nie umiem sie cieszyć :(

29.01.10, 21:16
Mam miesięczne dziecko i do dnia dzisiejszego nie potrafie się
cieszyć z tak zwanego macierzyństa sad Ciagłe karmienie, przewijanie,
przebieranie a do tego płacz (nie wiadomo czemu) i nie spanie-to
wszystko mnie przerasta sad a to dopiero miesiąc -co bedzie dalej?
Czy to minie a czy nigdy nie będzie mnie cieszyło to.
Tak wiem, zaraz bedzie stek haseł, ze po co mam dziecko, ze jak
zdrowe to powinnam sie cieszyć-darujcie sobie takie hasła, wolałabym
jakieś konkretniejsze odpowiedzi-moze ktoś miał podobne odczucia co
ja? sad co powinnam zrobić?
    • zona_gabaja Re: nie umiem sie cieszyć :( 29.01.10, 21:22
      moja mala do ok 3,4 m-ca byla marudna,plakala duzo,w dzien masakra ze spaniem
      plus dodatkowo okropne wzdecia a wieczorne usypianie trwalo po 3 godziny czasem.
      ja myslalam ze zwariuje, nie dosc ze nie umialam sie cieszyc, to czasem po
      prostu sie wsciekalam i na nia a jeszcze bardziej na siebie ze nie umiem sobie
      poradzic z dzieckiem, ze co ze mnie za matka itp. ale po prostu-trzeba
      przeczekac.....to jedyna rada. za kilka miesiecy bedziecie sie super razem
      bawic, maluch bedzie sie smial, fajnie gaworzyl i sam sie zabawi na macie czy
      zabawka- zobaczysz,bedzie ok-to minie. wiem co czujesz,nie jest latwo,ale
      wszytsko mija.a dziecko tylko raz w zyciu jest niemowlakiemsmile
    • madzia.7 Re: nie umiem sie cieszyć :( 29.01.10, 21:23
      po miesiącu czulam się tak samo jak Ty.teraz synek ma 3 miesiące i
      jest troche lepiej..jest juz więcej chwil kiedy się ciesze, ze on
      jest..chociaz nadal bardzo czesto mam dosc i chcialabym
      uciec..cofnąć czas..ale wiem, ze to minie..bo jak patrze wstecz to
      przez te 3 miesiące sytuacja się z dnia na dzien stopniowo poprawia..
      Dziecko wprowadza bardzo duzo zmian w zycie..wręcz odwraca wszystko
      do góry nogami więc nic dziwnego, ze się tak czujesz...
      potrzeba czasu, zeby się z tym oswoic..ja przynajmiej potrzebuje..
    • miska_malcova Re: nie umiem sie cieszyć :( 29.01.10, 21:27
      ja też mam miesięcznego syna. Wiem co przeżywasz. Jesteś po prostu przemęczona.
      Musisz odpocząć chociaż trochę. Zobaczysz, że będzie lepiej jak trochę
      odpoczniesz. Taki miesieczniak to ciezka harówka. Głowa do góry!
      • moka2 Re: nie umiem sie cieszyć :( 29.01.10, 21:33
        to dosc czesto sie zdarza. ja tez to czulam. pamietam jak kiedys plakalam i
        bujalam w nosidelku placzecego dzieciaka. tak, dzieciaka bo mialam dosc
        wszystkiego, lacznie z nim.
        wazne abys troche odpoczywala, wyspala sie, oderwala sie na troche.
        ja raz na kilka miesiecy - jak juz dziecko nie ssalo piersi co prawda jezdzilam
        do rodzicow sie przespac i zostawialam panow samych na noc. rewelacja!! to mi
        duzo pomagalo.
        po porodzie wiele sie zmienia. juz nie ma Ciebie. jestes TY i ONO i tak juz
        bedzie tyle ze musisz tez dbac o siebie bo jak to ktos kiedys pieknie
        powiedzial: szczesliwa matka to szczesliwe dziecko.
        glowa do gory. z czasem przejdzie
    • insomnia0 Re: nie umiem sie cieszyć :( 29.01.10, 21:34
      pierwsze dziecko- ZLOTE.. praktycznie zawsze samo spalo.. karmilam odkladalam i
      wychodzilam.. malo placzliwe..

      drugie... bardzo absorbujące... placzliwe.. nie potrafi samo spac..ba nie
      potrafi spac beze mnie.. zmeczenie, nerwy ...

      powiem ci tak, jak maly mial miesiac bylam klebkiem nerwow...
      plakalam..bluzgałam.. mialam dosc.. nie cieszylam sie z tego blogiego
      macierzynstwa.na dodatek starszy synek.. stal sie ciekawy swiata..o zgrozo...
      myslalam ze wykorkuję...
      teraz maluch jest w 4 miesiacu- jest o niebo lepiej.. brzuszek juz nie boli..są
      inne problemy..ale.. jak nie spi to mniej palcze.. i zaczął sie usmiechac.. i
      tym usmiechem mnie "rozwala"smile)
      jak jestem zła.. a on sie obudzi i usmiechnie.. wszystkie nerwy mijają..
      oczywiscie nie jest jeszcze rozowo..ale lepiej niz jak mial miesiac..
      wiesz czym dziecko wieksze i bardziej komunikatywne.. tym jakos ten usmiech
      bezzebny.. gaworzenie. bedzie Cie odstesowywało. bedzie lepiej...
      wytrzymaj jeszcze troszke zobaczysz - zleci..
      pozniej juz bedzie sie zajmowac zabawkami bedziesz miala troszke dla siebie
      wolnego.. kup lezaczek z pałąkiem zabawkowym... czy huśtawkę.....mate
      edukacyjną.. jak dziecko bedzie mialo ok 3-4 mis zacznie sie tym interesowac...
      przeczekaj..
      trzymam kciuki!

      https://suwaczki.maluchy.pl/li-37215.png
    • toyaaa Re: nie umiem sie cieszyć :( 29.01.10, 21:36
      dzięki dziewczyny za dobre słowo, i cieszę się że to nie tylko ja
      mam takie odczucia, chociaz i to nie pomaga zbytniosad
      A jeszcze jak sobie pomysle co bym mogła robić lub co bym robiła,
      gdyby cofnąć czas......uncertain może macie racje, że to przemęczenie, ale
      jak to zmienić? Mąż pomaga jak może, a nawet robi baaardzo dużo ale
      mnie to i tak nie pociesza. Brakuje mi tamtej wolności, wyjść, kogos
      z kim omoge pogadać, kto zrozumie (koleżanki maja raczej dorosłe
      dzieci)............echh....wszystko na niesad
      I to ciągłę siedzenie w domu...........porażka jakaś....
      • pastilka Re: nie umiem sie cieszyć :( 29.01.10, 21:43
        Toyaaa, nie jesteś sama. Poczytaj ten wątek, mnie bardzo pomógł. Książkę kupiłam
        i przeczytałam, żałuję, że dopiero po porodzie. Trzymaj się!
        • pastilka Re: nie umiem sie cieszyć :( 29.01.10, 21:44
          oczywiście wątek ten:

          forum.gazeta.pl/forum/w,572,31156185,,Pierwsze_dziecko_zmienia_wszystko_.html?v=2
      • hulieta_1 Re: nie umiem sie cieszyć :( 29.01.10, 22:23
        u mnie szczyt rozpaczy przyszedł po jakimś miesiącu w nocy, kiedy mały przy
        przewijaniu obsikał ostatniego czystego pajacauncertain siadłam i buczałam.
        niestety z wychodzeniem w dalszym ciągu na bakier. tym bardziej, że teraz mąż
        dwa miesiące w delegacji,więc już kiszka kompletna.
        dobrze, że jest internet.
        dziecko wszyyystko przewraca do góry nogami i prawda jest taka, że nawet jeśli
        mąż bardzo pomaga, to i tak to dla matki jest największa zmiana. cóż taka karmasmile
      • lucky80 Re: nie umiem sie cieszyć :( 30.01.10, 09:07
        Zgadzam sie z poprzedniczkami (nie wsyztko doczytalam
        jednaksmile..miesięczne dziecko to jest maksymalna harowa, ale wierz mi
        z dnia na dzien będzie lepiej, a po 3 miesiącu pewnie już całkiem
        nieźle. Wiem, co mówię, mam 4 miesięczną córkę, przeszłam kolki,
        nocne niespanie, ciągły płacz nie wiadomo o co...Mija w końcu z
        wiekiem..A samopoczucie miałam identyczne jak Ty...myśli - jak tu
        cofnąc czas żeby dziecka nie było, czy jeszcze kiedys prześpię
        więcej niż 2-3 h ciągiem...czy przestane byc matką karmiącą...etc..i
        gorsze oczywiście..trochę minęło bo dziecko faktycznie z dnia na
        dzień daje coraz więcej stysfakcji, uśmiecha się, gaworzy...
        Ciesz się że mąż jest w porządku, u mnie jest tak samo, ale niektóre
        z nas to maja takich ch...którzy jeszcze bardziej wpędzają
        dziewczyny w stres..Ale - jedno wielkie ale!! PAmiętaj o sobie!!
        Koniecznie raz na jakiś czas wyjście bez dziecka, choć na 2 h, jakiś
        powrót do starych zwyczjów bo inaczej możesz skończyć jak ja...baby
        blues przeradza się chyba w depresję poporodowa, totalna bezsenność
        (a dziecko praktycznie przesypia noce)...brak wiary ze jeszcze wyjde
        z dzieckiem z domu (przez te mrozy i śnieżyce - wiadomo zero
        spacerow)...brak wiary w cokolwiek poza opieką nad
        dzieckiem..więzienie we wlasnym domu..ech, co będę pisać...próbuje
        wyjśc z tego dzięki mojemu cudownemu mężowi, wzięłam opiekunke na 2-
        3 popołudnia i zaczynam wychodzić z domu..musze sobie pomóc bo kto
        się zajmie moim cudownym dzieciaczkiem jak ja sfiksuję do końca...??
        Niech mój zły przykład będzie dla ciebie ostrzeżeniem....
    • figa33 Re: nie umiem sie cieszyć :( 29.01.10, 21:37
      Spokojnie, jesteś jeszcze w połogu, masz całkowite prawo się tak czuć. Hormony działają zupełnie odwrotnie, niż byśmy sobie tego życzyły. Sama pamiętam, jak mniej więcej właśnie miesiąc po porodzie powiedziałam do koleżanki "stara, w co ja się wpakowałam! i co najgorsze - nie mam już od tego odwrotu!". Wtedy czułam się jak w Matrixie i też często miewałam conajmniej dziwne myśli. Nie raz chciałam po prostu "wyjść po angielsku" - wycofać się z całego tego macierzyństwa i szybciutko udać się tam, gdzie pieprz rośnie.
      Ale mniej więcej z końcem połogu to wszystko mija, u mnie w każdym razie tak właśnie się stało. Na razie Twoje maleństwo to jeszcze za przeproszeniem mało kontaktowe warzywko. Jeszcze ze 2 tygodnie i zacznie nawiązywać z Tobą kontakt. Poczekaj, aż się do Ciebie uśmiechnie po raz pierwszy świadomie. Wtedy wszystko nabierze innego znaczenia smile
      Powodzenia !!
    • duzeq Re: nie umiem sie cieszyć :( 29.01.10, 22:35
      Do konca 3 miesiaca liczy sie godziny. Potem, gdzies tak do 6
      miesiaca - dni. Potem nagle sie okazuje, ze gubisz sie w miesiacach.
      Z punktu widzenia kogos, kto ma miesieczne dziecko te 3 miesiace to
      wiecznosc, ale dotrwasz smile.

      Poza tym to kolejne cienkie pocieszenie, ale zaloze sie, ze
      wiekszosc matek pomyslala w pewnmy momencie "po cholere mi to bylo".

      Duzo sily zycze.
    • postka Re: nie umiem sie cieszyć :( 29.01.10, 23:16
      Ja jak mała miała pięć miesięcy wróciłam do pracy i byłam
      najszczęśliwsza na swieciesmile Początki są trudne, bo dziecko
      niekomunikatywne i w zasadzie nic nie daje od siebie. Ale im
      później, tym lepiejsmile Moja Madzia dzisiaj skończyła 9 miesięcy i
      chętnie bym teraz poszła na wychowawczy.

      Do trzech miesięcy w zasadzie było cały czas tak samo. Potem do
      szóstego znowu stagnacja. A od szóstego to za nią nie nadążamsmile I
      już się nie mogę doczekać, co będzie dalej, bo koleżanki mówią, że
      dopiero po roku to jest fajnie!

      Jedyne, co Ci mogę doradzić (chociaż wiem, że zrozumienie tego na tą
      chwilę pewnie jest baaardzo trudne), to patrz na swojego malucha,
      pstrykaj foty, nagrywaj i myśl sobie, że to co jest, nigdy nie
      wróci, a będzie tylko lepiej!
    • taka_ja31 Re: nie umiem sie cieszyć :( 29.01.10, 23:28
      Do końca 3 miesiąca modliłam się, żeby ten kolkowy koszmar już się skończył.
      Miałam dość wszystkiego i nawet kiedy Mała jakąś chwilę nie płakała ja słyszałam
      w głowie płacz. Miałam dni załamania, ale jednak bycie mamą cieszyło mnie i
      cieszy do dziś, choć nadal zdarzają się baaardzo trudne chwile. Gdyby nie pomoc
      męża i wsparcie rodziców i rodzeństwa pewnie bym się poddała. Pierwsze dziecko
      zmienia wszystko, a kiedy jeszcze jest wymagające i ma jakieś dolegliwości to
      już trzeba wiele sił, żeby to znieść. Nie martw się, będzie lepiej.
    • buszynska Re: nie umiem sie cieszyć :( 30.01.10, 07:56
      A to wszystko dlatego, ze zewszad plynie nurt tylko w jedna strone.
      Ciaza blogi stan, macierzynstwo dar i ciagle uniesienia.
      A prwda jest czasami calkiem inna.
      Sa depresje, ciezkie zmeczenie, uwiazanie i mnustwo innych klopotow iduzo
      zmian w zyciu.
      Kobieta jest tym epatowana zewszad i kiedy rzeczywistosc odbiega od tego
      schematu to matka nie dosyc, ze zle sie czuje to popada w jeszcze wieksza
      depresje bo mysli, ze cos z nia nie tak, ze jest wyrodna i nie umie sobie
      z tym radzic.

      Ja akurat przy malenstwach tego nie czulam ale kiedy Starsza miala bunt 2
      latka to w koncu, zeby dojsc to siebie musialam isc do lekarza i wziasc na
      uspokojenie.
      Nie Martw sie autorko watku bedzie lepiej a jezeli nie bedzie do udaj sie
      do specjalisty, zeby Ci pomogl bo inaczej i Ty bedziesz nieszczesliwa a z
      Toba Twoje dziecko majac nieszczesliwa mame.
      Jak boli nas zab idziemy do dentysty a jak boi dusza do psychologa lub
      psychiatry.
      Nie wstydz sie tego trzeba umiec zadbac o siebie.
      A faktem jest, ze jestes jeszcze w pologu a to bardzo wredny okres w zyciu
      kobiety-matki.

      Trzymaj sie i kochaj swoje Malenstwo pomimo i wlasnie dlatego smile)
    • mama_piotrusia1984 Re: nie umiem sie cieszyć :( 30.01.10, 09:27
      Jest taka oklepana prawda, ale prawda, ze poprostu na wszystko
      pomoże czas. Dzisiaj jestem mądra bo maąłm ma już ponad 7 miesięcy i
      jest dużo lepiej bo gdzieś od miesiąca nie wyłamsmile razem z Adą.
      Przy pierwszym dziecku myślałam, że tak jest bo to pierwsze ale
      teraz było tak samo ale już krócej trwało.
      Po miesiącu jesteś juz mocno zmęczona, niewyspana a jednocześnie
      zdajesz sobie sprawę że tyle misięcy przed tobą. Człowiek ma głowę
      pełną tego dziecka i nawet jak gdzieś wyjdzie to to dziecko razem z
      nim jest. Poza tym to ono decyduje czy pośpisz 5 minut czy 5 godzin.
      Ale naprawdę jeszcze tylko kilka tygodni i będzie zupełnie inaczej.
      CZasem mi się wydaje ze co miesiąc mam inne dziecko bo tak szyko
      ostatnio się zmienia i uczy nowych rzeczy i nie jest juz tak nudno
      bo można sie pobawić, coś pokazać a nie tylko mleko, pieluchy i
      wycie.
      Poza tym casem trzeba poczekać na "to'uczucie do dziecka i nie ma w
      tym nic złego. Ja też kompletnie się nie cieszyłam na początku ale
      wiedziałam już ,ze to pewnego dnia przyjdzie, i powoli przyszło i ty
      tez to poczujesz
    • yoga24 Re: nie umiem sie cieszyć :( 30.01.10, 11:02
      Toyaaa u mnie było identycznie. Młody w ogóle nie spał, wiecznie był głodny,
      wisiał na cycku a ja z mężem chodziliśmy jak zombi. Z przemęczenia potrafiłam
      zasnąć w ciągu 5 sekund, podkrążone oczy, nie mogłam prawidłowo się wysłowić bo
      byłam tak wiecznie zaspana a do tego przez pierwsze 2 tygodnie nie mogłam
      wytrzymać z bólu krocza. Płakałam wieczorami. Od kąt zaczęłam ściągać pokarm i
      podawać go przez butelkę a w nocy dokarmiać modyfikowanym wszystko zaczęło się
      prostować. Młody zaczął więcej sypiać i tym samym my. Teraz Szymonek jest tylko
      na modyfikowanym (ma 2 miesiące) i przesypia prawie całą noc. Jedynie mamy
      problem z usypianiem. Szymonek zasypia nie wcześniej niż 22.00, ale za to śpi do
      5.00-6.00, więc jest super.
      Nasz problem tak jak pisałam polegał na tym, że synek był głodny i nie mógł
      zasnąć na dłużej niż 30 minut a ja miałam kiepski pokarm. Modyfikowane nas
      uratowało i koniec kropka. Moja ciotka, która jest pielęgniarką mówiła, :
      "karmić tylko cyckiem, bo to jest najlepsze", położna podobnie naciskała jak i
      kilka innych bliskich mi osób. Ale nikt nie brał pod uwagę zdrowia psychicznego
      mojego, które wisiało na włosku i dziecka, które było na maxa rozdrażnione. Dla
      tego olałam innych, pokierowałam się własnym instynktem i wszystko zaczęło grać.
      Ja na Twoim miejscu zaczęła bym ściągać mleko i podawać większą ilość przez
      butelkę. A jak coś to by poszło modyfikowane w ruch.
      Dziewczyno teraz to ja wiem co to macierzyństwo . Cieszę się synkiem a on mną.
      Wyspaną, zadowoloną mamą, która szaleje za swoim synkiem!
      Uwielbiam z nim się bawić i wygłupiać. Nie wiem co by było w chwili obecnej
      gdybym dalej karmiła piersią, pewnie wylądowała bym w wariatkowie....
      Pamiętaj jeżeli możesz to niech Cię rodzina odciąża w domowych obowiązkach, nie
      wstydź się prosić o pomoc w prasowaniu, sprzątaniu, czy ugotowaniu. Wiem co
      przeżywasz i bardzo Ci współczuję. Jest to traumatyczne przeżycie o którym się
      nie uprzedza oczekujących rodziców na dziecko a z reguły wszystkich to dotyka w
      mniejszym bądź w większym stopniu. Ale taka jest prawda. Mi też o tak ciężkich
      chwilach nikt nie opowiedział. Dopiero teraz jak zaczęłam się użalać do
      koleżanek to pękły i opowiadają jak to u nich "słodko" było.
      Toyaaa jak masz doła to pisz chociażby tutaj na forum, lub pisz do mnie na
      gazetowego postaram Ci się pomóc jak tylko będę potrafiła.
      Wiem, że jest to bardzo potrzebne.
      Napisz jeszcze czy ma kolkę, czy płacze wieczorami coś bliżej. Może jakoś
      poradzimy na Twój problem.
      • betty842 yoga24 zgadzam się z Tobą 30.01.10, 13:24
        W sumie już się wypowiedziałam poniżej ale dopiero teraz
        przeczytałam wszystkie posty.Ja dopiero po przejściu na karmienie
        sztuczne poczułam radość z macierzyństwa!Nie żałuję
        niczego.Szczęśliwa mama=szczęśliwe maleństwo.U mnie nie nastąpiła
        całkowita przemiana zachowania małego.Nadal był marudą,ale
        przynajmniej ja trochę odżyłam potrafiłam się cieszyć z
        macierzyństwa i rzadziej miałam doła.Dlatego ja też uważam że należy
        sobie ułatwiać życie.Niektóre mamy (w innych wąrtkach) namawiają aby
        walczyć i karmić piersią,że będzie lepiej.Ale jak nie będzie? Dla
        niektórych matek te kilka miesięcy walki jest dniami wyciętymi z
        życiorysu.Dlatego na miejscu autorki wątku szukałabym jakiegoś
        sposobu aby poczuć radość macierzyństwa.Spróbowałabym dokarmiać,może
        dziecko jest głodne? I nikt mi nie wmówi że kobieta nie może
        mieć "złego" pokarmu.Moje dziecko,po moim mleku miało mega
        kolki,mimo że przestrzegałam diety.Gdyby nie mleko modyfikowane na
        mur beton miałabym depresję.
      • toyaaa Re: nie umiem sie cieszyć :( 30.01.10, 15:48
        Jeszcze raz dziękuję za dobre słowo i zrozumienie!
        yoga-mały nie ma kolek, ma za to gazy przy których się pręży i stęka
        a czasmi nawet płacze, podaje infacol i torche pomógł ale nie jest
        rewleacyjnie. Jeśłi chodzi o płacz to jest rożnie, np. wczoraj
        wykąpany wymasowany nakarmiony i jazda z zaśnięciemsad potem jak juz
        spał było ok. Dziś w ciągu dnia tez jak nie jest na rękach to ryczy,
        potem nakarmiony przewinięty zasypia na 30 minut i ryk, a potem
        anioł do wieczora-grzecznie śpi. Dziś i tak jest nieźle bo jest mąż
        i może dużo zrobć za mnie-ale jak sobie pomyśle, że zaraz
        poniedziałek.......sad
        Mam nadzieję, ze ten dół minie i że w końcu będe się cieszyć tym że
        on jest z nami i że jest zdrowy-bo na razie jedyne odczucie to
        złość, smutek i żal......
        • betty842 toyaaa 31.01.10, 09:50
          toyaaa napisała:
          ma za to gazy przy których się pręży i stęka
          > a czasmi nawet płacze,

          Ja mam taka rurkę,którą wkłada się dziecku do dupki,żeby odchodziły
          gazy.Użyłam jej tylko raz i faktycznie gazy odchodzą.Tę rurkę dała
          mi koleżanka,która kupiła kilka sztuk w Czechach bo u nas chyba jej
          nie ma.Ale możesz popytać w aptece.Wpisz w google "rurka do
          odgazowania" to poczytasz o niej.
        • katarzynkowo83 Re: nie umiem sie cieszyć :( 01.02.10, 12:18
          A pijesz krowie mleko? Ja jak jeszcze karmiłam piersią miałam ten sam problem. Mała nie miała kolek, ale straaaaaaszne gazy przy których płakała. Pomogło odstawienie przeze mnie mleka krowiego.
    • betty842 Re: nie umiem sie cieszyć :( 30.01.10, 12:08
      U mnie było podobnie.Mały płakał prawie non stop.Pielęgniarki w
      szpitalu kazały przynieść smoczek bo ciągle płakał.Jak nie wisiał na
      cycu to płakał.Po tygodniu doszły jeszcze kolki po każdym
      karmieniu,mały pociągnął kilka razy cyca i zaczynał się drzeć w
      niebogłosy.I tak przez godzinę.Potem znów przystawienie do cyca i
      znów mega kolka przez godzinę.Miałam dość.Po tygodniu walki z
      karmieniem piersią przeszłam na mleko modyfikowane.Kolki ograniczyły
      się do półgodzinnego wycia wieczorem.Ale i tak mały był dzieckiem
      małośpiącym i dużopłaczącym.Spał po 20 min a 2 godziny nie spał
      (czyt.płakał i marudził).U mnie przejście na butelkę i smoczek było
      wybawieniem.Mogłam od czasu do czasu gdzieś wyjść a małego zostawić
      mojej mamie lub mężowi.Dobrze że urodziłam latem (w czerwcu).Nawet
      wyjście z małym na spacer było jakąś formą oderwania się od ciągłego
      siedzenia w domu z dzieckiem.Chociaż muszę przyznać że mały spacerów
      jakoś specjalnie nie kochał i czasem biegłam do domu z płacżącym
      dzieckiem w wózku albo niosłam go na rękach.Kiedy mały zacząl
      interesować się grzechotkami było nieco lepiej.NIECO.Może nie płakał
      juz tak dużo ale za to marudził.Jak miał 7m zaczął raczkować i znów
      było kapek lepiej.Po roku mały baaaardzo się zmienił.Bardzo dużo
      rozumiał i prawie wszystko można mu było wytłumaczyć,więc nie płakał
      za dużo.Teraz ma 2,5 roku i jest naprawdę grzecznym i kochanym
      dzieckiem.Dużo osób mi mówiło że jak mały dał mi na początku popalić
      to potem będzie grzeczny i nie bedzie sprawiał kłopotów.No i
      faktycznie tak jest.Tak więc głowa do góry!Będzie lepiej!
    • da_tura Re: nie umiem sie cieszyć :( 30.01.10, 14:17
      Witaj,
      odczucia miałam identyczne, moje dziecko po dwóch tygodniach przestało praktycznie sypiać w dzień, zaczęły się kolki, płacze i jego i moje zmęczenie, wieczorami łzy same mi leciały z oczu, także na cieszenie się nie miałam siły, do tego bardzo źle się czułam po cięciu, mąż wychodził z domu do pracy o 6 rano, wracał po 19, także byłam sama z bardzo absorbującym dzieckiem.
      Teraz - nadal nie jest różowo, ale jak już pisałam - pocieszam się, że to po prostu minie.
      Teraz widzę, że macierzyństwo to i cienie i blask.Owszem cieszę się że mam zdrowe dziecko, jestem świadoma, że są kobiety, które oddałyby dużo, aby być na moim miejscu - ale nie zmienia to faktu, że dziecko - to rewolucja dla kobiety, i mało tego - wg mnie nawet najbardziej pomocny i wspierający partner nie jest w stanie tego zrozumieć, może zrozumieć to tylko druga kobieta.
      Także ściskam serdecznie, trzymaj się.
    • kasia.46 Re: nie umiem sie cieszyć :( 30.01.10, 15:15
      toyaaa napisała:

      > Mam miesięczne dziecko i do dnia dzisiejszego nie potrafie się
      > cieszyć z tak zwanego macierzyństa sad Ciagłe karmienie,
      przewijanie,
      > przebieranie a do tego płacz (nie wiadomo czemu) i nie spanie-to
      > wszystko mnie przerasta sad a to dopiero miesiąc -co bedzie dalej?

      Trudno powiedziec, albo się uspokoji albo będzie cię dręczyc dopuki
      nie zacznie chodzicuncertain


      > Czy to minie a czy nigdy nie będzie mnie cieszyło to.
      > Tak wiem, zaraz bedzie stek haseł, ze po co mam dziecko, ze jak
      > zdrowe to powinnam sie cieszyć-darujcie sobie takie hasła,


      Powinaś się cieszyc właśnie dlatego, że zdrowe, bo tak naprawde
      jęczące wymagające dziecko to żaden problem i zmartwieniesmile

      wolałabym
      > jakieś konkretniejsze odpowiedzi-moze ktoś miał podobne odczucia c

      Oj kochana moja ma 8msc i daje tak popalic, że czasami spie jak
      hipopotambig_grin


      > sad co powinnam zrobić?


      Kochac i cierpliwie czekacsmile
    • aphoper1 Re: nie umiem sie cieszyć :( 30.01.10, 15:19
      Ja mam wyczekane, wymodlone, wywalczone. Cieszyłam się od początku, ale przez
      pierwsze 3 miesiące czasem było to naprawdę trudne. Ok. 3 mcy skończyły się
      kolki, potem zmniejszyła ilość czasu przy piersi i teraz to mam siłę jeszcze
      bardziej się cieszyć.
      Przede wszystkim to wielkie, że umiesz się przyznać do trudnych uczuć. Może to
      po prostu zmęczenie. Ale jeśli będzie dłużej trwać, to może poszukaj pomocy.
      Depresja jest chorobą, poporodowa także.
      Trzymaj się!smile
    • yoan.m Re: nie umiem sie cieszyć :( 30.01.10, 16:04
      u mnie było to samo, pierwsze 2-3 miesiące żyłam jak dziecko we mgle.
      załamana, zmęczona, wściekła. niby na zewnątrz wszystko ok ale
      jednak... a dopiero jak przestałam karmić odżyłam. od kiedy skończyła
      5-6 m-cy to jest naprawdę super. zobaczysz, będzie coraz lepiej!
      • lilly811 Re: nie umiem sie cieszyć :( 30.01.10, 16:33
        Ja mam 6 tyg dziecko i choć nie mogę na niego nażekać- bo jest
        naprawdę kochany- śpi w nocy i sam się potrafi bawić w dzień ( choć
        nie chcę go przechwalić wink ) to jednak moje życie wywróciło się do
        góry nogami- mąż zaczął bardzo dużo pracować ( akurat tak się
        złożyło, że zaraz po urodzeniu dziecka sad ) wychodzi o 7 i wraca
        nawet ok 21) a ja uziemiona w domu - z jednej strony jestem
        szczęśliwa ale z drugiej często myślę po co było mi to
        wszystko...nie chcę być "matką polką", nie chcę gotować obiadków,
        sprzątać itd...nie chcę i już...a czuję się trochę jakby wszyscy
        dookoła uważali, że skoro urodziłam dziecko to nagle zmienię się
        w "mamusię"...ale gdzieś tam w środku wiem,że będzie dobrze, że
        wszystko się powoli ułoży- że jestem szczęściarą, bo mam przy sobie
        tak długo wyczekane maleństwo które kocham nad życie.
        Nie jesteś sama z takimi myślami- będzie dobrze!
    • katriel Re: nie umiem sie cieszyć :( 30.01.10, 17:33
      Spokojnie. To hormony. Chyba większość mam się tak czuje w połogu.
      Ja w każdym razie miałam tak samo. Jak się mnie położna na wizycie
      zapytała, jak sobie radzę z dzieckiem, to się rozpłakałam.
      Kiedy mały skończył 6 tygodni, uwierzyłam, że przetrwamy.
      Kiedy skończył 4 miesiące, zamarzyłam o drugim dziecku.
      Ty tyż z czasem poczujesz się lepiej.
    • yoga24 Re: nie umiem sie cieszyć :( 31.01.10, 08:33
      odnośnie kolki spróbuj sab-simplex, u nas pomogło, może nie w 100% ale w 90%.
      Zamów przez internet. Kładź dziecko na brzuszek i klep go po pupci. U nas w
      pozycji brzuszkowej Szymon zasnął w dzień po raz pierwszy i spał tak 1,5 h!!!!
      Szok! Klepania masują jelitka. Korzystaliśmy z masaży, fajnie go rozluźniły.
      Dajemy jeszcze biogaję lub lacidofil. Poczytaj o tych specyfikach. Uważam, że
      trzeba wszystkiego próbować.
    • czaarodziejka Re: nie umiem sie cieszyć :( 31.01.10, 17:57
      To wszystko minie.Niemowlę zmienia się jak w kalejdoskopiesmile Za tydzień będzie
      inne,za miesiąc już nie do poznania i nie do porownania z tym obecnymsmile Będziesz
      bardzo szczęsliwa i zadowolona z macierzyństwa-uwierz.Dopiero miesiąc od
      porodu.Dziecko uczy się być po 2 stronie brzucha,a ty uczysz się dziecka.Jeśli
      zdaje ci się,że już ochłonęłaś po porodzie-jesteś w błedzie.Musi potrwać,nim
      organizm się zregeneruje.Karmienie piersią choć cudowne,na początku jest
      wyczerpujące dla i tak osłabionego organizmu.Za miesiąc, dwa napiszesz post -
      ale jestem szczęśliwa.Zobaczyszsmile
    • camel_3d a bedzie gorzej... 31.01.10, 19:07
      serio, dojda zeby, schizy i fazy i skoki rozwojowe.
      coz...skoro nie umiesz sie cieszyc, nikt cie nei zmusi... teraz po prostu musisz
      byc silna i odpowiedzialna (wraz z ojcem dzeicka) za nie. i postaraj si
      eznalezsc opiekunke, babci lub kogos kto si eraz na kilka dni maluchem
      zajmie..bo inaczej sfiksujesz i jeszcze dola dostaniesz.
      kiedys moze si eto zmieni. albo pokochasz to malenstwo kiedy zacznie sie do
      ciebie usmiechac i wolac mama...albo..no coz..nie...
    • 3zosia-2009 Re: nie umiem sie cieszyć :( 31.01.10, 20:55
      Poczekaj cierpliwie jeszcze zdążysz się zakochać w swoim dzidziusiu.
      Szczególnie jak bedzie sie usmiechac.
      • iwu Re: nie umiem sie cieszyć :( 01.02.10, 01:26
        Moje dziecko ma teraz 3 miesiące, ale jak miało miesiąc, to
        napisałabym dokładnie to samo, co ty.
        Nie martw się, to naprawdę minie. Poczekaj jeszcze trochę, mały
        zacznie się uśmiechać, da ci dłużej pospać, naprawdę wszystko
        zacznie się stabilizować i nabierać rytmu - pisze ci to osoba, która
        jeszcze kilka tygodni temu sama by w to nie uwierzyła.
        Dobrze, że masz wsparcie w mężu, to naprawdę dużo. Trzymaj się,
        jeszcze trochę i będziesz się uśmiechać. W dodatku zrobi się wiosna,
        gwarantuję ci, że to ci poprawi humor. smile
    • my_valenciana Re: nie umiem sie cieszyć :( 01.02.10, 22:16
      Będzie lepiej - obiecuję. Najpierw będzie ciężko, ale to się skończy i
      będziesz się cieszyć. Początek jest ciężką fizyczną pracą a dziecko
      niewiele jeszcze "daje" od siebie. Potem kiedy widzisz, że twoje
      wysiłki przynoszą efekt, że dziecko się uśmiecha,. poznaje cię, będzie
      coraz lepiej. Narazie jesteś zmęczona i nie ma w tym nic dziwnego.
      Kiedy tylko możesz wychodź z domu, nawet z dzieckiem to bardzo dużo
      daje.
    • asia_i_p Re: nie umiem sie cieszyć :( 01.02.10, 22:36
      Miałam takie odczucia. Powinnaś iść do psychiatry, bo to depresja poporodowa. Ja
      nie poszłam i męczyłam się długo, a i dla dziecka to nie było najlepsze
      rozwiązanie. Też byłam zimową mamą, to nie jest bez znaczenia.
      Wychodziłam z tego fazami - pierwsze światełko w tunelu było, kiedy dziecko
      miało 5 miesięcy, tak na amen wyszłam, jakkolwiek to jest przerażające, w
      okolicy 4 urodzin dziecka. Z psychiatrą, odpowiednio dobranymi lekami byłoby
      znacznie krócej.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja