Takie sobie dylematy wychowawcze...

02.02.10, 13:32
Tak sobie myślę...jak e-mamy postąpiłyby w poniższej sytuacji?
Byliśmy na weekendowym wyjeździe ze znajomymi.Dzieci dwoje
obecnych.Jedno nasze(8 lat) i jedno ich(7 lat).Nasza córka jest z
gatunku tych grzecznych-słuchających rodziców natomiast syn
znajomych n i e z u p e ł n i e.No ale do rzeczy,...dzieciak
wymyślił sobie taką mniej więcej"zabawę":przewiesił szalik przez
belkę w domku,zawiązał supeł by powstała pętla potem przekładał ręce
przez ową pętlę(miał ją pod pachami) i bujał się tak udając,że lata
(wdrapywał się w to z kanapy a potem był ok 1,5m nad
ziemią).Wszystko odbywało się w obecności rodziców.Moje dziecko
również chciało spróbować tej super-zabawy.Oczywiście zabroniłam
mówiąc,że to niebezpieczne i się absolutnie nie zgadzam.Dziecię
posłusznie zrezygnowało z zamiaru ale widziałam jak było jej
przykro,że kolega może a ona nie(później jej wszystko
wytłumaczyłam).Czy powinnam w jakiś sposób "upomnieć" tychże
rodziców?Czy "latające" dziecko?No i właśnie...Czy tak powinno być?
Czy to grzeczne musi mieć "przechlapane" dlatego,że rodzice tych
mniej grzecznych nie widzą problemu???
    • epistilbit Re: Takie sobie dylematy wychowawcze... 02.02.10, 13:37
      Puknij się w głowę.

      Nie widzę nic niegrzecznego w zachowaniu chłopaka.
      • kub-ma Re: Takie sobie dylematy wychowawcze... 02.02.10, 13:43
        Bałabym się, że spadnie, bo szalik nie wytrzyma, a taki upadek to
        nic przyjemnego. Poza tym chodzenie po kanapie dla mnie nie do
        przyjęcia.
      • minnie8 Re: Takie sobie dylematy wychowawcze... 02.02.10, 13:49

        epistilbit napisała:

        > Puknij się w głowę.
        >
        > Nie widzę nic niegrzecznego w zachowaniu chłopaka.

        No to gratuluję jeżeli Twoje dzieci bawią się w ten sposób.Tylko co
        w przypadku kiedy przyjdzie im na to ochota pod twoją nieobecność...
        • epistilbit Re: Takie sobie dylematy wychowawcze... 02.02.10, 14:05
          Odróżniasz niuniu zachowania niebezpieczne od niegrzecznych?
          Nie? Szkoda.
          Więc niegrzeczne to jest wtedy, gdy ignoruje się prośby rodziców lub normy
          współżycia społecznego. Rodzice nie protestowali? Więc dziecko było jak
          najbardziej grzeczne. Ich rola powinna jednak zapewnić młodemu bezpieczeństwo:
          mocniejsze zawiązania liny cyz też poduszka na amortyzacje.

          Spoko, moje dziecko bawi się pod moją opieką. Chodzi dodatkowo na gimnastykę z
          elementami akrobatyki, więc raczej zawału byś dostała tongue_out
        • agata688 Re: Takie sobie dylematy wychowawcze... 02.02.10, 20:33
          minnie8 napisała:

          >
          >
          >
          > No to gratuluję jeżeli Twoje dzieci bawią się w ten sposób.Tylko co
          > w przypadku kiedy przyjdzie im na to ochota pod twoją nieobecność...

          a jezeli Twojemu dziecku przyjdzie ochota na taka zabawe pod Twoja nieobecnosc??????
    • kannama Re: Takie sobie dylematy wychowawcze... 02.02.10, 13:44
      no właśnie nie wiem co to ma wspólnego z grzecznościa...każdy z
      rodziców ma swój poziom leku o dziecko i tyle...
    • mniemanologia Re: Takie sobie dylematy wychowawcze... 02.02.10, 13:45
      Tak czy tak któreś dziecko ma w akiej sytuacji "przechlapane".
      BTW ja to bym zadbała o to, żeby ewentualnie dziecko spadło
      bezpiecznie i niech się buja do woli.
    • princess_yo_yo Re: Takie sobie dylematy wychowawcze... 02.02.10, 13:46
      mialam podobna matke do ciebie, szczasliwym trafem nauczylam sie w
      mlodym juz wieku puszczac jej pomysly i poglady mimo uszu - tego tez
      zycze twojemu dziecku.
    • iwoniaw Na czym tu polegała niegrzeczność chłopca? 02.02.10, 13:46
      Dzieciak bawił się w zabawę, co do której jego rodzice nie mieli zastrzeżeń, a
      powinien zrezygnować dlatego, że przewrażliwiona mamuśka koleżanki JEJ na to nie
      pozwoliła?
      • minnie8 Re: Na czym tu polegała niegrzeczność chłopca? 02.02.10, 14:06
        iwoniaw napisała:

        > Dzieciak bawił się w zabawę, co do której jego rodzice nie mieli
        zastrzeżeń, a
        > powinien zrezygnować dlatego, że przewrażliwiona mamuśka koleżanki
        JEJ na to ni
        > e
        > pozwoliła?

        No tak to normalna zabawa smiletak samo jak jest normalnym to,że
        dzieci biegają po szafkach i strącają przez przypadek telewizor bo
        ich rodzicom nie przyszło nigdy do głowy aby im tego zabronić...
        moje dziecko huśta się na huśtawce,wiesza na drabinkach a skacze na
        trampolinie smile
        • epistilbit Re: Na czym tu polegała niegrzeczność chłopca? 02.02.10, 14:09
          Jest strasznie mało kreatywne to twoje dziecko, albo stłamszone przez
          spanikowaną mamuśkę.

          (celowo przejaskrawiam)
          • minnie8 Re: Na czym tu polegała niegrzeczność chłopca? 02.02.10, 14:14
            nie wiem czy się cieszyć czy nie,że na podstawie postu tak świetnie
            poznałaś moje dziecko...
        • mniemanologia Re: Na czym tu polegała niegrzeczność chłopca? 02.02.10, 14:13
          minnie8 napisała:

          > moje dziecko huśta się na huśtawce,wiesza na drabinkach a skacze
          > na trampolinie smile

          No to dlaczego nie zaproponowałas dzieciakom wtedy właśnie takiej
          formy zabawy?
          • minnie8 Re: Na czym tu polegała niegrzeczność chłopca? 02.02.10, 14:20
            mniemanologia napisała:

            >
            > No to dlaczego nie zaproponowałas dzieciakom wtedy właśnie takiej
            > formy zabawy?
            >
            bo wybieraliśmy sie na kulig i czasu nie było smile
            • mniemanologia A-ha /nt 02.02.10, 14:24


              • kocianna Re: A-ha /nt 02.02.10, 14:36
                Moje dziecko ma w pokoju trabinke z elementem podsufitowym i dolaczone do niej
                hustawki, drabinki sznurowe, worek z IKEI i takie tam. Moze spasc (pod spodem
                twarda podloga). Sa mamy, ktore swoim dzieciom przychodzacym w gosci nie
                pozwalaja na nia wejsc. To co, mam swojej tez zabraniac? Dlaczego?

                Trzeba bylo zwrocic uwage OBOJGU dzieciom (uwazam, ze to niebezpieczna zabawa,
                boje sie o was, nie robcie tak).

                Kiedy na rzeczona drabinke wdrapuja sie dzieci, ktorym mamy na to nie pozwalaja,
                tlumaczymy, ze boimy sie o nie. I one to rozumieja. Moje tez (chociaz to nie jej
                mama sie boi). I nie wlaza na drabinke, "zeby mamusie sie nie baly".
        • iwoniaw to rozmawiamy o konkretnej zabawie, której zabroni 02.02.10, 14:36
          łaś córce, czy o zrzucaniu telewizorów poprzez bieganie po(?) szafkach?
          I nie "rodzicom nie przyszło nigdy do głowy zabronić" tylko pisałaś, że byli
          świadkami tej konkretnej sytuacji
          i nie interweniowali, choć ty oczywiście
          tego nie rozumiesz.
          • minnie8 Re: to rozmawiamy o konkretnej zabawie, której za 02.02.10, 16:48
            iwoniaw napisała:

            > łaś córce, czy o zrzucaniu telewizorów poprzez bieganie po(?)
            szafkach?
            > I nie "rodzicom nie przyszło nigdy do głowy zabronić" tylko
            pisałaś, że byli
            > świadkami tej konkretnej sytuacji
            i nie interweniowali, choć
            ty oczywiście
            > tego nie rozumiesz.
            >

            Sytuacja,którą podałam była przykładem zabawy tego konkretnie
            dziecka.Spotkałam się z różnymi dziećmi i różnymi rodzicami.I
            doprawdy nie wszystko rozumiem sad
            Jak i nie rozumiem różnicy między wyrażeniem "rodzicom nie przyszło
            nigdy do głowy zabronić" a "byli świadkami tej konkretnej sytuacji
            [/b] i nie interweniowali"?
            • iwoniaw Re: to rozmawiamy o konkretnej zabawie, której za 02.02.10, 17:17
              Przykład zabawy tego konkretnego dziecka nie wstrząsnął mną. Wydaje mi się
              zabawą typową dla kilkuletniego chłopca. Masz oczywiście prawo nie pozwalać
              swojej córce na dowolne zabawy, ale oczekiwanie, że znajomi będą zabraniać swemu
              dziecku tego samego to IMO spore przegięcie. Ciekawe, czy ty zabroniłabyś córce
              czegoś, co uważasz za normalne do zrobienia/zjedzenia/czytania, bo koleżanka
              swojemu dziecku nie pozwala?
    • kub-ma Re: Takie sobie dylematy wychowawcze... 02.02.10, 13:47
      Czasami moje dzieci też tak mają. Ale bezpieczeństwo i nauka jakiś
      zasad są dla mnie ważniejsze. Tłumaczę dziecku dlaczego tak jest.
      Poza tym można wtedy podsunąć inną ciekawą zabawę.
    • cherry.coke Re: Takie sobie dylematy wychowawcze... 02.02.10, 13:53
      Trzeba bylo dac sie pobujac z podtrzymywaniem.
      Tamci rodzice sa nieostrozni, bo jesli szalik by nie wytrzymal, to chlopiec
      zaliczylby twarde ladowanie. Ale twoja coreczka pewnie takich rzeczy nie lapie,
      ona tylko chce sie pobujac.
    • moofka Re: Takie sobie dylematy wychowawcze... 02.02.10, 14:02
      ale gatki miał?
      • syla27 Re: Takie sobie dylematy wychowawcze... 02.02.10, 14:36
        Mojej koleżance rodzice też wszystkiego zabraniali. Gdy my na
        osiedlu zdobywaliśmy nieznane tereny, ona ślęczała przed blokiem tak
        aby rodzice ją widzieli. Teraz w życiu dorosłym często wspomina, jak
        bardzo nam zazdrościła tych zabaw, do teraz gdy się spotkamy i
        spotkanie przeciąga się do ok 21-22 (szczególnie porą jesienno-
        zimową) muszą ją odprowadzać bo się boi.
        Uwazam, że my dorośli musimy dzieciom pozwolić trochę na własną ręke
        poznawać ten świat.
    • mruwa9 Re: Takie sobie dylematy wychowawcze... 02.02.10, 14:29
      biedne to Twoje dziecko... kaleke wychowujesz, oczy w slup, buzia w
      ciup, kokardka we wlosach, grzecznie przytakiwac i na lekcje
      fortepianu...
      • minnie8 Re: Takie sobie dylematy wychowawcze... 02.02.10, 14:32
        no!!!i w rurki też nie ubieram bo skrępowane tongue_out
      • zocha16 Re: Takie sobie dylematy wychowawcze... 02.02.10, 14:45
        to ja mam bardzo nie grzeczne dzieci i chyba juz w zyciu do ludzi z
        nimi nie pójdę.
        Skaczą w domu po kanapach i łóżkach, wdrapuję się na blaty kuchenne,
        jak chcą ze mną gotować, albo wziąć sobie cos z szafki, leżą na
        oparciach od sof i w ten sposób oglądają bajki.
        • joxanna Re: Takie sobie dylematy wychowawcze... 02.02.10, 14:52
          Rozumiem, że wisiał rękami i nogami do dołu? Czyli ewentualnie spadłby na 4 łapy?

