p.fenowoman1985
03.02.10, 20:02
Nie potrafię tego zrozumieć i bardzo mi przykro z tego powodu. chce
mi się ryczeć i już nie mogę słuchać tych wszystkich ludzi którzy
zadają jedno jedyne pytanie na wstępie "Karmisz piersią?" i są
wielce oburzeni jak odpowiadam, że nie. Chciałam karmić naturalnie,
wiadomo że pokarm matki najlepszy. Ale raz, że po cesarce długo nie
miałam pokarmu i dokarmiali mi synka w szpitalu butelką, dwa - mam
niewykształcone sutki, synek nie mógł się zassać, kapturki nie
pomagały bo nauczył się pić z butelki, trzy - naprawdę miałam bardzo
mało pokarmu. Ale co z tego jak i tak nikt tego nie ruzmie, dla tych
wszystich zagorzałych matek polek wszystko jest możliwe, nawet
wywołanie laktacji dla dziecka które zostalo adoptowane. Wiem i
zdaję sobie sprawę z tego że nie zrobiłam na pewno wszystkiego co
mogłabym zrobić, żeby karmić piersią, ale nie stać mnie żeby iść do
poradni laktacyjnej, to raz, a po drugie i najważniejsze, nie mogłam
patrzeć na to jak moje dziecko się męczy, wygina, płacze bo nie może
się zassać, pokarm prawie nie leci, a on się tak strasznie męczy,
przy tym przy okazji też ja. Przez pierwsze dwa tyg próbowałam
ściągać, ale wiadomo, to nie to samo, pokarm zanikł... od 2 tygodnia
życia mój synek jest na butli, jest zdrowiutki, zadowolony,
grzeczny, a ja jestem szczęśliwa że jest najedzony, a zdrugiej
strony mam wyrzuty sumienia przez to całe gadanie... I boję się
kolejnego takiego pytania... eh co za życie... zero wyrozumiałości i
szacunku... przepraszam. musiałam się wyżalić...