ma kiedy zrobic, wystarczy ze zaczynam
      klasc do wozka dziecko i ryk. Jestem ciagle zmeczona i niewyspana,maly budzi sie
      co 1,5h lub czesciej w nocy, ok. 4 nad ranem budzi sie na zabawe-glownie ze mna,
      przez 2 h. Mowie mezowi, ze jestem zmeczona, ze to tez jego dziecko. Wydzieram
      sie ze nie ma z niego porzytku-wtedy jeszcze zajmie sie dzieckim. Ale na drugi
      dzien to samo. I jeszcze wciska mi kit, ze moje zmeczenie to od slodyczy lub
      zbyt dlugiego snu! Przez to mam dosc wszystkiego. Pewnie przez natlok oowiazkow,
      niemozliwosci odpoczynku i nasze marudne dziecko sa te awantury. Moze jak syn
      bedzie strszy to bedzie lepeij? Inaczej to wszystko sobie wyobrazalam-nie az tak
      marudne dziecko, no i nie chcialam sie klocic przy dziecku. Chcialam byc dobra
      matka i zona,ale.. Narazie mi nie wychodzi. Moze kiedys...
    • grace.4 Re: dziecko a problemy w związku 19.01.10, 05:56
      tak jest,zycie.na poaczatku bylo mi ciezko,bo bylo
      zaskoczeniem(klotnie),ale tak to juz jest. bylismy od lat razem, zero
      klotni, moze pare spiec na palcach policzonych,ale odkad maly
      skonczyl 4 m,cos zawsze. docieramy sie w tym wzgledziesmile kompromis
      jest wazny, nie podejmuje walki czesto,bo wiem ze to bez sensu ( po
      przerobieniu materialu) i odwrotnie. sa klotnie,czesto,szybkie
      godzenie sie,bo jednak bardziej chcemy byc blizej niz dalej i dziecko
      wiele zmienia. wiele tez zmienilo 2 dziecko ,w naszym przypadku,
      jestesmy bardziej wyluzowani. czasami trzeba zacisnac piesci,zeby i
      jesli to jest cos niewarte walki,cos co nie bedzie mialo znaczenia za
      5 lat,baaa za 5 minut to nie jest warte walki.fajnie radzic... i
      jesli bedziesz myslesz w sposob w jaki zawsze myslisz,to bedziesz
      dostawac to co dostajesz. poczatki sa trudne.bardzo.
      teraz nie chodzi o ciebie czy niego,tylko o dziecko. o was. a
      szczegolnie o dziecko... ogolnie nikt nie jest doskonaly i na dzien
      dzisiejszy,ogolnie moiwac jestesmy zgrana paczka i mam naprawde
      dobrego mezasmile jestem szczesliwa, dluuugo go wybieralam i nie
      zaluje,a zalic moge se tak dla zasady.
    • golden_e_ye Re: dziecko a problemy w związku 19.01.10, 12:19
      my z moim partnerem byliśmy razem 3 miesiące, kiedy zaszłam w ciążę. Bliźniaczą.
      Ciąża to był ciąg niezrozumienia, pobyt w szpitalu 2 miesiące, poród powrót do
      zrujnowanego domu. Maciek chciał remont zrobić, ale podobno nie miał kiedy po
      nim posprzątać. Zostałyśmy przywitane 1 pokojem- naszą sypialnią, w całej
      reszcie domu gruz. Przez 3 miesiące byłam sama z dziewczynami, otwartym szwem po
      cesarce i partnerem który wracał do domu tylko na noc. nawet w nocy się nie
      budził jak płakały.

      Wszystko się zmieniło. Ciężko mi powiedzieć czemu i kiedy dokładniej. Chyba po
      powrocie z nad morza kiedy dziewczyny miały 2 miesiące. Pojechaliśmy na 3 dni z
      moimi rodzicami. Stopniowo zaczął pomagać, ja zagryzałam zęby i zostawiałam go z
      dziewczynami na 2 h. Pierwsze wyjścia to były telefony po 30min kiedy wracam, bo
      on nie wie co robić. Był problem bo on reagował agresją. Nie bił nas, ale
      krzyczał, rzucił czasem przedmiotem, trzaskał drzwiami, wychodził....
      Kiedy zaczął się udzielać, ja po mału zaczęłam od nowa go lubić. Wiem, jak to
      dziwnie brzmi,ale był taki moment, że nie mogłam z nim wytrzymać w jednym pokoju.
      Dzisiaj dziewczyny mają 8 miesięcy. A w moim życiu nastąpił zwrot o 180 stopni.
      Rano pozwalamy sobie odsypiać na zmianę. nakarmimy, ubierzemy i jedno z nas
      idzie kimać dalej na 1h-1,5h.
      Po 4 miesiącach po porodzie pierwszy raz się kochaliśmy, bo wcześniej miałam
      blokadę, tak wielki żal do niego miałam, że te pierwsze najpiękniejsze miesiące
      tak mi obrzydził.

      Bardzo dużo rozmawiamy, dalej się kłócimy ale nie takimi słowami jak kiedyś. W
      sobotę byliśmy na urodzinach mojej przyjaciółki, chrzestnej mojej starszej
      córy. Mój brat został z dziewczynami, ale spały więc niema strachu. O 23
      mieliśmy się zbierać, a wtedy Maciek wspaniałomyślnie poprosił żeby została i
      wróciła taksówką. On się dziećmi zajmie, a ja mam o nich nie myśleć tylko dobrze
      się bawić.

      Wiem, że niewielu mężczyzn było by stać na taki pomysł.



      Im dłużej o tym myślę, ty, bardziej wydaje mi się, ze to były takie małe
      olśnienia. Obudził się któregoś dnia, zaczął sprzątać, ja byłam mile zaskoczona,
      więc zagryzłam zęby i zrobiłam mu obiad, on był prze szczęśliwy bo ja byłam
      uśmiechnięta i dostał obiad, więc wieczorem wykąpał sam dziewczyny a ja
      pojechałam do mamy obejrzeć 'Brzydulę'.

      Wiem jak to głupio się czyta, ale takimi małymi sprawami doszliśmy do tego co
      mamy. Mimo problemów finansowych, ze zdrowiem i z czasem, za nic w świecie nie
      zamienilibyśmy się z nimi na partnerów.
Pełna wersja