          Szczerze mówiąc - nie znam chłopca - ale ujął mnie kreatywnością. Sam wymyślił
          zabawę, w dodatku fajną. Sam zrobił sobie huśtawkę. Myślę, że jedyna interwencja
          to wzmocnienie węzła, ewentualnie zamianę na jakiś lepszy sznurek, albo
          podstawienie jakieś poduchy z fotela.
    • kali_pso Re: Takie sobie dylematy wychowawcze... 02.02.10, 14:54
      > Czy to grzeczne musi mieć "przechlapane" dlatego,że rodzice tych
      > mniej grzecznych nie widzą problemu???

      Tos wymysliławink
      Toż on nie zmuszał Twojej córki do tej zabawy, nie namawiał jej, nie skepował i siłą nie zaciagnął na te belkę- Ty miałaś prawo nie zgodzić się na taką zabawę, bo według twojego kryterium to było potencjalnie karygodne, jego rodzice mogli nie uważać tego za zbyt niebezpieczne- proste?

      Wyobraź sobie teraz post rodziców tego chłopca i ich pytanie:" Czy moje dziecko musi mieć przechlapane bo innej mamie nie podoba sie, jak MOJE dziecko się bawi"? No dziewczyno, zastanów się trochęwinkp
    • e.mama.s Re: Takie sobie dylematy wychowawcze... 02.02.10, 14:55
      huśtawki ze sklepu są dla dziewczynek, chlopak jest pomyslowy. Mozna
      pozwalac przecież na różne zabawy o ile nie są niebezpieczne.
    • kozica111 Re: Takie sobie dylematy wychowawcze... 02.02.10, 15:49
      Tu nie chodzi o grzeczność /niegrzeczność tylko na pewne
      przyzwolenie które kiedyś moze sie tragicznie skończyć.
      Znanych jest wiele przypadków kiedy dziecko podczas takiej lub
      zbliżonej zabawy acz pod nieobecnosc dorosłych /ale skoro jak byli
      obecni to pozwalali to teraz czemu nie/ zwyczajnie sie
      powiesiło.Mozna sie śmiać ale uważam zę rodzic z wyobraźnia wbije
      dziecku kilka zasad do głowy; nie ma bujania na paskach, szalikach,z
      akładania torby na głowe, strzelania na niby z pistoletu tatusia itp;
      • minnie8 Re: Takie sobie dylematy wychowawcze... 02.02.10, 16:01
        No i właśnie właśnie o to mi chodziło smile
        Moje dziecko również ogląda bajki z oparcia sofy i wchodzi na biurko
        aby coś siegnąć z półki i jeździ z ojcem na quadzie-to normalne.Ale
        niektóre zabawy są nie do przyjęcia i nie rozumiem dlaczego rodzice
        na to się godzą milczeniem
        • kali_pso Re: Takie sobie dylematy wychowawcze... 02.02.10, 16:52

          No to się zdecyduj- albo to dziecko było "niegrzeczne" co zarzuuciłas mu w pierwszym poscie, albo tak Cię serce rozbolało nad jego nieszczęsnym losem, bo ma rodziców nieodpowiedzialnych..kręcisz coś, mamusiuwinkp
          • minnie8 Re: Takie sobie dylematy wychowawcze... 02.02.10, 17:22
            kali_pso napisała:

            >
            > No to się zdecyduj- albo to dziecko było "niegrzeczne" co
            zarzuuciłas mu w pier
            > wszym poscie, albo tak Cię serce rozbolało nad jego nieszczęsnym
            losem, bo ma r
            > odziców nieodpowiedzialnych..kręcisz coś, mamusiuwinkp

            słowo "niegrzeczne" wkradło mi się tak po obserwacji Młodego przez
            weekend a post oczywiście nie miał być akurat TEGO świadectwem
        • iwoniaw Czyli ty jesteś alfą i omegą, tak? 02.02.10, 17:14
          Inny rodzic pozwala na coś swojemu dziecku, a tobie się to nie podoba - źle.
          Powinien zabronić.
          Ty uważasz pewne zabawy za właściwe - dobrze. "To normalne".

          "niektóre zabawy są nie do przyjęcia" - jak widać w powyższym wątku, nie dla
          wszystkich to samo jest akceptowalne. Dopóki nikt nie zagraża twojemu dziecku
          ani inne dziecko nie pozostaje pod twoją opieką, a co więcej - bawi się w
          przytomności swoich rodziców, wymaganie, by dostosowało się do twoich standardów
          jest nie na miejscu. Widać dla niektórych rodziców pewne zabawy są jak
          najbardziej do zaakceptowania i dlatego godzą się na nie. Podobnie jak niektórzy
          nie godzą się na coś dla innych normalnego i wydają się tym pierwszym
          przewrażliwionymi histerykami. W twoim przypadku - pragnącymi jeszcze
          podporządkować swym fobiom otoczenie.
        • z_lasu Żartujesz, minnie8! 02.02.10, 21:17
          > jeździ z ojcem na quadzie-to normalne

          I Ty chcesz pouczać innych rodziców jakie zabawy są bezpieczne, a
          jakie nie?!?!?!
    • anika772 Re: Takie sobie dylematy wychowawcze... 02.02.10, 17:08
      Upomnieć tamtych rodziców? Albo tamto dziecko? A z jakiej racji?
      Dobrze zrobiłaś że zajęłaś się wyłącznie swoją córką, skoro dla
      Ciebie to oczywiste że nie wolno jej się bawić w ten sposób.
      Ja bym oczywiście pozwoliła.
    • figrut Re: Takie sobie dylematy wychowawcze... 02.02.10, 17:11
      Moi tak się bujali na smyczy póki hak w futrynie istniał. Łazili też po drzewach
      kiedy ciepło było. Z jakiej racji miałabyś zwracać na to uwagę rodzicom ?
      • figrut Re: Takie sobie dylematy wychowawcze... 02.02.10, 17:18
        Przeczytałam kilka odpowiedzi autorki wątku i przypomniała mi się opowiastka
        teściowej, kiedy jej synowie i ich grzeczny kuzyn byli u dziadków na podwórku.
        Jej synowie robili sobie fontannę z węża ogrodowego i lali się wodą, podczas gdy
        jej szwagierka instruowała ją, jak ma wychowywać dzieci, bo chłopcy okropnie się
        brudzą i będą chorzy. Jej syn tęsknym wzrokiem patrzył na rozbawione kuzynostwo
        i nie wolno było się mu iść bawić, bo się przeziębi i wybrudzi. Do tej pory w
        rodzinie kiedy mówi się o danym chłopcu, wystarczy tekst "mamusiu, czy mogę
        odwrócić łyżeczkę ?" i wszyscy wiedzą o kogo chodzi.
        • minnie8 Re: Takie sobie dylematy wychowawcze... 02.02.10, 19:47
          Czy doprawdy nie ma według Ciebie różnicy w chlapaniu się wodą czy
          pobrudzeniu się od zabaw z szalikiem,na którym przy chwili nieuwagi
          dziecko może zawisnąć na szyji???
          Wierz mi,że nie jestem matką,tóra myje ręce dziecku po kazdym
          głaskaniu kota.Moja córka złamała rękę przy robieniu zwykłych
          koziołków(wyszła z kuzynką na boisko)i przeżyłyśmysmile.Wiem,że nie
          uchronię jej przed wszelkimi nieszczęściami.Nie o to chodzi...Ale
          jak widzę ewidentne zagrożenie to REAGUJĘ.
          • figrut Re: Takie sobie dylematy wychowawcze... 02.02.10, 20:00
            > Czy doprawdy nie ma według Ciebie różnicy w chlapaniu się wodą czy
            > pobrudzeniu się od zabaw z szalikiem,na którym przy chwili nieuwagi
            > dziecko może zawisnąć na szyji???
            Oczywiście, że jest różnica. Po zabawie z wodą zwykle jest się mokrym tongue_out Moje
            dzieci wieszały sobie smycz na haku w futrynie i się na niej bujały. Są bardzo
            pomysłowe. Bujały się na smyczy tylko wtedy, kiedy ja miałam ich na oku. Sama
            piszesz, że rodzice widzieli co robi ich dziecko. Gdybyś zaczęła się szarogęsić
            w moim domu i zrobiłabyś wykład mojemu dziecku, że niewłaściwie się bawi kiedy
            ja bym tą zabawę akceptowała, nie byłabyś więcej mile widziana w moim domu.
        • minnie8 Re: Takie sobie dylematy wychowawcze... 02.02.10, 19:51

          figrut napisała:

          > Przeczytałam kilka odpowiedzi autorki wątku i przypomniała mi się
          opowiastka
          > teściowej, kiedy jej synowie i ich grzeczny kuzyn byli u dziadków
          na podwórku.
          > Jej synowie robili sobie fontannę z węża ogrodowego i lali się
          wodą, podczas gd
          > y
          > jej szwagierka instruowała ją, jak ma wychowywać dzieci, bo
          chłopcy okropnie si
          > ę
          > brudzą i będą chorzy. Jej syn tęsknym wzrokiem patrzył na
          rozbawione kuzynostwo
          > i nie wolno było się mu iść bawić, bo się przeziębi i wybrudzi. Do
          tej pory w
          > rodzinie kiedy mówi się o danym chłopcu, wystarczy tekst "mamusiu,
          czy mogę
          > odwrócić łyżeczkę ?" i wszyscy wiedzą o kogo chodzi.



          Czy doprawdy nie ma według Ciebie różnicy w chlapaniu się wodą czy
          pobrudzeniu się od zabaw z szalikiem,na którym przy chwili nieuwagi
          dziecko może zawisnąć na szyji???
          Wierz mi,że nie jestem matką,tóra myje ręce dziecku po kazdym
          głaskaniu kota.Moja córka złamała rękę przy robieniu zwykłych
          koziołków(wyszła z kuzynką na boisko)i przeżyłyśmy.Wiem,że nie
          uchronię jej przed wszelkimi nieszczęściami.Nie o to chodzi...Ale
          jak widzę ewidentne zagrożenie to REAGUJĘ.
    • agni71 Re: Takie sobie dylematy wychowawcze... 02.02.10, 19:10
      Ja w takich sytuacjach tłumaczę, ze widocznie rodzice tamtego dziecka mu
      na taka zabawę pozwalają, a moje dziecko jest moim dzieckiem i ja na taka
      zabawę nie pozwalam, bo uwazam, ze jest niebezpieczna/szkodliwa.
    • paolka_82 Re: Takie sobie dylematy wychowawcze... 02.02.10, 20:06
      Kiedy moi dwaj synkowie- niezłe zresztą rozrabiaki- wymyslaja karkołomne zabawy,
      w pierwszym momencie mam ochote złapać za ucho, posadzić na kanapie i kazać
      siedziec grzecznie do wieczora. Ale na szczęście przypominam sobie co sama
      wyprawiałam gdy byłam dzieckiem.
      POza tym przypominam sobie słowa -nie bardzo pamiętam ale chyba któregoś z
      aktorów, że jesli boimy sie że dziecko spadnie z drabinek na placu zabaw, to nie
      powinniśmy zabraniać na nie wchodzić, ale nauczyć bezpiecznego wchodzenia...i
      spadania, bo spadać też trzeba umiec.
      Dlatego staram się nie mdlec gdy zobacze syna na drzewie, ale po raz setny
      tłumacze zasady bezpiecznego wchodzenia- jesli mozna to tak okreslić.
      Nie uchronimy dzieci przed wszystkim, to że nie pozwoliłaś córce na taka zabawe
      w twojej obecności, nie znaczy że nie spróbuje tego gdy będzie sama.
      To trochę jak z seksem, nie zabraniamy strasząc ogniem piekielnym, ale
      tłumaczymy jak robić to z głową.

      Ale to według mnie, oczywiście....
      • phantomka Re: Takie sobie dylematy wychowawcze... 02.02.10, 20:40
        No coz, dylemat to powinnas miec Ty, bo wychowujesz niedojde.
        Przeczytalam pierwszy post dwa razy, bo nie znalazlam tam nic
        niegrzecznego, ew. podpadajacego pod dylematy jakiekolwiek. I Ty
        corce na kulig pozwolilas, toz to niebezpieczne, wstydz sie
        nieodpowiedzialna matko!!
        • paolka_82 Re: Takie sobie dylematy wychowawcze... 02.02.10, 20:43
          o masz...ale to chyba nie do mnie?
        • joxanna Re: Takie sobie dylematy wychowawcze... 02.02.10, 20:49
          Może po prostu każdy z nas ma inne fobie? Ja zabawę w huśtawkę oceniam jako
          fajną - kreatywną i gimnastyczną. Tylko zabezpieczyć podłogę i tłumaczyć (przy
          każdej podobnej okazji), że trzeba uważać na głowę (czy to naprawdę różni się od
          pająków na placach zabaw, po których wspinają się już co sprawniejsze dwulatki?)

          Natomiast nie pozwoliłabym dziecku na jazdę quadem.... Ani nie wydaje mi się to
          fajne, ani rozwojowe, a na pewno niebezpieczne...

          Pewnie każdy ma inny zestaw obsesjismile
          • phantomka Re: Takie sobie dylematy wychowawcze... 02.02.10, 21:31
            Tylko, ze trzeba wziac pod uwage jeszcze wiek dziecka. Jak sie ma
            dziecko male, to pewne zabawy moga byc dla nas niewyobrazalne, kiedy
            to dziecko bedzie mialo 8 lat,to okaze sie, ze mamy zupelnie inne
            spojrzenie. Osobiscie obserwuje cos takiego u siebie. Natomiast
            corka autorki najwidoczniej jest mocno hamowana, bo wystarczylo
            corke asekurowac, a nie zabraniac.
    • ila79 Re: Takie sobie dylematy wychowawcze... 02.02.10, 21:03
      No nie, jak dla mnie to jesteś typową przewrażliwioną mamuśką bez
      wyobraźni. Jak już się tak bardzo bałaś, to trzeba było córce kołdrę
      pod tą belką położyć, przynajmniej by miała dobrą zabawę.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja