yoggi87
31.01.10, 15:51
Postaram sie jak najkrocej.
Tesciowa dostala w spadku mieszkanie.
Po 3 latach maz i ja wprowadzilismy sie tam, po roku naszego
mieszkania tesciowa powiedziala, ze mieszkanie jest nasze i, ze jak
tylko minie 5 lat od spadku to przepisze je na nas. A meza siostra
dostanie dom po nich.
Mieszkalismy w nim dwa lata w sumie, inwestowalismy, bo w najlepszym
stanie ono nie bylo, wymiana okien, podlog, calej kuchni, lazienki,
troche nas to kosztowalo. Ale zdecydowalismy sie na wyjazd do Anglii.
Mieszkanie wynajelismy, wciaz formalnie bylo na tesciowa.
Podjelismy decyzje, ze sprzedajemy mieszkanie bo nie wracamy do PL.
Tesciowa w tym momencie chciala je na nas przepisac, ale
stwierdzilismy, ze bez sensu, bo potem bedziemy latac jak nienormalni
w ta i spowrotem jak klient sie znajdzie, a bylam w koncowce ciazy.
IDIOCI Z NAS!
No i wlasnie 3 dni temu mieszkanie poszlo za fajna cene a siostra
mojego meza przypomniala sobie nagle, ze ona chce polowe pieniedzy,
bo jej sie nalezy! Awantura na cala rodzine, bo te pieniadze mialy
byc na depozyt na dom dla nas w Anglii. Z polowa tych pieniedzy
kredytu nie dostaniemy.
Tesciowie sie rozplakali, rozlozyli rece, ze to tez ich corka, ze nie
wiedza co zrobic, ze moj maz i jego siostra maja dogadac sie miedzy
soba. Rzecz jasna, nie dogadaja sie. Padly juz takie slowa miedzy
nimi, ze to niemozliwe. Domyslamy sie, ze namowil ja na to jej facet,
bo dlugi ma ogromne. Zawsze jak tescie kupili jej np. drogi samochod
za zdanie matury itp. a moj maz sie krzywil, bo jemu takich prezentow
nie robili to byl tekst "Tobie rodzice dali mieszkanie"... a teraz
ona pol tego mieszkania chce.
I niestety o ile mi wiadomo nalezy jej sie, jesli na tesciowa jest
zapisane...
Ale do sedna.
Ona mnie tez nawyzywala na skypie i takie tam.
Tescie obchodza 13 lutego 25-lecie slubu, bedzie msza, impreza do
bialego rana. Mielismy nie leciec, bo wykupilismy wycieczke na lato.
Ale oni fundneli nam bilety. Moj tata i moja mam w PL nie mieszkaja,
wiec leciec mialam tylko dla ich przyjemnosci. I co teraz? Nie chce
ich widziec, ani meza siostry, mielismy mieszkac u nich przez te cale
10 dni, wiem, ze nie wytrzymam z nia, autentycznie moze sie zrobic
niebezpiecznie, rozwalila mi wszystkie plany, ktore roily mi sie w
glowie od kilku lat.
Polecialybyscie? Z nerwow juz wymiotowalam, ryczlam, czuje, ze nie
chce tam byc. Boje sie, ze strace pokarm z nerwow. Pieniadze za
bilety moge im oddac. BEDA MIELI DO MNIE OGROMNY ZAL, BO WIEM, ZE
CHCA ZOBACZYC WNUCZKI. Co byscie zrobily?
Moge tez poleciec i mieszkac w mieszkaniu mamy, mam klucze. Ale jakos
mnie to nie przekonuje. Wyjde na zimna SUK* co broni dziadkom
kontaktu z wnuczkami.
Najchetnie poslalabym samego M i to jego rodzinka, wiec niech sam sie
z nimi szarpie, ale czy to w porzadku wobec niego? Ja juz uslyszalam
od szwagierki, ze to mnie nie dotyczy i nic mi do tej kasy...