Alergia na rodzine męża

02.02.10, 22:11
Witajcie....Może mi coś poradzicie bo zwariuje jak nic. Rodzina męża działa mi na nerwy że szok. Teściowa zwariowała na punkcie małego, wcześniej nawiedzała nas codziennie, brała na ręce ( przychodząc musiałam jej zwracać uwagę żeby chociaż ręce umyła jak bierze tygodniowe niemowlę), nosiła po 2-3h. Na moje uwagi nie reagowała, kwitowała że ona wie lepiej że dziecku trzeba dać miłość i ona ją tak okazuje.
Jak jesteśmy u nich to mały ciągle na rekach, wynoszony przez wszystkich, teksty typu - jakbyśmy go tylko mieli czym nakarmić to by cały weekend u nas był itp. są na porządku dziennym. Po nakarmieniu małego ona już czatuje pod drzwiami i mi go prawie wyrywa z tekstem - ty mi go daj i sobie idź, babcia najlepiej nosi....
Mały jest nieco oszołomiony, cichy, nie wie co się dzieje bo ciągle z rąk do rąk. mężowi to odpowiada, siedzi i czyta gazetę a mnie trafia szlag.
Czuje się jak "cyc"- spełnić swoją powinność i spadówa. Bo Synuś musi być noszony-bawiony, rodzice niepotrzebni.
W sytuacji kiedy mały płakał teściowa wystartowała do niego do łóżeczka i go uspakajała. Jak podeszłam żeby go zabrać ( bo się nie umiał uspokoić) to odwróciła się plecami i odeszła z tekstem że mam dać spokój bo ona sobie poradzi.
We mnie się gotuje, aż w końcu wybuchnę i powiem co o tym myślę.
Wylewam żółć mężowi ale on nie rozumie, twierdzi że przesadzam, że to pierwszy wnuk i oni mają takiego świra.
Moi rodzice mają więcej taktu, moja mama nie wyrywa mężowi małego - mimo że to ich tez pierwszy wnuk. Czy ja przesadzam? Mam już dosyć, najgorzej że jak ona teraz taka wtracalska i zaborcza to co będzie potem? Nie chcę wchodzić na ścieżkę wojenną z nimi, ale jak tak dalej pójdzie to nie wytrzymam.
    • princy-mincy Re: Alergia na rodzine męża 02.02.10, 22:21
      Skoro nie mozesz liczyc na meza, licz na siebie.
      Przede wszystkim po co do nich tak czesto chodzicie?

      Jak jesteśmy u nich to mały ciągle na rekach, wynoszony przez
      wszystkich, tekst
      > y typu - jakbyśmy go tylko mieli czym nakarmić to by cały weekend
      u nas był itp
      > . są na porządku dziennym
      Trzeba odparowac- miejsce dziecka jest przy matce.

      > W sytuacji kiedy mały płakał teściowa wystartowała do niego do
      łóżeczka i go us
      > pakajała. Jak podeszłam żeby go zabrać ( bo się nie umiał
      uspokoić) to odwrócił
      > a się plecami i odeszła z tekstem że mam dać spokój bo ona sobie
      poradzi.
      Jak wyzej- mowic nie umiesz? Mowisz otwarcie, ze Ty jestes matka i
      Ty bedziesz swoim dzieckiem sie zajmowac.

      Moja tesciowa raz u nas byla i tez pierwsze dwa- trzy razy takie
      odpuscilam, ale juz nastepnego nie. Po prostu wyjelam jej dziecko z
      rak i powiedzialam, ze JA JESTEM JEJ MATKA. Nie musisz sie jej
      tlumaczyc.
      • gracekelly17 Re: Alergia na rodzine męża 02.02.10, 22:32
        Ona uważa że mnie odciąża. Że mi pomaga. Ach, jaka by była moja niewdzięczność w
        jej oczach jakbym zabrała jej dziecko. Wizyty ograniczamy do minimum, ale
        kontakt ze względu na dziecko jest.
        niestety....
        • princy-mincy Re: Alergia na rodzine męża 02.02.10, 22:37
          To wyprowadz ja z bledu.
          Powiedz, ze doceniasz chec pomocy, ale poprosisz o pomoc, gdy jej
          bedziesz potrzebowac.
          I nie tlumacz sie jej- zabierz dziecko, jesli nie chcesz by je
          nosili czy by je uspokajali. Ty jestes matka i ty ustalasz zasady
          gry i okreslasz granice.
          • bracialwieserce Re: Alergia na rodzine męża 02.02.10, 23:26
            Dokładnie - stanowczo acz dobitnie i pamiętaj im dalej w las tym gorzej - bo jak
            się będziesz bała/miała obiekcje etc. to będzie gorzej - teściowa się rozbestwi
            i uzna, że jest na tym terenie panią. Nie ma co siać fermentu i zamętu tylko ją
            parę razy uświadom i TYLE. NIE DAJ się
            • monia420 Re: Alergia na rodzine męża 02.02.10, 23:39
              tylko, ze tu nie chodzi o stanowczo i dobitnie, ale o skutecznie.
              1. nie łazić często/wyprowadzić się/zapraszać raz na miesiąc/prosić o
              pomoc, jak potrzebna (zakupy, kino, praca).
              2. powiedzieć, mężowi, że nie czujesz się komfortowo, gdy nie możesz
              sama zająć się dzieckiem, i że Ty chcesz zajmować się dzieckiem, a
              babcia chętnie niech się udziela, ale niech będzie mniej
              natarczywa...
              3. rodziny męża nie zmienisz, a jak zaczniesz być dobitna to okrzykną
              Cię złą i niewdzięczną. Stawiam na punkt 1 w całości + wiedza z
              punktów 2 i 3. Docenisz babcię, gdy będziesz chciała wrócić do pracy
              lub, gdy zacznie się szkoła (a to naprawdę nie tak długo jak się
              dzisiaj wydaje)...
              • bracialwieserce Re: Alergia na rodzine męża 02.02.10, 23:47
                Sorry ale wyjdzie na to, że się "ukrywa"! Co by sobie rodzina męża nie pomyślała
                - a to już by mnie mniej obchodziło. Poza tym jeśli babcia teraz jest zaborcza i
                nie przystopuje to bym się bała jej dziecko potem powierzać. Matka jest jedna a
                Babcia Swoje już odchowała a tu nie daj Bóg jeszcze się jakaś chora rywalizacja
                zrodzi!
                • morekac Re: Alergia na rodzine męża 03.02.10, 00:19
                  Poza tym jeśli babcia teraz jest zaborcza i
                  nie przystopuje to bym się bała jej dziecko potem powierzać

                  A dlaczego? To lepsza jakaś obca osoba niż kochająca, aczkolwiek nieco namolna
                  babcia?
                  • bracialwieserce Re: Alergia na rodzine męża 03.02.10, 01:53
                    Rozumiem, że wobec argumentu kochająca babcia wszystko niknie/blednie i będzie
                    jakakolwiek próba "obalenia" tego mitu źle odebrana.
                    Nikt nie mówi, że "kochająca babcia" jest beee. Chodzi o granice - Babcia nie
                    jest główna osobą do wychowywania Wnuka i to ona powinna z Rodzicami uzgadniać
                    pewne sprawy/ brak tej pani delikatności i poszanowania ICH praw a zwłaszcza
                    matki. Gadka bo ja już miałam dziecko i wychowałam nie jest w porządku. Jak to
                    mówią zapomniał wół jak cielęciem był. Ciekawe czy ona sama by chciała być tak
                    traktowana jako młoda matka/lub jeśli była czy podobało jej się to?!
                    To się tyczy nie tylko tego ale i konfliktów {rzekomych/relanych} na linii
                    dzietni - nie
                    ludzie którzy się zajmują czymś od dłuższego czasu a ty wchodzisz w ich działkę
                    i jesteś pouczany/pouczana jako ta głupsza etc. NIE JEST to miłe nie? Więc jeśli
                    nie tupniesz nóżką i nie wyrazisz swego zdania to nie będzie lepiej bo raz mimo.
                    tzw. dobrych chęci i koteczka można zagłaskać niby to "miła" śmierć ale jednak
                    zgon. Po drugie być może ta osoba tego nie wie, że źle robi bo "dobro" kogoś
                    przesłania jej "zdrowe" patrzenie na rzecz taką jaka ona naprawdę
                    jest/sytuację/osobę. Wtedy trzeba delikatnie ale "uświadomić". Dziwi mnie i
                    muszą to być złe relacje/trudne/niepewne, że normalnie wyrażone swoje zdanie ma
                    być odbierane jako atak/ucisk/przytyk - no jeśli ciągle szukamy drugiego dna to
                    tak może być, że dominują pobożne życzenia i chyba same takie "obrażalskie"
                    osoby mają problem i podejrzewają innych o ataki na nie lub zła wolę.
                    Pozwolę sobie coś zacytować:
                    "Motywacja wynikająca z własnej potrzeby sprawdzenia się lub przedłużenia roli
                    rodzica wobec nieswojego dziecka wydaje mi się niebezpieczna. Może bowiem
                    niechcący wyrugować z życia wnuka ich własnych rodziców. Może ich postawić w
                    niezręcznej sytuacji, kiedy będą zmuszeni "wymówić" dziadkom prawo do
                    uczestniczenia w życiu młodej rodziny, jeżeli starsi okażą się na przykład zbyt
                    zaborczy, dominujący, wścibscy lub nadaktywni w roli opiekunów małych dzieci
                    albo,co gorsza, w roli nadmiernie krytycznych "recenzentów" wobec stosowanych
                    przez biologicznych rodziców metod wychowawczych.
                    I autorka podaje przykłady z życia wzięte "Jak mam teściową przekonać, żeby nie
                    przegrzewała mego synka, którego zostawiam kilka razy w tyg. pod jej opieką?
                    Zawsze ubiera go jak na zimę i opatula kocykami, tak, że mały ledwie oddycha,
                    nawet w pełni lata", pyta młoda mama. Inna z kolei skarży się: Mój ojciec uważa,
                    że czteroletniemu malcowi, jakim jest mój synek, nic nie będzie, jak upije
                    trochę piwa z jego szklanki. Kiedy to widzę i zwracam uwagę, zawsze wybucha
                    awantura. Boje się, że kiedy dziecko jest w domu rodziców i mnie tam nie ma, kto
                    wie, czy na jednym łyku się skończy".
                    Dziadkowie, którzy tymi sposobami, lub jeszcze bardziej drastycznymi, naruszają
                    wole rodziców swych wnuków, bezwiednie dają dowód, że należą do kategorii
                    rodziców...niezadowolonych ze swych dzieci.
                    Zdanie powyższe tylko na pierwszy rzut oka wygląda zawile. Jest w pełni poprawne
                    i logiczne. Oto mamy babcię lub dziadka, którzy chcą postępować wobec wnuków "po
                    swojemu", ignorując prośby lub uwagi prawdziwych rodziców. Dlaczegóż by miało
                    tak być? Jasne, że sądzą, iż w i e d z ą l e p i e j.Po pierwsze, ich własny
                    syn lub córka, którzy sprowadzili na świat potomka, nie wiedza lepiej, tylko g o
                    r z e j. Po drugie, rodzice wnuków są głupsi od dziadków. Przeto oni czuja się
                    powołani do tego, by ich poprawiać, korygować, zastępować w funkcji
                    pierwszoplanowych osób nadających jedynie właściwy kierunek w wychowaniu
                    najmłodszego pokolenia w rodzinie.
                    Gdy rodzice wyrażają sprzeciw, powstaje konflikt. Jeżeli dziadkowie są bardzo
                    potrzebni do zapełnienia luki opiekuńczej, na przykład z powodu zajęć zawodowych
                    młodych, niezwykle trudno wymusić od starszego pokolenia poszanowanie woli
                    młodych. Dziadkowie spokojnie mogą się czuć bezkarni. Wiadomo, są tak potrzebni,
                    że i ich dzieci i wnuki, zgodzą się na przegrzewanie, podtykanie piwka
                    maluchom, narzucanie swoich sposobów spędzania czasu oraz zabawa zgodnych z
                    zainteresowaniami i przekonaniami dziadków".
                    {...} Do tych naukowych konkluzji trzeba jednak wnieść poprawkę. Jeżeli
                    dziadkowie są taktowni i dojrzali, mogą przygotować do życia swoje wnuki w
                    sposób znakomity, a z kolei egocentryczni i niedojrzali rodzice potrafią
                    zakłócić rozwój własnych dzieci w stopniu wręcz patologicznym. Nie chodzi więc
                    wcale o przewagę lub niedostatki jednej czy drugiej pokoleniowej praktyki
                    pedagogicznej,lecz o optymalne metody stosowane wobec małych dzieci. Z
                    czyjąkolwiek pomocą, pod czyimkolwiek kierunkiem, powinny się one uczyć raczej
                    db. rzeczy niż złych. Dorośli, zarówno rodzice, jak i inni krewni lub
                    opiekunowie, mają dzieciom pomagać stopniowo nauczyć się samodzielnie omijać lub
                    odrzucać szkodliwe wzory, pokusy i zachcianki.
                    {...} Bo sprowadzenie się do roli dziadków powinno wiązać się z odnalezieniem
                    się w roli przedstawicieli najstarszego pokolenia. Niech młodsi i wnuki patrzą
                    na nas z dumą, podziwem i szacunkiem. Lepiej, żebyśmy nie przysparzali im
                    zmartwień. Nie kłóćmy się z własnymi dziećmi i wnukami, tylko starajmy się mieć
                    z nimi dobre, rodzinne i przyjacielskie stosunki. Ale to wymaga wyczucia,
                    wrażliwości i starania.
                    Dziadkowie, którzy chcą pomagać w wychowaniu wnuków, powinni najpierw
                    uzgodnić z rodzicami dzieci, jakie są ich priorytety, zasady, metody i preferencje.
                    Może dziadkowie nie są najemnymi niańkami czy gosposiami i mogą mieć swoje
                    zdanie na temat wielu spraw, ale takt, respekt wobec dorosłych bądź co bądź
                    rodziców nakazuje pytać ich o zdanie i brać je pod uwagę. Kardynalnym błędem
                    jest mądrzenie się i lekceważenie próśb matek i ojców dzieci co do sposobu
                    odżywiania latorośli, ich ubierania, spędzania czasu lub doboru zabawek czy
                    towarzystwa. Dziadkowie mogą starać się rodziców przekonać, jeżeli na jakiś
                    temat mają swoje zdanie, ale narzucać nie powinni niczego.
                    Do najcięższych grzechów dziadków należy niewątpliwie podważanie autorytetu
                    rodziców, obojga lub jednego z nich"/
                    Potem autorka wymienia możliwe powody takich konfliktów czyli to co zazwyczaj
                    spięcia na linii synowa- teściowa/zięć/teść/ mściwość jednej
                    strony/obydwu/obgadywanie matki przez babkę i na odwrót - inne tego typu
                    konfiguracje. I dalej: "Jednym z najważniejszych zadań dziadków jest umacnianie
                    u wnuków autorytetu oraz przywiązania i dobrych uczuć wobec rodziców". Autorka
                    podaje przykłady i dowodzi, że to zwiększa więź między dziadkami - ich dziećmi
                    wnukami - polega to na dobrym wyrażaniu się /radości z dzieci ich osiągnięć tego
                    jakimi są ludźmi i informowaniu o tym wnuków.
                    Potem są opowieści o tym jak dziadkowie pomagali swoim dzieciom, umacniali więzi
                    z wnukami, często byli ostoją osłona, zyskiwali na kontaktach z małymi, budowali
                    więzi/większy był sens życia etc.
                    Autorka kończy wywód tymi słowami:
                    "Być babcią i dziadkiem jest pod względem emocjonalnym zdecydowanie łatwiej i
                    przyjemniej, a wypełnianie przez nich wobec wnuków roli rodziców wychodzi im na
                    ogół nie najgorzej. Oczywiście, jeżeli tylko czują się na siłach, mają czas i
                    interesuje ich zajmowanie się nieswoimi w końcu dziećmi. Ideałem jednak jest
                    zawsze występowanie w życiu we własnej roli, a nie czyjejś. ale dotyczy to
                    każdego z nas, nie tylko dziadków". Cytaty pochodzą z książki My rodzice
                    dorosłych dzieci autorstwa pani Ewy Woydyłło/ Jest tam dużo cennych info i cały
                    rozdz. o Dziadkach.
                    • papalaya po co walnęłaś taką nieczytelną kobyłę 03.02.10, 14:17
                      piszesz zawodowo eseje? z tego bełkotu nic nie wynika.
                      • bracialwieserce Re: po co walnęłaś taką nieczytelną kobyłę 03.02.10, 15:01
                        Napisałam tylko { przydługi} cytat z książki Woydyłło - fakt za długi. MEA culpa.
              • ykke Re: Alergia na rodzine męża 03.02.10, 16:02

                > 1. nie łazić często/wyprowadzić się/zapraszać raz na
                miesiąc/prosić o
                > pomoc, jak potrzebna (zakupy, kino, praca).

                Taa, niezła rada-zaprosic raz na miesiąc-pomyśl, że to dziecko
                bedzie uwielbiac tą "nadgorliwą" babcię, dlaczego ograniczac
                maluchom wizyty kochających-może i nadmiernie-babc? Bo co, bo mamci
                to nie pasuje?

                > prosić o
                > pomoc, jak potrzebna (zakupy, kino, praca).

                No jasne-chcemy wyjśc sie zabawic, to niech teściówka wpadnie(a nie
                daj Bóg bedzie miec inne plany, to zaraz watek powstanie jaka to
                baba niedobra), a tak to wara od dziecka.

                Może i jest to irytująca dla młodej matki sytuacja, ale trzeba
                wrzucic na luz po prostu i dziekowac, ze dzieciak ma tak kochajacych
                dziadków, bo nie raz tu czytałam skargi na brak uczucia i
                zaangażowania w stosunku do wnucząt.
                • bracialwieserce Re: Alergia na rodzine męża 03.02.10, 17:01
                  A nie potrafisz zrozumieć, ze to nie o to chodzi tylko o umiar, lubisz jak Ci
                  się nawet ktoś kochający narzuca? Serio?
                  • ykke Re: Alergia na rodzine męża 03.02.10, 18:15

                    > A nie potrafisz zrozumieć, ze to nie o to chodzi tylko o umiar,
                    lubisz jak Ci
                    > się nawet ktoś kochający narzuca? Serio?

                    Nienawidzę, wyobrażam sobie, co czuje autorka, ale ona nie mieszka z
                    teściami, nie widuje ich codziennie, dlatego napisałam, że powinna
                    wrzucic na luz i starac się czerpac korzyści z takiej sytuacji-np
                    jak mąz, czytac gazety. Dziecku sie przecież krzywda nie dzieje!
                    ---Izka

                    "Dzień bez śmiechu to dzień stracony"
                    • bracialwieserce Re: Alergia na rodzine męża 03.02.10, 18:36
                      Kumam! Jest jeszcze jedno ale jeśli za bardzo się wrzuci na luz to można już
                      nigdy nie móc zaciągnąć hamulca lub zaciągnięcie go pozostanie niezauważone. I
                      tylko o to mi chodzi.
    • czar_bajry Re: Alergia na rodzine męża 03.02.10, 01:32
      Mówić chyba potrafisz więc powiedz że to Twoje dziecko i to Ty będziesz
      decydowała co jest dla niego dobre.
      Zaprowadź porządek w domu, ogranicz wizyty i będzie dobrze.
      Ale musisz powiedzieć to wyraźnie>
      Temu że mąż nie protestuje nie masz się co dziwić- w końcu może sobie siedzieć i
      gazetę czytaćtongue_out
    • ala_bama1 Re: Alergia na rodzine męża 03.02.10, 08:13
      opisałaś moją teściową, wypisz, wymaluj. Nawet teksty te same... Też ciągle
      słyszałam że mam odpocząć ona sobie najlepiej poradzi, tylko ona umie uspokoić
      moje dziecko. itp I to wyrywanie małego z rąk - to dla mnie było najgorsze.
      Świetnie Cie rozumiem bo sama przez to przechodziłam, każda wizyta teściowej to:
      szereg bzdurnych uwag rodem z lat 70-tych. Wyrywanie dziecka i wychodzenie do
      drugiego pokoju, albo na piętro. Dla mnie to jakaś obsesja, nie znałam jej z tej
      strony. Dziecko po moim macierzyńskim mialo zostać z teściową, ale z każdym
      dniem utwierdzałam się w przekonaniu że to byłaby porażka. Obecnie jestem na
      wychowawczym, synek ma 2 lata.
      A babcia... chyba sobie odpuściła tzn: wie że to MOJE dziecko, i nic jej do
      wychowywania. Spotykamy się ok 2 razy na miesiąc i jest w miarę ok. tz ciągle
      próbuje swoje mądrości wprowadzić w życie ale, wie że i tak zrobię po swojemu bo
      to ja jestem matką która wychowuje swoje dziecko i zna je najlepiej. Wiem że
      gdyby ona siedziała z młodym byłoby zupełnie inaczej bo widze że w wielu
      kwestiach jest niereformowalna. Nie proszę ją o pomoc, nie podrzucam dziecka (o
      co ma ciągłe pretensje)Moja rada, ogranicz kontakty, Pokazuj na każdym kroku że
      to Ty decydujesz i z Twoim zdaniem ma się liczyć. Wiem że nie jest łatwo, sama
      przez to przechodziłam i przechodzę w mniejszym stopniu i do dzisiaj muszę
      "temperować" babkę, ale jest coraz lepiej. Poza tym mojej teściowej urodził się
      drugi wnuk i tu realizuje się jako matka... ale to już inna historia
    • lacitadelle nie rozumiem Cię 03.02.10, 12:13
      My właśnie po to jeździmy do dziadków/zapraszamy ich do siebie, żeby mieć chwilę
      odpoczynku od dziecka. Nikt nie musi nam go wyrywać - sami ochoczo wciskamy go
      na kochające ręce. Jesteśmy super zadowoleni, że go noszą, a sami wtedy spędzamy
      czas w łóżku, chodzimy na koncerty, do kina czy do knajpy. Ale zawsze uważałam,
      że jestem wyrodna bez instynktu macierzyńskiego smile
      • bracialwieserce Re: nie rozumiem Cię 03.02.10, 12:52
        Bo to chodzi o formę, nikt nie odmawia teściom zajmowania się wnukiem. Ta pani
        za to osacza autorkę wątku a to wielka różnica.
        • lacitadelle Re: nie rozumiem Cię 03.02.10, 13:16
          > Ta pani
          > za to osacza autorkę wątku a to wielka różnica.

          To jest Twoja interpretacja, ja mam inne wrażenie.
          • gracekelly17 Re: nie rozumiem Cię 03.02.10, 13:33
            A ja czuję się osaczona...tak, to dobre określenie. Nie chodzi o to że chcę
            odebrać dziecku kochających dziadków, że czasem nie korzystam z ich pomocy w
            sytuacjach kiedy musimy gdzieś wyjść razem( właśnie dlatego nie mogę z nimi
            pójść na noże, bo czasem jesteśmy bez wyjścia).
            Chodzi o samą formę - jak teściowa zachowuje się przy nas. I dziękuję za Wasze
            porady, rzeczywiście muszę dać stanowczo i jasno do zrozumienia że to MOJE
            DZIECKO , żeby babcia nie zapominała....
            • lacitadelle Re: nie rozumiem Cię 03.02.10, 14:49
              Myślę, że to wrażenie minie z czasem, bo w tym co piszesz ja nie widzę jakichś
              obiektywnych objawów osaczenia, raczej normalne przewrażliwienie bardzo młodej mamy.

              Najważniejsze moje argumenty to, że nie masz do zarzucenia teściowej nic oprócz
              noszenia czy przytulania, a to jeszcze nic takiego, nie postępuje z dzieckiem
              wbrew Twojej woli, nie przegrzewa, nie dopaja, nie stwarza żadnych zagrożeń.
              Moja mama też często mówi do mojego synka, że go kocha najbardziej, że jakby
              mogła, to by go zabrała do siebie. Ale to tylko takie gadanie, o niczym złym nie
              świadczy, mama dobrze wie, że jest tylko i aż - kochającą babcią.
              • bracialwieserce Re: nie rozumiem Cię 03.02.10, 15:00
                A dlaczego uważasz, że to tylko kwestia przewrażliwienia? Nie cierpię jeśli mam
                być szczera takiego podejścia - racja sądzimy podług siebie etc. ale być może
                sytuacja wygląda dokładnie tak jak opisała to autorka czemu "zwalać" to od razu
                na przewrażliwienie? To takie gadanie jak to o wieku, byciu do czegoś za
                małą/młodą/starą etc. Nie każdy nadmiernie "trzęsie" się nad potomkiem,
                oczywiście, że jest lekki stres/obawa nikt nie pisze, że niemożliwym to jest.
                Uważam jednak, że ze strony teściowej miłym byłby gest gdyby trochę spasowała!
                Raz, to nie kotek a nawet kotkiem nie można się nadmiernie rządzić/ dwa sama
                powinna - niestety ludzie zapominają, że mieć świadomość { bo
                przeżyła/zna/widziała}, że może być ciężko i warto zachowywać się
                taktownie/powstrzymywać się - ręczę, że jej łatwiej niż "świeże" matce. Poza tym
                nieważne pierwszy czy ósmy wnusio dziecko przede wszystkim jest RODZIców i tyle.
                Tak mam dobry a nawet świetny kontakt z Dziadkami { Dziadek umarł co prawda
                już}, z drugimi Dziadkami nie ale to była {Ojca mego rodzina} rodzina, która po
                prostu nie nadaje się nie tylko do dzieci ale i do wnuków i inicjatywa nigdy
                żadna od nich nie wyszła i byli to całe życie ludzie chłodni emocjonalnie.
                Dodatkowo strasznie krytycznie nastawieni do innych nigdy do siebie.
                Uważam, że autorka postu wzięła wszystko pod uwagę i nie jest jakąś infantylną
                dzidzią, że trzeba aż taki margines błędu stwarzać, że jest przewrażliwiona i
                tym to wszystko tłumaczyć!
                • lacitadelle Re: nie rozumiem Cię 04.02.10, 12:24
                  Nadinterpretujesz, to co napisałam. Prawie każda młoda mama jest
                  przewrażliwiona, sama byłam, nie ma w tym nic złego, infantylnego, ani
                  dzidziowego i nic takiego nie sugerowałam. Wynika to chyba najbardziej z
                  naturalnego na początku braku pewności siebie w nowej roli. Na szczęście dość
                  szybko uświadomiłam sobie, że dla mojego dziecka zawsze to ja będę mamą,
                  najważniejszą i żadne działania ze strony babć tego nie zmienią, a jeżeli tą
                  miłością faktycznie babcia będzie się narzucać dziecku (bo to o jego
                  samopoczucie i dobro chodzi), to ono da jej to odczuć.

                  Teraz już jestem trochę starszą mamą i na niektóre rzeczy potrafię spojrzeć z
                  dystansu, dlatego szczerze radzę autorce, żeby wytaczanie większych dział
                  zostawiła na prawdziwe (moim zdaniem) problemy. Wiem coś o tym, bo też mam
                  teściową, z którą zdarzają się różne historie i mogę powiedzieć, że na pewne
                  sprawy trzeba rzeczywiście reagować bardzo stanowczo, a w pewnych trzeba po
                  prostu odpuścić (i do takich moim zdaniem należy przytulanie czy noszenie
                  dziecka), szczególnie, jak chce się korzystać z pomocy teściowej.

                  • shipa Re: nie rozumiem Cię 05.02.10, 21:41
                    Lacidella, posugujesz sie stereotypami o mlodych rodzicach.

                    Nie kazdy mlody rodzic czuje sie niedoswiadczony, przestraszony czy niepewny w kwestii pielegnacji i wychowania SWOJEGO dziecka, a juz z pewnoscia nie musi byc przewrazliwiony. To jest popularny stereotyp ,,wyciagany" przez tych, co ,,swoje dzieci juz odchowali".

                    Naprawde uwazasz, ze wpajanie mlodym rodzicom:,, jestes przewrazliwiona" ( jako uzasadniona lub tez nie opinie) pomoze im tego ,,przewrazliwienia" sie pozbyc?

                    Slusznie piszesz, ze trzeba nabrac dystansu do wielu spraw w kwestii czy to opieki, czy pielegnacji dziecka, ale ,,przyklejenie latki": nieudacznika/niedoswiadczonego/przewrazliwionego mlodemu stazem rodzicowi z cala pewnoscia nie stanowi podstawy do uzyskania dystansu, ktory powinien tez, a moze przede wszystkim, pojawic sie ze strony dziadkow dziecka.

                    Oni mieli i wychowali swoje dzieci, teraz maja wnuki- i zapominaja, albo nie chca przyjac do wiadomosci, ze nie do nich nalezy decyzja o sposobie wychowania. Moga wesprzec w tym rodzicow dziecka, ale nie wbrew ich woli i nie w formie negowanej przez rodzicow (tu akurat przez jedno z nich).

                    Zas autorce watku sugerowalabym zastanowienie sie, po co jezdzi do tesciow, skoro maz ma do tego stosunek ,,lekko obojetny" (no, moze poza dostepem do prasy dla Niego), a Jej samej zachowanie rodziny meza sprawia przykrosc.
              • madzioreck Re: nie rozumiem Cię 03.02.10, 15:11
                Przewrażliwienie? Zabieranie matce z rąk dziecka, jeśli ona tego nie chce, to
                przewrażliwienie?
          • bracialwieserce Re: nie rozumiem Cię 03.02.10, 13:54
            No to różnimy się "wrażeniami".
            Wolno nam.
    • f_jak_frustratka Re: Alergia na rodzine męża 03.02.10, 15:08
      Powinnaś się cieszyć że teściowie się chcą wnukiem zajmować. Dziecko skazane
      tylko na matkę i matka na dziecko to naprawdę tragedia. Znam dziadków, którzy
      pomimo tego, że mieszkają ze swoimi wnukami w jednym mieście, widują się raz na
      2 tygodnie na godzinę w niedzielę.
      Ja rozumiem, że uważasz, że przeginają, ale uwierz mi, w tą stronę przegięcie
      jest całkiem spoko.
      • bracialwieserce Re: Alergia na rodzine męża 03.02.10, 15:12
        A może wypośrodkowanie, hę?
        • f_jak_frustratka Re: Alergia na rodzine męża 03.02.10, 15:13
          Tak zwany zgniły kompromisik? smile
          • bracialwieserce Re: Alergia na rodzine męża 03.02.10, 15:25
            Niekoniecznie. A przy okazji - świetny Twój blog - zaczęłam czytać kiedy -
            wyskoczył na pierwszej stronie internetowej internetowego wydania gazety- że tak
            to ujmę. Dwa nie uważam aby było złe to, że dziadkowie chcą mieć kontakt z
            wnukiem, wiadomo, że teraz jest mały chodzi tez o jakość tych kontaktów bo to
            też ważne, jednak gdyby babcia była "normalną"osobą to można z nią sprawę
            przedyskutować - troszkę empatii by nie zaszkodziło i właśnie nie strzelić
            focha/ unosić się duma czy honorem bo to nie jest bitwa tylko zrozumieć drugą
            stronę - ja wiem być może naiwna jestem. Zauważam tez niestety z przykrością i
            to się tyczy generalnie kontaktów międzyludzkich, że jak wyrażasz swoje zdanie -
            nie obraźliwie, normalnie, a masz inne niż pani/pan x to wszyscy traktują to
            jako obrazę majestatu. I to jest przerażające. Przecież to normalne, że LUDZIE
            się różnią w tym w opiniach.
    • sueellen Re: Alergia na rodzine męża 03.02.10, 20:08
      Mialam dokladnie to samo plus ciągłe naloty reszty czlonków rodziny mojego
      faceta od dnia porodu. Rownież prosilam go o interwencję u swojej rodzinki. W
      koncu dnia diesiatego pier...elam żelazkiem o podlogę i wrzsnełam ile sil w
      płucach ze dlużej tego nie wytrzymam i od tej pory mam spokoj i ciszę. Wreszcie
      mi nikt nie przylazi.
      • budze_sie Re: Alergia na rodzine męża 03.02.10, 20:57
        o moj boze! ja bym swira dostala! kobieto powiedz tesciowej ze to
        jest twoje dziecko i ty sie chcesz nim zajmowac bo w koncu ty jestes
        matka! gdy moja tesiowa odwalala podobne numery to dalam jej do
        zrozumienia ze przesadza a potem ograniczylam kontakty. A ktos
        twierdzi ze potem mozesz potrzebowac jej pomocy? nie koniecznie,w
        koncu masz tez swoja matke ktora ci pewnie pomoze. ja gdy musze
        wyjsc to prosze meza zeby wzial wolny dzien albo umawiam sie na
        popoludniu gdy moja mama jest po pracy i ma czas bo gdy tylko
        pomysle ze mala mialaby zostac z mala to wrrr!!! wink
    • daisy Re: Alergia na rodzine męża 03.02.10, 22:15
      Tylko raz moja matka próbowała odebrać mi dziecko i szybko pożałowała.
      Odganiać matkę od dziecka? Wyrywać jej płaczące dziecko z rąk? To jakiś koszmar.
      Nie pozwalaj na to. Spokojnie, ale stanowczo. Teściowa musi zrozumieć.
    • olamka1 "moja mama nie wyrywa mężowi małego..." 04.02.10, 08:32
      smile
      Uffffffffff..... przynajmniej przy niej Twój Mąż jest BEZPIECZNY!!!
Pełna wersja