zefirek1612
15.01.10, 12:53
Hej,
jestem w 35 t.c.,mam wspaniałego męża, i jak to w życiu bywa problemy nas nie
omijają. Od kiedy zamieszkaliśmy razem zawsze były jakieś problemy, drobne
albo większe, ale naszym mottem życiowym było "nie ważne jak, ważne że razem",
tak sobie powtarzaliśmy i zawsze pomagało, nabieraliśmy sił do walki. To moje
drugie małżeństwo, pierwsze się rozpadło po śmierci synka, mąż odszedł, już
nie mam do niego żalu, wiem że byłam młoda, pogrążona w swojej żałobie, nie
dostrzegałam tego jak on cierpi więc się rozpadło. Wtedy sobie obiecałam, że
jeśli będzie mi dane jeszcze kiedyś być mężatka, to będę wspierającą żoną.
I co? Od kiedy zaszłam w ciążę, mój mąż ma problemy z pracą. Z pierwszej
zwolnił się sam, bo dostał propozycję inne, lepiej płatnej. Gdy zmieniał
pracodawcę jeszcze nie wiedzieliśmy że jestem w ciąży. Po pierwszym tyg u
nowego pracodawcy okazało się że będziemy rodzicami

Przepracował 3
miesiące, bo szef nie płacił. Był załamany, wspierałam, pocieszałam,
dopingowałam by znalazł nową pracę ale bez zbędnego "ciśnienia" bo nie
chciałam żeby czuł się zaszczuty, tydzień odpoczynku i dopiero szukamy. Byłam
wspierającą żoną.
Znalazł pracę, w międzyczasie u jego matki ujawniła się schizofrenia, chciał,
byśmy się do niej przeprowadzili, żeby jej pomóc(twierdziła że ktoś chcę ją
zabić). Nie bardzo mi się to uśmiechało bo nawet jak jeszcze mnie nie znała,
twierdziła że jestem narkomanka i alkoholiczka, która zabiera jej syna. No ale
miejsce żony jest przy mężu , jego mama chora a ja- żona wspierająca. Dwa
miesiące znosiłam jej wariactwa, ale kiedy oskarżyła mnie że to ja ją truje (
wcześniej robił to niby były jej facet i sąsiedzi na zlecenie mafii),
wyprowadziliśmy się, ja nic nie mówiłam, przyjmowałam ją we własnym domu jak
gdyby nigdy nic.
gdy wprowadziła się do nas, na kawalerkę, bo w jej mieszkaniu ktoś ja truje i
ona potrzebowała pomocy, też nic nie mówiłam bo- ja zona wspierająca, a mąż
bardzo się martwi o matkę. I tak mieszkaliśmy we trzy osoby i pies na
kawalerce, ale kiedy zaczęła wprowadzać swoje rządy, mąż uświadomił jej że
czas wracać do siebie. W tym czasie dowiedział się że nie przedłużą mu umowy w
pracy. Znów się zmartwił, bo ja niedługo rodzic będę, ale ja go pocieszałam,
bo ja- wspierająca żona. Ale tylko do dziś. Bo ja już nie mam siły. Chce mi
się płakać, wyć, ze ciągle coś, ze całą ciąże problemy, że za co będziemy żyć?
(nadal nie ma pracy, choć naprawdę jej szuka), bo ja już nie potrafię być
wspierającą żoną, niech teraz mnie ktoś wesprze.
Tyle się mówi, że gdy sa problemy to trzeba się wspierać, nie pozwolić by
problemy zniszczyły małżeństwo ,ale mnie już te problemy złamały, już nie
potrafię być wspierająca żoną.