kirsza1
27.01.10, 07:35
Postanowiłam, że napiszę co mnie męczy i nie wiem co już z tym robić.
Mianowicie mam syna co ma 21 miesięcy, nie mam już siły, wymusza co się da,
wiecznie wrzeszczy, nie ma dnia że wstanie rano i się uśmiechnie i coś powie (
bo z mową marnie) tylko marudzi i wrzeszczy od rana, teraz siedzę w domu bo
chora jestem, mąż odprowadził go do żłobka, mimo, że byłam z nim rano tylko
godzinę, może nawet i mniej, mam dość, boli już mnie głowa (a jak rano wstałam
nie bolała), może to i głupie ale mam uczucie jak by mi się przez niego świat
zawalił, wieczne ograniczenia, wysłuchiwanie jęków…mam wrażenie że to nie dla
mnie, nie nadaje się. Nie mam ochoty się nim zajmować bo po prostu chwilami
mam go dość. Są oczywiście momenty fajne, ale i tak te złe mi przesłaniają
wszystko.
Nigdy nie było tak, że było super, jak był mały odciągałam 6 miesięcy mleko bo
nie chciał ssać, wiec tez tego miałam dość, potem inne problemy i tak się
nawarstwia, wokół ludzie mówili ze okres minął najgorszy i teraz będzie
fajnie, a ja się tak nie czuje, czuje się okropnie, wiecznie smutna, zdołowana
i zła na własne dziecko, Kocham go ale jakoś dziwnie, czuje jak odbiera mi
radość życia, nie wiem co z tym robić, nie mam za dużo czasu, wręcz mam go
bardzo mało i nie mam nawet jak pójść do psychologa i pogadać, zresztą co to da??
Nie mam ochoty do ludzi wychodzić, na imprezy bo i po co jak rano trzeba do
niego wstać?? Nie można odespać, nie ma możliwości żeby do dziadków poszedł.
Chciałabym, żeby było inaczej ale nie potrafię jakoś sobie poradzić.
Jak Wy to widzicie? Czy ktoś może czuł się podobnie? Czy jakoś to można
zmienić? Bo ja już wątpię. Dodam, że jest to dziecko z tych co nie usiedzą 1
sekundy, niczym się nie zajmą, i wszystko z pościągają, wiecznie zwracanie
uwagi na wszystko chodź i tak mieszkanie już tak jest dopasowane pod niego ale
pewnych rzeczy nie przeskoczę.