tylna.szyba
24.01.10, 09:35
Pamietam jak urodzilam dziecko, dziecko pierwsze i nie chciane. Nie kochalam,
troszczylam sie ale...nie kochalam. Zwierzalam sie niektorym zaufanym z tego
braku milosci, bo w okolo panowal jej terror, tak, terror milosci matki do
dziecka. A wiec zwierzalam sie z nadzieja na zrozumienie i okazano mi je
mowiac, ze ja na pewno kocham dziecko ale nie zdaje sobie sprawy.
Potem zaczelam podrozowac, odwiedzac egzotyczne dla mnie kultury i jedna z
tych podrozy nauczyla mnie pewnej prawdy. Milosc matki nie jest uniwersalna.
Matki z innych regionow tego swiata rodza dieci i oddaja rodzinie lub znajomym
na wychowanie jednoczesnie utrzymujac normalny kontakt z dzieckiem. Ani dla
tych dzieci ani dla matki nie jest to tragedia tylko stan naturalny.
W naszej kulturze milosc matczyna czy rodzicielska ma w sobie cos z
zaborczosci i wylacznosci. Jesli jej brak - psychologowie wroza zle.
Jest to presja naszej zachodniej kultury.
Pisze to dla matek, ktore robia sobie wyrzuty, ze nie kochaja dziecka (choc
trosza sie o nie). Milosc matki nie jest wartoscia uniwersalna. Jej brak nie
jest zadna tragedia - jest po prostu...jej brakiem. I czym jej brak zaowocuje
zalezy tylko i wylacznie od matki.