faceci nienawidzą mojego dziecka

17.01.10, 05:13
istnieje na wiecie taka mała dziewczynka, która zraża do siebie wszystkich
facetów. To moja córka. Ma 10 lat i od tego czasu nie umiem związać się z
nikim na stałe. Próbowałam trzy razy. Właśnie jestem na granicy wytrzymałości
tego trzeciego razu. Podobno wszystko przez moje dziecko bo jak twierdzą moi
byli za bardzo je kocham. A ja kocham normalnie jak każda matka nie pozwalam
poniżać, gnębić i ranić co starał się robić każdy z nich. W dwóch poprzednich
przypadkach tłumaczyłam to sobie tym, że faceci nie mieli doświadczenia z
dziećmi (nie mieli własnych). Teraz facet ma dwójkę, która na dodatek od 2 lat
ja również się opiekuję (mieszkają z nami). Ale...moja córka już nie może z
nami być. Jest przez całą ich tróję traktowana jak intruz a moje serce i rozum
na to nie pozwala. Nie pytam o radę bo wiem, że odejdę i stanę za moim
dzieckiem. Zwyczajnie chcę tylko z siebie wylać gorycz bo mam jej w sobie za
dużo.
    • joanna29 Re: faceci nienawidzą mojego dziecka 17.01.10, 07:57
      Albo masz pecha i trafiasz na niewłaściwych facetów co "poniżać,
      gnębić i ranić co starał się robić każdy z nich"
      • joanna29 Re: faceci nienawidzą mojego dziecka 17.01.10, 08:00
        Albo źle oceniasz sytuacje.
        Jesteś z facetem przez 2 lata i przez ten okres tolerowałaś takie
        jego zachowania?

    • agamamajana Re: faceci nienawidzą mojego dziecka 17.01.10, 08:13
      Każdą Twoją porażkę, każde kolejne niepowodzenie w związku przeżywa Twoje dziecko. Każde odrzucenie uderza w Twoją córkę podwójnie. Kiedyś może wyrosnąć na kobietę o bardzo niskim poczuciu własnej wartości. Nie chcę Cię oceniać, ale wygląda na to, że w pogoni za szczęściem zapomniałaś o chronieniu dziecka. Kolejni "wujkowie", którzy przychodzą i odchodzą... cóż dla mnie masakra.
    • guderianka Re: faceci nienawidzą mojego dziecka 17.01.10, 09:16
      3:1
      Trzech facetów nienawidzących dziecka
      I jedno dziecko

      Pytanie :

      Czy to z nimi jest cos nie tak czy z dzieckiem?
      Ja mysle, że problem jest w Tobie, skoro przyciągasz do siebie
      nieodpowiednich meżczyzn, z których każdy powiela zachowanie
      poprzednika.
      • lolinka2 Re: faceci nienawidzą mojego dziecka 17.01.10, 09:19
        słusznie, ergo: dopóki autorka wątku nie przepracuje swoich męsko-
        damskich doświadczeń, dopóty każdy kolejny model będzie identyczny z
        poprzednim, i każdy facet jej córki najprawdopodobniej będzie taki
        sam...
      • maria220 ja byłam takim dzieckiem jak twoja córka 17.01.10, 17:28
        moja mama zmieniała facetów jak rękawiczki i nie liczyła sie z moim
        zdaniem,nie patrzyła na to że sie do któregoś z kolei
        przyzwyczaiłam, że polubiłam,pokochałam o każde rozstanie ze swoim
        facetem obwiniała mnie bo byłam o nią bardzo zazdrosna- gdy
        widziałam ich całujących się wpadałam w furię,rzucałam się jej na
        szyję i mogłam tak wisieć na niej godzinami, nie twierdzę że ty
        jesteś taką matką jaką była moja mama ale piszę Ci jak ja to
        odbierałam jako 10letnia dziewczynka-najważniejsze to licz się z
        uczuciami córki i nigdy nie obwiniaj ją o to, że sie rozstałaś z
        kimś bo w przyszłości wyrośnie na zamkniętą w sobie i zakompleksioną
        kobietę, ja długo musiałam budować swoje poczucie wartości...
        • triss_merigold6 Re: ja byłam takim dzieckiem jak twoja córka 17.01.10, 17:47
          No takie zachowania dziecka nie sprzyjają szczęśliwemu ułożeniu
          sobie życia w nowym związku.
    • triss_merigold6 Re: faceci nienawidzą mojego dziecka 17.01.10, 10:14
      Może zbyt szybko projektujesz własną chęć posiadania udanej
      rekonstruowanej rodziny na facetów i odrzucasz informacje świadczące
      na ich niekorzyść?
      Gdzieś na poziomie selekcji i doboru panów występuje błąd. Nie
      wchodź w kolejny układ dopóki nie przepracujesz relacji męsko-
      damskich u sensownego psychologa.
      • czar_bajry Re: faceci nienawidzą mojego dziecka 17.01.10, 11:40
        Dziewczyny dobrze piszą i mnie nie pozostaje nic innego jak tylko podpisać się
        pod tym obiema rękamismile
    • the_ukrainian Re: faceci nienawidzą mojego dziecka 17.01.10, 12:30
      Napiszę Ci jak to wygląda z punktu widzenia faceta. Powody takiego
      zachowania facetów mogą być dwa. Albo trafiasz na kmiotów albo Twoja
      córka ma w sobie coś co sprawia że każdy facet ma ochotę ją udusić.
      Wymienię Ci kilka typów dziewczynek które potrafią zamienić
      spokojnego faceta w żądną krwi bestię.

      Typ 1 - mała wredna żmijka
      Na pozór słodka i kochana, ale to tylko pozory. W rzeczywistości
      zżera ją zazdrość o mamusię więc robi wszystko żeby się faceta z
      domu pozbyć. Doskonale wie jak faceta wkurzyć i w którym momencie.
      Facet wie że ona to robi z premedytacją z uśmiechem na twarzy ale
      nic nie może zrobić bo zaraz mamusia zrobi raban że się czepia
      dzieciaka i ma jakieś problemy ze sobą. Jak facet w końcu nie
      wytrzyma i pod nieobecność mamusi pognębi żmijkę, to żmijka
      wieczorem popłacze w poduszkę ale tak żeby mamusia widziała i
      słyszała. Jak usłyszy to się zainteresuje i się dowie jaki to ten
      facet zły. I w ten sposób mała wredna żmijka osiąga swój cel.

      Typ 2 - córunia mamusi
      Wszystko tylko mama, wszędzie tylko z mamą. Facet nie może nawet
      podać jej szklanki soku bo "mama mi naleje". Facet nie może jej na
      spacer zabrać bo "jak mama nie idzie to ja też nie". Facet nie może
      jej poprawić poduszki pod głową bo "ja chcę żeby mama mi poprawiła".
      Facet nie może jej rozplątać supła na sznurówce bo "ja chcę żeby
      mama mi rozwiązała". O takich rzeczach jak odpowadzenie do szkoły,
      odebranie ze świetlicy, pójście na basen czy pomoc w lekcjach nie
      wspominając. Facetowi mimo najlepszych chęci, bardzo szybko
      przechodzi chęć bycia ojcem i pojawia się niechęć do takiej
      dziewczynki. W przypadku jakiejkolwiek sprzeczki facet niezależnie
      od tego czy ma rację czy nie ma, ma przeciw sobie duecik
      mamunia&córunia ze scenką finałową w postaci córuni demonstracyjnie
      przytulającej się do mamusi i patrzącej na faceta spode łba.

      Typ 3 - pijawka
      Występuje głównie wśród nastolatek, chociaż młodsze egzemplarze też
      się trafiają. Facet ma płacić za jej przyjemności i na jej
      utrzymanie, natomiast w sprawach wychowawczych i organizacyjnych nie
      ma prawa głosu bo "nie jesteś moim ojcem". W zależności od sytuacji
      padają też cieższe argumenty typu "pakuj się i się
      wyprowadź", "odczep się od nas". Nieraz też facet może usłyszeć "nie
      jesteś nam potrzebny". Zazwyczaj do momentu w którym pijawce skończy
      się kasa na przyjemności. Wówczas facet robi się bardzo potrzebny.

      Typ 4 - tajemnicza i wściekła
      Tak jak pijawka, występuje zazwyczaj wśród nastolatek, ale młodsze
      też się zdarzają. Chodzi nabuzowana jak kibol przed ustawką, trzaska
      drzwiami, rzuca plecakiem, książkami. Nie wiadomo o co jej chodzi,
      ona sama pawdopodobnie też tego nie wie. Tego się nie dowiemy bo
      rybka w akwarium jest bardziej komunikatywna od takiej niuni.
      Jakakolwiek próba nawiązania kontaktu z wściekłą dziewczynką jest
      jak wsadzenie palca w gniazdo os i kończy się jeszcze większą
      wścieklizną, jeszcze głośniejszym trzaskaniem drzwiami i pretensjami
      mamusi obwiniającej faceta za takie zachowanie córki.

      Typ 5 - mała egoistka
      Facet jej w domu niepotrzebny bo jej samej z mamusią dobrze, bo nikt
      się nie wtrąca, bo jest fajnie, bo może sobie na golasa wyjść z
      łazienki czy nawet spać, bo ma mamę tylko dla siebie a tatuś czasami
      zabierze gdzieś, wyda parę stówek na córeczkę więc z tatusiem jest
      fajnie i niuni niczego więcej do szczęścia nie potrzeba. A że mama
      chciałaby wieczorem się do kogoś przytulić no to już problem mamusi.
      Mała egoistka od początku jest nastawiona do faceta anty i choćby on
      nie wiem jak się starał to i tak nie ma szans. Konflikt interesów.
      Trudno w takim przypadku oczekiwać od faceta żeby dziewczynkę
      polubił.

      Musisz się teraz zastanowić czy Twoja córka łapie się na któryś typ
      czy nie.

      Typy dziewczynek opracowane na podstawie zasłyszanych historii
      nieudanych związków a także z obserwacji własnych. Na szczęście mnie
      to osobiście nie spotkało i mam nadzieję że nie spotka.
      • moofka Re: faceci nienawidzą mojego dziecka 17.01.10, 12:33
        wredne male zmijki
        sad powinien zdecydowanie twoj leksykon brac jako okolicznosc lagodzaca dla
        sprawcow konkubentow przy kolejnych sprawach o pobicie luz zabicie
        nalezalo sie smierdzielom przeciez
        no nie daly sie lubic po prostu nie daly uncertain
      • asia_i_p Re: faceci nienawidzą mojego dziecka 17.01.10, 23:41
        Tyle, że to jest 10-letnie dziecko.
        I facet, w którym zagubione dziesięcioletnie dziecko, nawet zachowujące się
        wyjątkowo złośliwie, jest w stanie wzbudzić gorsze uczucia niż chwilowa złość,
        to nie jest fajny facet. A facet, który z takim dzieckiem usiłuje konkurować,
        powinien się zastanowić, czy szuka partnerki czy matki.
    • nangaparbat3 Re: faceci nienawidzą mojego dziecka 17.01.10, 12:44
      To dobrze, ze odejdziesz, staniesz za swoim dzieckiem. I nie sadzę, żeby "wina"
      (czy raczej przyczyna, o jakiejkolwiek "winie" wolalabym nie mowic) mogla lezec
      po stronie dziecka.
      Natomiast problem jest, powtarza się, moze bardzo poważnie zaszkodzic Twojej
      corce. Przyznam się, ze źle odebralam tytul Twego wątku - myslę, ze problem jest
      w calej strukturze relacji Ty - facet - jego dzieci - Twoja corka, a nie
      wylacznie w relacji facet (faceci) - corka. Tak jak poprzedniczki jestem
      przekonana, że istotą problemu są Twoje relacje z mężczyznami, Twoje wybory.
      Bardzo mądry psychoterapeuta powiedzial mi, że aby kobieta mogla budowac udane
      związki z mezczyznami, musi miec poukladane sprawy z własną matką. Z początku
      byłam zaskoczona (ze z matklą, nie z ojcem), jednak przekonal mnie. Przyjrzyj
      sie, jak to jest/bylo u Ciebie.
      I jeśli możesz pozwolic sobie na terapię, to koniecznie. Lub chocby pomoc
      psychologiczną (bo o ile wiem to max na jaki stac NFZ - 5 spotkań).
    • zebra12 A z punktu widzenia dziecka? 17.01.10, 12:53
      Co musi czuć mała dziewczynka, gdy mama co chwila ma jakieś OBCEGO
      dla niech faceta, który z nią mieszka, przytula mamę... To nie jest
      sytuacja komfortowa dla dziesięciolatki i nie zdziwiłabym się, gdyby
      specjalnie chciała się pozbyć konkurencji. Bo wcześniej była mama i
      ona, a nagle pojawił się jakiś ON i mama okazuje mu uczucia i
      sympatię, którą wcześniej okazywała tylko dziecku. Dziecko czuje się
      zazdrosne i boi się, że mama zacznie bardziej kochać pana niż ją.
      Czasem myślę o nowym związku, ale ze względu na dzieci nie zamierzam
      wprowadzać obcego samaca w moje progi. Dzieci muszą czuć się
      bezpiecznie, muszą czuć się kochane. A obcym facetowm wara od nich.
      Sama jako dziecko miałabym w nosie konkubenta mamusi. Wściekłam bym
      się, gdyby mi w taki sposób urozmaicała dzieciństwo.
      • lolinka2 Re: A z punktu widzenia dziecka? 17.01.10, 13:10
        nie no super, autorka przegina w jedną, a zebra w drugą stronę smile
        dwubiegunowość smile

        Od 7 roku życia jestem wychowywana przez tandem matka & ojczym - nie
        przyszło mi do głowy, żeby żałować smile serio!
        było różnie, ja go akceptowałam jako "dodatek" do rodziny, on w
        podobny sposób akceptował mnie. Zachodziły interakcje, mniej lub
        bardziej fortunne, argument "nie jesteś moim ojcem" padł z moich ust
        niejednokrotnie... bezsensownie, ale padł. Chyba testowo. Ojciec ten
        test zdał śpiewająco, bo pokazał że tego typu argumenty... na niego
        nie działają. On robił swoje. Zabraniał kiedy było trzeba. Opieprzał
        bez wyrzutów sumienia (i obłędnie liczę się z jego zdaniem do dziś,
        jest dla mnie autorytetem). Z drugiej strony, gdy matka w depresji
        lała szerokim strumieniem na cały świat, on robił kanapki, dowoził do
        szkoły zapomniany blok, budził rano, pilnował lekcji. No i on
        pierwszy uznał że jestem dorosłym, odpowiedzialnym człowiekiem i do
        tej pory regularnie hamuje nadopiekuńczość kwoktającą mojej matki:
        jestem pewna, że to jego interwencjom zawdzięczam stosunki z matką
        WRESZCIE poprawne i brak permanentnej inwigilacji, do której jest
        zdolna. Tą metodą krok po kroku z dodatków, stawaliśmy się dla siebie
        rodziną smile Kiedy myślę "ojciec" myślę o nim, nie o biologicznym.
        Kiedy moje dzieci myślą "dziadek" myślą o nim, kiedy mąż myśli "teść"
        też nikt inny nie przychodzi mu do głowy...

        Tyle, że to naprawdę dobry człowiek jest. Kawał porządnego chłopa,
        jakich mało na świecie.
        • nangaparbat3 Re: A z punktu widzenia dziecka? 17.01.10, 13:15
          Myślę, ze wszystko zalezy od indywidualnych doswiadczeń - ja sama podjełam
          identyczną decyzję jak Zebra, natomiast czasem odrobinke zazdroszczę osobom,
          ktorym cos takiego nawet nie przychodzi do glowy.
          W sumie kazdy powinien sobie ukladac to zycie jak jemu pasuje, byle nie
          krzywdził dzieci - wlasnych i "cudzych".
          • lolinka2 Re: A z punktu widzenia dziecka? 17.01.10, 13:17
            nanga, ale myśleć o tym na trzeźwo, w sensie ten czy ów nie sprawdzą
            się w patchworku więc nic na siłę... etc. to jedno

            a z powodu panicznego lęku przed nieznanym zagradzać sobie drogę do
            innych rozwiązań - toż to patologia!
            • guderianka Re: A z punktu widzenia dziecka? 17.01.10, 13:49
              Bez przeginania zebra, straszną czarnowidzką jesteś.
              U nas obcy samiec przekroczył próg już dobrych parę lat temu i to
              obcy genetycznie samiec wychowuje cudze dziecię a nie bio. Dodam, że
              wychowuje z taką samą dozą miłości/sprawiedliwości jak dziecko
              własne.
              • lolinka2 Re: A z punktu widzenia dziecka? 17.01.10, 14:20
                po ostatnich zebrowych postach widzę sporą pracę dla niezłego terapeuty
                w jej rejonie.... zaburzenia wszelkiej maści, hurtowo.
                • zebra12 Hehehe, chyba przesadzasz 17.01.10, 14:40
                  To moje rozmyślania. Podyskutować można, nie?
                  • triss_merigold6 Re: Hehehe, chyba przesadzasz 17.01.10, 14:52
                    Rozmyślania rozmyślaniami ale masz duże szanse na wychowanie córek,
                    ktore kompletnie nie będą potrafiły rodzić sobie w relacjach z
                    mężczyznami. Nie przekażesz im jak wygląda miłość, bliskość, udane
                    życie seksualne, adoracja ze strony faceta.
                    • zebra12 No, tu masz rację, ale zmienić tego nie potrafię 17.01.10, 15:46
                      Bo niby jak?
                    • nangaparbat3 Re: Hehehe, chyba przesadzasz 17.01.10, 15:48
                      Wiesz, Triss, w ogole czasem nie wiadomo, jak to dziala. Sama wychowalam córkę -
                      i funkcjonuje w sprawach damsko-meskich rewelacyjnie, juz nie w tym rzecz, ze o
                      niebo lepiej niz ja kiedykolwiek w życiu, ale obiektywnie - rewelacja.
      • triss_merigold6 Zaraz, zaraz 17.01.10, 14:32
        Z tego punktu widzenia nawet w pełnej rodzinie ojciec-mąż matki też
        jest konkurentem. Bo czasem rozmawia z matką dziecka za zamkniętymi
        drzwiami, wychodzi tylko z nią, przytula, uprawia seks. Córka nie ma
        wyłączności na osobę, czas i uczucia matki i powinna się do tego
        przyzwyczaić i w niczym nie umniejsza to ani poczucia bezpieczenstwa
        ani poczucia bycia kochanym.
        Problem w doborze panów i ułożeniu relacji.
        Jesli matka rezygnuje z życia osobistego całkowicie DLA DZIECI to
        duża szansa, że w okresie menopauzy i na starość jej odbije.
        • lolinka2 Re: Zaraz, zaraz 17.01.10, 14:45
          o, to to...
          • triss_merigold6 Re: Zaraz, zaraz 17.01.10, 14:50
            Widziałam to u matki koleżanki, ma kobieta znajomych i jakieś własne
            życie ale wobec 30+ letniej córki gra w jakąś straszną grę
            cierpiętnictwa, obwiniania, epatowania samotnością, straszenia
            prawdziwymi i urojonymi dolegliwościami. Jest teraz toksyczna, 20
            lat temu toksyczna nie była.
            • lolinka2 Re: Zaraz, zaraz 17.01.10, 14:55
              moja matka ma po temu zapędy.... ojczym ją hamuje, jak dotąd skutecznie
              wszystkie próby zdusił w zarodku smile
              • nangaparbat3 Re: Zaraz, zaraz 17.01.10, 15:52
                A w związku z tamta depresją przeszla terapię? Bo przeciez ona "ulozyla" sobie
                zycie, wiec nie powinno jej odbijac.
                • lolinka2 Re: Zaraz, zaraz 17.01.10, 17:09
                  oczywiście, że nie
                  bo psychoterapeuta i psychiatra to wszelakie zuo smile

                  a ona nie wariatka żeby po takich chodziła, no co innego córka - tej to
                  się w życiu nie powiodło... tongue_out
    • bellinetta Re: faceci nienawidzą mojego dziecka 17.01.10, 12:56
      Kazdy ma w sobei egoistę, większego lub mniejszego. Skoro 3 facetów nie zdalo
      Twojego egzaminu akceptacji dziecka, to cos nie gra w Towim wyborze facetów.
      Powielasz za kazdym razem ten sam blad, moze powinnas udac sie do psychologa,
      zebys mogla to zrozumiec.
    • nutka07 Re: faceci nienawidzą mojego dziecka 17.01.10, 13:27
      Co oznacza dla Ciebie ponizenie, gnebienie, ranienie?
      Moglabys podac dodatkowo przyklady?
    • forumowiczka.to.ja Re: faceci nienawidzą mojego dziecka 17.01.10, 13:39
      Twoje dziecko ma 10 lat, jesteś z trzecim facetem, więc na patologię mi to nie
      wygląda, raczej na próbę ułożenia sobie życia.
      Wg mnie problem leży, tak jak już ktoś to napisał, pomiędzy Tobą a facetami.
      Dziecko nie ma nic do tego. Coś jest nie tak. Nie wiem co, za mało informacji,
      fakt że wg mnie dla własnego dobra powinnaś pójść po pomoc do dobrego
      psychologa, bo inaczej zaserwujesz dziecku trudne dzieciństwo wchodząc cały czas
      w ten sam problem.
      Nic nie napisałaś na temat Twoich reakcji na zachowania tych facetów wobec
      Twojej córki w sytuacjach codziennych. Nie wiadomo, może Ty tego nie widzisz,
      ale podświadomie antagonizujesz ich ze sobą, np facet zwraca jej uwagę żeby nie
      mlaskała przy jedzeniu, a Ty od razu "nie czepiaj się jej".
      Napisz więcej o Waszych relacjach.
      W każdym razie poświęcenie się dla dobra dziecka i odrzucenie facetów w ogóle to
      też nie jest dobre. I Ty potrzebujesz partnera, przyjaciela, i dziecko
      potrzebuje faceta w domu.
    • ardzuna Re: faceci nienawidzą mojego dziecka 17.01.10, 14:02
      Zastanów się nad swoją córką, swoimi oczekiwaniami wobec roli
      faceta, a także przyciaganiem typu mężyzczny.
      Ja też sobie układałam powtórnie życie i mam jak najlepsze
      doswiadczenia ze stosunkiem osób, z którymi sie spotykałam, wobec
      mojego dziecka.
      • daisy Zastanawia mnie coś - pobocznie 17.01.10, 15:39
        Dlaczego teraz i w podobnych sytuacjach zawsze od razu doradza się psychoterapię
        (na forach)? Czy wy naprawdę tak hurtowo z każdym ważniejszym życiowym problemem
        chodzicie do psychologów? Jakoś wydaje mi się to postawą wzmacniającą
        bezradność, zamiast odwrotnie... Taka trochę ucieczka od samo-odpowiedzialności.
        Przecież wszyscy posiadamy własne mechanizmy naprawcze, trzeba starać się z nich
        skorzystać - to, czego dowiedzieliśmy się o sobie samodzielnie, zawsze będzie
        100 razy bardziej warte niż to, co powie nam najlepszy nawet ekspert.
        Autorko, może więc usiądź spokojnie i przemyśl tych swoich facetów, wyobraź
        sobie, że wcale ich nie znałaś i potraktuj swoje wspomnienia jak film, łatwiej
        będzie nabrać dystansu.
        A tak w ogóle też nie wierzę, że to wina córki. Ale trudno coś powiedzieć, jak
        się nie zna szczegółów.
        • nangaparbat3 Re: Zastanawia mnie coś - pobocznie 17.01.10, 15:56
          Ubytki w zębach tez kurujesz silą woli i poczuciem odpowiedzialnosci?
        • brak.polskich.liter A mnie zastanowilo 17.01.10, 16:09
          cos zgola innego.
          Mianowicie to, czy Ty w ogole kiedykolwiek widzialas psychologa/terapeute na
          oczy i wiesz, na czym polega jego praca. Czy tez znasz wylacznie z opowiesci?

          > Jakoś wydaje mi się to postawą wzmacniającą
          > bezradność, zamiast odwrotnie...

          No, tu trafilas w sedno - wydaje Ci sie.
        • lolinka2 Re: Zastanawia mnie coś - pobocznie 17.01.10, 16:14
          ale ekspert dobry sam nie powie ci nic... bo on nie od kazań
          jest po to, żebyś w asyście sama dowiedziała się czegoś o sobie...

          więc to jest ta samowiedza, 100 razy cenniejsza niż cokolwiek innego smile
          • triss_merigold6 Re: Zastanawia mnie coś - pobocznie 17.01.10, 16:23
            Psychoterapeuta nie wydaje poleceń "Proszę zrobić tak i tak" tylko
            zadaje pytania zmuszające do autorefleksji, spojrzenia z innego
            punktu widzenia, do zaprzestania tkania iluzji. Przyjemne to mniej
            więcej jak borowanie zęba na żywca ale potem jest dużo lepiej. O ile
            oczywiście ktoś chce pracować nad sobą i zgadza się na demontaż
            jakichś elementów swojego wizerunku zamiast tkwić w zaprzeczaniu.
            • daisy Re: Zastanawia mnie coś - pobocznie 17.01.10, 23:10
              A może to wy macie idealistyczne wyobrażenia?
              Po pierwsze, analogia z leczeniem zębów jest mało trafiona... Raczej
              powiedziałabym, że owszem, nawet z ciężką grypą nie trzeba od razu iść do
              lekarza, można poradzić sobie samemu. Jak już się ktoś upiera przy porównaniach
              chorobowych - co mało ma sensu, bo problem w życiu to nie choroba, która
              potrzebuje specjalisty, i o to mi głównie chodzi.
              Poza tym są psychologowie i psychologowie, terapeuci i terapeuci. Patałach
              nagada nam właśnie bzdur mówiąc "niech pani zrobi to i to", co ostatnio zdarzyło
              się właśnie mojej przyjaciółce, gdy poszła do psychologa po poradę w sprawie
              niepokojącego zachowania dziecka. Włosy stają dęba, jak się usłyszy, co ta
              światła dentystka od psychiki (to wasze porównania, hehe) przykazała biednej
              dziewczynie. Na szczęście przyjaciółka swój rozum ma i po wizycie u specjalistki
              postanowiła go użyć, z dobrym skutkiem. Znam też z pierwszej ręki relację
              koleżanki z terapii małżeńskiej - śmiechu warte. Za młodu byłam nawet raz
              osobiście u psychiatry i byłam zażenowana poziomem rozmowy.
              Ja po prostu wierzę, że różnych rzeczy można się dowiedzieć o sobie
              samodzielnie. Na przykład rozpracować nieciekawe relacje z facetami. Tylko
              trzeba mieć odwagę i wolne miejsce do myślenia. Pamiętam, jak przewartościowałam
              swoje życie uczuciowe latem po urodzeniu dziecka, chodząc z małym codziennie na
              trzygodzinne spacery po lesie. Z nudów roztrząsałam własne życie i ze
              zdziwieniem zrozumiałam wiele spraw. Strasznie dobrze mi to zrobiło.
              No ale żeby nie było - nie uważam, że wizyta u psychologa to coś głupiego. Dziwi
              mnie tylko, że jest to absolutnie dyżurna rada na tym i nie tylko tym forum,
              przy jakimkolwiek problemie natury nieco bardziej psychicznej niż "nie mogę
              zapalić diesla na mrozie".
              • nangaparbat3 Re: Zastanawia mnie coś - pobocznie 17.01.10, 23:29
                Z grypa sobie poradzisz sama pod warunkiem, ze nie pracujesz i zwolnienie Ci nie
                potrzebne. Chyba ze chcesz "przechodzic" i ponosic ewentualne konsekwencje - ale
                wtedy nie zawsze nawet dobry lekarz potrafi pomoc.
                Mylisz problemy ze zlym funkcjonowaniem. Jeśli ktos od 10 lat obrywa, a jego
                dziecko razem z nim, to nic kazania nie pomogą, widac sam nie jest w stanie
                sobie pomoc. I od tego są fachowcy, by pomogli.
                Oczywiscie mozna trafic na patałacha. jednak Twoja opowiesc o głupich radach
                udzielonych kolezance przypomniala mi rózne inne opowieści o glupich
                psychologach - bo na przyklad korzystajace z pomocy pełnoletnie dziecko
                przestało sie mamusi zwierzac z kazdego swego poczynania. A nawet mowic "nie",
                kiedy mamusia o cos prosi. Przeciez nie o taka pomoc chodzilo, prawda?
                Przypominam tez sobie dobre rady kierowane przez rodzicow do chłopaka z
                rozpoznaniem depresji: No, weź sie w garsc, jak zechcesz, to potrafisz, przecież
                wiesz. Tylko ty nie chcesz.
                I jeszcze długo bym tak mogła.
                Tudzież o osobach, ktore tkwiac w przeświadczeniu, ze czlowiek powinien
                samodzielnie rozwiazywac swe problemy, bedą "chronic" przed psychiatrą dziecko z
                napadami leku czy ewidentnymi urojeniami.
                I o starszych paniach, ktore zamiast leczyc depresje spedzaja lata w korytarzach
                przychodni, zeby zaradzic jej somatycznym objawom.

                To bardzo dobrze, ze dziewczyny tutaj namawiaja do szukania fachowej pomocy. W
                Polsce wciaz jeszcze kontakt z psychologiem i psychiatrą jest co najmniej
                podejrzany. Czas z tym skończyc, zwlaszcza że wiezi rodzinne czy przyjacielskie
                sie sypią, i czyms je trzeba sztukowac.
                • daisy Re: Zastanawia mnie coś - pobocznie 18.01.10, 12:51
                  Urojenia, depresja - to przecież są choroby i nie o to chodzi.
                  Nie chodzi mi o choroby, ale problemy życiowe typu "moja matka mnie nie lubi".
                  No nie wiem, automatyczny przekaz "to idź do psychologa" brzmi dla mnie trochę
                  jak "sama sobie nie poradzisz".
                  Ale to dłuższy temat i nie chcę jeszcze bardziej zaśmiecać tu wątku dygresjami.
                  Możemy pogadać w innym.
                  • nangaparbat3 Re: Zastanawia mnie coś - pobocznie 18.01.10, 20:46
                    OK smile
        • ardzuna Re: Zastanawia mnie coś - pobocznie 17.01.10, 21:01
          daisy napisała:

          > A tak w ogóle też nie wierzę, że to wina córki. Ale trudno coś
          powiedzieć, jak
          > się nie zna szczegółów.

          A ja wierzę że może być to albo wina córki (oczywiście wina w
          cudzysłowie, bo przeważnie chodzi o efekt wychowania), albo relacji
          córki z matką i miejsca w niej faceta. Tylko że z dala nic nie można
          powiedzieć.
    • przeciwcialo Re: faceci nienawidzą mojego dziecka 17.01.10, 16:06
      O ile faceci to nie jakies patologiczne typy to wydaje mi się ze
      masz problem ze soba.
      • izak31 Re: faceci nienawidzą mojego dziecka 17.01.10, 16:41
        Jezeli przytrafia sie to nie pierwsze raz to moze nalezaloby sie
        przyjrzec relacją córka-matka. Moze faceci czuja sie odtraceni...
        A w ogóle to gdzie autorka?
    • deodyma Re: faceci nienawidzą mojego dziecka 17.01.10, 16:54
      to coz to dziecko takiego robi, ze te Twoje chlopy tak jej
      nienawidza?
      czy to z tymi chlopami cos nie tak, czy z Twoja corka?
      • moofka Re: faceci nienawidzą mojego dziecka 17.01.10, 17:19
        deodyma napisała:

        > to coz to dziecko takiego robi, ze te Twoje chlopy tak jej
        > nienawidza?
        > czy to z tymi chlopami cos nie tak, czy z Twoja corka?
        >

        taaa
        no dziecko winne jak nic
        pewnie wychuwana smarkula
        • triss_merigold6 Re: faceci nienawidzą mojego dziecka 17.01.10, 17:50
          Moofka, to rodzic stawia dziecku granice i na pewne zachowania
          pozwalać nie powinien. 12-letni syn znajomej, samotnej matki, w
          pewnym momencie zaczął zachowywac się jak partner - wydzwaniał jak
          tylko gdzieś wyszła w dorosłym towarzystwie, na wakacjach
          ostentacyjnie pilnował i uniemozliwiał praktycznie zawarcie
          jakiejkolwiek znajomości, okazywał zazdrość w bardzo męczący sposób.
          Ona sobie z tym nie radziła, po zamiast krótko usadzać małolata i
          przypominać kto tu jest dorosły to na zmianę prosiła, tłumaczyła,
          denerwowała się etc.
          • moofka Re: faceci nienawidzą mojego dziecka 17.01.10, 17:56
            ano rodzice
            szczesliwe dziecko by takich akcji jednak nie uskutecznialo
            dzieci nie chca byc partnerami, a dziecmi
            jesli sa zazdrosne o rodzica, to najpewniej ze strachu ze go utraca
            obwinianie dziecka o trudnosci w zwiazkach jest moze najlatwiejsze
            ale raczej bezpodstawne
            jednoczesnie rodzic uwazam w miare swoich mozliwosci powinien
            zapewnic dziecku jak najlepsze dziecinstwo
            • nangaparbat3 Re: faceci nienawidzą mojego dziecka 17.01.10, 18:04
              rodzic uwazam w miare swoich mozliwosci powinien
              > zapewnic dziecku jak najlepsze dziecinstwo

              I na pewno 99% rodziców też tego chce, oczywiscie.
              Ale to łatwo powiedziec.
              Nikt nie zna granicy miedzy potrzebną i zdrową troską, a nadoopiekuńczościa i
              nadmierna kontrolą. I ta granica dla kazdej pary rodzic/dziecko jest troche
              inna, i w dodatku wciąż sie przesuwa - wychowywanie zawsze mi sie kojarzyło z
              chodzeniem po linie (nie tyle ze strachem przed upadkiem, co z nieustannym
              szukaniem rownowagi).
            • triss_merigold6 Re: faceci nienawidzą mojego dziecka 17.01.10, 18:06
              Nie idealizuj dzieci, zwłaszcza tych starszych niż kilkuletnie.
              Dzieci też potrafią manipulować, prowadzić rozgrywki emocjonalne,
              mścić się, czarować. Czasem robią coś testowo i jak zadziała to
              powtarzają.
              • moofka Re: faceci nienawidzą mojego dziecka 17.01.10, 18:10
                tris jestes madra babka i doswiadczona bardzo
                w kim szukalabys winy, gdyby nowy nie cierpial twojego dziecka i
                musztrowal "dla jego dobra"
                w dziecku??
                • triss_merigold6 Re: faceci nienawidzą mojego dziecka 17.01.10, 18:16
                  Nie w dziecku, no przestań. Aczkolwiek moje raz powiedziało przy
                  aktualnym (zwracając się do mnie), że nie chce żebyśmy się całowali
                  i przytulali (sceny nieerotyczne, raczej takie czułościowo-neutralne
                  więc nic gorszącego). Ano dlaczego, synu? Bo on chce, żeby tylko
                  jego przytulała i całowała (znaczy potomek tak chciał). Wyjaśniłam,
                  że mnie nie ubędzie i zero dyskusji. Nie wdawałam się w żadne
                  tłumaczenia, nie miałam poczucia winy, że dziecku cos odbieram etc.
                  I więcej jak dotąd zazdrości nie okazywał więc uznaję, że to było
                  właśnie takie testowe.
                  • pyska_1983 Re: faceci nienawidzą mojego dziecka 17.01.10, 23:40
                    Mój starszy syn też próbował mnie testować... Starał się być dla mnie partnerem,
                    pewnie z troski o mnie, żebym nie czuła się samotna, ale jakoś te zapędy
                    wyhamowałam. Jest dzieckiem i koniec, to ja mam się opiekować Nim, a nie On mną.
                    Oczywiście troska mile widziana, ale na poziomie dziecka, a nie więcej.
                    Co do córki i facetów, to mi nigdy nie zdarzyło się, żeby facet nie lubił mojego
                    synka, wręcz przeciwnie, jeśli chciał ze mną być, to musiał się nieźle nad
                    młodym napracować, żeby pokazać mi, że jest Nas wart wink ale też i ochrzanić
                    trzeba pozwolić, bo dziecko jest dzieckiem i to My wyznaczamy granice. Jeśli
                    tego nie zrobimy, to może się okazać, że mamy małego tyranka z własnej winy.
                  • bi_scotti Re: faceci nienawidzą mojego dziecka 17.01.10, 23:44
                    Wiele zalezy od calej struktury rodzinno-przyjacielskiej w jakiej
                    wychowywane sa dzieci. Poczucie bezpieczenstwa i przynaleznosci daja
                    dzieciom nie tylko rodzice ale caly uklad z babciami, kuzynami,
                    sasiadami i przyjaciolmi wlacznie. Dzieci przyzwyczajone do
                    kontaktow z wieloma osobami i na roznych plaszczyznach latwiej
                    znosza/toleruja/akceptuja nowych badz zmieniajacych sie partnerow
                    swoich rowiedzionych rodzicow.
                    Z drugiej zas strony, stworzenie sytuacji, w ktorej jest
                    mama+dziecko/dzieci "przeciwko" reszcie swiata to proszenie sie o
                    klopoty. Wiele kobiet (facetow jakby mniej) w okresie rozwodowym
                    traktuje swoje dzieci jako jedynych "prawdziwych" sojusznikow czy
                    jedyne/ostatnie (?) milosci zycia. No i potem takie sa skutki -
                    rozgoryczenie rozwodowe mija, pojawia sie nowy obiekt zainteresowan,
                    znow jest sie chetna kogos pokochac a tu ... klops - dziecko
                    zaakceptowalo/wroslo w dopiero co stworzona sytuacje "jedynego"
                    sojusznika i "jedynej" milosci. I odkrecic to bardzo trudno bez lez
                    i buntu. A odkrecic trzeba tak dla dobra dziecka jak i samej matki.
                    Nie mam pojecia, co autorka watku uwaza za ponizanie, krzywde i inne
                    okropne rzeczy wyrzadzane przez Jej kolejnych partnerow Jej corce -
                    zdarza sie, ze czlowiek w kilku kolejnych zwiazkach powiela wciaz te
                    same schematy ale az trudno uwierzyc, ze mozna je powielac az tak
                    dokladnie i samodestrukcyjnie konsekwentnie!
                    Rada jest jedna i padla tu juz wiele razy: przyjrzec sie krytycznie
                    samej sobie i swoim ukladom mesko-damskim; dopiero potem szukac
                    ewentualnego nastepnego faceta.
        • deodyma Re: faceci nienawidzą mojego dziecka 18.01.10, 19:37

          > taaa
          > no dziecko winne jak nic
          > pewnie wychuwana smarkula



          nie pisze, ze dziecko jest winne, ale cos musi byc z kims nie tak.
          albo chlopom to dziecko wadzi, albo corka nie chce, zeby matka miala
          kogos na stale.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja