gracekelly17
02.02.10, 22:11
Witajcie....Może mi coś poradzicie bo zwariuje jak nic. Rodzina męża działa mi na nerwy że szok. Teściowa zwariowała na punkcie małego, wcześniej nawiedzała nas codziennie, brała na ręce ( przychodząc musiałam jej zwracać uwagę żeby chociaż ręce umyła jak bierze tygodniowe niemowlę), nosiła po 2-3h. Na moje uwagi nie reagowała, kwitowała że ona wie lepiej że dziecku trzeba dać miłość i ona ją tak okazuje.
Jak jesteśmy u nich to mały ciągle na rekach, wynoszony przez wszystkich, teksty typu - jakbyśmy go tylko mieli czym nakarmić to by cały weekend u nas był itp. są na porządku dziennym. Po nakarmieniu małego ona już czatuje pod drzwiami i mi go prawie wyrywa z tekstem - ty mi go daj i sobie idź, babcia najlepiej nosi....
Mały jest nieco oszołomiony, cichy, nie wie co się dzieje bo ciągle z rąk do rąk. mężowi to odpowiada, siedzi i czyta gazetę a mnie trafia szlag.
Czuje się jak "cyc"- spełnić swoją powinność i spadówa. Bo Synuś musi być noszony-bawiony, rodzice niepotrzebni.
W sytuacji kiedy mały płakał teściowa wystartowała do niego do łóżeczka i go uspakajała. Jak podeszłam żeby go zabrać ( bo się nie umiał uspokoić) to odwróciła się plecami i odeszła z tekstem że mam dać spokój bo ona sobie poradzi.
We mnie się gotuje, aż w końcu wybuchnę i powiem co o tym myślę.
Wylewam żółć mężowi ale on nie rozumie, twierdzi że przesadzam, że to pierwszy wnuk i oni mają takiego świra.
Moi rodzice mają więcej taktu, moja mama nie wyrywa mężowi małego - mimo że to ich tez pierwszy wnuk. Czy ja przesadzam? Mam już dosyć, najgorzej że jak ona teraz taka wtracalska i zaborcza to co będzie potem? Nie chcę wchodzić na ścieżkę wojenną z nimi, ale jak tak dalej pójdzie to nie wytrzymam.