Konflikt synowej i teściowej- wina synowej.

08.02.04, 00:03
Nie umiem porozumieć się z teściową!I to jest moja wina!!Jestem osoba
konfliktowa ze mną lepiej jest utrzymywać kontakty na odległość znaczy nie
mieszkając ze mną. W tedy było by super odwiedzała bym ją rozmawiałybyśmy
itp. jak z moja mamą.I przez to ze z mnią mieszkam jest okropnie.To jest
dobra kobieta,nie wtrąca się pomaga w praniu w prasowaniu itp.a ja tego nie
chce drażni mnie to denerwuje doprowadza mnie do szewskiej pasji!Moja mama i
mój mąż mówią zebym przeszła się do psychiatry bo to przecierz taka fajna
dobra babcia i co jest najgorsze to ja to doskonale wiem,ale nic na to nie
poradze jak mam niechęć do niej!Próbowałam i nie dam rady poprostu nie
dam.Jak mam sobie z tym poradzić (wynajęcie mieszkania nie wchodzi w
najbliższym czasie w gre)Ona się tak stara żeby było mam dobrze jest samotną
kobietą boji się samotnośći cieszy się ze mieszkamy z nią w jej mieszkaniu a
ja jestem taka wredna i się nie ciesze nie umiem poprostu.I to nie jest tak
ze jej nie lubie bo to tesciowa poprostu nie odpowiada mi tego typu człowiek
charakter sposób bycia przecież nie wszyscy w zyciu nam odpowiadają.Jednych
lubimy a drugich mniej(drażnia nas itp.)Prosze o słowa krytyki i
pociechy.Pozdrawiam
    • moni025 Re: Konflikt synowej i teściowej- wina synowej. 08.02.04, 00:50
      wiesz wydaje mi sie ze jestes wspaniaja osoba, bo umiesz sie przyznac ze to
      Twoj blad. Powinnas sie cieszyc ze masz dobra tesciowa, gdybys byla na moim
      miejscu (ja taz mieszkam pod jednym dachem z tesciowa i taz sa miedzy nami
      zgrzyty, ale nie z mojej akurat winy) to moglabys twardo powiedziec ze
      niecierpisz tesciowej. Moze powinnac potraktowac ja jako nie tesciowa lecz
      poprostu czlowieka, z tego co czytalam dobrego czlowieka. Fajnie sie masz ze
      Wam pomaga i ze sie nie wtraca, u mnie jest odwrotna sytuacja, mama sie wtraca
      prawie do wszystkiego i bardzo utrudnia zycie, ale staram sie to wszystko
      zniesc, bo tacy sa starsi ludzie, zyja po swojemu i podadto to matka mojego
      meza, jego rodzina iwec jak zaczynaja sie miedzy nami zgrzyty to biore 2
      glebokie wdechy i mowie sobie "jeszcze troche, jutro bedzie lepiej", nie wiem
      czy masz dzieci, jezeli tak to taka mama zawsze sie przydaje i dzieci tez
      potrzebuja dobrej babci zeby sie fajnie rozwijaly. Na Twoim miejscu nie
      wyprowadzalambym sie z domu, bo starsi ludzie potrzebuja towarzystwa zeby byli
      szczesliwi, ponadto to matka Twojego meza, wiec jezeli nie potrafisz jej
      zaakceptowac jako tesciowej to sproboj jako czlowieka, ktory bardzo potrzebuje
      Twojej pomocy by dobrze zyc do konca juz coraz to krotszego zycia. Byc moze
      poczujesz wtedy radosc z mieszkania z ta kobieta i pokochasz ja juz jako
      TESCIOWA- chyba dobra tesciowa. Pozdrawiam Cie bardzo goraco i zycze
      cierpliwosci w zyciu i duzo dobroci. Monika.
      • kamaha Re: Konflikt synowej i teściowej- wina synowej. 08.02.04, 14:00
        Podziwiam Cie , że potrafisz przyznać się do swoich błędów, ja do tego
        dochodziłam bardzo długo. Mój, a właściwie nasz konflikt z totalnie
        apodyktyczną teściową trwa od samego początku naszej znajomości, czyli już
        jakieś 12 lat. Ale to przecież nie o mnie mamy pisać (teściowa - temat rzeka).
        Powiem ci co u nas na jakiś czas skutkowało, po prostu szczera rozmowa.
        W twoim przypadku porozmawiałabym z teściową, powiedziała co mnie denerwuje i
        ustaliła jasne zasady. Wierz mi , jeśli kobieta jest w porządku to są duże
        szanse na powodzenie. A co do ciebie to postaraj się pewnych rzeczy po prostu
        nie widzieć, jak cię coś zdenerwuje to policz do dziesięciu i postaraj się
        pomyśleć, że babcia Twojemu dziecku jest bardzo potrzebna i jeśli maluszek ją
        kocha i ona nie robi mu krzywdy to będzie wszystko dobrze.
        Ja sobie świetnie zdaję sprawę, że to nie jest proste i rzyczę powodzenia.
        A jeszcze jedno, moja mama jest super, ale jeśli chodzi o Hanię to zrobiłaby
        dla niej i przy niej wszystko, na początku mnie to wkurzało, ale teraz juz nie
        i wierz mi nie raz musiałam sobie liczyć do dziesięciu.

        pozdrowienia magda
    • gosia_jgr Re: Konflikt synowej i teściowej- wina synowej. 08.02.04, 14:28

      Jak dla mnie to zbyt szybko szufladkujesz pewne sprawy. Nie umiesz porozumieć
      się z teściową. Być może. Załóżmy, że to fakt obiektywny. Przyjmujemy za
      prawdę. I zaraz stwierdzasz: „To moja wina.” Oj tutaj bym się zastanowiła.

      Wszystkie uczucia wobec teściowej, jakie opisujesz, są również moim udziałem.
      Jak założysz klub synowych z sercem z kamienia – ja się zapisuję!

      Żarty na bok! Obiektywnie rzecz ujmując moja teściowa to też dobra kobieta. A
      ja jej nie lubię. Nie lubię, kiedy chce mi pomagać. Nie lubię, kiedy czuję, że
      chciałaby ze mną w cztery oczy porozmawiać przy kawce. Nie chcę być dla niej
      siostrą miłosierdzia, która w imię miłości bliźniego będzie się dla niej
      poświęcać mieszkać z nią i być z nią, choć wiem, że ona tego by chciała i
      wyraźnie to sygnalizuje. Nie potrafiłyśmy zbudować dobrych relacji – to
      niczyja wina, po prostu nie udało się. Nasze kontakty – jakich ona by sobie
      życzyła – nie byłyby dla mnie satysfakcjonujące tylko frustrujące. Musiałabym
      się zmuszać do takich z nią kontaktów. Nie chcę przebywać z nią sam na sam.
      Nie interesują mnie sprawy, o których ona chce mi opowiedzieć. Nie chcę
      słuchać, kto w rodzinie poronił, kto zrobił dużą kasę, jak mam prowadzić mój
      dom i jacy wg niej są mężczyźni. Nie każda osoba, którą spotkam będzie moim
      przyjacielem/przyjaciółką, nie z każdą wejdę w głębsze relacje. Niczyja wina.
      Potrzebuję dobrych kontaktów z innymi kobietami również tymi w jej wieku – co
      więcej – mam takie kontakty, ale z moją teściową jakoś mi się nie ułożyło i
      już się nie ułoży – przyjaciółkami nie będziemy, nie będę się jej zwierzać z
      moich problemów – choćby chciała. Konsekwentnie nie korzystam też z jej
      pomocy, choć wiem, że ona chce się w ten sposób wkupić w moje łaski. Przyjaźni
      się nie kupi. No i najważniejsze: Nie możemy razem mieszkać. Tak samo jak nie
      mogłabym mieszkać chociażby w akademiku z jakąś narzuconą mi z góry osobą. To
      by było takie ubezwłasnowolnienie mnie, uwięzienie, pogwałcenie mojej
      wolności. Nie chciałabym, żeby taka osoba była blisko mnie, patrzyła co robię,
      chciała mi pomagać – choćby była aniołem w ludzkiej skórze. Nie!

      Moja teściowa powiedziała do mnie kiedyś coś takiego: „Ja do ciebie z sercem
      na ręku, a ty się tak odwzajemniasz!” Po jakimś czasie przyszło mi do głowy
      coś takiego: Co miałaby zrobić kobieta, jeśli przytrafiłby się jej adorator –
      po prostu książę z bajki, który by do niej z sercem na ręku? On by chciał się
      z nią ożenić, a ona która go nie kocha – co miałaby zrobić? Z uprzejmości
      wyjść za niego za mąż, choć go nie kocha? A my z uprzejmości mamy stać się
      tymi osobami, które chciałyby widzieć w nas nasze teściowe, choć ich nie
      lubimy? A może łyknąć sobie pigułkę na pokochanie/polubienie osób, których nie
      lubimy?

      Moim zdaniem ani zmuszanie się do kontaktów z teściową, których nie chcesz,
      ani obwinianie się o to, że nie spełniasz jej potrzeb czy oczekiwań do niczego
      dobrego Cię nie doprowadzi. Im bardziej będziesz się zmuszała, tym paskudniej
      będziesz się czuła. A co dobrego przyniesie Ci zadręczanie się, że to Twoja
      wina? Czy to coś zmieni na lepsze? Nie wierzę. Każdy boi się samotności i
      każdy sam jest odpowiedzialny za takie ułożenie sobie życia, żeby nie był
      samotny. Ale nie można się narzucać. Czy Twoja teściowa ma grono przyjaciół i
      znajomych, może ktoś z kręgów rodzinnych, z kim spędza czas, z kim może
      porozmawiać o swoich sprawach? Czy ma przyjaciółkę od serca? Czy wiesz, że w
      swoim życiu potrafiła pielęgnować więzy przyjaźni z kimś o podobnych
      zainteresowaniach? Moja nie bardzo. Gdy przeszła na emeryturę ustały kontakty
      z ludźmi, te które miała w pracy i brak jej po prostu bycia z ludźmi. Tak
      sobie myślę, że ona chciałaby, żebym ten brak kobiet w jej życiu ja zapełniła.
      Potrzebuje słuchaczki dla swoich wywodów o innych ludziach i kogoś, komu
      mogłaby pomagać, doradzać itp. Chce się czuć potrzebna i chce się
      dowartościować w ten sposób. Ale ja nie chcę pełnić takiej roli – roli
      narzuconej mi przez kogoś – panienki do towarzystwa i dziecka, któremu można
      dawać dobre rady a nawet przymusić do zastosowania się do nich.

      Myślę, że najbardziej ciąży Ci fakt, że w pewien sposób jesteś od niej
      uzależniona przez to, że mieszkacie u niej. Twoje poczucie winy wynika chyba
      też z tego, że masz wobec niej dług wdzięczności do spłacenia za to, ze
      przyjęła Cię pod swój dach. Stąd chyba te namowy rodziny, żebyś się jej jakoś
      odwdzięczyła i żebyś nie wyszła na niewdzięcznicę i dziewczynę bez serca.
      Choćby ta kobieta była aniołem i tak będziesz miała doła z tego powodu , że
      nie macie osobnego mieszkania. To zrozumiałe, że chciałabyś – jak zdecydowana
      większość osób, które zawarły związek małżeński – mieszkać na swoim. Moim
      zdaniem do tego powinnaś dążyć i skupić swoją energię i pomysłowość na
      osiągnięciu tego celu. Nie bój się i mów o tym głośno również swojej
      teściowej – to nie powinno jej ranić, bo to normalna sprawa, że dzieciaki w
      pewnym momencie wyprowadzają się z domu rodzinnego i wcale nie oznacza to, że
      chcą zerwać wszelkie kontakty z rodzicami i skazać ich na samotność. Wręcz
      przeciwnie. Większość chce utrzymywać kontakty i wspomagać rodziców, ale też
      chce mieć swój świat, do którego rodzice nie mając wglądu. Mieszkając z
      rodzicami nie mogłabym np. chodzić po mieszkaniu nago albo pozwolić sobie,
      żeby zapuścić mieszkanie, bo akurat czytam fascynującą książkę i mało mnie
      wzrusza, że kurz nie starty a gary nie pomyte w zlewie. Dla wielu osób to
      olbrzymi dyskomfort, jeśli rodzic non-stop obserwuje poczynania swego
      dorosłego dziecka, a dyskomfort jest jeszcze większy, gdy jest to rodzic
      współmałżonka. A jak się mieszka w jednym mieszkaniu to nie sposób uniknąć
      uczucia, że się jest non-stop obserwowanym jakby pod czyjąś kontrolą. Tak
      naprawdę człowiek nie może być sobą na 100% tylko ciągle się kontroluje, w
      którym pokoju jest rodzic, czy wszystko dobrze zrobił itp. To dołuje. Możesz
      starać się wmówić sobie, że to taka dobra osoba, ale to nic nie da. Masz
      rację, że chyba wasze kontakty byłyby o wiele lepsze, gdybyście nie mieszkały
      razem. Z Twojego posta widać, że nie masz zamiaru skrzywdzić tej kobiety. Ale
      cóż, nie zmusisz się do pokochania czy do polubienia kogokolwiek, bo on tak
      chce albo nawet bo bardzo tego potrzebuje a Ty masz wobec niego dług do
      spłacenia. I nie miej o to do siebie żalu. Dopóki nie krzywdzisz tej kobiety
      złym słowem albo zachowaniem nie fair, wolno Ci być po prostu sobą bez
      wpasowywania się w role, które Ci nie leżą.

      Życzę Ci żebyś znalazła sposób na własne lokum. Dopóki go nie masz – nie
      krępuj się i mów o swoim marzeniu głośno – wygadanie się b. pomaga przetrwać
      trudne czasy. Jestem pewna, że to tylko kwestia czasu, kiedy zrealizujesz
      swoje marzenie. Nie zapomnij też zapewnić teściowej, że gdy się od niej
      wyprowadzicie, na pewno nie porzucicie jej na zawsze.
    • wawrz Re: Konflikt synowej i teściowej- wina synowej. 08.02.04, 23:55
      Dzięki wielkie, dziwczyny!!!Czytam te posty cały czas!Może coś mądrego wejdzie
      mi do głowy!Naprawde mądre rzeczy piszecie,naprawde.Spróbuje liczyć do
      dziesieciu i zacząć traktować ją jak człowieka a nie teściową,ale myśle ze to
      jest tak jak napisała Gosia poprostu to nie przejdzie nie będziemy
      przyjaciółkami i tyle ale spróbować moge.Może spełni sie moje marzenie własny
      kącik będe do tego dążyć!!Dzięki Pozdwawiam Aneta z Krakowa
      • 12345678mm Re: Konflikt synowej i teściowej- wina synowej. 09.02.04, 00:31
        Witam!!!
        Uważam, że sama sobie z tym nie poradzisz. Charakterek charakterkiem, ale może
        należy zrobić podstawowe badania, ustalić przyczynę takiej nerwowości.
        Pomagają różne prepataty, witaminy czy nawet porada u psychologa lub psychiatry.
        Masz takie a nie inne podejście do ludzi, a teściowa jest najblizej i to ona
        stała się kozłem ofiarnym. Jeżeli nie zrobisz nic aby zmienić obecny stan to
        wczesniej czy później agresję przeniesiesz na dziecko i po kolei na wszystkich
        do samozatracenia. W tej chwili potrafisz być samokrytyczna i to najlepszy
        moment aby zacząć pracę nad sobą. Życzę powodzenia.
        • grzalka Re: Konflikt synowej i teściowej- wina synowej. 09.02.04, 10:07
          Witam,
          Swietnie Was rozumiem- moja teściowa tez jest obiektywnie w porzadku, no, ale
          mnie drazni i dziala mi na nerwy. Po prostu, gdyby to byla obca osoba to bym ja
          omijala 9drazni mnie tem typ charakteru, a nie dlatego, ze to Tesciowa).
          Próbowalam sie przemóc, próbowałam grac- nie umiem. Staram sie jak najmniej z
          nia przebywac sam na sam. Tez miałam z nia kiedys powazna rozmowę, kiedy ona
          rozżalona, spytała mnie dlaczego ja ja tak traktuje (tzn nie traktuje jak
          najlepszego przyjaciela i z dystansem). Powiedzialam jej, że mnnie irytuje, i
          ze nic na o nie poradzę- i to był błąd. Nie pierwszy zresztąwink. Nie ograniczam
          kontaktów wnuczki z babcia, ani mojego męża z nia, ale swoje ograniczam dla
          własnego zdrowia psychicznego. Tak jest i nic na to nie poradzę- to jest
          najlepsze wyjście. Na szczęście z nia nie miszkam- może Ty tez masz szanse sie
          wyprowadzic? To duzo ułatwia- wiem, bo mieszkalam z Tesciowa rok i
          wręcz "uciekalam" z domu, szukalam sobie mnóstwo zajęc.

          A według mnie post powyzej jest nieco na wyrost.
        • laskosia Re: Konflikt synowej i teściowej- wina synowej. 09.02.04, 10:38
          witam
          niestety też doświadczam na sobie tego co Ty....
          szanuje moją Teściową - to matka mojego męża, nie kocham jej tak jak mojej mamy-
          nie muszę - miłości, bliskości, chęci przebywania razem nikt nie może na nas
          wymuszać- każdy jest szczęśliwy dopiero wtedy kiedy robi coś "od siebie" a nie
          pod wpływem innych, bo tak wypada, bo nie można być takim niewdzięcznikiem...
          od listopada gryzę się z myślami jak się uwolnić, od ubiegłego tygodnia wiem na
          100% , że jeśli się nie wyprowadzimy nie będzie dobrze...
          jeszcze przed ślubem "musiałam" poddawać się nakazom matki mojego męża-
          *jeśli chcecie wziąć ślub, musi być wesele- żeby było wesele musisz mi
          posprzątać w domu - ja jestem stara i niestety sama sobie nie poradzę....
          -posprzątałam
          *to będzie twój dom, musisz kupić kwiaty i posadzić na balkonie, musisz zadbać,
          będziesz tu mieszkać...
          -kupiłam i posadziłam kwiaty....
          *musisz jeść obiad razem z mężem - on bez ciebie nie zje...
          - jadłam... (przez grzeczność przytyłam 10kg)
          *mam dla was propozycję, pojedźcie na wieś (propozycja nie do odrzucenia- nie
          ważne co sobie wcześniej zaplanowaliśmy)
          - jechaliśmy... po co nam trzaskanie drzwiami i wyzywanie "snobki" wszystko
          sami, nic wam nie można powiedzieć...
          * urodziło się dziecko, rób tak tego nie rób
          - godziłam się, choć już nie na wszystko...
          aż dowiedziałam się, że przez nas dziecko choruje bo w deszcz nie zgodziliśmy
          się na "macie iść na spacer"
          zima, mróz - 2 kurtki zimowe wiszą - moja córka w polarowych bluzach i wiosenno
          jesiennej kurtce na spacerze - ups za szybko wróciłam z pracy ! Teściowa nie
          zdążyła przede mną , na pytanie dlaczego nie ma zimowej kurtki, usłyszałam -
          "Babci było ciepło to i wnusi też, zresztą ja wiem lepiej jak ją ubrać" - nie
          skomentowałam tego, zrobiło mi się przykro ale NA TO NIE POZWOLĘ!!! to bardzo
          ważne gdy można liczyć na pomoc rodziców, teściów w wychowaniu dziecka, ale
          uważam, że nikt nie ma prawa przy dziecku podważać autorytetu rodziców - nie
          pozwolę by moja córka w przyszłości powiedziała - mamo nie znasz się , babcia
          wie lepiej. Nie pozwolę by w domu mówiono mi "masz myśleć tak..." byłam miła ,
          starałam się polubić moją teściową jednak nie wyzbędę się siebie, własnej
          osobowości tylko po to by zrobić jej przyjemność. Poza tym, że w ubiegłą
          niedzielę dowiedziałam się, że nie mamy prawa do 2 tygodniu urlopu z mężem i
          dzieckiem (żeby było jasno- 2 tygodnie u mojej kuzynki nad naszym polskim
          morzem)- nie pozwolę by moja rodzina się rozpadła, byśmy byli kalekami
          emocjonalnymi... Bardzo kocham mojego męża i moją córeczkę, cieszyłam się że
          teściowa zaoferował nam pomoc w zajmowaniu się małą bym mogła wrócić do pracy,
          szanuje ją za to i jestem jej wdzięczna ze swojej strony również oferowałam
          pomoc w pracach domowych, zakupach , ale nie wyrzeknę się prawa do własnego
          myślenia tak jak tego ode mnie żądano... różni są ludzie, różne charaktery i
          osobowości ja o tym wiem i tak jak powiedziała Gosia nie wszystkich musimy
          kochać - wystarczy szanować siebie na wzajem, być szczerym i życie będzie
          prostsze, nie każdy jednak chce to zrozumieć
          może wychodzi tu ze mnie "wyrodna synowa" niech każdy osądzi jak chce- a ja
          wiem, że mam prawo do bycia taką jaką jestem - innym tego nie zabraniam, każdy
          z nas ma prawo być sobą i robić to co uważa za słuszne , jeśli tylko nie
          krzywdzi innych
          ja czuję się skrzywdzona i bardzo chciała bym być taka jak jeszcze rok temu -
          dlatego uważam, że godzenie się na coś wbrew sobie to nie jest dobre wyjście,
          ja zabrnęłam w ślepą uliczkę i jest we mnie żal ... na ogół mam silną
          osobowość, jestem wesoła, otwarta i szczera - a jak zauważyłam ostatnio
          zamknęłam się w sobie, nie potrafię zrozumieć dlaczego mój ukochany mężczyzna
          pozwolił mi doświadczyć "nadopiekuńczości" swojej mamy ...
          to bardzo przykre i boli... ale tak jest
          życzę Wam dziewczyny byście zawsze były sobą i nie bały się powiedzieć swojego
          zdania choć czasem trzeba policzyć do dziesięciu albo nawet do dwudziestu...

          Kasia

          p.s.
          przepraszam, że tak chaotycznie ale ciągle to jeszcze siedzi we mnie ....
          mam o tyle dobrą sytuację, że mimo iż żyjemy w jednym domu , my mamy swoją
          kuchnię,łazienkę i pokój
    • aniamamamif Re: Konflikt synowej i teściowej- wina synowej. 09.02.04, 12:04
      Ja mam podobnie, ale na szczęscie nie mieszkam z teściową.
      Żeby się nie powtarzać napiszę tylko, że zgadzam się całkowicie z Gosią_jgr.
      Moja teściowa, mimo, iż obiektywnie rzecz biorąc jest osobą miłą, kulturalną,
      wykształconą, stara się zaskarbić moją sympatię itp. nie jest i nie zostanie
      moja przyjaciółką.
      Po prostu jest w tej kobiecie coś, co MNIE drażni (więc w tym ujęciu wina za
      nasze niewzorowe kontakty leży po mojej stronie).
      Co z tym robić?
      Ja po prostu unikam bezpośrednich kontaktów z teściową - nie jest to trudne, w
      czasie wizyt (a wypracowałam akceptowalną dla wszystkich częstotliwość raz na 2
      tygodnie) ja zajmuję się kuchnią, moją mamą, moim rodzeństwem, dziećmi a
      teściowie głównie dziećmi, trochę moim mężem i innymi gośćmi. Staram się
      zapraszać ich głównie wtedy, gdy planowani są inni goście. Po prostu gdy
      jesteśmy sami rozmowa trochę kuleje smile)).
      Długo się zastanawiałam, czemu tak jest i czy ma na to wpływ fakt, że to moja
      teściowa, a nie np. sąsiadka. I doszłam do wniosku, że jednak ma to wpływ i to
      zasadniczy.
      U teściowej tropię potknięcia, przyjmuję bardzo osobiście wszystkie komentarze.
      To co by mnie u sąsiadki ubawiło, u teściowej drażni i zniesmacza.
      I nic na to nie poradzę. Mnie po prostu nie interesuje, to co ona ma do
      powiedzenia.
      Oczywiście jestem miła, niestety ograniczam trochę kontakty, ale gdybym tego
      nie robiła, to miałabym ich w domu co weekend, przygotowuję obiad co dwa
      tygodnie, staram się rozmawiać itp.
      Słowa krytyki? Nie mam.
      Słowa pociechy? Sytuacja się poprawi, gdy się wyprowadzicie. Wtedy pewnie
      bardziesz docenisz pomoc z jej strony smile)).
      Pozdrawiam,
      Ania
    • fionna Re: Konflikt synowej i teściowej- wina synowej. 09.02.04, 13:42
      Nie wiem czy Cie to pocieszy - nie jesteś sama. Ja czuję to samow stosunku do
      mojej teściowej, na szczeście mieszkamy daleko od siebie i widujemy się parę
      razy w roku. Gdybyśmy mieszkali w tym samym mieście, lub. nie daj Boże w jednym
      domu, to chyba skończyłabym w psychiatryku.
      Obiektywnie - to też tzw. dobra kobieta, ale starsznie działa mi na nerwy. Ona
      stara się być miła, kupuje mi prezenty, kocha wnuczka itd. Nie cierpie jej
      nadmiernej opiekuńczości, tej nieustannej chęci niesienia pomocy.
      Gdyby to była jakaś dalsza znajoma to nawet bym ją lubiła - a tak - jak
      pomyślę, że niedlugo przyjedzie do nas z dłuższą wizytą, to trzeba sobie
      zakupić melisę lub coś innego na uspokojenie.
      Najzabawniejsze - kiedy z moim facetem jeszcze nie byliśmy "na poważnie" ze
      sobą, to nawet ją lubiłam. Chyba nie ze wszystkimi ludźmi chcemy wchodzić w
      bliższy kontakt.
      W moim wypadku pomaga mieszkanie ok. 500 od siebie, a w czasie, gdy musimy
      razem przebywać staram sie trzymać jęzor za zębami i liczę dni/godziny do
      wyjazdu.
      Pozdrawiam
      • wawrz Re: Konflikt synowej i teściowej- wina synowej. 10.02.04, 00:11
        Dzięki dziewczyny jeszce raz, zazdroszcze czym co mieszkają daleko od
        teściów!!!Wiesz fionna pocieszyło mnie to troszke!Pozdrawiam
    • merigold_triss Re: Konflikt synowej i teściowej- wina synowej. 10.02.04, 11:37
      wiesz wydaje mi sie ze nie wszystko masz z tesciowa jednak zalatwione.cos mi tu
      tak niezbyt czysto jest.....mysle ze to ok ze nie chcesz jej pomocy ,ze nie
      chcesz z nia mieszkac itd.masz prawo.tylko zastanow sie co cie tak zlosci i co
      wlasciwie mozesz zrobic zeby sobie stworzyc fajna sytuacje do zyciasmile
      powodzeniasmile
      • pesteczka5 Re: Konflikt synowej i teściowej- wina synowej. 10.02.04, 23:18
        Kochane dziewczyny,
        Rany Boskie... Czytam i włos mi się jeży na głowie... Ja też mam teściową w
        pełni godną tego tytułu i wypisywałam tu raz czy dwa różne rzeczy, można
        poczytać... ale mam też synów... wspaniałych małych facetów, których uczę
        wszystkiego co najlepsze i kocham do bólu, do łez i co tam jeszcze. I jak
        pomyślę sobie, że ich żony będą mnie unikać, bo się nie umieją zaprzyjaźnić i
        wszystko je we mnie drażni... choć im obiektywnie nie zawinię, bo jestem
        wykształcona i dosyć mam nadzieję kulturalna i nawet coś czytam, czymś się
        interesuję i własne życie na starosć też myślę że będę miała, i na pewno nie
        bedę im na siłę prasować ani sprzątać bo teraz tez tego nie robię... a one i
        tak mnie będą unikać...

        Wiecie co, współistnienie na świecie synowej i teściowej to jednak dramat z
        założenia. Ja nie chcę. Póki co, choć uważam o mojej teściowej to co uważam, im
        jestem starsza, tym bardziej jej oddaję to co jej się należy, pilnuję męża,
        żeby do niej dzwonił, pytał o zdrowie, odwiedził, gdy chora a dziś zostawiłam
        dzieci swojej mamie i przyjechałam kawał świata do niej z nim, bo leży w
        szpitalu, o co się zresztą zatroszczyłam czując przez telefon, że z nia źle. I
        żal mi jej, ze to ja bardziej się o nią troszczę niż jej syn, cieplej i czulej
        (tak!) sie do niej odnoszę.
        Ja mam charakterek, ona ma i właśnie nam razem nie po drodze - tak jak Wam. Ale
        jak sobie pomyślę, że moi synowie... Jeden może będzie papieżem, a drugi? smile)
        JA NIE CHCĘ MIEĆ SYNOWEJ!!!

        Przepraszam, ze trochę nie na temat... I trzymajcie się. Ja, fakt, nigdy z
        tesciową nie mieszkałam i wolałabym jeść suchy chleb niż tydzień takiej
        współegzystencji. Myślę, że to jest clou . Pozdrawiam
        • aniamamamif Re: Konflikt synowej i teściowej- wina synowej. 11.02.04, 10:54
          Hej pesteczko5,
          Ja też mam dwóch synów i też, mam nadzieję, zostanę kiedyś teściową i babcią.
          I chociaż NIE LUBIĘ swojej teściowej, to dbam o tzw. poprawne kontakty.
          Jestem miła, nie przeszkadzam , a nawet inicjuję te nasze co dwutygodniowe
          spotkania (mojemu mężowi i one nie są potrzebne, choć jest kochanym i
          kochającym synem, ale jakoś nie przywiązuje wagi do takich "drobnostek"),
          kupuję prezenty na różne okazje, przypominam o telefonach z okazji imienin itd.
          Tak jak już wcześniej pisałam, wiem, że drażni mnie DLATEGO, że jest moją
          teściową.
          I, ponieważ widzę, że kobieta nic mi nie zawiniła, staram się pracować nad
          własnym postępowaniem, tzn. żeby nie odczuła, że coś jest bardzo nie tędy...
          Pytałam nawet moją mamę, czy coś ją razi w miom podejściu do teściowej,
          stwierdziła, że raczej nie. Oczywiście nie mam złudzeń, że teściowa uważa, że
          bardzo się lubimy, ale egzystujemy naprawdę poprawnie.
          Co nie zmienia faktu, że mnie DRAŻNI, i , jak w tytule wątku, TO MOJA WINA...
          Pozdrawiam,
          Ania
        • vo.vo1 Re: Konflikt synowej i teściowej- wina synowej. 11.02.04, 23:34
          Pesteczka5----> Ja też N I E CHĘ MIEĆ S Y N O W E J !!!!!!!!!! smile)))
    • barbs Re: Konflikt synowej i teściowej- wina synowej. 11.02.04, 10:48
      No właśnie - ja też czytam i włos mi się jeży na głowie. Też mam teściową, też
      apodyktyczną, w dodatku wdowę, a mój mąż to jedynak! Takich jak Wy opisujecie
      mogę tylko pozazdrościć. I tak sobie myślę, że na takie postawy na NIE,
      najlepszym lekarstwem jest postawienie się w sytuacji tej nieszczesnej
      tesciowej - dziewczyny, przeciez nas tez to kiedys czeka - jak bedziemy sie
      czuć, kiedy samotne, po 50-ce, szukając zrozumienia u - jak by na to nie
      patrzeć - RODZINY! usłyszymy, że jesteśmy irytujące ??? Wiem, że następnym
      zdaniem włożę kij w mrowisko, ale w końcu to Forum smile - tu nie psycholog
      potrzebny - więcej empatii, mniej egoizmu!
      Pozdrawiam,
      Barbs
      • fionna Re: Konflikt synowej i teściowej- wina synowej. 11.02.04, 11:31
        Nie można się zmusić do lubienia. Nic na to nie poradzę. Moja teściowa nie jest
        jakimś potworem, jak niektóre opisywane na forum. Napiszę co mnie w niej
        drażni - może zyskam trochę zrozumienia... Jestem bardzo samodzielna i nie
        cierpię, jak ktoś narzuca się z pomocą, dla mnie nie znaczy nie, a ona po moim
        trzecim "nie" mówi "a może jednak" wtedy mam ochotę wrzasnąć. Zrobiła ze
        swojego synka taką sierotę - kiedy się poznaliśmy nic nie umiał zrobić (umyc po
        sobie szklanki, wyprać skarpetek, przybić gwoździa). Wszystko robiła za niego
        mamusia. I jak przyjeżdża to nadal tak się zachowuje - i psuje cały mój wysiłek
        wychowawczy. Traktuje nas jak dzieci - sprawdza czy w lodówce coś się nie
        zepsuło, ustawia np. jogurty wg terminu przydatnośći do jedzania (wg takiej
        kolejności mamy jeść!!!).
        Oczywiście, to są niby drobnostki, ale mnie po prostu trafia (jestem dość
        choleryczna) i długo nie wytrzymuje w roli grzecznej synowej.
        Pozdrawiam
        • fionna Re: Konflikt synowej i teściowej- wina synowej. 11.02.04, 11:34
          chciałam jeszcze dopisać - ona nie rozumie, czemu się wściekam - przecież robi
          to, co robiła całe życie - obsługuje swojego synka (teraz ma jescze mnie-
          córeczkę), chcę pomóc itd.
          • pesteczka5 Re: Konflikt synowej i teściowej- wina synowej. 11.02.04, 15:53
            Fiona,
            a nie możesz tego wykorzystać i usiąść sobie na sofie z książką i wsuwać te
            jogurty po kolei? I jeszcze kawy sobie kazać zrobić?
            • wawrz Fiona odpowiedz na pytanie Pasteczki5-ciekawe jest 11.02.04, 22:59
              Moja mama cały czas mi to powtarza żeby to wykorzystywać wypić kawke zrobioną
              przez nią ,żeby coś tam poukładała itp.-no i właśnie jestem ciekawa
              odpowiedzi.Bo wszyscy do okoła mi mówią że jestem głupia ze się tak wściekam.!?
              • fionna Re: Fiona odpowiedz na pytanie Pasteczki5-ciekawe 12.02.04, 07:53
                Ja od czasu do czasu to bym mogła wypić tę kawkę, ale tak ciągle. Współczuję
                Ci, że musisz mieszkać z teściową. Ja bym chyba nie wytrzymała.
                Poza tym nie można dać się zagłaskać na śmierć.
                Pozdrawiam
            • vo.vo1 Re: Konflikt synowej i teściowej- wina synowej. 11.02.04, 23:24
              smile smile smile
            • vo.vo1 Re: Konflikt synowej i teściowej- wina synowej. 11.02.04, 23:29
              Te uśmiechy poprzednie to dla pesteczki5. Viola
            • fionna Re: Konflikt synowej i teściowej- wina synowej. 12.02.04, 07:49
              Nie wiem czy książka wchodzi w głowę - bo moja teściowa ciągle nadaje,
              musiałabym zachować się grzecznie i chociaż udawać, że słucham
              • laskosia Re: Konflikt synowej i teściowej- wina synowej. 12.02.04, 10:35
                wiecie dziewczyny , mi wydaje się, że wystarczy szacunek - wszystko będzie ok
                kiedy będziemy się szanować, pod warunkiem że będzieMY, ja szanuję Ciebie- Ty
                szanujesz mnie.
                tak jak pisałam nie kocham mojej teściowej ale nie znaczy to, że nie pomogę jej
                jeśli będzie tego potrzebowała, tak jak większość z Was pamiętam (i przypominam
                o tym mężowi) o jej urodzinach, imieninach, o prezentach na święta - ja ją
                szanuję i jestem wdzięczna, że pomaga nam, ale nie znaczy to, że muszę
                zrezygnować z siebie , bo ona tego ode mnie żąda ...
                pomagam jej i będę pomagać, ale chciała bym decydować o wspólnie z mężem o tym
                co robimy, co kupujemy, co jemy, z kim się przyjaźnimy, jak ubieramy dziecko...
                każdy ma prawo do bycia sobą, tyle się słyszy o byciu asertywnym, czy
                teściowych to nie dotyczy ? czy im nie można odmówić gdy np. trzy razy
                grzecznie dziękujemy za jej "schabowego" bo mamy ugotowany przez siebie
                wcześniej obiad a ona mimo tego przychodzi z wielkim półmiskiem ziemniaków i
                kotletem bo postanowiła, że mamy to zjeść ? ....
                ja szanuję innych ludzi i tego samego oczekuję od nich
                mówię prawdę bo nie chcę być oszukiwana
                i nie jestem "egoistką i samolubem" dlatego, że jestem synową a "wszystkie
                synowe takie są"
                moja teściowa nie jest ode mnie "mądrzejsza o 30lat" dlatego, że jest starsza

                ja chcę być sobą- ona niech będzie sobą
                ja chcę za 30lat mieć swój bagaż doświadczeń - ona niech ma swój

                naprawdę wystarczy tak niewiele by było lepiej, tylko muszą chcieć tego obie
                strony, nie można uprzedzać się do tego, że jak będę teściową to będę starsza-
                moja teściowa uważa, że jej dzieci "kiedyś ją oszukają, jej synowe mogą oszukać
                jej synów" ja wiedząc o tym czuję się jak "ofiara" na którą przygląda się i
                czeka kiedy mi powinie się noga...
                może byłam naiwna wierząc, że wszyscy ludzie są dobrzy i bezinteresowni...
                przykro mi tylko słysząc, że np. jej drugi syn ma wobec niej zobowiązania o
                których jego żona nie musi wiedzieć - dla mnie takie stwierdzenie jest
                równoznaczne z brakiem szacunku to tej synowej... ja nie chcę tego, nie chcę by
                mój mąż ukrywał coś przede mną ... ja nie ukrywam

                szacunek, jeszcze raz szacunek z obu stron
                wtedy będzie dobrze
                kasia


                p.s.
                moja teściowa, utrzymywała bardzo "okrojony" kontakt ze swoimi teściami







                • grzalka Re: Konflikt synowej i teściowej- wina synowej. 12.02.04, 11:11
                  Pesteczko- mam nadzieję, ze Twoje synowe będa w porzadku. Nawet nie wiesz,
                  jakiego ja miałam kaca moralnego, ze wkurza mnie moja teściowa- nadal mam. Ale
                  na poczatku zagryzałam wargi i byłam grzeczna i spolegliwa, a ze temperament
                  mam cholerycki i adrenalina parowała mi uszami to potem sobie odbijałam na Bogu
                  ducha winnych.
                  Moja Teściowa to taki typ, który nie potrafi słuchac, tylko mówi i to głównie o
                  sobie- no, ok, moge troche posłuchać, ale bez przesady. Po drugie ma to do
                  siebie, ze nigdy sie nie obraża i jak ja wywalic drzwiami to wejdzie oknem.
                  Nikt jej oczywiscie nie wywala, ale nie łapie aluzji, ze nie chcemy sie z nia
                  spotykac kilka razy w tygodniu, trzeba jej to powiedziec niestety wprost.
                  To absolutnie nie jest typ osoby samotnej, ona po pierwsze jest czynna
                  zawodowo, po drugie bardzo towarzyska, ma mnóstwo znajomych, ciagle chodzi na
                  jakies imprezy, wyjeżdza itd- naprawde nie jesteśmy jej jedynym towarzystwem. I
                  ja nie rozumiem dlaczego, jak mój mąż ma dyzur ja miałabym z nia spędzac dzień
                  (regularnie pada propozycja, a na moja odmowę zawsze słyszę: to co , będziecie
                  CAŁY DZIEŃ SIEDZIEC SAME W DOMU). Nic nie poradze, ze mi nerwy puszczają.
                  Druga sprawa- gdybym załóżmy miała syna (co sie moze zdarzyćwink) a co za tym
                  idzie i synową i wiedziałabym o tym, że ja drażnię, to raczej nie naciskałabym
                  na kontakty- a moja tesciowa naciska, bo do niej nie dociera. A przeciez moze
                  widywac wnuczkę (beze mnie) 2 razy w tygodniu. A syna ile tylko chce, byle by
                  to nie kolidowało ZA BARDZO z naszym zyciem rodzinnym.
                  Ja naprawde szanuje moja tesciową, ale musze tez walczyc o siebie i o swoje
                  zdrowie psychiczne. Tez jej pomoge (pomagam) gdy tego potrzebuje. Naprawdę
                  załuję, ze nie mozemy byc przyjaciółkami, no, ale tak wyszło, trudno.
                  pozdrawiam
                  Asia
                  • fionna Re: Konflikt synowej i teściowej- wina synowej. 12.02.04, 12:55
                    Grzalko - czy my nie mamy tej samej teściowej? Moja też nie rozumie słowa nie,
                    chce mnie uszczęśliwiać na siłę itd. Też ma swoich znajomych, nowego męża, więc
                    nie jest samotna i zaniedbana (przez nas).
                    Po prostu nie nadajemy na tych samych falach, nie potrafię z nią rozmawiać itd.
                    To nie znaczy, że ona jest powtorem, że nie pomogę jej, kiedy będzie jej
                    potrzebowała. Wolę w wolnym czasie przebywać z innymi ludźmi, których lubię.
                    Też jestem choleryczna i przed każdą wizytą muszę obiecywać mężowi, że będę
                    grzeczna, nie będę "pyskować" (tzn. mówić co myślę).
                    Pozdrawiam
                    • pesteczka5 Re: Konflikt synowej i teściowej- wina synowej. 20.02.04, 21:08
                      Dziewczyny,
                      ja nie oręduję za teściowymi. Przynjamniej nie taki miałam zamiar. Poza tym,
                      Wasze to przy bliższym oglądaniu jednak nie sąprawdziwe kryształy, którym
                      synowe robią krzywdę - Twoja teściowa, Grzałko jest wścibska i to moze drażnić,
                      na pewno.
                      Moja teściowa to naprawdę okaz, ja tylko widzę, że jak teraz była/jest jeszcze
                      chora, to ode mnie dostała tę porcję troski i ciepła (tak, ciepła), która ją
                      niemal uleczyła, nie od syna - choć mój mąż nie jest potworem. Ale to mojej k o
                      b i e c e j trosce, intuicji itp. zawdzięcza tra-ta-ta-ta. Nie w tym rzecz.
                      Po prostu generalnie myślę sobie, że to coś kiepsko wymyślone z tymi dwoma
                      babami do jednego faceta (teściowa i synowa) i tak sobie gdybam, gdybam, co to
                      będzie kiedyś i powtarzam sobie już dziś, nie dla siebie chowasz te brylanty
                      kobieto...
                      Ale bym chciała żeby mnie nie zmiatała wzrokiem pobłażania, pogardy,
                      wykluczenia ta Najważniejsza Kobieta Ich Życia.

                      To w końcu prawidłowa kolej rzeczy, że żona staje się tą pierwszą i matka jeśli
                      madra, powinna się z tego cieszyć i nie psuć. Tylko ze środka czasem nie
                      wszystko dobrze widać.

                      Eeee, zaczynam truć. No to pa
                      • pesteczka5 Re: Konflikt synowej i teściowej- wina synowej. 20.02.04, 21:17
                        Jeszcze jedno, jak mam potrzebę "pyskować czyli mówić co myślę" tesciowej, to
                        staram się przelać ten pogląd w męża, tak coby go uhołubił i uznał za swój, i
                        jako taki mamie podał, hihihi Czasem nawet nie całkiem świadomiewink
                        Lepiej działa na wszystkich, naprawdęsmile))
Pełna wersja